Zamykające się granice
Kolejne drobne sygnały
Drugi paszport- sens
Oczywiście dla zainteresowanych szczegółami i sensem w konkretnej sytuacji pozostaje mail.
Jak kupić paszport USA aka Zjednoczone Republiki Bananowe Ameryki Północnej?
Drugi paszport – Paragwaj
Miejsce na świecie z przyszłością – los rios Parana y Paraguay
Peak oil - co robić
- Zmieńmy swój styl życia na mniej zależny od zakupów energii. Jeśli mamy czas się przygotować (a raczej mamy), to można to zrobić, w rzeczywistości podwyższając swój standard życia. Kto już zmieni swój sposób myślenia ma szansę być wielkim wygranym.
- Szukajmy stylu życia, lub miejsca na świecie, gdzie energia jest łatwiej dostępna i gdzie będzie się o nią toczyła mniej zażarta konkurencja. Na krótszą metę – kraje z dużymi zasobami surowców energetycznych, na dłuższą – z dużymi możliwościami wytwarzania energii odnawialnej i produkcji żywności. Choć trzeba oczywiście patrzeć starannie na ustrój, jego perspektywy i stabilność kraju. Warunki energetyczne spełnia znakomicie Rosja, ale możliwości jej ucywilizowania w najbliższym czasie nie widzę
Drugi paszport – Panama, czyli druga Szwajcaria
Utnę łeb maczetą!
Mój zacny kolega – Wojtek Cejrowski w dość teatralny sposób chce się zrzec (a może już to zrobił?) obywatelstwa polskiego, a raczej europejskiego i zamierza osiąść w jednym z państw południowoamerykańskich. Zaczynam dochodzić do wniosku, że Wojtek uczynił słusznie i zastanawiam czy nie pójść w jego ślady. Polska podobnie jak cała Europa stała się miejscem, w którym człowiek ceniący wolność i swobodę nie ma już, czego szukać. I, co gorsza, nie tylko, że nie widać nadziei na poprawę tego stanu rzeczy, a na pewno będzie znacznie gorzej. Ostatnio wzruszył mnie pomysł na całkowity zakaz sprzedaży tytoniu, który ma zacząć obowiązywać w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich od roku 2025. Potem (a może wcześniej) podobny los spotka alkohol, a może i sól, cukier itp. Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam żyć w rzeczywistości, z jaką zetknął się, przeniesiony w czasie, bohater filmu „Człowiek demolka”, czyli w państwie, w którym wszystko, co szkodliwe jest zakazane, a o tym, co jest „szkodliwe” decydują „autorytety” rodem z Komisji Ewrosowieckiej. Niedawno pojawił się (w Szkocji) pomysł na zredukowanie nieprzytomnej prędkości 50 km/h, z którą wolno poruszać się pojazdom na terenie zabudowanym do znacznie bardziej „postępowych” 30 km/h. Rewelacja! A jaki wpływ z mandatów do urzędniczych kieszeni!
Kolega Cejrowski może jednak spać spokojnie – nie zamierzam mu się naprzykrzać w Ameryce Południowej. Myślę o czymś innym. Swojego czasu odwiedziłem Athena Club w Kampali – stolicy Ugandy. Spotkałem tam przeuroczą, blisko stuletnią, Szkotkę. Początkowo byłem przekonany, że to turystka podróżująca sobie po Afryce. Okazało się, że wcale nie! Ona tam mieszkała stale. Jej nieżyjący już mąż był brytyjskim dyplomatą, dzięki czemu większość życia przemieszkała w najbardziej nawet osobliwych miejscach na świecie. Na starość postanowiła osiąść właśnie w Ugandzie – twierdziła, że ten kraj Dobry Pan Bóg stworzył dla siebie, żeby i on miał miejsce, w którym osiądzie na starość. Dziś, kiedy patrzę na zdjęcia wówczas zrobione dochodzę do wniosku, że ta miła pani miała rację. Uganda leży na samym równiku, a więc krótkie zimowe dnie, których tak nie lubię tam nie mają miejsca – słońce wstaje o godzinie szóstej rano, a zachodzi o osiemnastej. Codziennie – przez 365 w roku. Równikowe upały? Nieprawda! Uganda leży 1 300 metrów nad poziomem morza i średnie temperatury oscylują w granicach 22 – 28 stopni Celsjusza, a więc najbardziej komfortowych. Dodatkowo klimat stabilizuje obecność Wielkiego Jeziora Wiktorii – jednego z największych akwenów słodkowodnych na świecie. Nie ma zimy, ale jest pora deszczowa – wyjątkowo łagodna – deszcze padają głównie w nocy. Choroby tropikalne? Mój śp. Ojciec przemieszkał tam z matką i siostrą kilka ładnych lat i to w latach czterdziestych ubiegłego stulecia i jakoś na nic nie zachorowali. Ludność tubylcza? Mieszanina plemion Bantu, głównie Baganda – bardzo łagodni, spokojni, tęsknie wspominają czasy koloni, a nielicznych białych traktują z wielką estymą. Byli wtedy Brytyjską Afryką Wschodnią. Język urzędowy – angielski i Luganda. Są rzeczy, których Ugandzie nie ma np. fotoradarów, ZUS,u, VAT'u, przymusu jazdy w pasach, wszechobecnych kamer, gazety wyborczej, TVN'u, zakazów palenia, blokad na koła, alkomatów, koncesji, dowodów osobistych, stref parkowania, a jazda na podwójnym gazie nie robi na nikim wrażenia. Ma ktoś ochotę na „trawkę'? Proszę uprzejmie! Nie ma żywności modyfikowanej genetycznie, konserwantów, spulchniaczy, „polepszaczy” smaku, a dojrzałe w równikowym słońcu owoce smakują w sposób niedający się nawet porównać z marketowym świństwem zaś herbaty zaparzonej dosłownie na progu plantacji nigdzie w Europie się nie skosztuje i to za żadne pieniądze. Koszty utrzymania? Śmieszne. A na weekendy można sobie skoczyć np. do któregoś z kurortów w okolicach Mombasy – śródziemnomorskie wczasowiska to przy tym grajdoły na bagnistym stawem.
Czy w Ugandzie nie zabraknie wielkomiejskich, cywilizacyjnych rozrywek? Ależ skąd! Kampala to nowoczesna metropolia nieustępująca miastom polskim. A jak będzie mało to można sobie skoczyć do Nairobi (40 min. samolotem) a to już prawdziwy Paryż Afryki. Zresztą wolałbym raczej mieszkać w Entebbe lub Jinia, a jak będzie mnie stać to kupię sobie półwysep na Wielkim Jeziorze Victorii – mam już nawet stosowny upatrzony. Niewielki około 300 hektarów.
A wieczorami będę robił sobie seanse rozkoszy: podgryzając koźlę pieczone w ananasach i popijając zmrożoną Warangi (miejscową gorzałkę) włączę telewizor albo Internet i będę rozkoszował się paskudną pogodą w Polsce i kolejnymi głupkowatymi posunięciami polskich i ewrokołchoźnianych rządów grabieżców. Posunięciami łupiącymi kieszenie, ograniczającymi wolność i rozszerzającymi totalną inwigilację. A jak któryś z tych łupieżców przyjedzie do Ugandy to osobiście mu łeb utnę – tępą maczetą! A ścierwo zakopię, bo obawiam się, że hieny i krokodyle pochorowałby się po takim poczęstunku. A co one winne, bidule?
Drugi paszport - Ameryka Łacińska
Pod tą nazwą kryje się półtorej kontynentu i całkiem sporo różnych państw. Mają one jednak na tyle dużo cech wspólnych (i interesujących z naszego punktu widzenia), że warto część z nich jakby wyciągnąć przed nawias. Zaznaczam, że opisując ogólne cechy zawsze da się znaleźć pojedyncze państwa, które funkcjonują inaczej.
Po pierwsze – generalnie pojedynczy człowiek władzy nie interesuje. Opieka społeczna, zasiłki dla bezrobotnych, państwowe ubezpieczenia medyczne, itp., jeśli istnieją to zazwyczaj są bliskie kompletnej fikcji. To ma bardzo przyjemną z naszego punktu widzenia konsekwencję – w okresie rezydencji prowadzącej do obywatelstwa (czyli po przyznaniu prawa pobytu) zazwyczaj nikt się nei zainteresuje, czy ktoś w danym miejscu i kraju faktycznie przebywa.
Po drugie – w sporej części tych krajów od czasu do czasu są przeprowadzane programy proimigracyjne – zazwyczaj nastawione na zamożnych gringos. Np. w Kostaryce do niedawna funkcjonował program rezydencji i obywatelstwa, gdzie jedynym warunkiem było przedstawienie dokumentu zawierającego zobowiązanie do comiesięcznej płatności kwoty 500$. Niestety praktycznie już to nie działa (nie wiem jak formalnie).
Po trzecie – we właściwie wszystkie państwa Am. Łac. oferują większe możliwości ruchu bezwizowego niż Polska – co więcej w ramach Mercosur można podróżować na podstawie dowodu osobistego.
Po czwarte – niektóre z tych krajów są tak skorumpowane, że da się pod stołem załatwić wszystko. A oficjalnie często nic.
Po piąte – wszystkie te kraje mają swoje problemy z zadłużeniem, konflikty graniczne, itp. - ale one historyczne rzecz biorąc są znakomicie oderwane od konfliktów światowych. W czasie awantur w Europie tam nie ma powodów do wojny. A to jest spora zaleta.
Po szóste – automatycznie zmienia się nazwisko. We wszystkich krajach latynoskich nazwisko jest podwójne tj. ojca i matki, a zazwyczaj w dokumentach wybiera się jedno z nich.
Jako ciekawy przykład można podać, niestety też już zakończony, program nabywania obywatelstwa w Ekwadorze zawierał bardzo ciekawą możliwość – nabycia obywatelstwa za zasługi dla kraju lub społeczności lokalnej. Jak mi się wydaje, w ten sposób obywatelem Ekwadoru został Wojciech Cejrowski. Przy okazji - było też możliwe nabycie obywatelstwa po 2-letniej rezydencji (której i tak pewnie nikt nie kontrolował).
Drugi paszport- ogólnie raz jeszcze
Po komentarzach i korespondencji widzę, iż istnieje pewne niezrozumienie idei.
Otóż- ja pisząc o tym, absolutnie nie mam na myśli emigracji. Mam na myśli zwiększenie zakresu wolności pozostawając w Polsce (czy gdziekolwiek Czytelniku mieszkasz) i gwarancję możliwości ucieczki jak władza zmieni się w kompletną tyranię.
1. Wolność na dziś- to jeżeli dochody ma się z transakcji transgranicznych, przez sprzedaż wysyłkową lub reklamę internetową- to dość łatwo można się pozbyć co najmniej znacznej części podatków i niewiele trudniej przymusu „edukacji” dzieci oraz, na razie ewentualnego, poboru do wojska.
2. Ubezpieczenie na Naprawdę Ciężkie Czasy - które w naszym tradycyjnie niestabilnym regionie świata zapewne nastąpią. Dlaczego takie zabezpieczenie warto mieć - podawałem w pierwszym poście na ten temat.
Dlatego też – powtórzę jeszcze raz - zamożność i wewnętrzna stabilność kraju nie mają większego znaczenia. Znaczenie za to mają porozumienia o ruchu bezwizowym- albo jeszcze lepiej bezpaszportowym (jak nasza Strefa Schengen), potencjalna neutralność i jako ewentualny bonus – sprawna opieka konsularna. Dlatego też w tekście o Szwajcarii zwróciłem uwagę na możliwość nabycia obywatelstwa bez zamieszkania w Szwajcarii
Emigracja to zupełnie inna sprawa- choć pokrewna. Ale każdy ma znajomych gdzieś za granicą, są fora i można łatwo się dowiedzieć jak się żyje i jak się zaaklimatyzować. Choć opisując kraje, czy regiony świata, postaram się przedstawić mój punkt widzenia o ich perspektywach na dalsze lata.
Drugi Paszport- Szwajcaria
Kot w Gołębniku prosił mnie o opisanie możliwości uzyskania szwajcarskiego obywatelstwa.
Generalnie są, jak prawie wszędzie, 3 ścieżki, acz w Szwajcarii są one nieco bardziej skomplikowane- bo trzeba pamiętać, iż jest się zasadniczo obywatelem gminy w której się mieszka, a dopiero potem Konfederacji Szwajcarskiej.
Możliwość- zwyczajna.
Zamieszkanie na terenie Konfederacji i pobyt przez 12 lat, w tym co najmniej 5 ostatnich na terenie danej gminy (co najmniej- bo w różnych to różnie wygląda), dobra opinia wśród lokalnej społeczności i egzamin z wiedzy o Szwajcarii i kulturze szwajcarskiej. Sporo wymogów i trudno je spełnić.
Małżeństwo
Tu sprawa wygląda podobnie jak w większości państw- 3 lata małżeństwa i pobytu w Szwajcarii, sprawdzanie, czy nie fikcyjne, itd. Ale jest ciekawy wyjątek- 6 lat małżeństwa przy zamieszkiwaniu POZA Szwajcarią- tylko trzeba wykazać istotne związki z krajem i „styl życia odpowiadający kulturze szwajcarskiej lub zbliżony”- cokolwiek to znaczy. Choć znaczy pewnie blokadę przed muzułmanami.
3. Szybka ścieżka na zasadzie umowy z władzami gminy/Konfederacji.
Niezbyt opisana w przepisach. Zapewne faktyczne warunki to pokazanie stosownego stanu konta bankowego przy okazji zawarcia umowy z gminą co do wysokości płaconych podatków (tak właśnie tam można!)
Podsumowując- załatwić można wszystko i to oficjalnie. Ale nie metodami korupcyjnymi i prześlizgiwaniem się między przepisami- sorry, nie ten adres. Ale szybkie rozwiązania są tylko dla naprawdę zamożnych- a dla takich ludzi Szwajcaria i szwajcarskie banki już nie są najlepszym adresem. Otóż kilka lat temu władze Konfederacji się złamały pod naciskiem Niemiec oraz USA i obecnie szwajcarska tajemnica bankowa jest fikcją niewiele lepszą niż ta z kontynentalnej Europy.
Choć generalnie należy pamiętać, w razie czego, że to jest to niezły kraj na azyl- dobrze, że przeczytałem- jeszcze parę takich tekstów jak o islandzkim łączniku i może mi się szybko przydać...
Jak tak dalej pójdzie- to wyrośnie z tego cały cykl- zwłaszcza, że pytanie „gdzie uciekać?” słyszę coraz częściej, a mało kto ma wątpliwości „czy”. Nawet jeśli ktoś chce tu zostać to sama otwarta droga już się coraz powszechniej wydaje cenna.