Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty

Malwiny

Czyli wyspy na południowym Atlantyku, w okolicach północnego Atlantyku szerzej znane pod nazwą Falklandów. Trochę wystających z morza bezwartościowych i nieurodzajnych skał, zamieszkałych przez ok 3 tys osób- czyli tyle, ile w większej polskiej wiosce. Jednocześnie przekonanie o przynalezności tych wysp do Argentyny jest chyba jedyną kwestią polityczną łączącą wszystkich argentyńczyków. Same wyspy nie mają większego znaczenia (choć mozliwe jest w ich okolicach trochę ropy- co oczywiście znaczenie już ma), ale znaczenie ma duma narodowa i wyzwalanie się od wpływu obcych mocarstw na sprawy wewnętrzne.
A to co się obecnie dzieje tutaj, wbrew pozorom ma znaczenie dla całego świata- jak w soczewce jest widać zmieniający się układ sił na świecie. Jak zwykle dygresja- XX-wieczna historia Argentyny to historia państwa zbyt dużego i odległego, aby je całkowicie podbić lub zdominować, a jednocześnie zbyt słabego, aby samodzielnie oprzeć się rozgrywkom mocarstw. I gdy te mocarstwa były osłabione lub zajęte gdzie indziej, dzięki lokalnym elitom ten kraj ruszał do przodu i to zwykle w oszałamiającym tempie. Takie czasy znów mamy teraz, USA najpierw zajęte wojną w Afganistanie i Iraku, a obecnie już bardzo wyraźnie słabnące tracą możliwości nacisku na kraje Ameryki Południowej i rozgrywania ich przeciwko sobie. Po zmianie w Argentynie w 2002 zawiązał się bardzo silny sojusz argentyńsko-brazylijski, który oficjalnie tworzy jakieś regionalne organizacje, ale od nieoficjalnej strony, konsekwentnie ruguje wpływy USA z kontynentu. I robi to z zabójczą skutecznością. Międzynarodowego Funduszu Walutowego już tu nie ma. Chyba nawet zlikwidowali wszystkie biura, bo olbrzymia większość (a może wszystkie) południowomarykańskie rządy poinformowały, że nie zamierzają w żadnym wypadku korzystać z ich usług. W ciągu ostatnich lat kolejne rządy zrywały, lub zaprzestawały respektowania umów o wspólpracy militarnej i wywiadowczej z USA, a także przestawały „współpracować w zakresie zwalczania przemytu narkotyków”. Drobne wyjaśnienie- po zszarganiu sobie opinii przez CIA, w czasach Reagana ciężar utrzymania dominacji w Am. Łac przez USA przesunięto na DEA (Drug Enforcement Agency)- krótko mówiąc, zamachy stany organizowano pod płaszczykiem walki z narkotykami. Teraz to się zmienia- jakoś zamachów stanu zdecydowanie ubyło, choć prawdą jest, że mniejsze państwa regionu napotykają na pewne granice swojej samodzielności.
I tu wracamy do naszych wysepek, ale znowu do głębokiej historii. W 1833 roku, kiedy wyspy te miały spore znaczenie strategiczne (jako baza wielorybników i bezpieczny port po opłynięciu przylądka Horn), brytyjska eskadra przybiła do brzegów wyspy i kazała zdjąć argentyńską flagę i zawiesić brytyjską. Argentyński dowódca odmówił i jego oddział został właściwie nie tyle pokonany, co rozbrojony- wobec olbrzymiej dysproporcji sił. Oczywiście żadnego stanu wojny nie było- Anglicy zwyczajnie przypłynęli i zajęli kawałek suwerennego kraju. Coś jak amerykańskie „operacje pokojowe”. Zresztą kilka lat później w 1845 roku Anglicy i Francuzi blokowali przez 5 lat potr w Buenos Aires- ot, tak sobie, bo im się nie podobał argentyński prezydent i komora celna w Buenos Aires.
Możemy już wrócić do współczesności- oczywiście dziś większość populacji wysp to brytyjczycy (i z nowej imigracji- rosjanie- oni są wszędzie), więc kwestia zwrotu wysp jest delikatna i skomplikowana- rząd JKM stoi na stanowisku samostanowienia mieszkańców, którzy jednak wolą mieszkać w UK niż w Argentynie (ja osobiścię wole odwrotnie, ale jestem raczej nietypowy...), więc na drogę obustronnie dobrowolnego rozwiązania politycznego nie ma co liczyć. Więc z okazji 30 lecia wojny na Atlantyku Południowym (jak to się tu nazywa) trwa eskalacja konfliktu.
Najpierw rząd argentyński ogłosił, że statki pływające pod banderą Wysp Falklandzkich są rejestrowane nielegalnie, wobec czego nie będą wpuszczane do portów (ponieważ nie ma takich wysp- są Malwiny, część argentyńskiej prowincji Tierra del Fuego). Z tym stanowiskiem się zgodziła Brazylia i pozostałe państwa Am. Poł. To było jeszcze mało bolesne, choć celne uderzenie. W odpowiedzi Brytyjczycy zachowali się po staremu, tylko właśnie zapomnieli, że zmienił się układ sił. Wysłali swój najnowszy niszczyciel. Tym razem jednak nie do Buenos Aires, a tylko na wyspy. Odbyło się w Buenos parę demonstracji prowojennych (wyspy do dla argentyńczyków sprawa honoru, a to nie żarty), na szczęście La Presidenta jak zwykle umiała lawirować i z wielką pompą ogłosiła, że.... wysyła petycję do ONZ o rozstrzygnięcie sprawy.
W międzyczasie zawieszono wszystkie połączenia na wyspy. Opierało się tylko tracycjnie nieprzyjazne Argentynie Chile, ale po odmowie zgody na przeloty nad terytorium argentyńskim zawieszono ostatnie cywilne połaczenie lotnicze  Nie zawieszono, jest to jedyne cywilne połączenie, które pozostało i chroni je umowa pomiedzy Argentyną i UK z 1999 r. Nie udziela za to zgody na żadne loty czarterowe. Loty na wyspy wykonywał już tylko wykonuje jeszcze RAF- z baz w Anglii... to tak coś koło 20 godzin lotu z międzylądowaniami. Następnie Argentyna odmówiła wpuszczania statków, które w ogóle w czasie rejsu zawijały na wyspy. Tym razem także Chile się przyłączyło- o Brazyli i Urugwaju oczywiście już nie wspominam. To było już potężne uderzenie. Faktycznie pozbawiło wyspy w całości dochodów z turystyki (na południowej trasie wycieczkowce obowiązkowo zawijają do Ushuaia- każdy chce zobaczyć „miasto na końcu świata, a na wyspy tylko niektóre- więc teraz ani jeden....) , poza tym na wyspach już brakuje świeżych warzyw (tam nie rosną...), a nawet jajek.
Tym razem nie brytyjski rząd, tylko prasa dolała oliwy do ognia. Największa (a tak naprawdę jedyna) gazeta na Malwinach zamieściła na pierwszej stronie zdjęcie La Presidenty z podpisem w stylu „ta k...”. Cóż- publiczne obrażanie kobiet to jest rzecz, która się nie mieści w głowie żadnego macho. Tu kolejna drobna dygresja- jakiś czas już temu, kolega się spóźnił na spotkanie i taką historyjkę mi opowiedział- otóż w metrze, jakiś po prostu menel wyzywał dość ordynarnie swoją żonę/kobietę- podobnego towarzystwa zresztą. Pasażerowie, po uprzedzeniu, że tak nie należy, zwyczajnie go obezwładnili, zatrzymali pociąg(!) i oddali delikwenta policji. W obliczu takich zwyczajów, chyba nikogo nie dziwi, że zastrajkowali dokerzy. Ogłosili, że nie będą obsługiwać żadnych statków pod brytyjską banderą, ani należących do brytyjskich kompani pod tanimi banderami. To musi boleć... A należy przypomnieć, że Argentyna nic nie potrzebuje z UK, za to UK argentyńskiego zboża i soi, jak najbardziej. Cóż XIX, a nawet XX wiek się skończyły, ale niektórzy jeszcze tego nie zauważyli.
Wracając do sprawy- następnie nastąpił dość zaskakujący ruch, Cristina zaproponowała wznowienie połączeń lotniczych na wyspy. I to z Buenos Aires! Zastanawiając się o co chodzi- w tym jest metoda. Jeśli jedynym wyjściem na świat będzie Buenos- to w rzeczywistości Argentyna będzie miała wobec wysp taką przewagę jak Rosja z gazem wobec Ukrainy. Rząd brytyjski pewnie to rozumie, ale jak ma odrzucić tak wspaniałomyślna propozycję- jak w oczach świata (przynajmniej hiszpańskojęzycznego) jest „podżegaczem wojennym”?
I tak się robi politykę...
Update- nowe informacje, pojawiły się po napisaniu posta.
Rząd peruwiański ogłosił, że odmawia zgody na wpłynięcie brytyjskiego niszczyciela, który miał odbyć kurtuazyjną wizytę od najbliższego wtorku (więc okręt już jest w rejsie i zapewne będzie miał problemy z zaopatrzeniem po drodze) oraz, że prazydent Peru, Z POWODU NIEUZNAWANIA PRZEZ UK UZASADNIONYCH ROSZCZEŃ ARGENTYNY WOBEC MALWINÓW, odwołuje zaplanowaną wizytę w Londynie i nie będzie się tam wybieral w przewidywalnej przyszłości, a zamiast tego- wybiera się do Buenos Aires.
Dla drobnego wyjasnienia- Peru jest dość słabym państwem i w znacznym stopniu uległym wobec obcych nacisków- więc po tym wyraźnie widać, kto ma siłę.
A jak też widać- ta zimna wojna Wielką Brytanię kosztuje coraz większe pieniądze, Argentyna kolejne dość mocne uderzenia wykonuje bez kosztów i strat, dyplomacją i handlem. A też przypominam, że rząd UK jest uzależniony od pożyczania pieniędzy- znaczy to wszystko robi na kredyt, a tutejszy nie tylko nie pożycza, ale i spłaca gigantyczne długi.
Więc jeszcze raz- i kto tu jest mocarstwem i potrafi prowadzić politykę? Patrząc na to, zaczynam mieć przeczucie, że UK zacznie lobbować w ONZ za rezolucją oddającą Argentynie wyspy....

Peak Oil w Cesarstwie Rzymskim

Najcenniejszym i najbardziej uniwersalnym surowcem w starożytnym Rzymie była oliwa z oliwek. Słuzyła jako podstawa wyżywienia większości mieszkańców, a także do oświetlenia, jako baza do leków,itp. Takie zastosowania jej zresztą pozostały w całym regionie, aż do czasów taniej ropy. Co jest interesujące, obecna Tunezja, czyli dawna Kartagina, a poźniej prowincja Afryka dostarczała olbrzymiej części oliwy produkowanej w Imperium. Śmiem twierdzić, że właśnie to było podstawą potęgi Kartaginy- oprócz handlu, która została złamana przez Rzymian- co więcej, po II wojnie punickiej Katagina została zobowiązana do zapłaty ogromnej kontrybucji- która została zapłacona i to chyba przed terminem- skądś te dochody musiały pochodzić. Rzymianie następnie rozpoczęli uprawę oliwek w obecnej Hiszpanii. Kolejna rzecz- najbardziej spektakularny okres rozwoju Rzymu to II w. przed nasza erą. Tak, wiem, że ekspansja trwała jeszcze długo, ale proszę zauważyć, że jest to okres znacznego rozwoj przy ciągłe i niezachwianej stabilności politycznej. I to własnie był ten czas- pierwsze sto lat nowego źródła energii- bardzo powolnego w rozwoju (drzewo oliwne maksimum produktywności osiąga po 40 latach!) pozwoliło na jednoczesny wzrost populacji, ekspansję terytorialną i poziom życia pozwalający na zachowanie stabilności politycznej i swobód obywatelskich. Później populacja nadal rosła, ale wszystkie nowe tereny już zagospodarowano w maksymalnie efektywny sposób- ilość energii (a w tym wypadku oliwy) na głowę mieszkańca zaczęła się zmniejszać- ekspansja nadal trwała, choć już w wolniejszym tempie, a stabilność polityczna legła w gruzach. I w p.n.e. to w końcu historia dyktatur i wojen domowych. Dopiero w okolicach roku Narodzenia Pańskiego populacja się ustabilizowała i ustrój wkrótce też- co oczywiście świadczy o tym, że granica wydolności ekosystemu w ramach rzymskiej gospodarki została osiągnięta. Co też, w warunkach gospodarki pieniężnej, oznacza, iż przeciętnej rodziny nie było w zaden sposób stać na utrzymanie potomstwa większego niż prosta zastępowalność pokoleń- i co więcej, była to prawdopodobnie negatywna zmiana w porównaniu do żyjących jeszcze pokoleń ich rodziców i dziadków. Musiało to rodzić napięcia społeczne- wszyscy pamiętali, że ich rodzice/dziadkowie łatwiej sie mogli utrzymać, na więcej ich było stać- potomstwa lub komfotu życia. Pełen obraz takich napięć jest dość dokładnie opisany w Nowym Testamencie. Tłumy poszukujące odpowiedzi na pytanie o sens życia i dokąd to wszystko zmierza, pytania o naturę gospodarki i pieniądza- to są dokładnie pytania jakie zadaje się w trakcie bańki spekulacyjnej lub kryzysu. Jak argumentowałem wcześniej- uważam, że kryzys bankowy roku 33 był jednym z istotnych powodów śmierci Chrystusa, a zapewne poprzedzała go era łatwego kredytu, a co za tym idzie, znikomej zyskowności przedsięwzięć biznesowych. Oczywiście w takich czasach- trudno "zwyczajnie" (tak jak rodzice) utrzymać rodzinę, ale jest łatwo o pieniądze (tylko trudno jej oddać) najprostszym pomysłem jest rzucić wszystko i ruszyć w świat. Objawy są te same dzisiaj. Tylko problem znacznie poważniejszy- bo produkcja oleju, od którego jest dziś uzależniona nasza cywilizacja nie tylko przestanie w pewnym momencie rosnąć, ale zacznie (już zaczęła?) maleć. Za to wydaje się, że są znaczne, niewykorzystane nisze ekologiczne i technooge, które w dłuższej perspektywie pozwolą naszemu gatunkowi dalej czynic ziemie sobie poddaną. Na razie ludzkość ocenia siebie samą jedynie pod kątem stopnia bliskości do ideału amerykańskiej klasy średniej- na całym swiecie kazdy marzy o domku z trawnikiem na przedmieściach. I ludzie oceniają się i są oceniani przez innych wedle prostego kryterium- stopnia realizacji tego ideału (ewentualnie z lokalnymi wariacjami- mieszkanie zamiast domu, itp.). Są oceniani przez innnych- bo człowiek jest istotą społeczną. Dlatego też kryterium oceny, czy nas stać na potomstwo- co przeważnie jest w końcu swiadomą decyzją- jest brane przez porównanie się z poprzednimi pokoleniami. I to porównanie wypada negatywnie. Nawet w nędznych latach 80- tych (gdzie przeciez liczba dzieci z roku na rok spadała) ogrzewanie i żywność były to rzeczy które nalezało "zdobyć", ale w rzeczywistości pewność ich uzyskania w przyszłości była większa niż dziś. Wtedy było porównanie do Zachodu i nadzieja na wyjazd lub poprawę tutaj. Dziś ta nadzieja jest przeszłością.Co prawda wiekszość osób nadal jest pełna optymizmu- ale ten optymizm polega na tym, że może kiedyś będą w stanie wychować na oczekiwanym przez nich samych i ich rodziców poziomie, może nawet dwójkę dzieci. "Pokolenie 1200 brutto", jak je nazwał kol. Doxa nie ma na to żadnych szans. I mieć nie będzie - choć jedyna sensowna nadzieja w tym, że dostosuje swój poziom życia i oczekiwania do rzeczywistych możliwości. I się uda.

Wolność i odpowiedzialność

Człowiek, który nauczył się liczyć na siebie i jest pewien swojej siły i przygotowania do zmierzenia się z przeciwnościami losu, prędzej czy później zacznie się zastanawiać czego właściwie oczekuje od państwa. I w miarę jak uświadamia sobie, że jest coraz mniej rzeczy w których musi liczyć na urzędasów, coraz bardziej chce się od nich uwolnić. Po prostu, w miarę uświadamiania sobie własnego przygotowania do kolejnych czarnych scenariuszy wie, że w razie powodzi/upadku banków/ załamania systemu emerytalnego/ napadu poradzi sobie, bo jest przygotowany. Wiedząc, że ma stosowny zapas żywności wody, gotówki, złota przestaje liczyć na państwo – bo nie musi. Patrząc na ukochaną żonę i dzieci zastanawia się, czy potrafiłby w ich obronie użyć swojego Glocka czy Colta. Użyć tak, aby napastnika zabić. Jeśli odpowie sobie na to pytanie tak jak mężczyzna powinien – to kolejna sprawa jest jasna – właściwie to nie potrzeba policjanta na każdym rogu. Niech przyjeżdżają, jak będą chcieli załatwić swoje papierkowe sprawy. Ja sobie poradzę. I tak dzięki odrobinie odpowiedzialności rodzi się w człowieku wolność. Co najmniej wewnętrzna, nawet w zniewolonym państwie. Już nie trzeba liczyć na pomocnego urzędnika – Ja jestem ważniejszy- a oni niech się od.... Czy ja i moja ukochana rodzina będzie miała dach nad głową i to co niezbędne do życia to moja sprawa. Potrafię.
To jest, jak sądzę typowy przebieg ewolucji człowieka bez większych refleksji politycznych, ale poważnego, odważnego i odpowiedzialnego. Władca, który da ludziom wolność nauczy ich odpowiedzialności, ale działa to też w drugą stronę – ludzie, którzy są odpowiedzialni, dojrzeją sami do wolności. Nawet jeśli to objawi się w chwili dramatycznej próby – która zmieni ich życie.
Co do dramatycznej próby odpowiedzialności -potrafię sobie, w sytuacji zagrożenia życia swojego i bliskich wyobrazić mężczyznę (?), który zachowa się w każdy możliwy sposób – ratowanie tylko siebie, tchórzostwo lub głupie bohaterstwo. Ale matki w obronie dzieci nie potrafię sobie wyobrazić inaczej, jak nawet z zagrożeniem własnego życia, starającej się wyeliminować niebezpieczeństwo. Choć pewnie przeważnie nie zdają sobie z tego sprawy, ale właśnie takie myślenie przez kobiety może zmienić nasz „opiekuńczy” świat, a broń w rekach matek jest najlepszą gwarancją bezpieczeństwa i prosperity naszych dzieci. A panowie - uczcie swoje kobiety zapobiegliwości i odpowiedzialności, jeśli nie nauczyły się tego od swoich babć.

Odrobina filozofii aka rozwinięcie wstępu

Rolą mężczyzny i tym co przynosi mu szczęście jest zapewnić schronienie i bezpieczeństwo swojej rodzinie- w dzisiejszym świecie jest to trudne, a w Polsce drogą wytyczoną przez urzędasów prawie niemożliwe dla przeciętnego człowieka- owszem pensyjka w urzędzie czy korporacji i 30- letni kredyt i ciągła obawa przed utratą pracy- tak naprawdę nie należy żyć i nie da się na dłuższą metę- gdzie jest miejsce dla dzieci i jakiekolwiek zabezpieczenie na gorsze czasy? Bezdzietne małżeństwo pracujące 30 lat na spłatę 50 m2 mieszkania? Przecież to właśnie należy nazwać skrajną nędzą- dom w którym żona musi pracować, a i tak nie mogą mieć dzieci- bo zwolnienie się kobiety z pracy to problem z kredytem. Chyba że żona jest urzędnikiem- pełny socjał, potem dzieci zamiast wychowywać samemu jak należy oddaje się do przechowalni szympansów zwanej szkołą, itd.- ale nie dziwcie się głupiemu buntowi nastolatka- który nie widzi w tym sensu- bo tak naprawdę go nie ma.
Mężczyzna powinien jak najszybciej móc zapewnić sam utrzymanie- choćby podstawowe, kobiecie i dziecku/ dzieciom- wtedy jest i czuję się mężczyzną- wtedy też rodzina w ogóle może być szczęśliwa. W niniejszym blogu chcę przekonać moich czytelników do właśnie takiego sposobu myślenia- co prawda dlatego, że sam go uważam za słuszny i jak mogę pomóc tym, którzy już tak samo uważają. Stąd też dobór większości tematów.
Uważam też, że w przez wyczerpywanie się/ coraz kosztowniejsze wydobycie energii kopalnej niemożliwy do utrzymania jest styl życia zachodnich społeczeństw, a rozwody i depopulacja są tylko tego objawem.
Zauważcie też, że nie piszę w ogóle- i raczej nie mam zamiaru o ZUSie, oszczędzaniu kapitału na emeryturę, itp.
ZUS jest bankrutem, tak jak cała III RP i emerytury będą musiały być zinflacjowane- czyli zmniejszone bez zmiany nominału- stosowna furtka w przepisach do tego już istnieje. Ogólna destrukcja długu też musi nastąpić- przez inflację i defauty rządów- dlatego nie zajmuję się krótko i średnioterminowym inwestowaniem- po prostu: dziś samo zachowanie kapitału wymaga olbrzymiej czujności i umiejętności.
Więc staram się służyć radą, a i zawodową wiedzą moim Szanownym Czytelnikom jak na dłuższą metę przetrwać te ciężkie czas- które zaczęły się w latach 60-tych XX w. i moim zdaniem dokładnie przypominają upadek Cesarstwa Rzymskiego. Przykuwanie kobiet do biurek nie jest żadnym rozwiązaniem.