Obejrzałem sobie fragmenty meczu Polska- Finlandia. Tylko fragmenty, bo nie miałem jak obejrzeć całości. To co miałem okazję, obejrzałem z wyjątkową przyjemnością. Widowisko pierwszej klasy. Byłoby jeszcze lepsze, gdyby nie te strasznie smutne miny fińskiego bramkarza jak po raz kolejny wyciągał piłkę z siatki zupełnie nie wiedząc skąd się tam wzięła.
Jeśli ktoś nie oglądał- w Wielką Sobotę był mecz towarzyski Polska- Finlandia; zakończył się wynikiem 5:0, kompletnie zasłużonym.
Nie wynik miał znaczenie, a styl. Każda chwila pokazywała, że jest to dobrze zorganizowana drużyna, gdzie każdy ma swoją robotę i wykonuje ją znakomicie. Ta robota polega na wspólnym działaniu i celu. Dobre wspólne działanie także było widać. To widzieli wszyscy. Zresztą już czasem się w kadrze zdarzało i nie warto sobie klawiatury zużywać o tym pisząc.
To co się nie zdarzało, mogło dziś umknąc uwadze. Ale jest znacznie ważniejsze. Otóż przeciętna gry zawodników była raczej lepsza niż w macierzystych klubach. To jest rzecz dość wyjątkowa. Nie da się jej wytłumaczyć większa motywacją czy umiejętnościami trenera. Za to świetnie da się to wytłumaczyć tym, że fizjoterapeuci, lekarze, psycholodzy, odpowiedzialni za rezerwację hoteli i przelotów jak też osoby odpowiedzialnej za czyste ręczniki w szatni to są ludzie znakomicie wykonujący swoje obowiązki. Dlaczego tak sądzę? Właśnie dlatego, że w grze widać było koncentrację na grze. Każdego. To oznacza, że doprowadzono wszystko do poziomu, że zawodnicy niczym się przejmowali. Bo nie musieli. Mieli dobrze grać, od wszystkiego innego są inni ludzie. I skoro zawodnicy aż tak dobrze grali, to ci inni ludzie na pewno znakomicie im to ułatwili. Profesjonalnie, spokojnie i z przekonaniem zdejmujac im wszystkie inne problemy z głowy. Ci wszyscy ludzie mogą dobrze pracować, bo mają pojęcie o tym co robią, ale też mają narzędzia i środki, aby dobrze wykonywali swoją robotę. To im zapewnia PZPN, który najwyraźniej teź działa po prostu profesjonalnie.
To wszystko nie zdarzyło się z dnia na dzień. Trwało lata. Konkretnie od 2012 roku, kiedy Zbigniew Boniek został prezesem PZPN. Zaczął swoje urzędowanie od ustalenia sytuacji finansowej z jednej strony, ale też oceny jakości organizacji i pracy z drugiej. Ta pierwsza część poskutkowała kilkoma decyzjami o niespłacaniu zobowiązań jako prób wyłudzenia, a ta druga wyrzuceniem na zbity pysk wszystkich kierowników i funkcyjnych, ewentualnie przeniesieniem ich na szeregowe stanowiska. Jeśli dany delikwent się sprawdził, to pracował to nikogo nie obchodziła jego przeszłość, poglądy polityczne, czy cokolwiek. Raczej normą były jednak osoby, o jakich czytałem tekst sponsorowany w jakiejś salonowej prasie. Biedny człowiek wyrzucony z pracy w PZPN opowiadał jakim to był przez dziesięciolecia wspaniałym fachowcem i nawet, gdy Jerzy Dudek niespodziewanie pojawił się na zgrupowaniu kadry to znalazł dla niego koszulkę, co prawda brudną, ale pasowała. I to było jego największe osiągnięcie w karierze. I dalej medio wyborczopodobne (a może i orygiał- nie pamiętam?) narzekało, jak to przychodzi facet zza granicy, na niczym się nie zna i wyrzuca fachowców z pracy.
Cóż, Zibi powyrzucał kogo należało, zatrudnił nowych ludzi, zapewne w pierwszej kolejności dość przypadkowych. Też w niczym nie przeszkodziło, kto się sprawdził pracował dalej, kto nie- nie pracował. Ze sprawy Mateusza Kijowskiego, znanego palanta, wiadomo, że nikogo nie pytano się o poglądy polityczne i inne rzeczy, a tylko o fachowość w robocie. Kijowski dobrze wykonywał prace do której go najęli i tyle. Piłkarze i trener reprezentacji też dobrze pracują, ja poglądów politycznych żadego z nich nie znam i nie przeszkadza mi to.
Za to mogę domyslac się poglądów politycznych Zibiego. Nie dlatego, żebym kiedykolwiek o nich usłyszał. Wręcz przeciwnie. Ale wiem, że większość ostatnich 30 lat spędził na Zachodzie. I po jego sposobie bycia i działania rozpoznaję, że stał się po prostu człowiekiem Zachodu. Może nim był cały czas, może stał sie w którymś momencie życia.
Na pewno potrafi odróżnić normalnych pracowników od "fachowców". Szczerze- nic więcej dziś Polsce nie potrzeba. Właśnie pozbycia się "fachowców" co 40 lat robią to samo. Zatrudnienie na ich miejsce nawet zupełnie przypadkowych ludzi. Nawet to będzie działać lepiej, bo nawet z przypadkowych ludzi część będzie się nadawać, za to z "fachowców" na pewno nikt się do niczego nie nadaje. Zibi jeszcze ptrafił znaleźć i przekonać do swojej drużyny zawodowców dzięki swojej wiedzy jak porządna robota w tej działce wygląda oraz marce. Nie każdy może mu dorównać, ale jeśli ktoś ma względnie poukładane w głowie to, zapewne gorzej, ale jakoś sobie poradzi.
I w tym miejscu czas wrócić do polityki.
Od rządu PiS oczekuję jednej rzeczy- wyrzucenia "fachowców" z każdej częsci działaności państwa. Później niech zatrudniają przypadkowych ludzi, część się bedzie nadawać, część nie, nie ma to żadnego znaczenia. Dopóki znajdą się tacy, który będą potrafi ocenić czy ktoś wykonuje swoją pracę czy nie. A to naprawdę nie jest aż tak trudne.
Trudno jest powiedzieć "wszyscy won", należało to zrobić w 1990 roku. Ale i dziś jest jeszcze zupełnie dobry czas na to. Oprócz Zibiego, właściwie do rzeczy podchodzi Prokurator Generalny Ziobro.
Krótko nakreślając sytuację: organizacja prokuratury w Polsce jest kopią systemu wprowadzonego w ZSRR przez Stalina. Został on zaprojektowany i wdrożony dla realizacji bandyckiej imitacji wymiaru sprawiedliwości. Nie inaczej działa do dziś. Prokuratorzy najniższego szczebla są średnio opłacani i zawaleni pracą oraz zobowiązani do dyscypliny. Za to mają względnie wygodne życie, trudno dostępne dla innych z "awansu społecznego". Najbardziej cyniczni i skłonni do realizacji nieformalnych poleceń z góry mogą liczyć na awanse, dzięki którym mogą pracować mniej i zarabiać więcej, właściwie jedynie za podpisywanie poleceń z góry. Nie wszystkich taka sytuacja dotyczy, w prokuraturach okręgowych są także prokuratorzy od pracy, tam trzeba prowadzić śledztwa w sprawach morderstw i innych poważnych przestępstw. Jednak spora część zajmuje się dokłądnie niczym. W prokuraturach apelacyjnych już nikt nic nie robi, poza załatwianiem na zamówienie polityczne spraw w odpowiedni sposób. Tak, naprawdę, prokuratorzy apelacyjni nie mają właściwie żadnych obowiązków. Zajmuja sie jedynie tymi sprawami, które sami przejmą od niższych prokuratur. A po co mają przejmować robotę bez powodu? Jest jeszcze prokuratura krajowa, która nie robi już dokładnie nic, za to prokuratorzy tam urzędujący mają pensje wystarczające na luksusowe życie. Większosć tych ludzi nie ma pojęcia jak rzetelnie nadzorować śledztwo, a spora część również jak w ogóle wygląda akt oskarżenia. W takiej sytuacji Ziobro nikogo nie wyrzuca. Jedyne co zrobił, to właśnie wprowadził zasadę, że każdy prokurator ma nadzorować dochodzenia, prowadzić śledztwa, oskarżać i pojawiać się w sądach- w skrócie robić zwykłą prokuratorską robotę. I każdy będzie z niej rozliczany. Zapewne skończy się w taki sposób, że paru drobnych złodziejaszków wyjdzie na wolność pomimo przywoitych dowodów, bo prokurator coś spieprzył. Następnie pozostanie tylko patrzeć jak kolejny orzeł w todze w obliczu dyscyplinarki sam odleci w siną dal. To załatwi sprawę nie gorzej niż Zibi w PZPN.
A wszystkim zwolennikom fajerwerków przypominam, że właśnie tak się to robi w szerokim świecie. Skutecznie i bez hałasu. Tak Angole zostali władcami ćwierci świata i wierzycielami reszty, tak Niemcy zbudowały potęgę przemysłową. Bez hałasu. Jak narobili hałasu, to tylko przegrali. Zibi mógł tępych aparatczyków wyrzucić od ręki, Ziobro nie może, więce robi to niezauważenie. Za to równie skutecznie.
Byłoby znakomicie, gdyby tym zajmował się cały rząd. A ludzie, którzy naprawdę mają pojęcie o tym co robią, jak minister Macierewicz, czy minister Streżyńska jeszcze mogą się zajmować innymi rzeczami. Niestety, nawet na stanowiskach ministrów są ludzie, którzy nie widzą żadnego problemu, że ich kadra skłąda się z mieszanicy resortowych dzieci i esbeckich kapusiów, a sami zajmują się pajacowaniem i udawaniem roboty o której nie mają pojęcia. A nazwisko jego Waszczykowski. To, jak długo ten pan pozostanie ministrem jest dla mnie bardzo poważnym probierzem zarówno skuteczności polityki PiS, jak też szans Polski na wyjście z bagna komuny i 3RP. Każdemu zdarza się i może się zdarzyć współpraca z ludźmi, którzy nie potrafia zrobić tego co powinni w danej roli. OK. Każdemu zdarza się źle oceniać ludzi. Też OK. Ale nie wyrzucenie w rozsądnym czasie takiego człowieka, to tak jakby pozostawić w całkiem dobrej kadrze nieudolnego bramkarza. Większość gra przyzwoicie, są wyniki, a potem taki uprawia popisy i wpuszcza szmaty.
Poczekamy, zobaczymy. Na razie nie ma powrotu do czasów Lato i Kęciny, ani do Komorowskiego i Kopacz. To już sporo. Mam nadzieję, że niedługo nie będzie powrotu do czasów Sikorskiego. Na razie te czasy sie nie skończyły.
A jeśli komus trzeba powiedzieć dokładniej:
MSZ ma 3 zadania:
1. Reprezentować i bronić obywateli polskich za granicą oraz pomóc załatwiać sprawy urzędowe. Zależnie od okoliczności to było robione przez lata bardzo źle lub ledwo dostatecznie. Za rządów PO do zwykłego nieprofesjonalizmu doszedł jeszcze biznes sprzedawania polskiego obywatelstwa w różnych dziwnych częściach świata. Nieprofesjonalizn trzyma się dobrze, lewe interesy też.
2. Dostarczanie rządowi informacji o świecie. Jeśli większosć tego aparatu ma rząd kompletnie gdzieś oraz nie ma zielonego pojęcia jak wygląda profesjonalna dyplomacja- to niby jak mają to wykonać? Zresztą brak wiedzy o tematach aktualnie gorących w amerykańskich mediach jest właśnie widoczny przy okazji wizyty Prezydenta w USA.
3. Dbanie o opinię kraju na świecie i tworzenie soft power. To jest zadanie w sumie najważniejsze. Papierkiem lakmusowym jest sprawa "polskich obozów zagłady", ale przecież nie chodzi o defensywę w narożniku, tylko o pozycję na jaką powinno być stać trzydziestokilkumilionowy, względnie rozwinięty kraj. Aparat dyplomatyczny potrafi zdobyć się na nieudolne żądania sprostowań w prasie, a nawet taką podstawową sprawę jak te "polskie obozy śmierci" skutecznie i porządnie załatwiają Kluby Gazety Polskiej, a nie ambasady. Ambasady w obecnym kształcie nie bedą niczego robić lepiej, bo nie ma tam nikogo, kto wie od której strony zabrać się za robotę. Rozwinięciem tego punktu jest promowanie interesów gospodarczych, ale to może być skuteczne dopiero jak ma się tę soft power.
Aby tę sprawę załatwić jest tylko jedna dobra metoda- należy wyrzucić, metodą Zibiego, albo Ziobro całość kadry dyplomatycznej, pracowników ambasad i MSZ. Wszystkich. Samych ambasadorów można oficjalnie zostawić, niech dalej chodzą na rauty, nikt im nie będzie przeszkadzał, nie ma co robić oficjalnego zamieszania. Można zostawić wszystkich urzędników, a zaledwie kazać im pracować i realnie rozliczać. Połowa zrezygnuje po miesiącu, resztę bedzie za co dyscyplinarnie wyrzucić. Gwarantuję. A potem zatrudnić ludzi z pojęciem o danej kulturze i kraju, dołożyć jednego czy paru lokalnych Polaków- są przecież wszędzie. Ale wziętych z Klubów Gazety Polskiej, a nie z archiwów MSZ i po kilku tygodniach wszystko zacznie działać. Problem polega na tym, że na tej liście niekompetentnych pierdzieli z MSZ jest też minister Waszczykowski.
Niekompetentny, bo sprawa tego, aby aparat ministerstwa wykonywał swoje obowiązki nie posunęła się centymetr do przodu. To jest jednak drobiazg. Bo potem udziela wywiadu niemieckiemu brukowcowi, w którym podkreśla polskie przywiązanie do tradcyjnych wartości, a nie do jakiejś ekologii i cyklizmu. Drobny problem polega na tym, że w ten sposób obraził 89% Niemców przywiązanych do ekologii i cyklizmu (przynajmniej tyle popiera Energiewende). Potem zaś jedzie do USA, kraju mającego od zawsze problemy z rasizmem, o społeczeństwie bardzo wrażliwym na tym punkcie, akurat mającego czarnego prezydenta i w wywiadzie mówi o "murzyńskości". Nieważne w jakim kontekście, to już nie jest nieprofesjonalizm, tylko coś sporo gorszego. A konkretnie to mi zabrakło słów jednocześnie wystarczająco precyzyjnych i cenzuralnych
Zaraz ktoś odpowie "ale to super, że im tak dogadał". Nie, nie super. Za to bierze pieniądze, aby Polska miała jak najwięcej i jak najlepszych kontaktów z wszystkimi, zwłaszcza ważnymi państwami oraz za to, aby opinia publiczna wszędzia miała o Rzeczypospolitej i Polakach dobre zdanie i pozytywne skojarzenia. Tak ma szczekać on i reszta zgrai, za to mają pełną michę. Jak robi odwrotnie to się nie nadaje, jak od reszty zgrai nie potrafi wyegrakwować poprawnej pracy to też się nie nadaje. A tak naprawdę to jest facetem dokładnie z tego samego chowu co reszta MSZ i ma o swojej pracy takie pojecie jak ten co w kadrze szukał koszulki dla Dudka.
Tak, wiem, nawet w MSZ zdarzają sie ludzie, którzy wiedzą co mają robić i jak mają wyglądać efekty ich pracy. Ale są to pojedyncze egzemplarze nie pasujące do reszty. Bardzo łatwo ich odróżnić, zresztą w skali wszystkich polskich placówek zagranicznych, aby policzyć tych, których warto zatrzymać starczyłoby palców jednego człowieka. A może jednej ręki? Trochę więcej jest takich, którzy bedą w stanie pracować 40 godzin tygodniowo jak sie ich czegoś nauczy, ale wiekszość się naprawdę do niczego nie nadaje.
Bedzie dobrze, kiedy przeciętna polska firma bedzie w stanie uzyskać z ambasad lub konsulatów informacje naprawdę przydatne w biznesie, a nie wyciąg z wikipedii i progandowych broszur kraju goszczącego; ministrowie i prezydent informacje aktualne co do godziny o sytuacji w kraju do którego jadą z wizytą; obywatel w kłopotach prawdziwą pomoc, włącznie z odpowiednim arsenałem gróźb pod aresem trzecioświatowych dyktatur, a nie numer telefonu do adwokata; przedsiębiorca zainteresowany handlem lub produkcją dostaje kontakty z referencjami zaraz obok sprawdzenia kontrahenta, a nie broszurkę rządu państwa przyjmującego, etc.
Mozna tak jeszcze długo. Rzeczpospolita działała przez ostanie lata bardzo źle i kazdy normalny człowiek chce zmiany. Ale tej zmiany nie ma nawet na horyzoncie, co gorsza oficerami na okręcie są ludzie, którzy nie wiedzą jak to wszystko w ogóle ma działać.
P.S.
Jak na razie, zupełnie poważnie i polecam zapamiętać. Mam najszczerszą, choć nikłą nadzieję że rada niedługo bedzie nieaktulana:
Za granicą, zwłaszcza w dziwiniejszych miejscach, przy kłopotach z policją, innymi mundurowymi, areszt, etc. - żądać pomocy konsulatów zachodnich państw UE, a nie polskiego!! Którego konkretnie, to zależy jaki kto zna język- UK, Niemiec, Francji, Włoch, etc. W każdym z tych przypadków jest dużo większa szansa, że to oni wyciągną z kłopotów polskiego obywatela, niż że zrobi to polski konsul. A już w żadnym przypadku nie dzwonić do konsulów honorowych. Pamiętajcie, zwykle pozwolą wam wezwać pomoc tylko z jednego miejsca. Zupełnie przyzwoicie działająca policja najpierw będzie chciała was skontaktować z przedstawiciami polskich władz, jeśli nie ma konslatu, to może być konsul honorowy. W prawdziwym konsulacie honorowym możecie trafić na człowieka, który was kompletnie oleje, a może w ogóle nie zna polskiego, a tytuł konsula zwyczajnie kupił dla immunitetu.
A jak ktoś potrzebuje informacji o społeczeństwie czy rynku w południowej częsci Ameryki Południowej, to zawsze może napisać do mnie. Nie zawsze i nie ze wszystkim pomogę, ale istnieje pewne prawdopodobieńswo, że udzielę wartościowszych informacji niż ci, którzy dostają za to pensje od podatników.