Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Putin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Putin. Pokaż wszystkie posty

Prawdziwy cel polityki Trumpa

 To co robi Trump z okolicami nie ma żadnego sensu w żadnym aktualnym układzie odniesienia. To jest dokładnie to co widać na pierwszy rzut oka, czyli niszczenie w każdy możliwy sposób każdej części soft power USA, jak też demolowanie bazy przemysłowej. Do tego należy dołożyć jakiś poziom kompromitacji sił zbrojnych (choć to akurat najmniej) i na dziś w tym wszystkim najważniejsze- niszczenie relacji z Chinami i sojusznikami. 

Bajki dla biednych Rosjan

Jeśli spojrzymy na rządy Putina w Rosji z punktu widzenia uprzywilejowania poszczególnych warstw społeczny to dojdziemy do kilku bardzo ciekawych spostrzeżeń i jednego niezwykle niepokojącego przewidywania na przyszłość.
Otóż w chaotycznych i pełnych przemocy latach 90- tych, jak wiadomo kraj pracował przede wszystkim na wąską elitę, zasadniczo powstałą z fuzji przedstawicieli niektórych części aparatu władzy w ZSRR (przede wszystkim, ale nie tylko Komsomołu) i szefów lokalnych band kryminalnych. Oprócz tej wąskiej elity, reszta tylko walczyła o przetrwanie. Wraz z epoką Putina rozpoczęło się przekształcanie tej względnie niezależnej grupy społecznej w zaplecze dyktatury. Dla takiego przekształcenia trzeba było zmusić ich do rezygnacji z władzy i części dochodów. Oraz najpierw oddać połowę majątków osobiście Putinowi. Ta sytuacja oczywiście wymusiła politycznie podział dochodu narodowego nieco korzystniejszy dla klasy średniej. To się zbiegło w czasie z rozpoczęciem wieloletniego trendu wzrostu cen ropy i efektem były złote lata dla rosyjskiej klasy średniej i tych co na niej się paśli. Jak hotelarze na Cyprze i w Egipcie czy producenci samochodów. Do rozpoczęcia wojny w 2014 wyglądało jakby była stała i stabilna poprawa, ale wtedy się ona zakończyła i rozpoczął się powolny spadek poziomu życia. Ten spadek oczywiście spowodował pewną frustrację, jednak tak naprawdę żadnego zagrożenia dla władzy. Wręcz przeciwnie, wszyscy wspominali kraj rosnących szans, a teraz "rozumieją", że sytuacja się zmieniła, bonanza się skończyła, ale nadal mogą jakoś żyć. I tak właściwie jest, dobrych czasów już nie ma, ale mobilizacja ani wojna specjalnie nie dotykają nieco zamożniejszych mieszkańców wielkich miast, z Moskwą na czele.

No dobra, teraz powoli zaczyna dotykać, ale nawet w Moskwie się szuka nadal biedoty i imigrantów.

Jednak tym co jest najistotniejsze, to absolutnie największe w historii Rosji (i wszystkich innych państw moskiewskich) transfery pieniężne i udział w produkcie krajowym klasy niższej aka plebsu. 

Jest to rzecz na którą nikt szczególnie nie zwraca uwagi, a będzie miała konsekwencje nie tylko teraz, nie na lata, a co najmniej wiele dziesięcioleci, a raczej trzycyfrową liczbę lat. Serio.

Jaki miałby niby być tego mechanizm?

Otóż obecny mechanizm mobilizacji w Rosji opiera się na oferowaniu astronomicznie wysokich pensji i benefitów dla żołnierzy i stosowaniu umiarkowanej ilości przemocy we względnie nieskorumpowanym systemie. To wszystko oczywiście w ramach rosyjskich standardów, każdemu przyzwyczajonemu do choćby ochłapów zachodniej cywilizacji nadal się zjeży włos na głowie.  
Ale rosyjska prowincja zachodniej cywilizacji nie zna. Co najwyżej w filmach i u lokalnych bonzów widziała sedesy i pralki, więc wierzy, że jak też będą mieć to staną się Europejczkami. I wojna im to umożliwia. Jak oczywiście wiadomo, część znalazła pralki i sedesy bezpośrednio na Ukrainie, ale to było w początkowej, manewrowej fazie wojny i olbrzymia większość z tych rosyjskich żołnierzy już dawno nie żyje. 

Ci, którzy żyją to w olbrzymiej części są ochotnicy, ściągnięci wysokim bonusem przy zapisywaniu się, absolutnie astronomiczną, jak na rosyjską prowincję pensją (w przeliczeniu ok 8 tys zł miesięcznie) i wysłani pod presją rodziny dla odszkodowań za śmierć i inwalidztwo.
Do tego są cały czas poszukiwani pracownicy w przemyśle zbrojeniowym, gdzie może płace nie są tak wysokie, ale nadal praca jest dla absolutnie każdego kto chce i też są to pieniądze często nieznane wcześniej dla pracującej biedoty w Rosji.

Dlaczego tak to dokładnie opisuję?

Ponieważ razem to tworzy obraz gigantycznego transferu środków na rosyjską prowincję, a zwłaszcza do najbardziej odizolowanych regionów, gdzie łowiectwo i zbieractwo stawało się w ostatnich latach dominującym stylem życia. I oczywiście całkiem sporej prosperity w tych regionach. Nieznanej właściwie nigdy wcześniej. A nawet w czasach relatywnej zamożności materialnej, znaczy względnego funkcjonowania ZSRR lat 60-tych i 70-tych, to był tylko "dobrobyt" materialny, władza nadal, czy wręcz jeszcze bardziej była w rękach lokalnych przedstawicieli państwa- dyrektorów kołchozów, etc.. Dziś, na rosyjskiej wsi czy małym miasteczku, rodzina z frontową pensją może cieszyć się jednocześnie zamożnością i wolnością. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Nie tylko nikt nie pamięta takich czasów, ich po prostu nie było. Oczywiście, to nadal jest rosyjska armia. Żołnierze są szybko wysyłani na pewną śmierć i za długo tych pensji nie mogą wysyłać. Nie napiszę tu bezsensowną, bo z punktu widzenia obrońcy zachodniej cywilizacji oni po prostu muszą zginąć, jakkolwiek by to okrutnie nie zabrzmiało.
Oprócz tego, to nadal jest rosyjska armia, więc są gwałceni, okradani przez oficerów i bandytów w swoich oddziałach, a ostatnio też dość licznie umierają na cholerę i tyfus. To nieco zmniejsza atrakcyjność tego zatrudnienia, ale nadal są zainteresowani. W ilościach wystarczających czy nie, na razie trudno ocenić.
Dla zilustrowania skali zmian- w Rosji drastycznie wzrosła sprzedaż alkoholu. Znaczy prawdziwa konsumpcja zapewne pozostała bez zmian, jedynie ludzie się przerzucili z bimbru na legalną wódę, co w tych realiach jest całkiem dobrym wskaźnikiem prowincjonalnego dobrobytu. Tu link do artykułu (za paywallem, ale i tak nie warto).
Do tego w całej zbrojeniówce potrzeba każdych ilości rąk do pracy, jak też dla zastąpienia tych, co jednak do armii się wybrali. 

Ok, to jest obraz sytuacji, ale jakie będą konsekwencje?

Otóż ta bonanza się oczywiście kiedyś skończy i to drastycznie. Nawet jeśli Rosja by wygrała tą wojnę, czyli doprowadziła do zawieszenia broni na obecnej linii frontu, to i tak potem nastąpi zjazd gospodarczy i rachunek za wysiłek wojenny, nie tylko bez większych zysków z podbojów, ale też z trwającymi kosztami sankcji gospodarczych. W skrócie- niezależnie od wyniku, koniec wojny będzie końcem obecnej sytuacji gospodarczej, niezwykle korzystnej dla biednych. 
Bardzo możliwe, że będzie to również koniec Putina, jak też i Rosji w obecnym kształcie. Każda z tych sytuacji, nawet najbardziej zwycięska dla Kremla będzie i tak oznaczać koniec wspaniałych czasów dla rosyjskich mas. 
A co pozostaje po dobrych czasach?
Wspomnienia. Opowieści. Legendy. A częścią tych opowieści będą oczywiście przyczyny końca takiej bonanzy. I oczywiście wyjaśnienie że było to tylko od początku złe, imperialistyczne ludobójstwo nie wchodzi w grę. Skoro było dobrze, to i przyczyna musiała być dobra, a koniec musiał być spowodowany jakąś zewnętrzną siłą. Może w takich opowieściach to będzie "spisek NATO", może "źli dworzanie", może "szatan LGBT przeciw Świętej Rosji", a może jakaś inna, nowa narracja. Albo wszystkie naraz wymieszane w jakieś niewiadomoco. 

Myślę, że już większość z was wie, co będzie dalej. Kult. Może "byłej Rosji", może "wielkiego Cara Putina", ale kult. Powszechny wśród biedoty i stanowiący doskonałą bazę dla wszelkich faszyzujących polityków. I będzie on trwał przynajmniej dopóki będą w większych ilościach jeszcze żyć beneficjenci obecnej sytuacji. Albo jeśli powstanie w Rosji sstem ekonomiczny dający szerokim masom większa stabilność i dobrobyt, jak to się stało w RFN i Japonii po 2 wś. Ale takiego mechanizmu i zdarzenia nawet nie potrafię sobie wyobrazić. Rozpad/wojna domowa/ pełne zamknięcie i zamordyzm w stalinowskim stylu wszystkie wyglądają rozsądnie i racjonalnie. Stabilny dobrobyt w Rosji? Nie bardzo.

To oznacza co najmniej 30 lat wściekłego rewanżyzmu jako dominującego nastroju w rosyjskim społeczeństwie i polityce. 30 lat, jeśli teraz Rosja zostanie pokonana tak jak Serbia w latach 90-tych. I zauważmy, że mniej- więcej teraz w serbskim społeczeństwie zaczyna wygasać rewanżyzm i dominować poszukiwanie sposobu na spokojne współistnienie z sąsiadami. Choć też nie do końca. A polityka nadal szuka prowojennej narracji. A jeśli obecna wojna skończy się czymkolwiek innym niż wyraźną i oczywistą przegraną Rosji, to cóż... Zegar do wygaśnięcia rewanżyzmu nawet nie ruszy. Cały kraj nadal będzie pracował nad koncepcją powrotu nad Łabę. Albo chociaż do Wisły. 
Tak czy inaczej pomysły jakiś ugód, remisów czy czegokolwiek innego w tym stylu są nie tylko głupie, ale też sadystycznie złe. 
Jedyny sposób na trwały pokój we wschodniej części Europy to po prostu rozwiązanie Rosji i utrzymywanie w stanie bezbronności rewanżystowskich resztek po imperium przez co najmniej 30 lat. 
I to niestety też jest perspektywa czasowa, gdzie we wszystkich miejscach, którym się kremlowskie porządki ludziom nie podobają, pieniądze muszą się znaleźć najpierw na armaty, a potem na masło.


Nakaz aresztowania Putina

 Wczoraj ICC podjęło decyzję o wydaniu nakazu aresztowania Władimira Putina. Może się wydawać, że to jest kolejny nieegzekwowalny papier z jakiejś marginalnej instytucji bez zębów. I z jednej strony tak jest. Zapewne ten nakaz nie zostanie nigdy wykonany i nigdy nie zobaczymy tego typa w kajdankach i pomarańczowym ubranku. 

Ale jest też druga strona tego medalu. I ta druga strona przepełnia mnie naprawdę radością i optymizmem. Nie przesadzam. To jest fantastyczna sprawa i wspaniała wiadomość jakich w naszym świecie ostatnio jakby brakuje. I to nie tylko dla Ukrainy, Rosji, czy w ogóle tej części świata. Otóż znacznie bardziej dla innych.


Dlaczego tak uważam?

Zacznijmy od początku- Wołodia Putin jako szczyl biegający po leningradzkich podwórkach był zapewne drobnym złodziejaszkiem i to raczej niżej w hierarchii bandy. Wiadomo, że był mocno poniżej przeciętnego wzrostu i siły i można się domyślić, że dokładnie z tego powodu zaczął trenować judo. Później, wiadomo, KGB i też najprawdopodobniej drobne złodziejstwo, bo podobno kierował kantyną/stołówką. 

Z już długotrwałą karierą drobnego złodziejaszka, a jednocześnie służbą w KGB miał naprawdę niezłe CV do pracy w administracji w latach 90-tych. I tam przecież się wykazał służąc jako pośrednik pomiędzy różnymi gangami i administracją, jednocześnie sprzedając na zachód wszystko co się dało ukraść i kradnąc międzynarodową pomoc jaką się udało wyłudzić. Później jak wiadomo udało mu się zaskarbić lojalność Jelcyna i jego otoczenia, a następnie dotrzymał tych gwarancji bezpieczeństwa, jednocześnie budując sprawny, bezwzględny i obejmujący cały kraj system kradzieży każdego możliwego dochodu, przy tym wszystkim ciesząc się poparciem społeczeństwa i jeszcze będąc poważanym przywódcą międzynarodowym.

To jest opis absolutnego marzenia, mokrego snu każdego ulicznego żulika. Każdego gangstera. Każdego drobnego sprzedawcy kokainy i 14-latka z karabinem rabującego drobnych poszukiwaczy złota gdzieś w Afryce. I drobnego oszusta z kafejki internetowej w Nigerii. I wiecie co? To właśnie z takiego towarzystwa się rekrutuje pewna część przywódców państw. Czy to w Afryce, czy w niektórych częściach Ameryki Łacińskiej- zwłaszcza Ameryce Środkowej.

Sytuacja w której partie są finansowane wyłącznie w jawny i czysty sposób, a politycy po prostu otrzymują pensje i za te pensje pracują na wybieralnych stanowiskach od 9 do 17 po to aby kraj działał, a ludzie mieli swoje potrzeby zaspokojone- to nie jest nawet jakaś obca sytuacja. To z punktu widzenia drobnego kryminalisty jest jakiś idiotyzm, aberracja. mieć dostęp do władzy i pieniędzy i nie kraść? Nie używać policji i wojska do utrzymania władzy? Sądzę, że dla takiego Daniela Ortegi to jest sytuacja całkowicie obca, absurdalna i świadcząca o tym, że europejscy socjaldemokracji to po prostu banda cweli, którą można i należy obrobić. I oczywiście Władimir Putin myśli dokładnie tak samo. 

Ale z Danielem Ortegą, Nicolasem Maduro, czy już coraz częściej też Wiktorem Orbanem nikt nie rozmawia, nikt ich nie szanuje i nie traktuje poważnie. 

A Putin bywał na salonach. Z prezydentami USA, kanclerzami Niemiec i innymi takimi. Ba, kanclerz Niemiec mógł straszyć psem. Te zachowania nie były adresowane do Zachodu. To było przypomnienie dla całej złodziejskiej kasty, że on jest pierwszym bandziorem. I całe to afrykańsko-latynoskie towarzystwo te komunikaty rozumiało znakomicie. Dla nich Putin był bogiem z Olimpu- o drobnego złodziejaszka do okradania całego wielkiego państwa, szefa wielkiej mafii, który ma to czego nigdy nie miał żaden z nich- szacunek możnych tego świata. Ich uściski ręki. Uznanie jego władzy i idącą za tym bezkarność. Każdy z nich też tak chciał. Normalnie to są traktowani jak pariasi. Przecież nikt z rządu USA nawet do nich nie zadzwoni. A jeśli odzywa się ktokolwiek, to prędzej prokurator. A potem pojawiaja się Marines i go do tego prokuratora dostarczają, jak Manuela Noriegę. 

I każdy z nich marzył o tym aby być jak Putin i wiedział, że można dojść do poziomu, kiedy już nie wysyłają Marines, a ściskają rękę. 

Nakaz aresztowania to wszystko zburzył. Okazało się, że nie ma takiego poziomu. Okazało się, że można być Putinem, mieć broń atomową, absolutną władzę nad największym terytorium świata, drugą armię świata (to może już nie...) i nadal być takim samym jak oni wszyscy- facetem, którego ściga prokurator. Który ma do wyboru to samo co oni wszyscy- ukrywanie się do śmierci lub więzienie do śmierci. 

Okazało się po prostu, że nie ma żadnego złotego biletu. Że można ukraść miliardy, mieć tysiące czołgów i bomby atomowe, a jak przyjdzie co do czego, to w pierwszym świecie te blondynki co wpadają do biura premiera na 8 godzin mogą zdecydować, że do pierwszego świata to możesz się wybrać co najwyżej w kajdankach. 

I w ten sposób 12- letni Mwata, który ma kałacha i dla lokalnego gangu zbiera haracz od swoich rówieśników kopiących rudy kobaltu i marzy o tym, aby kiedyś mieć władzę i mnóstwo ludzi z kałachami i zawsze mieć co jeść, a razem z tym szacunek wielkich tego świata, będzie wiedział, że władzę i ludzi z kałachami może mieć, ale na końcu tej drogi szacunku możnych tego świata nie będzie nigdy, za to zawsze jakiś prokurator i jakieś kajdanki. 

I to samo będzie od teraz wiedział Jose idący przez środkowoamerykańską dżunglę z plecakiem kokainy. Że jeśli przeżyje, to pewnie i na tym zarobi, ale zawsze będzie wyrzutkiem. Że nigdzie nie ma żadnego mitycznego Olimpu na który można się wspiąć i być równym bogom. Że zawsze przed zwykłym społeczeństwem możesz się jedynie ukrywać albo udawać, ale nigdy nie będziesz mógł jednocześnie pokazać kim naprawdę jesteś i tam pozostać. Inaczej niż w kajdankach. 

To drobne opowieści, o ludziach którzy zapewne nie istnieją ale istnieć mogą. Tacy lub podobni. Którzy pochodzą i są w miejscach przepełnionych przemocą i beznadzieją i mają jakieś marzenia. I te marzenia są często związane z przemocą i utrzymywaniem stanu beznadziei dla innych, bo to jest najłatwiejsza droga do awansu. I na jej szczycie można było oczekiwać po prostu dobrego życia. Od wczoraj wiemy, że nie. Że na jej końcu zawsze jest to samo. Jesteś kryminalistą i tak będziesz traktowany zawsze. Możesz mieć szacunek u sobie podobnych, ale nie wśród prawdziwego społeczeństwa. Tego częścią nigdy nie zostaniesz. 

Milosevic zmarł w więzieniu. Hussain i Kadafi zginęli ścigani. Noriega był głową państwa i odsiedział 17 lat. I jako jedyny z tego towarzystwa mógł się cieszyć wolnością. Wolność bogactwo i  międzynarodowych szacunek miał jedynie Putin, był żywym dowodem na to, ze to jest możliwe. Teraz jest na tej samej ścieżce co pozostali. Może nigdy nie wyjedzie z Rosji i dożyje naturalnej śmierci. Może trafi do Hagi. A może zostanie odstrzelony przez swoich, stęsknionych za powrotem jeśli nie na salony, to przynajmniej do swoich willi w Europie. Bo sam Putin swojego domu i rodziny w Szwajcarii już pewnie nigdy nie zobaczy. 

I ten sygnał jest naprawdę mocny. Mwata i Jose mogą nie mieć w swoim miejscu i czasie żadnej alternatywy, ale i tak jeśli będą wiedzieć, że ich dzisiejsze marzenia są niemożliwe, to będą mieć inne. Na przykład aby zostać mechanikiem samochodowym. Albo elektrykiem. I mieć zawód który wystarczy na jedzenie i dach nad głową. I społeczny szacunek. 

To nie jest hiperbola. Naprawdę uważam, że właśnie ta decyzja drastycznie poprawiła świat. Trochę dzisiejszy, ale mnóstwo dobrego zrobiła dla świata jakimi będzie za 10 i 20 lat. Miejmy nadzieję, że ten komunikat się utrzyma. I że już nigdy więcej nie zobaczymy prezydentów i premierów takich jak Obama, Merkel i Macron (tego niestety jeszcze oglądamy...). A Putina w ładnym pomarańczowym wdzianku. Może nawet jeszcze Ortegę, Maduro i Orbana?