Kiedy skończy się wojna?

 Z racji tego, że względnie celnie przewidziałem dalszy rozwój wojny rosyjsko-ukraińskiej, napisawszy w 2014, że sytuacja w 2022 będzie wyglądać w pewnym przybliżeniu tak jak dziś wygląda, to stylem prawdziwego hazardzisty, napiszę jeszcze raz o przyszłości. A później zobaczymy i się pośmiejemy. 

Dla jasności- napiszę teraz i absolutnie nie będę tego tekstu edytował (chyba że ortografy, literówki i w ekstremalnej sytuacji niejasne gramatycznie zdania). Jak teraz będzie, tak zostanie. W sumie niepotrzebnie to podkreślam, bo jeszcze nic takiego nigdy nie zrobiłem, ale tu podkreślam specjalnie, bo i specjalnie będę spekulował.

Zaczynamy 28.04.2022 roku

Ogólnie- Ukrainie nie zabraknie ani pieniędzy, ani sprzętu, ani motywacji do prowadzenia wojny. Co zasadniczo implikuje, że ją wygra. Zresztą oczekiwania co do wyniku sa następujące: Rosja wygra jeśli dokona destrukcji państwa ukraińskiego albo przez aneksję albo przez zainstalowanie rządu marionetkowego, a Ukraina wygra jeśli zachowa niepodległość. Rosyjskie cele wojenne są już niemożliwe do realizacji, i ta wojna jest dla nich przegrana. Ale jak bardzo przegrane, ile będzie jeszcze ofiar i co dalej, to jest kwestia szczegółowego rozwoju sytuacji.

Otóż najbliższe tygodnie to będą stopniowo wzbierające na sile ofensywy ukraińskie. Pierwsza w stronę Mariupola, o ile nie upadnie do końca kwietnia. A w tym tempie problemem może być jedynie woda, kilka dni bez żywności to jeszcze nie jest sprawa krytyczna (ja wiem, dla ludzi siedzących w zimnie, rannych i dzieci znacznie gorsza, ale jest jak jest)

Czyli- jeśli nie zabraknie wody, to Mariupol zostanie częściowo odblokowany w pierwszym tygodniu maja. Powiedzmy do dnia zwycięstwa w kacapskim kalendarzy. Częściowo odblokowany, to znaczy, że opancerzone i uzbrojone konwoje będą mogły się przedrzeć do huty i z powrotem. 

Następnie, po drobnej przerwie operacyjnej, czyli prawdopodobnie w drugiej połowie maja ruszą dwie ofensywy. Jedna na północy druga na południu. Ta północna zapewne będzie miała na celu odcięcie jednostek rosyjskich w okolicach Izyum, a południowa- nie mam pojęcia. Najprędzej chyba na Melitpol, odcinając jednostki między Mariupolem a Melitpolem, ale równie dobrze może ruszyć od Chersonia w stronę Krymu. Albo gdziekolwiek indziej przez stepy, tam nie ma żadnych barier fizycznych oprócz Dniepru i Krymu.

Te ofensywy będą jeszcze raczej powolne, nastawione bardziej na zużycie przeciwnika niż odbijanie terenu. Tempo ofensyw będzie zależało od stanu przeciwnika, który jest marny, ale jak zły i jak chętny do poddawania się to się dopiero okaże. Mogą potrwać po 2 dnia, a równie dobrze po 2 tygodnie.

Po udanych ofensywach (i nie mam wątpliwości, że będą udane) nastąpi kolejna pauza operacyjna, tym razem bez żadnego zagrożenia ze strony armii rosyjskiej- ponieważ w kotłach lub odwrotach straci ona kolejne 20-40 batalionów oraz wcześniej ok 10 na odcinku Mariupola. To oznacza, że realna siła armii rosyjskiej będzie w okolicach 30-50 batalionów i to jest tak ogólnie żart w stosunku do długości frontu. Krótko mówiąc, front się będzie musiał załamać i po krótkiej przerwie wojska Ukrainy rozpoczną po prostu natarcie na całej linii, zatrzymując się dopiero na granicy. To nastąpi w czerwcu, trudno powiedzieć kiedy dokładnie i doprowadzi do odbicia co najmniej do granicy z 24.02. a całkiem prawdopodobne, że też zajęcia okupowanej części Donbasu. 
Taki rozwój wydarzeń może jednak spowodować problem polityczny, taki że część sojuszników uzna, że sprawa jest załatwiona i mogą resztę olać. Rozwiązaniem jest oczywiście spowolnić ofensywę, pozostawić w rękach przeciwnika część terenów zajętych po 24.02 i odbić te zajęte wcześniej. W ten sposób w rękach rosyjskich pozostaną rolnicze tereny Ługańska, ale zawali się most na Krym i rozpocznie ukraińska ofensywa. Krym zawsze był naturalna fortecą i jedyne łatwe zajęcie w historii odbyło się w 2014. Ale z drugiej strony walki będą w momencie, kiedy z armii rosyjskiej już nie tak wiele pozostanie, a cały półwysep będzie odcięty od zaopatrzenia. Jednak czas walk jest chyba całkowicie niemożliwy do przewidzenia. Powiedziałbym, że walki o Krym zakończą się pomiędzy połową lipca a połową sierpnia. I to też będzie koniec aktywnej części wojny, chwilę potrwa oczyszczanie obszarów przygranicznych i ogólnie linia frontu z końcem sierpnia będzie się pokrywać z granicą międzynarodową.

Ale to nie będzie oznaczać pokoju. Podpisanie traktatu pokojowego bez kapitulacji Ukrainy oznacza koniec Putina i prawdopodobnie też jego całego reżimu. Dlatego Rosja już pozbawiona możliwości ofensywnych będzie udawać, że ta wojna trwa. Będą ataki rakietowe i może nawet lotnicze na terytorium Ukrainy, będzie minowanie i próba utrzymania blokady morskiej, oczywiście będzie trwał sabotaż i wojna elektroniczna. Więc w tym sensie wojna się nie skończy, aż do upadku reżimu w Rosji.

Ta faza potrwa prawdopodobnie do końca życia Putina. Które może zakończyć się mniej lub bardziej naturalnie wkrótce i to otworzy drogę do negocjacji, albo potrwać jeszcze rok, dwa, albo i więcej i to otworzy drogę do całkowitej implozji rosyjskiej gospodarki.

W tym kontekście musimy pamiętać o takim drobiazgu jak to, że ziarno siewne, sadzeniaki ziemniaków, czyste genetycznie nasienie byków i inne tego typu rzeczy są także do Rosji importowane. Z zachodniej Europy, a jakże. Tak samo jak maszyny rolnicze i części do nich. Rosja jest dziś co prawda dużym eksporterem płodów rolnych, ale ich produkcja opiera się nie tylko na zachodniej technologii, ale jest całkowicie uzależniona od ciągłych zachodnich dostaw. Które albo są już objęte embargiem, albo sparaliżowane przez embargo w logistyce, albo przez odmowy sprzedaży przez dostawców. 

W tym roku już zostało zasiane co miało być. I zapewne będzie jakoś zebrane, może nie w całości, ale prawie. Ale w przyszłym ziarno i inne do sadzenia będzie gorszej jakości, nawozy będą, ale trucizny rolnicze już niekoniecznie, sprzęt się zacznie sypać i zbiory na pewno będą dużo niższe niż normalne. 

Na to nakładamy presję związaną z brakiem dewiz i konieczność eksportu co się da. A da się zabrać żarcie i je wywieźć, w końcu Stalin to zrobił, to i Putler może. 

Oraz w szybkim tempie staje cała reszta gospodarki. Rwą się łańcuchy dostaw, logistyka nie działa i sytuacja pogarsza się z każdym dniem. Dziś poza kolejowym handlem z Chinami, realnie pozostał jeden jakby działający kanał transportu- ciężarówkami przez Gruzję do Turcji. Jakby, bo z obu stron Gruzji czas czekania na granicach zaczyna się liczyć w tygodniach, a nawet gdyby wszystko szło idealnie, to przepustowość wąskich, górskich dróg nie pozwoli na rozwiązanie 10% problemów logistyki Rosji.  

Sądzę, że do pełnego zatrzymania pozostają krótkie tygodnie. I dopiero wtedy się rozpocznie prawdziwa fala bankructw i zwolnień, jakieś okresy wypowiedzenia. Czyli do kieszeni przeciętnych pracowników nowa sytuacja gospodarcza uderzy w pełni tak gdzieś dopiero w sierpniu- wrześniu. 

Te dwie rzeczy się prawdopodobnie zbiegną. Katastrofa militarna razem z gospodarczą. I dopiero wtedy, z pustą michą, przeciętny mieszkaniec Kacapii rozpocznie szukanie winnych. I prędzej czy później ktoś zada pytanie czy może rządy w Rosji nie są tak doskonałe jak się wszystkim wydawało. Ktoś inny go posłucha, ktoś wyjdzie na ulicę. I oczywiście zostanie spałowany. Ale od pałowania michy nie przybywa i w końcu się uzbierają tacy, którym to będzie wszystko jedno i też wyjdą. Paru się zastrzeli, będzie jeszcze chwila spokoju. Tylko że potem się pojawiają tacy, którym już jest kompletnie wszystko jedno, bo nie mają żadnej alternatywy i to jest koniec. Oczywiście niekoniecznie koniec rządów Putina, on już udowodnił, że dla niego jest całkowicie OK rządzić kupką gruzów i stosem czaszek, co za różnica czy tak będzie wyglądać Grozny, Mariupol, Kursk czy Moskwa. Jak długo potrwa ta faza?

Może całkiem długo, nawet wiele lat. Im dłużej tym bardziej nie będzie co zbierać, ale też na dłużej oddali jakiekolwiek zagrożenie ze strony Moskwy. Na wszystkich polach. 

Powiedziałem. Zajrzymy tu za kilka tygodni, potem miesięcy i wszyscy się pośmieją. Albo to ja będę się śmiał ostatni....

Tajemnicze katastrofy

 Jak wiadomo, Rosja jest krajem legendarnego bałaganu, syfu i niedbalstwa. Oraz odziedziczyła po ZSRR skalę infrastruktury i przemysłu, którego faktycznie nie jest w stanie utrzymać. Więc nic dziwnego, że dość regularnie różne rzeczy się tam pala i rozpadają. Ale zestaw takich wydarzeń w dniach 21 i 22 kwietnia 2022 jest zadziwiający. I będzie mieć skutki na dziesięciolecia. Jeśli nie na zawsze. 

Zacznijmy od drobniejszych rzeczy, tak na rozgrzewkę. 22.04 zawaliła się zapora na rzecze Kubań, we Fiodorowce, 40 km w dół rzeki od Krasnodaru. I co zabawne, 20 km w górę rzeki od głównych mostów drogowych i kolejowych na Krym. Nie ma żadnych informacji na temat tego się dokładnie stało, jedynie wspomniano o jakimś wybuchu, stan mostów jest nieznany. Istnieją objazdy, zarówno drogowy, jak też kolejowy przez Krasnodar, ale o znacznie mniejszej przepustowości (przejazd przez miasto i pojedynczy tor). Oczywiście zapory czasem się zawalają, zwłaszcza w Rosji i wcale nie musi to mieć żadnego związku z tym, że ukraińska armia przygotowuje atak w południowej części frontu, którego rosyjska logistyka wisi w całości na tej jednej linii kolejowej. 

W miejscowości Kineszma, 350 km na północny wschód od Moskwy była sobie całkiem spora fabryka chemiczna, która produkowała różne rozpuszczalniki przemysłowe. Istotnym produktem był na przykład octan butylu, ale lista jest znacznie dłuższa. I tej fabryki już nie ma, a co najmniej będzie wymagała poważnego remontu i ograniczenia produkcji. 

Oczywiście możemy założyć, że było to przypadkowe zaprószenie ognia, w końcu odbywały się tam różne procesy chemiczne i fizyczne, prawie zawsze dotyczące palnych, żrących lub wybuchowych substancji. Oraz całkiem możliwe, że ta fabryka pracowała na pełnych obrotach, czy nawet powyżej, bo tenże octan butylu jest używany jako rozpuszczalnik do nitrocelulozy, czyli w produkcji prochu strzelniczego. Czyli amunicji, której jak wiadomo zużywa się obecnie dość dużo. 

Oprócz tego produkty tej fabryki są krytycznie potrzebne w produkcji paliw rakietowych, zwykłego paliwa lotniczego, płytek drukowanych i układów scalonych. I prawdopodobnie był to jedyny w Rosji dostawca tych chemikaliów. Odbudowa będzie prawdopodobnie wymagała zachodnich części, których nie dostaną, więc pozostanie import tych związków z Chin. Chwilę potrwa, a do tego czasu stanie produkcja amunicji, elektroniki, paliwa rakietowego i prawdopodobnie też lotniczego. tak czy inaczej kompletny chaos gospodarczy na co najmniej kilka miesięcy, a patrząc na ogólną rosyjską sytuację - w wielu miejscach nieodwracalny.

W tych samych dniach, 21 i 22 kwietnia spłonęły dwie instytucje naukowe pracujące nad rozwojem rakiet i broni rakietowej. Fachowa robota, pożarów nie dało się ugasić, budynki zniszczone w całości. Jedna w Twerze, a druga w podmoskiewskim miasteczku o ładnej nazwie Koroliew. 

Te dwa instytuty były kluczowe dla samego istnienia rosyjskiego (czy właściwie ex-radzieckiego) programu kosmicznego i całej broni rakietowej. Tam były plany, zapewne rysunki techniczne, biblioteki, archiwa, laboratoria. W skrócie spłonęła cała historia i teraźniejszość rosyjskiego i radzieckiego programu kosmicznego i rozwoju broni rakietowej. Od "Gradów" do rakiet orbitalnych. Archiwów szkoda, kawał ciekawej historii ale cóż, wypadki się zdarzają. Strona ukraińska zaprzeczyła że ma z tym cokolwiek wspólnego, ale przyznam, że treść tego zaprzeczenia była mało przekonująca...

Na to należy nałożyć te relatywnie mało skutecznie sankcje z 2014 i znacznie bardziej skuteczną konkurencję ze strony SpaceX. Razem to faktycznie przewróciło komercyjną działalność "Roskosmosu" i przestał być on dojną krową, a zaczął potrzebować dotacji. Kremlowska banda oczywiście natychmiast zakończyła wszelkie prace eksperymentalne i rozwojowe, jeśli jeszcze jakieś były i zaczęła rozkradać co tam pozostało. A pozostał pewien potencjał, istniała możliwość, że z końcem sankcji i bardziej kompetentnymi rządami coś się da przywrócić. Oczywiście nie dogonić Zachodu, ale zrobić coś co znów będzie jakoś działać. No więc ta sprawa jest zakończona. Nie ma laboratoriów, nie ma archiwów, nie ma sprzętu i tego wszystkiego nie będzie. Ludzie się rozejdą, zapomną, doświadczenie zniknie, a z nim cały radziecki dorobek rakietowy. A razem z nim kacapskie straszenie i zagrożenia dla cywilizacji.

I to są bardzo, bardzo pozytywne wiadomości. Obecna wojna pokazała, że rosyjska armia jest papierowym tygrysem, przynajmniej w zakresie zwykłej, prawdziwej walki. Ostatnim argumentem dla udawania mocarstwa przez to towarzystwo jest broń atomowa. Gdzie mamy dwie kwestie- samą broń, która jest technicznie bardzo prosta i można ją zrobić w garażu oraz środki jej przenoszenia, które wymagają zaawansowanego przemysłu rakietowego i elektroniki. I tych w Rosji nie będzie.



Cywilizowany świat wygra wojnę, ale czy wygra pokój?

W 2014, kiedy zaczęła się wojna Rosji z Ukrainą postawiłem dwie tezy:

1) że Rosja jest w stanie przetrwać straty do maksymalnie 56 tysięcy zabitych i potem kraj imploduje, poprzez zapaść systemu politycznego lub społecznego wskutek braku poparcia dla wojny. I że to nastąpi zapewne w około 8 lat. No wiec jesteśmy. Ilość się zgadza, timing był idealny, społecznego buntu nie widać, ale nie sądzę, abyśmy byli daleko.

2) że prawdopodobnym wynikiem tej wojny i sankcji będzie niepodległość narodów nierosyjskich, a prawie na pewno Tatarstanu, co może spowodować rozpad Rosji na kilka państw. To jeszcze nie nastąpiło i na razie nie widać żadnych zauważalnych ruchów, ale dziś śmiało mogę powtórzyć te słowa. Przewidywanie przyszłości nie jest zbyt łatwym zajęciem, jednak wszystko idzie drogą jaka była dla mnie wyraźna już w 2014 roku. 

Pomyliłem się, choć nie tak bardzo, co do oceny reakcji państw zachodnich. A dokładniej nie doceniłem determinacji Merkel do wspierania przemysłu paliw kopalnych, niszczenia energetyki odnawialnej i pilnowania rosyjskich interesów przez nią i oligarchię przemysłową Niemiec. 

 8 lat temu dla większości Czytelników to wyglądało jak jakaś absurdalna bajka, ale co powiecie dziś? Poborowa armia rosyjska właściwie przestała istnieć,   Wszystkim się wydaje że Rosja jest jakimś monolitem, ale przypomnę kilka faktów: wedle statystyk w Rosji jest  nie-rosjan jest około 1/3. I są to statystyki z nacjonalistycznej dyktatury, która tępi mniejszości jak może. 

Jest to kraj z najwyższym odsetkiem muzułmanów w Europie (bardzo zabawnie się zadawało taką zagadkę rasistom pro-kacapistom). Akurat religia nie jest tu ważna, a to że ona wzmacnia identyfikację narodową. A każdy naród, który miał do czynienia z moskiewską władzą, tę władzę przy pierwszej okazji usiłuje zrzucić. Tyle że tacy Jakuci, których jest pół miliona, prawie całkowicie bez szlaków komunikacyjnych z zewnętrznym światem sami nie mogą zrobić po prostu nic. Ale jeśli zniknie groźba wkroczenia wojsk (bo tych wojsk już nie będzie), to i jakakolwiek zależność zniknie. Być może po obaleniu lokalnych kacyków, a być może to oni staną na czele. 

Przyrost naturalny i długość życia Rosjan są dużo niższe niż mniejszości, co powoduje, że w wieku poborowym Rosjan jest połowa lub mniej. 

Generalnie Rosjan cechuje głęboka pogarda i rasizm w stosunku do innych narodowości, a każdy świadomy przedstawiciel mniejszości ma do Rosjan i Rosji nastawienie takie jakie mają Polacy, Litwini, Estończycy, Ukraińcy i przedstawiciele wszystkich krajów, które miały nieszczęście oglądać od środka moskiewskie porządki. Tylko że Tatarzy, Czeczeni i Jakuci oglądali je dłużej i dokładniej, więc wszystkie uczucia mają dobrze wzmocnione. Zaprawdę powiadam wam, że oni czekają tylko na odpowiednią okazję. Która nie może tak łatwo nadejść, bo Jakutów jest około pół miliona, tatarów (nadwołżańskich) kilkanaście milionów, etc. W porównaniu do Rosjan i rosyjskiej armii- naprawdę mało. Ale w samym składzie rosyjskiej armii suma tych mniejszości wygląda zupełnie inaczej. Jedna rzecz to proporcja mężczyzn w wieku poborowym, ale druga to możliwości i chęci wykręcenia się od wojska. I tu mamy, a raczej mieliśmy, ciekawą sytuację. Otóż ani wśród jeńców, ani zabitych ukraińska armia jeszcze nie znalazła nikogo z Moskwy. I jeśli są, to w znikomej ilości. Teoretycznie do rosyjskiej armii jest powszechny pobór, ale faktycznie kto ma odrobinę pieniędzy lub wpływów tam nie trafia. Trafiają nie-Rosjanie i ludzie z naprawdę najgorszych miejsc w tym kraju. Inna sprawa, że miejsca nierosyjskie zazwyczaj są właśnie tymi najgorszymi. I tam bardzo atrakcyjna jest nie tylko pensja kontraktowego żołnierza, ale też możliwość otrzymania mieszkania. Krótko mówiąc, w rzeczywistości rosyjska armia nie jest rosyjską armią narodową, a zbieraniną najemników różnych narodowości, którzy wskutek dominacji Moskwy są zmuszeni do służby wojskowej. I dopóki ta służba to spanie w rozpadającym się budynku i remontowanie willi generała to jeszcze jest jakiś akceptowalny układ. Ale jak naprawdę można zginąć, to nic ich tam nie trzyma. Żadna solidarność narodowa (bo faktycznie służą okupantowi), żadna lojalność wobec państwa, żadne braterstwo broni. Ta armia po prostu pójdzie do domów, a jeśli to jest niemożliwe to będzie sabotować swoją własną działalność na każdy możliwy sposób. I wygląda na to, że to już się dzieje. Jeszcze nie mogą pójść, bo za frontem stoją kadyrowcy i strzelają do każdego, wiec na razie sabotują, część dezerteruje. Jak przyjdą rozkazy ofensywy to oficerowie zostaną albo zignorowani albo zastrzeleni. Tak, to już jest ten poziom rozkładu, ewentualnie szybko nadchodzący. 

Na dziś zasadnicze pytanie brzmi co dalej?

Są rzeczy pewne- to, że Putin jest chodzącym trupem, reżim jest całkowicie skompromitowany międzynarodowo, a wewnętrznie jeszcze chwile się będzie trzymał przez wzmacnianie propagandy i zamordyzmu. Ale to też ma swoje granice i one nie są daleko. A jak dokładnie blisko?  Może zaledwie tygodnie, po całkowitej katastrofie militarnej i uświadomieniu sobie jej przez społeczeństwo sprawy mogą się potoczyć bardzo szybko. Ale z drugiej strony od bitwy pod Tsushimą do obalenia caratu minęło prawie 12 lat. 

Mniejszości narodowe nienawidzą Rosjan i Moskwy, po obejrzeniu kolejnego wcielenia tego kraju już się tam nie znajdzie ugodowych demokratów, widzących Czeczenów i Baszkirów we wspólnej demokratycznej Rosji, albo jakiejkolwiek innej. Związek Radziecki obiecywał lepsze państwo, nowa Rosja obiecywała lepsze państwo. Następnym razem już się nikt nie da nabrać. Podział będzie tylko po linii kolaboranci i niepodległościowcy. A kolaboranci, aby utrzymać się przy władzy, będą potrzebować pomocy rosyjskiej armii.... Która właśnie w tych dniach kończy swoje istnienie. 

Jak będą wyglądać nowe granice?

I to jest oczywiście najciekawsze pytanie. Gdyby w Chinach rządził ktoś mający dwie szare komórki w jakimś kontakcie ze sobą, to by użyli wszystkich możliwych wpływów aby mieć co najmniej dwie alternatywne drogi do Europy. A to oznacza, że Wołgograd i Moskwa nie mogą się znajdować w tym samym państwie. To implikuje odcięcie Moskwy od Kaukazu i oczywiście niepodległość wszystkich północnokaukaskich republik. W takiej sytuacji niepodległość Tatarstanu jest oczywista. A to oddziela rosyjską Syberię i daleki wschód od europejskiej części tego państwa. Separacja i niepodległość też wydaje się oczywista. 

Pozostaje północna część w Europie.  I to muszę przyznać, że to jest najciekawsze, bo nie ma żadnych przesłanek aby podejrzewać co się może wydarzyć. Znaczy mogą dwie rzeczy- że pozostanie jedno państwo obejmujące Moskwę, Petersburg i prawie wszystkie tereny na zachód od Uralu. 

Jeśli powstaną dwa oddzielne byty, państwo moskiewskie z jednej strony i "Nowy Nowogród Wielki" z drugiej, ze stolicą w Petersburgu, to to zachodnie państwo oczywiście będzie miało przed sobą dziesięciolecia wychodzenia z cywilizacyjnej i kulturowej nędzy, ale sądzę, że szybko ruszy na ścieżkę europeizacji, gospodarczej i kulturowej. I wtedy możemy tę kulturę rosyjską przywitać, bo dla swojej tożsamości musi się oprzeć na negacji Moskwy. 

A Moskwa? Cóż, pozostanie postindustrialnym i postimperialnym pobojowiskiem. I tak musza minąć dziesięciolecia zanim w ogóle zanegują putinizm i przerobią traumę przegranej wojny. I to będą dziesięciolecia gospodarczego upadku, bycia pośmiewiskiem świata, utraty kontroli nad kolejnymi terytoriami i prawdopodobnie też stałego zamordyzmu. I to jest całkiem dobry dla świata scenariusz. 

Z tego punktu widzenia w interesie USA jest to, aby żadne z tych państw nie miało broni atomowej, a w interesie Ukrainy, aby żadne nie miało więcej niż 40 milionów mieszkańców. Podział na dwa państwa na północy to załatwia. 

Śmierć Putina teraz, oficjalne zanegowanie wojny i reset imperium byłby rozwiązaniem najgorszym. Więc ja dziś życzę Putinowi życzę zdrowia i długiego życia, a jak najkrótszej walki całej rosyjskiej armii. I wszystkim rosyjskim żołnierzom przypominam, że znacznie łatwiej i bezpieczniej jest zastrzelić własnego oficera niż ukraińskiego. A potem świat już sam pójdzie w lepszą stronę. A my wiedzmy o tym, że po Ukrainie będziemy wysyłać pomoc medyczną, hełmy i kamizelki kuloodporne do Czeczeni, Dagestanu, Kałmucji, Tatarstanu, Buriacji, Jakucji i jeszcze paru miejsc o których świat nigdy nie słyszał. 

P.S.

W momencie kiedy to zamierzam opublikować, Kacapy przygotowują wielką ofensywę, która ma wyjść z Izyum i odciąć ukraińską armię w Donbasie i przygotować pozycje pod dalszy atak. Tymczasem właśnie dotarła wiadomość, że armia ukraińska dotarła w miejsca z których ma możliwość ostrzału obu asfaltowych dróg prowadzących do tegoż miasta. Drogami gruntowymi i objazdami przez pola zajął się Generał Błoto. Krótko mówiąc, 1/4 jeszcze istniejących sił rosyjskich jest otoczona i pozbawiona zaopatrzenia. Znaczy jedzenia i tak nie dostarczano, a paliwo i amunicja spaliły się w Belogrodzie, więc to nie taka duża zmiana, ale przynajmniej teoretycznie mogliby coś mieć dowożone.  No więc już nie mogą. Ale pewnie z wielką ofensywą ruszą i tak, bo tam nie ma nikogo kto by zmieniał plany i rozkazy w razie zmiany sytuacji....


Bladźkrieg

 Rosyjska inwazja na Ukrainę miała być blitzkriegiem, który szybkimi atakami kolumn pancernych rozniesie ukraińską armię, wschodnia część kraju z Kijowem zostanie zajęta w ciągu 2-3 dni, a potem utworzona jakaś kolaboracyjna administracja, formalne "wycofanie" wojsk i uniknięcie poważniejszych sankcji dzięki współpracy z Chinami. 

Taki był plan, nie wyszło zasadniczo nic. Ukraińska armia, przywództwo wojskowe i polityczne okazało znakomite i zadanie zatrzymania najazdu i zadania solidnych strat wykonało. Zauważmy, że tak naprawdę rakcja i pomoc międzynarodowa w ogóle się zaczęła po tych pierwszych 3 dniach. Dopiero wtedy, kiedy świat zobaczył, że trwa wojna, że to nie była krótka operacja zajęcia sypiącego się państwa. I w tym zakresie kalkulacje Kremla były zupełnie dobre. Gdyby plan wojskowy został zrealizowany, to dziś nie tylko Ukraińcy, ale i cały świat żyłby w innej rzeczywistości. Bez wojny dziś, ale z przerażającymi perspektywami na jutro.

Tak czy inaczej, okazało się dokładnie to samo co zawsze, od co najmniej 200 lat. Że Rosja ma świetną propagandę, ale prawdziwej wojny z zachodniego stylu armią toczyć nie jest w wstanie. Oraz że wbrew propagandzie i militaryzacji społeczeństwa, armia wcale nie jest przez władzę utrzymywana w jakimkolwiek porządku. 

A tymczasem ta armia w czasie pierwszego ataku dostała wp... jakiego świat nie pamięta. Co więcej, wygląda na to, że przez następne już prawie 3 tygodnie nic się nie uczy. Nie ma zmian taktyki, organizacji, konsolidacji frontu. Nic. Jak się pokazały pierwsze zdjęcia, to trole się rzuciły z hasłem "to był pierwszy rzut, takie marne jednostki, aby sprawdzić obronę i zaraz przyjdzie drugi rzut, ta prawdziwa potężna rosyjska armia". To mam dla was trochę zdjęć tego drugiego rzutu:



Tak, to jest dokładnie to na co wygląda. Armia rosyjska mobilizuje cywilne ciężarówki. Wydaje mi się, że generalnie komunalne. Oczywiście nie ma nic złego w mobilizowaniu sprzętu dla poważnej wojny, Ukraina właściwie zawiesiła działanie całego państwa i wszystko co mogło być przestawione na wysiłek wojenny, to jest. Ale jak "druga armia świata" po dwóch tygodniach "operacji specjalnej" potrzebuje komunalnych wywrotek do transportu wojska, które zasadniczo utknęło na stepie bez żadnych istotnych sukcesów, to chyba nie jest zbyt dobrze, nieprawdaż?

Dla rozrywki tu macie linki do filmików- wygląda jak przypadkowa zbieranina kryminalistów, widoczny sprzęt z 2 w.ś. Tak. Już nie z czasów masowego zbrojenia się ZSRR w latach 70-tych, tylko po prostu z 2 wś. OK, Mosin w wersji snajperskiej był jeszcze normalną rzeczą w latach 80-tych, ale rusznica ppanc z 1941 roku to naprawdę jest żenada. Tu i tu.

Na dziś, 14 marca, jednostki rosyjskie w okolicach Kijowa są prawdopodobnie rozbite, w sensie że nie stanowią już kompletnego zorganizowanego organizmu zdolnego do działań operacyjnych. Są podzielone na mniejsze fragmenty, pozbawione logistyki, łączności czy zorganizowanego dowództwa lub tego wszystkiego na raz. Bez poważnej odsieczy, na którą Rosja nie ma sił, te jednostki są po prostu stracone. Na południu ofensywy na zachód i północ wyglądają na powstrzymane, jedynie w okolicach Mariupola armia rosyjska jeszcze ma jakikolwiek realny potencjał ofensywny.

Co się teraz może stać?

Otóż jeśli reżim rozkradający cały kraj w imię szowinizmu i militaryzacji przegrywa z kretesem "operację specjalną" to jest skończony. Kropka. Putin jest chodzącym trupem, większość jego kolegów czekają procesy o zbrodnie wojenne. Jedyna szansa jest taka, że skończyłaby się "remisem ze wskazaniem", który mógłby sprzedać jako zwycięstwo. Na dziś ostatnim takim miejscem mogłoby być uzyskanie połączenia Donbasu z Krymem (i nie stracenie jednego ani drugiego...), czyli zajęcie Mariupola i zawieszenie broni na tej linii. Z każdym dniem jest to coraz mniej możliwe, ale może, gdyby podjąć decyzję o natychmiastowym wycofaniu i skróceniu linii na pozostałych kierunkach południowego frontu, użyciu tych wojsk, razem z wszystkim rezerwami armii, lotnictwa i floty, to może jakimś cudem by to miasto zdobyli. I natychmiast ogłaszać (i przestrzegać) jednostronne zawieszenie broni, licząc na to, że Ukraińcy też tak postąpią. Ale to by wymagało trzeźwej oceny sytuacji na najwyższych szczeblach i szybkiego podejmowania bardzo ryzykownych militarnie (i jednocześnie trafnych) decyzji. Next to impossible.

W takim razie możemy spokojnie dyskutować o politycznych skutkach katastrofalnej przegranej Rosji, z prawdopodobną utratą większości armii. Wynik nieporównywalnie gorszy niż w Afganistanie czy wojnie rosyjsko-japońskiej, a oba te konflikty spowodowały dezintegrację państwa moskiewskiego. 

I taka też nastąpi tym razem. Znaczy niekoniecznie pełna dezintegracja, ale bardzo duże wzmożenie sił odśrodkowych, zupełnie oczywiste w przypadku drastycznego osłabienia centrum. To centrum oczywiście może się tymczasowo utrzymać, tak jak w latach 1905-1917, ale po pierwsze bez społecznej legitymacji i po drugie tylko poprzez sterroryzowanie populacji. 

Czy jest alternatywa?

Jak najbardziej. Rząd, który będzie mieć legitymację. I taki przyjdzie. Czy za miesiąc, czy za 10 lat- nie mam pojęcia, ale brak legitymacji to koniec każdej władzy. A w Rosji brak siły to brak legitymacji.

Otwartym pozostanie pytanie, czy decentralizacja nastąpi po liniach rzeczywistej kontroli nad źródłami dochodów (czyli miejscami ekstrakcji dochodowych surowców) czy po liniach narodowościowych i lokalnej władzy politycznej. Tego też nie wiemy i dziś nie zgadniemy. Ale przypomnę, że źródła bogactwa Rosji są skoncentrowane w regionach nie-rosyjskich. Ropa i resztki działającego przemysłu w Tatarstanie i Baszkiri, Nie tak istotne ilości, ale też ropa w Czeczenii, sporo różnych minerałów z Jakucji, jedynie na europejskich terenach zamieszkałych przez Rosjan nie ma prawie nic. 

I tak czy inaczej rozpad, nieważne w jaki sposób będzie poprzedzony pewnym czasem gnicia i faktycznej decentralizacji, przez uzurpowanie władzy przez lokalnych aktorów. 

Ale wiemy, że istnienie obecnego reżimu w Rosji nie bardzo stoi pod znakiem zapytania- on jest stracony. Pod znakiem zapytania stoi istnienie Rosji w obecnych granicach (i Krymu do nich nie wliczam). I patrząc na potencjalną opozycję, tą "liberalną", w stylu Nawalnego, etc. chyba czas powiedzieć jasno- to państwo nie powinno istnieć w obecnych granicach, bo jest ciągłym zagrożeniem dla światowego bezpieczeństwa. Spektakularnie przegrana przez Rosję wojna to jest najlepsze co może się dla tego światowego bezpieczeństwa wydarzyć. 


Ostatnia wojna Rosji

 Toczy się wojna rosyjsko- ukraińska. Tak dokładnie to toczy się od 8 lat, a sam konflikt dotyczący suwerenności Ukrainy bądź rosyjskiej nad nią dominacji w wyrazistej fazie trwa od 2003 roku, bo sama dyskusja polityczna i walka o suwerenności narodu ukraińskiego jest oczywiście znacznie dłuższa niż to się Putlerowi wydaje.

Zacznijmy od tego o co w ogóle Kacapom chodzi. 

Wbrew pozorom, mają w tej całej awanturze bardzo poważny interes strategiczny. Na tyle poważny, że są dziś w stanie postawić na szali istnienie swojego państwa w obecnej formie, bo pozostawienie Ukrainy w obecnych granicach jako niezależnego i neutralnego bądź wrogiego państwa jak najbardziej oznacza właśnie upadek Rosji w obecnej formie. Dlaczego?

Otóż dlatego, że fundamentem obecnej Rosji, jej bazą, spoiwem i paliwem politycznym jest mit o mocarstwowości- "co prawda gówno mamy, ale wszyscy się nas boją". Gdyby przestali się bać, to zaczęłyby się pojawiać pytania- "właściwie dlaczego gówno mamy?". I prędzej czy później te pytania by zaczęto adresować do władzy. 

A co jest kluczem do bycia mocarstwem? 

Nie żadna potęga ekonomiczna, flota, przemysł czy takie. Kluczem jest to, że nie można cię pokonać. Że nie da się zająć ani podbić. USA są mocarstwem, bo atak i okupacja, nawet ograniczona do głównych miast na wybrzeżach jest niemożliwa. Flota i trudności logistyczne pokonają każdego. A teraz spójrzmy na mapę. Od atlantyckiego wybrzeża północnej Francji/Belgii aż do Uralu jest teren generalnie nizinny, bez większych przeszkód naturalnych. Gór nie ma, rzeki wcale nie są aż tak szerokie, mnóstwo dróg, teren całkiem idealny do prowadzenia wojny. Ale, idąc z zachodu na wschód, jest coraz szerzej, coraz mniej infrastruktury i coraz mniejsza gęstość zaludnienia. To wszystko ma taki wpływ na wojnę, a za tym politykę, że w zachodniej część, państwa tam się znajdujące mają ludność i zasoby, aby obsadzić cały front, stworzyć linie obronne i odpierać ataki miesiącami. Co się w istocie wydarzyło w 1 w.ś. Im dalej na wschód tym to jest dalsze od realności i wojna musi się toczyć w oparciu o nieliczne miasta i szlaki komunikacyjne. Które można też obejść. I dlatego tam wojna się toczy na znacznie większych terytoriach i odległości armie pokonują znacznie szybciej. Spójrzmy jeszcze raz na mapę. Rosja, z granicą na Wiśle, mogła się bronić w czasie też 1 w.ś długo i bez zagrożenia dla swojego centrum gospodarczego. ZSRR, z granicą zdominowanych państw na Łabie był niemożliwy do podbicia, nawet Rosja w 2000 roku, co prawda z państwami nadbałtyckimi w NATO, ale przyjaznymi rządami na Białorusi i Ukrainie też mogła nadal czuć się imperialnie. Rosja z granicami nawet nie otwarcie wrogich, ale zaledwie neutralnych Białorusi i Ukrainy jest państwem już całkiem trudnym do obrony. A na pewno nie niemożliwym do pokonania. I w tej konfiguracji mocarstwem być nie może. Jeśli do tego dodać Kazachstan, to nagle okazuje się, że wątpliwa do obrony byłby nie tylko Petersburg oraz Moskwa, ale także dostęp do Kaukazu i główne rejony rolnicze na południu. Czyli właściwie wszystkie istotne elementy państwa leżą na niemożliwych do obrony granicach.  

Taka Rosja już by nie mogła być państwem imperialnym. Nikt by się ich nie bał, bo każdy by mógł naklepać w razie potrzeby. To by wymusiło zmianę modelu państwa. Może na kleptokrację naftową w afrykańskim stylu, a może na kraj który próbuje rozliczyć się ze swoją przeszłością i szuka cywilizowanego współżycia? 

Jednak warunkiem, aby to w ogóle mogło nastąpić jest po pierwsze- wygranie przez Ukrainę wojny, całkowite, z odzyskaniem wszystkich terytoriów, po drugie niezawisłe rządy w demokratycznej Białorusi, po trzecie przyjęcie obu tych państw do zachodnich sojuszy, a co najmniej jednego z nich (NATO lub UE). I po czwarte- rozbrojenie atomowe Rosji. Dopóki ma broń atomową, to te złudzenia imperialne mogą trwać. 

Czy jest alternatywa? Jest, i owszem. Otóż może jeszcze być tak, że co prawda Rosja straci kontrolę i jakąkolwiek możliwość wpływu na Ukrainę i Białoruś, ale zwyczajnie o tym nie powie mieszkańcom, a ci się nie dowiedzą z powodu całkowitego przejęcia dostępu do informacji przez kremlowską klikę. W ten sposób znikną jakiekolwiek pozory pluralizmu, kraj zmieni się w drugą Koreę Północną, a rządząca klika skupi się na rabowaniu czego się da, a społeczeństwu będzie nadal wciskać imperialną bajkę, choć w rzeczywistości kraj nie będzie stanowił już zagrożenia dla nikogo. I patrząc na błyskawiczne zaciśnięcie pętli nad obiegiem informacji (bo już nie tylko mediami, właśnie wprowadzono drakońskie kary nawet za plotkowanie o wojnie) to jest scenariusz na który się przygotowują, albo może robią co lubią, a wyjdzie przez przypadek. 

Czyli jeden z wyników: Rosja przegra wojnę, ale o tym nie powie mieszkańcom. Kraj się zmieni wewnętrznie w imitację Korei Północnej, a zewnętrznie w kleptokrację w afrykańskim stylu, zamordystyczną, ale niegroźną dla sąsiadów.

Albo byłaby niegroźna gdyby nie broń atomowa.

No dobra, ale jak to się właściwie stało, że w zakresie koszt/efekt wyczyny armii rosyjskiej przypominają WP w 1939, czy inne epickie kompromitacje, zamiast reprezentować choć przeciętną siłę bojową. Odpowiedzi są w sumie te same co zawsze: korupcja, olewactwo i głupota bez hamulców (znaczy jak debil na górze cos wymyśli, to nie ma jak tego skorygować).

A wszystko się sprowadza zasadniczo nawet nie do systemów uzbrojenia, bo te są w miarę OK, a do nieudolności taktycznej, niesprawnego sprzętu, generalnego braku tego sprzętu oraz idiotycznej organizacji. Systemy uzbrojenia pozostały po ZSRR i dlatego w miarę działa (jak też rozpoczęte wtedy programy modernizacji) . Osiągnięcia kapitalistycznej Rosji są komicznie żenujące. 

Zacznijmy od stanu technicznego ciężarówek (reszty dotyczy analogicznie). Otóż wszystko wskazuje na to, że od czasu ich przywiezienia na pozycję wyjściowe, niektórych rok temu, w ogóle nie były odpalane ani ruszane. Słońce padało na opony z jednej strony, mechanizmy się zapiekały, etc. To co okazało się najwyraźniej najbardziej zawodne po takim traktowaniu to mechanizmy kontrolowania ciśnienia kół. One służą do tego, aby można było obniżyć ciśnienie i jechać po bardzo miękkim, grząskim terenie, a potem dopompować po powrocie na twardą drogę. Efekt jest taki, że w sezonie błota (który się właśnie zaczyna) ciężarówki są całkowicie przywiązane do dróg i nie mogą nawet awaryjnie zjechać na bok, bo dalej nie pojadą. A nawet jeśli ten system działa, to przy jego używaniu rozpadają się opony. 

Ciekawą informację znalazłem też o poborowych

Którzy np. pod faktycznym przymusem, lub zupełnie bez swojej wiedzy zostawali żołnierzami kontraktowymi. Tu mam teorię, że w jednostkach mieli być kontraktowi, ale ich nie było, a pensje przytulał dowódca. Jak się okazało, że stan ma się zgadzać, to wzięto chłopaków co akurat byli. Generalnie w Rosji od armii wykręca się kto może, więc trafiają tylko ci, co nie mogą się wykręcić- bez pieniędzy i znajomości. Więc się nikt nimi nie będzie przejmował. Ale nawet jeśli nie było tak z ludźmi, to na pewno miało to miejsce z częściami, paliwem, utrzymaniem pojazdów, odbytymi szkoleniami, etc. I zauważmy, że części zamienne do ciężarówek są znacznie bardziej chodliwym towarem niż te do czołgów. 

I wreszcie trzecia sprawa- zwyczajna głupota. Najpoważniejszym jej przejawem było oczywiście rozpoczęcie wojny z założeniem, że przeciwnik się nie będzie bronił. Z takim założeniem to możemy napadać na skarbiec Rezerwy Federalnej, ale osobiście bym jednak w to nie wierzył. I każde normalne planowanie też nie powinno zakładać absurdalnie pozytywnego rozwoju wydarzeń. To musiał robić ktoś całkowicie oderwany od rzeczywistości.

A po drodze, w ramach poprawy efektywności sił zbrojnych FR armię zreorganizowano w tzw. Batalionowe Grupy Bojowe. Jednostki składające się z batalionu (500-1000 żołnierzy) i jego wsparcia, czyli artylerii, łączności, transportu, etc., aby stworzyć jednostkę zdolną do samodzielnego i autonomicznego działania.  Wygląda racjonalnie, prawda? Cóż, nikt w historii czegoś takiego nie robił i teraz widać, że nie bez powodu. Zawsze, kiedy tworzono samodzielne jednostki (od czasów rzymskich, serio) to przybierały one jedną z dwóch postaci: dywizji, składającej się z 6-9 batalionów i używanej w miejscach gdzie ważniejsza była siłą niż manewrowość i sprawność dowodzenia lub brygady, składającej się prawie zawsze z 3 batalionów, podobna ilość wsparcia, logistyki i oficerów sztabowych może się skupić na mniejszej ilości zadań, stąd brygady są używane jako wojska bardziej mobilne, etc. 

Rosjanie faktycznie zrobili 1-batalionowe brygady, ale dołożyli do nich wsparcia na jeden batalion. To w żaden sposób nie może być samodzielne, ma homeopatyczną ilość artylerii,  brakuje łączności, logistyki i możliwości remontowych. Krótko mówiąc pomysł,  który wyglądał dziwnie, a dziś wiadomo, że jest dyletancki i skończył się katastrofą.

I właściwie wszystko wygląda dokładnie tak samo. Spadek postsowiecki jakoś działa, po modernizacjach OK, ale to co robiono w obecnej Rosji sprowadza się do trzech rzeczy- złodziejstwo, dyletanctwo, olewactwo.

Bardzo ciekawie przebiegają walki po zachodniej stronie Kijowa

Chodzi o atak który szedł z Białorusi i przez dwie noce był zatrzymywany dopiero na ulicach Kijowa. Cały atak, jak i zaopatrzenie do niego musiało iść dwoma, dość wąskimi i krętymi drogami przez las. Po wyczerpaniu pierwszych zapasów okazało się, że ciężarówki z zaopatrzeniem tak raczej gdzieś znikają po drodze. Wobec czego rosyjskie dowództwo zorganizowała wielki konwój, dość potężny militarnie i z dużą ilością zaopatrzenia. I tak, ruszył najkrótszą trasą, czyli drogą z Czernobyla do Kijowa. Wąską, krętą, wśród lasów i mokradeł. Żeby się jakoś zmieścić ciężarówki jechały równolegle po całej szerokości. Zgadnijcie się się stało- tak, dokładnie to co musiało. Różne pojazdy w różnych miejscach konwoju są uszkadzane. Czasem przez ukraińskich snajperów, czasem przez rosyjskich żołnierzy. Efekt jest taki, że obecnie jest to 60-kilometrowy korek, w większości pojazdów bez paliwa lub uszkodzonych, otoczony przez lekką piechotę z rakietami i snajperów. Zachodnia armia by w takiej sytuacji zapewne zniszczyła pojazdy, aby nie dać ich przeciwnikowi i wracała na pieszo, może ratując co się da, może tylna część konwoju jest w stanie zawrócić i dojechać na Białoruś. A może nie. Ale przy rosyjskim dowodzeniu nie bardzo jest podejmowana jakakolwiek decyzja i skończy się tak samo jak w Finlandii-  nie mają paliwa, nie ogrzeją samochodów, przez snajperów nie będą mogli rozpalić ognisk ani podgrzać posiłków. Aż się poddadzą lub zamarzną (na co jeszcze mają szansę).

Na brak radykalnych decyzji w sprawie dowodzenia może też wpływać to, że dowódca 41-szej armii, tej właśnie atakującej z Białorusi ostatnio zakończył życie. Zastrzelony przez snajpera, jedna z wersji mówi, że w trakcie inspekcji czoła tego konwoju.

Sytuacja jest taka, że siły idące w tym pierwszym ataku są obecnie całkowicie odcięte, linią frontu przez regularne, ciężkie jednostki armii ukraińskiej. Tu np. link do filmiku jak się skończyła próba przebicia z okrążenia. Idący im na odsiecz konwój jest zablokowany w lesie, pod ostrzałem lekkiej piechoty. I to jest cała 41-sza armia FR. Do tego zaopatrzenie i posiłki nawet w pobliże granicy nie bardzo docierają, bo białoruska kolej przeszła na sterowanie ręczne, tam gdzie mogła, a gdzie nie mogła (czyli w głównych węzłach) po prostu nie działa. Wcześniej działała na Windows XP, to trochę wyjaśnia.... I oprócz tego w tajemniczy sposób spłonęły szafy rozdzielcze na głównych stacjach, ktoś ciągle złośliwie uruchamia blokady liniowe na szlakach, itd., itp.

Powiem tak- pod Stalingradem przynajmniej dowódca armii przeżył.....

A oprócz tego wygląda na to, że w końcu do frontowych jednostek docierają "Pioruny", polskie, jedne z obecnie najlepszych  (jeśli nie naj...) ręcznych pocisków przeciwlotniczych. Co oznacza, że loty śmigłowców mogą szybko stać się zbyt ryzykowne. Co jest bardzo zabawne, bo Kacapy właśnie zostały zmuszone do ich używania dla osłony konwojów transportowych, bo bez osłony z powietrza stały się zbyt ryzykowne.....

Więc jak komuś się wydaje, że pierwszy tydzień wojny nie poszedł Rosji najlepiej, to poczekajmy na drugi.....

I myślmy o tym jak zrobić trwały pokój później.

O rozdziale funduszy

 Wyobraźmy sobie grupę która regularnie imprezuje razem, powiedzmy, że są to przedstawiciele zaprzyjaźnionych rodzin, nie tak łatwo któregoś się z niej pozbyć. Większość tych rodzin ma się naprawdę nieźle, w sumie najbiedniejsi są zaledwie przeciętniakami. Ale względny dystans majątkowy jest spory, bogatsi tak naprawdę nie muszą się przejmować niczym, biedniejsi i owszem.

W tej grupie jest Laszlo. Który ma zwyczaj być wysyłanym po fajki, bo mały, ale przy okazy zwykle "zapomina" powiedzieć ile dokładnie te fajki kosztowały. Że w sumie w towarzystwie nikt się tym tak bardzo nie przejmuje, to nikt go nie ciśnie. Zwłaszcza że przy próbie przyciśnięcia odpowiada tak że nikt go nie rozumie, a właściwie nawet nie wiadomo, czy coś bełkocze szybko czy po prostu beka. 

Laszlo był w sumie tak sprytny, że z kasy zajumanej przy kupnie fajek potrafił wykoncypować to, że daje niezłe kieszonkowe rodzeństwu, które od tego czasu uparcie twierdzi, że tylko on powinien bywać na imprezach. 

Tego układu pozazdrościł mu inny z biedaków na tej imprezie, Mścisław. Że nikt nie potrafi powtórzyć tego imienia, to i tak wszyscy nazywają go Krzysiem, od zamiłowania do picia na krzywy ryj. Tyle że ten ma sporo większą rodzinę, więc sobie wymyślił, że od teraz, jak będzie brał wódę dla wszystkich to im nie pokaże kwitów. No, to trochę ekipę wkurwiło, a nawet ktoś już mu chciał oklepać facjatę. Ale wiadomo, rodziny znają się od lat, nie wypada, etc. 

Więc stanęło na tym, że ma być nowy regulamin zrzutek, że trzeba się uczciwie rozliczyć. Trochę dziwna sprawa jak na taki układ imprezowy, ale cóż, jak ma się takich delikwentów jak Laszlo i Krzysiu to jakoś trzeba to rozwiązać. Oczywiście natychmiast tych dwóch zaczęło się drzeć, że to nie taka ekipa z jaką chcieli chlać i tak nie można. 

Więc reszta ekipy odpowiedziała, że na razie wszystko może zostać, a tak w ogóle to poproszą kwity i potem trzeba będzie oddać jak wyjdzie że Krzysiu dostał na cztery 0.7 a przyniósł jedną półlitrówkę. Tylko najlepsze jest to, że tak to wszystko wykombinowali razem z Krzysiem, że kasę trzeba będzie oddać po tym, jak rodzina Krzysia też go odstawi od kasy. Bo drugi problem Krzysia polega na tym, że ostatnio pierodli takie brednie, że wszyscy myślą, że już nie tylko wóda mu mózg zlasowała, ale że też się przerzucił na cięższe dragi. Więc rodzinka też go chce od kasy odstawić, bo strach, oczywiście. Ale to są procedury, sądy i w ogóle. 

Więc się spryciula tak dogadał, że na teraz może zajebać ile chce kasy, a potem się rozliczy i oddawać będą ci, co go wyrzucą. 


P.S.

Jak komuś się niektóre rzeczy skojarzyły z aktualną sytuację w UE, to ma rację. Tak naprawdę w tym wszystkim chodzi o to, że Orban i jego ekipa zwyczajnie rozkradają fundusze UE na taką skalę, że to jest jedyna jeszcze na poważnie istniejąca gałąż gospodarki węgierskiej. I PiS usiłuje to samo zrobić w Polsce. I mają pozwolenie na powiedzmy 3 lata, a potem tę kasę ma oddać następny rząd. Serio, nic tu nie jest zmyślone. Polską rządzi zwyczajna banda złodziei i może być tylko gorzej.