Ostatni wpis o deficycie- krótko.(deficyt cz.4)
Na tym na razie kończę temat - nawet dałem pewne rady na przyszłość. Zostaliście, moi drodzy czytelnicy ostrzeżeni.Wszystkie pomysły polityków o redukcji deficytu, konsolidacji finansów publicznych, itp. można włożyć między bajki. Jedynym wyjściem jest natychmiastowe wycofanie się państwa z całego socjału - łącznie z molochem "edukacji", drastyczna obniżka emerytur i zachowanie obecnego poziomu opodatkowania. Długu się nie da spłacić.
W sumie to chyba zostanę zwolennikiem PO- nie przeprowadzają żadnych reform, bo to do niczego nie doprowadzi i umacniają zamordyzm - a to się przyda w sytuacji drastycznego wzrostu niezadowolenia.
Pozostaje jedynie zacytować Ronalda Reagana- "Nie przejmuję się deficytem. Jest już wystarczająco duży, żeby sam się zaczął o siebie martwić"
Ile wynosi deficyt budżetowy?- cz.1
Utnę łeb maczetą!
Mój zacny kolega – Wojtek Cejrowski w dość teatralny sposób chce się zrzec (a może już to zrobił?) obywatelstwa polskiego, a raczej europejskiego i zamierza osiąść w jednym z państw południowoamerykańskich. Zaczynam dochodzić do wniosku, że Wojtek uczynił słusznie i zastanawiam czy nie pójść w jego ślady. Polska podobnie jak cała Europa stała się miejscem, w którym człowiek ceniący wolność i swobodę nie ma już, czego szukać. I, co gorsza, nie tylko, że nie widać nadziei na poprawę tego stanu rzeczy, a na pewno będzie znacznie gorzej. Ostatnio wzruszył mnie pomysł na całkowity zakaz sprzedaży tytoniu, który ma zacząć obowiązywać w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich od roku 2025. Potem (a może wcześniej) podobny los spotka alkohol, a może i sól, cukier itp. Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam żyć w rzeczywistości, z jaką zetknął się, przeniesiony w czasie, bohater filmu „Człowiek demolka”, czyli w państwie, w którym wszystko, co szkodliwe jest zakazane, a o tym, co jest „szkodliwe” decydują „autorytety” rodem z Komisji Ewrosowieckiej. Niedawno pojawił się (w Szkocji) pomysł na zredukowanie nieprzytomnej prędkości 50 km/h, z którą wolno poruszać się pojazdom na terenie zabudowanym do znacznie bardziej „postępowych” 30 km/h. Rewelacja! A jaki wpływ z mandatów do urzędniczych kieszeni!
Kolega Cejrowski może jednak spać spokojnie – nie zamierzam mu się naprzykrzać w Ameryce Południowej. Myślę o czymś innym. Swojego czasu odwiedziłem Athena Club w Kampali – stolicy Ugandy. Spotkałem tam przeuroczą, blisko stuletnią, Szkotkę. Początkowo byłem przekonany, że to turystka podróżująca sobie po Afryce. Okazało się, że wcale nie! Ona tam mieszkała stale. Jej nieżyjący już mąż był brytyjskim dyplomatą, dzięki czemu większość życia przemieszkała w najbardziej nawet osobliwych miejscach na świecie. Na starość postanowiła osiąść właśnie w Ugandzie – twierdziła, że ten kraj Dobry Pan Bóg stworzył dla siebie, żeby i on miał miejsce, w którym osiądzie na starość. Dziś, kiedy patrzę na zdjęcia wówczas zrobione dochodzę do wniosku, że ta miła pani miała rację. Uganda leży na samym równiku, a więc krótkie zimowe dnie, których tak nie lubię tam nie mają miejsca – słońce wstaje o godzinie szóstej rano, a zachodzi o osiemnastej. Codziennie – przez 365 w roku. Równikowe upały? Nieprawda! Uganda leży 1 300 metrów nad poziomem morza i średnie temperatury oscylują w granicach 22 – 28 stopni Celsjusza, a więc najbardziej komfortowych. Dodatkowo klimat stabilizuje obecność Wielkiego Jeziora Wiktorii – jednego z największych akwenów słodkowodnych na świecie. Nie ma zimy, ale jest pora deszczowa – wyjątkowo łagodna – deszcze padają głównie w nocy. Choroby tropikalne? Mój śp. Ojciec przemieszkał tam z matką i siostrą kilka ładnych lat i to w latach czterdziestych ubiegłego stulecia i jakoś na nic nie zachorowali. Ludność tubylcza? Mieszanina plemion Bantu, głównie Baganda – bardzo łagodni, spokojni, tęsknie wspominają czasy koloni, a nielicznych białych traktują z wielką estymą. Byli wtedy Brytyjską Afryką Wschodnią. Język urzędowy – angielski i Luganda. Są rzeczy, których Ugandzie nie ma np. fotoradarów, ZUS,u, VAT'u, przymusu jazdy w pasach, wszechobecnych kamer, gazety wyborczej, TVN'u, zakazów palenia, blokad na koła, alkomatów, koncesji, dowodów osobistych, stref parkowania, a jazda na podwójnym gazie nie robi na nikim wrażenia. Ma ktoś ochotę na „trawkę'? Proszę uprzejmie! Nie ma żywności modyfikowanej genetycznie, konserwantów, spulchniaczy, „polepszaczy” smaku, a dojrzałe w równikowym słońcu owoce smakują w sposób niedający się nawet porównać z marketowym świństwem zaś herbaty zaparzonej dosłownie na progu plantacji nigdzie w Europie się nie skosztuje i to za żadne pieniądze. Koszty utrzymania? Śmieszne. A na weekendy można sobie skoczyć np. do któregoś z kurortów w okolicach Mombasy – śródziemnomorskie wczasowiska to przy tym grajdoły na bagnistym stawem.
Czy w Ugandzie nie zabraknie wielkomiejskich, cywilizacyjnych rozrywek? Ależ skąd! Kampala to nowoczesna metropolia nieustępująca miastom polskim. A jak będzie mało to można sobie skoczyć do Nairobi (40 min. samolotem) a to już prawdziwy Paryż Afryki. Zresztą wolałbym raczej mieszkać w Entebbe lub Jinia, a jak będzie mnie stać to kupię sobie półwysep na Wielkim Jeziorze Victorii – mam już nawet stosowny upatrzony. Niewielki około 300 hektarów.
A wieczorami będę robił sobie seanse rozkoszy: podgryzając koźlę pieczone w ananasach i popijając zmrożoną Warangi (miejscową gorzałkę) włączę telewizor albo Internet i będę rozkoszował się paskudną pogodą w Polsce i kolejnymi głupkowatymi posunięciami polskich i ewrokołchoźnianych rządów grabieżców. Posunięciami łupiącymi kieszenie, ograniczającymi wolność i rozszerzającymi totalną inwigilację. A jak któryś z tych łupieżców przyjedzie do Ugandy to osobiście mu łeb utnę – tępą maczetą! A ścierwo zakopię, bo obawiam się, że hieny i krokodyle pochorowałby się po takim poczęstunku. A co one winne, bidule?
Party just begins
The Perfect Storm
Klasyczny kryzys zadłużenia- ten z bańki na nieruchomościach nie został rozwiązany, a zaledwie tymczasowo zaleczony przez przeniesienie zobowiązań na rządy. Więc nadchodzi, bo musi nadejść, fala niewypłacalności rządów, w poważniejszych państwach może tylko wysokiej inflacji i tym razem niezaleczalne załamanie systemu bankowego- bo rządy już nie będą mogły pomóc. Patrząc na skalę kredytów i pożyczek dla oczywistych bankrutów (czy to NINJA w Stanach, czy południowoeuropejskie obligacje) i w błędne inwestycje już nie ma innej możliwości. Sektor bankowy (czy bańkowy) musi się zmniejszyć- a doszedł do tego poziomu, że może się to stać już tylko przez załamanie- powolna delewaryzacja już się nie może udać.
Peak Oil- lub przynajmniej stały wzrost obiektywnych kosztów wydobycia. Powoduje, że dla utrzymania poziomu życia mieszkańców rząd musi stopniowo zmniejszać opodatkowanie paliw płynnych. Oczywiście żaden tego nie robi, a ludzie nie zmieniają trybu życia- więc wszyscy żyją na kredyt- co powoduje i zwielokrotnia efekt z pkt. 1. Wcześniej pisałem, że najważniejszą konsekwencją Peak Oil będzie zmniejszanie się bazy podatkowej- właśnie to miałem na myśli. Jak sądzę też, w całej Europie właśnie akcyza od paliw jest głównym i prawie jedynym sposobem opodatkowania szarej strefy i turystyki. Co tłumaczy pierwsze falę niewypłacalności rządów właśnie na południu Europy.
Rozpad strefy Euro. Rzecz właściwie pewna- choć niestety jest alternatywa, tyle że znacznie gorsza- paneuropejski zamordyzm w ramach jednego systemu fiskalnego, z kontrolą zewnętrznych przepływów pieniężnych. Sądzę, że szansa na w miarę bezbolesne załatwienie sprawy była i już minęła- tj. nie udzielanie żadnej pomocy greckiemu rządowi i wykluczenie Grecji ze strefy Euro. W Grecji byłby potworny chaos, a cała strefa by mocno straciła- ale by miała cień szansy na przetrwanie. Na dziś jako najbardziej prawdopodobny (bo jestem niepoprawnym optymistą) oceniam scenariusz Neue Euro wprowadzonego przez Niemcy, może razem z Holandią, Austrią czy Francją i błyskawiczną dewaluację starego- ale im dłużej będą walczyć o utrzymanie tym większą szansę mamy obudzić się pewnego dnia w żyjącym Związku Radzieckim, albo rozpadającej się Jugosławii. Możemy mieć jedynie nadzieję, że tym razem Polska nie posłuży jako teren tranzytowy dla czołgów, a jako miejsce na obozy dla uchodźców.
W trakcie rozwoju wydarzeń pojawi się oczywiście nadprodukcja przemysłu i nadmiar mocy transportowych. Nadmierne zadłużenie z konieczności oznacza po prostu zaciskanie pasa i ograniczanie zakupów rzeczy, które nie są niezbędne do przeżycia. Energię do życia i ogrzania się ludzie będą chcieli mieć za wszelką cenę (wszelką- czyli zapomnijmy o bezpiecznych ulicach), za to- nowych telewizorów, samochodów i innych takich- nie bardzo. To uderzy znacznie mocniej w kraje przemysłowe- czyli Niemcy, Japonię, Koreę Pd. i Chiny. W krajach rolniczych ludzie sobie jakoś poradzą, ale w przemysłowych- rozwiązanie politykom narzuci się tylko jedno: dogadać się z obecnymi wierzycielami, dalej pożyczać i rozruszać gospodarkę przez roboty publiczne i zbrojenia.
Myślę też, że niestety ten rozwój wydarzeń jest już niemożliwy do zawrócenia lub powstrzymania i jedyne co pozostało to kupować czas na przygotowania. W tym świetle napiszę coś bardzo dziwnego: popieram obecnie proponowaną podwyżkę VATu. Nie jest to specjalnie drakońska podwyżka- za to dobrze zrobiona jak PR dla wierzycieli. Dalej będą pewnie robione z wielkim hukiem symboliczne redukcje w administracji, obniżki emerytur (to może nie symboliczne), itd. Wszystko w jednym celu- za wszelką cenę utrzymać się przy władzy- a na dziś to oznacza dyktaturę wierzycieli. Im dłużej nabywcy polskich obligacji będą się na to nabierać, tym lepiej- więcej czasu na przygotowania. A wysokością długu i podatków już się nie przejmuję. Podatki (w tym inflacyjny) i tak zostaną podniesione do maksymalnej zdolności płatniczej ludzi (czyli do granicy, gdzie przeciętna rodzina będzie na skraju nędzy), a długów rząd i tak nie odda- więc co za różnica ile nie odda. Inaczej niż przez przymusowe OFE i tak im nie pożyczę ani grosza.
Podsumowując:
Welcome back to 1933:
Tu prośba- jeśli ktokolwiek jest w stanie zidentyfikować model i cenę nowego takiego samochodu- bardzo proszę o komentarz. Ostatnio tak wspomniałem w rozmowie ze znajomym, że po załamaniu się systemu bankowego zapewne dałoby się kupić roczne BMW za 5000 zł. Ciekawe- czy to właśnie taka proporcja?
Odrobina filozofii aka rozwinięcie wstępu
Inwestycja na następne pokolenie aka prawdziwa emerytura cz1
Rada nr 1 Miej dzieci, dobrze je wychowaj i wykształć. Co do wychowania- truizmy, jak każdy zna swoje miejsce, prawa i obowiązki i jest ich pewien to wszyscy są szczęśliwsi i chcą się trzymać razem i wspierać w życiu. Co do wykształcenia- jeśli masz jakikolwiek prawdziwy zawód (wytwarzasz realnie istniejące przedmioty lub usługi, a ich sprzedaż nie jest uzależniona od istnienia państwowego przymusu ich zakupu) to rada jest jedna- zabieraj dzieci ze sobą do pracy tak często jak tylko to możliwe. Nauczą się znacznie więcej pożytecznych rzeczy niż w "szkole". Jeśli masz szczęście posiadać firmę, nawet własną jednoosobową, małe gospodarstwo- to wystarczy. To czego twój syn się może u ciebie nauczyć sprawi, że poradzi sobie co najmniej tak samo jak ty. A znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że dziecięca i młodzieńcza ciekawość z dodatkiem wolności eksperymentowania doprowadzi do tego, że jak będzie miał 20 lat przejmie firmę a ty będziesz mu pomagał a potem przejdziesz na zasłużoną emeryturę. Czysto pieniężną inwestycją jest kupowanie dodatkowych ilości materiału- z którego twój syn będzie budował perpetuum mobile, lub coś podobnego. Ale opłaci się- naprawdę.