Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odra. Pokaż wszystkie posty

Najpierw wstać, potem biegać. Nigdy odwrotnie.

Na blogu Rewolucja Energetyczna opisałem co sądzę o rządowym pomyśle inwestycji w polski transport śródlądowy. Jeśli ktoś nie ma ochoty czytać dokładniejszych wywodów, to sądzę, że minimalne inwestycje w spławność Odry mają drobny sens, który słabo, ale jakoś tam da się uzasadnić. Duże inwestycje, w tym budowa Kanału Śląskiego są idealnie bezsensownym wyrzucaniem pieniędzy, a pomysł przerobienia Wisły na rzekę przemysłowo- transportową jest ekonomicznie kompletnie głupi, ale przede wszystkim wzorcowo barbarzyński. 

Ok, zdarza się. Pomysłów wydawania bez sensu miliardów w połaczeniu z barbarzyństwem naprawdę nie trzeba daleko szukać. I to wcale nie w trzecim świecie. Pomysł budowy bloku Hinkley C mądrością prawie temu dorównuje.
Poznęcajmy się jeszcze chwilę się nad premierem Kamerunem, czy jak to się teraz nowocześnie mówi. Hinley C to jest nowy, mający powstać blok atomowy w elektrowni w Hinkley Point, Anglia. David Cameron i jego rząd poziomem swojej wiedzy technicznej mocno odstaje nie tylko od nowego premiera Kanady (link), ale zapewne także od przeciętnego nastolatka z kraju o dobrej edukacji technicznej. To, co można i trzeba powiedzieć dobrego, nie o Prime Minister, a o rządzie UK, to fakt, że dostając pomysł komercyjnie opłacalnej energetyki atomowej, jaki sobie wymyslił Camaron i spółka, administracja go realizuje całkowicie bez żadnego skręcenia politycznego. Urzędnicy prowadzą przygotowania do tej inwestycji spokojnie i profesjonalnie, inwestycja posuwa się do przodu. jednocześnie nikt nie manipuluje rzeczywistością, nie nagina faktów i nie robi prezentacji z danymi z księżyca, z których wynika, coś innego niż może wynikać z normalnego rachunku. To wszystko prowadzi do dość oczywistej konkluzji, że komercyjna energetyka atomowa jest kompletnie niemożliwa, a jedyne opcje polegają na kompletnym olaniu kwestii bezpieczeństwa lub dotacjach tak wielkich, że trzeba je ukryć przed opinią publiczną. To, za co należy podziwiać brytyjską administrację, to własnie fakt, że dokonała zupełnie podstawowych obliczeń, które czarno na białym wykazały, że premier wymyślił rzecz kompletnie głupia od poczatku do końca i nikt nie ma o to pretensji. Bo administracja swoją robotę wykonywała niezależnie od tego czyj to był pomysł, z jakiej partii jest premier, etc. Dlatego wychodzą i są opinii publicznej ujawniane prawdziwe koszty i korzyści. Koszty sa absurdalne, korzyści wątpliwe, ale czy projekt dojdzie do skutku, nie bedzie decydować administracja a politycy. I jest to zupełnie właściwy i rozsądny podział ról.
Teraz patrzymy na sytuację w Polsce. Minister wyskakuje z planem inwestycji na dziesiątki miliardów, największej interwencji w polski ekosystem w historii i uzasadnia to prezentacją z 20 obrazkami i 30 linijkami tekstu (PDF), pełnej rzeczy obrażających dzisiejszą wiedzę techniczną, a nawet fizykę ze szkoły podstawowej (jak porównanie energochłonności rodzajów transportu bez uwzględnienia kwestii elektryfikacji kolei). Ok, zdarza się, brytyjski premier nie ma pojęcia o równie prostych rzeczach, to dlaczego tego oczekiwac od polskiego ministra. 
Ale teraz należy oczekiwać i oczekuję, że polska administracja, która będzie opracowywać szczegóły planu prawidłowo wyliczy realne koszty i korzyści, w tym prawidłowo określi oszczędności pracy i paliwa. Hahaha.

Tyle komentarza na temat porównania polskiej administracji do zachodniego profesjonalizmu. To może sformułuję mój postulat i oczekiwanie znacznie dokładniej- droga pani premier Szydło, uprzejmie prosze o załatwianie spraw po kolei. Wszyscy dobrze wiemy, że administracja RP nie działa w minimalnie przyzwoity sposób w żadnej dziedzinie. Aparat urzedniczy jest w najlepszym przypadku niekometentny, a często przeżarty układami korupcyjnymi lub wręcz ocierającymi sie o zdradę państwa. 
Załatwianie spraw po kolei oznacza w tym konkretnym przypadku doprowadzenie państwa do działania w jakiś minimalnych cywilizowanych standardach, a potem robienie planów wielkich inwestycji. Ponieważ zawsze może się zdarzyć, że minister jest przez przypadkiem niekompetentnym nieukiem, któremu ktoś wciśnie ładną prezentację. I wtedy kompetentni urzędnicy, którzy nie musza się nikomu podlizywać, ani nie mają w zwyczaju podkładać świń politykom, wszystkie dane dokładnie sprawdzą i wyślą ministrowi raport. A w demokratycznym państwie taki raport w poważnej sprawie zostanie opublikowany i pozna go opinia publiczna, media i odbedzie jakaś prawdziwa dyskusja. Po której jeśli opinia publiczna bedzie w miarę zgodna, to plan ruszy, a jeśli nie, to zostanie publicznie omówiony przez Sejm i on podejmie decyzję. W takim przypadku poziom wiedzy ministra będzie problemem ministra, a nie całego kraju. Deklaracja o przerobieniu największej w Europie dzikiej rzeki na kanał ćwierćżeglowny podjęta przez ministra na podstawie jakiegoś widzimisię to jest klasyka republiki bananowej, którego to losu Polska właśnie próbuje uniknąć.

Ja rozumiem, że są dziś działania naprawdę pilne, jak kwestia obrony granicy wschodniej i możliwości udzielenia wsparcia nadbałtyckim sojusznikom. Tu nawet jakieś błędy nie mają wielkiego znaczenia, bo znaczenie ma czas. Ale plan typu "żeglowność Odry i Wisły" równie dobrze można było ogłosić za rok, już po tym, jak wyrzuciło się wszystkich funkcyjnych ze stosownych ministerstw i zatrudniło ludzi, którzy wiedzą jak wyglada normalna praca, a następnie nauczyli tej normalnej pracy szeregowych pracowników. Ale nie... Po co. Lepiej ogłosić nowy wspaniały plan infrastruktury, zrobiony na poziomie zapadłej prowincji Meksyku. To serio, wczoraj czytałem o tym, jak budowano kolej na Jukatanie. Nie zbudowano, ale ile było pięknego szumu i głupich planów!!!

Jestem za, ale róbmy, albo róbcie wszystko po kolei. Najpierw trzeba wstać, żeby zacząć biegać.