W kwestii Ukrainy, postawiłem wcześniej tezę, że istnieją tam bardzo poważne chińskie interesy. W skrócie dotyczą one tranzytu. Trochę się powtórzę, ale uważam sprawę za szalenie ważną.
Aby Chiny mogły stać się prawdziwym mocarstwem z jednej strony i zapewnić bezpieczeństwo krajowi i swoim obywatelom z drugiej, musza mieć możliwość bezpiecznego transportu surowców, komponentów i w ogóle handlu zewnętrznego. Bez spełnienia tego warunku pozostaną jeszcze jednym kraikiem, który flota USA może bezkarnie zablokować i zmusić do takiego lub innego działania.
Da się to wykonać poprzez zbudowanie floty mogącej się równać z amerykańską. Zasadniczą wadą takiego rozwiązania są obłędne koszty oraz rozpoczęcie wyścigu zbrojeń, co oczywiście drenuje siły i środki z gospodarki, a szczególnie obniża cywilne wydatki inwestycyjne. Tego Chińczycy nie chcą i dlatego nie mają zamiaru iść tą drogą. Częściowe zbrojenia mają oczywiście miejsce, ale do możliwości US Navy w przewidywalnym okresie się nie zbliżą. Jedyne czego po chińskiej flocie i obronie wybrzeża można się spodziewać w przewidywalnym czasie to właśnie możliwości obrony wybrzeża i jakiejś dominacji na najbliższych akwenach.
Skoro nie planują i nie widzą możliwości obrony szlaków morskich w razie konfliktu- co pozostaje? Szlaki lądowe. Dla przesyłu towarów masowych oraz wszystkiego na olbrzymie odległości oznacza to w praktyce linie kolejowe.
To akurat w chińskich planach rozwoju jest przestawiane zupełnie jasno i oficjalnie. Oprócz realizowanego na olbrzymią skalę przestawienia Chin na tory, zasadnicze znaczenie ma rozbudowa linii kolejowych poza granicami tego kraju. Oficjalnie takie linie są w planach cztery. Pierwsza do Singapuru, w budowie, druga do Europy południowym skrajem Morza Kaspijskiego jest gotowa, ale wymaga dwóch zmian szerokości torów (na granicy chińsko-kazachskiej i turkmeńsko- irańskiej) oraz przeprawy promowej, obecnie tylko jednej (dzięki tunelowi pod Bosforem) , na granicy irańsko- tureckiej. Planowane lub budowane odcinki kolei w Iraku ominą jezioro Van a w Jordanii (z kolejną zmianą rozstawu) dociągną spójny system do wybrzeży Morza Czerwonego, po którego drugiej stronie znajduje się wielki, własnie budowany system kolejowy Afryki Wschodniej. Chyba nie trzeba dodawać, ze w każdym z tych przedsięwzięć dominująca rolę odgrywa kapitał chiński?
Kolejne linie są bardziej problematyczne. Co do pomysłu połączenia Azji i Ameryki koleją przez cieśninę Beringa- osobiście uważam to, na dziś, za kompletną fikcję. Technicznie zapewne możliwe, ale tak obłędnie drogie, że nierealne. Zbudowanie kilku/kilkunastu tysięcy kilometrów linii kolejowej przez dzikie i bezludne tereny (znaczy bez żadnych ładunków po drodze), z najdłuższym tunelem podmorskim, przez tysiące kilometrów wiecznej zmarzliny, kilka pasm górskich i to wszystko w sporej części w strefie sejsmicznej. W połowie tej litanii z ust inżynierów od takiego projektu, księgowi by uciekli z głośnym krzykiem.
Dlatego własnie sądzę, że opowiadanie o tym pomyśle było tylko kolejnym środkiem nacisku Pekinu na Moskwę, że rząd chiński sam planuje inwestycje na ich terytorium.
Następna linia o strategicznym znaczeniu ma znaczenie własnie pierwszorzędne. Na północ od Morza Kaspijskiego, czyli przez tereny Kazachstanu i dalej przez Moskwę, Białoruś i Polskę do zachodniej Europy lub przez Kazachstan, południową Rosję (a najważniejsze- Wołgograd) i Ukrainę i dalej Polskę, Słowację lub Węgry do zachodniej Europy. Zasadniczo Polskę, bo już istnieje tor o rosyjskim rozstawie dociągnięty do okolic połączonych z zachodnia siecią autostrad (Sławków). Budowa drugiego jest planowana pod Wiedniem. Ten będzie omijać Polskę, tory mają zostać poprowadzone z Ukrainy przez Słowację.
Najważniejsze w tym wszystkim są dwie rzeczy- już istniejąca infrastruktura, której najdroższymi elementami są mosty (lub tunele) na wielkich rzekach.
A własnie północna linia jest znacznie ważniejsza dla połączenia Chin z Europą- czyli bardzo istotnej kooperacji przemysłowej, w razie potrzeby alternatywnej drogi przesyłu surowców, a także jest drogą najkrótsza i najprostszą. Z właściwie jedną zmianą szerokości torów- na granicy chińsko- kazachskiej, ale tamtejszy terminal też może działać jako zbiorczy suchy port przeładowujący ładunki z całych Chin. Tak samo Sławków, na tyle blisko od odbiorców, że można przeładowywać pojedyncze kontenery bezpośrednio na ciężarówki.
W taki sposób dochodzimy do tezy- linia kolejowa w bezpieczny sposób łącząca Chiny z Europą na północ od Morza Kaspijskiego jest kwestią być lub nie być strategicznego bezpieczeństwa Chin. Nieco mniejsze, ale podobne znaczenie ma dla Europy, zwłaszcza Niemiec.
To wszystko wymaga jednak oprócz istnienia infrastruktury też przewidywalnych i odpowiedzialnych podmiotów o nią dbających. Wzorem takiej współpracy może być Kazachstan, który pod rządami Wielkiego Chana Prezydenta Nazarbajewa przewozi olbrzymie ilości kontenerów, pompuje gaz i ropę dla Chińczyków, intensywnie rozbudowując całą infrastrukturę, a zyski tranzytowe postawiły na nogi to postsowieckie bagno. Grzecznie bierze na to kredyty z Chin, Kazachskie Koleje Państwowe będą musiały wozić, aby je spłacać.
Z drugiej strony- w Polsce, raczej też nie ma problemów. LHS jest na bieżąco utrzymywana i modernizowana, terminal przeładunkowy działa sprawnie, istniejące szlaki na Zachód także są w jakimś stanie, kolejowe i drogowe.
Tranzyt przez Ukrainę jest nieco bardziej problematyczny, ale to także nie jest problem. Zwłaszcza, że obecne władze zapewne wkrótce rozpoczną rozwiązywanie największych problemów- czyli skorumpowanej administracji, w tym straży granicznej i drogówki. Na szczęście obie te formacje się skompromitowały doszczętnie w trakcie obecnej wojny i prawdopodobnie zostaną całkowicie rozwiązane lub przejdą głęboką weryfikację. Tak samo można się spodziewać pewnej reformy kolei na wzór zachodni. Na pewno będzie utrzymywany w dobrym stanie technicznych korytarz wschód- zachód. Być może znajdą się na to jakieś fundusze unijne lub chińskie....
Dla dopełnienia tego korytarza pozostaje jeszcze Rosja. Państwo, którego władze mają kompletnie gdzieś stan infrastruktury, za dostęp do torów przy przewozach transgranicznych Koleje Rosyjskie żądają absurdalnych stawek, a co najważniejsze- nie można mieć żadnej gwarancji niezmienności polityki, za to można mieć gwarancję wpływu polityki na najprostsze nawet umowy handlowe. Dodawszy do tego obraz imperialnych zapędów oraz politykę powodującą wręcz nienawiść u wszystkich sąsiadów- jest to obraz państwa rządzonego w skrajnie nieodpowiedzialny sposób.
Taka sytuacja nie będzie mogła trwać wiecznie. Jest to zbyt ważny strategiczny interes Chin i Niemiec. Zresztą nie po to inwestują olbrzymie pieniądze w rozwój własnej sieci kolejowej (i kazachskiej też), aby pociągi o strategicznej wartości stały tygodniami w stepie, czy były regularnie okradane. Czy co gorsza w imię jakiś neoimperialnych rojeń- granica może być zupełnie zamknięta z dnia na dzień. Z takimi ludźmi nie da się pracować i jestem zupełnie pewien, że Chińczycy także nie mają zamiaru.
Co się może dalej stać?
Pierwsza i najprostsza rzecz- zastraszyć do poziomu bezwolnej pacynki. To zasadniczo Chińczycy zrobili z Putinem przed ostatnim szczytem w Szanghaju. Wiceprezydent Li Yuanchao 27 kwietnia, na i tak niezbyt udanym forum ekonomicznym w Petersburgu zaproponował, że skoro Rosja nie może sobie poradzić z zaludnieniem Syberii, to Chiny mogą z tym pomóc.
Nie musiał wspominać o referendum, Putin i tak podpisał umowę gazową. Przypominam, że Rosja zrezygnowała z ceł eksportowych, na swoim terytorium finansuje całość inwestycji, nawet bez chińskich kredytów, cena sprzedaży jeśli zapewni jakikolwiek zysk, to znikomy. Umowa o budowie kopalni węgla wygląda na jeszcze zabawniejszą. Po prostu, na terenie Rosji, relatywnie blisko granicy, chińskie firmy zbudują kopalnię węgla, połączą ją koleją z chińską siecią i tyle. To jest po prostu najczystszej postaci kolonializm. Nie pisze tu z pozycji żadnego współczucia wobec Kremla czy sympatii. Po prostu przestrzegam przed zbyt pozytywnym postrzeganiem Chin w tym konflikcie. Jest to po prostu mocarstwo, które bezwzględnie realizuje swoje interesy.
Zastraszenie Putina, najlepiej korzystając z wiecznej ruskiej paranoi, że ktoś im ziemię chce zabrać to najprostsze rozwiązanie, działa i będzie działać.
Prawdopodobnie jednak władze zarówno Chin, jak też Niemiec zdają sobie sprawę, że w kwestii zarządu rosyjską infrastrukturą tak się nie da. Trzeba wypracować jakieś długoterminowe rozwiązanie. Układ władzy, przynajmniej na interesującym obszarze, który byłby tak wiarygodny i bezproblemowy jak Nazarbajew.
Dokładniej spójrzmy jeszcze raz na geografię. Możliwe połączenia są dwa- od granicy kazachskiej do ukraińskiej główne linie kolejowe prowadzą albo przez Moskwę, albo przez Wołgograd. Jedna z nich musi być przyzwoicie utrzymana i musza być dopuszczone pociągi zewnętrznych przewoźników. To jest absolutne minimum. Jeśli ktoś usłyszy o udziale niemieckich lub chińskich firm czy kapitału w renowacji sieci kolejowej na południu Rosji- niekoniecznie to musi oznaczać wspomaganie Putina...
Na dłuższą metę jednak kraj z wbitym na twardo poczuciem mocarstwowości i bomba atomową nie może służyć jako bezpieczny korytarz tranzytowy. Rozwiązanie takie jak z gazem i węglem nie do końca pasuje.
Pewna poszlaka- jeszcze nie do końca wiem o jakich konsekwencjach, ale w miarę spójnie pasuje. Otóż przemysł Wołgogradu jest faktycznie w stanie likwidacji. W ciągu ostatnich kilku lat kilkukrotnie bankrutowała i została w 2012 ostatecznie zamknięta fabryka traktorów, dokładnie ta sama w której jeszcze w trakcie walk o sąsiednie ulice w 1942 ciągle montowano T-34. Po sąsiedzku znajdowała się Stalingradzka Stocznia Rzeczna, w której wtedy produkowano pancerze tychże T-34, zbankrutowała w zeszłym roku. Po drugiej wojnie zbudowano petrochemię. Po ubiegłorocznym bankructwie podjęto decyzję o wygaszaniu produkcji i likwidacji. Jest jeszcze huta aluminium. Firma nie zbankrutowała, koncern ma inne huty, podjęli decyzje o zakończeniu produkcji w Wołgogradzie. Fabryka silników zbankrutowała i została zamknięta także w zeszłym roku. Fabryka rur małej średnicy w październiku zeszłego roku. Huta stali, która dostarczała stal dla wyżej wymienionych jeszcze działa, ale można się domyślać, że nie bije rekordów produkcji.
Sprawnie działa już tylko fabryka musztardy
Mówimy o milionowym mieście i zamknięciu większości przemysłu ciężkiego w ciągu kilkunastu miesięcy. To miasto od swojego powstania było ośrodkiem przemysłu ciężkiego i maszynowego, w krótkim czasie przestało być. Porównałem trochę z informacjami z innych regionów- dalej na północ jest źle, ale w żadnym przypadku nie aż tak. Widać spowolnienie przemysłowe, falę bankructw, itp., jednak nigdzie indziej w Rosji nie zbliża się to do poziomu implozji jak w Wołgogradzie. Stawiając sprawę we właściwej proporcji- stopniowo straciło w miarę stabilna i relatywnie dochodową pracę ok 100-150 tys ludzi bezpośrednio i co najmniej drugie tyle w kooperacji i okolicznych usługach. W milionowym mieście. To po prostu musi w średnim terminie oznaczać potężne problemy całej lokalnej gospodarki, w oczywisty sposób emigrację każdego kto ma taką możliwość- przede wszystkim do innych regionów Rosji. Poza tym upadek przemysłu ciężkiego oznacza zmniejszenie obciążenia kolei i spowolnienie zużycia linii.
Dalszy przebieg wydarzeń będzie bardzo ciekawy. Najwygodniejsza dla wszystkich by była eksploatacja w stylu kolonialnym, bez żadnych zmian terytorium, tak np. Karelia jest już dawno w fińskich rękach i kieszeniach.. Jednakże, jeśli rosyjskie władze nie dostosują się do chińskich interesów, to będzie zrobione co potrzeba. Obecne się próbują się stawiać lub, patrząc na przykład Ławrowa, mogą być w ogóle zbyt głupi i niedouczeni aby w ogóle rozumieć co się dookoła nich dzieje.
Poziom wiedzy o świecie i historii prezentowany przez p.Ławrowa nasuwa podejrzenie, że ostatnie działania rządu Rosji mogły także być skutkiem zwyczajnego podpuszczenia, a ten zestaw orłów nie zrozumiał, że jest wystawiany na widelec. To by wyjaśniało całe szaleństwo zajmowania Krymu. Do tej teorii by świetnie pasowało zachowanie zarówno Chińczyków jak też Niemców. Jedni i drudzy najbardziej skorzystają z obecnego przebiegu wydarzeń i najbardziej sprawiali wrażenie przychylnych Moskwie, co nie przełożyło się na żadne realne poparcie.
Zasadniczo świetnie wróży to dla świata. Jeśli rosyjski rząd jest naprawdę przeżarty niekompetencją do tego stopnia, to dalsze rządy tej ekipy doprowadzą do implozji całego kraju. Mam nadzieję, że odpowiedzialne państwa zabiorą z Kacapii bomby atomowe i przez jakiś czas znów będzie święty spokój.
Jak pisałem wcześniej- to jest dokładnie najlepszy możliwy rozwój wydarzeń. Rosja będzie rządzona przez ekipę złodziei i nieudaczników izolowanych międzynarodowo. Stopniowo tracąc możliwości przemysłowe, a co za tym idzie także militarne doprowadzą do sprowadzenia Rosji do poziomu Nigerii z czego wszyscy będą zadowoleni.
Najśmieszniejsze jest to, że ten proces już ma miejsce
I to w bardzo ładnym sektorze gospodarki. Jak niedawno sprawdziłem, Rosja do niedawna importowała całość potrzebnych jej silników do śmigłowców. Od kilku lat próbowali uruchomić krajową produkcję, nie udało się jak na razie- drobne braki technologiczne i kacapska organizacji oraz kontrola jakości. Ale importu także nie ma. Bo jedyny producent silników do śmigłowców Mi oraz Ka mieści się na Ukrainie. Chwilowo nie sprzedaje do Rosji. Na razie śmigłowców mają sporo, ale każda godzina pracy to godzina pozostałego resursu mniej. A nowoczesna armia bez śmigłowców nie istnieje. Cóż- jak będzie strasznie potrzeba, może Chińczycy im sprzedadzą. Ale nawet ze znikomą empatią do Rosji czuje lekkie przerażenia na myśl o cenie.
A o Rosji jeszcze trochę będzie. Bardzo ciekawy temat, wszystko wygląda zupełnie inaczej niż w propagandzie, a powszechny obraz medialny, jest pod wpływem tej propagandy mocno fałszywy.