Perspektywy Rosji i jej armii

 Rosyjska gospodarka ma się... zawałowo. Trzeba przyznać, że znakomite zarządzanie obrotem pieniądza przez bank centralny i ministerstwo finansów sprawiło, że jeszcze nie ma tam całkowitego zatrzymania obiegu gospodarczego ani wysokiej inflacji. I mówię to bez ironii, ośrodki zarządzające rosyjskimi finansami są absolutnie wyjątkowe i wybitne. Ale to nie ma wielkiego znaczenia. Jak mówili klasycy, "ch.. chrzanu nie ukopiesz". I tutaj też nawet najlepsze zarządzanie finansami nic nie pomoże jeśli w całej gospodarce jednocześnie załamuje się produkcja, kurczy konsumpcja i praktycznie zamierają inwestycje. 

I żadne zaklęcia na to specjalnie nie pomogą, za to parę dostępnych i wydedukowanych liczb jest bardzo ciekawych.

O byłym moście krymskim

 Most jeszcze stoi, ale od dziś rana nieco niekompletny. Na razie panuje pełen chaos informacyjny i właściwie nie wiadomo z żadną pewnością co było przyczyna zawalenia się dwóch przęseł jednej z nitek mostu drogowego i pożaru przynajmniej kilku cystern przejeżdżającego w tym samym momencie pociągu, prawdopodobnie z paliwem. 

Co wiadomo?

Że coś wybuchło. Że dwa przęsła jednej z nitek mostu drogowego są zerwane oraz że na jednym z torów godzinami płonęły wagony z paliwem, prawdopodobnie dieslem. 

Oraz że w momencie i miejscu wybuchu znajdowała się tam ciężarówka, należąca do kierowcy- właściciela z pobliskiego Rostowa. 

I to właściwie tyle.

 Co można podejrzewać?

To, że cysterny zaczęły się palić wskutek pierwotnego wybuchu na drogowej części mostu. A ten wybuch mógł być spowodowany przez materiały wybuchowe umieszczone w ciężarówce, co najmniej kilkaset kilogramów, albo uderzenie rakiety. Ze stosownie dużym ładunkiem i zasięgiem. Co oznacza zasadniczo ATACMS, czyli takie trochę inne rakiety wystrzeliwane z wyrzutni HIMARS, ale w paczce nie jest 6 sztuk, jak zawsze, a tylko jedna. O zasięgu elektronicznie ograniczonym do 499 km i max 500 kg ładunku wybuchowego (dokładna wielkość tajna, ale maksymalna waga głowicy to 560 kg).  Co by się w miarę zgadzało, jeśli były to bardzo mocne materiały wybuchowe. USA bardzo długo nie chciały dostarczyć Ukrainie tych rakiet, ale może zmienili zdanie.  Albo od początku planowali, że dostarczą na mniej- więcej takim etapie erozji Rosji i jej armii i to zrobili. Tak czy inaczej, oficjalnie żadnych nie dostarczono i wszyscy zaprzeczają.

Lub też może to być jakaś modyfikacja ukraińskich Neptunów.

Oraz jest jeszcze jeden ciekawy element- z przebiegu pożaru wygląda, jakby pociąg stał w momencie wybuchu i się nie ruszał później. Jeśli tak było, to by mocno sugerowało dodatkowy sabotaż systemu zasilania i/lub kierowania ruchem na linii kolejowej. 

Przyjrzyjmy się na chwilę jak by mógł wyglądać ten atak, jeśli jednak użyto ciężarówki. Otóż przy tej okazji mamy zasadnicze pytania- czy kierowca brał w tym udział, kim dokładnie był i czy zginął. 

Otóż kierowcą ciężarówki był niejaki Makhir Yusubov, wuj właściciela ciężarówki, Samima Yusubova. Jak sugeruje nazwisko ci panowie byli spokrewnieni i są/byli to muzułmanie, czyli nie etniczni Rosjanie. Samim ma 25 lat i zapewne by podlegał poborowi, i zapewne dlatego obecnie przebywa za granicą. I zapewne dlatego ciężarówką kierował jego wuj, 52-latek. Oczywiście z Makhira nic nie zostało, więc nie wiemy, czy faktycznie tam przebywał w momencie wybuchu.

Kolejną kwestią jest to, kto był prawdziwym właścicielem. Ponieważ ciężarówka została przepisana z Makhira na Samira całkiem niedawno i to Makhir nią dalej jeździł. Więc równie dobrze mogło być tak, że Makhira szukali wierzyciele i fikcyjnie przepisał majątek na rodzinę, a poza tym nic się nie zmieniło. 

I wbrew pozorom mamy sporo różnych możliwości- bo zamiast niego mógł być tam ukraiński zamachowiec samobójca, a Mahir żyje lub nie i kiedyś się odnajdzie lub nie. Mógł tam też być on lub ukraiński żołnierz i mógł zostać ewakuowany zaraz przed eksplozją- ciężarówka by została zatrzymana, kierowca by wsiadł do innego samochodu i został ewakuowany. 

Trudne, ale nie niemożliwe. I bym powiedział, że to jedyne rozsądne rozwiązanie, bo Ukraińcy chcą i muszą czysto grać, aby nie stracić poparcia zachodniej opinii publicznej. Zabijanie cywilów użytych jako pułapki nie bardzo wchodzi w grę. Planowanie operacji jako samobójczej powiedzmy, że już by było trochę bardziej dopuszczalne i jak najbardziej by samobójców znaleźli, ale to nie ten styl. Ukraiński przekaz polega na tym, że dowódcy szanują i oszczędzają życie swoich żołnierzy. Ludzie giną, bo taka niestety jest wojna, a nie dlatego, że tak zaplanowano. 

Dlatego podejrzewam, że jeśli to był wybuch ciężarówki, to jej kierowcy już tam dawno nie było. Zatrzymanie i porwanie w trakcie operacji na moście nic nie wiedzącego kierowcy dodawałoby niepotrzebny i ryzykowny poziom komplikacji do i tak skomplikowanej i niezwykle ważnej operacji, więc tak raczej tego nie zrobiono. Czyli kierowca musiał co najmniej wiedzieć, że ma zatrzymać ciężarówkę w określonym miejscu i szybko wskoczyć do znajdującej się obok osobówki. I zniknąć. 

W takim razie przyjrzyjmy się jeszcze raz temu co wiadomo o tej rodzinie. Wiadomości niekoniecznie są pewne, jak to w takim czasie po tego typu zdarzeniu, ale będę się trzymał tego co powiedziano w mediach.

Imiona i nazwisko są znane i z całą pewnością jedno i drugie jest muzułmańskie. Niestety nic więcej nie mówi nam o narodowości. Ale podobno Samim się przeprowadził w 2018 roku z Tatarstanu do Rostowa. I to by pozwalało z pewną dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że cała rodzina to Tatarzy (nadwołżańscy, nie krymscy). Co ma o tyle znaczenie, że wobec Rosji i jej władzy są w najlepszym przypadku obojętni. Kwestia przeprowadzki może sugerować marną sytuację ekonomiczną, i to by się zgadzało z ogólną sytuacją Tatarstanu. Jako najbardziej uprzemysłowiona część Rosji, był ten region najbardziej dotknięty sankcjami. Już tymi z 2014, a obecne to jest całkowita dewastacja wszystkiego. Ale przeprowadzili się, zapewne całą wielką rodziną, do znacznie lepiej prosperującej południowej Rosji już 4 lata temu. Tylko że po 24 lutego zmieniło się całkiem sporo. Sankcje zabiły lokalny przemysł szybko i sprawnie, tak samo konsumpcję z importu i razem z tym dostawy z portów. Z punktu widzenia transportu ciężarowego to była katastrofa, a jedyną trasą gdzie jeszcze w ogóle da się zarobić to import z Turcji (a faktycznie przemyt wszystkiego z UE). Wraz z astronomicznymi kolejkami na granicach w Gruzji kółko z południowej Rosji do Turcji to około miesiąca, ale jakoś daje żyć. Na południu, w regionie rolniczym sytuacja jest dużo lepsza, ale też nie różowa i stawki niekoniecznie są większe, bo przewoźnicy z innych regionów też nie śpią. I to dosłownie. Problem polega na tym, że nasz bohater ma amerykańską ciężarówkę. Która z europejskiego rozmiaru naczepą może jeździć po Rosji, ale nie po Turcji. Co oznacza, że Yusobov, którykolwiek jest faktycznym właścicielem jest skazany na frachty z ujemną rentownością. Znaczy nie to że musi dokładać z własnego portfela. Znaczy to tyle, że wliczając amortyzację sprzętu i wynagrodzenie kierowcy wychodzi na minus, bo tak teraz wygląda sytuacja w Rosji. Amortyzację sprzętu nie do końca musi liczyć, spadek wartości jest raczej znikomy. Czyli kierowca właściciel, zarabiał dobrze, jeśli zarabiał na paliwo i remonty, pensję kierowcy i jakąś rentę od kapitału. Po 24.02 to poszło do kosza. Kierowca-właściciel zarabiał na paliwo i remonty i mniej niż pensję kierowcy. Czyli dopóki jeździł sam, to mógł przeżyć. Kiedy musiał zatrudniać kierowcę, w najlepszym przypadku był około zera, a częściej na minusie.  

W tym przypadku zapewne przez pierwsze miesiące wojny jakoś wiązał koniec z końcem, ale na styk, a po ogłoszeniu mobilizacji Samim uciekł do Gruzji, czy gdzieś a za kierownicą zasiadł wuj (a może zawsze tam był). Ale wuj też musiał coś zarobić, życie w Gruzji też kosztuje, a kredyt za mieszkanie sam się nie spłaci, żona i dzieci coś muszą jeść. W skrócie- prawie na pewno od mobilizacji był pod kreską. W takiej sytuacji propozycja ze strony tajnych służb Ukrainy mogła się wydać zupełnie interesująca. Propozycja typu: mieszkanie w Winnicy czy Krzywym Rogu bez kredytu i nowa ciężarówka. Oraz nowe dokumenty dla całej rodziny. Kto by nie poszedł na taki układ? 

A teraz przyjrzyjmy się samemu miejscu wybuchu

Bo jest ono ciekawe. Rzuca się oczywiście w oczy niezwykle szczęśliwa synchronizacja ciężarówki i składu z cysternami oraz bardzo ciekawą okoliczność, że wybuch, oprócz tego że zdemolował część drogową, to jeszcze rozrzucił wystarczającą ilość środków zapalających (magnezu lub termitu) aby ładunek cystern zapłonął i palił się pięknym płomieniem kilka godzin. 

To co w tym wszystkim wyszło dziwnie, to fakt, że wybuch i pożar nastąpiły kilkaset metrów przed głównym przęsłem. Gdyby ono się zawaliło, to byłoby zablokowane również wejście morskie na Morze Azowskie (bo pod tym podwyższonym głównym przęsłem jest jedyne wejście, a woda ma tam głębokość zaledwie kilkunastu metrów. 

Moja teoria brzmi- dokładnie taki był plan, aby wszystko miało się zdarzyć właśnie na głównym przęśle. Ale nie wyszedł, prawdopodobnie dlatego, że pociąg się zatrzymał wcześniej. Ktoś coś źle obliczył z popsuciem zasilania lub maszynista zrobił coś nieprzewidzianego. I jeśli tak było, to ktoś musiał w ciągu sekund podjąć decyzję- czy wybuch ma być w planowanym miejscu na głównym przęśle czy przy pociągu. Co jest jeszcze jedną solidną poszlaką za ładunkiem w dokładnie tej ciężarówce i powiedzmy, że słabą za tym, że na miejscu był jakiś dowodzący akcją oficer ukraiński.

Ale to co jest najciekawsze, to skutki

Jedna są znakomicie widoczne- co najmniej 4 przęsła w jednej z nitek poszły za Moskwą oglądać ryby. Druga nitka jest mniej lub bardziej uszkodzona. Myślę, ze można zaryzykować twierdzenie, że jest przejezdna dla lekkich pojazdów. 

Znacznie ciekawiej ma się sprawa z mostem kolejowym. Spalenie kilkudziesięciu, a raczej kilkuset ton ropy w ciągu kilku godzin raczej załatwiło beton z konstrukcji dokładnie i przęsło na którym się paliło nie nadaje się do niczego. Najpoważniejsze pytanie z tego wszystkiego dotyczy drugiej nitki toru. Jeśli jest sprawna, to cała akcja była zwycięstwem PR, ale niestety nie dużo więcej i trzeba będzie poprawiać. Zapewne inną metodą, bo ta już jest spalona... 

Ale po pierwsze- dobrzy inżynierowie starannie się zastanawiali jak zdemolować ten most sprawnie i skutecznie. I sądzę, że taki pożar na jednej nitce miał też skutecznie załatwić drugą. 

I po drugie- niewiele jest stałych w tym świecie, ale na kacapską głupotę zawsze można liczyć. Otóż już w trakcie pożaru usiłowali go gasić zrzucając wodę z helikoptera. Na gorący beton. Co zdecydowanie pomogło ukruszyć i osłabić konstrukcję. Czy wystarczająco? Nie wiemy. Pociąg osobowy przejechał, ale to jest lekka rzecz. Jak będzie przejeżdżał ciężki skład towarowy to się dowiemy. Albo też nie, bo konstrukcja może być osłabiona na tyle, że pierwsze 10 przejedzie....

I tak czy inaczej- tor jest jeden i prawdopodobnie będą bardzo poważne ograniczenia prędkości. Czyli przepustowość zmniejszona do max 1 składu na godzinę. I tak jest w najlepszym przypadku, że drugie przęsło jest nieuszkodzone.

I co z tego, że most jest uszkodzony, przecież są inne alternatywy?

No właśnie, nie tak bardzo są. Na Krymie mieszka około 2 mln ludzi, którzy nie wytwarzają właściwie nic lokalnego i trzeba przywieźć wszystko, a najważniejsze jest jeszcze utrzymanie zaopatrzenia armii. Na całym południowym froncie, od Doniecka do Chersonia i Sewastopola. 

Bo alternatywy są następujące- linia kolejowa prowadząca przez Tokmak i Melitpol, która by załatwiała wszystko. Jest tylko jeden drobny problem- na jej fragmencie i to daleko na wschodzie, obok Wolnowahy biegnie ona zaledwie kilka kilometrów od linii frontu. Każdy pociąg, który by tam próbował przejechać zostałyby szybko zamieniony w kupkę złomu, a utrzymanie regularnego transportu jest niemożliwe. Zwłaszcza, że na innych odcinkach tory też przebiegają w zasięgu ukraińskiej artylerii. Zostaje transport drogowy. I to już testowaliśmy. Rosyjska armia nie jest w stanie zaopatrzyć swoich wojsk do ofensywy dalej niż 30 km od linii kolejowej a do defensywy dalej niż 50, max 70 km. A z Taganrogu do Dniepru jest około 500 km..... 

W skrócie- jeśli linia kolejowa przez most krymski będzie całkowicie wyłączona z użytku to rosyjska armia ze swoją logistyką, na południu Ukrainy będzie w stanie się bronić w okolicach Mariupola. Oczywiście jak skutecznie w ogóle może się bronić przed armią ukraińską to inna sprawa, ale tam w ogóle może. Kwestia Chersonia, Zaporoża i Krymu jest zamknięta. 

A inne metody?

Są. I działają. Statki mogą dowozić paliwo do Sewastopola i Krym może się chwilę jeszcze trzymać. O ile oczywiście Ukraina nie ogłosi blokady i nie będzie topić przynajmniej tankowców. Zapewne spróbują coś dowozić statkami do Berdiańska. Tak, tego samego, gdzie już zostały trafione dwa okręty desantowe w porcie. A teraz jest w zasięgu zwykłych Himarsów. Powodzenia!

Mogą w części zbudować rurociąg taktyczny i to trochę pomoże. Ale na takiej długości będzie regularnie przerywany i niszczony. Przez Himarsy, naloty i partyzantów. Tak, obecnie lotnictwo ukraińskie jest relatywnie bezkarne nie tylko w okolicach frontu, ale z pewnym przygotowaniem robi naloty głęboko na terytorium przeciwnika. Od kiedy ukraińskiemu lotnictwu się udało za pomocą żywicy zamontować amerykańskie pociski przeciwradarowe do Migów- 29, to rosyjska obrona przeciwlotnicza woli udawać, że nie istnieje. 

W taki sposób pozostają promy przez cieśninę kerczeńską. Które były, ale po otwarciu mostu ktoś je zamienił na flaszkę. Albo willę we Włoszech. Może się znajdą, a może nie. Stawiam na nie. 

I ostatnia i jedyna możliwość. Droga M14. Przez Mariupol, Berdiańsk i Melitpol. Prawie cały czas w zasięgu Himarsów, a dokładnie cały w zasięgu oczu partyzantów. I przy okazji Ukraina dostała nowy typ rakiet, z głowicą wybuchającą nad celem i roznoszącą jakieś 200 tys wolframowych kulek. Co oczywiście niszczy każdy nieopancerzony cel w całkiem sporym promieniu. Na przykład cały konwój. 

Który może już w styczniu, a może lutym by wiózł świeżo odebrane zimowe mundury dla rosyjskiej armii. Aktualnie zimowe mundury istnieją tam w postaci wirtualnej a fizycznie jest co najwyżej willa na Lazurowym Wybrzeżu za cenę podobną do kontraktu na zakup tych mundurów. Więc armia rosyjska usiłuje je zamawiać gdzie się da, na przykład na Białorusi. Tak, w październiku zaczynają zamawiać, bo zauważyli, że nie mają zimowych mundurów dla właśnie mobilizowanej armii. 

I ta armia będzie sobie siedzieć na bezdrzewnych stepach, bez paliwa, w kradzionych kalesonach i chustach na głowach. I zwyczajnie zamarzać na śmierć. Albo czekać bez amunicji na ukraińską armię. A jeśli znajdzie coś na ognisko, to i tak to ogień zaraz zostanie zauważony z drona. 

I teraz widać jak bardzo kluczowym jest pytanie o stan tej drugiej nitki kolejowej na moście. I drugie pytanie- jeśli nawet jest dziś przejezdny dla pociągów towarowych, to jak długo takim pozostanie?

Bo to jest ostatnia rzecz na której się w ogóle trzyma rosyjska armia na całym południu Ukrainy, włącznie z Krymem. 

I nie. Nie będę robił żadnych przewidywań taktycznych ani czasowych. Dziś już wiemy, że następne pokolenia oficerów i generałów dookoła świata będą się uczyć od dzisiejszego dowództwa ukraińskiego i praktycznie każda operacja jest wykonana w sposób, z którego mógłby się trochę nauczyć zarówno Rommel jak i Napoleon. 

 


Niemiecka polityka jest prosta

 Mam sąsiada. Każdy jakiegoś ma. Ale ten akurat jest Niemcem, co tak zwykle oznacza, że przy okazji jest kulturalnym i cywilizowanym człowiekiem. I w tym przypadku też tak jest. Ale przy okazji rozmowy o sytuacji wojennej i zachowania niemieckiego rządu, on stwierdził że już nie rozumie niemieckiej polityki. Zastanowiłem się chwilę nad tym i doszedłem do wniosku, że to jest w sumie dziwne, bo obecna niemiecka polityka w sprawie Ukrainy (i wszystkiego z tym się łączącego) jest zupełnie konsekwentna i taka sama jak zawsze. Której co prawda można nie rozumieć, ale nie oznacza że cokolwiek się zmieniło względem zwykłego zachowania niemieckich elit politycznych.

Co słychać w Chinach?

 W cieniu wojny umykają informacje z Chin. A są one nad wyraz ciekawe.

Zacznijmy od historii. Celem polityki chińskiej partii komunistycznej od przejęcia władzy była modernizacja Chin, tak aby móc się samodzielnie bronić oraz wyżywić. Z poziomu jaki był po 2 w.ś. były to cele nad wyraz ambitne, choć wojna koreańska pokazała, że przy odrobinie radzieckiej pomocy chińska armia jest przynajmniej w stanie utrzymać front w górzystym terenie. I jednocześnie hojna radziecka pomoc rozpoczęła intensywną industrializację Chin. Ale wtedy się Stalinowi zmarło, wojnę koreańską natychmiast zakończono, a radziecka pomoc przestała być tak obfita i bezpłatna. 

Więc Mao wymyślił, że rozwój może być zapewniony za pomocą wielkiej mobilizacji społeczeństwa i użyciu tradycyjnych chińskich metod. Nazwano to Wielkim Skokiem i skończyło się kompletną katastrofą, śmiercią głodową milionów a następnie koniecznością pacyfikacji społeczeństwa, aby rewolucja nie zmiotła władzy, która wpadła na tak głupi pomysł. Co zostało nazwane "Rewolucją Kulturalną"

Po tych wyczynach kraj był z grubsza rzecz biorąc w czarnej d... I w takich czasach pojawił się pojawił się najbardziej diaboliczny polityk historii współczesnej. Do Pekinu zawitał Richard Nixon i zaproponował deal. Taki, że Chiny zostaną uznane międzynarodowo, w długoterminowej perspektywie mogą anektować Tajwan, natychmiast zyskują dostęp do zachodnich rynków, możliwość zakupu maszyn i przynajmniej części technologii, a jak będą grzeczni to się zobaczy. Za to rozstają się definitywnie z Moskwą. Żadnych sojuszy, żadnych poważnych kontaktów. Oraz nie mieszają w amerykańskich interesach dookoła świata. 

Mao się na to zgodził, nie bardzo miał jakiekolwiek wyjście, potem jego następcy kontynuowali tę linię. Z długofalowym planem importu technologii aby może kiedyś dojść do samodzielności technologicznej. 

I od 1972 do 2013 nic się specjalnie nie zmieniło. Układ trwał, obie strony go przestrzegały, w Chinach używano taniej siły roboczej do produkcji wszelakiego szajsu, a środków z tego do importu żywności. Pierwszy raz od stuleci nie było tam głodu, kraj się wydawał rosnącą potęgą. Drobna rysą w tej historii była tylko pacyfikacja protestów w 1998, które spowodowały embargo na część zaawansowanych technologii. 

Mnóstwo osób już oczekiwało momentu, kiedy to Chiny staną się światowym hegemonem. I nawet w Chinach się zdecydowano na tą drogę. W 2013 wybrano na szefa państwa Xi Jinnpinga. Który nie tylko uwierzył w taką propagandę, ale spacyfikował wszystkich, którzy mogli zagrozić jego władzy, porzucił kadencyjność i został zamordystycznym dyktatorem. Z ambicjami zjednoczenia Chin każdym możliwym sposobem i wprowadzenia jednolitej dyktatury. W samych Chinach rozpoczęło się przykręcanie śruby, a po zaprezentowaniu zwyczajów chińskoludowej władzy w Hongkongu jakiekolwiek opcje dobrowolnego zjednoczenia Tajwanu zniknęły z tapety na zawsze. 

Jednocześnie oczekiwania populacji i ograniczona podaż młodych, biednych robotników spowodowały wzrost kosztów siły roboczej. Co teoretycznie nie powinno być problemem, ponieważ ponad 4 dziesięciolecia pracy z Zachodem, importu maszyn i technologii powinno doprowadzić na wyższy poziom technologicznego łańcucha pokarmowego i wytwarzanie większej wartości dodanej, nieprawdaż? Być może, nie zawsze i w tym przypadku nie doprowadziło. 

Dla przykładu- Chiny są największym producentem i eksporterem stali. Oraz największym importerem. Jak to dokładnie wygląda? Tak, że chiński przemysł importuje rudę żelaza z Australii i Brazylii, ze stosownie wysokimi kosztami transportu, a następnie jest ona przerabiana w hutach sowieckiego wzoru (czyli amerykańskiego z późnych lat 19-tego wieku) na najtańsze, masowe gatunki stali. Takie do zbrojenia betonu, etc. I jest to zużywane tam  gdzie się da, a gdzie nie da- eksportowane. A do robienia czegokolwiek poważniejszego stal jest importowana. Z Japonii, UE, USA. Tak, mamy model w którym podstawowy surowiec przemysłowy jest produkowany drogo, w zbyt dużej ilości i nie bardzo istnieje droga do konkurowania jakością. 

Chińskie hutnictwo było rozbudowywane przez lata, wyłącznie w ilość, nic w jakość, wiec jak przyszedł kryzys 2008 jakoś trzeba było z niego wyjść, najlepiej jeszcze więcej inwestując i tak się urodziła największa bania na nieruchomościach w historii świata. Która stanowiła świetny rynek zbytu dla stali zbrojeniowej. Ale niedawno z hukiem pękła i własnie po chińskiej gospodarce się roznosi fala uderzeniowa. Budowlanka się na pewien czas skończy, skoku technologicznego nie było, montownie stały się za drogie, w skrócie komunistyczne Chiny spaliły swoją trzecią próbę modernizacji. Ta dawała największe szanse, ale została spaprana. Być może, gdyby nie Xi, to kontynuowano by rewolucję energetyczną z pewnymi szansami na wyjście z tego bagna. Ale też w większości ją porzucono, czy toczy się rozpędem, a katastrofa na każdym innym poziomie dosięga ten kraj. Ostatnim, głupim wyjściem mogła być wojna- według tego samego schematu na co liczyła Rosja- szybka "operacja specjalna", jakieś zasoby do rabowania przez chwilę przy liczeniu na bezczynność i podziały Zachodu. Cóż, wojna w Ukrainie przekreśliła wszystkie te kalkulacje, zwłaszcza co do bezczynności Zachodu i przy okazji pokazała wartość sprzętu radzieckich wzorów i jakości zarządzania w skorumpowanej armii prowincjonalnego kraju. 

I to, jeśli Chiny po rządami Xi zostały w minimalnym stopniu racjonalnym krajem, na szczęście blokuje temat poważnej wojny, znaczy z Tajwanem. 

Bo jeśli Chiny wykonają jakikolwiek agresywny ruch, to następnego dnia przestanie tam płynąć żywność i ropa. A bez tego rok później zostanie tam połowa ludności. Czy coś koło tego. Bez żadnej wojny. A już teraz w przemyśle eksportowym i zachodnich montowniach panuje jedna zasada- uciekać jak najszybciej, a co najmniej mieć przygotowane miejsce do alternatywnego i natychmiastowego zastąpienia chińskich fabryk. 

To wszystko są poważne rzeczy. Z których już teraz nie bardzo jest wyjście. I dalsze rządy nacjonalistycznego dyktatora-imbecyla zagwarantują, że tego wyjścia nie będzie. Ostatnią rzeczą, która teoretycznie mogłaby zmienić obecną sytuację byłby wybór innego przewodniczącego KPCh na kongresie w listopadzie tego roku. Ale Xi zdążył zadbać o zniesienie limitu kadencji i przeprowadzić czystkę wśród potencjalnych pretendentów. Więc szanse na to są małe. I oczywiście hipotetyczny zwycięzca musiałby bardzo szybko dokonać bardzo poważnych zwrotów w polityce. Czego niekoniecznie może w ogóle chcieć i/lub potrafić. 

Kiedy skończy się wojna?

 Z racji tego, że względnie celnie przewidziałem dalszy rozwój wojny rosyjsko-ukraińskiej, napisawszy w 2014, że sytuacja w 2022 będzie wyglądać w pewnym przybliżeniu tak jak dziś wygląda, to stylem prawdziwego hazardzisty, napiszę jeszcze raz o przyszłości. A później zobaczymy i się pośmiejemy. 

Dla jasności- napiszę teraz i absolutnie nie będę tego tekstu edytował (chyba że ortografy, literówki i w ekstremalnej sytuacji niejasne gramatycznie zdania). Jak teraz będzie, tak zostanie. W sumie niepotrzebnie to podkreślam, bo jeszcze nic takiego nigdy nie zrobiłem, ale tu podkreślam specjalnie, bo i specjalnie będę spekulował.

Zaczynamy 28.04.2022 roku

Ogólnie- Ukrainie nie zabraknie ani pieniędzy, ani sprzętu, ani motywacji do prowadzenia wojny. Co zasadniczo implikuje, że ją wygra. Zresztą oczekiwania co do wyniku sa następujące: Rosja wygra jeśli dokona destrukcji państwa ukraińskiego albo przez aneksję albo przez zainstalowanie rządu marionetkowego, a Ukraina wygra jeśli zachowa niepodległość. Rosyjskie cele wojenne są już niemożliwe do realizacji, i ta wojna jest dla nich przegrana. Ale jak bardzo przegrane, ile będzie jeszcze ofiar i co dalej, to jest kwestia szczegółowego rozwoju sytuacji.

Otóż najbliższe tygodnie to będą stopniowo wzbierające na sile ofensywy ukraińskie. Pierwsza w stronę Mariupola, o ile nie upadnie do końca kwietnia. A w tym tempie problemem może być jedynie woda, kilka dni bez żywności to jeszcze nie jest sprawa krytyczna (ja wiem, dla ludzi siedzących w zimnie, rannych i dzieci znacznie gorsza, ale jest jak jest)

Czyli- jeśli nie zabraknie wody, to Mariupol zostanie częściowo odblokowany w pierwszym tygodniu maja. Powiedzmy do dnia zwycięstwa w kacapskim kalendarzy. Częściowo odblokowany, to znaczy, że opancerzone i uzbrojone konwoje będą mogły się przedrzeć do huty i z powrotem. 

Następnie, po drobnej przerwie operacyjnej, czyli prawdopodobnie w drugiej połowie maja ruszą dwie ofensywy. Jedna na północy druga na południu. Ta północna zapewne będzie miała na celu odcięcie jednostek rosyjskich w okolicach Izyum, a południowa- nie mam pojęcia. Najprędzej chyba na Melitpol, odcinając jednostki między Mariupolem a Melitpolem, ale równie dobrze może ruszyć od Chersonia w stronę Krymu. Albo gdziekolwiek indziej przez stepy, tam nie ma żadnych barier fizycznych oprócz Dniepru i Krymu.

Te ofensywy będą jeszcze raczej powolne, nastawione bardziej na zużycie przeciwnika niż odbijanie terenu. Tempo ofensyw będzie zależało od stanu przeciwnika, który jest marny, ale jak zły i jak chętny do poddawania się to się dopiero okaże. Mogą potrwać po 2 dnia, a równie dobrze po 2 tygodnie.

Po udanych ofensywach (i nie mam wątpliwości, że będą udane) nastąpi kolejna pauza operacyjna, tym razem bez żadnego zagrożenia ze strony armii rosyjskiej- ponieważ w kotłach lub odwrotach straci ona kolejne 20-40 batalionów oraz wcześniej ok 10 na odcinku Mariupola. To oznacza, że realna siła armii rosyjskiej będzie w okolicach 30-50 batalionów i to jest tak ogólnie żart w stosunku do długości frontu. Krótko mówiąc, front się będzie musiał załamać i po krótkiej przerwie wojska Ukrainy rozpoczną po prostu natarcie na całej linii, zatrzymując się dopiero na granicy. To nastąpi w czerwcu, trudno powiedzieć kiedy dokładnie i doprowadzi do odbicia co najmniej do granicy z 24.02. a całkiem prawdopodobne, że też zajęcia okupowanej części Donbasu. 
Taki rozwój wydarzeń może jednak spowodować problem polityczny, taki że część sojuszników uzna, że sprawa jest załatwiona i mogą resztę olać. Rozwiązaniem jest oczywiście spowolnić ofensywę, pozostawić w rękach przeciwnika część terenów zajętych po 24.02 i odbić te zajęte wcześniej. W ten sposób w rękach rosyjskich pozostaną rolnicze tereny Ługańska, ale zawali się most na Krym i rozpocznie ukraińska ofensywa. Krym zawsze był naturalna fortecą i jedyne łatwe zajęcie w historii odbyło się w 2014. Ale z drugiej strony walki będą w momencie, kiedy z armii rosyjskiej już nie tak wiele pozostanie, a cały półwysep będzie odcięty od zaopatrzenia. Jednak czas walk jest chyba całkowicie niemożliwy do przewidzenia. Powiedziałbym, że walki o Krym zakończą się pomiędzy połową lipca a połową sierpnia. I to też będzie koniec aktywnej części wojny, chwilę potrwa oczyszczanie obszarów przygranicznych i ogólnie linia frontu z końcem sierpnia będzie się pokrywać z granicą międzynarodową.

Ale to nie będzie oznaczać pokoju. Podpisanie traktatu pokojowego bez kapitulacji Ukrainy oznacza koniec Putina i prawdopodobnie też jego całego reżimu. Dlatego Rosja już pozbawiona możliwości ofensywnych będzie udawać, że ta wojna trwa. Będą ataki rakietowe i może nawet lotnicze na terytorium Ukrainy, będzie minowanie i próba utrzymania blokady morskiej, oczywiście będzie trwał sabotaż i wojna elektroniczna. Więc w tym sensie wojna się nie skończy, aż do upadku reżimu w Rosji.

Ta faza potrwa prawdopodobnie do końca życia Putina. Które może zakończyć się mniej lub bardziej naturalnie wkrótce i to otworzy drogę do negocjacji, albo potrwać jeszcze rok, dwa, albo i więcej i to otworzy drogę do całkowitej implozji rosyjskiej gospodarki.

W tym kontekście musimy pamiętać o takim drobiazgu jak to, że ziarno siewne, sadzeniaki ziemniaków, czyste genetycznie nasienie byków i inne tego typu rzeczy są także do Rosji importowane. Z zachodniej Europy, a jakże. Tak samo jak maszyny rolnicze i części do nich. Rosja jest dziś co prawda dużym eksporterem płodów rolnych, ale ich produkcja opiera się nie tylko na zachodniej technologii, ale jest całkowicie uzależniona od ciągłych zachodnich dostaw. Które albo są już objęte embargiem, albo sparaliżowane przez embargo w logistyce, albo przez odmowy sprzedaży przez dostawców. 

W tym roku już zostało zasiane co miało być. I zapewne będzie jakoś zebrane, może nie w całości, ale prawie. Ale w przyszłym ziarno i inne do sadzenia będzie gorszej jakości, nawozy będą, ale trucizny rolnicze już niekoniecznie, sprzęt się zacznie sypać i zbiory na pewno będą dużo niższe niż normalne. 

Na to nakładamy presję związaną z brakiem dewiz i konieczność eksportu co się da. A da się zabrać żarcie i je wywieźć, w końcu Stalin to zrobił, to i Putler może. 

Oraz w szybkim tempie staje cała reszta gospodarki. Rwą się łańcuchy dostaw, logistyka nie działa i sytuacja pogarsza się z każdym dniem. Dziś poza kolejowym handlem z Chinami, realnie pozostał jeden jakby działający kanał transportu- ciężarówkami przez Gruzję do Turcji. Jakby, bo z obu stron Gruzji czas czekania na granicach zaczyna się liczyć w tygodniach, a nawet gdyby wszystko szło idealnie, to przepustowość wąskich, górskich dróg nie pozwoli na rozwiązanie 10% problemów logistyki Rosji.  

Sądzę, że do pełnego zatrzymania pozostają krótkie tygodnie. I dopiero wtedy się rozpocznie prawdziwa fala bankructw i zwolnień, jakieś okresy wypowiedzenia. Czyli do kieszeni przeciętnych pracowników nowa sytuacja gospodarcza uderzy w pełni tak gdzieś dopiero w sierpniu- wrześniu. 

Te dwie rzeczy się prawdopodobnie zbiegną. Katastrofa militarna razem z gospodarczą. I dopiero wtedy, z pustą michą, przeciętny mieszkaniec Kacapii rozpocznie szukanie winnych. I prędzej czy później ktoś zada pytanie czy może rządy w Rosji nie są tak doskonałe jak się wszystkim wydawało. Ktoś inny go posłucha, ktoś wyjdzie na ulicę. I oczywiście zostanie spałowany. Ale od pałowania michy nie przybywa i w końcu się uzbierają tacy, którym to będzie wszystko jedno i też wyjdą. Paru się zastrzeli, będzie jeszcze chwila spokoju. Tylko że potem się pojawiają tacy, którym już jest kompletnie wszystko jedno, bo nie mają żadnej alternatywy i to jest koniec. Oczywiście niekoniecznie koniec rządów Putina, on już udowodnił, że dla niego jest całkowicie OK rządzić kupką gruzów i stosem czaszek, co za różnica czy tak będzie wyglądać Grozny, Mariupol, Kursk czy Moskwa. Jak długo potrwa ta faza?

Może całkiem długo, nawet wiele lat. Im dłużej tym bardziej nie będzie co zbierać, ale też na dłużej oddali jakiekolwiek zagrożenie ze strony Moskwy. Na wszystkich polach. 

Powiedziałem. Zajrzymy tu za kilka tygodni, potem miesięcy i wszyscy się pośmieją. Albo to ja będę się śmiał ostatni....

Tajemnicze katastrofy

 Jak wiadomo, Rosja jest krajem legendarnego bałaganu, syfu i niedbalstwa. Oraz odziedziczyła po ZSRR skalę infrastruktury i przemysłu, którego faktycznie nie jest w stanie utrzymać. Więc nic dziwnego, że dość regularnie różne rzeczy się tam pala i rozpadają. Ale zestaw takich wydarzeń w dniach 21 i 22 kwietnia 2022 jest zadziwiający. I będzie mieć skutki na dziesięciolecia. Jeśli nie na zawsze. 

Zacznijmy od drobniejszych rzeczy, tak na rozgrzewkę. 22.04 zawaliła się zapora na rzecze Kubań, we Fiodorowce, 40 km w dół rzeki od Krasnodaru. I co zabawne, 20 km w górę rzeki od głównych mostów drogowych i kolejowych na Krym. Nie ma żadnych informacji na temat tego się dokładnie stało, jedynie wspomniano o jakimś wybuchu, stan mostów jest nieznany. Istnieją objazdy, zarówno drogowy, jak też kolejowy przez Krasnodar, ale o znacznie mniejszej przepustowości (przejazd przez miasto i pojedynczy tor). Oczywiście zapory czasem się zawalają, zwłaszcza w Rosji i wcale nie musi to mieć żadnego związku z tym, że ukraińska armia przygotowuje atak w południowej części frontu, którego rosyjska logistyka wisi w całości na tej jednej linii kolejowej. 

W miejscowości Kineszma, 350 km na północny wschód od Moskwy była sobie całkiem spora fabryka chemiczna, która produkowała różne rozpuszczalniki przemysłowe. Istotnym produktem był na przykład octan butylu, ale lista jest znacznie dłuższa. I tej fabryki już nie ma, a co najmniej będzie wymagała poważnego remontu i ograniczenia produkcji. 

Oczywiście możemy założyć, że było to przypadkowe zaprószenie ognia, w końcu odbywały się tam różne procesy chemiczne i fizyczne, prawie zawsze dotyczące palnych, żrących lub wybuchowych substancji. Oraz całkiem możliwe, że ta fabryka pracowała na pełnych obrotach, czy nawet powyżej, bo tenże octan butylu jest używany jako rozpuszczalnik do nitrocelulozy, czyli w produkcji prochu strzelniczego. Czyli amunicji, której jak wiadomo zużywa się obecnie dość dużo. 

Oprócz tego produkty tej fabryki są krytycznie potrzebne w produkcji paliw rakietowych, zwykłego paliwa lotniczego, płytek drukowanych i układów scalonych. I prawdopodobnie był to jedyny w Rosji dostawca tych chemikaliów. Odbudowa będzie prawdopodobnie wymagała zachodnich części, których nie dostaną, więc pozostanie import tych związków z Chin. Chwilę potrwa, a do tego czasu stanie produkcja amunicji, elektroniki, paliwa rakietowego i prawdopodobnie też lotniczego. tak czy inaczej kompletny chaos gospodarczy na co najmniej kilka miesięcy, a patrząc na ogólną rosyjską sytuację - w wielu miejscach nieodwracalny.

W tych samych dniach, 21 i 22 kwietnia spłonęły dwie instytucje naukowe pracujące nad rozwojem rakiet i broni rakietowej. Fachowa robota, pożarów nie dało się ugasić, budynki zniszczone w całości. Jedna w Twerze, a druga w podmoskiewskim miasteczku o ładnej nazwie Koroliew. 

Te dwa instytuty były kluczowe dla samego istnienia rosyjskiego (czy właściwie ex-radzieckiego) programu kosmicznego i całej broni rakietowej. Tam były plany, zapewne rysunki techniczne, biblioteki, archiwa, laboratoria. W skrócie spłonęła cała historia i teraźniejszość rosyjskiego i radzieckiego programu kosmicznego i rozwoju broni rakietowej. Od "Gradów" do rakiet orbitalnych. Archiwów szkoda, kawał ciekawej historii ale cóż, wypadki się zdarzają. Strona ukraińska zaprzeczyła że ma z tym cokolwiek wspólnego, ale przyznam, że treść tego zaprzeczenia była mało przekonująca...

Na to należy nałożyć te relatywnie mało skutecznie sankcje z 2014 i znacznie bardziej skuteczną konkurencję ze strony SpaceX. Razem to faktycznie przewróciło komercyjną działalność "Roskosmosu" i przestał być on dojną krową, a zaczął potrzebować dotacji. Kremlowska banda oczywiście natychmiast zakończyła wszelkie prace eksperymentalne i rozwojowe, jeśli jeszcze jakieś były i zaczęła rozkradać co tam pozostało. A pozostał pewien potencjał, istniała możliwość, że z końcem sankcji i bardziej kompetentnymi rządami coś się da przywrócić. Oczywiście nie dogonić Zachodu, ale zrobić coś co znów będzie jakoś działać. No więc ta sprawa jest zakończona. Nie ma laboratoriów, nie ma archiwów, nie ma sprzętu i tego wszystkiego nie będzie. Ludzie się rozejdą, zapomną, doświadczenie zniknie, a z nim cały radziecki dorobek rakietowy. A razem z nim kacapskie straszenie i zagrożenia dla cywilizacji.

I to są bardzo, bardzo pozytywne wiadomości. Obecna wojna pokazała, że rosyjska armia jest papierowym tygrysem, przynajmniej w zakresie zwykłej, prawdziwej walki. Ostatnim argumentem dla udawania mocarstwa przez to towarzystwo jest broń atomowa. Gdzie mamy dwie kwestie- samą broń, która jest technicznie bardzo prosta i można ją zrobić w garażu oraz środki jej przenoszenia, które wymagają zaawansowanego przemysłu rakietowego i elektroniki. I tych w Rosji nie będzie.