Stałych Czytelników przepraszam za pewien brak aktywności. I to zdecydowanie nie z powodu braku tematów, bo świat jaki znamy rozpada się na naszych oczach. Właściwie to właśnie oczekiwanie na taki lub zbliżony przebieg wydarzeń było powodem pisania tego bloga. Już kilkanaście lat temu.
O nowym rządzie Trumpa i trochę ogłoszeń
Rząd Trumpa się powoli wyłania, wygląda jakby zestaw nazwisk układano według dwóch kryteriów- lojalności wobec państwa i kompetencji. To chyba wszystko w porządku, co nie? Niezupełnie
Geografia i ekonomia krajów po rozpadzie Rosji
Oficjalnie, jak wiadomo celem wojennym Ukrainy jest wyzwolenie całości ziem, uzyskanie odszkodowań i osądzenie zbrodniarzy wojennych.
Nieoficjalnie, czy półoficjalnie jest to demontaż Rosji i powrót państwa moskiewskiego do granic sprzed 1471 roku, czyli sprzed podboju pierwszej części ziem Nowogrodu Wielkiego.
Oczywiście pozostaje pytanie jak się do takiej perspektywy odniesie szeroko pojęty Zachód? Najpierw przypomnijmy, że sama Rosja już była na skraju rozpadu w 1992 roku i została uratowana decyzją prezydenta Busha. A konkretnie dostawami żywności, w tym do dziś wspominanych udek kurczaków, które dały władzy centralnej jakieś środki nacisku i kontroli nad regionami. Serio, ten kraj się nie rozpadł dzięki sprezentowanym kawałkom kurczaków.
To była świadoma decyzja Waszyngtonu i konsekwentna polityka kolejnych prezydentów, jak najbardziej zmierzająca do utrzymania istnienia Rosji i niedopuszczenia do rozprzestrzenia/ przypadkowego użycia broni atomowej. Albo był to tylko pretekst, prawdziwym uzasadnieniem była chęć utrzymania jak najsilniejszego państwa moskiewskiego, bo klika miłośników Rosji jest tam dość potężna. I wywodzi się głównie z ludzi dookoła wywiadu. Nie dlatego ze cokolwiek wiedzą lepiej, tylko wręcz przeciwnie- absolutne g.. wiedzą, ale całą karierę poświęcili pisaniu raportów na temat ZSRR, bloku sowieckiego i Rosji, wykazując w nich z jak ważnym i potężnym przeciwnikiem się ma do czynienia. Gdyby przez przypadek się okazało, no nie wiem- np. że w rosyjskiej armii nie ma podoficerów, a szkolenie i dowodzenie jest farsą, a logistyka się nie zmieniła od 2 wś, bo nadal tam nie ma sztaplarek i przyczep do ciężarówek, to mogłoby się okazać, że całe to towarzystwo kompletnie nie ma pojęcia o swojej robocie i jest niepotrzebne. Więc musieli wtedy i muszą dziś wymyślać kolejne zagrożenia. Po tym, jak rosyjska armia okazała się farsą, jedynym jakie pozostało to oczywiście zagrożenie nuklearne. Ale kilka dni temu to zagrożenie zostało zweryfikowane. A konkretnie starsze wersje systemów zachodniej obrony przeciwrakietowej starły się z najlepszymi, dopiero wprowadzonymi do służby rosyjskimi rakietami dalekiego zasięgu. Okazało się, że tak, rosyjskie rakiety mogą na coś spaść. Ale w kawałkach, po strąceniu ich przez obronę przeciwlotniczą. I co istotne, w obronie Kijowa prawie na pewno użyto rakiet nie tylko modeli, ale i egzemplarzy wyprodukowanych na długo przed ukończeniem projektu rosyjskich "Kindżałów". Znaczy, że dla obszarów bronionych przez zachodni sprzęt rosyjskie rakiety są nie tylko dziś niegroźne, ale i nigdy nie były zagrożeniem. I to właściwie skreśla całą rację bytu imperium moskiewskiego. Działało skutecznie, bo jednocześnie było fantastycznym wzorem korupcji i prywatnego bogacenia się, przy całkowitej bezkarności władz i ich popleczników. Ale dziś kolejne tego elementy znikają i się rozpadają. Ostatnim jeszcze w całości był atomowy straszak, ale skoro się okazało, że zachodnia obrona przeciwlotnicza działa 100/100, to już też nie istnieje. I razem z tym pojawia się w samej Rosji akceptacja dla rozmontowania tego państwa.
A z drugiej strony Zachód, zbliża się do konsensusu, że utrzymanie Rosji w latach 90-tych mogło być błędem. I przede wszystkim, że w obecnej postaci jest to państwo zarówno imperialne, jak też zbrodnicze i konieczna jest zarówno dekolonializacja, jak też jakaś forma denazyfikacji. A jeśli to nie będzie możliwe, to otoczenie kordonem jak najlepiej działających państw małego Księstwa Moskiewskiego.
Zgoda i udział USA w wysłaniu samolotów jest przy okazji prawdziwym objawem upadku, a może i rozmontowania "frakcji deeskalacji", ponieważ to towarzystwo oczywiście spowalniało i sabotowało każdy etap dozbrajania Ukrainy, ale już na początku zapowiedzieli, że nie będzie żadnego przekazania zachodnich samolotów, ani niczego co by wymagało tworzenia stałej infrastruktury dla broni zachodnich typów. Ta linia została przekroczona, będą szkoleni mechanicy i infrastruktura do obsługi F-16, "frakcja deeskalacji" straciła twarz.
Wracając do zasięgu Księstwa Moskiewskiego- i tak trudno jest dokładnie określi jakie i kiedy były jego granice. A na pewno jest to trudne do określenia w dzisiejszych kategoriach władzy państwowej, suwerenności i granic. Bo tam się mieszały trzy systemy: zwierzchności Mongołów, relacji zbliżonych do feudalnych i kupowania wpływów handlowych. Ale to nie ma tak wielkiego znaczenia, bo sprawę analizujemy w dzisiejszych realiach. I tu świetną robotę w tej kwestii zrobił niejaki Władimir Putin, dzieląc Rosję na okręgi federalne. I własnie te okręgi federalne wyglądają jak idealny sposób podział współczesnej Rosji na zupełnie sensowne nowe państwa. I nawet Centralny Okręg Federalny w sumie dość dobrze odpowiada pierwotnym granicom Księstwa Moskiewskiego. Więc skorzystamy z już gotowej mapy i możemy się zastanowić jak takie państwa by wyglądały i mogły działać.
Najpierw mapa, korzystając z uprzejmości Wikipedii:
Zacznijmy od europejskiej części. Jasnożółty jest już wspomniany Centralny Okręg Federalny, ze stolicą oczywiście w Moskwie. I to są granice przyszłego państwa moskiewskiego, które są zupełnie w porządku z punktu widzenia Ukrainy, jak też państw bałtyckich i Polski. Z czego z punktu widzenia Litwy i Polski dobrą wiadomością jest to, że obwód Królewiecki znajduje się w Północno-zachodnim Okręgu Federalnym.
Północno-zachodni Okręg Federalny
Stalica w Petersburgu i co istotne obejmuje całość granic Rosji z państwami UE, całe wybrzeże Morza Bałtyckiego i całą europejską część wybrzeża mórz północnych. Poza tym niespecjalnie jest tam cokolwiek. Zimno, błoto, nie bardzo jest jakikolwiek przemysł, rolnictwo ani górnictwo. Ale byłbym pewnym optymistą co do perspektyw takiego państwa. Z jednego powodu- jego historii. Bardzo zamierzchłej, bo mam na myśli Republikę Nowogrodzką, ale Nowogród zawsze był częścią europejskiego systemu gospodarczego, obracał się w kręgu kultury i tradycji Europy Zachodniej, Oczywiście, był zapadłą dziurą na jej obrzeżach, ale jednak częscią. Petersburg za czasów carskich też był pewną kontynuacją tego, choć już tylko jako stolica Kacapii. Więc, jeśli takie państwo wybierze zachodnią drogę, to realnie ma na niej pewne szanse. Zwłaszcza, że może w takim przypadku liczyć na pomoc postkomunistycznych państw UE oraz Skandynawii. A to jest sporo.
Z czego wybór zachodniej drogi oznacza pełne zerwanie powiązań politycznych z Moskwą, uznanie swojej części zobowiązań Rosji z tytułu inwazji na Ukrainę, ściganie i wydawanie zbrodniarzy wojennych, denuklearyzacja, itd. To jest spora cena, ale dla takiej Republiki Petersburskiej dobra i opłacalna do zapłaty. Tylko wymagałoby to decyzji, że chcą być czymś innym niż dzisiejsza Rosja. I spokojnie widzę miejsce takiego kraju zarówno w EU jaki NATO (o tyle o ile by miało jeszcze jakieś znaczenie, ale właśnie dla tych krajów by miało). I byłby to bardzo ciekawy kulturowo twór, ponieważ byłoby to państwo rosyjskojęzyczne i kulturowo rosyjskie, ale odwołujące się do tradycji republikańskiej i mocno prozachodnie w mentalności i kulturze. Byłoby takie, bo alternatywa to błoto i bieda, a zdeklarowana i konsekwentna prozachodniość by dawała jedyną szansę utrzymania państwa i społeczeństwa. Zapewne by się nie obyło bez bólów, ale takie byłoby położenie i zasoby, że nie byłoby żadnej innej alternatywy. Zamieszkuje go 13,5 miliona mieszkańców, z czego około połowy w aglomeracji Petersburga. Co z jednej strony daje dużą i zróżnicowaną gospodarkę w relatywnie najlepszym miejscu tego państwa, ale z drugiej patologiczną nierównomierność rozwoju, urbanizacji i infrastruktury. Poza tym nie ma tam zbyt wiele. Są lasy, błoto, dość dobre (jak na Rosję) porty- cały dostęp do Bałtyku i europejska, mniej zamarzająca część Oceanu Północnego. Z górnictwem słabo, z przemysłu niewiele, rolnictwa prawie nic. Na europejskiej drodze miałby jakieś szanse, na rosyjskiej by był to bardzo szybko coraz gorszy syf. Ale elity mogłyby nadal zarabiać, oni sobie poradzą.
Nadwołżański Okręg Federalny
Nazwa brzmi z rosyjska (znaczy w oryginale), ale rzeczywistość już taka nie jest. Z 30 milionów mieszkańców Rosjan jest teoretycznie nieco ponad połowa, ale w niepodległym państwie to się by zaczęło szybko zmieniać. Druga połowa to są Tatarzy, którzy by zapewne szybko je zdominowali, a ludzie z podwójną tożsamością narodową lub właśnie się rusyfikujący by tę przynależność szybko zmienili. Zwłaszcza, że całkiem istotna część deklaruje rosyjskość tylko oportunistycznie.
Tak czy inaczej spór o dominującą narodowość tego regiony by wybuchł natychmiast i możliwe, że potrwał całe pokolenie. I zapewne by się skończył z dominującą pozycją języka i kultury tatarskiej.
W kwestii gospodarczej jest to gigant. Jest tam skoncentrowana duża część rosyjskiego wydobycia ropy, olbrzymia część rafinacji i, razem z sąsiednim Okręgiem Uralskim prawie rosyjskiego przemysłu ciężkiego i bardzo duża części wydobycia innych surowców. Oczywiście to wszystko było najpierw zarządzane po sowiecku, potem demolowane sztywnym i zawyżonym kursem walutowym, a potem zarządzaniem przez putinowskich złodziei. Ale nadal to jest przemysłowe serce dawnego wielkiego mocarstwa. Same zakłady Kamaz jeszcze niedawno były ósmym największym producentem ciężarówek w Europie, a i tak większość ich możliwości pozostała niewykorzystana. I są świetnym przykładem, bo ich do niedawna jedynym produktem był pojazd całkiem dobry, jak na lata 60-te. Na dziś i już 30 lat temu, zupełnie żenujący. I tak wygląda to wszystko, co przetrwało upadek ZSRR, jakoś tam działa, zwykle będą przestarzałym. Ale jednocześnie są tego olbrzymie ilości. Które dziś pracują na rynek Rosji i częściowo dawnego ZSRR, ale w razie rozpadu będą mieć kolejną fazę problemów.
Kolejnym problemem jest dostęp do rynków. Do których lądem jest wszędzie daleko, a dostęp morski byłby niezwykle ograniczony (choć wbrew pozorom istniejący!) Otóż właściwie całość przemysłu i większość populacji w tym regionie jest położona nad Wołgą i jej żeglownymi dopływami (Kamą). W dole tej rzeki jest kanał Wołga-Don, przez który statki mogą dopłynąć do Donu i Morza Azowskiego. Mowa jest o całkiem sporych jednostkach, do 5500 ton, czyli jakiś dostęp do morza jest. Choć oczywiście pozostanie problem praw przepływu w kanale Wołga- Don i na samych tych rzekach. I przyznam, że akurat tutaj podział Rosji też byłby błogosławieństwem dla państw Azji Środkowej, ponieważ logicznym rozwiązaniem byłyby umiędzynarodowienie kanału albo przynajmniej pełne prawa tranzytu dla wszystkich zainteresowanych, czyli również wszystkich państw położonych nad Morzem Kaspijskim.
W sumie- 30 mln mieszkańców, spore wydobycie ropy, mocno uprzemysłowiony region i z istotną częścią nie-rosyjskiej populacji o silnej tożsamości narodowej. I kluczowy pod względem położenia między Europą a Azją. Derusyfikacja może by trwała długo, ale dość szybko by się okazało czyj to jest kraj.
Południowy i Północnokaukaski Okręgi Federalne
Potraktujemy je łącznie ze względu na położenie geograficzne, bo w sumie to nie mogą się różnic bardziej. Jeden jest płaski, drugi na stokach wysokich gór, jeden na zróżnicowaną i stabilną gospodarkę, drugi jest utrzymywany wyłącznie z dotacji i pensji migrantów, jeden jest rosyjskojęzyczny, w drugim Rosjan jest niewielu.
Zacznijmy od Południowego Okręgu Federalnego. W jego południowo-zachodniej części jest najłagodniejszy klimat w Rosji, sporo urodzajnych stepów, duża produkcja zboża, stopniowo zanikająca na wschodzie i przechodząca w półpustynie. Jedyne w Rosji niezamarzające porty i ogólnie łatwy start. Kiedykolwiek by się oddzielili od obecnego państwa rosyjskiego- mają działającą infrastrukturę i pieniądze. Nie tak wielkie jak mogą mieć inni, ale coś co działa i na co niewątpliwie jest stabilny popyt. Oczywiście terez się tam wydarzają różne rzeczy, płoną położone tam rafinerie, stacje transformatorowe, systemy sterowania kolei, czy wreszcie może się jakieś nieszczęście przydarzyć Mostowi Krymskiemu i to w sposób blokujący tor wodny z Rostowa. Ale to wszystko jeszcze w trakcie obecnej wojny, Wystarczy to potem jako-tako uruchomić i powstanie kraik, niezbyt bogaty, ale mogący się utrzymać na swoim. 16 mln ludzi, w większości rolniczy kraj, może działać. I niezwykle ważny jako miejsce tranzytowe. Wspomniany wyżej kanał Wołga-Don, ale też jako lądowe połączenie między Ukrainą a Kazachstanem i dalej Chinami. Zainteresowanych w stabilności i jako-takiej prosperity tego regionu może być parę osób. A że wielkich surowców do łupienia tu nie ma, to może i da się to zrobić.
Północnokaukaski Okręg Federalny jest czymś zupełnie innym. Zacznijmy od relacji społecznych. Jest tam kilkanaście, czy może kilkadziesiąt narodowości mówiących językami z różnych grup językowych. Znajomość rosyjskiego jest oczywiście powszechna, ale nie zupełna. Tradycyjna struktura rodowo-plemienna się tam zachowała i ma się dobrze. Z wyjątkiem Czeczenów, którzy po powrocie ze stalinowskiego zesłania całkowicie się wymieszali i stworzyli coś częściowo przypominającego współczesny naród. Ale chyba wszystkie te narodowości to muzułmanie, którzy po upadku ZSRR stopniowo dryfowali w stronę coraz bardziej ortodoksyjnych i radykalnych wersji. Na to wszystko się nakłada całkowity brak jakiejkolwiek produktywnej gospodarki. Jedyne aktywności to drobne rolnictwo na własne utrzymanie i pieniądze rządowe, które pochodzą z dotacji z Moskwy. Każdy kto może wyjeżdża. Jedni do pracy w Moskwie, inni do wojska. Tam nie ma nawet turystyki, bo kto jeździ do ortodoksyjnie muzułmańskich regionów? Pewna ilość wydobycia i rafinacji ropy w Czeczeni została całkowicie zniszczona w wojnach. Więc Okręg Północnokaukaski będzie po prostu eksporterem przemocy, niestabilności i najemników. Zarówno dla różnych stron wojen domowych jak też przestępczości zorganizowanej. I wyzwanie stabilności granic, albo ich jakiegoś narysowania na nowo w największym stopniu będzie mieć właśnie Okręg Południowy. Tak czy inaczej zapewne Czeczenia, i może też jakieś inne republiki staną się niepodległymi państwami. I słowo "shithole" nabierze nowego znaczenia.
Okręgi Uralski, Syberyjski i Dalekowschodni.
Czyli cała azjatycka część Rosji. Podział pomiędzy tymi okręgami jest zupełnie sztuczny, nie mający związku ani z barierami geograficznymi, ani kulturowymi. Zresztą na większości tego terenu barier geograficznych prawie nie ma. Są całkowicie zintegrowane infrastrukturalnie, a rozbudowa wspólnej infrastruktury jest tam dość prostym zajęciem. Kanał pomiędzy rzekami Ob i Jenisej nawet był kiedyś zbudowany (i następnie porzucony). Ale przede wszystkim jest to olbrzymi, w większej części bezludny obszar. I w większej części nie nadający się do zamieszkania. Jednak na południu istnieje infrastruktura kolejowa, jest całkiem sporo urodzajnych ziem, wielkie miasta, a w nich nieco jeszcze działającego przemysłu. Rzeki są spławne i dostępne dla całkiem dużych statków i barek, trzy główne można łatwo połączyć kanałami. Ale porty u ich ujścia nie tyle zamarzają, co odwrotnie- czasem rozmarzają, z czego te we wschodniej części do niedawna nie każdego roku rozmarzały. Do portów nad Pacyfikiem, które działają przez większość roku, można się dostać tylko koleją lub rzeką Amur. Której połączenie z systemami rzek syberyjskich byłoby ekstremalnie skomplikowane.
Na specjalną wzmiankę zasługuje też Jakucja, który to region ma powierzchnię zbliżoną do Indii, czy Argentyny i jest zamieszkały przez 3 mln ludzi. Z wyraźną tożsamością narodową i ekonomią wystarczająca dla utrzymania samodzielnego państwa. Oraz ciekawymi praktykami rolniczymi, umożliwiającymi produktywne rolnictwo w strefie wiecznej zmarzliny. Niekoniecznie byłoby im po drodze w rosyjskojęzycznym państwie.
Potencjał takiego syberyjskiego państwa, geograficzny, infrastrukturalny, demograficzny i gospodarczy byłby właściwie identyczny jak Kanady. Podobna populacja (30 mln), podobnie surowcowo-eksportowa gospodarka i bardzo podobne grupy i ilości surowców. Syberia miałaby wyraźnie lepszą infrastrukturę, ale wymagającą pewnego doinwestowania dla nowego kształtu państwa. I bardziej skomplikowaną sytuację geopolityczną. Kanada nie była, nie jest i nie będzie w stanie się obronić przed USA i jest i będzie bezpieczna przed każdym innym potencjalnym przeciwnikiem, samodzielnie, nawet bez sojuszu z USA. Sytuacja Syberii byłaby dużo bardziej skomplikowana. Jeśli europejska część Rosji by pozostała zjednoczona, to byłby to niezwykle groźny sąsiad. I dokładnie to samo można by było powiedzieć o Chinach. A z drugiej strony niepodległość Syberii i jej niezależność od obu tych państw jest po prostu ważna dla pokoju światowego. I tak naprawdę to jest stawka całego tego procesu. Gdyby Rosja została podzielona tylko na dwa państwa, wzdłuż Uralu, też byłoby dobrze. Jedyny problem polegałby na tym, że ta europejska część nadal miałaby zasoby, aby robić to co zwykle. Co dla stabilności całego systemu wymusza także podział europejskiej części Rosji.
I wreszcie:
Centralny Okręg Federalny
Ze stolicą w Moskwie. To byłaby i pozostała resztka Rosji. Mentalnie, kulturowo, oczywiście etnicznie. Zapewne też ustrojowo, a może nawet z jakąś częścią obecnej władzy. Populacja niecałych 40 mln, czyli jak Polska, a powierzchnia 650 tys km2, czyli by konkurowała z Ukrainą o w kategorii największego państwa europejskiego. A dokładniej o 3 miejsce, bo pierwsze dwa by zajmowały inne państwa porosyjskie.
I to państwo, niezależnie od prawdziwej wielkości i swojego potencjału mentalnie pozostanie mentalnie w imperialnej przeszłości i sfałszowanej na potrzeby propagandy wersji historii. Po podlaniu imperializmu sosem z szowinizmu, rasizmu i maczyzmu, duszonego w słabym kontakcie z zewnętrznym światem wyjdzie po prostu militarystyczny rewanżyzm. W sumie dokładnie taki sam jak wobec Polski, Finlandii i Rumunii po pierwszej wojnie światowej i do byłego bloku sowieckiego po jego rozpadzie. Czego rozwinięciem były kolejne wojny, które od rozpadu ZSRR, Rosja toczy prawie bez przerw. W zmniejszonej wersji będzie to samo, tylko z jeszcze mniejsza siłą i większą agresją.
I z powodu struktury przemysłowej i ekonomicznej, byłoby też zmuszone do agresji. Otóż z rzeczy materialnych, w Moskwie i okolicach nie wytwarza się nic. W całym Okręgu Centralnym praktycznie nie ma górnictwa, przemysłu jest odrobina, a i to w ramach łańcuchów powiązanych z innymi regionami (jak było w też w ZSRR), dla rolnictwa niespecjalnie są warunki i ten region chyba nawet gdyby musiał, to i tak by się nie stał samowystarczalny żywnościowo. W skrócie- kompletny brak czegokolwiek i całkowita katastrofa. Ale w Rosji wszystkie sieci powiązań łączą się w Moskwie, nie tylko nieformalne o którym możemy pomyśleć. Ale większość firm została zachęcona/zmuszona w ostatnich latach do przerejestrowania się do Moskwy. Po rozpadzie okaże się, że formalna kontrola nad wszystkim nadal tam jest. Inny przemysł, o którym zapominamy- rozrywka i propaganda- też jest skupiona w Moskwie. Jedynym konkurencyjnym źródłem rosyjskojęzycznych produkcji audiowizualnych jest Ukraina.
W skrócie- będzie to taka dzisiejsza Rosja, ale pod każdym względem co najmniej o rząd wielkości gorsza. Bardziej agresywna, bardziej nacjonalistyczna, bardziej militarystyczna i która będzie stanowić większe zagrożenie dla sąsiadów. I nie bardzo widzę alternatywę dla takiego rozwoju sytuacji. Ponieważ takie małe państwo moskiewskie byłoby potencjałem ekonomicznym zbliżone do Somalii czy Jemenu, tylko do tego ludzie jeszcze potrzebują ogrzewania do przeżycia. Za to będzie dysponować całą infrastrukturą do kontynuowania dominacji kulturowej i ekonomicznej nad resztą obszaru, czyli przede wszystkim Syberią i terenami tatarskimi. Więc nie będzie mieć wyjścia jak tylko używać tej infrastruktury dla zdobycia zasobów pozwalających w ogóle utrzymać populację. I to oznacza, że relacje Moskwy z państwami porosyjskimi będą takie jak Rosji z poradzieckimi. Czyli albo eksploatacja z dążeniem do dominacji albo wrogość. I zawsze różne aktywności zmierzające do przejęcia struktury politycznej państwa.
W największym skrócie- nowe państwo rosyjskie w granicach Centralnego Okręgu Federalnego będzie dokładnie tą samą Rosją, którą znamy. Kupa zimnego błota, która kradnie technologię przydatne wojskowo i rabuje co może aby zastraszać sąsiadów oraz inwestuje olbrzymie zasoby już prawdziwego profesjonalizmu w manipulowanie państwami i społeczeństwami, które chce też obrabować. Na szczęście będzie mieć dużo mniej zasobów, mnóstwo tego zasobów tego profesjonalizmu zostało zużyte i zniszczone przez gang Putina, a nowe państwo będzie mieć dużo mniejsze możliwości pod każdym względem. Ale nie mniejsze ambicje. Choć zrewidowane do realności będą polegać na usiłowaniu przejęcia/utrzymania kontroli nad państwami porosyjskimi, tak jak to robią obecnie z poradzieckimi.
I przyznam, że nie bardzo widzę jakąkolwiek alternatywę dla takiej ścieżki. Znaczy nie samego rozpadu, on może nastąpić lub nie i w wielu różnych wersjach, nawet takich, które dziś uznajemy za nieprawdopodobne lub wręcz nie umiemy sobie ich wyobrazić.
Nie bardzo widzę alternatywę dla agresji i usiłowania dominacji przez państwo moskiewskie. Jest i będzie do tego zmuszone przez strukturę gospodarki, posiadane zasoby i oczywiście doświadczenia kulturowe. Do których należy jeszcze dołożyć traumę przegranej wojny i rozpadu państwa. Traumę, które każde byłe imperium musi jakoś przerobić i każde ma z tym problemy. Negacja i sprzeciw są pierwszymi tego etapami i nie widzę powodu, aby mogło być inaczej. Jeszcze nie doszli do etapu akceptacji rozpadu ZSRR. I zajmie im to jeszcze długi czas. Może kiedy dzisiejsi nastolatkowie będą mieć po 60 lat i rządzić krajem, to co się zmieni. Do tego czasu trzeba z tym jakoś żyć. I jeśli każdy z ich sąsiadów będzie mógł w miarę sobie sam z tym poradzić, a z dowolnymi sojusznikami bez problemów, to kwestia moskiewska będzie chwilowo rozwiązana.
Kiedy skończy się wojna?
Z racji tego, że względnie celnie przewidziałem dalszy rozwój wojny rosyjsko-ukraińskiej, napisawszy w 2014, że sytuacja w 2022 będzie wyglądać w pewnym przybliżeniu tak jak dziś wygląda, to stylem prawdziwego hazardzisty, napiszę jeszcze raz o przyszłości. A później zobaczymy i się pośmiejemy.
Dla jasności- napiszę teraz i absolutnie nie będę tego tekstu edytował (chyba że ortografy, literówki i w ekstremalnej sytuacji niejasne gramatycznie zdania). Jak teraz będzie, tak zostanie. W sumie niepotrzebnie to podkreślam, bo jeszcze nic takiego nigdy nie zrobiłem, ale tu podkreślam specjalnie, bo i specjalnie będę spekulował.
Zaczynamy 28.04.2022 roku
Ogólnie- Ukrainie nie zabraknie ani pieniędzy, ani sprzętu, ani motywacji do prowadzenia wojny. Co zasadniczo implikuje, że ją wygra. Zresztą oczekiwania co do wyniku sa następujące: Rosja wygra jeśli dokona destrukcji państwa ukraińskiego albo przez aneksję albo przez zainstalowanie rządu marionetkowego, a Ukraina wygra jeśli zachowa niepodległość. Rosyjskie cele wojenne są już niemożliwe do realizacji, i ta wojna jest dla nich przegrana. Ale jak bardzo przegrane, ile będzie jeszcze ofiar i co dalej, to jest kwestia szczegółowego rozwoju sytuacji.
Otóż najbliższe tygodnie to będą stopniowo wzbierające na sile ofensywy ukraińskie. Pierwsza w stronę Mariupola, o ile nie upadnie do końca kwietnia. A w tym tempie problemem może być jedynie woda, kilka dni bez żywności to jeszcze nie jest sprawa krytyczna (ja wiem, dla ludzi siedzących w zimnie, rannych i dzieci znacznie gorsza, ale jest jak jest)
Czyli- jeśli nie zabraknie wody, to Mariupol zostanie częściowo odblokowany w pierwszym tygodniu maja. Powiedzmy do dnia zwycięstwa w kacapskim kalendarzy. Częściowo odblokowany, to znaczy, że opancerzone i uzbrojone konwoje będą mogły się przedrzeć do huty i z powrotem.
Następnie, po drobnej przerwie operacyjnej, czyli prawdopodobnie w drugiej połowie maja ruszą dwie ofensywy. Jedna na północy druga na południu. Ta północna zapewne będzie miała na celu odcięcie jednostek rosyjskich w okolicach Izyum, a południowa- nie mam pojęcia. Najprędzej chyba na Melitpol, odcinając jednostki między Mariupolem a Melitpolem, ale równie dobrze może ruszyć od Chersonia w stronę Krymu. Albo gdziekolwiek indziej przez stepy, tam nie ma żadnych barier fizycznych oprócz Dniepru i Krymu.
Te ofensywy będą jeszcze raczej powolne, nastawione bardziej na zużycie przeciwnika niż odbijanie terenu. Tempo ofensyw będzie zależało od stanu przeciwnika, który jest marny, ale jak zły i jak chętny do poddawania się to się dopiero okaże. Mogą potrwać po 2 dnia, a równie dobrze po 2 tygodnie.
Po udanych ofensywach (i nie mam wątpliwości, że będą udane) nastąpi kolejna pauza operacyjna, tym razem bez żadnego zagrożenia ze strony armii rosyjskiej- ponieważ w kotłach lub odwrotach straci ona kolejne 20-40 batalionów oraz wcześniej ok 10 na odcinku Mariupola. To oznacza, że realna siła armii rosyjskiej będzie w okolicach 30-50 batalionów i to jest tak ogólnie żart w stosunku do długości frontu. Krótko mówiąc, front się będzie musiał załamać i po krótkiej przerwie wojska Ukrainy rozpoczną po prostu natarcie na całej linii, zatrzymując się dopiero na granicy. To nastąpi w czerwcu, trudno powiedzieć kiedy dokładnie i doprowadzi do odbicia co najmniej do granicy z 24.02. a całkiem prawdopodobne, że też zajęcia okupowanej części Donbasu.
Taki rozwój wydarzeń może jednak spowodować problem polityczny, taki że część sojuszników uzna, że sprawa jest załatwiona i mogą resztę olać. Rozwiązaniem jest oczywiście spowolnić ofensywę, pozostawić w rękach przeciwnika część terenów zajętych po 24.02 i odbić te zajęte wcześniej. W ten sposób w rękach rosyjskich pozostaną rolnicze tereny Ługańska, ale zawali się most na Krym i rozpocznie ukraińska ofensywa. Krym zawsze był naturalna fortecą i jedyne łatwe zajęcie w historii odbyło się w 2014. Ale z drugiej strony walki będą w momencie, kiedy z armii rosyjskiej już nie tak wiele pozostanie, a cały półwysep będzie odcięty od zaopatrzenia. Jednak czas walk jest chyba całkowicie niemożliwy do przewidzenia. Powiedziałbym, że walki o Krym zakończą się pomiędzy połową lipca a połową sierpnia. I to też będzie koniec aktywnej części wojny, chwilę potrwa oczyszczanie obszarów przygranicznych i ogólnie linia frontu z końcem sierpnia będzie się pokrywać z granicą międzynarodową.
Ale to nie będzie oznaczać pokoju. Podpisanie traktatu pokojowego bez kapitulacji Ukrainy oznacza koniec Putina i prawdopodobnie też jego całego reżimu. Dlatego Rosja już pozbawiona możliwości ofensywnych będzie udawać, że ta wojna trwa. Będą ataki rakietowe i może nawet lotnicze na terytorium Ukrainy, będzie minowanie i próba utrzymania blokady morskiej, oczywiście będzie trwał sabotaż i wojna elektroniczna. Więc w tym sensie wojna się nie skończy, aż do upadku reżimu w Rosji.
Ta faza potrwa prawdopodobnie do końca życia Putina. Które może zakończyć się mniej lub bardziej naturalnie wkrótce i to otworzy drogę do negocjacji, albo potrwać jeszcze rok, dwa, albo i więcej i to otworzy drogę do całkowitej implozji rosyjskiej gospodarki.
W tym kontekście musimy pamiętać o takim drobiazgu jak to, że ziarno siewne, sadzeniaki ziemniaków, czyste genetycznie nasienie byków i inne tego typu rzeczy są także do Rosji importowane. Z zachodniej Europy, a jakże. Tak samo jak maszyny rolnicze i części do nich. Rosja jest dziś co prawda dużym eksporterem płodów rolnych, ale ich produkcja opiera się nie tylko na zachodniej technologii, ale jest całkowicie uzależniona od ciągłych zachodnich dostaw. Które albo są już objęte embargiem, albo sparaliżowane przez embargo w logistyce, albo przez odmowy sprzedaży przez dostawców.
W tym roku już zostało zasiane co miało być. I zapewne będzie jakoś zebrane, może nie w całości, ale prawie. Ale w przyszłym ziarno i inne do sadzenia będzie gorszej jakości, nawozy będą, ale trucizny rolnicze już niekoniecznie, sprzęt się zacznie sypać i zbiory na pewno będą dużo niższe niż normalne.
Na to nakładamy presję związaną z brakiem dewiz i konieczność eksportu co się da. A da się zabrać żarcie i je wywieźć, w końcu Stalin to zrobił, to i Putler może.
Oraz w szybkim tempie staje cała reszta gospodarki. Rwą się łańcuchy dostaw, logistyka nie działa i sytuacja pogarsza się z każdym dniem. Dziś poza kolejowym handlem z Chinami, realnie pozostał jeden jakby działający kanał transportu- ciężarówkami przez Gruzję do Turcji. Jakby, bo z obu stron Gruzji czas czekania na granicach zaczyna się liczyć w tygodniach, a nawet gdyby wszystko szło idealnie, to przepustowość wąskich, górskich dróg nie pozwoli na rozwiązanie 10% problemów logistyki Rosji.
Sądzę, że do pełnego zatrzymania pozostają krótkie tygodnie. I dopiero wtedy się rozpocznie prawdziwa fala bankructw i zwolnień, jakieś okresy wypowiedzenia. Czyli do kieszeni przeciętnych pracowników nowa sytuacja gospodarcza uderzy w pełni tak gdzieś dopiero w sierpniu- wrześniu.
Te dwie rzeczy się prawdopodobnie zbiegną. Katastrofa militarna razem z gospodarczą. I dopiero wtedy, z pustą michą, przeciętny mieszkaniec Kacapii rozpocznie szukanie winnych. I prędzej czy później ktoś zada pytanie czy może rządy w Rosji nie są tak doskonałe jak się wszystkim wydawało. Ktoś inny go posłucha, ktoś wyjdzie na ulicę. I oczywiście zostanie spałowany. Ale od pałowania michy nie przybywa i w końcu się uzbierają tacy, którym to będzie wszystko jedno i też wyjdą. Paru się zastrzeli, będzie jeszcze chwila spokoju. Tylko że potem się pojawiają tacy, którym już jest kompletnie wszystko jedno, bo nie mają żadnej alternatywy i to jest koniec. Oczywiście niekoniecznie koniec rządów Putina, on już udowodnił, że dla niego jest całkowicie OK rządzić kupką gruzów i stosem czaszek, co za różnica czy tak będzie wyglądać Grozny, Mariupol, Kursk czy Moskwa. Jak długo potrwa ta faza?
Może całkiem długo, nawet wiele lat. Im dłużej tym bardziej nie będzie co zbierać, ale też na dłużej oddali jakiekolwiek zagrożenie ze strony Moskwy. Na wszystkich polach.
Powiedziałem. Zajrzymy tu za kilka tygodni, potem miesięcy i wszyscy się pośmieją. Albo to ja będę się śmiał ostatni....
.svg.png)