Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty

O następnym prezydencie USA

Rozpoczynam ten tekst po raz kolejny, chyba czwarty. Poprzednie wersje, zanim skończyłem już się dezaktualizowały. Tym razem go skończę i opublikuje, nawet jeśli już będzie nieco niekatulany, co najwyżej przeczytacie o tym w końcowej części. 

ten tekst miał dotyczyć prawyborów w Partii Demokratycznej, czyli bardzo, bardzo ważnym procesie który zmierza do wyłonienia prawdopodobnego nastepnego prezydenta USA. 
Napisałem "następnego". Chyba, że jednak osoba wybrana w następnych wyborach wcale nie będzie następnym od dziś prezydentem.

Kiedy to piszę prezydentem USA jest Donald Trump. Możliwe, że kiedy będę ten tekst kończyć, to już nim nie będzie. 

Trump, od początku swych rządów prowadzi ekstremalna wersję tradycyjnego republikańskiego zamachu na republikę. Znaczy demontażu instytucji. Sąd Najwyższy już od dawna jest obszarem sporu partyjnego, a nie rozstrzygania o prawie i to oczywiście demoluje kraj. Ale zwykle trzymano się pozorów i prezydenci nominowali tam osoby, które miały spore doświadczenie i jakąś wiedzę. Wstawienie tam człowieka zasadniczo bez żadnego potrzebnego w tej robocie CV, notorynego pijaka i prawie na pewno gwałciciela jest numerem w stylu mianowania konia senatorem przez Kaligulę. Ta klasa. I to mu uszło doskonale na sucho. 
Podobnie jak mianowanie członków rodziny do wykonywania krytycznie ważnych funkcji państwowych, gdzie byli komicznie niekompetentni, wyłudzanie łapówek od wszystkich dookoła za pośrednictwem hoteli i inne podobne rzeczy, które dotychczas znaliśmy z satrapi afrykańskich i historii upadku Rzymu. 
Oczywiście nic takiego by się nie działo, gdyby nie kompletna nieudolność i paraliż decyzyjny opozycji, dezorganizacja opinii publicznej przez brak rzetelnych mediów i do tego ekstremalnie skorumpowani Republikanie na czele z przywódcą większości w Senacie. Aktualnie nazywanym Moscow Mitch, dzięki blokowaniu każdej inicjatywy mogącej zagrozić cudom nad urną oraz wzięciu solidnej łapówki od Diepraski, czyli właściwie osobiście od Putina.  

Tenże sam Moscow Mitch za drugiej kadencji Obamy, blokował wszystkie nominacje sędziowskie. Co też demontowało republike, a dziś je seryjnie przepycha, blokując debatę i przesłuchania, aby tylko robić to jak najszybciej. Co oznacza, że po prostu dwóch przestępców wspólnie obsadza hurtowo stanowiska sędziów federalnych. To jest dalszy rozkład państwa, który będzie przynosił skutki przez kilkadziesiąt lat. Możliwe, że to w końcu zabije demokracje w Ameryce. 

To jest stan polityki w USA. 

Który mógłby nas mniej obchodzić, gdyby nie jeden drobiazg. Polityka Rosji, zupełnie oczywiście, polega na tym, aby jak najdłużej podtrzymać światowe uzależnienie od ropy i ewentualnie gazu jako źródeł energii. Dlatego jest koniecznie, i robią wszystko co mogą aby spowolnić wypieranie samochodów z miast, elektryfikację transportu i dekarbonizację energetyki (znaczy rozwój OZE, bo atomem też lubią). Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że Trump realizuje dokładnie tę politykę. 

I to jest problem dla świata. Całego, każdego z nas bez wyjątku. 

Sytuacja klimatyczna jest znacznie gorsza niż przewidywały to najbardziej pesymistyczne prognozy i pogarsza się szybciej niż miała. Teraz już nikt mający kontakt z rzeczywistością nie moze oczekiwac powstrzymania ocieplenia na poziomie 1,5 C. 2 st też jest mało realne. Na dziś, jeśli nie spowolnimy transformacji energetycznej, to może wyrobimy się poniżej 4 st. C, co będzie i tak kompletną katastrofą, ale w okolicy tej wielkości możemy spodziewać się sprzężeń zwrotnych, które dołożą drugie 4 st. C. I to jest całkowicie gwarantowany koniec cywilizacji oraz sporej części życia na Ziemi. 

Tyle wynosi stawka drugiej kadencji Donalda Trumpa. Albo innego putinowskiego minionka w Białym Domu. 
Jeśli po 2020 roku natychmiast rozpocznie się poważne zmniejszanie emisji, ochrona przyrody i klimatu, to może wyrobimy w okolicach nieco ponad 2 stopni. Ale to musiałaby być natychmiastowa rewolucja. Z takimi drobiazgami jak natychmiastowe rozpoczęcie redukcji spalania węgla i całkowita jego eliminacja do 2030 w bogatszych regionach świata. UE to jest bogatszy region świata, tak ku przypomnieniu i Polski to też dotyczy. I Niemiec, i Bułgarii i Rumunii też. I zwłaszcza Japonii, gdzie nikt w ogóle nie rozumie o czym jest mowa.

Sytuacja w UE to jest w sporej części kwestia wyborów w Niemczech i nadziei na to, ze uda się w końcu odspawać Merkel od stołka i rozpoczną tam rządy jacyś odpowiedzialni politycy. Ale najważniejszym światowym przywódcą jest i będzie prezydent USA. Bo ten kraj ma największy wpływ dzięki sile ekonomicznej i militarnej, o samej politycznej przez wpływy w instytucjach międzynarodowych nie wspominając. 

Własnie tą siłę próbował wykorzystać Trump. W normalny sposób, czyli najpierw wydając polecenie złamania ustawy budżetowej, przez całkowicie nielegalne wstrzymanie przelewu pomocy dla Ukrainy, a następnie dzwoniąc do prezydenta Ukrainy i w mafijnym stylu żądając dostarczenia kwitów na Joe Bidena, czyli potencjalnego przeciwnika w wyborach. I oczywiście tego typu traktowanie Ukrainy jest jak każde jego działanie zupełnie przypadkiem zbieżne z interesem Moskwy. Każdy z elementów tego działania jest wystarczający do zapewnienia mu wieloletniej odsiadki. O tym nie ma dyskusji. 

Problem polega na tym, że tej odsiadki nie będzie. Instytucje republiki nie mają jak się bronić. Dopiero w sytuacji ataku na Bidena, Demokraci rozpoczęli formalną procedurę impeachmentu. Praktycznie od razu spieprzając sprawę, bo Nancy Pelosi już zaproponowała ograniczenie dochodzenia wyłącznie do kwestii ukraińskiej. To wygląda jak gwarancja spieprzenia sprawy, ale zdaje się, że towarzystwo od czasu popierania Hilary Clinton weszło na wyższy poziom nieudolności- spieprzyli zawalenie sprawy, czyli zawalili sprawę tak nieudolnie, ze zrobili to co podobno zamierzali. Otóż z sondaży wynika, że po zapowiedzi rozpoczęcia impeachmentu poparcie dla usunięcia Trumpa gwałtownie wzrosło i w badaniach jest 43:43. Ale to jest drobiazg. Z wiarygodnych, nawet nie przecieków, tylko po prostu oświadczeń w mediach ze strony prominentnych Republikanów wynika, że dziś, gdyby głosowano nad zdjęciem Trumpa z urzędu to 30-35 republikański senatorów byłoby za. Pod warunkiem tajności głosowania. Oczywiście to głosowanie będzie jawne, ale to pokazuje bardzo ciekawy obraz. Każdy z nich oddzielnie boi się Trumpa, bo to Trump jest kochany przez fanatycznie rasistowski elektorat, który wybiera Republikanów. I to Trump może jednym tweetem zakończyć każdą karierę. Ale jednocześnie praktycznie wszyscy go nienawidzą. I jeśli znajdą pretekst, który ich połączy, albo po prostu zobaczą, że i tak idą na dno, to najpierw jemu urządzą Idy Marcowe. 

Trump nigdy nie był lojalny ani nawet uczciwy wobec osób które mógł oszukać, wykorzystać lub po prostu stojących niżej w hierarchii. Tak działa całe życie i tak zostało. Dziś też tak jest i w tej sytuacji zupełnie bym się nie zdziwił, gdyby oprócz Giulianiego wrzuci pod autobus także Penca. Co byłoby zabawne, bo mógłby mianować nowego wiceprezydenta. I mogę się założyć, że szukałby osoby, która byłaby już całkowitą chodzącą kompromitacją. Nawet na tle jego i Penca. Trudno to sobie wyobrazić, ale to byłoby jakimś hamulcem przed wyrzuceniem go z urzędu i znakomitym uzupełnieniem stałej linii politycznej.  

Choć lista ludzi chcących być lojalnym wobec niego drastycznie się kurczy z każdym dniem. 

Tak czy inaczej, jeśli ktoś chce jeszcze chwilę pożyć w minimalnie stabilnym świecie, niech się modli o pozbycie się tych szaleńców i odspawanie od stołków. 

Wyjaśnieniu hejtu dla Kacapii

Poprzedni post, oprócz technicznego omówienia świętej relikwii Armii Radzieckiej charakteryzował się jeszcze dość obfitym stosowaniem określenia, które wschodnia propaganda najchętniej by usunęła ze słownika. To mogło razić jako pewne nadużycie, ale miało zupełnie racjonalny i sensowny cel.

Otóż liczyłem na to, że tekst ten będzie wysoko w rankingach kremlowskich trolli. Jako miejsce do niszczenia dyskusji, tradycyjnego hejtu i całego innego szmaciarstwa, które to bydło uprawia. 

Oni działają według bardzo prostych algorytmów, wiec się nie pomyliłem, ściągnąłem sporo takich komentarzy. Blogger i pozostałe serwisy blogowego też działają według całkiem prostego algorytmu. Jeśli wystarczająco wielu blogerów oznaczy jako spam wiadomości wychodzące z konkretnego adresu IP (albo klasy adresów, jeśli działa według starszego systemu), to w końcu ten adres zostanie od razu rozpoznany jako podejrzany we wszystkich serwisach i z zasady najpierw wrzucany do spamu. Co więcej, Blogger, Aksimet i inne uczą się także zwrotów i słów kluczowych pojawiających się w spamie. Następnie konkretne adresy IP są oznaczane z definicji jako spamerskie i bardzo trudno jest z nich przesłać jakąkolwiek wiadomość. Czasem nawet zwykłego maila.

Z tego opisu już chyba wszystko jest jasne. Z przyjemnością czekałem na stada moskiewskich trolli i się nie zawiodłem. Oczywiście wy tych komentarzy już nie zobaczycie. Nikt ich już nie zobaczy.
Tak samo jak setek innych na wielu innych blogach w ładnych paru językach. 

W sumie to wyszło zabawnie. Wielki rosyjski plan zdominowania internetu, na który wyłożyli naprawdę duże pieniądze. Kto był wystarczająco pozbawiony przyzwoitości i mający odrobinę sprytu mógł całkiem ładnie zarobić. Dziś kończą się pieniądze, a przy okazji coraz trudniej się troluje, bo tacy amatorzy jak ja mamy proste możliwości i narzędzia aby tak szeroką akcję skutecznie psuć. Co przy okazji całkiem zabawnie dezorganizuje resztki rosyjskiej gospodarki, bo nagle są problemy z przesyłaniem maili z biurowców w których są firmy spamerskie. Hehe....
Trochę się tego towarzystwa jeszcze znajdzie, ale dyskusja powoli wraca do kulturalnego poziomu, czego się spodziewam w dalszym ciągu, nie tylko tutaj, ale i na innych polskich blogach i forach. 

Przy okazji okazało, że wyrzucanie ewidentnego moskiewskiego spamu skutkuje też automatycznym blokowaniem miłośników Korwina oraz Brauna. Kto by pomyślał?

Wynik wyborów samorządowych i co można z tym zrobić

W Polsce odbyła się farsa zwana wyborami samorządowymi. Wiadomo, że system komputerowy który miał je obsługiwać jest (był?) lamerstwem pierwszej wody. Wiadomo, że na poziomie gmin i poszczególnych komisji pojawiały się tak olbrzymie wahania liczby głosów nieważnych i frekwencji, ze jedynym rozsądnym wyjaśnieniem tego jest podejrzenie fałszerstwa, ewentualnie występujące w wielu miejscach w kraju dezinformowanie wyborców o sposobie głosowania. Dokonywane przez komisje obwodowe, bo to na tym poziomie były te anomalie. 

Na zdrowy rozum pierwsza wersja jest zdecydowanie bardziej prawdopodobna i lepiej wyjaśnia zjawisko, zresztą obie nawzajem się nie wykluczają.

Wielkiego zwycięzcę wyborów dość łatwo widać i jest to PSL, co zabawniejsze w końcu wyniki tylko tej partii się drastycznie różnią od sondaży exit pools.
Bardzo łagodnie mówiąc, istnieją bardzo poważne poszlaki, narzucające podejrzenie graniczące z pewnością, że miały miejsca liczne fałszerstwa a ich głównym beneficjentem jest PSL oraz lokalne wiejskie władze, zazwyczaj z tą partią powiązane.
Tyle co powyżej właściwie wszyscy wiedzą.

Ale co z tym można zrobić?

Jedna rzecz to oczywiście informować o nadużyciach, donosić na Policję, itd. Jeśli ktoś ma taką wiedzę czy podejrzenie. Sprawa jest poważna. Konkretnie to bardzo poważna. Mówimy o złamaniu woli suwerena i niszczeniu porządku konstytucyjnego państwa. Cóż może to nieco anegdotyczny przykład, ale wydaje mi się, że w życiu nie spotkałem żadnego wyborcy PSL, na pewno nikogo kto by miał poglądy identyfikujące się z tą partią. A jeśli jednak spotkałem jakiś wyborców, to niewątpliwie byli oni bardzo nieliczni. 
A skala nieważności głosów jest kompromitacją całej organizacji.z tego punkltu widzenia nieważne jest nawet jej przyczyna- źle przygotowane listy kandydatów, wprowadzające w błąd spoty, czy błedne informaowanie przez komisje wyborcze. Państowa Komisja Wyborcza ma jako swój jedyny konstytucyjny obowiązek nadzorować poprawne przeprowadzenie wyborów i to zwyczajnie nie zostało zrobione. Zwykła przyzwoitość nakazuje się podać do dymisji po takim wyczynie i więcej do życia publicznego nie wracać, chyba, że po wykazaniu, że próbowało się tej katastrofie zapobiec. 
Mój pierwszy postulat- niezależnie od dalszego przebiegu procesu wyborczego, Mianowicie jeśli członkowie PKW nie zrezygnują to oznacza, że są ludźmi pozbawionymi honoru i podstawowej odpowiedzialności za swoje czyny. Co w wypadku sędziego można uznać za rzecz szczególnie niegodną. 

A tłumacząc na ludzki- jeśli PKW nie będzie potrafiła dokończyc w przyzwoity i nie budzący wątpliwości sposób tych wyborów, to znaczy że powinni być traktowani jak wyrzutki społeczne. Czy ludzie którzy pomagają popełnić obrzydliwe przestępstwo lub je pomagają ukryć. 

I absolutnie nie przyjmuję do wiadomości argumentu, że nie mają wyjścia. Mają- jest to podanie się do dymisji. A być może mogą odmówić podania wyników wyborów uzasadniając, że nie są w stanie tego odpowiedzialnie i wiarygodnie zrobić. Też się da. Za to podpisywanie się pod niewykonaną pracą i prawdopodobne akceptowanie przestępstw, a być może i całego przestępczego systemu za który się ponosi odpowiedzialność?
Tu najbliższą analogią jak należy postępować jest jedynie zachowanie jakie należy mieć wobec lokalnych mętów osiedlowych. Wszyscy wiedzą, że tacy dorabiają sobie drobnymi przestępstwami czy paserstwem, ale nie bardzo są dowody, nie bardzo mozna złapać za rękę. Nic nie można zrobić, ale to wstyd dla przyzwoitego człowieka z takimi się pokazywać.

Jeśli szanowni sędzowie z PKW nie załatwią sprawy w sposób wzbudzający szacunek dla państwa, to właśnie tak powinni być traktowani. Cała powaga Rzeczypospolitej jest w ich rękach. Zobaczymy.

A drugą, lecz bardzo podobną kategorią są beneficjenci tego dziwnego zdarzenia Tu trzeba powiedzieć dwie rzeczy- tak jak jakaś odpowiedzialność PKW jest niewątpliwa, co najmniej są winni bałaganu i indolencji organizacyjnej (za co sam się podał do dymisji szef Krajowego Biura Wyborczego, ale to zdecydowanie za mało), tak nawet dożywotni wójt, choćby frekwencja w gminie wyniosła 120% i było 95% głosów nieważnych niekoniecznie musi mieć cokolwiek wspólnego z dziwnymi wynikami.

W sytuacji kryzysu konstytucyjnego także na szeregowym wójcie i radny spoczywa bardzo poważny obowiązek wyjaśnienia okoliczności tych wyborów. Do rezygnacji ze stanowiska i samorozwiązania rady gminy włącznie. Jeśli wybory były uczciwe- wygra je znowu, bez wątpliwości z mocną legitymacją. To się jak najbardziej każdemu wójtowi opłaci, bo będzie mieć w oczywisty sposób bardziej rozwiązane ręce przy zarządzaniu gminą. A jeśli będzie się mocno opierał takim pomysłom? Cóż- do rozważenia kwestia traktowania takich jak członków PKW po hipotetycznym pójsciu w zaparte.

Pozostaje kwestia PSL, działaczy i polityków tej partii

Cóż, zobaczymy, ale jeśli opowiedzą się przeciw rozpisaniu nowych wyborów samorządowych, to stawiają sie w roli co najmniej pasera. Nie ma w końcu żadnych dowodów na to, że to oni organizowali jako partia czy środowisko całą tą szopkę. Ale nie ma żadnych wątpliwości, że w zaskakującym stopniu zyskali na tak wątpliwej organizacji. Zdaje się, że są gdzieś w okolicach najwyższego wyniku wyborczego w historii, a nawet obecny jest nieprawdopodobnym zwycięstwem. I niewiarygodnym. A nie od wczoraj jest znana korelacja z poprzednich wyborów pomiędzy ilością nieważnych kart do głosowania i wysokimi wynikami PSL.Jest to organizacja, która jako całość skorzystała na bardzo niejasnym przebiegu wyborów, z olbrzymim prawdopodobieństwem skorzystania na licznych przestępstwa godzących w fundament państwa. Teraz mają okazję oczyścić się z tych podejrzeń, jeśli tego nie zrobią, nie powinno być dla nikogo dalej działającego w tej partii miejsca w życiu nie tylko politycznym, ale także publicznym. Nawet jeśli nie mają z tym nic wspólnego, obecnie mają obowiązek, jako politycy, ratować narażony na szwank autorytet państwa. Jeśli tego nie zrobią, cóż. Dość dobrym przykładem jest Komunistyczna Partia Polski. W końcu żaden przyzwoity człowiek nie mógł utrzymywać z nimi kontaktów pod groźbą faktycznej śmierci cywilnej, a działalność tej organizacji była przedmiotem działań Policji a nie dywagacji ustrojowych. I jeśli PSL nie odetnie się od tych podejrzeń czynem, a ma ku temu wszelkie możliwości, to należy go uznać za organizację państwowotwórczą w takim samym stopniu jak KPP.

Absolutnie nie namawiam tu do żadnej przemocy czy agresji. Wręcz przeciwnie. Kulturalnie  i konsekwentnie wykonana śmierć cywilna i cywilizowane okazywanie obrzydzenia taką działalnością może odnieść znacznie mocniejszy efekt. Oczywiście marsze, protesty i droga prawna też jest potrzebna. Ale bez pozbycia się ludzi, którzy dla paru złotych potrafią niszczyć konstytucję Polska nigdy nie będzie Polska.


Wieści z lepszej Ameryki

Chile

Trwa kampania bombowa, kolejne dwa wybuchy w Santiago, to już okrągła liczba 200 w ciągu ostatnich kilku lat. Policja twierdzi, że są to jacyś bliżej nie zidentyfikowani "Anarchiści". To może tłumaczyć dlaczego śledztwo nic nie ustało, bo pierwsze bomby wybuchły 3 stycznia 2009, dokładnie w pierwszą rocznicę głośnego zastrzelenia przez policję prominentnego aktywisty Mapuczów. Ja tam nie wiem, co robi policja chilijska, ale tak mi się skojarzyło, że Mapucze nie bardzo uznają zwierzchnictwo Republiki Chilijskiej na południe od rzeki Bio-Bio i od dość dawna mają zwyczaj np. podpalać gospodarstwa białych, którzy tam się mają zamiar osiedlać.Kolejny wybuch, jak zwykle w środku nocy i bez ofiar, dlatego w Polsce mało kto o tych drobnych problemikach słyszał.

Brazylia

Nowe regulacje dotyczące pomocy domowych nie wydają się szczególnie ważną wiadomością, ale w brazylijskich realiach to jest rewolucja. Regulacje nie wydają się jakieś szczególnie restrykcyjne- ot, obowiązek rejestracji, odprowadzania składek emerytalnych i limit 44 godzinnego tygodnia pracy. Ale to jest rewolucja. Ona trwa, od wyboru Luli w 2003 roku. 
Drobne przypomnienie. Brazylia, kraj powstały gospodarczo na niewolnictwie, zniósł je w 1888 roku, najpóźniej z całego kręgu cywilizacji europejskiej. Następnie dzielnie trwał neokolonialny model gospodarczy, z bardzo wąska elitą skupiającą olbrzymia większość majątku narodowego i władzę, ok 10% tzw. klasy średniej. Tak zwanej, ponieważ nie do końca przypominała ona klasę fachowców i dobrze opłacanych robotników zabezpieczonych państwową i samorządową siatką socjalna znaną z zachodniej Europy. To byli bardziej wszelkiego rodzaju pośrednicy i usługodawcy dla elit, Majątkowo sytuowani jak właśnie ci zamożniejsi robotnicy w Europie, ale korzystająca z bycia otoczoną przez 90% proletariatu i niewyczerpane zasoby taniej siły roboczej. Stąd pomoc domowa w tejże klasie średnie zawsze była normą i przeważnie była to osoba mieszkająca przy rodzinie, często nigdy nie wychodząca z domu. W Polsce nietrudno znaleźć osoby zafascynowane takim modelem społecznym, np. całkiem niedawno dwóch prymitywnych chamów korzystających z właśnie takiego statusu majątkowego zwyczajnej klasy średniej, przechwalało w znanej stacji radiowej się traktowaniem pomocy domowych. Cóż, przy bardziej egalitarnym społeczeństwie nie mieliby szans żyć na porównywalnym poziomie i dobrze o tym wiedzą. Stąd te 10%, zazwyczaj lepiej sytuowanych członków społeczeństwa tak wściekle atakuje każdą władzę próbującą zmusić ich do traktowania tych 90% społeczeństwa jak ludzi a nie jak instrumentum vocale. Dobrym przykładem są np. znani z Polski niekompetentni lekarze lub prawnicy, żyjący sobie całkiem dobrze za powiedzmy 5-8 tys zł miesięcznie. Obiektywnie, to są żadne pieniądze, ale wśród nędzy dookoła wystarczy na nie robienie niczego samemu, zabetonowanie się w układzie i życie jak pączek w maśle. Hasła podwyższania płac minimalnych, zmniejszania bezrobocia, albo co gorsza egzekwowania prawa pracy brzmią dla takich przerażająco.

W Argentynie to nie wygląda dużo inaczej i jest to także ok. 10%, sądząc po wynikach wyborów, aczkolwiek znacznie większy odsetek w samej stolicy. Cóż, przynajmniej w Argentynie w powszechnych i uczciwych wyborach nigdy nie wygrali miłośnicy niewolnictwa. A jakby się ktoś pytał dlaczego poparcie dla PO i podobnych partii nigdy nie spadnie poniżej 10% społeczeństwa- to ma odpowiedź. I dlaczego im niższa frekwencja tym dłużej tacy mają szansę się utrzymać przy władzy. 

I w ten sposób docieramy do Argentyny

Walka Republiki z sępami trwa. Na bieżąco opisuje to kol. Futrzak, a ja dużo nie mam do dodania. Okazało się, że rada decydująca o wypłacie odszkodowań z CDS-ów szybko i jednogłośnie przyznała, że Argentyna ogłosiła default. Udział w tej radzie sępich funduszy, które wcześniej wykupiły te CDS-y nieco rozjaśnia tą decyzję. 
W związku z tym, że i tak ogłoszono publicznie bankructwo, rząd Argentyny stwierdził, że dalej to mu mogą i ogłosił, że ma zamiar długi spłacać w Buenos Aires, a nie w Nowym Jorku i sędzia Griesa ma się od obligacji od.... 
Sędzia Griesa stwierdził, że to jest obraza sądu. Logicznie chyba powinien skazać na areszt przedstawicieli Argentyny. Będzie zabawnie. Minister skazany jako przedstawiciel państwa za obrazę zagranicznego sądu.

Dług Argentyny- dramatyczna zmiana ról

Sprawa zadłużenia Argentyny rozwija się jak dobry thriller. 

Krótkie przypomnienie- w 2001 roku, wskutek sztywnego kursu peso do dolara (1:1) i wyczerpania państwowego majątku do prywatyzacji gospodarka zawalała się w przyspieszonym tempie. W takiej sytuacji rząd, a właściwie ówczesny minister finansów porozumiał się z wierzycielami i większość zadłużenia została zrestrukturyzowana przez wydłużenie terminów spłat oraz pogorszenie warunków dla dłużnika (Republiki Argentyny), tzw. Megacanje. Wkrótce później częściowo odpuszczono utrzymywane absurdalnego kursu i częściowo zdewaluowano peso (do  1:1,4), ale to było za mało, gospodarka implodowała, bezrobocie wzrosło do okolic 25%. Po zamieszkach w których zginęło kilkadziesiąt osób, pod koniec 2001 roku prezydent zrezygnował ze stanowiska, po kilkunastodniowym chaosie, tymczasowy prezydent ogłosił zawieszenie płatności długu. I tak nie było z czego płacić. 

W połowie 2003 roku, władzę objął w końcu prezydent wybrany w wyborach powszechnych, Nestor Kirchner. Gospodarka po uwolnieniu z gorsetu sztywnego kursu nieco się ustabilizowała, za prezydencji Kirchnera ruszyła mocno do przodu, bezrobocie zaczęło gwałtownie spadać, szkolnictwo wróciło do przyzwoitego poziomu, etc. Nie to jest istotne, bo tu centralna jest kwestia długu. Dla przypomnienia- w 2005 spłacona całe zadłużenie w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Przedstawiciele tej organizacji zostali poinformowani, że ich doradztwo i pomoc gospodarcza nie jest już dłużej potrzebna. W tym samym roku porozumiano się z większością posiadaczy obligacji wyemitowanych w ramach Megacanje. Łącznie z kolejną rundą przystąpienia (w 2010) do restrukturyzacji objęło to 93% posiadaczy obligacji. Warunki, pomimo solidnej redukcji długu były dość korzystne- trzy rodzaje obligacji do wyboru, w tym z odsetkami zależnymi od wzrostu gospodarczego Argentyny- jak pokazała przyszłość, biorąc je w 2005, można było zarobić lepiej niż na oryginalnych.    

Tak czy inaczej, zostało tych 7% posiadaczy obligacji. Nie można ich było legalnie zmusić do restrukturyzacji, bo takiej klauzuli nie przewidywała emisja w ramach Megacanje. 

I tak dotarliśmy do posiadaczy tej resztówki, którzy w stosownym czasie wykupili obligi za drobną część nominalnej wartości (wtedy, kiedy nie były spłacane) i wybrali się do sądów w USA. Sądy nie działają najszybciej, ale w końcu wydają jakieś wyroki. W tym wypadku jakieś to jest właściwe słowo. Osławiony już sędzia Griesa z 2 okręgu Manhattanu wydał orzeczenie zasądzające natychmiastową spłatę całości nominału i odsetek dla posiadaczy niezrestrukturyzowanych obligacji, a dokładniej MLN Capital, który był powodem. Wobec, niespodziewanego i niezrozumiałego dla mnie odrzucenia kasacji przez Sąd Najwyższy USA (czyli odmową zajęcia się sprawą, jako nie budzącą wątpliwości prawnych), wyrok się w ostatni poniedziałek (23.06) uprawomocnił.

To było jeszcze proste....

Rząd Argentyny wysłał parę dolarów (coś z 500 mln) na spłatę kolejnej raty obligacji, która przypada 30 czerwca. W tym momencie, zgodnie z wyrokiem sądowym mogłoby nastąpić zajęcie tych pieniędzy i przekazanie ich sępim funduszom (znaczy MLN Capital), ale sędzia Griesa wydał zarządzenie nakazujące Bank of Mellon New York odesłanie z powrotem tych pieniędzy. Rząd Argentyny oczywiście natychmiast protestuje, twierdząc, że Griesa przekracza uprawnienia. Uzasadnia to dość prosto- sprawa starych obligacji to jedna sprawa, a po restrukturyzacji to zupełnie inna i nie było to przedmiotem procesu i wyroku, więc mieszanie się Griesy w  sprawę nowych obligacji jest przekraczaniem uprawnień. Krótko mówiąc- mógł te pieniądze zająć na rzecz wierzyciela, ale nie mógł nakazać dysponowania nimi w inny sposób. To oczywiście w rozsądnym systemie prawnym. W prawie w stylu USA wszystko jest możliwe i coś takiego także. 

Na razie to drobiazgi. MLN Capital, zgodnie ze zdrowymi zasadami sztuki, domagając się zapłaty od Republiki Argentyny jednocześnie kupił tzw. CDS-y, czyli ubezpieczenie od bankructwa Argentyny. W oczywisty sposób, albo dostaną kasę z wyroku, albo Argentyna zbankrutuje i otrzymają kasę z ubezpieczenia. Cóż, właściwie na to patrząc na razie nastąpiło trzecie rozwiązanie.  Republika nie zbankrutowała, bo spełniła całość swoich zobowiązań, a sępy nie dostały forsy. Dość zabawny przy tym  jest fakt, że wierzyciele na razie nie dostali pieniędzy (ale termin płatności przypada 30.06.) i prawdopodobnie ich nie dostaną teraz. Tylko wierzyciele powinni skarżyć ostatnie postanowienie Griesy- na zdrowy rozum niezgodne z prawem i zdrowym rozsądkiem.  Nic więc takiego dziwnego, że przynajmniej część wierzycieli ustami adwokata reprezentującego włoskich obligatariuszy wyraziła entuzjastyczne poparcie dla zmiany miejsca płatności z Nowego Jorku na Buenos Aires. 

Tu wypada przypomnieć czym jest bankructwo, przynajmniej w rozumieniu emitentów CDS. Jest to jednostronna zmiana warunków obligacji przez emitentów. Tak samo dotyczy to kwoty zobowiązania, oprocentowania, jak i miejsca płatności. Rząd Republiki raczej zaskoczył wszystkich zamiarem spłaty i nawet przesłaniem pieniędzy, które mogły i powinny być zajęte. Powinny w ramach powagi wyroków sądowych. Sędzia Griesa sam naruszył powagę swojego wyroku. Nie zajął pieniędzy, które są/były. To rodzi bardzo zabawne konsekwencje- formalnie bankructwa nie ma (jak na razie). Od finansowej strony bankructwa nie będzie, wierzyciele dostaną całość zobowiązania, co najwyżej zmieni się miejsce płatności. Oczywiście w tym przypadku sępy dostają całość z ubezpieczenia.

Bankructwa nie ma, ale sępy nie dostaną pieniędzy. Teoretycznie mogą pozywać emitentów CDS-ów. Praktycznie to kolejne kilkadziesiąt milionów na koszty procesu. Znacząco to obniża opłacalność inwestycji. Zobaczymy. 

Jeszcze jeden aspekt sprawy-rząd Argentyny robi co może przedstawiając sprawę na forach międzynarodowych jako wyzysk i nadużycie władzy. 

Razem z pomysłem przelania tych pieniędzy łączy się to w logiczną całość- maksymalizowania colateral damage, czyli po prostu założenia, że sępy jakąś kasę dostaną, ale wyrządzenia maksymalnej możliwej szkody dla tychże i im podobnych.  

Zasadniczo ten zarzut nadużycia władzy ma sens.Przynajmniej z punktu widzenia prawa kodeksowego/kontynentalnego (czyli opozycji wobec common law obowiązującego w UK i USA), sąd dokonał rozstrzygnięcia poza zakresem sprawy.  W zakresie działania common law- nie wiem, ale pomimo całej absurdalności regulacji anglosaskich nie wydaje mi się to aż tak ekstremalne.  Oczywiście, wiem, że system common law daje znaczny zakres władzy sędziom, wystarczający dla najdziwniejszych interpretacji prostych postanowień ustaw czy umów. 

Cóż- nawet jeśli orzeczenie jest całkowicie zgodne z porządkiem prawnym USA (a na to wygląda) jest tak absurdalnie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, że nie może się utrzymać jako część dorobku prawnego ludzkości. Tak, wiem, to brzmi strasznie szumnie i nadęcie, ale pewne zasady obowiązują niezmiennie nawet od czasów fenickich lub greckich (odpowiedzialność za straty ładunku w transporcie) oraz rzymskich (bardzo duża część prawa cywilnego), inne są stopniowo akumulowane przez dziesięciolecia.  Sędzia Griesa może stać się co najwyżej pośmiewiskiem przyszłych pokoleń prawników, ale na razie wypada jakoś rozwiązać ten dylemat, najlepiej jak najmniej niszcząc istniejący porządek prawny i finansowy. 

W tym zakresie zwyczajnie nie mam pojęcia co do dalszego rozwoju sytuacji. Wszystkie możliwości, z bankructwem Republiki na czele wydają się otwarte, choć jakiś kompromis zdaje się zbliżać do prawdopodobieństwa. 

A z powiązanych drobiazgów- w lipcu zaczyna się faza sądowa procesu przeciwko Domingo Caballo za emisję obligacji w ramach Megacanje. Zarzuty obejmują przekroczenie uprawnień urzędniczych. W skrócie- nie było właściwej reprezentacji Republiki Argentyny przy emisji obligacji, których dotyczą procesy w USA. Zabawne.

Dla polskich czytelników jeszcze zabawniejsza jest sama postać Caballo. Minister finansów za czasów Menema, odpowiedzialny za wprowadzenie sztywnego kursu peso do dolara. Jego głównym doradcą był Jeffrey Sachs, później znany z doradzania Leszkowi Balcerowiczowi. Wcześniej z opracowania planów reform gospodarczych Boliwii i Brazylii. Bez różnicy- wszystkie skończyły się tak samo- gwałtowną redukcją przemysłu i krajowej wytwórczości, koncentracją handlu, gigantycznym wzrostem importu przemysłowego oraz rozwojem produkcji i eksportu narkotyków (w Am Poł kokainy, w Polsce amfetaminy).

UWAGA- porównanie z sytuacją Polski może nie być do końca adekwatne, więcej o tym w komentarzach.

Obecnie sytuacja ma się tak, że rząd rozpoczął ofensywę dyplomatyczną i informacyjną wskazując na swoją rzetelność i wiarygodność i wypełnianie zobowiązań, a jako jedyny problem wskazuje działanie jednego szalonego  sędziego, którego nawet władze USA nie mogą powstrzymać, choć próbowały (tak, rząd federalny USA wstąpił do procesu po stronie Argentyny). Rządy średniej wielkości krajów dość chętnie poparły takie stanowisko- w końcu w każdej chwili mogą się znaleźć w podobnej sytuacji. Ale trochę lepsze jest to, że czytałem w BBC tekst pisany dokładnie taką optyką, a nawet częściowo to łyknął Bloomberg, choć Wall Street Journal ciągle twardo broni stanowiska sępów. 

Ale opinia świata ma pierwszorzędne znaczenie dla załatwiania własnych spraw. Przyznam, że na tym tle, gdzie w ciągu tygodnia argentyńska dyplomacja potrafi zmienić opinię światowych mediów, polska jeszcze bardziej wygląda jak ......  A dokładniej kraj i naród z przylepioną łatką antysemitów, której dyplomacja nie umie albo nie chce usunąć, minister spraw zagranicznych który po ogólnoświatowej sławie z knajackim językiem i  chlapaniem tymże jęzorem w przypadkowych miejscach o sprawach które powinny być dyskretne tydzień po publicznym wydaniu się takich spraw nadal piastuje stanowisko.
     
Pisząc to jeszcze nie znam dalszego rozwoju sytuacji, termin zapłaty raty obligacji jeszcze nie minął. Czytelnicy zapewne sami to sprawdzą...
P.S.
Jak parę rzeczy dobrze pójdzie, to istnieje realne prawdopodobieństwo, że nie będę mieć wolnej chwili na blogowanie w ciągu najbliższych tygodni. Choć zobaczymy, czasem można coś i gdzie w krótkiej wolnej chwili skrobnąć dla rozrywki. Stay tuned, choć nie obiecuję stałego nadawania...

Pożar w magazynie dokumentów- postęp śledztwa

Na życzenie - aktualizacja sprawy pożaru magazynu dokumentów Iron Mountain, większość wiadomości z dzisiejszej gazety, trochę własnego googlowania dla potwierdzenia. 

Każdy wie, że jak policja kogoś przyprowadzi do prokuratora, to ta osoba na pewno jest winna i tylko będzie kłamać, aby się wybielić. Dlatego prokurator powinie pisać akty oskarżenia, a nie zajmować się takimi głupotami jak słuchanie kryminalistów, czy co gorsza marnowanie pieniędzy podatników na sprawdzanie kłamstw kryminalistów….

Przecież to prawie tak jakby kryminaliści decydowali o wydawaniu pieniędzy państwa i środków budżetowych. W demokratycznej III RP to się przecież nie może wydarzyć.  A nie, czekaj....

Niestety, olbrzymia większość argentyńskich prokuratorów nigdy nie była na szkoleniu w Polsce, ani żadnym innym kraju o prawidłowo działającej prokuraturze np. w Armenii czy Rosji. 

Dlatego argentyński wymiar sprawiedliwości robi wszystko odwrotnie. Kryminaliści chodzą po ulicach latami i zamyka się ich dopiero jak się uprawomocnią jakieś niepotrzebne wyroki. A przecież wszyscy wiedza, że jak prokurator kogoś oskarży, to na pewno jest winny i te wszystkie szopki z sądami to są potrzebne tylko głupim lewakom z Zachodu….

Niestety, argentyńscy prokuratorzy zamiast pisać akty oskarżenia, to tylko czytają jakieś niepotrzebne akta i wysyłają policję nie po to, aby łapać kryminalistów, tylko po jakieś niepotrzebne niby zabezpieczania dowodów. Policja prawidłowo wchodzi do domu o 5 rano i zamiast wszystkich aresztować, tylko zabiera jakieś papiery, żeby niepotrzebnie zajmowały miejsce w szafie prokuratora, który potem to miesiącami czyta, zamiast pisać zarządzenia i akty oskarżenia... 

Dlatego właśnie dopiero teraz prokuratura informuje, że toczą się śledztwa w różnych  sprawach dotyczących co najmniej 4 różnych banków, gdzie kluczowe dowody znajdowały się w magazynie Iron Mountain, który spłonął w lutym.   Były tam kopie cyfrowe dokumentacji, której obowiązkowy okres przechowywania minął i oryginały zostały zniszczone. Czyli znajdowały się tam jedyne egzemplarze dokumentacji kluczowej dla śledztw. 

W najbardziej zniszczonej części magazynu, gdzie prawdopodobnie rozpoczął się pożar, znajdowały się cyfrowe kopie dokumentacji. Czyjej? Nikogo nie zaskoczę, nazwy są te same co zwykle. HSBC, JP Morgan, BNP Paribas i jako rodzynek argentyński Banco Patagonia. 

HSBC jest podmiotem śledztwa w sprawie o pranie brudnych pieniędzy. Spaliło się 26326 pudeł z CD z 46528 składowanych. JP Morgan Chase z oddziału w Buenos Aires składował 4406 pudeł, z których zniszczeniu uległo 4000. Prokuratura uważa, że zniszczone zostało ok 90% danych pozwalających zidentyfikować klientów. Od 2008 roku prokuratura prowadziła śledztwa w sprawie ułatwiania prania pieniędzy przez ten bank. Jakiś czas temu połączono je w śledztwo w sprawie seryjnego organizowania przez bank operacji prania pieniędzy oraz naruszania prawa dewizowego. Czyli, jeśli z tych zarzutów zostałaby złożona całość, urzędnicy banku mogą mieć postawione zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. 
Dość dokładnie jest wyjaśniona sprawa, w której JP Morgan z  Banco Patagonia przez oszukańcze praktyki bankowe pomogli sfałszować dane na temat kondycji sporej spółki, w wyniku czego jej większościowi udziałowcy mogli za mocno zaniżone kwoty wykupić mniejszościowych. JP Morgan robił część na Bahamach, Banco Patagonia w Argentynie. trzeba jednak przyznać, że Banco Patagonia występuje jako jedyny w pojedynczej sprawie, a nie jako organizator całego procederu. Biorąc to pod uwagę, lista skraca się do dokładnie tych co zwykle. 

Ta prokuratura jest tak powolna, że jeszcze nie ma aktu oskarżenia w powyższej sprawie z 2005. Co prawda nie słyszałem, aby polska prokuratura kiedykolwiek wyjaśniła jakąkolwiek sprawę, w której by aktywnie działał wielki bank i trzeba by było wyciągnąć dane z raju podatkowego. Ale to na pewno dlatego, że w Polsce takich przestępstw nie ma.

Wreszcie BNP Paribas. Tu także, po analizie poszczególnych przestępstw śledczy doszli do wniosku, że całe jedno piętro w banku służy wyłącznie do działalności przestępczej, faktycznie działało jak kolejny, niezależny oddział banku i łącznie wyprano oraz nielegalnie przeprowadzono przez granicę około miliarda dolarów. Zniszczeniu uległo 1206 z 2554 pudeł.

Śledztwo obecnie toczy się w kierunku podpalenia. Nigdzie nie podano, czy prokuratorzy sa tego pewni, czy uznają na obecnym etapie za wersję najbardziej prawdopodobną. 

Właściwie bez komentarza, ale widać jak bardzo ważna jest względna przynajmniej niezależność kraju od tego typu towarzystwa. W zadłużonym kraju prokuratura nie mogłaby prowadzić takiego śledztwa, bo rynki dokonałyby "drobnych nacisków" na ministra finansów czy innego premiera i śledztwo musiałoby się skończyć błędem pilota….     

Drugi mój wniosek- w 89 roku należało, gdyby to było politycznie możliwe oczywiście, wyrzucić dokładnie wszystkich prokuratorów. Sędziów zasadniczo też, ale tych którzy nigdy nie awansowali, ani nie byli funkcyjnymi można by było zostawić, dla odrobiny stabilności. Peerelowska prokuratura naprawdę sobą nic nie reprezentowała i braku wiedzy i fachowości nikt by nie zauważył, bo zwyczajnie jej nie było. Sekretariaty  (były i są kompetentne i niezbędne) zostawić nie ruszone przez chwilę, a etaty prokuratorów obsadzić tymi, którzy mieli jakiś kontakt z cywilizowanym wymiarem sprawiedliwości, jakby prawdziwych prawników z emigrantów zabrakło, to nawet tymi którzy zostali w cywilizowanych procesach na zachodzie skazani (no, może nie za szpiegostwo..). I tak by byli bardziej kompetentni niż kacapski prokurator. 
Sędziów sądów rejonowych można było zostawić, większość z nich miała pojęcie o swoje robocie., pozostałych wyrzucić. Odsiałoby to wszystkich karierowiczów, a to oznaczało też większość TW. Niektórym awans utrudniała także głupota czy alkoholizm i byłoby z tym trochę problemów, ale ogólnie znacznie lepszy kadrowo wymiar sprawiedliwości by to wynagrodził całemu społeczeństwu z górka..      

Koniec pisania o Ukrainie i Koniec Rosji

Ukraina znów
Przyznam, że kiedy usłyszałem treść porozumień genewskich i przemyślałem je sobie - ucieszyłem się jak gwizdek. Analitycy twierdzą , że są to porozumienia niezwykle korzystne dla Moskwy i przez to groźne dla Polski.

Z pierwszym twierdzeniem częściowo i warunkowo mogę się zgodzić, z drugim zupełnie nie.

Rosja jest zobowiązana do dokonania działań w celu rozbrojenia paramilitarnych bojówek na Ukrainie.

Interpretacja - według Ukrainy, Moskwa ma wykorzystać wszystkie możliwości dyplomatyczne i inne nacisku na oddziały tzw. samoobrony we wschodniej Ukrainie.

Według Moskwy strony mają rozbroić siłą te bojówki, nad którymi mają oficjalną fizyczną władzę.  Moskwa oczywiście twierdzi, że z siłami samoobrony donieckiej nie ma nic wspólnego.

Teoretycznie pozwala to Rosji nie robić nic i żądać wypełnienia porozumień przez pozostałe strony (czyli reformy konstytucyjnej na Ukrainie). Ale narzucenie swojej interpretacji wymaga sprawnej propagandy i dyplomacji.  W tej dziedzinie Putin i Ławrow ze swoimi marzeniami o byciu drugim Stalinem i Mołotowem przypominają tylko powiedzenie, że historia się powtarza jako farsa.

Podsumowanie stanu i działalności rządu Ukrainy - jak ja to widzę.

Ukraina obecnie potrzebuje czasu na zbudowanie lojalnych wobec rządu struktur władzy i odbudowanie (a może zbudowanie od zera) armii, jednostek antyterrorystycznych i zwartych oddziałów policji.

Doświadczenie Krymu i obecne pokazuje, że właściwie tego nie ma.  Cóż, obecny premier Ukrainy na początku urzędowania przyznał, że jego misja jest praktycznie samobójcza i trudno się z tym nie zgodzić. Obejmował rządy nad praktycznie nie istniejącym państwem. Znaczy zdemolowanym do stanu nieistnienia. W końcu po pierwszym podsumowaniu okazało się, że kraj jest w stanie w rzeczywistości wystawić 6 tys żołnierzy, a pozostałe kilkadziesiąt tysięcy istnieje tylko na papierze, albo są niewyszkoleni i nieuzbrojeni. Zresztą podejrzewam, że te 6 tys to też była mocno zawyżona liczba, patrząc na przebieg akcji antyterrorystycznej, zgaduję, że wzięła w niej aktywny udział cała zdolna do walki część armii i jest to ok 300-500 żołnierzy.

Niespecjalnie mam zamiar dochodzić jaki jest dokładnie stan sił zbrojnych Ukrainy, ponieważ jest w miarę dokładnie wiadomo, że mieści się on gdzieś pomiędzy określeniem "banda zbiurokratyzowanych trepów ledwo się posługująca sprzętem" a "skorumpowana grupa urzędników nie posiadająca żadnych umiejętności oprócz fałszowania dokumentacji i sprzeniewierzania funduszy".

Mniej- więcej to samo można powiedzieć o każdym aspekcie funkcjonowania aparatu państwowego Republiki Ukrainy.  Bynajmniej nie są to zarzuty wobec obecnych władz, które taki stan zastały. Oprócz tego dokładne bankructwo, wojnę z największym i dobrze przygotowanym do niej sąsiadem, znaczny stopnień infiltracji wszystkich służb państwowych przez wrogą agenturę i karkołomne zadanie utrzymania jedności wielojęzycznego społeczeństwa. Oprócz tego taki drobiazg jak możliwość odcinania gazu według widzimisię agresora. Jeszcze brak jakichkolwiek sojuszników oraz wątpliwości co do legitymacji nowego rządu.

 Już wcześniej o tej jego robocie nawet zrobiono teledysk. Gra aktor bardziej fotogeniczny, link tutaj…..
W tak określonej sytuacji, obecny rząd Ukrainy jak na razie doprowadził do tego, że jest niewątpliwie legitymowany międzynarodowo i wewnętrznie, formalnie patrząc ciągle prezydent Janukowycz jest powszechnie uznawany jako ten, kto w legalny sposób został pozbawiony stanowiska. Tylko Rosja twierdzi coś innego. Aaa- zapewne jeszcze Armenia, której rząd, a może i całe państwo trzyma się wyłącznie na rosyjskiej pomocy wojskowej i gospodarczej.

 Wojna na polu dyplomatycznym przebiega zdecydowanie zwycięsko, a prawdopodobnie nawet militarnie nie będzie całkowicie przegrana (całkowicie, czyli Ukraina zachowa spore rosyjskojęzyczne tereny).  Dostawy gazu na zimę są zapewnione (Węgrzy znaleźli sposób na zwiększenie przepustowości rury, na której już jest rewers).  Krótkoterminowe finansowanie jest zapewnione, fundusze na zwiększanie efektywności energetycznej właśnie zapewniają USA, garść strategicznych inwestycji, zapewne łącznie ze sporą ilością energetyki odnawialnej - Chińczycy.  Także życzliwa neutralność Białorusi była nieprawdopodobna, a jednak jest faktem. Skrócenie niebezpiecznej granicy o kilkaset kilometrów to nie taki drobiazg.

Osoba taka jak świadomy politycznie mieszkaniec Ukrainy, który by chciał włączenia jego regionu do Rosji nie istnieje. Przejrzałem sobie tylko forum jakiejś rosyjskojęzycznej lokalnej gazety z Odessy i wśród narzekania na ogólny bałagan i że nie wiadomo co robić pozostawała myśl z rezygnacją, że trzeba będzie zostać partyzantem (w sensie, jak tam też dotrze rosyjska armia...).   Istnieją ludzie, którym wszystko jedno, albo tęsknią do Związku Radzieckiego, ale  aktywnej chęci przyłączenia swojego regionu do Rosji - oprócz opłacanych żuli - nie sposób takich znaleźć.

Krótko mówiąc: Ukraińcy już dokonali dość nieprawdopodobnych wyczynów, wojna jest ostatnim problemem z pilnych. Z długoterminowych problemów Ukrainy zasadniczym jest w ogóle istnienie Rosji.  Samo podsumowanie osiągnięć ekipy Jaceniuka z ostatnich tygodni źle wróży Rosji...

I najlepsze jest to, że obecnie głównie ukraińska dyplomacja doprowadziła do sytuacji, w której niezależnie od wyniku na polu bitwy i zmian granic, Rosja tą wojnę długoterminowo przegrała.

Obecna aneksja Krymu jest faktem. Nie uznanie jej za legalną przez większość świata także. Sponsorowanie przez Rosję terroryzmu na wschodniej Ukrainie też. Rosyjska propaganda nie była w stanie przedstawić swojej narracji na cały świat jako obowiązującej. Dyplomacja zawiodła na całej linii, do czego minister Ławrow przyczynił się w niemałym stopniu.
Teraz Rosja może:

1. Wycofać się honorując porozumienie genewskie, wtedy Ukraina ma spokój i dłuższy czas przygotowania się do ponownej konfrontacji.

2. Nie honorować porozumień i iść w zaparte, zaprzeczając powiązaniom z samoobroną (co robią). W związku z tym Rosja będzie od teraz postrzegana jako kraj nie honorujący własnych porozumień w poważnych sprawach, czyli taki z którym nie warto się umawiać, czyli też rozmawiać. Międzynarodowy parias, innymi słowy. W takim kraju długoterminowych inwestycji ani finansowania nie będzie, bo być nie może. Zadłużenie, niewielkie publiczne i znaczne banków i koncernów za granicą będzie rolowane na krótkoteminowe. Duże długi, które trzeba rolować na krótki termin. To zdanie chyba każdemu jeży włos na głowie. 
Następnie:
a) Rosja może zostać powstrzymana siłą lub sankcjami (czy jakąś mieszanką) i aby powstrzymać wewnętrzne niezadowolenie z wyniku interwencji, ekipa Putina będzie musiała po prostu, eufemistycznie mówiąc, zwiększyć udział konsumpcji w produkcie krajowym. W tym samym czasie, kiedy nastąpiło zwiększenie kosztów inwestycji przez zwiększenie kosztów finansowania. Czyli musi albo zacząć gwałtownie rosnąć zadłużenie (krótkoterminowe!!!) albo drastycznie zmniejszyć inwestycje, część zapewne porzucając. To oczywiście w średnim i dłuższym terminie spowoduje spadek wydobycia ropy i gazu (jeśli on już nie następuje), jednocześnie nie będzie jak wdrażać inwestycji zmniejszających energochłonność. Następny manewr polegający na zwiększeniu inwestycji kosztem konsumpcji przewróci rządząca ekipę, albo i całe państwo.
b) Rosja zajmie cały rosyjskojęzyczny obszar Ukrainy. Pozostanie kadłubowa, ok 30 mln mieszkańców Ukraina, bez ciężkiego przemysłu. Tylko będzie to kraj w miarę jednolity  narodowościowo pełny wściekle antyrosyjskich świadomych obywateli. Jeśli zachowają się w jakikolwiek rozsądny sposób (a na to można liczyć) zbudują państwo uzbrojone jak Finlandia, Szwajcaria czy Izrael, być może włącznie nawet z poborem  kobiet do wojska. I nie mają innego wyjścia jak tworzyć to w oparciu o nowoczesny przemysł, bo surowców na ukraińskiej części mało. 
Rząd Ukrainy będzie mieć  przez jakiś czas legitymację do żądania pewnych wyrzeczeń i jeśli będzie to do czegoś prowadziło - taki będzie efekt. Demokratyczny. Za parę/paręnaście lat Ukraina potencjałem militarnym będzie porównywalna z Rosją i prawdopodobnie członkiem antyrosyjskiego sojuszu, czy to NATO, czy odrębnego razem z Gruzją, Polską (miejmy nadzieję) i być może Kazachstanem. Rosja praktycznie otoczona przez państwa otwarcie wrogie, ze zdychająca gospodarką duszoną wydatkami zbrojeniowym sama upadnie.  
c) Rosja zajmuje ile chce i instaluje prorosyjski rząd. Prędzej czy później następuje kolejna rewolucja, ale tym razem od razu powstańcy zajmują rosyjską ambasadę i według listy agentów wieszają na latarniach. Bez rosyjskiej agentury przejmowanie kraju przez rząd narodowy idzie znacznie sprawniej, a potem następuje scenariusz b.

 Do tego wszystkiego geniusz dyplomacji Ławrow w Londynie oświadczył Cameronowi, że Rosja miała prawo zająć Krym takie samo, jak Wielka Brytania miała prawo odbić Falklandy z rąk Argentyny. Właściwie mniej by spieprzył sprawę, gdyby obrzygał królową. Oprócz kwestii samostanowienia, Wielka Brytania nie ma żadnych praw do wysp, o czym Cameron i Hague dobrze wiedzą, a Ławrow chyba nie doczytał. Więc zgadza się, sytuacja jest taka sama, gdyby Ławrow powiedział to w Buenos Aires, to może miałby dobrego sojusznika, ale powiedział to w Londynie.... Przy okazji to świadczy o jakości całej rosyjskiej służby dyplomatycznej.

Ale w Pekinie Ławrow był jeszcze lepszy. Otóż stwierdził, że nie rozmawia się z państwem, które wysyła czołgi, aby rozjeżdżały własnych obywateli. Zdaje się, że dzielnica rządowa jest gdzieś w pobliżu placu Tiananmen. Chińczycy odwołali delegację rządową, która miała jechać do Moskwy. Za to mu się należy Order Iwana Mazepy.

Przy okazji: z krajów eksporterów surowców energetycznych był tylko jeden znany mi przypadek, że po szczycie lokalnego wydobycia/dochodów z wydobycia w ciągu 3-5 lat nie doszło do ciężkiego kryzysu z przesileniem politycznym. Jak ktoś ma wątpliwości, niech w szczególności sprawdzi daty szczytu wydobycia w USA i afery Nixona, Argentyny i ostatniego bankructwa, Egiptu, ZSRR i jeszcze parę się znajdzie. Jedynym znanym mi wyjątkiem jest Dania, która w swoim czasie rozpoczęła gigantyczny program inwestycji w niezależność od paliw kopalnych i tam konsumpcja spada szybciej niż ma miejsce spadek wydobycia. Co do Rosji trzeba dokładnie obserwować te ochłapy dostępnych danych, ale ja zgaduję, że ten szczyt dochodów może mieć miejsce w tym lub przyszłym roku- czyli za 4 do 6 lat możemy spodziewać się ciężkiego kryzysu ekonomicznego i politycznego. Mam nadzieję, że rząd Jaceniuka, czy jego następcy do tego czasu już uzgodni z kim należy jak podzielą Rosję...

To wszystko mnie cieszy, ponieważ uważam, że bez imperialnej Rosji świat, a zwłaszcza Europa środkowa będą znacznie przyjemniejszym do życia miejscem. Nawet nie z powodu bezpieczeństwa, chociaż to oczywiście tez. Ale jedno by mnie ucieszyło - koniec upierdliwego gęgania promoskiewskich żuli. Koniec wychwalania/wybielania bandyty Jaruzela i jemu podobnych, koniec chwalenia Rosji - obrońcy chrześcijaństwa, koniec mieszania w głowach sfałszowanymi danymi o rosyjskim cudzie gospodarczym. Oczywiście to nie zniknie w całości, sieroty intelektualne zawsze zostaną, ale przynajmniej skończy się forsa i wsparcie karier takich typów. Samo to sprawi dość szybkie zniknięcie ich z przestrzeni publicznej, gdzieś do kanapowo - kawiarnianych bajdurzeń razem z sierotami po panslawiźmie.  I debata publiczna będzie mogła się przyzwoiciej rozwinąć.

Nie ma bowiem nic gorszego niż wolna debata, w której uczestniczy dureń opłacany przez wrogą propagandę, do spółki z baranami tą propagandą otumanionymi.
Co niniejszym dedykuje zwolennikom KNP.  

Wieści z lepszego końca świata

Znaczy tylko z Argentyny tym razem. Opisywany w poprzedniej notce pożar w magazynie dokumentów nie przeszedł tak sobie. Jeszcze w piątek komisja papierów wartościowych wezwała WSZYSTKIE spółki giełdowe do oświadczenia pod przysięgą w ciągu 24 godzin jakie dokumenty były złożone na przechowanie spółce Iron Mountain. Tak samo prokuratura już starannie przesłuchała pracowników- wiadomo dokładnie co w systemie przeciwpożarowym działało, a co nie. 

Do ostatecznych konkluzji jeszcze oczywiście bardzo daleko, ale już można odrobinę podsumować- jeśli to było świadome podpalenie, a nie wypadek (choć podpalenie wydaje się już teraz zdecydowanie bardziej prawdopodobne), to przypuszczam, że sprawca(y) się na wieść o śmierci strażaków, za przeproszeniem, zesrali. Republika Argentyny może i by nawet odpuściła (albo pewien układzik w prokuraturze, itp.) manipulacje walutowe na olbrzymią skalę i ewentualne niszczenie dokumentów, ale chyba nikt nie może mieć złudzeń, że śledztwo w sprawie śmierci 9 strażaków może być skręcone. Znaczy, śledztwo będzie sprawne i uczciwe, z całą pewnością dowiemy się w wiarygodny sposób przebiegu wypadków. Zdecydowanie lepiej się żyje w państwie, gdzie nawet przy (hipotetycznym) pożarze i niszczeniu dokumentacji przestępcy uważają, aby nie było ofiar śmiertelnych, niż w takim, gdzie i tak wszyscy wszystko maja w dupie- do tego stopnia, że nie są potrzebne żadne pożary. Taaa- w Polsce ci strażacy by nie zginęli, bo by nie było potrzeba żadnego pożaru aby sprawie łeb ukręcić..... Za to kiedy w Londynie płonął magazyn tej samej firmy, przynajmniej nikt nie zginął i nikt nie szukał żadnych sprawców pomimo upartego twierdzenia strażaków, że to było podpalenie.

Druga sprawa- przesłuchanie przed komisją senatu USA kandydata na ambasadora w Buenos Aires. Facet zapłacił 500 tys dolarów, należy mu się jak psu micha,a jeszcze jakieś przesłuchania mu urządzają. Garść dość humorystycznych pytań- np. czy był pan kiedyś w Argentynie? Z odpowiedzią negatywną. Ale też poważne- przynajmniej w rozumieniu zadającej je zakutej pały z Tea Party. Np. sugerujące, że Argentyna gorzej wykonuje zalecenia USA niż Korea Północna, nie przestrzega wyroków amerykańskich sądów, nie płaci długów i wobec tego nie jest krajem demokratycznym (to wszystko jakby ktoś się pytał o definicję demokracji według Tea Party). Premier Argentyny chyba nie zdążył wysłać protestu do Departamentu Stanu USA, bo po samym oburzeniu na konferencji prasowej szefa rządu Argentyny, Departament Stanu oświadczył, że to absolutnie nie jest stanowisko USA, a jedynie prywatna opinia senatora. Jasne, łatwo poszło z senatorem z opozycji spod znaku zakutego łba, ale... Zapewne taką szybkość reakcji załatwił np. telefon z JP Morgan czy Citibank mających drobne problemy w związku ze śledztwem w sprawie manipulacji kursem peso. Tylko to pokazuje, jak zupełnie inaczej w świecie jest postrzegane państwo, które chce i umie bronić swoich interesów- pomimo tego, że precyzyjnie rzecz biorąc, zarzuty senatora były raczej prawdziwe...

Jedziemy dalej- mamy niezwykłą okazje testowania teorii mówiącej, że za inflację odpowiedzialni są głównie uczestnicy rynku posiadający monopolistyczny bądź znaczny na niego wpływ i arbitralnie w porozumieniu, podwyższający ceny w uzgodnionym tempie. A dokładniej- wydaje się, że społeczeństwo się samo zajęło kwestią inflacji. W porozumieniu z rządem, a jakże, ale w ramach społeczeństwa obywatelskiego a nie biernym podporządkowaniu się. Pierwszą informacją medialna jaką widziałem to było o jakimś drobnym sklepikarzu, który wywiesił kartkę do klientów: nie kupujcie produktów P&G, bo oni właśnie podwyższyli ceny o 40%, proszę o kupowanie produktów altenatywnych – alternatywą są mniejsze argentyńskie firmy, a klienci się ponoć chętnie podporządkowali temu apelowi- tudzież się w mediach pojawił. Przedwczoraj także Stowarzyszenie Właścicieli Chińskich Supermarketów (a może Stowarzyszenie Chińczyków- Właścicieli Supermarketów) ogłosiło bojkot chłodni (rzeźni i hurtowni mięsa) które podwyższyły ceny w tym roku, bo oczywiście hodowcy żadnej podwyżki nie zobaczyli. Szybko zadziałało- hurtowe ceny mięsa już spadają. O bojkotach organizowanych przez organizacje konsumentów nawet nie warto wspominać- są oczywiste.

Moim zdaniem, spora część tych relatywnie nowych zjawisk tutaj ma wspólne wyjaśnienie- sądowe potwierdzenie konstytucyjności przepisów nakazujących rozbicie grupy Clarin. Dla drobnego przypomnienia- grupa Clarin właściciel ponad połowy mediów w Argentynie, której współwłaścicielem jest Goldman Sachs, specjalizuje się w wymyślaniu wiadomości, które następnie są powtarzane przez pozostałe media GS i innych takich, więc lądują jako fakty prasowe na ważnych biurkach dookoła świata. Tak właśnie powstaje kompletnie zmyślony obraz Argentyny w oczach świata- w tym senatora z komisji senatu USA.
Otóż po wyroku, pozostałe media argentyńskie, pozostałe znaczy poza rządowymi i grupa Clarin, zaczęły słuchać informacji z rządowych źródeł (IMO wiarygodnych bez problemów) i komentować je zgodnie z linią redakcyjną (czyli często krytycznie) ale już nie przedrukowywać bezkrytycznie zmyślone wiadomości. Ta sytuacja jest bardzo podobna do polskiej po aferze Rywina. Wyborcza była i jest nadal poważną częścią rynku medialnego, pełną forsy i czasem nawet dobrych dziennikarzy, ale straciła pozycję wyroczni. Nawet w relatywnie zaprzyjaźnionych redakcjach teksty są weryfikowane.

Dziś przy podziale na salon i antysalon to już nie ma tak dużego znaczenia i z pozycji anty ciężko zauważyć różnicę, ale ona jest. W Argentynie monopol medialny był (i jeszcze jest) jeszcze bardziej dokuczliwy niż w Polsce. Nie było żadnego podziału na GW, Polsat i TVN, tylko wszystko należy do jednej firmy. Każda mniejsza się tej dominacji podporządkowywała. Od wyroku to się właśnie zmieniło- mniejsi starają się uczciwie sami pokazywać rzeczywistość, monopol narracji padł, rząd może przekazać obywatelom informacje, które są nie po myśli Goldman Sachsa. To jest nowa jakość.  

Na zielonej Ukrainie

Ukraińcy maja przechlapane. Ich kraj jest tak naprawdę jeszcze większym bałaganem niż Polandia, z jeszcze większą dominacją bezideowych i często bezmózgich oligarchów i bez większej nadziei na wyjście z tego. Sytuacja zarówno energetyczna, jak też przemysłowa jest gorsza, a ludzie chcą żyć. Tak jak wszędzie, domagają się michy i godności. I tak jak wszędzie prędzej zrezygnują z michy niż z poszanowania godności ludzkiej. Takie tam filozofowanie.
Są też konkrety- jak wzajemne nastawienie do siebie narodów- kto w kim widzi przyjaciela, a gdzie wroga. Naród ukraiński, kiedy zaczynał się formować, nieco później niż polski (a jak twierdził Dmowski, zaczął się formować w ogóle jako skutek działań wiedeńskich urzędników i rodzimych durni z władz galicyjskich we Lwowie) Ale to się wszystko stało- naród ukraiński powstał, jako chłopska wspólnota przeciwko polskiej oligarchii ziemskiej i żydowskiej handlowo-przemysłowej. Logiczną konsekwencją tej tożsamości była zrówna gorliwa współpraca w wyłapywaniu Żydów dla gestapo, jak też rzeź wołyńska.
A następnie 50 lat zamrażalnika narodów pod nazwą ZSRR, gdzie kiedy Żydzi przestali być narodowością uprzywilejowaną, a miejsce to zajęli Rosjanie, Ukraińcy przestali mieć powody do nienawiści do ZSRR, elity spod znaku UPA zniknęły w kaźniach NKWD i MBP, rozpłynęły się na emigracji i w dzisiejszym narodzie ukraińskim nie istnieją. Dziś ten naród znów powstaje i szuka swej tożsamości. Pomarańczowa rewolucja była tym pierwszym ważnym momentem. Naród, nieważne tutaj, że podjudzany według starannie przetestowanego scenariusza CIA, zmienił władze. Pokazał, przede wszystkim sobie samym, Ukraińcom, że można. Sami wybrali, jednego Moskwa chciała zabić- a potem się okazało, że to jeszcze gorsza banda złodziei- ale tym razem nie cwaniackich oligarchów ze Wschodu, którzy potrafili sobie sprywatyzować fabrykę i ciągnąc z niej zyski bez zielonego pojęcia o nowoczesnym przemyśle i dbania o dekapitalizację na rzecz cwaniaczków w stylu zachodniego kapitalizmu, którzy z tej fabryki by wymontowali co się da i złom sprzedali chińczykom, bo tak zysk jest szybciej, a na tym polega nowoczesny kapitalizm.
Dodawszy do tego brak własnych surowców, zwłaszcza paliw płynnych i gazu, Ukraina jest w dość paskudnej sytuacji. Zwykli ludzie to widzą. Swoich dzielnych elit mają po dziurki w nosie i trochę wyżej, patrzą na zachód i widza Polskę, gdzie przynajmniej z wierzchu nawet małe miasteczka wyglądają jakby miały gospodarza, patrzą na wschód i widza Putina, który przynajmniej tych najgorszych mętów kapitalizmu się pozbył i nie wpuszcza z powrotem. Na wschodzie państwo i naród z którym wielkich waśni nie mają, na zachodzie Polskę, w opozycji do której powstawała ukraińska tożsamość, gdzie nienawiść do Polaków to prawie narodowy obowiązek Ukraińca.
W takiej sytuacji w Kijowie pojawia się Jarosław Kaczyński. I zmienia historie. Pojawia się jako przedstawiciel narodu polskiego (bo przecież nie władz...), nieco samozwańczy, ale w końcu z dość solidna legitymacją i przemawia do narodu, właśnie zbuntowanego przeciw dość bezużytecznej oligarchii. Tym jednym przemówieniem stworzył nową jakość- nowe pokolenie Ukraińców, przynajmniej świadomoa politycznie jego część, która znalazła się na Majdanie, będzie stawiała każdej kolejnej władzy egzamin z relacji z bratnim narodem polskim. I to jest właśnie ta nowa jakość i zmiana historii. Putinowskiej Rosji wchłoniecie Ukrainy się nie udało. Przerwała to Pomarańczowa Rewolucja, i ostatecznie złamał kilka dni temu osobiście Kaczyński. Teraz Moskwa może cokolwiek osiągnąć tylko siłą (w jakiejkolwiek postaci), demokratyczna legitymacja dla prorosyjskich przez co najmniej pokolenie nie będzie istnieć. A Niemcy Ukrainę odpuścili Rosji. I razem z Rosją tę grę przegrali. Wygrał polski interes narodowy- kompletnie nieważne jak się potoczą dalsze rozgrywki w Kijowie. Po prostu nieważne. Nic się nie wydarzy szybko, a każdy rząd sprzeciwiający się współpracy z Polską i Unia Europejską zostanie prędzej czy później obalony.
Tutaj dalej- oczywiście, niezależnie od miliona głupich regulacji, problemów z handlem z Rosją, zagrożeniu dla własnego przemysłu, itd. w najlepszym interesie zarówno Polski, jak też Ukrainy jest przyjecie Ukrainy do UE. Dalej- wewnątrz UE, dwa kraje, sąsiadujące z relatywnie podobnymi problemami i interesami będą skazane na bliską współpracę. Oczywiście wcale nie musi to nastąpić przy polityce zagranicznej tworzonej przez Orła Twittera i Orła Intelektu (brakuje tylko Orła Sprawiedliwości- kto pamięta?). Ale demokratyczne przekonanie o sensowności takiej współpracy i konieczności wzajemnej lojalności, jakie się dość szybko powinna wykształcić – to będzie nowa jakość w tym regionie świata. A wzajemnie broniące swoich interesów Polska i Ukraina to faktyczne mocarstwo, choć dopiero wtedy, gdy oba te kraje zaczną doprowadzać gospodarki i społeczeństwo do stanu działającego- ale jeśli wystarczy woli i siły politycznej na jedno, to i na drugie się znajdzie.
Niekoniecznie się ten scenariusz spełni, bo zainteresowanych jego storpedowaniem lista jest aż nadto długa. Świadomość tej nieco marksistowskiej nieuchronności musi też dotrzeć do np. głów przywódców polskiego Ruchu Narodowego, który jeszcze nie dziś, ale za kilka lat będzie miał w Polsce coś do powiedzenia, a obecna ignorancja tych przywódców w sprawach zagranicznych jest przerażająca. Wreszcie, Jarosław Kaczyński (swoją droga w Kijowie musiał za imię mocno rodzicom dziękować...) musi znów zostać premierem. A pierwszą przesłanką do tego- dożyć do wyborów, podobnie jak Kliczko i inni ukraińscy przywódcy.  

Wieści z frontu

Właściwie nie ma co się dużo rozpisywać- wiadomości same z siebie niezłe.
Rząd Urugwaju ogłosił właśnie, że w związku z aktami szpiegostwa ze strony USA, do którego jest wykorzystywane komercyjne oprogramowanie, oni bardzo dziękują i administracja Urugwaju przechodzi w całości na oprogramowanie opensource, zaczynając od Ministerstwa Obrony oraz Spraw Wewnętrznych. Dokładnie w tym sensie- nie żadne oszczędności, czy coś- po prostu w ramach ochrony suwerenności kraju.
Analogiczna rzecz dziś się działa w Boliwii- do parlamentu wpłynął projekt powołania instytutu, który korzystając z opensource zapewni oprogramowanie dla potrzeb administracji i biznesu. Projekt zapewne przejdzie.
Jako odrobina komentarza- wygląda na to, że skumulowane szkody wywołane przez Snowdena i Kerrego nie są pomijalne. A tak naprawdę to backfire (czy jest jakiś ładny polski odpowiednik tego słowa??) rykoszet uderzania w Syrię i szpiegostwa na dużą skalę jest solidny.  
Dla wyjaśnienia- to nie jest mowa o uzywaniu kompów z linuksem. To jest mowa o rezygnacji z jakiegokolwiek oprogramowania dla którego nie jest znany kod źródłowy. 

Wieści z Ameryki Południowej

W porównaniu do reszty świata jest tu na tyle egzotycznie, że warto podać choć trochę najnowszych wiadomości:

Urugwaj
W trakcie uchwalania jest właśnie prawo dotyczące legalizacji marihuany. Zgodnie z projektem ustawy już uchwalonej przez niższą izbę parlamentu każdy Urugwajczyk (i tylko Urugwajczyk- w celu zapobieżenia narkoturystyce), po uprzedniej rejestracji będzie mógł zakupić do 40 gramów marihuany miesięcznie z zatwierdzonych przez rząd aptek- żadnych ściem o medycznej trawie, czy coś- po prostu- kto chce to kupuje. Tak samo każdy kto chce może jakąś ograniczoną ilość uprawiać, tak samo można będzie założyć spółdzielnię do wspólnej uprawy i konsumpcji, a rząd planuje udzielić koncesji na uprawę ok 40 ha i działać jako pośrednik pomiędzy plantacjami i aptekami. Zamierzeniem takiej regulacji jest oczywiście zniszczenie nielegalnego handlu narkotykami i też w uzasadnieniu tego projektu są znacznie ciekawsze informacje- dokładniej jak rząd zamierza konkurować z obecnymi handlarzami i że celem tej legislacji jest zapewnienie mieszkańcom kraju narkotyków wysokiej jakości, lepszej niż ta która proponują przemytnicy i za niższą cenę. A wszystko, jak zwykle tutaj- w imię walki z wpływami USA. W tym zakresie nikt akurat nie ma złudzeń- legalizacja narkotyków jest równoznaczna z kolejnym ograniczeniem wpływów Waszyngtonu na tym kontynencie. Co prawda Urugwaj to mały kraik, bez większego znaczenia, ale ewentualny sukces tego pomysłu i skopiowanie go przez Argentynę, Brazylię lub Kolumbię będzie mięć spore konsekwencje polityczne- to znaczy definitywne załamanie jedego z ostatnich narzędzi wpływu USA na kraje tego kontynentu. A dalsza (co prawda na dziś w sferze fantazji) ewentualna legalizacja nawet tylko marihuany przez Meksyk by oznaczała ostateczną klęskę polityki Reagana czyli zdobywania wpływów za pośrednictwem mafii narkotykowych i kreowania polityki przyjaznej amerykańskim koncernom. Dla Wall Street perspektywa dość przerażająca- więc warto obserwować co dalej.
Chile
Tutaj zwana prawicą partia miłośników sprzedawania wszystkiego zagranicznym „inwestorom” po raz kolejny musiała urządzić łapankę na kandydata na prezydenta. Problem polega na tym, że tenże kandydat (obecnej partii rządzącej) nie ma najmniejszych szans wygrać wyborów i dotychczas dwóch zrezygnowało, w końcu znaleźli kobietę która zgodziła się kandydować.
Zresztą nic dziwnego- obecne rządy prezydenta Pinery doprowadziły do poziomu konfliktów społecznych nie widzianych tam od 40 lat. Regularne zadymy studentów z policją w stolicy z jednej strony i prześladowania białych przez Mapuchów na południe od rzeki Bio Bio z drugiej. A że właśnie południe Chile było tradycyjnie miejscem gdzie przenosili się ludzie mający problemy z bankami (bo tylko tam można w ogóle dostać pracę mając np. zadłużenie na karcie kredytowej...) to zostają w stolicy i przyłączają się do zadym, a rząd jest postrzegany jako ekspozytura banksterki.
Z ważnych- choć zdecydowanie spekulacyjnych przewidywań- wiadomo, że nowy rząd będzie znacznie gorzej postrzegany na Wall Street, zresztą pewnie słusznie bo dociśnięcie śruby jest raczej pewne- co najmniej w zakresie bezpieczeństwa pracy (co oczywiście wpłynie na zyski), a być może także zwiększenia podatków od górnictwa lub/i wprowadzenia restrykcji walutowych. Przy dzisiejszym poziomie manipulacji rynkami przez dużych chłopców, uznaję za zupełnie prawdopodobny solidny spadek cen miedzi tylko po to, aby uderzyć finansowo w nowy chilijski rząd.
Boliwia
Po głośnym zatrzymaniu samolotu z Evo Moralesem na pokładzie wszystkie cztery kraje tzn. Hiszpania (jako pierwsza), Portugalia, Francja i Włochy grzecznie przeprosiły, a Boliwia przeprosiny przyjęła. Nie było to żadne wykręcanie się i udawanie, że sprawy nie ma, tylko formalne przeprosiny, co w języku dyplomatycznym jest relatywnie poważną sprawą. Wydaje się drobiazgiem- ale pokazuje zmianę światowego układu sił. Wciąż dość potężne i bogate europejskie kraje Boliwię może by jeszcze mogły olać, ale jak taka subtelna prośba została jednoznacznie , wystosowana także przez Argentynę i zwłaszcza Brazylię- pozostało im tylko zjeść tą żabę, co też uczynili. To jakoś światowy mediom umknęło...
Stay tuned....