Nie znasz nikogo- jesteś w grobie jedną nogą
Zawód (bez) przyszłości- prawnik
A jednoczesnie są co najmniej trzy czynniki mocno pogarszajace perspektywy na przyszlość- pierwsza i najważniejsza rzecz- to to, o czym już pisałem- hiperinflacja prawa. Czego czysto ekonomicznym skutkiem będzie zaprzestanie korzystania z usług prawników i innych osób, których istotnym zadaniem jest orientowanie się w sytemie. Zwyczajnie- jeśli dziś w średniej wielkości firmie potrzeba prawnika, powiedzmy na pół etatu, jednocześnie z nowymi przepisami walczy księgowość, specjalista ds. BHP i dyrektor produkcji i liczba dupogodzin potrzebnnych do tego ciągle wzrasta i zatrudnienie w księgowości rośnie, potrzeba prawników też. To wszystko będzie działać- tylko do czasu. W pewnym momencie rozsądny przedsiębiorca stwierdzi, że bardziej opłaca się płacić stosowne kary czy łapówki niż utrzymyać cały tłum pracowników tylko dla przestrzegania ciągle zmieniających sie przepisów. I połowa działu księgowości oraz prawnik wylecą. Oczywiście to tylko jeden czynnik.
Nowy link – nauczanie domowe
Nauka domowa - rozwinięcie i o wolności w Polsce ogólnie
Nauka domowa w Stanach
Drugi paszport- ogólnie raz jeszcze
Po komentarzach i korespondencji widzę, iż istnieje pewne niezrozumienie idei.
Otóż- ja pisząc o tym, absolutnie nie mam na myśli emigracji. Mam na myśli zwiększenie zakresu wolności pozostawając w Polsce (czy gdziekolwiek Czytelniku mieszkasz) i gwarancję możliwości ucieczki jak władza zmieni się w kompletną tyranię.
1. Wolność na dziś- to jeżeli dochody ma się z transakcji transgranicznych, przez sprzedaż wysyłkową lub reklamę internetową- to dość łatwo można się pozbyć co najmniej znacznej części podatków i niewiele trudniej przymusu „edukacji” dzieci oraz, na razie ewentualnego, poboru do wojska.
2. Ubezpieczenie na Naprawdę Ciężkie Czasy - które w naszym tradycyjnie niestabilnym regionie świata zapewne nastąpią. Dlaczego takie zabezpieczenie warto mieć - podawałem w pierwszym poście na ten temat.
Dlatego też – powtórzę jeszcze raz - zamożność i wewnętrzna stabilność kraju nie mają większego znaczenia. Znaczenie za to mają porozumienia o ruchu bezwizowym- albo jeszcze lepiej bezpaszportowym (jak nasza Strefa Schengen), potencjalna neutralność i jako ewentualny bonus – sprawna opieka konsularna. Dlatego też w tekście o Szwajcarii zwróciłem uwagę na możliwość nabycia obywatelstwa bez zamieszkania w Szwajcarii
Emigracja to zupełnie inna sprawa- choć pokrewna. Ale każdy ma znajomych gdzieś za granicą, są fora i można łatwo się dowiedzieć jak się żyje i jak się zaaklimatyzować. Choć opisując kraje, czy regiony świata, postaram się przedstawić mój punkt widzenia o ich perspektywach na dalsze lata.
Zawód (bez) przyszłości- bankier
Tradycyjną rolą banków była wymiana pieniędzy, pośredniczenie w ich przekazywaniu i gwarancje płatności w transakcjach handlowych, czasem pożyczki na poszczególne przedsięwzięcia handlowe. I to mniej- więcej koniec. Oprócz banków istnieli też lichwiarze- udzielający pożyczek konsumpcyjnych- jak byśmy to dziś powiedzieli.
Oba te zawody istnieją co najmniej od czasów Fenicjan i często wzajemnie się przenikały. Wyższą szkołą jazdy było w tej branży pożyczanie państwom. Opisane beletrystycznie, ale umiejscowione najdawniej w historii- w Faraonie Prusa (czytać nie warto- nędzna lewacka agitka). Z pogranicza wszystkich tych trzech były kredyty inwestycyjne (jak byśmy dziś powiedzieli) zaciągnięte przez Julisza Cezara na wojnę galijską (sam o tym nie wspomina- ale i przed i w trakcie miał wieczne problemy z kasą, a na inwestorów, wspólników i Senat nie zawsze mógł liczyć). Tak to trwało przez wieki.
Trochę- choć w niewielkim stopniu zaczęło się to zmieniać w trakcie rewolucji przemysłowej. Banki czasem pożyczały niewielkie (relatywnie do inwestycji) kwoty na budowę płatnych dróg, kanałów, a następnie fabryk i linii kolejowych.
Zmieniło się to po Wojnie Secesyjnej w USA- kiedy banki obłowione na sprzedaży mało wiarygodnych obligacji Unii nie miały co robić z pieniędzmi- jak się okazało, że rząd jednak spłaci obligacje oraz w Niemczech po wojnie prusko- francuskiej z napływem gigantycznych francuskich reparacji wojennych. Banki zaczęły pożyczać na potęgę na nowe inwestycje kolejowe i przemysłowe. Impreza skończyła się w 1873 pierwszym systemowym kryzysem bankowym. To zresztą pokazuje, że jak Niemcom się zalezie za skórę to potrafią oddać i po dwóch pokoleniach- o co chodzi? O to, że bankowość to był tradycyjnie żydowski biznes- a duża część niemieckiej klasy średniej zasiliła wtedy szeregi biedoty. Ich wnukowie odpłacili...
W tym też mniej więcej czasie papier zaczął wypierać kruszec z transakcji i banki miały znacznie więcej kapitału- do którego szukały zastosowania w rzeczach o których bankierzy mieli coraz mniejsze pojęcie. Następnie pożyczali już nie tylko na budowę kolei, ale też na fuzje i przejęcia spółek oraz pożyczki hipoteczne. Kolejny systemowy kryzys był kwestią czasu i nastąpił w 1893 r. Następny za to nie nastąpił w 1907- powstrzymany właściwie jednoosobowo przez J.P. Morgana. Znaczy była panika i bankructwa- ale bez systemowego załamania. Następnie powstał FED- który miał za zadanie już nigdy nie dopuścić do kolejnego systemowego załamania. Oczywiście tzw. sektor bankowy rósł i rósł- udzielając coraz bardziej egzotycznych pożyczek- a to pod zakup domu do 50% wartości i to nawet na 7 lat, a to na samochody, pralki i lodówki. Finansowano już w całości pomysły przemysłowe, a nawet spekulacje giełdowe. Nowe kredyty na spłatę starych i do przodu przez całe lata 20-te. Cóż- po 1933 cała ta armia brokerów kredytowych, urzędników bankowych, etc. zajęła się pożytecznymi rzeczami- pastowaniem butów, zbieraniem śmieci i mniej pożytecznymi jak budowa niepotrzebnych dróg w ramach różnych „stymulusów”.
Następny systemowy kryzys bankowy prawie nastąpił w 2008 i wróci. Został na chwilę powstrzymany, ale żaden problem nie jest rozwiązany- a przybyły nowe- wątpliwości co do wypłacalności prawie wszystkich rządów na świecie i sporej części władz lokalnych. Ja tych wątpliwości nie mam- ale mainstreamowi ekonomiści jeszcze chcą wierzyć w cuda.
Co prawda jest alternatywa- ale z biegiem czasu coraz mniej realna- wersja z lat 70-tych. Wysoka, wieloletnia inflacja przy znikomym wzroście (czyli rzeczywisty długoletni spadek PKB i kasacja długów). Tu niestety jest pytanie o stopy FED-u- jeżeli będą powyżej inflacji- to mamy falę bankructw najbardziej wrażliwych kredytobiorców- a ci stabilniejsi przetrwają i jakoś to będzie. Jeżeli stopy będą poniżej inflacji- razem z administracyjnym hamowaniem kredytu może się udać (ale ani w zamiar, ani w skuteczność hamowania kredytu w takiej sytuacji nie wierzę). Jeżeli mamy szalone kredytowanie i stopy poniżej inflacji- cóż, systemowe załamanie jest tylko kwestią czasu. A tak nabrzmiałej bańki kredytowej w historii nowoczesnego świata jeszcze nie było. Tzn. nie było ogólnoświatowej- bo lokalnie świetnym poletkiem doświadczalnym była Argentyna (co prawda nie dla Argentyńczyków- ale my możemy wyciągnąć jakieś wnioski) Otóż ze stu kilkudziesięciu banków nie został zamknięty jeden- mały bank gdzieś w Patagonii, gdzie dyrektor był w stanie osobistym autorytetem w lokalnej społeczności przekonać ludzi, że bank jest zdrowy i uchronić go przed runem.
Dziś banki w Argentynie istnieją, a jakże- ale służą do przesyłania pieniędzy i trzymania rachunków bieżących- pewnie też kupują obligacje rządowe, których nie kupi nikt o zdrowych zmysłach.
Tak czy inaczej- banki wróciły do swojej tradycyjnej roli, zatrudniają może 5% tego co wcześniej, a kraj nawet prosperuje. Dość paskudnie podobno wygląda tylko dawna dzielnica banków w Buenos Aires- obecnie slumsy pełne narkomanów (następne dobre zajęcie dla byłych bankowców).
Przyznam, że bardzo bym się zdziwił jeżeli obecny system bankowy przetrwa najbliższe 5 lat- a nawet osobiście stracę na tym sporo forsy.
Jeden z pomysłów na wolność edukacji i trochę więcej wolności przy okazji
Edukacja - ideologicznie
Nasz system edukacyjny oparty jest na powszechnym przymusie i serwowaniu młodym ludziom encyklopedycznej wiedzy- przygotowującej wyłącznie do zdawania testów z tej wiedzy encyklopedycznej. Przy okazji dzieci zamiast przebywać w towarzystwie tych, od których mogą się czegoś nauczyć- są przetrzymywani wśród rówieśników pod kontrolą w statystycznej większości nieudaczników bez autorytetu. To wszystko uważam jednak za drobiazg- tylko marnowanie czasu i energii w wieku, kiedy właśnie należy się uczyć. Najgorszą i najbardziej niemoralną częścią tego systemu jest przymusowe zabieranie dzieci rodzicom i zwalnianie ich z odpowiedzialności. Drugą stroną tego medalu jest system ubezpieczeń emerytalnych (nawet nie mówię o złodziejskim haraczu i przymusie- sam system jest zły w sensie moralnym)- który sprawia, że ludzie powszechnie nie martwią o wychowanie dzieci takie, aby mieć oparcie w przyszłości.
I tak, jak pozostałe sprawy opisywane tutaj mnie tylko rażą bezsensem- tak te dwie rzeczy- a przede wszystkim przymus szkolny uważam za z gruntu ZŁE. Złe nie w sensie utylitarnym (choć to oczywiście też), ale złe w sensie aksjologicznym- właściwszym, choć niemodnym słowem byłoby „szatańskie”.
Złe- bo przymusowe odbieranie dzieci rodzicom jest złe, bo marnowanie czasu tych dzieci zmniejsza wiedzę i zamożność przyszłych pokoleń, bo rozmycie odpowiedzialności za dzieci i ich wychowanie jest szkodliwe i prowadzi do patologii, a rozsądni młodzi ludzie popadają w gniew lub apatię sami widząc bezsens tego wszystkiego- mając słuszne pretensje do systemu i nieco mniej słuszne do rodziców. Nieco mniej słuszne- bo sankcje za normalność są drakońskie, a dziur prawie nie ma- i niestety żadna z nich nie jest łatwo dostępna dla przeciętnej rodziny.
Argumenty moralne są dla mnie najważniejsze- ale utylitarne nie są inne. Poważnie sobie zadałem pytanie jakich to rzeczy, które mogą być przydatne w życiu nauczyłem się w szkole (w całości- od przedszkola do matury, z wyłączeniem studiów- bo to był tylko przydługi kurs zawodowy).
Wynik mnie samego zdziwił: alfabetu rosyjskiego. Koniec. Z moją nauką czytania, pisania i rachunków szkoła nie miała nic wspólnego. Reszta tzw. wiedzy przydaje się co najwyżej do rozwiązywania krzyżówek- a to akurat nie moje hobby. Za to znajomość cyrylicy pozwala mi odczytać proste teksty- typu nazwy miejscowości, rozkłady jazdy, itp. w paru krajach. Rodzice akurat z powodów ideowych nie chcieli mnie tego nauczyć- choć mogli. Na tym moja znajomość rosyjskiego się zresztą kończy. Trochę mało tej sensownej wiedzy jak na 12 lat- i naprawdę nie sądzę, aby w czyimkolwiek wypadku wyglądało to dużo inaczej.
Co do przydatności rosyjskiego to moi rodzice mieli- przynajmniej w czasach komuny- sporo racji. Autentyczna historia- jak młoda dziewczyna była na wycieczce, czy wczasach na Węgrzech we wczesnych latach 70-tych. I jak się z takimi dogadać? Wszyscy pod przymusem się uczą rosyjskiego to i tak spróbowała się porozumieć z taksówkarzem. Po usłyszeniu rosyjskiego sytuacja stała się po prostu niebezpieczna- dopiero jak wyjaśniła, że jest z Polski usłyszała przeprosiny.
W zrozumieniu tego może pomóc ta fotka. Rosyjskojęzyczny był zapewne człowiek zwisający z gałęzi- pracownik ichnej bezpieki AVH, w przeciwieństwie do zwykłych Węgrów dookoła (Budapeszt 1956).
O szczegółach dziur w systemie później- jak dopracuję temat
link o wykształceniu
Inwestycja na następne pokolenie aka prawdziwa emerytura cz1
Rada nr 1 Miej dzieci, dobrze je wychowaj i wykształć. Co do wychowania- truizmy, jak każdy zna swoje miejsce, prawa i obowiązki i jest ich pewien to wszyscy są szczęśliwsi i chcą się trzymać razem i wspierać w życiu. Co do wykształcenia- jeśli masz jakikolwiek prawdziwy zawód (wytwarzasz realnie istniejące przedmioty lub usługi, a ich sprzedaż nie jest uzależniona od istnienia państwowego przymusu ich zakupu) to rada jest jedna- zabieraj dzieci ze sobą do pracy tak często jak tylko to możliwe. Nauczą się znacznie więcej pożytecznych rzeczy niż w "szkole". Jeśli masz szczęście posiadać firmę, nawet własną jednoosobową, małe gospodarstwo- to wystarczy. To czego twój syn się może u ciebie nauczyć sprawi, że poradzi sobie co najmniej tak samo jak ty. A znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że dziecięca i młodzieńcza ciekawość z dodatkiem wolności eksperymentowania doprowadzi do tego, że jak będzie miał 20 lat przejmie firmę a ty będziesz mu pomagał a potem przejdziesz na zasłużoną emeryturę. Czysto pieniężną inwestycją jest kupowanie dodatkowych ilości materiału- z którego twój syn będzie budował perpetuum mobile, lub coś podobnego. Ale opłaci się- naprawdę.