Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paszport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paszport. Pokaż wszystkie posty

Zamykające się granice

Jak widać (z dyskusji pod poprzednim postem), Czytelnicy potrafią mnie namówić do poruszenia konkretnego tematu. Twierdzę cały czas, że świat zaczyna się robić coraz bardziej gorący (i to przecież jest już widać), a jednym z oczywistych skutków takiego obrotu rzeczy jest zwiększająca się trudność przemieszczania się. Zaczynając od drobnej analogii historycznej- w czasach największego pokoju i prosperity zachodniej cywilizacji- czyli w XIX w., liczonym od wojen napoleońskich do wybuchu I w.ś., praktycznie nie było ograniczeń w przemieszczaniu się po świecie, w tym stałej emigracji. Za wyjątkiem Cesarstwa Rosyjskiego, chyba żaden kraj nie stawiał utrudnień w przekraczaniu granic i aż do USA przełomu XIX i XX w., nie było praktycznie żadnych utrudnień imigracyjnych. U szczytu wolności- pomiędzy zawarciem traktatów handlowych przez główne mocarstwa w latach 50 tych i 60-tych a ich wypowiedzeniem w latach 90-tych (XIX w. rzecz jasna), praktycznie cały świat był jedną strefą wolnego handlu. Jak wiadomo z nawet podstawowej znajomości historii te czasy się skończyły. Pozornie dość gwałtownie w 1914- ale oznaki było widać wcześniej. Te właśnie powoli rosnące utrudnienia w przemieszczaniu ludzi, towarów i kapitału. W znacznie większym stopniu odbyło się to w latach 30-tych, kiedy handel międzynarodowy, przepływ kapitału i ludzi prawie całkowicie zamarł.
Dziś sytuacja się też pogarsza- choć daleko jej do dramatyzmu lat 30-tych (jeszcze...).
A to właśnie pogarszanie się- gdzie widać? Jak się dokładnie przyjrzeć- właściwie wszędzie. Od wybuchu kryzysu zarówno w Europie, jak też w USA rozpoczęła się spora nagonka na nielegalnych imigrantów. Oczywiście- można odpowiedzieć- przecież są nielegalni- co w tym nowego? Otóż jest – w pewnym zakresie jest to zupełnie nowa jakość. Kilka lat temu w Europie nikt nie słyszał o wyrywkowych kontrolach dokumentów w celu wyłapania nielegalnych. Dziś są one wręcz codziennością- czy to w Hiszpanii, w Niemczech, czy też w Polsce. Taką np. sytuację miała kol. Futrzak.
A wracając do mojej ulubionej ameryki południowej- tu jest nie inaczej, niestety. Niewiele się zmienia od strony oficjalnej legislacji (choć też), ale zmienia się w zakresie egzekwowania dotychczasowych przepisów. To jeśli chodzi o emigrację, prawo pobytu, obywatelstwo, itp. Chwalony przeze mnie Urugwaj- jako możliwość względnie łatwego uzyskania obywatelstwa- staje się coraz trudniejszy- nie żeby się cokolwiek zmieniło w oficjalnych przepisach, ale zmienia się ich sposób interpretacji i egzekucja.
Z dalszych zjawisk- można powiedzieć, że drobiazg i zabezpieczenie przed spekulantami- Brazylia już parę lat temu wprowadziła dodatkowy podatek od krótkoterminowych spekulacji transgranicznych. Ale jest też nieco poważniejszy symptom tego samego- pierwszy raz w historii, tu, w Argentynie toczą się prace nad ograniczeniem możliwości zakupu ziemi przez cudzoziemców. Co prawda jest to jak na razie regulacja dość łagodna- bo propozycja (aktualnie debatowana) obejmuje wymóg zakaz nabywania nieruchomości powyżej 1000 ha (tak- tysiąca), ale to są właśnie kolejne ograniczenia. W międzyczasie utrudnienia w handlu zagranicznym stabilnie rosną... Import i eksport z ameryki południowej był łatwy. W końcówce ubiegłego wieku. Te czasy minęły i to najwyraźniej bezpowrotnie- dla drobnego przykładu: niedawno ze znajomym omawialiśmy pomysł importu piwa do Argentyny. Nic nadzwyczajnego, zwłaszcza, że chodziło o naprawdę małe ilości. Sprawę zakończyliśmy, jak się okazało, że właściwie nic się nie da sprowadzić. I wcale nie chodziło o oficjalne wymogi- te były do spełnienia. Istniał (i chyba istnieje nadal) nieoficjalny zakaz sprowadzania niektórych wyrobów przemysłu spożywczego. Sprowadzić byśmy mogli, tylko by były trzymane na cle do granicy przeterminowania.... I tak to zaczyna wyglądać w coraz większym stopniu wszędzie. Oczywiście można powiedzieć- to są pewne dość „miękkie” działania, ale też może jest coś w druga stronę? Otóż nie bardzo... Austalia i Nowa Zelandia mocno zaostrzyła w ostatnich latach kryteria imigracji w ichnym systemie punktowym- do granicy możliwości emigracji wyłącznie dla naprawdę poszukiwanych fachowców, ale tylko jęsli są to młodzi i nieżonaci mężczyźni. Czyli faktyczne zamknięcie- choć niby nic się nie zmieniło.
I tak właśnie to wygląda- świat się powoli i mało zauważalnie rozkłada, kolejne ograniczenia rosną. Mechanizm w kazdym wypadku jest prosty- o kryzys w każdym lokalnym miejscu obwinia się obcych- czy to imigrantów, czy też kapitalistów. I mury rosną. Do końca nie urosną nigdy, ale z każdym miesiącem coraz trudniej je przeskoczyć.
Tu (czyli w Argentynie) przynajmniej jest jedno z ostatnich względnie zamożnych miejsc na świecie, gdzie choć imigracją się nikt nie przejmuje. W samym Buenos Aires jest, jak zgaduję i orientuję się z lokalnych informacji, tak z 2-3 miliony nielegalnych imigrantów (a niżej podpisany wśród tej liczby...)

Kolejne drobne sygnały

Tym razem rzecz, która się może wydawać kompletnie absurdalna, albo bez znaczenia. Ale znaczenia ma. Jest to po prostu kolejny symptom szerszego zjawiska, znanego już z lat 30-tych dwudziestego wieku. Po prostu powoli rosną ograniczenia w przemieszczaniu się osób i kapitału. Ten drobiazg jest jednak dość szokujący- nowe regulacje dotyczące wniosku paszportowego w USA. Otóż na razie jest to propozycja- ale poważna, bo przedstawiona przez Departament Stanu USA (czyli odpowiednik Ministerstwa Spraw Zagranicznych).
Jest zabawnie- bo zapewne niedługo aby uzyskać paszport USA będzie trzeba podać, jak to ładnie określono „informację biograficzną”, a w skrócie podać wszystkie miejsca zamieszkania przez całe życie, co więcej miejsca zamieszkania rodziców do roku przez urodzeniem się, miejsca ich pracy w momencie narodzin i jeszcze parę innych takich.... Jest już tak ładny zestaw danych, że część ludzi najzwyczajniej w świecie nie będzie w stanie ich przedstawić- paszporcie żegnaj....
Jakoś mało kto z polskiej perspektywy wierzy, że USA staczają się mocno i szybko, a sprawy tam idą w bardzo niepokojącym kierunku- ale ciężko o bardziej dobitny przykład- przecież to jest całkiem ładny krok w stronę zwyczajów demoludów, może jeszcze nie Związku Radzieckiego, ale w tą stronę.
Więc- przynajmniej pewien przykład. Choć takie zagrywki to nie tylko USA. Przykład z naszego podwórka- kilka lat temu zmieniono polskie przepisy dotyczące wydawania paszportów- w ten sposób, że obce akty stanu cywilnego obecnie trzeba lokalizować w polskich urzędach stanu cywilnego. Co oczywiście kosztuje, a w wypadku np. wyroków rozwodowych najpierw muszą one zostać uznane przez polskie sądy, co kosztuje już sporo więcej...
Co do Polski, zapewne celem tej regulacji było efektywne pozbawienie możliwości uzyskania polskich dokumentów przez nieszczęsnych obywateli II RP, którzy pozostali na nieludzkiej ziemi- ale to też jest fakt- nawet taka Polska ogranicza swobodę poruszania się....
Dalej- jak wiadomo, Dania praktycznie wyrzuciła do kosza Traktat z Schengen i przywraca kontrole na granicach.
To wszystko przestaje być zabawne i pewnego dnia obudzimy się w świecie z „1984”. Teraz jeszcze jest czas coś zrobić, choć cały świat idzie w dół, ale nie każda jego część równo z innymi.

Drugi paszport- sens

Zainspirowany dyskusją po poprzednim postem wyjaśniam po co cały ten pomysł.
Otóż posiadanie drugiego obywatelstwa nie implikuje emigracji- zwłaszcza do kraju którego jest się obywatelem! Właściwie i w czystym założeniu największej przydatności, posiadanie drugiego obywatelstwa służy do tego, aby uniknąć represyjności państwa w stosunku do własnych obywateli. Więc- jeśli jesteśmy mieszkańcami i obywatelami zamożnego kraju, który respektuje ludzką wolność i stwarza gwarancje jej poszanowania w przyszłości- to nie ma żadnego problemu i potrzeby posiadania jakiegokolwiek innego obywatelstwa. Tylko pokażcie mi takie państwo (może Szwajcaria- ale i tego nie jestem pewien). Polska z całą pewnością takim państwem nie jest. I dowodów na to nie brak. Jeśli ktoś krytycznie przegląda bieżące wiadomości polityczne to sam je łatwo znajduje.
Kolejna sytuacja, w której drugi paszport konieczny nie jest- to jeśli już chcemy wyjeżdżać. Nie ma to  po prostu tak dużego sensu- po prostu w nowym miejscu jakoś się zaaklimatyzujemy, zwykle ma perspektywy lepsze niż Polska- więc można coś zrobić lub się dorobić i myśleć, że jakoś to będzie. Co prawda- zazwyczaj wyjeżdża się do krajów oferujących lepsze perspektywy dziś- a dość łatwo może to się zmienić w najbliższej przyszłości- i z tego punktu widzenia nawet (relatywnie do zarobków) jest to lepsza inwestycja.
Po prostu- drugie obywatelstwo jest zwyczajnym ubezpieczeniem. Dlatego też dość dużo uwagi poświęcam jakości paszportu- czy pozwoli on wyjechać bez problemu jak już będzie najwyższy czasy wyjeżdżać?
Historia Polski aż nazbyt obfituje w przykłady- aby wyjechać w 1938 roku wystarczał zdrowy rozsądek i odpowiednia dawka realizmu. Aby wyjechać w 1944 lub 1952 roku to nie wystarczało. Realizmu ludzie mieli już aż nadto, ale możliwości zabrakło. Za to obywatelstwo Paragwaju jak najbardziej to umożliwiało- ci, którzy byli je w stanie wykazać po prostu wyjeżdżali (nawet Żydzi w 1944!!!- choć bywały problemy, ale dla dziwnie nabytych paszportów). Kto zabezpieczył się wcześniej ten wygrywał wolność, a nawet życie. I to ma sens.
Jeśli ktoś chce pozostać w kraju z niepewną przyszłością (a do takich należy praktycznie całość Europy), to jest to po prostu ubezpieczenie na życie. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie potrzebne- ale w obecnej niestabilnej sytuacji- lepiej mieć niż nie mieć.
Właśnie dlatego opisuję możliwości pod tagiem paszport- kto chce może z nich skorzystać. A cały problem polega na tym, że jak będzie potrzebny- tu już może być niemożliwy do zdobycia- lub po prostu dostępny wyłącznie dla najbogatszych (których każde państwo przyjmie bez problemów).
A opis poszczególnych krajów może być przydatny o tyle, o ile wypada wiedzieć, gdzie zawsze możemy się znaleźć z danym obywatelstwem – lub jeśli ktoś chce rozważać emigrację.
Co prawda rozumiem, że może wprowadzać nieco w błąd łączenie opisu perspektyw danego państwa i możliwości uzyskania obywatelstwa- ale cóż- tematy te jakoś się łączą, a zawsze możemy mniej- więcej oczekiwać jak bezpieczną mamy metę. Choć wybitni praktycy w tej dziedzinie nigdy nie posługują się dokumentami kraju w którym akurat się znajdują.
Więc sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż pomysł wyjazdu. W rzeczywistości- jeszcze raz podkreślę, że jest to raczej zabezpieczenie, zwłaszcza dla robiących interesy w krajach trzeciego świata, których przez przypadek są obywatelami. Przewiduję (nie trzeba tu być jasnowidzem) wzrastającą represyjność aparatu skarbowego i drugi paszport tutaj może być cudownym środkiem na ocalenie choć części majątku przed fiskusem. To jest istotne.
Kolejna możliwość- kwestia ewentualnego rozpadu strefy Schengen. IMO bardzo prawdopodobna w wypadku defautu jednego z państw strefy. Po prostu- jak skądś po załamaniu będzie chciała wyjechać połowa mieszkańców, to nikt ich nie będzie chciał wpuścić. I tyle. Zapewne użyją do tego jakiś innych metod- kwarantanna, obowiązek szczepień, albo cokolwiek równie dziwnego, ale to się kiedyś stanie. Obywatela Panamy raczej zawsze wpuszczą. Zwłaszcza do Szwajcarii (jeśli jeszcze się będzie dobrze kojarzyć).
I w pewnym sensie dlatego też koncentruję się na państwach latynoskich- zwykle nie ma żadnych problemów z ruchem bezwizowym (bo biedaków stamtąd nie stać na dalekie podróże, a bogaci są mile widziani) i właśnie posiadacze tych paszportów mają relatywnie małe problemy z podróżowaniem. 
I to tyle. Pozostała historyczna argumentacja- tu.
Oczywiście dla zainteresowanych szczegółami i sensem w konkretnej sytuacji pozostaje mail.

Jak kupić paszport USA aka Zjednoczone Republiki Bananowe Ameryki Północnej?

Na dziś rozwiązanie, którego nie polecam, ale pokazujące jak wygląda dzisiejszy świat bez różowych okularów. Otóż od pewnego czasu- zupełnie oficjalnie, można kupić obywatelstwo USA. Zbliża to nas nieco już do cesarza Karakalli- który obywatelstwo rzymskie nadał wszystkim wolnym mieszkańcom Imperium Romanum. Najwyraźniej Imperium Americanum nie doszło jeszcze do tego etapu- ale naprawdę nie będę zdziwiony, jeśli zostanie zaimplementowane coś podobnego. Oczywiście edykt Karakalli miał podłoże podatkowe i nie inaczej jest tym razem. Ale do rzeczy:
Od 1990 istnieje kategoria wizy z prawem pobytu (zielonej karty) EB-5. Ale pod pozorem stałych przepisów bardzo wiele się zmieniło w międzyczasie. Program ten rozpoczął się dla ułatwienia funkcjonowania w USA poważnym inwestorom- potem z racji niewielkiej popularności został praktycznie odłożony na półkę- za to dziś, jak się wydaje służy wyłącznie celom fiskalnym.
Co prawda są realne korzyści z posiadania obywatelstwa USA- czyli realna, nieco większa ochrona prawna w niektórych krajach- konsulat USA jednak możliwościami i chęcią działania zwykle znacznie różni się od konsulatu RP. W pewnych sytuacjach- nieświadomego popełnienia przestępstwa w egzotycznym kraju może to być kwestia więzienia lub nie (czyli w istocie czasem życia lub śmierci). W takim zakresie to ma sens. Ale drugą- tą fiskalną stroną medalu jest opodatkowanie całości dochodów. Obywatel USA ma obowiązek zapłacić podatek dochodowy niezależnie od rezydencji podatkowej i miejsca osiągania dochodów (oczywiście umowy o unikaniu podwójnego opodatkowana mogą tą wadę usunąć lub złagodzić)
Jak można się po tym domyślić, rząd USA w pogoni za dochodami chętnie wita obcokrajowców, których można skroić- czyli, zupełnie logicznie, umożliwia uzyskanie obywatelstwa względnie zamożnym ludziom bez żadnych ceregieli (no- prawie).
Zgodnie z przepisami i obecną praktyką wystarczy „zainwestować” 500 tys. lub 1 mln $ (zależnie od bezrobocia w miejscu inwestycji), przy czym wypada nieco udokumentować pochodzenie pieniędzy (serio- nieco, i nawet drobny polski przekrętacz by sobie z tymi wymogami poradził). Raczej funkcjonuje to jako listek figowy, niż rzeczywista zapora przed „brudnymi pieniędzmi”. Wracając do inwestycji- musi ona stworzyć 10 miejsc pracy w przeliczeniu na pełne etaty i stan taki musi się utrzymać przez 2 lata. Teoretycznie inwestycja nie musi mieć żadnego sensu i nikogo to nie interesuje- choć oczywiście klauzula obejścia prawa działa i jak ktoś by chciał skorzystać- nie należy przesadzać. Oczywiście, po uzyskaniu zielonej karty, potrzebny jest jeszcze czas i przebywane na terenie USA przed uzyskaniem obywatelstwa- ale to już nie są rzeczy sprawiające jakikolwiek problem- choć oczywiście w przeciwieństwie do pozostałych państw nadających obywatelstwo „lekką ręką” nie sposób tego załatwić korespondencyjnie. Co więcej- jest to rozwiązanie mało popularne- istnieje limit 10 tys wiz rocznie i nie jest on wykorzystywany.
Jak wyżej pokazałem co myślę o obywatelstwie USA i tak- w pewnych szczególnych wypadkach może to być dobry pomysł, choć i tak ryzykowny na przyszłość- która w najbliższych latach będzie tam mocno niepewna, a państwo słabnące, kontrolujące coraz bardziej swoich obywateli i uzbrojone po zęby jest w dzisiejszych czasach największym potencjalnym wrogiem jednostki. Dlatego, nie negując realnej ochrony przed innymi rządami- amerykański staje się coraz bardziej zaborczy i groźny- choć naprawdę trudno odgadnąć jak sytuacja będzie się zmieniać- być może władzę kiedyś przejmą libertariańscy izolacjoniści i będzie to znów oaza wolności do której ciężko się dostać i tak paszport będzie jak znalazł.
Choć jest to oczywiście rozwiązanie dla zamożnych- a mając 1 mln $ ma się o wiele większe i lepsze możliwości.
A tak czy inaczej USA weszły chyba na dobre do „elitarnej” grupy państw sprzedających obywatelstwo. Zjednoczone Republiki Bananowe Ameryki Północnej- ot, i tyle...

Drugi paszport – Paragwaj

Skoro nasz szanowny faszystowski dykat premier posuwa się do działań typu nacjonalizacja i publiczne okazywanie pogardy dla własności i poszanowania prawa, używając aparatu państwowego wedle swojego widzimisię, ja wracam do opisu drugiego obywatelstwa. Po ostatnich wiadomościach zalecam ten pomysł jeszcze bardziej.
Dziś kolej na jeden z najciekawszych krajów świata – Paragway. Przyznam, że fascynuje mnie od pewnego czasu i zapewne dość prosty egzamin wymagany do uzyskania obywatelstwa zdałbym bez trudu, ale zaczynając od początku. Jest to państwo bez dostępu do morza i jako takie, było tez do całkiem niedawna prawie odcięte od światowej gospodarki. Po tragicznie przegranej wojnie z Argentyną, Brazylią i Urugwajem w drugiej połowie XIX w. kraj ten był tragicznie wyludniony, a przez brak dostępu do rynków, przez cały czas biedny. Drastyczną zmianą były dopiero rządy prezydenta Afredo Stroessnera. Prezydent jest to określenie formalne i nieco umowne, bo objął rządy w 1954, po przeprowadzeniu zamachu stanu i utracił ją w 1989 po kolejnym zamachu stanu – ale nie czepiajmy się szczegółów. Ważne, że w tym czasie powstała podstawa gospodarki – zapora wodna na Rio Paraguay, zresztą na nieprawdopodobnie dla Paragwaju korzystnych warunkach (budowę sfinansowali w całości brazylijczycy, a udziały są po połowie- jedynie przez początkowy czas Paragwaj sprzedawał prąd poniżej rynkowych cen) – i pokażcie to naszym negocjatorom od gazu... Przy okazji budowy powstało miasto Puerto Presidente Stroessner (obecnie Ciudad del Este)-  największe targowisko świata. Niskie cła importowe do Paragwaju i protekcjonistyczna polityka Brazylii oraz Argentyny stworzyły raj dla handlarzy i przemytników (i pewnie celników też). Co też całkiem ciekawe w Paragwaju nie ma przepisów dotyczących broni. Po prostu ich nie ma. Broń i amunicja sprzedawana jest tak samo jak każdy inny towar. Nawet w Boliwii aby kupić broń trzeba mieć ukończone 18 lat. Poza tym Paragwaj jest, jak fama głosi, skorumpowany do cna- więc niestety trudno mówić o bezpieczeństwie własności i inwestycji, ale jeśli ktoś zrozumie system – to może w nim doskonale prosperować. Możliwości biznesowe są tam prawie nieograniczone.
Co prawda obecnie ten kraj się niepokojąco „cywilizuje”, ale wciąż jest oazą wolności. Podatek dochodowy i system rejestracji samochodów dotarły tam dopiero w obecnym wieku. I jeszcze nie do końca się przyjęły - jak się okazało zarówno obecny prezydent (ekskomunikowany biskup) jak też jego żona jeździli samochodami kradzionymi w Brazylii. Cóż - kupując tam używany samochód należy ustalić czy był kradziony w Brazylii, czy w Argentynie i nie jeździć nim do tego kraju...
Przy okazji samochodu - taki wynalazek jak obowiązkowe przeglądy techniczne funkcjonuje tylko w stolicy – Asuncion, a o ubezpieczeniach nikt nie słyszał.
Po tym skrótowym opisie (naprawdę mógłbym jeszcze długo, ale ile można o takiej egzotyce) przejść wypada do paszportu. Otóż uzyskanie prawa pobytu to żaden problem, a już dwuletnia rezydencja uprawnia do ubiegania się o obywatelstwo. Co więcej, nikogo nie interesuje ile naprawdę przebywało się na terenie kraju. Jak wspomniałem na początku oficjalnie wymagany jest test (po hiszpańsku) z historii, geografii i kultury Paragwaju – ale to też nie problem.
Zapewne pod naciskiem sąsiadów funkcjonuje też inny socjalistyczny wynalazek – prawo jazdy – ale tu z pierwszej ręki wiem, że egzamin składa się z jednego pytania: „czy naprawdę chcesz mieć prawo jazdy?”. Poprawna odpowiedź gwarantuje uzyskanie dowolnej kategorii. Oczywiście też w ramach udawania „cywilizowanego” kraju formalnie jest też przymus edukacji. Wydaje się, że wszyscy mają go gdzieś.
A co do perspektyw na przyszłość – cóż, kraj ten co prawda importuje paliwa płynne, ale eksportuje olbrzymie ilości energii elektrycznej (z zapór) i produkuje rosnącą z roku na rok ilość soi. Jeśli obecny kryzys to już jest peak oil, to ciężko o lepsze fundamenty.

Miejsce na świecie z przyszłością – los rios Parana y Paraguay

Oczywiście nie mam na myśli samych tych rzek, ale ich zlewiska. Leży tam kilka krajów – Argentyna, Boliwia, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj, ale lepiej patrzeć na ten region świata właśnie z perspektywy estuarium La Plata – bo właśnie tereny w zlewiskach tych rzek dadzą temu regionowi świata, w obliczu wyczerpujących się zasobów energii kopalnej bogactwo i prosperity (tu raczej z wyłączeniem Boliwii).
Od strony rzek patrząc mamy możliwości taniego i wydajnego transportu na olbrzymim obszarze. Olbrzymim, tj. prawie o połowę większymi niż zlewisko Missisipi i nieco mniejszym niż obszar całej UE. Tereny wewnątrz lądu były jeszcze całkiem niedawno bardzo słabo rozwinięte – zwłaszcza w Paragwaju, ale właśnie teraz się to błyskawicznie zmienia (Paragwaj – wzrost gospodarczy coś około 11% w zeszłym roku – i to na realnych fundamentach, a nie bańce kredytowej!) A co najważniejsze – głównym towarem eksportowym całego regionu jest soja (czyli olej, czyli paliwo), a potencjalnie może się nim stać także cukier (czyli spirytus, czyli paliwo). A oprócz tego są jeszcze olbrzymie elektrownie wodne
Dokładając do tego europejską kulturę (z częściowym wyjątkiem Boliwii), nie zniszczoną „postępem”, trudno nie być ekstremalnym optymistą co do przyszłości całego regionu. 
Tu drobna dygresja - jeśli, drogie Czytelniczki pytacie się gdzie są jeszcze normalni faceci - to odpowiedź brzmi - też tam. Przeciętny latynoski macho prędzej zacznie kraść i rabować, niż się przyzna, że nie stać go na utrzymanie rodziny, czy kolejne dziecko, a na pewno się nie podda nad butelką - co też tłumaczy w istocie znacznie mniejsze bezpieczeństwo domu i ulicy.
Oczywiście, rząd potrafi zniszczyć nawet najbardziej kwitnący kraj i latynoskie rządy nie raz to udowadniały – ale w tej kategorii mają ostrą konkurencję wschodnioeuropejskich – więc pod tym względem Polaków nic tam nie powinno szczególnie dziwić.
Za to istnieje realne ryzyko szalonych lewaków u władzy – wszędzie w regionie, choć do nacjonalizacji na masową skalę posunął się jedynie Salvador Allende (to co prawda obok – w Chile i 40 lat temu, ale styl polityki jest wszędzie podobny) oraz częściowa ostatnio w Argentynie (ale w socjalistycznej normie – rząd ukradł tylko składki emerytalne, wodociągi w BsA i drenuje do zera firmy naftowe). Na szczęście, również zgodnie z latynoską tradycją, można zazwyczaj w takiej sytuacji liczyć na chroniąca własność i wolność armię – acz niezbyt dokładnie chroniącą życie lewicowych terrorystów, których całkiem sporo zaginęło bez wieści w latach 70- tych w Chile i 80- tych w Argentynie. Więc jeśli ktoś z szanownych Czytelników ma zamiar zostać lewicowym terrorystą – to w Europie będzie bezpieczniej.
Oczywiście, są to wszystko w miarę biednie kraje, przeładowane państwowym interwencjonizmem i/lub skorumpowane do cna – czyli generalnie jak w Polsce, ale za to rozwijają się na znacznie zdrowszych fundamentach i ten rozwój, śmiem twierdzić, jest prawdziwy w przeciwieństwie do bańki budowlanej na kredyt.
Przy okazji – nawet jeśli ktoś nie jest zainteresowany bliżej regionem i kulturą – to dwa z tych państw są na absolutnym topie, jeśli chodzi o drugi paszport – Paragwaj (który co prawda cieszy się zasłużoną opinią kraju w którym o wszystkim decyduje tylko wysokość łapówki, włącznie z wyrokiem sądowym i nazwiskiem w paszporcie – więc z czasem może spotkać się z pewną podejrzliwością ) oraz Urugwaj (gdzie to wygląda w całości „cywilizowanie”, w miarę szybko i tanio).
To z pewnością nie jest wyczerpanie tematu i same przepisy dotyczące broni w tych państwach są fascynującym tematem- więc będzie jeszcze sporo. 

Peak oil - co robić

Poprzedni wpis brzmiał jakby kasandrycznie. Generalnie jestem optymistą, za to staram się nie być lemingiem. Więc odpowiedź ogólna – nie panikować, myśleć i spokojnie działać
Generalna uwaga o peak oil– różne postaci energii mogą się do pewnego stopnia substytuować, więc stały wzrost cen ropy oznaczać też będzie stały wzrost cen węgla, gazu ziemnego, uranu, drewna i żywności – a także tego do czego są te surowce wykorzystywane, czyli prądu, stali, transportu – z jednym wyjątkiem – ludzkiej pracy. Oznacza to po prostu stały spadek możliwości nabywania energii i dóbr przemysłowych przez przeciętnego człowieka.
Jeśli Peak Oil jest już, bądź zaraz za rogiem to narzuca się kilka praktycznych wniosków:
  1. Zmieńmy swój styl życia na mniej zależny od zakupów energii. Jeśli mamy czas się przygotować (a raczej mamy), to można to zrobić, w rzeczywistości podwyższając swój standard życia. Kto już zmieni swój sposób myślenia ma szansę być wielkim wygranym.
  2. Szukajmy stylu życia, lub miejsca na świecie, gdzie energia jest łatwiej dostępna i gdzie będzie się o nią toczyła mniej zażarta konkurencja. Na krótszą metę – kraje z dużymi zasobami surowców energetycznych, na dłuższą – z dużymi możliwościami wytwarzania energii odnawialnej i produkcji żywności. Choć trzeba oczywiście patrzeć starannie na ustrój, jego perspektywy i stabilność kraju. Warunki energetyczne spełnia znakomicie Rosja, ale możliwości jej ucywilizowania w najbliższym czasie nie widzę
Listę krajów pod względem energetycznym dość łatwo sporządzić – w naszym regionie świata Rosja, a poza tym generalnie zeuropeizowane kraje półkuli południowej: Australia, Nowa Zelandia, Argentyna, Chile, Paragwaj, Brazylia. Z czego najbardziej świetlaną przyszłość (w porównaniu do dziś) widzę przed Argentyną, a najczarniejszą przed gęsto zaludnionymi krajami Europy. Na rozpisywanie się o Europie szkoda już czasu- na horyzoncie kilkadziesiąt lat stopniowego staczania się, przerywanego regularnymi wstrząsami.
Za to wcześniej wymienione kraje są, lub mogą łatwo się stać eksporterami energii netto i na dodatek łatwo mogą uniezależnić się od paliw kopalnych, bez szczególnej obniżki standardu życia.
Kolejnym takim krajem jest Islandia – która co prawda potrzebuje importowanych paliw, ale za to produkuje żywność dla więcej niż 10- krotności populacji. Wszystko to stopniowo rozwinę – obiecuję, proszę o cierpliwość, a i też konkretne pytania, łatwiej odpowiem znając je na etapie przygotowań, niż po zamknięciu tematu.

Drugi paszport – Panama, czyli druga Szwajcaria



Pod wieloma względami kraj jak marzenie. Miłośnicy światowych metropolii odnajdą siebie w Panama City, fani wolnego od urzędasów wiejskiego życia w głębi kraju, tropikalne plaże są na wybrzeżu karaibskim i pacyficznym a Wojciech Cejrowski w dzikiej dżungli przesmyku Darien. Jedynie zapaleni narciarze będą mieli problem. Ale prawdziwym atutem jest tajemnica bankowa. Panama dziś jest tym, czym była kiedyś Szwajcaria (a w powszechnej świadomości nadal jest, choć nie jest to już prawdą) . Stabilny (o ile w ogóle może dziś być), silny kapitałowo i konserwatywnie zarządzany sektor bankowy. Solidne kary za naruszenie tajemnicy przez urzędników bankowych (do 10 lat więzienia), formalne wymogi kapitałowe do założenia banku są dużo wyższe niż w UE. Co prawda prawdziwa tajemnica bankowa jest XX- wiecznym wspomnieniem, ale jest nieźle. Niestety, pod brutalnym naciskiem OECD, władze Panamy zostały zmuszone do zawarcia umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Niewinnie nazywająca się umowa w rzeczywistości oznacza też wymianę informacji podatkowych, a właściwie wyłącznie, ponieważ dochody rezydenta Panamy spoza kraju nie są tam w ogóle opodatkowane. Jak dotychczas podpisano tylko dwie takie umowy, ale OECD wymaga ich kilkunastu – i tyle będzie, w tym z co najmniej z kilkoma państwami UE (ale nie z Polską). Jakiś czas temu próbowali zrobić to w piękny sposób, negocjując to z zestawem wyspiarskich państewek, w większości także znajdujących się na „liście krajów stosujących szkodliwą konkurencję podatkową”, ale najwyraźniej nie przeszło. Chyba nawet lubię takich polityków.
Co jest całkiem istotne – rząd ma dwa solidne źródła dochodów: Kanał Panamski i rejestr okrętowy, więc nie musi uciekać się do łupienia mieszkańców w europejskim stylu, choć niestety istnieją jakieś ubezpieczenia społeczne i VAT (1 lipca podniesiony z 5 do 7%). Za to przynajmniej infrastruktura jest ponoć na najwyższym światowym poziomie, a przestępczość znikoma.
Istnienie Kanału ma jeszcze jedną konsekwencję: nie może tam powstać antyamerykański rząd, tj. może, ale za długo nie przetrwa – a jego członkowie będą mieli szczęście jeśli skończą lepiej niż Manuel Noriega. A że prezydentem USA rzadko zostaje komunista (niestety obecny jest wyjątkiem), to szansa na radykalnych lewaków w Panamie też jest dość mała.
Wydaje się naprawdę przyjemnym krajem do życia, co może potwierdzić całkiem spory tłumek amerykańskich emerytów. Za to możliwości uzyskania paszportu też są niezłe, choć i tu stopniowo ograniczane. Generalnie zainwestowanie kwoty od 50 tys. $ (w leśnictwo) do 210 tys. (pozostawione na lokacie bankowej) pozwala na uzyskanie wizy imigracyjnej i obywatelstwa po 5 latach – nic wybitnego, ale OK. Są jednak dwie wielce interesujące rzeczy:
Pierwsza to – pod warunkiem założenia lokaty w jednym z dwóch państwowych banków, która będzie przynosić co najmniej 2000 $ miesięcznie odsetek, otrzymuje się paszport ważny 5 lat. Kropka. Bez obywatelstwa, bez pozwolenia na pobyt, po prostu ma się ważny paszport. To się nazywa promocja!
Druga – jeden z programów inwestycyjnych ma tak dziwnie określone warunki, że odniosłem wrażenie, iż faktycznie brzmi „jeśli chcesz zwiać z USA lub Europy to zapraszamy, bo też mamy ich dość”. Niestety, jedynym źródłem tej rewelacji jest na dziś mój nos, informacja oficjalnie niemożliwa do potwierdzenia, a jeżeli zostanie upubliczniona – zapewne natychmiast ta możliwość zniknie, jak to zwykle z tymi programami bywa.
Istnieje też wiza emerytalna, dość łatwa do uzyskania (i tak naprawdę nie trzeba być emerytem), ale bez możliwości uzyskania obywatelstwa. W sumie dałoby się złożyć taki "program emerytalny" z dwóch mieszkań w Polsce puszczonych w najem (albo jednego naprawdę dobrego), co pozwoli na przyzwoite życie tam.
W sumie - nieźle. Jeśli komuś pasują te warunki brzegowe (około 6 lat do uzyskania obywatelstwa i pewna kwota do zainwestowania – bez szczególnej nadziei wielkiego zysku, ale raczej bezpiecznie) to naprawdę warto rozważyć. W bonusie kraj, którym da się fajnie żyć.

Utnę łeb maczetą!

Artykuł opublikowany pierwotnie na stronie http://www.mariusz.waszak.pl/felietony/209.html , publikacja za zgodą Autora. Rzecz o nietypowym pomyśle na emigrację - Uganda.

Mój zacny kolega – Wojtek Cejrowski w dość teatralny sposób chce się zrzec (a może już to zrobił?) obywatelstwa polskiego, a raczej europejskiego i zamierza osiąść w jednym z państw południowoamerykańskich. Zaczynam dochodzić do wniosku, że Wojtek uczynił słusznie i zastanawiam czy nie pójść w jego ślady. Polska podobnie jak cała Europa stała się miejscem, w którym człowiek ceniący wolność i swobodę nie ma już, czego szukać. I, co gorsza, nie tylko, że nie widać nadziei na poprawę tego stanu rzeczy, a na pewno będzie znacznie gorzej. Ostatnio wzruszył mnie pomysł na całkowity zakaz sprzedaży tytoniu, który ma zacząć obowiązywać w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich od roku 2025. Potem (a może wcześniej) podobny los spotka alkohol, a może i sól, cukier itp. Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam żyć w rzeczywistości, z jaką zetknął się, przeniesiony w czasie, bohater filmu „Człowiek demolka”, czyli w państwie, w którym wszystko, co szkodliwe jest zakazane, a o tym, co jest „szkodliwe” decydują „autorytety” rodem z Komisji Ewrosowieckiej. Niedawno pojawił się (w Szkocji) pomysł na zredukowanie nieprzytomnej prędkości 50 km/h, z którą wolno poruszać się pojazdom na terenie zabudowanym do znacznie bardziej „postępowych” 30 km/h. Rewelacja! A jaki wpływ z mandatów do urzędniczych kieszeni!

Kolega Cejrowski może jednak spać spokojnie – nie zamierzam mu się naprzykrzać w Ameryce Południowej. Myślę o czymś innym. Swojego czasu odwiedziłem Athena Club w Kampali – stolicy Ugandy. Spotkałem tam przeuroczą, blisko stuletnią, Szkotkę. Początkowo byłem przekonany, że to turystka podróżująca sobie po Afryce. Okazało się, że wcale nie! Ona tam mieszkała stale. Jej nieżyjący już mąż był brytyjskim dyplomatą, dzięki czemu większość życia przemieszkała w najbardziej nawet osobliwych miejscach na świecie. Na starość postanowiła osiąść właśnie w Ugandzie – twierdziła, że ten kraj Dobry Pan Bóg stworzył dla siebie, żeby i on miał miejsce, w którym osiądzie na starość. Dziś, kiedy patrzę na zdjęcia wówczas zrobione dochodzę do wniosku, że ta miła pani miała rację. Uganda leży na samym równiku, a więc krótkie zimowe dnie, których tak nie lubię tam nie mają miejsca – słońce wstaje o godzinie szóstej rano, a zachodzi o osiemnastej. Codziennie – przez 365 w roku. Równikowe upały? Nieprawda! Uganda leży 1 300 metrów nad poziomem morza i średnie temperatury oscylują w granicach 22 – 28 stopni Celsjusza, a więc najbardziej komfortowych. Dodatkowo klimat stabilizuje obecność Wielkiego Jeziora Wiktorii – jednego z największych akwenów słodkowodnych na świecie. Nie ma zimy, ale jest pora deszczowa – wyjątkowo łagodna – deszcze padają głównie w nocy. Choroby tropikalne? Mój śp. Ojciec przemieszkał tam z matką i siostrą kilka ładnych lat i to w latach czterdziestych ubiegłego stulecia i jakoś na nic nie zachorowali. Ludność tubylcza? Mieszanina plemion Bantu, głównie Baganda – bardzo łagodni, spokojni, tęsknie wspominają czasy koloni, a nielicznych białych traktują z wielką estymą. Byli wtedy Brytyjską Afryką Wschodnią. Język urzędowy – angielski i Luganda. Są rzeczy, których Ugandzie nie ma np. fotoradarów, ZUS,u, VAT'u, przymusu jazdy w pasach, wszechobecnych kamer, gazety wyborczej, TVN'u, zakazów palenia, blokad na koła, alkomatów, koncesji, dowodów osobistych, stref parkowania, a jazda na podwójnym gazie nie robi na nikim wrażenia. Ma ktoś ochotę na „trawkę'? Proszę uprzejmie! Nie ma żywności modyfikowanej genetycznie, konserwantów, spulchniaczy, „polepszaczy” smaku, a dojrzałe w równikowym słońcu owoce smakują w sposób niedający się nawet porównać z marketowym świństwem zaś herbaty zaparzonej dosłownie na progu plantacji nigdzie w Europie się nie skosztuje i to za żadne pieniądze. Koszty utrzymania? Śmieszne. A na weekendy można sobie skoczyć np. do któregoś z kurortów w okolicach Mombasy – śródziemnomorskie wczasowiska to przy tym grajdoły na bagnistym stawem.

Czy w Ugandzie nie zabraknie wielkomiejskich, cywilizacyjnych rozrywek? Ależ skąd! Kampala to nowoczesna metropolia nieustępująca miastom polskim. A jak będzie mało to można sobie skoczyć do Nairobi (40 min. samolotem) a to już prawdziwy Paryż Afryki. Zresztą wolałbym raczej mieszkać w Entebbe lub Jinia, a jak będzie mnie stać to kupię sobie półwysep na Wielkim Jeziorze Victorii – mam już nawet stosowny upatrzony. Niewielki około 300 hektarów.

A wieczorami będę robił sobie seanse rozkoszy: podgryzając koźlę pieczone w ananasach i popijając zmrożoną Warangi (miejscową gorzałkę) włączę telewizor albo Internet i będę rozkoszował się paskudną pogodą w Polsce i kolejnymi głupkowatymi posunięciami polskich i ewrokołchoźnianych rządów grabieżców. Posunięciami łupiącymi kieszenie, ograniczającymi wolność i rozszerzającymi totalną inwigilację. A jak któryś z tych łupieżców przyjedzie do Ugandy to osobiście mu łeb utnę – tępą maczetą! A ścierwo zakopię, bo obawiam się, że hieny i krokodyle pochorowałby się po takim poczęstunku. A co one winne, bidule?

Mariusz Waszak

Za to ja sprawdziłem - przynajmniej pobieżnie regulacje i praktykę pozwolenia na pobyt i obywatelstwa tegoż egzotycznego kraju. Jako czysto drugi paszport - nie warto sobie zawracać głowy. Raczej chcą zrzeczenia się dotychczasowego obywatelstwa, naturalizacja po 10 lub 20 latach, itd. Za to z prawem pobytu wydaje się, że nie ma żadnych problemów - więc emigracja emerytalna? Może nawet niezły pomysł na luksusowe życie za polską emeryturę.

Maczeta Ockama

Drugi paszport - Ameryka Łacińska

Pod tą nazwą kryje się półtorej kontynentu i całkiem sporo różnych państw. Mają one jednak na tyle dużo cech wspólnych (i interesujących z naszego punktu widzenia), że warto część z nich jakby wyciągnąć przed nawias. Zaznaczam, że opisując ogólne cechy zawsze da się znaleźć pojedyncze państwa, które funkcjonują inaczej.

Po pierwsze – generalnie pojedynczy człowiek władzy nie interesuje. Opieka społeczna, zasiłki dla bezrobotnych, państwowe ubezpieczenia medyczne, itp., jeśli istnieją to zazwyczaj są bliskie kompletnej fikcji. To ma bardzo przyjemną z naszego punktu widzenia konsekwencję – w okresie rezydencji prowadzącej do obywatelstwa (czyli po przyznaniu prawa pobytu) zazwyczaj nikt się nei zainteresuje, czy ktoś w danym miejscu i kraju faktycznie przebywa.

Po drugie – w sporej części tych krajów od czasu do czasu są przeprowadzane programy proimigracyjne – zazwyczaj nastawione na zamożnych gringos. Np. w Kostaryce do niedawna funkcjonował program rezydencji i obywatelstwa, gdzie jedynym warunkiem było przedstawienie dokumentu zawierającego zobowiązanie do comiesięcznej płatności kwoty 500$. Niestety praktycznie już to nie działa (nie wiem jak formalnie).

Po trzecie – we właściwie wszystkie państwa Am. Łac. oferują większe możliwości ruchu bezwizowego niż Polska – co więcej w ramach Mercosur można podróżować na podstawie dowodu osobistego.

Po czwarte – niektóre z tych krajów są tak skorumpowane, że da się pod stołem załatwić wszystko. A oficjalnie często nic.

Po piąte – wszystkie te kraje mają swoje problemy z zadłużeniem, konflikty graniczne, itp. - ale one historyczne rzecz biorąc są znakomicie oderwane od konfliktów światowych. W czasie awantur w Europie tam nie ma powodów do wojny. A to jest spora zaleta.

Po szóste – automatycznie zmienia się nazwisko. We wszystkich krajach latynoskich nazwisko jest podwójne tj. ojca i matki, a zazwyczaj w dokumentach wybiera się jedno z nich.

Jako ciekawy przykład można podać, niestety też już zakończony, program nabywania obywatelstwa w Ekwadorze zawierał bardzo ciekawą możliwość – nabycia obywatelstwa za zasługi dla kraju lub społeczności lokalnej. Jak mi się wydaje, w ten sposób obywatelem Ekwadoru został Wojciech Cejrowski. Przy okazji - było też możliwe nabycie obywatelstwa po 2-letniej rezydencji (której i tak pewnie nikt nie kontrolował).

Drugi paszport- ogólnie raz jeszcze

Po komentarzach i korespondencji widzę, iż istnieje pewne niezrozumienie idei.

Otóż- ja pisząc o tym, absolutnie nie mam na myśli emigracji. Mam na myśli zwiększenie zakresu wolności pozostawając w Polsce (czy gdziekolwiek Czytelniku mieszkasz) i gwarancję możliwości ucieczki jak władza zmieni się w kompletną tyranię.

1. Wolność na dziś- to jeżeli dochody ma się z transakcji transgranicznych, przez sprzedaż wysyłkową lub reklamę internetową- to dość łatwo można się pozbyć co najmniej znacznej części podatków i niewiele trudniej przymusu „edukacji” dzieci oraz, na razie ewentualnego, poboru do wojska.

2. Ubezpieczenie na Naprawdę Ciężkie Czasy - które w naszym tradycyjnie niestabilnym regionie świata zapewne nastąpią. Dlaczego takie zabezpieczenie warto mieć - podawałem w pierwszym poście na ten temat.

Dlatego też – powtórzę jeszcze raz - zamożność i wewnętrzna stabilność kraju nie mają większego znaczenia. Znaczenie za to mają porozumienia o ruchu bezwizowym- albo jeszcze lepiej bezpaszportowym (jak nasza Strefa Schengen), potencjalna neutralność i jako ewentualny bonus – sprawna opieka konsularna. Dlatego też w tekście o Szwajcarii zwróciłem uwagę na możliwość nabycia obywatelstwa bez zamieszkania w Szwajcarii

Emigracja to zupełnie inna sprawa- choć pokrewna. Ale każdy ma znajomych gdzieś za granicą, są fora i można łatwo się dowiedzieć jak się żyje i jak się zaaklimatyzować. Choć opisując kraje, czy regiony świata, postaram się przedstawić mój punkt widzenia o ich perspektywach na dalsze lata.

Drugi Paszport- Szwajcaria

Kot w Gołębniku prosił mnie o opisanie możliwości uzyskania szwajcarskiego obywatelstwa.

Generalnie są, jak prawie wszędzie, 3 ścieżki, acz w Szwajcarii są one nieco bardziej skomplikowane- bo trzeba pamiętać, iż jest się zasadniczo obywatelem gminy w której się mieszka, a dopiero potem Konfederacji Szwajcarskiej.

  1. Możliwość- zwyczajna.

    Zamieszkanie na terenie Konfederacji i pobyt przez 12 lat, w tym co najmniej 5 ostatnich na terenie danej gminy (co najmniej- bo w różnych to różnie wygląda), dobra opinia wśród lokalnej społeczności i egzamin z wiedzy o Szwajcarii i kulturze szwajcarskiej. Sporo wymogów i trudno je spełnić.

  2. Małżeństwo

    Tu sprawa wygląda podobnie jak w większości państw- 3 lata małżeństwa i pobytu w Szwajcarii, sprawdzanie, czy nie fikcyjne, itd. Ale jest ciekawy wyjątek- 6 lat małżeństwa przy zamieszkiwaniu POZA Szwajcarią- tylko trzeba wykazać istotne związki z krajem i „styl życia odpowiadający kulturze szwajcarskiej lub zbliżony”- cokolwiek to znaczy. Choć znaczy pewnie blokadę przed muzułmanami.

    3. Szybka ścieżka na zasadzie umowy z władzami gminy/Konfederacji.

    Niezbyt opisana w przepisach. Zapewne faktyczne warunki to pokazanie stosownego stanu konta bankowego przy okazji zawarcia umowy z gminą co do wysokości płaconych podatków (tak właśnie tam można!)


Podsumowując- załatwić można wszystko i to oficjalnie. Ale nie metodami korupcyjnymi i prześlizgiwaniem się między przepisami- sorry, nie ten adres. Ale szybkie rozwiązania są tylko dla naprawdę zamożnych- a dla takich ludzi Szwajcaria i szwajcarskie banki już nie są najlepszym adresem. Otóż kilka lat temu władze Konfederacji się złamały pod naciskiem Niemiec oraz USA i obecnie szwajcarska tajemnica bankowa jest fikcją niewiele lepszą niż ta z kontynentalnej Europy.

Choć generalnie należy pamiętać, w razie czego, że to jest to niezły kraj na azyl- dobrze, że przeczytałem- jeszcze parę takich tekstów jak o islandzkim łączniku i może mi się szybko przydać...


Jak tak dalej pójdzie- to wyrośnie z tego cały cykl- zwłaszcza, że pytanie „gdzie uciekać?” słyszę coraz częściej, a mało kto ma wątpliwości „czy”. Nawet jeśli ktoś chce tu zostać to sama otwarta droga już się coraz powszechniej wydaje cenna.

Drugi paszport.

Rzecz, którą zdecydowanie polecam- drugi paszport (w sensie posiadania drugiego obywatelstwa). Po co?- Parę przykładów z historii- zaczynając od najdrastyczniejszego:
1. Otóż jak postępowały władze socjalistycznych Niemiec w czasie II w.ś. z Żydami - wiadomo. Ale nie tak samo z wszystkimi- rozróżnieniem było obywatelstwo. Jeśli ktoś miał niemieckie, lub państwa nie uznawanego przez Niemcy- to je tracił i dalej nie przysługiwała mu żadna ochrona prawna. Jeśli Żyd był obywatelem wrogiego państwa to był po prostu internowany (żadna atrakcja- ale nieźle w porównaniu do formalnych bezpaństwowców). Za to Żydzi- obywatele państw neutralnych byli z III Rzeszy po prostu wyrzucani- odstawiani na granicę szwajcarską lub hiszpańską. Alternatywa całkiem niezła w porównaniu do obozu zagłady.
2. 1933 USA- dekret o konfiskacie złota wydany przez Roosevelta. Dotyczył obywateli amerykańskich. Posiadając drugi paszport można je było zachować (co prawda posługując się nim będąc obywatelem amerykańskim- nieco ryzykowne).
3. Jakikolwiek kraj "obozu" za komuny- to pewnie część czytelników pamięta- to oznaczało to po prostu wolność.
Mam nadzieję, że po tej dawce parę osób co do celowości przekonałem. Tym, którzy twierdzą- przecież to się nie może powtórzyć- odpowiadam: może i się powtórzy- nie to samo, ale coś innego- przed czym drugi paszport może uchronić.

Jaki?- najlepszy wolnego, potencjalnie neutralnego w razie konfliktu państwa- jeśli jest ono w stanie zapewnić jeszcze pewną opiekę dyplomatyczną to wspaniale- ale nie czepiajmy się.
Na górze tej listy na dziś bym umieścił Szwajcarię, Zjednoczone Królestwo, Kanada, Australia i NZ nie spełniają warunku potencjalnej neutralności- ale Królowa dba o swoich poddanych. Stanowczo odradzam USA (naprawdę) . A hurtem jako rozsądny wybór- powiem- kraje Am. Łacińskiej- tu jest mnóstwo możliwości do wyboru- lepszych i gorszych, tańszych i droższych.

Ale to tylko dla milionerów- powie ktoś- niekonieczne. Za samo wyrobienie paszportu, odpisy dokumentów i tłumaczenia w Polsce też trzeba przecież zapłacić- więc kosztuje. Ale określę to tak: jeśli kogoś stać na jakieś raczej kosztowne wakacje to już cała sprawa jest w zasięgu. Generalnie- im szybciej i lepszej jakości obywatelstwo- tym drożej.

Jakich krajów unikać przy wyborze drugiego obywatelstwa:
1. Poważnych i silnych państw stosujących nieograniczony obowiązek podatkowy- zwłaszcza z wysokimi podatkami dochodowymi.
2. Państw, które mogą angażować się w konfliktu zbrojne- zwłaszcza o charakterze światowym
3. Kontynentalnych państw Unii Europejskiej- nie tyle unikać, co jest to bez sensu.

USA spełniają w całości i z nawiązką dwa pierwsze warunki, UK też nie jest najlepsze- ale, jak widzę ze statystyk ruchu, dla niektórych z moich czytelników zapewne bezproblemowe.
Czego szukać- lekko zabiedzonego, nieco anarchistycznego kraju w mało powiązanym ze światowymi konfliktami rejonie świata. Znów wychodzi Ameryka Łacińska. Różnych programów rezydencji do obywatelstwa i szybkiego obywatelstwa jest sporo- ale wobec wzrastającej fali imigrantów z USA (naprawdę!!) są one coraz trudniejsze i kosztowniejsze- więc niestety, w ogólnoświatowym trendzie to okno do wolności też się kurczy- choć zapewne nigdy nie zniknie całkowicie- tylko pozostanie kwestia kosztów rosnących w miarę wzrostu popytu.

W razie zainteresowania dokładniejszymi informacjami- mail