Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaukaz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaukaz. Pokaż wszystkie posty

Ładunek 200

Pod tym eufemizmem ukrywa się radziecki kod ładunku zawierającego zwłoki. Bynajmniej tym mocnym początkiem nie spaliłem dalszej narracji. Tak oznaczano przesyłki dla rodziny z Afganistanu, a także później z Czeczenii.
Własnie tą Czeczenią wypada się zająć. To jest jeden z kluczy do zrozumienia obecnego świata na wschód od Buga. 
Czeczenia jest to klucz północnego Kaukazu. Jeden z narodów tam mieszkających, ale najistotniejszy. Paradoksalnie dlatego, że potrafi się sam utrzymać. 
Czeczenia jest pewnym dziwadłem geologicznym, ponieważ występuje tam na bardzo małe głębokości tzw. słodka ropa. W pewnym uproszczeniu- wiadrem ze studni można wydobywać nisko zasiarczoną mieszaninę, którą można w garażu przedestylować do postaci użytecznej dla silników - benzynowych i diesla.  Jasne, patrząc na historię wydobywania węglowodorów, w początkowym etapie tak to wyglądało w bardzo wielu miejscach, ale Czeczenia różni się tym, że tak pozostało po dziś dzień. Pozostało po części dlatego, że ropa przechodzi przez skały dość powoli, nie dając dużych szans opłacalności przemysłowemu wydobyciu.   Dość łatwo się w takiej sytuacji domyślić, że spora część ropy jest wydobywana i destylowana w podziemnych kopalniach i rafineriach. To nie jest całość, ale pewna część dochodów czeczeńskiej ludności. Pozostała część to są dotacje z rosyjskiego budżetu federalnego. Na rozbudowę infrastruktury, zwalczanie bezrobocia itp. Wszystkie te cele wzbudzają śmiech, ponieważ bezrobocie wynosi ok 50%, infrastruktura narzuca skojarzenia z azjatycką częścią ZSRR, a pozostałe części budżetu nie istnieją.  Po prostu. W rzeczywistości jest to piękny element "sterowanej demokracji", czyli wielkiej lipy (tej z Sołżenicyna).
W skrócie- gospodarka Czeczeni opiera się na nielegalnym wydobyciu surowców oraz haraczu z Moskwy. What??? To Moskwa płaci Czeczenii? Jak powyżej widać tak. 
Roponośna prowincja ma permanentny deficyt pokrywany przez Kreml. Parę innych rzeczy też wygląda dziwnie. Generalnie Rosjan i rosyjskojęzycznej ludności w Czeczenii nie ma. Byli jeszcze w okresie quasi- niepodległości, po formalnym przywróceniu w skład Federacji Rosyjskiej dość szybko znikli.  Nic się nie zgadza. Jeśli Rosja by wygrała wojnę z Czeczenią, rozpoczęłaby się rosyjska administracja i albo odbudowa, albo eksploatacja, albo kolonizacja. Tymczasem mamy wyrzucanie Rosjan, zatrzymanie zysków w kraju i płacenie haraczu przez Rosję. Oraz administrację czysto lokalną. Cóż- czapki z głów przed putinowską propagandą. Nawet mi się wydawało, że to jednak Rosja wygrała druga wojnę czeczeńską. 
Następne bardzo ciekawe pytanie brzmi- gdzie ta forsa trafia i jaki jest właściwie udział we władzy. Tu tez można odpowiedź uprościć. Jest to z grubsza rzecz biorąc klan Kadyrowa. Obecnego gubernatora Czeczenii, syna poprzedniego gubernatora.  Ten klan jest kluczowy dla rozumienia sytuacji północnego Kaukazu. W 2003 roku, czyli faktycznym sypaniu się rosyjskiej ofensywy w drugiej wojnie czeczeńskiej starszy Kadyrow przeszedł na stronę Rosji. W zupełnie oczywisty sposób mógł dyktować warunki. Za utrzymanie twarzy Putina i wrażenie zwycięstwa Rosji został faktycznym dyktatorem Czeczenii. Rosyjskie społeczeństwo i społeczność międzynarodowa dowiedziała się o zwycięstwie Rosji. Kadyrow i jego klan mógł przejąć całość władzy, bez żadnej kontroli. Lokalna ropa i rosyjskie dotacje prędzej czy później lądują w kieszeniach jego i przydupasów. 
Miejscowa polityka wygląda bardzo prosto- Czeczeni w swej masie są wykorzystywani przez zbirów Kadyrowa, których utożsamiają z Rosją- tradycyjnie znienawidzoną. Kadyrow podsyca nienawiść do Rosji, jednocześnie się na niej opierając. Efektem jest dobra współpraca polityczna i prześladowanie zwykłych Rosjan.  Następną bardzo istotną częścią lokalnej polityki jest kompletny brak poparcia społecznego przez Kadyrowa. Zarówno klan, jak i jego zaplecze siłowe są uznawani za renegatów. 
Z powyższego wyłania się bardzo prosty obraz- kadyrowcy, dzięki sile i pieniądzom, obie te rzeczy zawdzięczają Moskwie, rządzą Czeczenią wbrew lokalnej populacji. Jednocześnie jednak prowadzą antyrosyjska politykę narodowościową, choć na zewnątrz prezentują się jako niezawodni sprzymierzeńcy Rosji (co zresztą może być prawdą). Taka sama sytuacja roznosi się praktycznie na cały północny Kaukaz (odliczając niepodległą cześć Gruzji). 
W pewnym skrócie- to na kadyrowskich renegatach opiera się władza Moskwy na północnym Kaukazie. Etniczni Rosjanie zostali wyrzuceni, wszystkich łączy nienawiść do Rosji i Rosjan oraz poczucie eksploatacji gospodarczej. 
Przechodząc do drugiego tematu. Na Ukrainie siły separatystów składały się z lokalnych bezrobotnych płatnych po ok 50 grywien dziennie (12 zł). Ci po pierwszej wiadomości o pożarze w Odessie znikli. Następną grupa byli też lokalni i Rosjanie przeszkoleni w podstawowym sabotażu, zasadniczo rekrutujący się z żulerni i drobnych przestępców. Ci byli na swego rodzaju kontrakcie i płatni 100-200 grywien dziennie. To była podstawa republiki  donieckiej i ługańskiej. Jak Ukraińska Armia zaczęła na poważnie strzelać ci też znikli. Pozostali zawodowcy. Byli żołnierze ukraińskiej armii, Berkutu i jednostek specjalnych którzy zaciągnęli się do służby przeciwko nowym władzom Ukrainy. Ci są przeszkoleni, uzbrojeni i nie mają nic do stracenia. Ale jest to dość ograniczona grupa, bez dalszych możliwości uzupełnień. Następną częścią prorosyjskich separatystów są właśnie bojownicy z północnego Kaukazu. Czeczeni i inni. Umownie nazwijmy Kadyrowcy, choć też chodzi o wszelkiego rodzaju dagestańskich i osetyńskich renegatów. 
Jest to doświadczona i dość dobrze wyszkolona lekka piechota. Nadająca się znakomicie do pacyfikacji, działań antypartyzanckich, itp., pod warunkiem sojuszniczej przewagi w powietrzu i możliwości uzyskania wsparcia pancernego. Jeśli te warunki nie są spełnione, a tego rodzaju lekka piechota jest złapana na otwartej przestrzeni przez przeciwnika dysponującego lotnictwem i bronią pancerną- kończy się to rzezią.  
Dokładnie taka rzeź byłych Berkutowców i Kadyrowców odbyła się na lotnisku w Doniecku 27 maja, oraz kolejna 3 czerwca, tym razem na całej szerokości frontu. 
O przyszłość Ukrainy można być spokojnym. Wszystko może się jeszcze zdarzyć, ale gdybym musiał się zakładać, raczej bym postawił na utrzymanie obwodów Donieckiego i Ługańskiego w granicach Ukrainy. Resztą nie ma się co martwić. 
Znacznie istotniejsza rzeczą jest właśnie ta rzeź kadyrowców.  Kadyrowcy są jedynym faktycznie istniejącym wsparciem dla władzy Rosji na Kaukazie. Nic innego nie istnieje. Bez nich Dagestan, Czeczenia, Osetia północna, Adygea, itp. od jutra są niepodległymi państwami. Prawie w komplecie są to muzułmańskie państwa- eksporterzy ropy.  Żadne z nich nigdy nie będzie Rosji przyjazne przy demokratycznych rządach. Dla jakiejkolwiek prorosyjskości potrzeba gigantycznych pieniędzy na przekupstwo lokalnych renegatów i ich milicji.  
Jakiekolwiek osłabienie siły Kadyrowców- czy przez fizyczne ich ubycie, czy przez wskazanie możliwości ich pokonania. czy przez pojawienie się sojuszników do walki z nimi, musi spowodować nasilenie ataków na prorosyjskich na Kaukazie. Oczywiście z zamiarem separacji. 
Dla sceptyków: to już ma miejsce. W Abchazji już miał miejsce przewrót. Opozycja obaliła prezydenta, który uciekł. Abchazja jest nieuznawanym państwem, formalnie częścią Gruzji, trzyma się dzięki rosyjskiej armii broniącej przed Gruzją.  Gospodarka nie istnieje, w oczywisty sposób nie może istnieć współpraca międzynarodowa, ludzie też raczej pracują na emigracji i przesyłają pieniądze do rodzin. Jedyna realna droga awansu społecznego to współpraca z władza, a zasadniczo Kadyrowcami lokalnej odmiany. Znienawidzonymi renegatami.

To własnie jest to dokładne połączenie. Kadyrowcy po starciu z ukraińskim lotnictwem i ciężka bronią wracają jako Ładunek 200
Na północnym Kaukazie to nie jest tajemnicą. To w ogóle nie jest tajemnicą, skoro idioci od kremlopropagandy trąbią o tym na okrągło. Twierdzą oczywiście, że prawy sektor ze wsparciem najemników z Polski i ciężkiej broni z USA wyrzyna biednych cywili co sobie na wycieczkę z Groznego do Doniecka pojechali. Albo podobne teksty. Tak czy inaczej rosyjska propaganda sama nawija na okrągło o stratach kadyrowców. Na Kaukazie wyciągają z tego wnioski i sprawdzają.
Czas na trochę liczb. Dla sprawnej pacyfikacji terenu jest w użytku ok 5 tys lekkiej piechoty na Kaukazie. Tajemniczy bojownicy we wschodniej Ukrainie składają się obecnie w około połowie z Kadyrowców. W miarę upływu czasu ta proporcja będzie wzrastać.  
Można przypuszczać, że w sytuacji wykrwawienia kadyrowców do połowy obecnego stanu stracą większość wartości bojowej. To oznacza liczbę zabitych i ciężko rannych około 2500. 
Przypominam, że 27 maja to było co najmniej 50 zabitych i 200 rannych, 3 czerwca ok 200 zabitych i 300 rannych. Normalny dzień pomiędzy 50 a 100 zabitych i rannych łącznie. 
Licząc niewielką część ciężko rannych, bez powrotu do jednostek, daje to i tak ponad 1000/ miesiąc. Brutalne liczenie, ale to zaledwie 2-3 miesiące do skrajnego osłabienia prorosyjskich sił na Kaukazie.
Dalej to będzie oczywiście kwestia propagandy. Czy kremlowskim uda się utrzymać wrażenie siły, zastraszyć bronią atomową, upadkiem gospodarki, etc.  Są to oczywiste niewiadome, ale jedna rzecz jest znana. Najważniejszym elementem kremlowskiej władzy nad Kaukazem są obecnie Kadyrowcy. Wykrwawiają się oni teraz pod Donieckiem. Jeśli ich zabraknie na Kaukazie, prorosyjskie władze mogą być zmiecione w kilka godzin. Ludzie ich nienawidzą. Jeśli nie zobaczą możliwości, nic nie zrobią, możliwość pozbycia się ruskich równa się impuls do działania. Potrzeba tylko pozbyć się/zneutralizować kadyrowców...    
Ale oni już stanowią Ładunek 200