Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogólne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogólne. Pokaż wszystkie posty

Zmiany

Ostatnio stałem się tu nieco monotematyczny i zapewne czytelnicy przyzwyczajeni do zwykłego zakresu tematów i odjechanych teorii mogą się poczuć nieco znużeni tą ciągłą gadką o energii. Cóż począć, skoro głównie się drążeniem w tym temacie własnie zajmuję, praktycznie full-time.

Rozwiązaniem, mam nadzieję rozsądnym, stało się założenie drugiego bloga, który będzie się rządził nieco innymi zasadami. Nowy blog to jest dokładna koncentracja na technologiach i schematach organizacyjnych pozwalających kwitnąć cywilizacji bez paliw kopalnych. Tutaj, pozostanie jak uprzednio, skrajnie liberalna polityka komentarzy.

Na nowym blogu nie będzie miejsca dla komentarzy wskazujących na brak elementarnej wiedzy o świecie lub rozumienia podstawowych zależności fizycznych. Zwłaszcza, że mam zamiar nieco tych podstawowych zależności wyjaśnić.

Nie rozpisując się za długo, odsyłam do wstępniaka na nowym blogu, tu zostaję przy filozofowaniu, tam odsyłam zainteresowanych, w szczególności zapraszając komentatorów, którzy brali udział w ostatnich dyskusjach o energii.  

a to adres http://rewolucjaenergetyczna.wordpress.com/

O tajnych labolatoriach co mają uratować planetę

Wielokrotnie pisałem, że dość nieuniknionym skutkiem beznadziejnego uzależnienia naszej cywilizacji od paliw kopalnych jest ciężkiego kryzysu w obliczu ich wyczerpywania się i utrudnionej dostępności oraz globalna recesji połączonej z rozpadem władzy w co poniektórych państwach i regionach świata w sytuacji zmniejszania się ich dostępności. Co do dostępności- nawet wydobycie może się zwiększać, ale jeśli nakłady na to wydobycie będą rosnąć szybciej- ilość energii dostępnej do konsumpcji będzie się zmniejszać. Pomimo pewnych prób dokładne wyliczenie tego rodzaju wydaje się niemożliwe, więc kiedy to nastąpi- i tak nie wiemy. Ale co ciekawe- pod każdym takim wpisem pojawiają się dwa rodzaje komentarzy „w tajnych laboratoriach znajdują się rzeczy o których nam się nie śniło i wszystko jakoś się załatwi” oraz „nie jest to żaden problem bo rynek wszystko rozwiąże, tylko może gdzieś nam tego wolnego rynku brakuje”. Co do drugiego- jest to oczywiście szalona idea neoliberałów. Rynek działa, ale zawsze wybiera najbardziej efektywne rozwiązania NA DZIŚ- co oznacza minimum inwestycji, maksimum zysków. I w porządku, ale rozsądnie przewidując kryzys w przyszłości można być praktycznie pewnym, że nawet efektywna wolnorynkowa gospodarka sprawi, że będzie po prostu większy i głębszy. Znakomitym przykładem jest tu porównanie sytuacji USA, Europy oraz Brazylii w trakcie ostatniego kryzysu. Cofnąć się należy do szoków naftowych lat 70-tych i reakcji na nie. W USA była ona w największym stopniu rynkowa. Szał wierceń i badań nad ulepszonymi sposobami wydobywania ropy z jednej strony i reakcja konsumentów w postaci pokazania żółtej kartki kartelowi z Detroit z drugiej. Jednakże żadnych szczególnych działań rządu nie było- oprócz nieco późniejszej dyplomacji Reagana przekonywującej Saudyjczyków do zwiększonego wydobycia. Szybkie i proste kapitalistyczne działania, nawet przyniosły pewien efekt- przynajmniej przedłużył czasy potęgi USA o dobre dekady, ale później, w czasie dzisiejszego kryzysu cała trójka z Detroit się ustawiła po kasę podatników (a samo miasto za mini...), ale uderzenie z końca poprzedniej dekady prawie rzuciło resztki amerykańskiej gospodarki na kolana. Nie rzuciło całkowicie tylko dzięki dalszej deindustrializacji i wyciskania resztek oszczędności z klasy średniej.
Europa- wyciągnięto trochę wniosków i rządy co poniektórych państw aktywnie zaangażowały się w zmniejszanie ropożerności gospodarki, przy możliwym zachowaniu poziomu życia- flagowym przykładem jest tu sieć szybkiej kolei najpierw we Francji, później w innych krajach. Ilości paliwa zużywanego przez samoloty i samochody które zostały zastąpione przez pociągi nie są aż tak wielkie (w porównaniu do całości zużycia), ale są. Zgodnie z tą samą filozofią od dłuższego czasu na powrót buduje się linie tramwajowe, metra, itd. w całej Europie. I chyba nigdzie nie dopuszczono do rozkładu transportu publicznego do stopnia, który jest normą w USA. To wszystko oczywiście szło z pieniędzy podatników, bo inaczej się nie dało. Tam gdzie funkcjonowała ideologia kapitalizmu wg wzoru USA- rozkład transportu publicznego jest widoczny gołym okiem- czy jest on niewydolny, czy też obłędnie drogi, czy obie te rzeczy naraz. Dlatego nie stanowi realnej konkurencji dla prywatnego spalania paliw kopalnych i dlatego też uderzenie kryzysu było mocne- choć akurat w wypadku dwóch najdokładniej odpowiadających temu opisowi krajów złagodzone olbrzymiej skali zadłużaniem się w najtrudniejszym okresie- mowa tu o UK i Polsce. Choć obecnie zużycie paliw spada, ale odbywa się to kosztem poziomu życia, a nie oszczędnością dzięki inwestycjom i technologii- bo ich po prostu nie było. Południe Europy to trochę inna historia nie mieszcząca się w tej narracji.
I teraz Brazylia- w latach 70-tych, po uderzeniu kryzysów naftowych podjęto decyzję o maksymalnym możliwym uniezależnieniu się od paliw kopalnych. Wobec faktycznego braku sieci kolejowej i raczej nierealności jej stworzenia na takim obszarze (przynajmniej wtedy) zrobiono co się dało- oparcie energetyki w olbrzymiej części o wodę i stworzenie ogólnokrajowej sieci (nie wiem, czy ogólnokrajowa już istnieje- to naprawdę duży kraj...) oraz uniezależnienie się przynajmniej od benzyny- przez program bioetanolu, który solidnie subsydiowany przez 30 lat, obecnie stoi już na własnych nogach i w razie potrzeby Brazylia może w krótkim czasie wyeliminować zużycie benzyny bez problemów (oprócz nadmiaru dystrybutorów na stacjach...). Tak samo program rozwoju krajowego przemysłu przyniósł owoce- wydobycie ropy pozwala na zaspokojenie krajowych potrzeb i choć w brazylijskie miasta są pod względem komunikacji raczej koszmarem (trochę przesada, ale w porównaniu do średniej europejskiej czy Argentyny) to jednak uderzenie kryzysu paliwowego nie spowodowało takiej dziury w kieszeniach konsumentów jak w USA i nie zahamowało gospodarki.
Czyli rynek jest dobry, ale po prostu w tym wypadku nie działa i działać nie może. Sprawdzone i dokładnie przetestowane- gdzie następowały inwestycje państwowe, tam są jakiekolwiek bufory i środki ratunkowe przed zawałem gospodarki. Gdzie ich nie było- nadal nie ma.
To tyle na temat korwinistów (nie żebym miał dużo przeciwko korwinistom, ale dzięki ogłupiającym tekstom JKM mnóstwo rozsądnych skądinąd i sympatycznych wykazuje się absolutnym niezrozumieniem najprostszych zjawisk społecznych i ekonomicznych).
Co do zawartości tajnych laboratoriów- nie trzeba szukać tak daleko, wyjście nazywa się elektryczność i jest znana od pewnego czasu. Drobnym problemem jest jej wytwarzanie, ale znów możemy zajrzeć nie do tajnych laboratoriów a wystarczy na półki sklepowe- ogniwa fotowoltaiczne, po stworzeniu masowego rynku i masowej produkcji za niemieckie oszczędności są tanie. Znów- nie tak tanie, aby były kapitalistycznie lepszą inwestycją niż elektrownia gazowa czy węglowa, bo nie są. Ale są wystarczająco tanie, aby prawie się opłacało konsumentom. Mniej więcej to samo można powiedzieć o energetyce wiatrowej- choć tu już konieczne inwestycje zaczynają się od znacznie większej skali. Cały czas drobiazg- na dziś już nie tak wielkie inwestycje, których jednakże wolny rynek sam nie załatwi- aż do momentu, kiedy kryzys paliw kopalnych stanie się mocno dotkliwy, a prąd zacznie być naprawdę drogi. Tylko wtedy będzie już sporo za późno, dokładnie jak teraz, w obliczu sypiących się budżetów wielkie inwestycja zaczynają być nierealne. To jest właśnie jedyny problem- rozpocząć przebudowę infrastruktury wtedy, kiedy są na to pieniądze i wydać je w jakiś rozsądny sposób. A dziś rozsądny oznacza- jak najszybsze zmniejszanie uzależnienia od paliw kopalnych, w pierwszej kolejności ropy naftowej. To się całkowicie da zrobić- pod właśnie tym warunkiem- że jest robione wtedy, kiedy jest jeszcze na to czas. Choć ja osobiście przypuszczam, że został on już przespany. Skala koniecznych wydatków jest tak astronomiczna, że jest to zwyczajnie niemożliwe, bo zbliżające się wielkimi krokami i już widoczne koszty szaleństw klimatycznych zjedzą całą resztkę kapitałów która pozostała.

Jak się żyje w Argentynie

W największym skrócie- dobrze :). Czyli da się żyć za to co się zarabia. Generalnie koszty życia są niższe niż w Polsce (choć niewiele), a zarobki wyższe- to istotnie. Mediana zarobków w Argentynie jest mniej- więcej taka sama jak średnia w Polsce, co pozwala przyjąć, że średnia jest o jakieś 50% wyższa- i to jak najbardziej odpowiada mojej orientacji w tym temacie.
Za to koszty życia- w pewnym sensie są zabawne. Jedzenia podłej jakości (znanej mi jako normalna z Europy i USA)- praktycznie nie ma (OK- jest- ale w niewielkich ilościach w drogich sklepach, importowana i za obłędne ceny- co niektórym dobrym propagandzistom pozwala opowiadać jaka to Argentyna jest droga). Jedzenie dobrej jakości jest dużo tańsze (choć nieco droższe niż te podłej jakości w Europie i USA). Koszty codzienne są bardzo niskie- gazu, prądu, itd., zresztą np. ogrzewania ostatniej zimy używałem przez ok 2 tyg., a i to bardziej dla komfortu, niż z powodu absolutnej konieczności. W komunikacja publiczna jest bardzo przyzwoita i tania, za to samochody i koszt ich utrzymania- drogie.
To razem daje całkiem przyjemne połączenie- da się żyć i korzystać z życia. Zarobki spokojnie pozwalają na normalne życie- także zarobki szeregowych robotników są wystarczające do utrzymania rodziny i jeszcze korzystania z drobnych przyjemności- typu wyjazd na normalne wakacje. Oczywiście z drugiej strony są też pewne upierdliwości życia codziennego. Przede wszystkim są to uboczne skutki przyspieszonej reindustrializacji, która trwa od 10 lat- czyli wyższe ceny i dość zróżnicowana jakość produktów (większość jest naprawdę bardzo dobra, inne o żenującej jakości) ale jednocześnie dość wysokie ceny tychże wyrobów. Co więcej- ten sam na całym świecie import z Chin przejawia się tu w nieco inny sposób. Często te same wyroby są po prostu dużo niższej jakości niż w Europie (nawet Europie B) i jeśli są to podzespoły do produkcji argentyńskiej- oczywiście rozpadają się dość szybko. Tak samo widać na każdym kroku brak wykwalifikowanych techników- hydraulik uczył się od innego niedouczonego hydraulika, elektryk tak samo...- czyli chcesz mieć dobrze- zrób to sam.
A z drugiej strony- przyjemna pogoda wiele zmienia. Życie naprawdę jest przyjemne, jeśli olbrzymia większość dni jest słonecznych (ok- w lecie tego słońca lepiej raczej unikać), a konieczność używania zarówno klimatyzacji, jak też ogrzewania nie przekracza 3-4 tygodni w roku.
Także jeden drobiazg- nie wszędzie oczywiście, ale wyroby kubańskiego przemysłu spożywczego są relatywnie łatwo dostępne, co mi się zdecydowanie podoba. Moim prywatnym zdaniem, ale raczej szeroko podzielanym, kubańskie nie tylko cygara, rum o którym już kiedyś wspominałem, ale także kawa są najlepsze na świecie i absolutnie warte swoich (wysokich!) cen, znacznie bardziej niż cokolwiek w czym maczali swoje łapy bezmyślni księgowi od „cięcia kosztów” z międzynarodowych korporacji.
I niniejszym pozdrawiam Czytelników znad filiżanki kubańskiej kawy, przepraszając za dość długi okres mojej nieobecności, ale właśnie udało mi się wrócić do mojej zardzewiałej miłości- czyli przemysłu ciężkiego, co przez jakiś czas było zajmujące w stopniu uniemożliwiającym inne aktywności. A tak po ludzku- zasuwałem jak dziki osioł, reorganizując pracę w pewnej fabryczce, tak aby ilość usterek, wypadków przy pracy i zawalania terminów spadła do poziomu akceptowalnego w cywilizowanym świecie. 

Problemy techniczne Agepo

Wskutek problemów o charakterze czysto technicznym strona agepo.pl chwilowo nie działa. Ale to oczywiście nie jest żaden problem- strona działa- z niewielką stratą ostatniego tekstu i najnowszych komentarzy pod tymczasowym adresem agepo.wordpress.com.
Sytuacja jest tymczasowa- ale oczywiście nie wiadomo jak długo potrwa.

Drugi paszport- sens

Zainspirowany dyskusją po poprzednim postem wyjaśniam po co cały ten pomysł.
Otóż posiadanie drugiego obywatelstwa nie implikuje emigracji- zwłaszcza do kraju którego jest się obywatelem! Właściwie i w czystym założeniu największej przydatności, posiadanie drugiego obywatelstwa służy do tego, aby uniknąć represyjności państwa w stosunku do własnych obywateli. Więc- jeśli jesteśmy mieszkańcami i obywatelami zamożnego kraju, który respektuje ludzką wolność i stwarza gwarancje jej poszanowania w przyszłości- to nie ma żadnego problemu i potrzeby posiadania jakiegokolwiek innego obywatelstwa. Tylko pokażcie mi takie państwo (może Szwajcaria- ale i tego nie jestem pewien). Polska z całą pewnością takim państwem nie jest. I dowodów na to nie brak. Jeśli ktoś krytycznie przegląda bieżące wiadomości polityczne to sam je łatwo znajduje.
Kolejna sytuacja, w której drugi paszport konieczny nie jest- to jeśli już chcemy wyjeżdżać. Nie ma to  po prostu tak dużego sensu- po prostu w nowym miejscu jakoś się zaaklimatyzujemy, zwykle ma perspektywy lepsze niż Polska- więc można coś zrobić lub się dorobić i myśleć, że jakoś to będzie. Co prawda- zazwyczaj wyjeżdża się do krajów oferujących lepsze perspektywy dziś- a dość łatwo może to się zmienić w najbliższej przyszłości- i z tego punktu widzenia nawet (relatywnie do zarobków) jest to lepsza inwestycja.
Po prostu- drugie obywatelstwo jest zwyczajnym ubezpieczeniem. Dlatego też dość dużo uwagi poświęcam jakości paszportu- czy pozwoli on wyjechać bez problemu jak już będzie najwyższy czasy wyjeżdżać?
Historia Polski aż nazbyt obfituje w przykłady- aby wyjechać w 1938 roku wystarczał zdrowy rozsądek i odpowiednia dawka realizmu. Aby wyjechać w 1944 lub 1952 roku to nie wystarczało. Realizmu ludzie mieli już aż nadto, ale możliwości zabrakło. Za to obywatelstwo Paragwaju jak najbardziej to umożliwiało- ci, którzy byli je w stanie wykazać po prostu wyjeżdżali (nawet Żydzi w 1944!!!- choć bywały problemy, ale dla dziwnie nabytych paszportów). Kto zabezpieczył się wcześniej ten wygrywał wolność, a nawet życie. I to ma sens.
Jeśli ktoś chce pozostać w kraju z niepewną przyszłością (a do takich należy praktycznie całość Europy), to jest to po prostu ubezpieczenie na życie. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie potrzebne- ale w obecnej niestabilnej sytuacji- lepiej mieć niż nie mieć.
Właśnie dlatego opisuję możliwości pod tagiem paszport- kto chce może z nich skorzystać. A cały problem polega na tym, że jak będzie potrzebny- tu już może być niemożliwy do zdobycia- lub po prostu dostępny wyłącznie dla najbogatszych (których każde państwo przyjmie bez problemów).
A opis poszczególnych krajów może być przydatny o tyle, o ile wypada wiedzieć, gdzie zawsze możemy się znaleźć z danym obywatelstwem – lub jeśli ktoś chce rozważać emigrację.
Co prawda rozumiem, że może wprowadzać nieco w błąd łączenie opisu perspektyw danego państwa i możliwości uzyskania obywatelstwa- ale cóż- tematy te jakoś się łączą, a zawsze możemy mniej- więcej oczekiwać jak bezpieczną mamy metę. Choć wybitni praktycy w tej dziedzinie nigdy nie posługują się dokumentami kraju w którym akurat się znajdują.
Więc sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż pomysł wyjazdu. W rzeczywistości- jeszcze raz podkreślę, że jest to raczej zabezpieczenie, zwłaszcza dla robiących interesy w krajach trzeciego świata, których przez przypadek są obywatelami. Przewiduję (nie trzeba tu być jasnowidzem) wzrastającą represyjność aparatu skarbowego i drugi paszport tutaj może być cudownym środkiem na ocalenie choć części majątku przed fiskusem. To jest istotne.
Kolejna możliwość- kwestia ewentualnego rozpadu strefy Schengen. IMO bardzo prawdopodobna w wypadku defautu jednego z państw strefy. Po prostu- jak skądś po załamaniu będzie chciała wyjechać połowa mieszkańców, to nikt ich nie będzie chciał wpuścić. I tyle. Zapewne użyją do tego jakiś innych metod- kwarantanna, obowiązek szczepień, albo cokolwiek równie dziwnego, ale to się kiedyś stanie. Obywatela Panamy raczej zawsze wpuszczą. Zwłaszcza do Szwajcarii (jeśli jeszcze się będzie dobrze kojarzyć).
I w pewnym sensie dlatego też koncentruję się na państwach latynoskich- zwykle nie ma żadnych problemów z ruchem bezwizowym (bo biedaków stamtąd nie stać na dalekie podróże, a bogaci są mile widziani) i właśnie posiadacze tych paszportów mają relatywnie małe problemy z podróżowaniem. 
I to tyle. Pozostała historyczna argumentacja- tu.
Oczywiście dla zainteresowanych szczegółami i sensem w konkretnej sytuacji pozostaje mail.

Nauka domowa - rozwinięcie i o wolności w Polsce ogólnie

Kolejna historyjka o wolności edukacji, a właściwie o skutecznej walce z niemieckim systemem – jednym z najbardziej represyjnych na świecie (polski jest chyba w okolicach niechlubnego pierwszego miejsca – niestety tak). Otóż pewna niemiecka rodzina, doszedłszy do wniosku, że szkoła powoduje znaczne problemy wychowawcze ich dzieci, po prostu zabrała je ze szkoły, nie mogąc znaleźć żadnej przyzwoitej w okolicy. Spodziewali się umiarkowanej grzywny i przyschnięcia sprawy. Nieco się przeliczyli, bo uruchomili aparat represji w pełnym działaniu. Kolejne procesy – przegrane, grzywny, itd. Po przymusowym dowożeniu przez Policję dzieci do szkoły i pod groźbą odebrania praw rodzicielskich wyjechali do USA i wystąpili o azyl polityczny! I uzyskali go.
Polski przymus edukacyjny wywodzi się z pruskiego, tak jak i niemiecki – regulacje i sankcje są zbliżone, tyle że aparat państwowy może jeszcze łatwiej zniszczyć rodzinę, a decyzje o odebraniu praw rodzicielskich potrafią zapadać jak splunięcie.
Podejrzewam, że gdyby sporządzić indeks państw pod względem normalnej, ludzkiej wolności – mieszkania, rodziny i możliwości jej utrzymania i obrony, RP znalazłaby się gdzieś w okolicach Korei Płn. Jeden z najbardziej drakońskich obowiązków szkolnych na świecie, obłędnie restrykcyjne (przede wszystkim w praktyce) przepisy dotyczące broni, przepisy zawyżające co najmniej 3- krotnie koszty budowy domu i system podatkowy skutecznie uniemożliwiający normalne życie przeciętnemu człowiekowi. Są państwa, w których w poszczególnych kategoriach jest gorzej (z wyjątkiem edukacji- tu takiego nie znam)– ale za wyjątkiem kompletnie obłędnych reżimów, nigdzie nie ma takiego połączenia.
Ale jest pozytywna tendencja – w miarę rozrostu, aparat represji staje się coraz słabszy. Coraz więcej urzędników, którzy walczą o wpływy wewnątrz instytucji, nie interesuje się światem zewnętrznym, coraz więcej przepisów wzajemnie wykluczających się i urzędów o sprzecznych kompetencjach. Nikt nie zna kompletu regulacji i nikt nie wie co jest legalne, a co było tydzień temu. W taki sposób zresztą ja sam jeździłem przez miesiąc samochodem bez tablic rejestracyjnych. Legalnie. Co więcej, Policja się mną nie interesowała – słusznie przypuszczając, że skoro tak jeżdżę, to przepisy na to pozwalają, a oni nie wiedzieliby co z tym zrobić. Silne państwo, che, che...

Peak Oil - zaczyna się

Jednak zaczęło się międzynarodowo. Już.
Centrum Przekształceń Bundeswehry – czyli formalnie część niemieckiego Ministerstwa Obrony, faktycznie raczej pełniąca niektóre zadania Sztabu Generalnego – opracowała raport nt. Peak oil. Raport nie został i nie będzie oficjalnie publikowany, ale wyciekł do Der Spiegel.
Oprócz rzeczy oczywistych (załamanie się handlu międzynarodowego, drastyczny wzrost cen towarów przemysłowych, itp.) zawiera on także przewidywania i zalecenia dotyczące polityki międzynarodowej. W skrócie – dać Rosji wolną rękę w Europie Środkowej za zabezpieczenie dostaw ropy. Cool. Co więcej, raport szacuje Peak Oil około roku 2010. Bieżącego roku.
Teoretycznie jest to tylko analiza przewidywań, ale jestem praktycznie pewien, że określa to już dzisiejsze kierunki polityki zagranicznej Republiki Federalnej.
To tłumaczy wiele rzeczy. Zwycięstwo PO w ostatnich i następnych wyborach oraz pomoc dla Grecji. Co ma piernik do wiatraka?
Otóż logicznie, aby przehandlować wpływy, najpierw trzeba je mieć. A jeśli dotyczy to najwyższej wagi sprawy bezpieczeństwa państwa, to nie ma kompromisów. I to jest dopiero pierwszy sensowny motyw zamachu na samolot prezydencki, jaki widzę. Niemcy wbrew interesom Rosji, eliminują polskich polityków proamerykańskich.
A co z Grecją? Otóż Grecja posiada całkiem sensowne (przynajmniej na papierze) siły zbrojne i wieloletni spór z Turcją, a Turcja kontroluje Dardanele – cieśninę o ważnym znaczeniu dla Rosji (nie tak wielkim jak kiedyś, ale nadal). Przewiduję, że w stosownym momencie nastąpi odwrócenie sojuszu i Grecja zostanie mniej lub bardziej rzucona na pożarcie Turcji za zmianę tureckiej polityki z proamerykańskiej na proniemiecką. Do tego czasu nie można dopuścić do bankructwa greckiego rządu, a polski zbankrutuje jak sytuacja dojrzeje – więc w pewnym momencie nastąpi atak spekulantów. Po skompromitowaniu rządu defautem następny będzie prorosyjski.
Jest tam też ładnie eufemistyczne sformułowanie „impact on security is expected to be felt 15 to 30 years later” , znaczy po peak oil. „Impact on security” w ustach żołnierza sztabu generalnego oznacza chyba tylko jedno – wojna. Choć osobiście nie sądzę, żebyśmy mieli aż 15 lat, nie mówiąc już o 30 – ale mam nadzieję.
To oznacza również, że na Unii Europejskiej Niemcy też już chyba postawili krzyżyk.
Tak, czy inaczej Polska znów międzynarodowo jest tylko pionkiem.

A link do artykułu tutaj

Podsumowanie miesiąca

Minął pierwszy miesiąc (i trochę) mojego blogowania- muszę przyznać, iż popularność tego bloga nieco mnie pozytywnie zaskoczyła. Acz mam nadzieję, że dzięki Szanownym Czytelnikom z czasem będzie dalej rosła. Tutaj też prośba- jeśli ktoś uważa ten blog za interesujący- a dany artykuł za wart polecenia (ale tylko w takim wypadku- proszę, nawet w dobrej wierze, mną nie spamować )- wklejajcie linki na forach, czy FB.

Oczywiście dziękuję też wszystkim komentatorom- a zwłaszcza tym, którzy uzupełniali braki/ nieścisłości w artykułach i zapraszam następnych.

Co do tekstów- jednym z popularniejszych był Islandzki Łącznik. Domyślam się, że pojawiły się do niego linki na jakiś stronach usiłujących opisywać spisek w celu zabójstwa Prezydenta Kaczyńskiego. Czuję się tu w obowiązku wyjaśnić moje nastawienie do takich teorii- i nie potrzeba używać do tego aż maczety, wystarczy zwykła brzytwa Ockhama.

Otóż- byt pierwszy- Prezydent i kilkadziesiąt innych osób zginęło w wypadku lotniczym. Powodem był z dużym prawdopodobieństwem błąd pilota.

Byt drugi- błąd pilota został podstępnie wywołany przez mobilny system naprowadzania, który zagłuszył (bądź wyłączył) zwykły stacjonarny oraz/ lub generatory mgły.

Byt trzeci- istniała konieczność pilnego i definitywnego pozbycia się kogoś obecnego na pokładzie, bez oczekiwania na wybory/koniec kadencji, itp.

Ad. 1- niewątpliwie prawdziwy. Kropka

Ad. 2- filozoficznie niepotrzebny i nieuzasadniony- chyba, że prawdziwe jest twierdzenie z pkt 3

Ad. 3- Prezydenta ten warunek z całą pewnością nie dotyczył- nie widzę żadnych interesów wystarczająco poważnych, którym mógł zaszkodzić przed końcem kadencji- a jeśli przez przypadek by wygrał wybory, to mogło to być zorganizowane lepiej i po wyborach. Traktat Lizboński podpisał- podpisał i to w podskokach, wojsko na kolonialne wojenki wysyłał- wysyłał, gazrurce zaszkodził- ani trochę. Nie pamiętam teraz- ale chyba też on podpisał ustawę zezwalającą na ekstradycję obywateli polskich. Więc- bez przesady- dla nikogo nie stanowił poważnego zagrożenia

Dowódcy wojskowi- nie żartujmy- w Polskich Siłach Zbrojnych brakuje wszystkiego- oprócz generałów.

Jedyna postać, która potencjalnie może spełniać ten warunek to Prezes Skrzypek- ale osobiście bardzo w to wątpię.

Więc nie mnóżmy bytów nad potrzebę- zostaje tylko ten pierwszy- naprawdę.

Zaś to o czym pisałem- tematem były głównie telekomy i trochę banki- jest to być może ślad, który może doprowadzić do dowodu na istnienie bytu trzeciego- ale to co znalazłem jest, mówiąc w przenośni- niewyraźnym odciskiem buta, który do takich wniosków sam z siebie prowadzić nie może.


Z pozostałych artykułów- Chiny wzbudziły sporo komentarzy (również prywatnych i mailowych). Planuję go rozwinąć- choć oczywiście nie wiem kiedy.

Drugi Paszport- odniosłem też wrażenie, że jest to temat w którym panuje pewien głód informacji- mogę obiecać, że co jakiś czas będzie się tu pojawiał artykuł opisujący kolejne możliwości lub kraje.

Co do moich dalszych zamiarów, po tym pierwszym miesiącu- przyznaję, że lubię tą pisaninę i skoro Wy najwyraźniej lubicie ją także- to tak zostanie.


Za to znów prośba- uwagi ogólne, krytyka, sugestie rozwinięcia poszczególnych tematów proszę w komentarzach do tego posta.