Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kacapia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kacapia. Pokaż wszystkie posty

Turcja i okolice, czyli historia bardzo przyspieszyła

Nieudolny zamach stanu w Turcji jest rzeczą potencjalnie bardzo, bardzo ważną. 

Na teraz nie jest szczególnie istotny jego przebieg, ani to, czy był planowany, zarządzony przedwcześnie, czy był od początku prowokacją Erdogana. Ważne są skutki i dalsze potencjalne zdarzenia.
Skutkiem, który nastąpił od razu i będzie mieć największe konsekwencje, jest konsolidacja władzy przez tureckiego sułtana dyktatora prezydenta. Opozycja została zlikwidowana. 

Jakie znaczenie ma jakaś tam próba zamachu stanu w jakimś kraiku? Mniejsze lub większe. Ale jeśli ten kraj kontroluje ważną cieśninę, ma drugą co do wielkości armię NATO oraz jest prawie otoczony pełnym zestawem kryzysów międzynarodowych, to sprawa wygląda nieco poważniej. 

Turcja jest mniej lub bardziej kluczem, a co najmniej istotnym graczem w sprawach Syrii, Armenii i konfliktu z Azerbejdżanem, relacji Iranu ze światem, Krymu, dostępu rosyjskiej floty do Morza Śródziemnego, w mniejszym stopniu kwestii greckiej, ale przecież w niej też ma znaczenie. O takim szczególe jak kwestia podziału Cypru nie warto wspominać... To są wszystko jednak drobiazgi. Dokładnie i wyłącznie polityka Turcji decyduje o przebiegu i skali kryzysu uchodźców w Europie oraz o kwestii kurdyjskiej. 
Rzecz jasna, w żadnej z tych spraw nie rozstrzygają wyłącznie decyzje Ankary. Ale w każdej z nich coś ma do powiedzenia. 

Na każdą z nich mają wpływ decyzje jakie może podjąć turecki władca. A od kilku dni, od nieudanego zamachu stanu, może tych decyzji podjąć więcej różnych i spotkać się ze znacznie mniejszym sprzeciwem opozycji.

A co go właściwie dotychczas ograniczało? 

Najładniej powiedzieć- podstawowe zasady ustrojowe państwa. Bynajmniej nie chodzi tu o jakieś głupoty sądownicze i parlamentarne. To w Turcji nigdy nie stanowiło problemu. Co stanowiło?

Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba wrócić się do początków nowoczesnej Turcji, czyli czasów zaawansowanego rozkładu Imperium Osmańskiego. 

W początkach ubiegłego wieku było wyraźnie widoczne, że sukcesem organizacyjnym i politycznym są państwa narodowe, z pewnym wskazaniem na nieliczne wówczas republiki. Wielonarodowe monarchie cechowały się dysfunkcjonalnością i wydawały się anachronizmem. Religia jako czynnik jednoczący państwo już zwyczajnie nie działała. Dlatego bardzo wyraźnie sypało wielonarodowe imperium katolickie, tak samo jak wielonarodowe imperium muzułmańskie. 

W CK monarchii rosły w siłę ruchy narodowe, które potem zagospodarowały gruzy po niej. W anachronicznej monarchii muzułmańskiej była grupa, która zdawała sobie sprawę z kierunku w jakim podąża zarówno CK monarchia, jak też Imperium Osmańskie. Sami określili się jako młodoturkowie. Ich wizja polegała na uratowaniu państwa przez przekształcenie się w nowocześnie zarządzaną narodową monarchię konstytucyjną lub republikę. OK, fajnie, ale monarchię jakiej narodowości? Żadna nie stanowiła większości. Ale dominującą narodowością byli Turkowie. A co najmniej wśród tej grupy reformatorów. 

Wobec czego pozostało drugie pytanie-  jak stworzyć państwo tureckie, a wielkim obszarze zamieszkałym przez Ormian, Kurdów, Arabów, Greków, Bułgarów, etc. 
Ruch ten faktycznie objął władzę i w 1908 roku doprowadził do detronizacji sułtana. A następnie rozpoczął politykę dyskryminacji wszystkich narodowości nietureckich, co częściowo przyczyniło się do kolejnych wojen bałkańskich i wojny z Włochami. Zakończyły się one odebraniem Imperium prawie wszystkich terytoriów europejskich i afrykańskich.
W ten sposób, został rozwiązany problem mniejszości słowiańskich, częściowo greckich i oraz Tuaregów.  

Ruch młodoturecki był w sporej części (ale i reszta elit także) zafascynowany państwem narodowym o największych widocznych sukcesach- czyli Niemcami.  Jedną z rzeczy, która na pewno zrobiła wrażenie na młodoturkach było rozwiązanie kwestii narodowościowej w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej. Nie wchodząc w szczegóły- niemiecka armia kolonialna bardzo sprawnie dokonała ludobójstwa na większości populacji narodów Herero i Nama.
I to dla nich stało się wzorem rozwiązania kwestii ormiańskiej, greckiej, kurdyjskiej i arabskiej. Tak mogłoby powstać narodowe państwo tureckie, nowoczesne w formie i treści. 
Ta fascynacja Niemcami i wzajemne dobre relacji sprawiły, że gdy wybuchła wojna światowa, Imperium Osmańskie znalazło się po stronie państw centralnych. Czyli później przegranej. kilku milionom Ormian życia to nie uratowało, ale tym, którym zdążyła pomóc armia rosyjska- już tak.
Podejrzewam, że dokładnie takie plany jak eksterminacji Ormian były też przygotowywane wobec pozostałych nietureckich narodowości. Zaraz po Wielkiej Wojnie wybuchła wojna z Grecją, która bardziej broniła swoich krajan. Większość z których musiała porzucić wszystko i uciec z wybrzeży Azji Mniejszej na dzisiejsze terytorium Grecji.  To i tak było lepsze niż podzielenie losu Ormian. Tereny zamieszkałe przez Arabów dostały się pod rządy państw europejskich i ich mieszkańcom mógł co najwyżej grozić kolonialny wyzysk, ale nie ludobójstwo (Niemcy już przecież nie miały koloni).
Pozostali Kurdowie. 
Ale w międzyczasie wojna się skończyła. Próba zmiany i utrzymania Imperium Osmańskiego skończyła się niepowodzeniem. I tak jedynym wyjściem pozostało narodowe państwo tureckie, ale bez sułtana i z zamiarem modernizacji. 
Jednym z nielicznych wybitnych dowódców sułtańskiej armii był niejaki Mustafa Kemal, po przegranej wojnie, w obliczu zamiaru kompletnego rozparcelowania dawnego imperium zaczął działać metoda faktów dokonanych. Przejmował kontrolę nad kolejnymi terytoriami, też nadzorując i organizując czystki etniczne, zwłaszcza wobec Greków. 
Kampania ta zakończyła się sukcesem, alianci pozwolili na powstanie państwa tureckiego, świeckiej republiki obejmującej praktycznie całą Azję Mniejszą. W której już nie było Ormian ani Greków. 
Prezydentem, dożywotnim rzecz jasna, tego państwa został Mustafa Kemal. Który w ramach kampanii modernizacji kraju nakazał wprowadzenie nazwisk. I sam przyjął skromne nazwisko Ataturk. 

To są prawdziwe zasady ustroju Republiki Tureckiej. Kult Ataturka, świeckość, ważna rola armii, turecki szowinizm, ale bez ludobójstwa. Tak, to ostatnie, zupełnie bez przesady, to granica na której cały czas znajduje się Turcja. Ale jeśli ją przekroczy to pierwszym celem są Kurdowie. 

Ataturk był zwolennikiem państwa umiarkowanego w swoim działaniu, przynajmniej na tyle, aby mogło należeć do ogólnie pojętej zachodniej wspólnoty.
Z tego wywodziły się właśnie zasady ustrojowe. Świeckość, nawet według konstytucji gwarantowana przez wojsko, sojusz z Zachodem, modernizacja technologiczna i edukacja oraz oczywiście prymat języka i kultury tureckiej.  Jest to bardzo dalekie od zachodniego społeczeństwa opartego na demokratycznej wspólnocie, ale linią przewodnią jest nieszkodliwość dla sąsiadów. Utrzymanie się jako cywilizowane państwo w zachodniej wspólnocie. Temu służy(ła) cała sieć powiązań w tureckim państwie i wojsku, między innymi służących do hamowania zbyt radykalnych polityków. Z czego radykalizm w takich realiach to mógł być radykalizm islamski lub młodoturecki. I wraz ze zniszczeniem opozycji broniącej idei Ataturka, Turcja pod rządami Erdogana przesunie się w stronę jednej z tych dwóch ideologii. Oczywiście, teoretycznie teraz może stać się wielokulturową nowoczesną republiką w zachodnim stylu, ale to nie wydaje mi się zbyt prawdopodobne. 
Wszyscy się dziś boją i straszą islamizmem, ale akurat on nie jest tu żadnym problemem i nie będzie. Bo i niby dlaczego? Sojusz islamski z Saudami przeciw Izraelowi? To byłby problem Izraela, zresztą niezbyt wielki, bo z Turcja nie graniczą i z większymi sojuszami dawali sobie radę. 
Ideologia młodoturecka to inna sprawa. Z punktu widzenia moralności nie mamy nic bardziej obrzydliwego na tapecie, bo mówimy o ideologii ludobójczej. 
Pytanie czy Erdogan jest młodoturkiem? Wykluczając dwie pierwsze możliwości, czyli demokrację i ataturkizm, zostają te dwie- młodoturkizm i zwyczajna kleptokracja. Jak sądzę, przez pierwsze lata jego rządów wszyscy podejrzewali to drugie, że będzie zwyczajnym złodziejem i nie spowoduje żadnych większych problemów. 

Rozegranie sprawy uchodźców i obecne ataki na Kurdów pokazały, że takie myślenie było błędem. Mamy do czynienia z odrodzeniem idei Imperium Osmańskiego w zestawie ideą tureckiej czystości rasowej, a to wszystko w wykonaniu sprytnego i sprawnego polityka.

To już jest zła wiadomość. Następne będą gorsze.
Przypominam, że Turcja jest członkiem NATO i w tymże NATO ma drugą najsilniejszą armię. Ale to jest drobiazg. Najważniejsze jest to, że ma dostęp do zachodnich technologii wojskowych. Zarówno dla użytku, jak też w formie licencji produkcyjnych. 
Jeśli mówimy o zmianie kierunku polityki Turcji w stronę rewizji granic i czystek narodowościowych, to najlepszymi sojusznikami są ci którzy też z takiego planu uczynili swą politykę. Dokładnie tak samo jak III Rzesza i ZSRR byli świetnymi sojusznikami. Do czasu przynajmniej. 
Czas wrócić do najpoważniejszej kwestii- Kurdowie. Najliczniejszy dziś naród bez państwa.. choć nie do końca. Po upadku Saddama Hussaina wynegocjowali autonomię w swojej części Iraku, którą udało się przekształcić w faktycznie niepodległe i funkcjonujące państwo. Teraz są dobrymi i sprawnymi sojusznikami Zachodu. Zapewniają stabilność w kurdyjskiej części Syrii oraz piechotę w walce z ISIS. Wszędzie, oprócz Iranu, Kurdowie byli obywatelami drugiej kategorii. Dziś, we własnym państwie mogą żyć względnie normalnie. Tak samo jak Kurdowie w Syrii, przynajmniej jak na warunki państwa w stanie upadku.
Tymczasem samo istnienie narodowości kurdyjskiej jest w ramach ideologii młodotureckiej niedopuszczalne. Czy Erdogan podziela tę opinię? Czyny wskazują, że tak. 
Kurdowie, jak każdy naród, też są podzieleni. Kurdowie Tureccy przez dziesięciolecia otrzymywali wsparcie z ZSRR, siłą rzeczy ich reprezentacja uległa wpływom Kacapii. Tego raczej nie da się powiedzieć o Kurdystanie. Pozostaje pytanie na ile władze i społeczeństwo prawie niepodległego Kurdystanu poczują się do obowiązku pomocy rodakom. 
Nie potrzeba żadnych mocnych deklaracji. Wystarczą zwykłe działania dyplomacji. I może się okazać, że gdzieś za kulisami doszło do odwrócenia sojuszy. W sposób zupełnie naturalny państwa Zachodu, czyli też NATO, będą wspierać swojego lojalnego sojusznika, czyli Kurdystan, a z nieufnością traktować dotychczasowego sojusznika, czyli Turcję, której władze podważają ideologię państwa z której ten zachodnie sojusz wynika. 


Całkiem sporą, sfanatyzowaną przez propagandę i przeszkoloną wojskowo populacją dysponuje Rosja. Na szczęście dla Polski i świata, Kacapstwo nie jest w stanie samodzielnie wymyślić i wdrożyć młotka, a ostatni poważny transfer technologii miał miejsce przy okazji wyłapywania niemieckich naukowców i techników w 1945. Turcja cały czas ma dostęp do zachodnich technologii, w tym możliwość i umiejętność licencyjnej produkcji oraz własnego projektowania i rozwoju. 
Są to rzeczy, za które Rosja zapłaci dosłownie każdą cenę. Rosji wcale nie jest potrzebny żaden sojusz, ani żadne formalne i publicznie ogłaszane umowy. Wystarczy możliwość kopiowania technologii. 
Czyli mamy dwóch zbrodniarzy, z których jeden jest w stanie zyskać bardzo, bardzo wiele na współpracy z drugim, a obaj nie cofną się przed niczym, aby realizować swoje cele. W końcu obaj mają na rękach krew swoich poddanych współobywateli. 
Co Rosja ma do zaoferowania? Teoretycznie niewiele. Praktycznie też na tyle mało, że zapłaci każdą cenę jaką Erdogan sobie zażyczy. I prawdopodobnie będzie mniej lub bardziej oznaczało to wycofanie się Rosji z regionu Kaukazu i Bliskiego Wschodu i oddanie Turcji swoich wpływów i interesów. 
Czyli klasyczny podział stref wpływów. 

W takim razie spójrzmy na mapę. Pierwsze sprawa to Armenia. W czasie pierwszej wojny światowej Turcy starannie skorzystali z doświadczeń niemieckich w Afryce, a może i doradców i całkiem podobną metodologią prawie wymordowali Ormian. Prawie, bo akurat rosyjską armia na Kaukazie dowodził generała, który miał pojęcie o swojej robocie. Przy okazji stanowił on połowę kompetentnych generałów w carskiej armii. W związku z czym, zanim osmańska armia wymordowała i wygnała na pustynię wszystkich Ormian, linia frontu zdążyła się przesunąć i uratować sporą ich część.  Co do dziś pamiętają. Jest to jedyny w historii przypadek, gdy Moskale naprawdę kogokolwiek wyzwalali i mu pomogli, stąd Ormianie są jedynym narodem mającym pozytywna opinię o państwie rosyjskim, przynajmniej z tych, które bywały w zasięgu Moskwy.
Następnym sąsiadem jest Irak, a właściwie Kurdystan, który co prawda teoretycznie jest częścią Iraku, ale w rzeczywistości jest to samodzielne państwo. Które własnie powstaje jako państwo narodowe, jedne z nielicznych w tamtym regionie. 
A kolejnym sąsiadem jest Syria, a właściwie jej ruiny. Kraj, którego głupia i skorumpowana władza trzymała w stanie stagnacji, ani szczególnej biedy, ani specjalnego rozwoju i tak sobie mogło to trwać dopóki były pieniądze i dopóki zmiany klimatyczne nie wysadziły w powietrze połowy rolnictwa w kraju. Rosnąca bieda i tłumy bezrobotnych bez kwalifikacji w połączeniu z tępym dyktatorem to była mieszanka wybuchowa. W końcu beczka prochu wybuchła, kraj został zrujnowany do reszty, Liban i Jordania ponoszą koszty ekstremalnie wielkiego napływu uchodźców, których próbują utrzymać, choć ewidentnie żadnego z tych krajów na to nie stać. Dla odmiany Turcję na to bez trudu stać, ale lepiej ich wykorzystywać w nieludzkich warunkach, a jeszcze lepiej pomóc zorganizować mafię przerzucającą ich do znienawidzonej Grecji.   
Ale to nie koniec złych konsekwencji.
Jeśli dojdzie do porozumienia dwóch morderców, i porozumienie to będzie opierać się na podziale stref wpływów, czyli w swej istocie powrotowi do 19-ego wieku, to siły Rosji wycofane z Kaukazu i Bliskiego Wschodu będą mogły znaleźć się gdzie indziej. Co w połączeniu z możliwością modernizacji armii jest tą właściwą bardzo złą wiadomością. 

Ta bardzo zła wiadomość brzmi- jeśli dojdzie do porozumienia Putin- Erdogan, a porozumienie takie jest bardzo opłacalne dla obu stron, to możliwą konsekwencją jest znacznie zwiększenie armii rosyjskiej możliwej do rozdysponowania na innych frontach, oraz co gorsza, skok technologiczny w zakresie sprzętu.
Przypomnę na przykład, że obecnie w Rosji nie ma żadnej firmy, która byłaby w stanie stworzyć działający układ przeniesienia napędu dla czołgu ważącego więcej niż ok 40 ton. T-90 jest nieco cięższy, ale kosztem gigantycznego spadku niezawodności. A w tej masie nie da się zbudować pojazdu, który byłby odporny nawet na lekkie rakiety ppanc. najnowszej generacji. Ale jeśli dostaną nawet tylko kompletne powerpacki z Turcji, to propagandowa "Armata" może stać się naprawdę działającym, może nawet nowoczesnym czołgiem. I pełno innych, podobnych drobiazgów. 

W skrócie: to jest czas, aby naprawdę śledzić wiadomości. Nie jakieś głupoty o tym kto i gdzie się wysadził, tylko prawdziwe wiadomości. A relacje pomiędzy dwoma bandziorami z potężnymi armiami są naprawdę ważne. A jeśli (kiedy?) tych dwóch się dogada, to będzie czas, aby bardzo poważnie przemyśleć kwestię ścieżki ewakuacji z Europy Środkowej. Przynajmniej dla rodziny. 


Jeszcze o polskim rządzie, teraz na chłodniej


Minęło trochę ponad pół roku działalności nowego rządu, jedynego niekoalicyjnego od wielu dziesięcioleci. Po dość emocjonalnych uwagach, jakie miałem, czas napisać coś trochę spokojniej. Emocjonalnych, bo Polska to nadal jest, w jakimś sensie, mój kraj. Z drugiej strony nie mogłem uwierzyć, że osoby, które mniej lub bardziej przygotowywały się latami do poprawy państwa, mogą być aż tak niekompetentne. 

Teraz, na sporo chłodniej mogę to ocenić.

Wrażenia z obserwacji działań rządu Beaty Szydło są... dziwne. Teoretycznie jest to rząd jednej partii, która powinna mieć jakąś spójną wizję gospodarki i działający razem na rzecz jej realizacji.

W rzeczywistości widzę go jak koalicję dwóch ugrupowań werbalnie mających wspólne cele, ale w rzeczywistości nie mających ze sobą kompletnie nic wspólnego. 

Deklarowanym celem dojścia do władzy PiS było usprawnienie i modernizacja państwa. Usprawnienie wojska, administracji, polityki fiskalnej, gospodarki, unowocześnienie infrastruktury i też rozpoczęcie prowadzenia polityki zagranicznej typowej dla współczesnego, niepodległego państwa. 

O polityce zagranicznej pisałem, zdania nie zmieniam. Minister Waszczykowski albo nie wie na czym polegają zadania współczesnego MSZ, albo nie chce wiedzieć, albo wie, ale nie chce tego robić. Za tą ostatnią tezą przemawia fakt, że polityka kadrowa pozostała bez zmian, jak polska dyplomacja i służby konsularne były zdominowane przez niekompetentnych pajaców z ubeckich rodzin, tak nadal są, mają się dobrze, są utrzymywani na stanowiskach i nowi wysyłani na kolejne. Dotychczasowy aparat ministerstwa nie działa i nie jest zmieniany. Jedyną rzeczą która w takiej sytuacji może robić minister to pokazywać się w rożnych miejscach i mówić rzeczy, o których ma pojęcie lub nie, ale nie mają żadnego związku z deklarowaną działalnością PiS, bo bandy potomków ubeków co prawda nie mają zielonego pojęcia o godnym reprezentowaniu kraju i opieką nad jego obywatelami, ale na pewno mają pojęcie o udupianiu każdego, kto będzie tego próbował na własną rękę. 

Dla odmiany zmiany w Ministerstwie Sprawiedliwości są szybkie, sprawne i przemyślane. A jak się komuś nie podoba, to zawsze może np. zostać szeregowym prokuratorem w Ciechanowie. Albo woźnym. Prokuratura na pewno, komornicy prawdopodobnie i sądy być może będą wkrótce działać znacznie lepiej. 

Zmiany w wojsku są wzorcowe, obecne ćwiczenia (Anakonda 16) mają skalę i scenariusz idealnie załatwiający kwestię relacji z Rosją. W skrócie- na Kacapów nie ma innej metody jak pokazanie z wystarczającym przekonaniem wystarczająco solidnej pałki. Ta pałka została pokazana. Bardzo wyraźnie. I nie, nie przesadzam, Antoni Macierewicz samą tą decyzją jak najbardziej wypełnia kryteria otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla. Której za coś takiego oczywiście nie otrzyma.


Z drugiej strony mamy Krzysztofa Tchórzewskiego, ministra energetyki. Materia zbyt skomplikowana dla przeciętnego zjadacza memów. Zapewne tylko to jest przyczyną dla której w konkurencji na najpopularniejszego bohatera przegrywa nie tylko z Petru, ale również wszystkim żyjącymi byłymi prezydentami. Wierzcie mi, poziomem wiedzy i kompetencji w pełni zasługuje na odebranie tego stanowiska nawet od Petru. Na przykład w sprawie samochodów elektrycznych powiedział "Minister Energii powiedział, że cała energii nauki powinna skupić się na wymyśleniu bardziej trwałego systemu zasilania niż znany od ponad stu lat akumulator." No i fajne, ale sam minister zapewne ma przy sobie telefon komórkowy, w którym jest akumulator zrobiony w technologii bynajmniej nie znanej od stu lat, a zaledwie kilkunastu. Co więcej w tej technologii sprzed kilkunastu lat można zrobić samochód osobowy o zasięgu 500 km i czasie ładowania 80% baterii w 45 min. Oraz autobusy o zasięgu rzędu 300 km. Wskazówka dla niektórych ministrów: obie te rzeczy można dziś kupić, standardowe z salonu, szukać w Internecie pod hasłami "samochód Tesla" oraz "autobus BYD K9". Reszta wypowiedzi i decyzji prezentuje bardzo zbliżony poziom wiedzy technicznej. Zarówno jeśli chodzi o samą technikę, jak i poziom dziś oferowanych rozwiązań. Problem polega na tym, że Petru mówi o rzeczach znanych ze szkoły podstawowej, a Tchórzewski mimo wszystko wymagających jakiejś orientacji. Ale wszystkich miłośników memów naprawdę zachęcam do przyjrzenia się wypowiedziom ministra Tchórzewskiego. Im prędzej ten człowiek zostanie powszechnym pośmiewiskiem, tym lepiej dla Ojczyzny. Wystarczy wziąć którąkolwiek z jego konkretnych wypowiedzi i sprawdzić obecny poziom technologii w danej dziedzinie. Zapewniam, że w każdym przypadku będzie z czego się śmiać.

Bardzo blisko energetyki jest infrastruktura. Tu poziom jest zbliżony. Choć może dla pomysłu ładowania pieniędzy w energetykę węglową znalazłoby się jakieś uzasadnienie typu "ja nigdy w życiu nie słyszałem o internecie, a wszystkie książki które czytałem wydano w ubiegłym wieku", tak dla pomysłu rozbudowy infrastruktury dla towarowej żeglugi śródlądowej w Polsce nawet takiego usprawiedliwienia bym nie przyjął. Poziom pomysłów ministra Adamczyka absolutnie przekracza mój poziom umiejętności krytyki. 

A później mamy na przykład Ministerstwo Finansów. I prawdziwy kwiatek. Wszystkie historie wyżej można schować. Oddam głos fachowcowi, tu link do całkiem dobrego tekstu na Weszło. W największym skrócie- jednym z elementów modernizacji państwa jest modernizacja systemu finansowania sportu z jednej strony i uregulowania hazardu z drugiej. Obie te rzeczy były poza organizacyjnymi możliwościami 3 RP. Obecnie MF proponuje, aby w uproszeniu pozostawić jak było, czyli kompletnie bez sensu. Minister Gowin (szkolnictwa wyższego, jakby ktoś nie pamiętał) przygotował projekt, który jest, w dużym uproszeniu, nowoczesny. Po prostu normalna regulacja, wzorowana na dobrze działających rozwiązaniach w normalnych krajach. Najwyraźniej jednak nie jest w stanie przekonać do tego rządu, czy partii i rozpoczął promowanie swojego rozwiązania przez media. Będąc w opozycji do Ministerstwa Finansów. 

Do tego mamy taką postać jak Szyszko. W sprawie wycinku w Puszczy Białowieskiej nie znam się i nie wiem, która strona ma rację. Za to wiem, bo to widać było w światowych mediach, że forsowanie wycinki zaszkodziło wizerunkowi Polski. Co najmniej do stopnia, w którym IKEA zapowiedziała, że nie będzie kupować drewna z Puszczy Białowieskiej. To o czymś świadczy, konkretnie o tym, że zapowiedzieli to ratując swój wizerunek. 

Oraz znacznie grubsza sprawa. Po powrocie z konferencji klimatycznej w Paryżu opowiadał, jak to załatwił, że pochłanianie CO2 wskutek zalesiania będzie także wliczane do bilansu emisji danego kraju. Fajnie, ale to było postanowione dość dawno, zasadniczo w jednym celu- aby przymknąć oko na lipne deklaracje środowiskowe państw, które nie mają żadnego zamiaru uczestniczyć w światowej polityce klimatycznej. A głównie chodziło o jedno państwo. Nie, nie Polskę, Polska jest częścią UE i tak naprawdę nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Chodzi o Rosję, która jako deklarację klimatyczną dostarczyła stos nietrzymających się kupy bredni okraszonych deklaracją pochłaniania przez zalesianie. Rosja i tak jest międzynarodowym pariasem, ale dzięki temu konferencja lepiej się udała. A polski minister wsparł działania tego pariasa i jeszcze opisywał to jako swój sukces. To już nie jest dno, a pukanie od spodu.

Do tego zestawu mamy Anne Streżyńską, która po prostu ma pojęcie o tym co robi i co zamierza zrobić. Co tu więcej dodawać?

Oraz Mateusza Morawieckiego, który, nie pierwszy raz, chce wykorzystać swoją wiedzę, umiejętności i kontakty dla przysłużenia się Ojczyźnie. Nie mam żadnych wątpliwości co do takiego podejścia. Miał znaleźć pieniądze na wielki program modernizacji energetyki i infrastruktury oraz dokapitalizowania polskiego innowacyjnego przemysłu i znalazł. Problem polega na tym, że o programach na jakie zostaną wydane te pieniądze będzie decydować w największej części Tchórzewski i Adamczyk. A oni prześlą tę forsę na wszystkie najgłupsze pomysły, jakie tylko można będzie można znaleźć. W skrócie- Morawiecki daje gwarancje, że znajdzie każdy grosz, który będzie można przeznaczyć na inwestycje, a duet T-A daje gwarancje, że możliwe mało z tego zostanie przeznaczone na cokolwiek produktywnego. 

Cały obraz wygląda tak, jakby to był rząd koalicyjny i to wyjątkowo nie dobranych i nie znoszących się partnerów. Z jednej strony Macierewicz, Morawiecki, Ziobro, Gowin, Streżyńska, chyba też Radziwiłł (nie wiem, tu nie znam się), czyli ludzie których pracę szanuję i podziwiam, choć czasem są znaki zapytania jak np. trwanie przy uznawaniu słowackich tytułów akademickich, ale nie zmieniają obrazu ludzi, którzy chcą zmodernizować kraj, mają wiedzę i umiejętności jak to zrobić i po prostu robią. 

Z drugiej strony mamy Waszczykowskiego, Tchórzewskiego, Adamczyka, Szyszkę, chyba też Szałamachę, czyli ludzi, którzy nigdy nie powinni decydować o sprawach kraju. Niektóre z ich działań można określić epitetami typu "skrajny brak kwalifikacji", dla innych emocję biorą górę nad kulturą i nie jestem w stanie nic napisać. Gdyby nie chodziło o Polskę pewnie bym mógł i urządziłbym sobie pośmiewisko, na jakie zasługują. 

Nie wiem na której liście powinna znaleźć się Szydło, co skądinąd świetnie świadczy o jej kwalifikacjach czysto politycznych. Ale dla bycia ministrem bycie politykiem nie wystarcza. 

Ten podział ma niestety dość wyraźny wspólny mianownik. Ludzie ze starego PC, czy działacze PiS od dawna, zawodowi politycy, stwarzają ten obraz nieudolności i niekompetencji. Ludzie dobrani do projektu modernizacji Polski gdzieś w trakcie walki z bandyckimi rządami PO są jedną z najlepszych i najbardziej kompetentnych ekip w historii Polski. 

Zobaczymy jak długo tak chimeryczny rząd może działać. W końcu dysponuje trwałą większością parlamentarną. Bardzo wielu jego członków może mieć podejście, że warto zrobić coś, nawet jeśli kolega jest kompletnym szkodnikiem. Zresztą, gdyby T i A nie mieli pieniędzy to by nie stanowili żadnego problemu, ot, jeszcze kilka lat stagnacji. Problem polega na tym, że dostali pieniądze, których drugi raz nie będzie. A Polska straci kolejnych kilka lat, których drugi raz nie będzie. Ale może przynajmniej zostanie działający aparat sprawiedliwości, wojsko i szkolnictwo wyższe, które wykształci kompetentnych inżynierów, którzy kiedyś zostaną ministrami. Na razie kompetentni inżynierowie są raczej na emigracji i pewnie tam pozostaną.

Wyjaśnieniu hejtu dla Kacapii

Poprzedni post, oprócz technicznego omówienia świętej relikwii Armii Radzieckiej charakteryzował się jeszcze dość obfitym stosowaniem określenia, które wschodnia propaganda najchętniej by usunęła ze słownika. To mogło razić jako pewne nadużycie, ale miało zupełnie racjonalny i sensowny cel.

Otóż liczyłem na to, że tekst ten będzie wysoko w rankingach kremlowskich trolli. Jako miejsce do niszczenia dyskusji, tradycyjnego hejtu i całego innego szmaciarstwa, które to bydło uprawia. 

Oni działają według bardzo prostych algorytmów, wiec się nie pomyliłem, ściągnąłem sporo takich komentarzy. Blogger i pozostałe serwisy blogowego też działają według całkiem prostego algorytmu. Jeśli wystarczająco wielu blogerów oznaczy jako spam wiadomości wychodzące z konkretnego adresu IP (albo klasy adresów, jeśli działa według starszego systemu), to w końcu ten adres zostanie od razu rozpoznany jako podejrzany we wszystkich serwisach i z zasady najpierw wrzucany do spamu. Co więcej, Blogger, Aksimet i inne uczą się także zwrotów i słów kluczowych pojawiających się w spamie. Następnie konkretne adresy IP są oznaczane z definicji jako spamerskie i bardzo trudno jest z nich przesłać jakąkolwiek wiadomość. Czasem nawet zwykłego maila.

Z tego opisu już chyba wszystko jest jasne. Z przyjemnością czekałem na stada moskiewskich trolli i się nie zawiodłem. Oczywiście wy tych komentarzy już nie zobaczycie. Nikt ich już nie zobaczy.
Tak samo jak setek innych na wielu innych blogach w ładnych paru językach. 

W sumie to wyszło zabawnie. Wielki rosyjski plan zdominowania internetu, na który wyłożyli naprawdę duże pieniądze. Kto był wystarczająco pozbawiony przyzwoitości i mający odrobinę sprytu mógł całkiem ładnie zarobić. Dziś kończą się pieniądze, a przy okazji coraz trudniej się troluje, bo tacy amatorzy jak ja mamy proste możliwości i narzędzia aby tak szeroką akcję skutecznie psuć. Co przy okazji całkiem zabawnie dezorganizuje resztki rosyjskiej gospodarki, bo nagle są problemy z przesyłaniem maili z biurowców w których są firmy spamerskie. Hehe....
Trochę się tego towarzystwa jeszcze znajdzie, ale dyskusja powoli wraca do kulturalnego poziomu, czego się spodziewam w dalszym ciągu, nie tylko tutaj, ale i na innych polskich blogach i forach. 

Przy okazji okazało, że wyrzucanie ewidentnego moskiewskiego spamu skutkuje też automatycznym blokowaniem miłośników Korwina oraz Brauna. Kto by pomyślał?

Kacapia w przykładach- propaganda i technika

Jednym ze sposobów działania Kacapii jest promowanie swojej religii. Trudno nazwać wiarą prawosławie z okresu późnego Imperium Rosyjskiego, a jeszcze bardziej dzisiejsze. Ale prawosławie w wydaniu kacapskim właściwie ocenili nasi dziadowie. Którzy, odnosząc się w II RP z szacunkiem do wielu wyznań, prawosławne świątynie po prostu wysadzili w powietrze.
Ale to nie prawosławie jest religią kagiebistów. Prawdziwa religia opiera się na Cudzie Pokonania Faszystów.
 
Historia II w.ś. według radzieckiej religii brzmi tak, że po zdradzieckim ataku dzielna Armia Czerwona została zaskoczona i cofała się zadając potężnemu wrogowi wielkie straty. Następnie mobilizacja społeczeństwa i przemysłu pozwoliła na formowanie kolejnych jednostek i wyposażanie ich w nowoczesną broń, która powstrzymała faszystów pod Moskwą. Błyskotliwi radzieccy inżynierowie opracowali wspaniałe konstrukcje, które produkowane w tysiącach i milionach przez zmobilizowany radziecki przemysł pozwoliły zwycięskiej Armii Radzieckiej dotrzeć do Berlina, pomimo zawodności i nierzetelności zachodnich sojuszników.
 
Ta historyjka ma tyle dziur, że nie jest w stanie obronić się badaniami i logiką. Inną sprawą jest oczywiście mentalność Kacapii, czyli absolutna podległość wiedzy o świecie i historii wobec bieżących potrzeb polityki i propagandy. Nam, cywilizowanym ludziom, retuszowanie zdjęć i wycinanie z nich postaci w niełasce może się wydawać śmieszne, ale w Kacapii takie zdjęcie ze Stalinem to była śmiertelnie poważna sprawa.
 
Tak samo musiała się zgadzać pozostała część narracji, a tam gdzie były prawdziwe słabe jej punkty, cały aparat państwowy podporządkowany propagandzie wspólnym głosem i przez lata przekonywał wszystkich o absolutnej prawdziwości historyjki i całej kacapskiej wersji. Bez żadnego miejsca na obiektywne badania, prawdę, nic. Zatrudnienie wszystkich łącznie, dyplomatów, budżetów reklamowych firm i wszystkich dostępnych propagandzistów na papierze i taśmie filmowej. Przecież nie mówimy o żadnej sztuce, Mówimy o podporządkowaniu wszystkiego naczelnym celom Kacapii, czyli ekspansji za wszelką cenę.
 
Sposób tej ekspansji opracował Gengis Khan (a właściwie to jego synowa). Propaganda musi mieć na celu szerzenie mitu o niezwyciężoności i wielkiej przewadze technicznej i liczebnej. Wszystkimi metodami. To opisywałem w poprzednim odcinku.
 
Wracamy do mitu o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Służy on zarówno jako własna religia, jak też do argumentacji politycznej i propagandy o niezwyciężoności. Czyli jest centralnym punktem mitologii Kacapii. Co zresztą łatwo zauważyć. Wszystko, co robią władze Rosji w taki lub inny sposób odwołuje się do mitu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Czy to pilnowanie pomników kacapskich generałów, czy poszukiwanie faszystów na Ukrainie i większości pozostałych sąsiednich krajów. Definicja faszystów w wydaniu Kacapi to temat, który został dobrze opracowany. Komu brakuje może poczytać Sergiusza Piaseckiego. On co prawda nie opisywał jak zwalczano faszystów, a"polskich panów", ale definicja jest ta sama.
 
W samym opisie jest mowa o wielkim poświęceniu narodu radzieckiego. Raczej bym to nazwał wielką rzezią wspólnie urządzoną przez Stalina i Hitlera. W rzeczywistości w ZSRR zginęło od 20 do 40 mln ludzi. Tej liczby nie da się w żaden bezpośredni sposób potwierdzić, bo świadomie sfałszowano spis powszechny. Nawet dla władz. Oficjalne dane mówią chyba o 11 mln ofiar, ale to właśnie była propaganda mająca dla odmiany sugerować, że we wczesnej fazie zimnej wojny ZSRR miał jakikolwiek potencjał militarny. Nie miał.
 
Najważniejsza sprawa w kacapskim micie dotyczy techniki. Liczba ofiar może podlegać dyskusji, populacja i możliwości mobilizacyjne są mniej- więcej znane. Ale jeśli przekonamy przeciwnika, że dysponujemy superbronią, która jest niedościgniona/niewykrywalna/nie do pokonania przez antykacapów to zwiększa się chęć do negocjacji. Albo przynajmniej łatwiej podzielić społeczeństwo na obóz oporu i braku wiary w opór. Aktualnym przykładem jest głupio powtarzana przez prawicowe media wrzutka o nieskuteczności armat Leopardów na pancerz T-90. Nie ma takiej możliwości
 
Po dodaniu dwóch do dwóch, a to nawet kacapy potrafią, wychodzi, że trzeba właśnie stworzyć mity niezwyciężonych broni z 2 w.ś., które zostały stworzone przez radziecki przemysł i wygrały wojnę.
Jakie mity, ktoś się zapyta, przecież takie rzeczy były naprawdę: czołgi T-34, automat PPS, samolot IŁ- 2 i inne.  Nie, nie było. Żadna z tych rzeczy nie spełniała łącznie warunku radzieckiego pochodzenia, znaczenia militarnego i dobrej jakości. O niezwyciężalności i przełomowym znaczeniu już nie będę wspominał, choć do tego się posuwa kacapska propaganda.
 
Mity PPS, T- 34  i IŁ-2 są dokładnym centrum całej wiary radzieckiej. Dlatego tym gadżetom do zabijania trzeba przyjrzeć się bardzo dokładnie.
Karabin PPS był po prostu dokładną kopią fińskiego Suomi KP 31. Niezupełnie dokładną, bo jakościowo wykonaną w skrajnie zły sposób, ale działał. Sporo gorzej niż oryginał, ale jakoś. Zresztą i tak nie było mowy o żadnym masowym wyposażeniu, dobrze ponad 90% Armii Czerwonej i później Radzieckiej było uzbrojonej w Mosiny, które już w czasie I w.ś. okazały się wyraźnie gorsze niż niemieckie Mausery (gdyby się okazały lepsze to by nie było rewolucji i ZSRR...).
Możemy przyjrzeć się IŁ-2. To jest dopiero kopanie leżącego. Koncepcja opancerzonego samolotu może nie wygląda tak głupio. Ale połączenie tej koncepcji w jednosilnikowym samolocie z opancerzeniem ważącym tyle, że likwidującym jakąkolwiek zwrotność i manewrowość już jest po prostu... kacapskie. Pancerz był przebijany przez każde działko 20 mm i większość CKM, w jedyny silnik zawsze się dawało jakoś trafić i go uszkodzić, a przeciw jakimkolwiek myśliwcom był bezbronny. Później dodano stanowisko tylnego strzelca, co do którego Wiktor Suworow twierdził, że byli to żołnierze batalionów karnych. Nie sądzę. To nie miało znaczenia, gdzie się w tym samolocie siedziało to i tak była latająca trumna. Najlepszym dowodem jest to, że Luftwaffe, po wstępnym szkoleniu, wysyłała pilotów na szkolenia zaawansowane po prostu na front wschodni, skąd niektórzy wracali asami jeszcze przed oficjalnym zakończeniem szkolenia. Na front zachodni i do obrony Rzeszy trafiali tylko "prawdziwi" piloci, którzy na zachodzie sobie nie poradzili. Z lotnictwem radzieckim sobie radzili, nawet z amerykańskimi samolotami. 
 
Jako dygresja ciekawostka- Niezwyciężone lotnictwo radzieckie w 1944 kilkukrotnie urządziło wielkie naloty na Helsinki. Skali takiej, jaka była użyta do spalenia Drezna.  Jeśli ktoś widział te miasta, to wie, że w Helsinkach, w przeciwieństwie do Drezna przedwojenne budynki stoją i mają się dobrze. Generał zwycięskiej Armii Radzieckiej, wizytujący Helsinki po kapitulacji ponoć dostał apopleksji jak zobaczył, że w sumie naloty uszkodziły zaledwie kilkanaście budynków. Adding insult to injury, jednym z nich była ambasada radziecka.
 
Pozostaje T-34. Pojazd- legenda, w bloku wschodnim każdy przynajmniej raz w życiu obejrzał "Czterech Pancernych". Znakomicie zrobiony serial, dokładnie promujący te wyżej opisane tezy. Czysta propaganda pod płaszczykiem dobrej rozrywki. Dziś Kacapia nie ma do swych usług zbyt wielu ludzi zachodniej kultury, to zamiast propagandą w rozrywce bardziej zajmują się tą w biznesie, ale w stylu naprawdę niewiele się zmieniło. Depardieu najwyraźniej chlał na okrągło zamiast zaprosić kolegów i zrobić jakiś dobry film o wybitnych kagiebistach.
To wszystko pokazuje jak centralny punkt w tej układance zajmuje mit superczołgu T-34. I też pokazuje dokładnie słaby punkt Kacapii.
Co by pozostało z mitu, gdyby się okazało, że cała Armia Radziecka żywiła się konserwami z USA, używała wyłącznie Jeepów i Studebakerów, nieliczne lotnictwo w całości opierało się na samolotach z USA i to nie najmłodszych konstrukcji, a najważniejsze jednostki uderzeniowe Armii Radzieckiej używały Shermanów,  bo T-34, czy IS-3 to były kompletne kupy złomu?
Otóż by się okazało, ze Armii Radziecka, walcząca na amerykańskim sprzęcie z Wermachtem ponosiła straty w przybliżeniu 10 krotnie większe niż armia amerykańska, używająca tego samego sprzętu do walki z tym samym Wermachtem. A to by mogło zrodzić podejrzenia, że radziecka kadra oficerska to była banda niekompetentnych durni i pijaków nie mających pojęcia o swojej robocie od chorążego aż po, aż strach pomyśleć, samego Generalissimusa!!!
 
A w środku tego mitu czy religii stoi, z wyprężoną lufą, T-34
 
Ale jak się dobrze przypatrzeć to ta lufa trochę zwiędnie. Zaczynając od źródeł informacji. Większość dostępnych to jest kacapska propaganda. To pomińmy, co najwyżej możemy się później pośmiać. W poważny sposób ten czołg badano 3 razy. Pierwszy raz, w 1942 na poligonie testowym w Aberdeen. Stalin łaskawie zgodził się wysłać na zachód kilka egzemplarzy. Prawdopodobnie wtedy albo bał się o przyszłość lend- lease albo chciał się pochwalić doskonałym sprzętem. Już więcej takich rzeczy nie robił. Nic dziwnego, bo przez angielskich inżynierów ten pojazd został uznany za tak pełny wad i głupich rozwiązań konstrukcyjnych, że nie wart długiego zastanawiania się. Ponadto po 300 km rozpadł się w sposób niemożliwy do naprawy. A były to specjalnie zmontowane i starannie wykończone egzemplarze. Niemcy także bardzo starannie przetestowali zdobyte egzemplarze i doszli do podobnych wniosków. A dokładniej takich, że ten czołg kompletnie nie nadaje się do zastosowania jako pojazd bojowy i był użytkowany przez nich jako ciągnik artyleryjski, itp.
 
Ostatnie badanie dotyczyło egzemplarza zdobytego w Korei przez wojska ONZ i badanego przez inżynierów z USA. Niezwykle ciekawe i obszerne badanie, powołujące się też na poprzednie ustalenia. Tu link. Przy okazji można zobaczyć też jak wygląda prawdziwa praca dla wywiadu, można dla pewnego porównania sięgnąć po "Raport z likwidacji WSI" i dojść do wniosku, że towarzystwo z GRU w porównaniu do CIA nie miało zielonego pojęcia o swojej robocie, za to bardzo pięknie opowiadali historyjki jacy to oni są piękni i kompetentni i robią wspaniałe i ważne rzeczy. Słuchać ich, to jakby się "Czterech Pancernych" oglądało. Wszystko wygląda ładnie, a w rzeczywistości jest bujdą na resorach. Bez amortyzatorów.
 
Tymczasem ten raport inżynierski dla CIA obejmuje w miarę wszystko, analizę mechaniczną, projektową i metalurgiczną każdego elementu. Razem z bardzo ciekawymi uwagami dotyczącymi standardów wykonania każdego z elementów. Oraz większość podzespołów okazała się bardzo znajoma, podali nawet numer katalogowy pompy paliwa z T-34. Z katalogu niemieckiego producenta, łatwo się domyślić, że chodzi o Boscha.. To samo dotyczy prawie wszystkich części mechanicznych. Najciekawsze jest to "prawie", ale o tym za chwilę.
 
Zaczynając od początku. Coś około 1930 roku ZSRR zakupiło od niejakiego Waltera Christie projekt czołgu. Amerykański wynalazca, który wymyślił jak poprzez zmianę ustawienia elementów zawieszenia zwiększyć skok kół czołgu, co miało poprawić właściwości terenowe, a przede wszystkim zwiększyć prędkość w terenie. Pomysł ciekawy, ale nie działał. Po pierwsze i najważniejsze, nowe rozplanowanie zawieszenia zajmowało bardzo dużo miejsca w kadłubie. Czołg musiał być znacznie większy. Po drugie, w samym zawieszeniu nie przewidział amortyzatorów, co oznaczało potężne bujanie przy nieco większych prędkościach i w praktyce zwiększało prędkość tylko na drogach. Po trzecie wreszcie, sam sposób rozmieszczenia elementów zawieszenia sprawiał, że przy pojeździe przekraczającym 10-12 ton masy to zawieszenia zaczynało sprawiać problemy i w ruchu i w eksploatacji. Ten kupiony od Christiego czołg nazwali BT-2, ważył około 10 ton, był przeznaczony do szybkiej jazdy po drogach  i w ogóle był konstrukcja w miarę spójną. Nie najlepszą, właściwie to zupełnie nieprzydatną w prawdziwych warunkach bojowych, ale spójną i logiczną. Zresztą na początku lat 30-tych jeszcze nie do końca było wiadomo jak ma wyglądać i co robić w walce czołg, więc pojazd ten można uznać za posiadający jakiś sens.  Zawieszenie Christie stosowali też Brytyjczycy, ale oni je mocno zmodyfikowali i używali w specjalistycznych, szybkich pojazdach, a nie ogólnego zastosowania.
 
Kupiony projekt był bez silnika i uzbrojenia. Uzbrojenie jakieś wsadzili, takie jakie mieli, czyli dużo gorsze niż tej samej wagi i kalibru armaty i karabiny niemieckie czy amerykańskie, o brytyjskich nie wspominając. Ale działało. Tak przynajmniej widziałem w "Czterech Pancernych".
 
Silnik to był dokładnie Hispano- Suiza 12Y, podstawowy silnik lotniczy francuskiej armii końca lat 30-tych. Twórczością radzieckich, a prawdopodobnie niemieckich inżynierów został przerobiony na zapłon samoczynny, czyli diesla. Pewną poszlaką jest pompa paliwa i filtr oleju identyczny jak seryjnie produkowane niemieckie.
 
Kto chce sobie przeczyta, skracając temat, naprawdę radzieckiego projektu były filtr powietrza, skrzynia biegów, sposób mocowania układu napędowego i przeróbka konstrukcji pancerza z nitowanej na spawaną. Fragmenty tego dotyczące naprawdę polecam przeczytać. Pomimo suchego inżynierskiego języka są całkiem zabawne. Każdy z tych elementów to po prostu popis absolutnego braku rozumienia tematu przez kogokolwiek mającego związek z projektem lub wykonaniem. Filtr powietrza po prostu nie działa (jak można aż tak spieprzyć tak prostą rzecz?- przeczytajcie), Skrzynia biegów bez synchronizatorów i z przesuwnymi kołami z prostopadłymi zębami to jedno, ale nadmierne utwardzanie zębów w celu  poprawy wytrzymałości tej źle działającej skrzyni to drugie. Efektem były nadłamane prawie wszystkie zęby w skrzyni biegów czołgu z przebiegiem 720 km. Nie jako wyjątek, ta konstrukcja musiała tak działać. A wymiana skrzyni to około 3 dni pracy, bo trzeba cały zespół napędowy rozmontować, z bardzo złym dostępem oczywiście, bo jak inaczej mogło być w ruskim czołgu? Dla porównania w brytyjskich czołgach z tego samego okresu skrzynia biegów była konstrukcji ze wstępnie wybieranymi biegami, gdzie zmiana biegu trwała 2-3 sekundy, a wymiana skrzyni kilkadziesiąt minut. Oczywiście ułamane fragmenty zębów nie wyfrunęły w żaden tajemniczy sposób. Spokojnie nadal przebywały w oleju w skrzyni biegów, bo po co montować filtr czy jakąkolwiek możliwość wymiany oleju? I dalej mieliły przekładnie. Bardzo skutecznie, bo te odłamane jako pierwsze to były najtwardsze fragmenty kół zębatych....
 
Spawy pancerza były prawdopodobnie błędnie zaprojektowane, choć trudno to ocenić przy skrajnie niskiej jakości wykonania. Na pewno zupełnie wadliwa była organizacja pracy, bo przy braku wykwalifikowanych spawaczy (ewidentnym przy takiej jakości) spawano blachy bez przygotowania, czyli z krawędzią jaką dał palnik. To oznacza oszczędność pracy niewykwalifikowanych szlifierzy i zwiększoną ilość pracy deficytowych spawaczy. Kacapska organizacja pracy.
 
Przy tym wszystkim już chyba nikogo nie zdziwi informacja, że silnik był przykręcony wprost do konstrukcji, bez poduszek?
 
Są jeszcze ciekawsze fragmenty- normalni inżynierowie nie mogą się nadziwić jakości silnika. Tylko w drugą stronę. Wykonany z niezwykłą dbałością o wytrzymałość poszczególnych elementów i ich trwałość. Tolerancje wykonania i obróbka jakie są potrzebne w silniku lotniczych. Na przykład końcówka rury wytoczona wraz z flanżą z jednego kawałka stali. Takie rzeczy robi się tylko w wyczynowych silnikach i do samolotów myśliwskich. Do pojazdów lądowych, nawet wojskowych, można i obniża się wymagania, aby oszczędzić poważne pieniądze na dokładności obróbki. Nieeee- tu silnik był jakości lotniczej, ze skrzynią biegów w 18-wiecznym stylu i nie działającym filtrem powietrza, co ten silnik potrafiło zabić w kilkanaście godzin w zapylonej atmosferze....
 
Jeśli się zwróci uwagę na to, że jakby straty radzieckie były wielokrotnie wyższe niż niemieckie, to następnie słyszy się argument- no tak, ale ich czołgi były bardzo drogie w produkcji, a nasze tak proste, że mogliśmy wyprodukować 5 za każdy ich jeden. Cóż, przynajmniej w odniesieniu do silnika to nieprawda. Radziecki był wykonywany według ostrzejszych norm i to zupełnie niepotrzebnie. W przypadku sporej części innych elementów to twierdzenie jest równocześnie prawdziwe, jak też nieprawdziwe. Mianowicie, w porównaniu do podobnych konstrukcji z tych czasów, używano bardzo dużej ilości odlewów aluminiowych. Wymagających następnie znacznie mniejszej ilości i znacznie tańszej obróbki maszynowej, co miało wpływ na ilość roboczogodzin i zużycie maszyn. Czyli był tańszy. Tylko najpierw trzeba było mieć to aluminium. W czasach 2 w.ś. skrajnie deficytowe, a zawsze dużo droższe od stali. Którego nawet według oficjalnych danych radzieckich ponad połowa pochodziła z USA. Zapewne większość reszty to był recycling dokładnie tego samego amerykańskiego aluminium. Z tego punktu widzenia było to bardzo tanie rozwiązanie, bo ZSRR nigdy nie się z lend lease nie rozliczył. A dla Niemców bardzo dobre źródło deficytowego metalu. Z ich punktu widzenia używanie paliwożernego ciągnika, który i tak nie jest w stanie jechać ponad pół godziny jednym ciągiem albo wyciągnięcie z niego ponad pół tony aluminium było bardzo łatwym rachunkiem.
A dla nas polecam z Kacapii i ich pomysłów po prostu śmiech. On jest najlepszą odtrutką na propagandę. Bo przy Słynnym Radzieckim Czołgu Który Pokonał Faszystów W Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej pozostaje tylko śmiech, bo i cała konstrukcja jest śmieszna. A w rzeczywistości ZSRR otrzymał działających i poprawnie zaprojektowanych amerykańskich czołgów ilość podobną do całej niemieckiej produkcji czołgów w 2 w.ś. Nawet jeśli nie były to pojazdy wybitne, to poprawnie spełniały swoje zadanie.  
A Niemcy po swojej ocenie konstrukcji używali po prostu ciężkich pocisków strzelając do radzieckich czołgów, nie przejmując się nawet kwestią przebicia pancerza, bo i tak albo spawy puszczały i czołg się rozpadał, albo uderzenie przeniesione na konstrukcję niszczyło silnik połączony bez amortyzacji, albo po trafieniu wpadał do środka błędnie zaprojektowany właz kierowcy, albo blokowała się wieża, albo zbyt mocno hartowany pancerz raził odpadającymi od niego odłamkami załogę. Niestety dla III Rzeszy, Armia Radziecka miała także Shermany w niemałej ilości.
 
Wracając do sprawy polskiej. Potężny problem polega na tym, że rozwiązania takie i podobne prezentowano jak sensowne i słuszne, ludzie którzy to uważali za normalne, projektowali maszyny, wykładali na politechnikach i w zawodówkach. Oraz nadal to robią. Kacapami nie mamy się co przejmować. Oni i tak albo kupią projekt w całości razem z fachowcami potrafiącymi go sensownie zaadoptować albo utopią w bagnach razem ze swoim złomem. Mamy i powinniśmy się przejmować kacapskim myśleniem, którego jest wszędzie dużo za dużo. A ogłupiającej propagandy wszędzie także wystarczająco.
 
A byłbym zapomniał- jakość gumy w T-34 była taka, że stawała się krucha i przestawała amortyzować i uszczelniać już przy lekkim mrozie. Z punktu widzenia amerykańskich norm to w ogóle nie był wyrób który można dopuścić do użytku. Co jest dość zabawne jeśli mówimy o warunkach klimatycznych ZSRR. A przy tym wszystkim mówimy o dość później, powojennej produkcji z której usunięto bardzo dużą część usterek.