Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chile. Pokaż wszystkie posty

Rewolucja w Chile

Od kilku tygodni w Chile trwają zamieszki. Tak eufemistycznie rzecz ujmując. Zginęło już ponad dwadzieścia osób, w kraju jest stan wyjątkowy, kraj jest całkowicie sparaliżowany i zasadniczo nic nie działa, parlament został ewakuowany ze stolicy.

W skrócie to wygląda jak rewolucja.
Drobne zajawki się pojawiają gdzieś tam w mediach, ale ogólnie temat jest dla większości świata nieistotny. A niesłusznie, bym powiedział że to jedno z najciekawszych obecnych wydarzeń (a czasy przecież obfitują w ciekawe wydarzenia...)

Co słychać w lepszej Ameryce?

Otóż dzieje się. Naprawdę sporo. I przyznam, że miałem chwile wątpliwości przed napisaniem słowa "lepszej", ale zaraz przypomniałem sobie, że większą częścią tej drugiej rządzi Donald Trump. Więc tak, nadal lepszej.

Ale dookoła kontynentu dzieje się, i większości są to już dość poważne kryzysy społeczne na tle problemów gospodarczych.
Najprościej jest w Argentynie. Oczywiście, że rządy neoliberalnego prezydenta, który zachowuje się i mówi jak teleportowany z lat 90-tych, doprowadzą do podobnych wyników jak rządy z lat 90-tych. No i doprowadziły. Kryzys walutowy, podwyżka stóp procentowych (do 40%) w celu powstrzymania ucieczki walut, etc. W skrócie- to samo co zawsze. I przyspieszona deindustrializacja wspomagana naraz likwidacją barier handlowych i walutowych oraz drakońskimi podwyżkami cen energii. Żeby nie było- to są rzeczy, które raczej należało zrobić. Ceny energii, zwłaszcza elektryczności i gazu były patologicznie niskie, sposób implementacji barier pozacelnych i restrykcji walutowych świetnie utrudniał zwykły obrót handlowy z zagranicą, etc. Ale to wszystko zostało wprowadzone w celu zamortyzowania szoku 2009 roku i pełzającego kryzysu który mamy dookoła świata (i mieć będziemy). Ale została wprowadzona terapia szokowa, co paskudnym otoczeniu międzynarodowym prowadzi prosto do zgonu pacjenta. Truciznę, w postaci linii kredytowej z MFW już podano.

W Brazylii jest gorzej 
Jak nie wszystkim wiadomo, w zeszłym roku miał tam miejsce zamach stanu. Ale nie wojskowy, tylko według najnowszej mody, parlamentarno- sądowy. Sytuacja wyglądała tak, że Partido de Trabahadores musiała zgodzić się na przedstawiciela oligarchów jako kandydata na wiceprezydenta, następnie po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Dilmy Rouseff parlament (zdominowany przez banksterską opozycję) robił wszystko aby przewrócić ekonomicznie kraj i  doprowadzić  do spadku popularności rządu. Sytuacja międzynarodowa i ceny surowców w tym całkiem sporo pomogły, wystarczyło uchwalić budżet bez deficytu w takiej sytuacji i zupełnie dobry kryzys był gotowy.  Kryzys wystąpił w solidnej, ale nie krytycznej postaci, ulica pomimo protestów nie chciała obalac rządu, to zajął się tym parlament. Uznano, że Dilma Rouseff złamała ustawę budżetową i przegłosowano impeachment. Prezydentem został niejaki Temer, który bardzo sprawnie zajął się wprowadzaniem reform, aby wszystko było tak jak kiedyś. Co spowodowało natychmiastowe pogorszenie sytuacji oraz spadek jego notować do poziomów normalnie nie znanych w demokratycznych społeczeństwach. 
Aby zobrazować skalę: w protestach przeciw rządom Rousseff, które doprowadziły do przejęcia władzy przez Temera, gadżetem protestujących były koszulki reprezentacji piłkarskiej. Dziś to się odbija na reprezentacji. 53% brazylijczyków deklaruje brak zainteresowania Mundialem, a gazety piszą o demonstracyjnym kibicowaniu reprezentacji Argentyny przez Brazylijczyków. Muszę przyznać, że to jest trochę niewyobrażalna wiadomość. Choć to argentyńska gazeta, czyli z definicji źródło wybiórczych i niekoniecznie prawdziwych informacji.

Wenezuela
Tam dla odmiany nic się specjalnego nie dzieje. Kraj stał się dyktaturą pod nieudolnymi rządami pseudolewicy opowiadającej o bogactwie z ropy. Tak się zabawnie składa, że Wenezuela w istocie ma olbrzymie złoża ropy, ale jednocześnie jest ona bardzo droga w wydobyciu. Czysto obiektywnie. Wobec czego gospodarka oparta na rozdawaniu pieniędzy z eksportu ropy i faktycznym niszczeniu każdego innego typu aktywności gospodarczej nie może funkcjonować. I nie funkcjonuje, a skutkiem tego jest masowa emigracja. A właściwie nawet nie emigracja, a ucieczka w poszukiwaniu minimalnych warunków dla życia, czy wręcz przeżycia. Z racji ilości uchodźców (bo to już lepsze słowo niż "imigrantów") przygraniczne miasteczka w Brazylii i Kolumbii pękają w szwach, z czego nie chodzi o brak mieszkań do wynajęcia, tylko raczej o brak miejsca w parkach do spania. 

Zostając przy Kolumbii
Tam mamy w najbliższa niedzielę druga turą wyborów prezydenckich. Z czego pierwsza tura była bardzo zabawna, bo zgodnie z sondażami, jak zwykle do drugiej miał przejść liberał i konserwatysta, jak zawsze od dwustu lat. Liberał uzyskał czwarty wynik, a do drugiej tury przeszedł przedstawiciel lewicy, który sprawę "sądowego zamachu stanu" ma już za sobą. Przynajmniej pierwszy raz, bo tak własnie został pozbawiony fotela burmistrza Bogoty. Którą zresztą w ciągu 2 lat niedokończonej kadencji bardzo mocno zmienił w stronę cywilizacji.

W mniejszych i stabilniejszych krajach, jak Urugwaj i Chile sytuacja Wenezueli, Brazylii i Argentyny siłą rzeczy też musi być widoczna. I jest. W Montevideo widać skutki presji popytu na najtańsze lokale mieszkalne (czyli pokoje w pensjonatach). W postaci wyciekających do mediów opisów skandalicznych warunków, a i tak potężnego popytu oraz też widocznie zwiększającej się liczby śpiących na ulicach. W Urugwaju jeszcze Urząd Migracyjny jest zakorkowany sprawami w dość znacznym stopniu. Na samo rozpoczęcie procedury migracyjnej czeka się dobrze ponad 4 miesiące, a a ono jest konieczne do podjęcia legalnego zatrudnienia. Tak samo wszystkie kolejne etapy pokazują przeciążenie instytucji do granicy dysfunkcjonalności. 
Swoje dołożyło też nieprzygotowane wdrożenie nowego Kodeksu Postępowania Karnego. Modernizacja była potrzebna, ale przy okazji wypuszczono z aresztów tymczasowych ludzi, którzy przebywali tam zbyt długo bez wyroków. Sądy były przeciążone, więc i tego towarzystwa było sporo. Tyle, że jak to tymczasowo aresztowani, raczej nie znaleźli się tam za plucie na chodniku. I tez wylądowali w sporej części na ulicach (bo tanie pensjonaty zajęli imigranci) i zajęli się tym w czym już mają doświadczenie. Systematycznie korzystają z nowej procedury do powrotu, ale problem jest i to widoczny.

Jak widać, ciemne chmury są prawie nad całym kontynentem, choć dla tych lepiej rządzonych krajów jedynie wskutek niestabilnego sąsiedztwa. Pożyjemy, zobaczymy, jak na razie słońce nad plazami Montevideo zupełnie dobrze świeci.

Wieści z lepszej Ameryki

Chile

Trwa kampania bombowa, kolejne dwa wybuchy w Santiago, to już okrągła liczba 200 w ciągu ostatnich kilku lat. Policja twierdzi, że są to jacyś bliżej nie zidentyfikowani "Anarchiści". To może tłumaczyć dlaczego śledztwo nic nie ustało, bo pierwsze bomby wybuchły 3 stycznia 2009, dokładnie w pierwszą rocznicę głośnego zastrzelenia przez policję prominentnego aktywisty Mapuczów. Ja tam nie wiem, co robi policja chilijska, ale tak mi się skojarzyło, że Mapucze nie bardzo uznają zwierzchnictwo Republiki Chilijskiej na południe od rzeki Bio-Bio i od dość dawna mają zwyczaj np. podpalać gospodarstwa białych, którzy tam się mają zamiar osiedlać.Kolejny wybuch, jak zwykle w środku nocy i bez ofiar, dlatego w Polsce mało kto o tych drobnych problemikach słyszał.

Brazylia

Nowe regulacje dotyczące pomocy domowych nie wydają się szczególnie ważną wiadomością, ale w brazylijskich realiach to jest rewolucja. Regulacje nie wydają się jakieś szczególnie restrykcyjne- ot, obowiązek rejestracji, odprowadzania składek emerytalnych i limit 44 godzinnego tygodnia pracy. Ale to jest rewolucja. Ona trwa, od wyboru Luli w 2003 roku. 
Drobne przypomnienie. Brazylia, kraj powstały gospodarczo na niewolnictwie, zniósł je w 1888 roku, najpóźniej z całego kręgu cywilizacji europejskiej. Następnie dzielnie trwał neokolonialny model gospodarczy, z bardzo wąska elitą skupiającą olbrzymia większość majątku narodowego i władzę, ok 10% tzw. klasy średniej. Tak zwanej, ponieważ nie do końca przypominała ona klasę fachowców i dobrze opłacanych robotników zabezpieczonych państwową i samorządową siatką socjalna znaną z zachodniej Europy. To byli bardziej wszelkiego rodzaju pośrednicy i usługodawcy dla elit, Majątkowo sytuowani jak właśnie ci zamożniejsi robotnicy w Europie, ale korzystająca z bycia otoczoną przez 90% proletariatu i niewyczerpane zasoby taniej siły roboczej. Stąd pomoc domowa w tejże klasie średnie zawsze była normą i przeważnie była to osoba mieszkająca przy rodzinie, często nigdy nie wychodząca z domu. W Polsce nietrudno znaleźć osoby zafascynowane takim modelem społecznym, np. całkiem niedawno dwóch prymitywnych chamów korzystających z właśnie takiego statusu majątkowego zwyczajnej klasy średniej, przechwalało w znanej stacji radiowej się traktowaniem pomocy domowych. Cóż, przy bardziej egalitarnym społeczeństwie nie mieliby szans żyć na porównywalnym poziomie i dobrze o tym wiedzą. Stąd te 10%, zazwyczaj lepiej sytuowanych członków społeczeństwa tak wściekle atakuje każdą władzę próbującą zmusić ich do traktowania tych 90% społeczeństwa jak ludzi a nie jak instrumentum vocale. Dobrym przykładem są np. znani z Polski niekompetentni lekarze lub prawnicy, żyjący sobie całkiem dobrze za powiedzmy 5-8 tys zł miesięcznie. Obiektywnie, to są żadne pieniądze, ale wśród nędzy dookoła wystarczy na nie robienie niczego samemu, zabetonowanie się w układzie i życie jak pączek w maśle. Hasła podwyższania płac minimalnych, zmniejszania bezrobocia, albo co gorsza egzekwowania prawa pracy brzmią dla takich przerażająco.

W Argentynie to nie wygląda dużo inaczej i jest to także ok. 10%, sądząc po wynikach wyborów, aczkolwiek znacznie większy odsetek w samej stolicy. Cóż, przynajmniej w Argentynie w powszechnych i uczciwych wyborach nigdy nie wygrali miłośnicy niewolnictwa. A jakby się ktoś pytał dlaczego poparcie dla PO i podobnych partii nigdy nie spadnie poniżej 10% społeczeństwa- to ma odpowiedź. I dlaczego im niższa frekwencja tym dłużej tacy mają szansę się utrzymać przy władzy. 

I w ten sposób docieramy do Argentyny

Walka Republiki z sępami trwa. Na bieżąco opisuje to kol. Futrzak, a ja dużo nie mam do dodania. Okazało się, że rada decydująca o wypłacie odszkodowań z CDS-ów szybko i jednogłośnie przyznała, że Argentyna ogłosiła default. Udział w tej radzie sępich funduszy, które wcześniej wykupiły te CDS-y nieco rozjaśnia tą decyzję. 
W związku z tym, że i tak ogłoszono publicznie bankructwo, rząd Argentyny stwierdził, że dalej to mu mogą i ogłosił, że ma zamiar długi spłacać w Buenos Aires, a nie w Nowym Jorku i sędzia Griesa ma się od obligacji od.... 
Sędzia Griesa stwierdził, że to jest obraza sądu. Logicznie chyba powinien skazać na areszt przedstawicieli Argentyny. Będzie zabawnie. Minister skazany jako przedstawiciel państwa za obrazę zagranicznego sądu.

Wieści z lepszej Ameryki- marzec 2014

Wieści z Ameryki
   Co się na świecie dzieje, to się dzieje. Na moim kontynencie generalnie spokój, aż nie ma o czym pisać. Ale jakieś wiadomości się znajda.

 Michele Bachelet wygrała wybory w Chile. Niespecjalnie ktokolwiek miał co do tego wątpliwości, wiec i wynik nikogo nie zdziwił. Jest oczywiście nazywana lewicową i polska prasa bezmyślnie serwuje polskiemu czytelnikowi jakieś skojarzenia z mieszanina poglądów społecznych co radykalniejszej europejskiej lewicy oraz gospodarki w stylu leninowskim. Znaczy nigdy dość przypominania.

W Ameryce łacińskiej określenie lewicowy znaczy mniej - więcej dokładnie to samo co określenie prawicowy w postkomunistycznej części Europy.   Zamiar pozbycia się odpowiednio  rosyjskich lub amerykańskich baz ze swojego terytorium, możliwość prowadzenia niezależnej polityki zagranicznej w oparciu o dobre relacje z sąsiadami, pozbycie się wpływów mocarstwa i zaprzyjaźnionego z nim biznesu w kluczowych dziedzinach gospodarki, zwłaszcza wydobyciu surowców energetycznych. A także, co istotne, namawianie lokalnych biznesmenów do patriotyzmu gospodarczego, tworzenia miejsc pracy i włączania jak największej liczby ludności w gospodarkę towarowo- pieniężna i masową konsumpcję - po prostu ogólna poprawa poziomu życia, koncentrując się na początku na najbardziej upośledzonych warstwach i rozszerzanie klasy średniej.

To jest najbardziej ogólny skrót programu peronistów w Argentynie, Partii Robotniczej z Brazylii, obecnej prezydent Chile czy rządzących w Wenezueli. Z tych krajów Wenezuela ma największe znaczenie strategiczne (przez ropę, oczywiście) i jest relatywnie najsłabszym krajem. Nic dziwnego, że ma największe problemy z Wielkim Bratem. W ten płynny sposób przeszliśmy do ostatniej zadymy w tejże Wenezueli. Cały scenariusz był taki sam jak zwykle, to nawet nudne, dzielna opozycja, wywodząca się jak zwykle ze starej oligarchii (znaczy specjalistów od włażenia w d... każdym z kolei potencjalnym kolonizatorom) staje na czele obywatelskiego sprzeciwu, manifestacje, strajki, itp.

Strajki w najważniejszym przemyśle, czyli naftowym się zasadniczo skończyły po tym, jak Chavez pozwolił spokojnie odejść strajkującej załodze i zastąpił ich świeżymi absolwentami i emerytami. Zadziałało. Teraz główną ostoją opozycji są media, zwłaszcza te największe. Stąd w znakomity sposób świat nie ma pojęcia co tam się naprawdę dzieje, zwłaszcza jeśli doda się do tego regularne automatyczne sortowanie wiadomości na facebooku według algorytmu zgodności z interesami USA.

Widziałem to również w Argentynie, kiedy pod koniec zeszłego roku opozycja pod przywództwem grupy Clarin (koncernu medialnego, którego współwłaścicielem jest Goldman Sachs) organizowała demonstracje pod hasłem obalania rządu. Pojawiły się ciężkawe dowcipy antyrządowe, które polubiło setki tysięcy ludzi, jakieś wiadomości od nieznanych osób, itp. To tak, gdyby ktoś się pytał jak wyglądały te spontanicznie zorganizowane przez ludzi na facebooku rewolucje….

Nowym elementem w Wenezueli byli tajemniczy snajperzy. Co prawda od lat trwa, zwłaszcza w Caracas i okolicach, także podkręca przez media fala przestępczości i strachu wśród zamożniejszych warstw, ale tego jeszcze nie było (więc zasadniczo rosyjskiej propagandzie i Janukowyczowi wierzę, że ze snajperami na Majdanie nie miał nic wspólnego, bo wszystko wygląda wręcz identycznie). Cóż, tradycyjnie wyrzucono paru dyplomatów USA, za nimi powędrował ambasador Panamy i wygląda na to, że pozbawiony realnego poparcia społecznego bunt się wkrótce rozmyje, tak samo jak kilkanaście poprzednich. Co do poparcia społecznego dla lewicowej/prawicowej polityki w Ameryce Łacińskiej - wkrótce także wybory w Brazylii. Znowu nuda, bo poparcie dla prezydenty jest w okolicach 80%, dla Partii Robotniczej trochę mniej, ale i tak większość w parlamencie (po raz pierwszy) jest bardzo prawdopodobna. Jak się rozpocznie kampania wyborcza, to będzie ustawowy zakaz podwyżek dla sfery budżetowej, więc tradycyjnie w Brazylii trwa przedwyborcza fala strajków. Ponoć od miesiąca, jak donosi znajomy, nie działa poczta. Cóż, do Europy takie wiadomości nie docierają.

Są zadziwiające podobieństwa polityki, ale były też różnice.  W Ameryce Łacińskiej Kościół Katolicki zasadniczo zawsze był emanacją oligarchii, która to oligarchia tradycyjnie zastanawiała się komu sprzedać kraj. Stąd, w kompletnej odwrotności do PRL, Kościół raczej nigdy nie cieszył się za dużym szacunkiem zwykłego ludu i stąd tak duża ucieczka od Kościoła, która jest widoczna w całej Ameryce. Jak łatwo się domyślić, władza walcząca z oligarchami i często też przeżartymi agenturą wielkiego brata siłami zbrojnymi niespecjalnie miała dobre stosunki z takim kościołem. Po prostu - wyobraźmy sobie, że towarzysze Gomułka, Gierek i Jaruzel zamiast walczyć z Kościołem, piją sobie z dzióbków z biskupami, oficjalnie się obnoszą z wiarą, a obowiązkowym punktem niedzielnego program TV jest msza św, z udziałem I sekretarza.  Łatwo się domyślić, że bunt solidarnościowy w 1980 w Polsce by nie tylko nie ufał Kościołowi, ale był mu otwarcie przeciwny, tak samo jak partii. I to jest jedyna różnica pomiędzy latynoską lewicą, a wschodnioeuropejską prawicą spod znaku PiS czy Fideszu.    

 Jak z powyższego widać, obecny papież nie tylko nie jest postacią typową dla latynoamerykańskiego kościoła, a wręcz kompletnym zaprzeczeniem mocno ustalonych stereotypów.  Stąd, z chwilą jego wyboru, dość chłodne relacje państwa z Kościołem, nawet w Argentynie się gwałtownie ociepliły. Znaczy relacje kardynała Bergoglio z rządem zapewne nie były takie złe, ale reszta biskupów to inna sprawa. Po wyborze sytuacja się zmieniła o tyle, że władza może oficjalnie przychylić się do wizji Kościoła jaką ma papież, jest im zdecydowanie po drodze. Dlatego właśnie Krystyna (prezydenta, znaczy) wybrała się do Watykanu na śniadanie z okazji rocznicy objęcia urzędu przez Papierza. Skoro już tam jest, to oczywiście spotka się z premierami i prezydentami Włoch i Francji, może jeszcze kimś tam.

Okazja się świetnie nadarzyła, bo MSZ Rosji, Ławrow idiotycznie porównał, będąc w Londynie, zajęcie Krymu do Wojny o Falklandy. Porównanie zupełnie trafne, bo zarówno Rosja, jak tez Wielka Brytania nie ma nawet kawałka legitymistycznego uzasadnienia do tych terytoriów, ale za sobą wolę większości ludności (jak śmiesznie by nie wyglądało referendum na Krymie, jednak jestem skłonny uwierzyć w prorosyjską większość - w końcu spora część rosyjskojęzycznych tam to emeryci i rodziny radzieckich jeszcze  wojskowych i bezpieczników).

Stąd Prezydenta nie mogła przepuścić okazji. Argentyna już wypowiedziała swoje zdanie, przewodnicząc aktualnie Radzie Bezpieczeństwa ONZ zostało szybko zwołane posiedzenie i głosowanie zorganizowane w ciągu godzin od wniosku. To też jest bardzo symptomatyczne. Argentyna nie tylko nie ma żadnych poważnych interesów w rejonie Morza Czarnego, ale także ceni silną Rosję jako przeciwwagę dla wpływów USA (które są tu największym problemem). I co - i nic. Rosyjska dyplomacja okazała się tak nieudolna, że skutecznie zrazili i ustawili we wrogiej pozycji nawet potencjalnych przyjaciół.

Kraje Ameryki Łacińskiej nie muszą mieć w kwestii ukraińskiej zdania, a nawet tutejsze lewicowe rządy mogłyby poprzeć Rosję. I co - i ruscy sami to spieprzyli. Co prawda zdanie Brazylii jeszcze nie jest znane, ale sytuacja jest taka sama. Jest to kwestia nieistotna dla Brazylii, jeśli przez Argentnę zostanie ta sytuacja przedstawiona jako identyczna z kwestią Wysp Południowego Atlantyku, to w ramach solidarności stanowisko Brazylii pewnie będzie takie same.  A przypomnę, że gospodarka Brazylii jest większa zarówno od rosyjskiej jak też od brytyjskiej, a liczba ludności zbliżona do sumy tych dwóch. Powtórzę jeszcze raz, dla wszystkich miłośników i fanów wielkiej Rosji.  Mówimy o kraju, którego gospodarka jest mniejsza niż Brazylii, która to Brazylia regionalnym może, ale żadnym światowym mocarstwem nie jest i takiego nie udaje.
Jak widać nic się nie dzieje. Nudy. Ale patrząc na skuteczność działania argentyńskiego rządu i wykorzystywania najdziwniejszych szans - jak teraz, aby kwestię Malwinów podnieść na forum międzynarodowym poza Południową Ameryką, zaczynam się zastanawiać nie czy, tylko kiedy wyspy przejdą na rzecz Argentyny. Niezbyt szybko, tego jestem pewien, ale ewidentnie Wielka Brytania, ze swoim ciężko nieudolnym rządem jest w defensywie. Pożyjemy zobaczymy, ja też mogę się zdziwić.    
Poza tym, po dewaluacji peso (razem z większością walut emerging markets) nastąpiła fala podwyżek cen i roszczeń płacowych przed doroczną sesją negocjacji związkowych. Na razie nie rozpoczęły się zajęcia w szkołach, choć rok szkolny trwa od tygodnia. Znaczy w skrócie atak inflacji. Na efekty poczekamy, myślę, że wróci do normy rzędu kilkunastu procent.

A na deser ciekawostka. Rozpoczął się proces w sprawie katastrofy kolejowej na dworcu Once. Rodziny ofiar twierdzą, że śledztwo było bardzo szybkie i sprawne, bo trwało zaledwie dwa lata. Przypominam, że w mniej - więcej tym samym czasie nastąpiła katastrofa w Szczekocinach, ale w Polsce bodajże minister ogłosił po dwóch dniach winnych, śledztwo się skończyło w dwa tygodnie i dróżnik na ławie oskarżonych.

W Argentynie się nie znają i zamiast szybko załatwić sprawę, to dwa lata gmerają w jakiś hamulcach pociągu, nagraniach kamer, księgowości firmy i gdzie im jeszcze do głowy przyjdzie. A w efekcie sądy mają kupę roboty, bo oprócz samego maszynisty jeszcze jest 28 innych oskarżonych. Dwóch byłych ministrów transportu (z rządzącej partii!!!), właściciele firmy zarządzającej linią, związkowcy odpowiedzialni za szkolenie maszynisty, i ktoś tam jeszcze. Żeby nie było - w Argentynie to, że jest się oskarżonym nie oznacza, że będzie się skazanym i oczywiście, jak wszędzie, prawdopodobieństwo skazania i wymiar kary spada w miarę posiadanych środków.

 Stan na dziś wygląda tak: niedoświadczony, 25- letni maszynista został przez związki zawodowe dopuszczony do samodzielnej jazdy i prowadził przeładowany skład w godzinach szczytu, z częściowo niesprawnymi hamulcami głównymi i zupełnie nie działającym awaryjnym. Maszynista nie hamował poprawnie na stacji końcowej, wjechał zbyt szybko i uderzył w także niesprawne odbijaki, co łącznie spowodowało śmierć 52 osób.  Ministerstwo transportu jest odpowiedzialne za stan stacji i torów, w tym odbijaków, firma wykonująca przewozy za tabor, maszynista oczywiście za poprawną jazdę, a związki za dopuszczeni do wykonywania zawodu. Wszyscy zawalili, wszyscy są na ławie oskarżonych, choć wydaje się oczywista wina maszynisty i niestety w Polsce na tym śledztwo by się zakończyło i analogicznie w sprawie Szczekocin się zakończyło, choć przynajmniej jeden minister transportu także powinien siedzieć obok, a może zamiast dróżnika.   

Wot, technika

Wczoraj w gazecie przeczytałem, że mieszkańcy antarktycznej bazy Marambio z radością czekają na spodziewane nadejście dwóch nowych helikopterów Mi-17. Rosyjskich. A taka radość, bo to pierwszy raz kiedy dostępny będzie helikopter o zasięgu wystarczającym na podróż z Ameryki na Antarktydę. W Marambio jest pas startowy, który zresztą może służyć jako miejsce awaryjnego lądowania dla samolotów rejsowych, ale najwyraźniej jako awaryjny środek transportu helikopter też się przyda.
Przyjrzałem się więc temu wyrobowi rosyjskiej myśli technicznej- i ja nawet nie byłem tak zdziwiony, jak niektórzy czytelnicy będą. Otóż- w podsumowaniu- jeśli komuś potrzeba środka transportu do skrajnie złych warunków (wysoko położone pustynie, góry, skrajnie niskie bądź wysokie temperatury) to ma do wyboru wielbłąda lub Mi-17. Z czego Mi-17 jest znacząco pakowniejszy i szybszy. Jakoś się nie przebiła do głównego obiegu merdiów informacja, że polska armia zakupiła 5 sztuk (nie wielbłądów, ale jednak Mi-17), oczywiście na potrzeby misji w Afganistanie. Jednak zanim ktoś zacznie robić zarzuty, że zdrajcy w armii kupują ruski sprzęt zamiast porządnego zachodniego, należy wspomnieć, że na potrzeby misji afgańskiej również zamiast wielbłądów Mi-17 kupiła.... US Army. Tu link.
Tak samo armia Tajlandii pierwszy raz zakupiła helikopter produkcji innej niż USA- oficjalnie tłumaczyli, (za Wikipedią, więc jeśli było jednak inaczej, to się nie obrażam) że Mi-17 kosztuje 1/3 tego co Blackhawk, ma ponad dwukrotnie większy udźwig i nieporównywalnie lepsze właściwości w trudnych warunkach.
A za to wielce symptomatyczna była próba zakupu tychże helikopterów przez Chile. Chilijskiej obronie cywilnej dość ewidentnie by się taki sprzęt przydał- zarówno Atacama, jak też Andy to delikatnie mówiąc, dość wymagające tereny i do ewentualnych akcji ratowniczych dobrze by było mieć odpowiedni sprzęt. A że wielbłądów tam nie ma.... W skrócie- zakup odwołano pod naciskiem USA (tak, tego samego kraju, w którym nie potrafią zbudować podobnej jakości sprzętu i który sam je kupił). Zapewne teraz sytuacja się zmieni, bo chilijska prawica dość spektakularnie przegrała wybory, czego zresztą wszyscy się spodziewali (UWAGA- w realiach Am. Łac lewica to odpowiednik partii narodowych, ew. PiS, czy Fideszu, prawica to zwykle banda złodziei marzących o przekrętach na miarę sprzedania całego kraju banksterom, co też w miarę możliwości robią)

Wieści z Ameryki Południowej

W porównaniu do reszty świata jest tu na tyle egzotycznie, że warto podać choć trochę najnowszych wiadomości:

Urugwaj
W trakcie uchwalania jest właśnie prawo dotyczące legalizacji marihuany. Zgodnie z projektem ustawy już uchwalonej przez niższą izbę parlamentu każdy Urugwajczyk (i tylko Urugwajczyk- w celu zapobieżenia narkoturystyce), po uprzedniej rejestracji będzie mógł zakupić do 40 gramów marihuany miesięcznie z zatwierdzonych przez rząd aptek- żadnych ściem o medycznej trawie, czy coś- po prostu- kto chce to kupuje. Tak samo każdy kto chce może jakąś ograniczoną ilość uprawiać, tak samo można będzie założyć spółdzielnię do wspólnej uprawy i konsumpcji, a rząd planuje udzielić koncesji na uprawę ok 40 ha i działać jako pośrednik pomiędzy plantacjami i aptekami. Zamierzeniem takiej regulacji jest oczywiście zniszczenie nielegalnego handlu narkotykami i też w uzasadnieniu tego projektu są znacznie ciekawsze informacje- dokładniej jak rząd zamierza konkurować z obecnymi handlarzami i że celem tej legislacji jest zapewnienie mieszkańcom kraju narkotyków wysokiej jakości, lepszej niż ta która proponują przemytnicy i za niższą cenę. A wszystko, jak zwykle tutaj- w imię walki z wpływami USA. W tym zakresie nikt akurat nie ma złudzeń- legalizacja narkotyków jest równoznaczna z kolejnym ograniczeniem wpływów Waszyngtonu na tym kontynencie. Co prawda Urugwaj to mały kraik, bez większego znaczenia, ale ewentualny sukces tego pomysłu i skopiowanie go przez Argentynę, Brazylię lub Kolumbię będzie mięć spore konsekwencje polityczne- to znaczy definitywne załamanie jedego z ostatnich narzędzi wpływu USA na kraje tego kontynentu. A dalsza (co prawda na dziś w sferze fantazji) ewentualna legalizacja nawet tylko marihuany przez Meksyk by oznaczała ostateczną klęskę polityki Reagana czyli zdobywania wpływów za pośrednictwem mafii narkotykowych i kreowania polityki przyjaznej amerykańskim koncernom. Dla Wall Street perspektywa dość przerażająca- więc warto obserwować co dalej.
Chile
Tutaj zwana prawicą partia miłośników sprzedawania wszystkiego zagranicznym „inwestorom” po raz kolejny musiała urządzić łapankę na kandydata na prezydenta. Problem polega na tym, że tenże kandydat (obecnej partii rządzącej) nie ma najmniejszych szans wygrać wyborów i dotychczas dwóch zrezygnowało, w końcu znaleźli kobietę która zgodziła się kandydować.
Zresztą nic dziwnego- obecne rządy prezydenta Pinery doprowadziły do poziomu konfliktów społecznych nie widzianych tam od 40 lat. Regularne zadymy studentów z policją w stolicy z jednej strony i prześladowania białych przez Mapuchów na południe od rzeki Bio Bio z drugiej. A że właśnie południe Chile było tradycyjnie miejscem gdzie przenosili się ludzie mający problemy z bankami (bo tylko tam można w ogóle dostać pracę mając np. zadłużenie na karcie kredytowej...) to zostają w stolicy i przyłączają się do zadym, a rząd jest postrzegany jako ekspozytura banksterki.
Z ważnych- choć zdecydowanie spekulacyjnych przewidywań- wiadomo, że nowy rząd będzie znacznie gorzej postrzegany na Wall Street, zresztą pewnie słusznie bo dociśnięcie śruby jest raczej pewne- co najmniej w zakresie bezpieczeństwa pracy (co oczywiście wpłynie na zyski), a być może także zwiększenia podatków od górnictwa lub/i wprowadzenia restrykcji walutowych. Przy dzisiejszym poziomie manipulacji rynkami przez dużych chłopców, uznaję za zupełnie prawdopodobny solidny spadek cen miedzi tylko po to, aby uderzyć finansowo w nowy chilijski rząd.
Boliwia
Po głośnym zatrzymaniu samolotu z Evo Moralesem na pokładzie wszystkie cztery kraje tzn. Hiszpania (jako pierwsza), Portugalia, Francja i Włochy grzecznie przeprosiły, a Boliwia przeprosiny przyjęła. Nie było to żadne wykręcanie się i udawanie, że sprawy nie ma, tylko formalne przeprosiny, co w języku dyplomatycznym jest relatywnie poważną sprawą. Wydaje się drobiazgiem- ale pokazuje zmianę światowego układu sił. Wciąż dość potężne i bogate europejskie kraje Boliwię może by jeszcze mogły olać, ale jak taka subtelna prośba została jednoznacznie , wystosowana także przez Argentynę i zwłaszcza Brazylię- pozostało im tylko zjeść tą żabę, co też uczynili. To jakoś światowy mediom umknęło...
Stay tuned....