Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żegluga śródlądowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żegluga śródlądowa. Pokaż wszystkie posty

Jeszcze o polskim rządzie, teraz na chłodniej


Minęło trochę ponad pół roku działalności nowego rządu, jedynego niekoalicyjnego od wielu dziesięcioleci. Po dość emocjonalnych uwagach, jakie miałem, czas napisać coś trochę spokojniej. Emocjonalnych, bo Polska to nadal jest, w jakimś sensie, mój kraj. Z drugiej strony nie mogłem uwierzyć, że osoby, które mniej lub bardziej przygotowywały się latami do poprawy państwa, mogą być aż tak niekompetentne. 

Teraz, na sporo chłodniej mogę to ocenić.

Wrażenia z obserwacji działań rządu Beaty Szydło są... dziwne. Teoretycznie jest to rząd jednej partii, która powinna mieć jakąś spójną wizję gospodarki i działający razem na rzecz jej realizacji.

W rzeczywistości widzę go jak koalicję dwóch ugrupowań werbalnie mających wspólne cele, ale w rzeczywistości nie mających ze sobą kompletnie nic wspólnego. 

Deklarowanym celem dojścia do władzy PiS było usprawnienie i modernizacja państwa. Usprawnienie wojska, administracji, polityki fiskalnej, gospodarki, unowocześnienie infrastruktury i też rozpoczęcie prowadzenia polityki zagranicznej typowej dla współczesnego, niepodległego państwa. 

O polityce zagranicznej pisałem, zdania nie zmieniam. Minister Waszczykowski albo nie wie na czym polegają zadania współczesnego MSZ, albo nie chce wiedzieć, albo wie, ale nie chce tego robić. Za tą ostatnią tezą przemawia fakt, że polityka kadrowa pozostała bez zmian, jak polska dyplomacja i służby konsularne były zdominowane przez niekompetentnych pajaców z ubeckich rodzin, tak nadal są, mają się dobrze, są utrzymywani na stanowiskach i nowi wysyłani na kolejne. Dotychczasowy aparat ministerstwa nie działa i nie jest zmieniany. Jedyną rzeczą która w takiej sytuacji może robić minister to pokazywać się w rożnych miejscach i mówić rzeczy, o których ma pojęcie lub nie, ale nie mają żadnego związku z deklarowaną działalnością PiS, bo bandy potomków ubeków co prawda nie mają zielonego pojęcia o godnym reprezentowaniu kraju i opieką nad jego obywatelami, ale na pewno mają pojęcie o udupianiu każdego, kto będzie tego próbował na własną rękę. 

Dla odmiany zmiany w Ministerstwie Sprawiedliwości są szybkie, sprawne i przemyślane. A jak się komuś nie podoba, to zawsze może np. zostać szeregowym prokuratorem w Ciechanowie. Albo woźnym. Prokuratura na pewno, komornicy prawdopodobnie i sądy być może będą wkrótce działać znacznie lepiej. 

Zmiany w wojsku są wzorcowe, obecne ćwiczenia (Anakonda 16) mają skalę i scenariusz idealnie załatwiający kwestię relacji z Rosją. W skrócie- na Kacapów nie ma innej metody jak pokazanie z wystarczającym przekonaniem wystarczająco solidnej pałki. Ta pałka została pokazana. Bardzo wyraźnie. I nie, nie przesadzam, Antoni Macierewicz samą tą decyzją jak najbardziej wypełnia kryteria otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla. Której za coś takiego oczywiście nie otrzyma.


Z drugiej strony mamy Krzysztofa Tchórzewskiego, ministra energetyki. Materia zbyt skomplikowana dla przeciętnego zjadacza memów. Zapewne tylko to jest przyczyną dla której w konkurencji na najpopularniejszego bohatera przegrywa nie tylko z Petru, ale również wszystkim żyjącymi byłymi prezydentami. Wierzcie mi, poziomem wiedzy i kompetencji w pełni zasługuje na odebranie tego stanowiska nawet od Petru. Na przykład w sprawie samochodów elektrycznych powiedział "Minister Energii powiedział, że cała energii nauki powinna skupić się na wymyśleniu bardziej trwałego systemu zasilania niż znany od ponad stu lat akumulator." No i fajne, ale sam minister zapewne ma przy sobie telefon komórkowy, w którym jest akumulator zrobiony w technologii bynajmniej nie znanej od stu lat, a zaledwie kilkunastu. Co więcej w tej technologii sprzed kilkunastu lat można zrobić samochód osobowy o zasięgu 500 km i czasie ładowania 80% baterii w 45 min. Oraz autobusy o zasięgu rzędu 300 km. Wskazówka dla niektórych ministrów: obie te rzeczy można dziś kupić, standardowe z salonu, szukać w Internecie pod hasłami "samochód Tesla" oraz "autobus BYD K9". Reszta wypowiedzi i decyzji prezentuje bardzo zbliżony poziom wiedzy technicznej. Zarówno jeśli chodzi o samą technikę, jak i poziom dziś oferowanych rozwiązań. Problem polega na tym, że Petru mówi o rzeczach znanych ze szkoły podstawowej, a Tchórzewski mimo wszystko wymagających jakiejś orientacji. Ale wszystkich miłośników memów naprawdę zachęcam do przyjrzenia się wypowiedziom ministra Tchórzewskiego. Im prędzej ten człowiek zostanie powszechnym pośmiewiskiem, tym lepiej dla Ojczyzny. Wystarczy wziąć którąkolwiek z jego konkretnych wypowiedzi i sprawdzić obecny poziom technologii w danej dziedzinie. Zapewniam, że w każdym przypadku będzie z czego się śmiać.

Bardzo blisko energetyki jest infrastruktura. Tu poziom jest zbliżony. Choć może dla pomysłu ładowania pieniędzy w energetykę węglową znalazłoby się jakieś uzasadnienie typu "ja nigdy w życiu nie słyszałem o internecie, a wszystkie książki które czytałem wydano w ubiegłym wieku", tak dla pomysłu rozbudowy infrastruktury dla towarowej żeglugi śródlądowej w Polsce nawet takiego usprawiedliwienia bym nie przyjął. Poziom pomysłów ministra Adamczyka absolutnie przekracza mój poziom umiejętności krytyki. 

A później mamy na przykład Ministerstwo Finansów. I prawdziwy kwiatek. Wszystkie historie wyżej można schować. Oddam głos fachowcowi, tu link do całkiem dobrego tekstu na Weszło. W największym skrócie- jednym z elementów modernizacji państwa jest modernizacja systemu finansowania sportu z jednej strony i uregulowania hazardu z drugiej. Obie te rzeczy były poza organizacyjnymi możliwościami 3 RP. Obecnie MF proponuje, aby w uproszeniu pozostawić jak było, czyli kompletnie bez sensu. Minister Gowin (szkolnictwa wyższego, jakby ktoś nie pamiętał) przygotował projekt, który jest, w dużym uproszeniu, nowoczesny. Po prostu normalna regulacja, wzorowana na dobrze działających rozwiązaniach w normalnych krajach. Najwyraźniej jednak nie jest w stanie przekonać do tego rządu, czy partii i rozpoczął promowanie swojego rozwiązania przez media. Będąc w opozycji do Ministerstwa Finansów. 

Do tego mamy taką postać jak Szyszko. W sprawie wycinku w Puszczy Białowieskiej nie znam się i nie wiem, która strona ma rację. Za to wiem, bo to widać było w światowych mediach, że forsowanie wycinki zaszkodziło wizerunkowi Polski. Co najmniej do stopnia, w którym IKEA zapowiedziała, że nie będzie kupować drewna z Puszczy Białowieskiej. To o czymś świadczy, konkretnie o tym, że zapowiedzieli to ratując swój wizerunek. 

Oraz znacznie grubsza sprawa. Po powrocie z konferencji klimatycznej w Paryżu opowiadał, jak to załatwił, że pochłanianie CO2 wskutek zalesiania będzie także wliczane do bilansu emisji danego kraju. Fajnie, ale to było postanowione dość dawno, zasadniczo w jednym celu- aby przymknąć oko na lipne deklaracje środowiskowe państw, które nie mają żadnego zamiaru uczestniczyć w światowej polityce klimatycznej. A głównie chodziło o jedno państwo. Nie, nie Polskę, Polska jest częścią UE i tak naprawdę nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Chodzi o Rosję, która jako deklarację klimatyczną dostarczyła stos nietrzymających się kupy bredni okraszonych deklaracją pochłaniania przez zalesianie. Rosja i tak jest międzynarodowym pariasem, ale dzięki temu konferencja lepiej się udała. A polski minister wsparł działania tego pariasa i jeszcze opisywał to jako swój sukces. To już nie jest dno, a pukanie od spodu.

Do tego zestawu mamy Anne Streżyńską, która po prostu ma pojęcie o tym co robi i co zamierza zrobić. Co tu więcej dodawać?

Oraz Mateusza Morawieckiego, który, nie pierwszy raz, chce wykorzystać swoją wiedzę, umiejętności i kontakty dla przysłużenia się Ojczyźnie. Nie mam żadnych wątpliwości co do takiego podejścia. Miał znaleźć pieniądze na wielki program modernizacji energetyki i infrastruktury oraz dokapitalizowania polskiego innowacyjnego przemysłu i znalazł. Problem polega na tym, że o programach na jakie zostaną wydane te pieniądze będzie decydować w największej części Tchórzewski i Adamczyk. A oni prześlą tę forsę na wszystkie najgłupsze pomysły, jakie tylko można będzie można znaleźć. W skrócie- Morawiecki daje gwarancje, że znajdzie każdy grosz, który będzie można przeznaczyć na inwestycje, a duet T-A daje gwarancje, że możliwe mało z tego zostanie przeznaczone na cokolwiek produktywnego. 

Cały obraz wygląda tak, jakby to był rząd koalicyjny i to wyjątkowo nie dobranych i nie znoszących się partnerów. Z jednej strony Macierewicz, Morawiecki, Ziobro, Gowin, Streżyńska, chyba też Radziwiłł (nie wiem, tu nie znam się), czyli ludzie których pracę szanuję i podziwiam, choć czasem są znaki zapytania jak np. trwanie przy uznawaniu słowackich tytułów akademickich, ale nie zmieniają obrazu ludzi, którzy chcą zmodernizować kraj, mają wiedzę i umiejętności jak to zrobić i po prostu robią. 

Z drugiej strony mamy Waszczykowskiego, Tchórzewskiego, Adamczyka, Szyszkę, chyba też Szałamachę, czyli ludzi, którzy nigdy nie powinni decydować o sprawach kraju. Niektóre z ich działań można określić epitetami typu "skrajny brak kwalifikacji", dla innych emocję biorą górę nad kulturą i nie jestem w stanie nic napisać. Gdyby nie chodziło o Polskę pewnie bym mógł i urządziłbym sobie pośmiewisko, na jakie zasługują. 

Nie wiem na której liście powinna znaleźć się Szydło, co skądinąd świetnie świadczy o jej kwalifikacjach czysto politycznych. Ale dla bycia ministrem bycie politykiem nie wystarcza. 

Ten podział ma niestety dość wyraźny wspólny mianownik. Ludzie ze starego PC, czy działacze PiS od dawna, zawodowi politycy, stwarzają ten obraz nieudolności i niekompetencji. Ludzie dobrani do projektu modernizacji Polski gdzieś w trakcie walki z bandyckimi rządami PO są jedną z najlepszych i najbardziej kompetentnych ekip w historii Polski. 

Zobaczymy jak długo tak chimeryczny rząd może działać. W końcu dysponuje trwałą większością parlamentarną. Bardzo wielu jego członków może mieć podejście, że warto zrobić coś, nawet jeśli kolega jest kompletnym szkodnikiem. Zresztą, gdyby T i A nie mieli pieniędzy to by nie stanowili żadnego problemu, ot, jeszcze kilka lat stagnacji. Problem polega na tym, że dostali pieniądze, których drugi raz nie będzie. A Polska straci kolejnych kilka lat, których drugi raz nie będzie. Ale może przynajmniej zostanie działający aparat sprawiedliwości, wojsko i szkolnictwo wyższe, które wykształci kompetentnych inżynierów, którzy kiedyś zostaną ministrami. Na razie kompetentni inżynierowie są raczej na emigracji i pewnie tam pozostaną.

Najpierw wstać, potem biegać. Nigdy odwrotnie.

Na blogu Rewolucja Energetyczna opisałem co sądzę o rządowym pomyśle inwestycji w polski transport śródlądowy. Jeśli ktoś nie ma ochoty czytać dokładniejszych wywodów, to sądzę, że minimalne inwestycje w spławność Odry mają drobny sens, który słabo, ale jakoś tam da się uzasadnić. Duże inwestycje, w tym budowa Kanału Śląskiego są idealnie bezsensownym wyrzucaniem pieniędzy, a pomysł przerobienia Wisły na rzekę przemysłowo- transportową jest ekonomicznie kompletnie głupi, ale przede wszystkim wzorcowo barbarzyński. 

Ok, zdarza się. Pomysłów wydawania bez sensu miliardów w połaczeniu z barbarzyństwem naprawdę nie trzeba daleko szukać. I to wcale nie w trzecim świecie. Pomysł budowy bloku Hinkley C mądrością prawie temu dorównuje.
Poznęcajmy się jeszcze chwilę się nad premierem Kamerunem, czy jak to się teraz nowocześnie mówi. Hinley C to jest nowy, mający powstać blok atomowy w elektrowni w Hinkley Point, Anglia. David Cameron i jego rząd poziomem swojej wiedzy technicznej mocno odstaje nie tylko od nowego premiera Kanady (link), ale zapewne także od przeciętnego nastolatka z kraju o dobrej edukacji technicznej. To, co można i trzeba powiedzieć dobrego, nie o Prime Minister, a o rządzie UK, to fakt, że dostając pomysł komercyjnie opłacalnej energetyki atomowej, jaki sobie wymyslił Camaron i spółka, administracja go realizuje całkowicie bez żadnego skręcenia politycznego. Urzędnicy prowadzą przygotowania do tej inwestycji spokojnie i profesjonalnie, inwestycja posuwa się do przodu. jednocześnie nikt nie manipuluje rzeczywistością, nie nagina faktów i nie robi prezentacji z danymi z księżyca, z których wynika, coś innego niż może wynikać z normalnego rachunku. To wszystko prowadzi do dość oczywistej konkluzji, że komercyjna energetyka atomowa jest kompletnie niemożliwa, a jedyne opcje polegają na kompletnym olaniu kwestii bezpieczeństwa lub dotacjach tak wielkich, że trzeba je ukryć przed opinią publiczną. To, za co należy podziwiać brytyjską administrację, to własnie fakt, że dokonała zupełnie podstawowych obliczeń, które czarno na białym wykazały, że premier wymyślił rzecz kompletnie głupia od poczatku do końca i nikt nie ma o to pretensji. Bo administracja swoją robotę wykonywała niezależnie od tego czyj to był pomysł, z jakiej partii jest premier, etc. Dlatego wychodzą i są opinii publicznej ujawniane prawdziwe koszty i korzyści. Koszty sa absurdalne, korzyści wątpliwe, ale czy projekt dojdzie do skutku, nie bedzie decydować administracja a politycy. I jest to zupełnie właściwy i rozsądny podział ról.
Teraz patrzymy na sytuację w Polsce. Minister wyskakuje z planem inwestycji na dziesiątki miliardów, największej interwencji w polski ekosystem w historii i uzasadnia to prezentacją z 20 obrazkami i 30 linijkami tekstu (PDF), pełnej rzeczy obrażających dzisiejszą wiedzę techniczną, a nawet fizykę ze szkoły podstawowej (jak porównanie energochłonności rodzajów transportu bez uwzględnienia kwestii elektryfikacji kolei). Ok, zdarza się, brytyjski premier nie ma pojęcia o równie prostych rzeczach, to dlaczego tego oczekiwac od polskiego ministra. 
Ale teraz należy oczekiwać i oczekuję, że polska administracja, która będzie opracowywać szczegóły planu prawidłowo wyliczy realne koszty i korzyści, w tym prawidłowo określi oszczędności pracy i paliwa. Hahaha.

Tyle komentarza na temat porównania polskiej administracji do zachodniego profesjonalizmu. To może sformułuję mój postulat i oczekiwanie znacznie dokładniej- droga pani premier Szydło, uprzejmie prosze o załatwianie spraw po kolei. Wszyscy dobrze wiemy, że administracja RP nie działa w minimalnie przyzwoity sposób w żadnej dziedzinie. Aparat urzedniczy jest w najlepszym przypadku niekometentny, a często przeżarty układami korupcyjnymi lub wręcz ocierającymi sie o zdradę państwa. 
Załatwianie spraw po kolei oznacza w tym konkretnym przypadku doprowadzenie państwa do działania w jakiś minimalnych cywilizowanych standardach, a potem robienie planów wielkich inwestycji. Ponieważ zawsze może się zdarzyć, że minister jest przez przypadkiem niekompetentnym nieukiem, któremu ktoś wciśnie ładną prezentację. I wtedy kompetentni urzędnicy, którzy nie musza się nikomu podlizywać, ani nie mają w zwyczaju podkładać świń politykom, wszystkie dane dokładnie sprawdzą i wyślą ministrowi raport. A w demokratycznym państwie taki raport w poważnej sprawie zostanie opublikowany i pozna go opinia publiczna, media i odbedzie jakaś prawdziwa dyskusja. Po której jeśli opinia publiczna bedzie w miarę zgodna, to plan ruszy, a jeśli nie, to zostanie publicznie omówiony przez Sejm i on podejmie decyzję. W takim przypadku poziom wiedzy ministra będzie problemem ministra, a nie całego kraju. Deklaracja o przerobieniu największej w Europie dzikiej rzeki na kanał ćwierćżeglowny podjęta przez ministra na podstawie jakiegoś widzimisię to jest klasyka republiki bananowej, którego to losu Polska właśnie próbuje uniknąć.

Ja rozumiem, że są dziś działania naprawdę pilne, jak kwestia obrony granicy wschodniej i możliwości udzielenia wsparcia nadbałtyckim sojusznikom. Tu nawet jakieś błędy nie mają wielkiego znaczenia, bo znaczenie ma czas. Ale plan typu "żeglowność Odry i Wisły" równie dobrze można było ogłosić za rok, już po tym, jak wyrzuciło się wszystkich funkcyjnych ze stosownych ministerstw i zatrudniło ludzi, którzy wiedzą jak wyglada normalna praca, a następnie nauczyli tej normalnej pracy szeregowych pracowników. Ale nie... Po co. Lepiej ogłosić nowy wspaniały plan infrastruktury, zrobiony na poziomie zapadłej prowincji Meksyku. To serio, wczoraj czytałem o tym, jak budowano kolej na Jukatanie. Nie zbudowano, ale ile było pięknego szumu i głupich planów!!!

Jestem za, ale róbmy, albo róbcie wszystko po kolei. Najpierw trzeba wstać, żeby zacząć biegać.