Imperializm zamiast chleba w świecie rządzonym przez pomarańczowe małpy

Ekipa kremlowskich minionków z Waszyntonu, z Trumpem na czele, usiłuje zmusić Żeleńskiego do poddania się i Ukrainy zarazem. To nie jest specjalnym zaskoczeniem, to było wiadome od wyniku wyborów. 

Problem polega na tym, że wykorzystując siłę ekonomiczną i wpływy USA niestety mogą zmusić go do ustępstw. A właściwie jeszcze wiekszy, że już to zrobili. 

Aktualna propozycja pokoju ze strony Ukrainy to faktycznie jest zgoda na zamrożenie konfliktu. Co oznacza pozostanie wojsk rosyjskich na obecnej linii kontaktu i utrzymanie tych terenów jako konstytucyjnych terenów Ukrainy. Taki "pokój" byłby w Rosji odebrany jako zwycięstwo, a to jest dokładnie najgorsza rzecz, która moze się nam przytrafić. Nam, to znaczy szeroko rozumianemu Zachodowi, który chce spokojnie i dostanio żyć. 

I dla wszystkich, którzy tego oczekują, lub jakiejś podobnej sytuacji mam złą wiadomość- to bedzie niemożliwe do czasu przekonania elit i/lub rosyjskiego społeczeństwa, że przegrali i to koniec. A jeśli nie uwierzą, to potrzebne jest doprowadzenie tego kraju do takiego stanu, że nikt o zdrowych zmysłach nie bedzie mieć większych wątpliwości. Wszystko inne będzie tylko chwilowym rozejmem, który Moskale przeznaczą na zbrojenia, albo jeszcze gorzej- wyciągnięcie wniosków z dotychczasowego przebiegu walk. Wyciągnięcie wniosków, czyli poprawę taktyki, struktury dowodzenia i sprzętu. Albo, co gorsza, zmniejszenie skali złodziejstwa w zarządzaniu wojskiem i zamówieniami wojskowymi.  

Więc w stosunku do każdego teoretycznego zawieszenia broni podstaowym pytanie nie jest czy wojna się zakończy, czy kto co uzyska, a jak to odbierze rosyjskie społeczeństwo. Tak, wiem, przypisywanie rosyjskiemu społeczeństwu demokratycznej sprawczości brzmi absurdalnie, ale w tym przypadku jest na miejscu. 

Bo nie chodzi o to,  że mieszkańcy Rosji mają decydować o kierunku polityki, czy nawet o tym kto ma nimi rządzić. Takiej władzy nie mają i chyba nawet większość do niej nie aspiruje.  Ale każdy zawsze ma możliwość uświadomienia sobie, że władza jest po prostu słaba. I można jeje wejść na głowę. Jeśli takie przekonanie stanie się wystarczająco powszechne, to z jednej strony wzrośnie poziom przestępczości i ogólnie anarchii- bo państwo jest słabe i nie działa, a z drugiej zacznie dojrzewać myśł, że władza nie ma legitymacji i trzeba ją po prostu zmienić. Albo że nad niczym nie panuje i teraz wszystko wolno. 

Lub ujmując to inaczej- władza nie wypełnia swojej części kontraktu społecznego, bo jest w tym nieudolna i należy ją wymienić. W zachodnim świecie ten kontrakt społeczny to spokój i dobrobyt, ale w Rosji kontrakt społęczny polega na tym, że społeczeńśtwo godzi się na dowolny zamordyzm i wyrzeczenia jeśli zostanie im dostarczona duma imperialna i podboje. 

I w ramach putinizmu to wszystko jest podlane sosem "wielkiej wojny narodowowyzwoleńczej" czy jak tam nazywają tą część 2 wś w której już nie byli sojusznikami nazistów. 

Tak napompowali ten balon, że dość spektakularną wtopą władzy stał się fakt, że "3-dniowa operacja militarna" trwa już dłużej niż epizod wrogości ZSRR i 3 Rzeszy. Nie wygląda to na rzecz specjalnie istotną, ale w istocie jest. Bo każe porównać obecną władzę do imperialnych sukcesów stalinizmu. I to porównianie nie wychodzi najlepiej. 

Ale z drugiej strony, dzięki działalności agenta Krasnova, Moskwa jest bliżej niż kiedykolwiek do osiągnięcia ważnego długoterminowego celu- czyli rozbicia NATO, a przynajmiej usunięcia USA z sojuszu. Chodzi oczywiście o sprawę Grenlandii, która jest przecież tak absurdalnie pozbawiona jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia, że wygląda jakby oficer prowadzący Trumpa kiedyś powidział do kogoś "potrzymaj mi piwo".

Tak czy inaczej- nawet wycofanie się z Krymu z jednoczesnym rozbiciem NATO nadal by mogło wyglądać jak sykces Rosji. I to nie jest śmieszne, bo to znaczy, że nawet przegrana Rosji w dzisiejszej wojnie może zamiast zakończyć historię tego kraju to jednak ciąfle pozostać jedynie wstępem do następnej inwazji. 

A jakby komuś brakowało złych wiadomości- to wygląda na to, że Starlinki na wyposażeniu armii rosyjskiej działają na tyle dobrze, że są używane do komunikacji z dronami dalekiego zasięgu nad Ukrainą. Oczywiście w drugą stronę Ukraińcy nie moga ich tak używać.... Więc mamy kolejny znak odwrócenia sojuszy. Pytanie jak daleko Pomarańczowa Małpa i jego minioki się posuną. Do ataku na europejski kraj NATO? Mamy to na stole. Wojna handlowa już jest rzeczywistością, nie żądną hipotetyczną przyszłością. Dostawy sprzętu wojskowego dla Rosji- jak widać Starlinki przecierają drogę. Następne mogą być dane wywiadowcze. 

Czy widać koniec wojny?

 

Kampania paliwowa w wojnie trwa już w najlepsze i co wnikliwści obserwatorzy zadają sobie pytanie do czego ona doprowadzi. Ostatnie dni udzieliły nam odpowiedzi- do wybuchu min/ ładunków wybuchowych w Polsce na linii kolejowej prowadzącej prosto z rafinerii na Ukrainę.

Ogłoszenie prywatne

Czy jest wśród Czytelników, albo ktoś zna kogoś kto miałby założone konto na Subito.it lub posiadał aktualny i niewirtualny włoski numer telefonu (konieczy do założenia tegoż konta). Bardzo miło by było, gdyby to była osoba władająca językiem włoskim.

Po prostu chciałem kupić jeden drobiazg który bardzo mi się podoba, nie taki łatwy do znalezienia. Tam ktoś zamieścił ogłoszenie i nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć, bez konta lub włoskiego nuemru telefonu. A jazda w ciemno po to aby kupić starter to tak średnio. I jeszcze usiłować się porozumieć po angielsku czy hiszpańsku.... 

W odpowiedzi na porady- nie, żadne wirtualne zastępniki nie działają.

Więc od tejże osoby był potrzebował po prostu zalogowanie się na subito.it, zadzwonienie na telefon z ogłoszenia i przekazanie że ja będę się odzywał dalej.

Bardzo proszę o odezwanie się na maila.









Imigracja, czyli skąd się wzieli w Polsce Kolumbijczycy?

Pierwszy raz od wielu stuleci, Polska jest krajem imigracji a nie emigracji. To jest olbrzymia i trudna mentalnie dla wszystkich zmiana. I to autentycznie wszystkich. 

Prawdziwy cel polityki Trumpa

 To co robi Trump z okolicami nie ma żadnego sensu w żadnym aktualnym układzie odniesienia. To jest dokładnie to co widać na pierwszy rzut oka, czyli niszczenie w każdy możliwy sposób każdej części soft power USA, jak też demolowanie bazy przemysłowej. Do tego należy dołożyć jakiś poziom kompromitacji sił zbrojnych (choć to akurat najmniej) i na dziś w tym wszystkim najważniejsze- niszczenie relacji z Chinami i sojusznikami. 

Odwrócenie sojuszy- uwertura

 Każdy jeśli nawet nie przeżył tego na własnej skórze, to gdzieś widział czy słyszał o takim osobniku, który chce być entuzjastycznie pomocny, wierzy w sprawę, ale w rzeczywistości jest tak nieprawdopodobnie głupi, że większość rzeczy za którą się bierze obraca się w katastrofę. Znacie takich, prawda?

Często w takiej mieszance jest jeszcze przekonanie o własnych wybitnych, czy choćby ponadprzeciętnych zdolnościach. Choć właściwie to niech pierwszy rzuci kamieniem ten kto jako nastolatek czy młody dorosły przynajmniej nie pomyślał, że starci są głupi, nie wiedzą jak to robić, i sami byśmy to zrobili szybciej i lepiej. Aż do czasu jak sobie uświadomiliśmy, że jednak tamci mieli rację, a nasze pomysły by bardzo szybko doprowadziły do kompletnej katastrofy. Zwłaszcza gdybyśmy zaczęli je realizować z młodzieńczym entuzjazmem i zapałem. 

Ale czasem się zdarza, że taki młody robi dobre wrażenie albo ma dobre plecy i ląduje na samodzielnym stanowisku decyzyjnym. I prezes nie może czy nie chce go zmienić, a delikwent jest jeszcze aroganckim narcyzem, z którym nie ma żadnej racjonalnej rozmowy. Choć w sumie można też bardzo łatwo spotkać takich ludzi w różnych organizacjach społecznych, gdzie zawsze brakuje chętnych do pracy za darmo, a tu się pojawia człowiek z entuzjazmem, więc od razu dostaje rzeczy do zorganizowania. I organizacji potrafi szybko trafić do ogólnokrajowych newsów. Tylko nie z tych powodów co by wszyscy chcieli. 

Czy znacie taką postać? Oczywiście że znacie. Każdy zna lepsze lub gorsze przybliżenie tego opisu. A jeśli nawet sam nie zna to opowieści o takich krążą po świecie. 

Powtórzmy jeszcze raz- na stanowisku dającym jakąś samodzielną władzę, nawet jeśli teoretycznie nadzorowanym ląduje człowiek, który nie ma zielonego pojęcia jak działa to czym ma kierować, ale jest absolutnie pełen entuzjazmu dla swojego działania i lojalności wobec swoich szefów. Do tego jest zwyczajnie głupi, arogancki i nie za bardzo da się do niego dotrzeć z jakąkolwiek wiedzą, a nawet prostą informacją. 

Czy już wiecie kogo mam na myśli?

Tak, wzorowy i entuzjastyczny agent wpływu KGB i następców jest nie tylko pełen chęci do pracy, ale też jest idiotą nie rozumiejącym co robi, jak działa państwo i relacje miedzynarodowe. I o ile jego zadaniem w polityce wewnętrznej jest wprowadzić maksymalną ilość chaosu i destrukcji to międzynarodowa jest nieco bardziej skomplikowana. 

Z wprowadzaniem chaosu i destrukcji obecna ekipa kremlowska w Białym Domu radzi sobie znakomicie i  jeśli utrzyma to tempo do końca kadencji, to w całej administracji federalnej USA nie zostanie nawet kawałek kompetentnego zarządzania. 

Ale zauważmy że celem Kremla jest też zniszczenie sojuszy i wiarygodności i pozycji międzynarodowej USA. I robią to właśnie z entuzjazmem młodego harcerza. 

I wszystko jest w porządku, przynajmniej z puntu widzenia moskiewskiej hordy. Ale nie zauważamy, ani my ani oni jednego. Że przywództwo USA w zachodnim sojuszu było od dziesięcioleci nie tylko nieudolne, ale też konsekwentnie wspomagało i podtrzymywało istnienie państwa moskiewskiego. 

Dla Europy ze strony USA była obietnica bezpieczeństwa i zmniejszenia koniecznych wydatków wojskowych, co Europa przyjęła z radością, kasę wydając na programy socjalne, integrację i infrastrukturę. I jednocześnie trwała wielka ofensywa kremlowskiej propagandy w USA. Wielka i skuteczna. Myślenie, że dobrym docelowym sposobem załatwiania konfliktów jest doprowadzenie do jakiegoś stanu zawieszenia i wyczerpania obu stron dominuje w amerykańskiej polityce zagranicznej od lat. I jak możemy powiedzieć, że w Korei skończyło się względnie, to zaczynając od Wietnamu te polityczne manipulacje w celu rozejmu i utrzymania słabego reżimu zwykle kończą się epicką katastrofą. 

Tak czy inaczej jeszcze w zeszłym roku świat wyglądał tak, że był zachodni sojusz składający się z USA, pozostałych członków NATO i "zachodnich" państw regionu Pacyfiku, czyli Japonii, Korei Pd, Tajwanu, Singapuru, Australii i Nowej Zelandii. Po drugiej stronie agresywna Rosja oraz Chiny, w jakimś stopniu współpracujące, ale nie do końca w sojuszu. 

USA, zaczynając od Busha seniora prowadziły konsekwentną politykę utrzymania stabilności tego systemu, utrzymywania Rosji przy życiu i wzmacniania Chin. Jednocześnie prezentując się jako główny element zachodniego sojuszu. To oczywiście służyło interesom głównych przemysłów USA- sojusznicy byli trzymani w szachu zagrożeniem z jednej strony i obietnicą pomocy z drugiej, więc przemysł zbrojeniowy USA miał się dobrze, współpraca z Rosją pozwalała utrzymać system naftowy, a współpraca z Chinami wzmacniała tamtejszy popyt na żywność i też ropę oraz inne surowce. Do tego wszyscy oczekiwali stabilności, więc wszystkim zależało na podtrzymaniu systemu finansowego opartego na dolarze. 

Za te wszystkie przywileje USA miały płacić bezpieczeństwem. I nazwijmy to tak- w Afganistanie sprawa nie dotyczyła państw sojuszniczych, ale wobec lokalnego rządu i ludzi współpracujących skończyło się kompromitacją. W międzyczasie polityka Obamy wobec Ukrainy była złamanie gwarancji Budapesztańskich i stanowiła potężny wyłom we wiarygodności, ale to jeszcze zostało zignorowane, zwłaszcza, że w Europie wtedy w polityce dominowała Angela Merkel i wspieranie Rosji było w modzie.

Potem nadeszła pierwsza kadencja Trumpa, akurat bez wielkich wyzwań, więc wszyscy (a zwłaszcza Merkel) nadal udawali, że wszystko jest w porządku. W 2022 wybuchła pełnoskalowa odsłona wojny i Biden udawał pomoc, a Europa udawała, że tak powinno być. 

Teraz na scenę wyszedł Trump i powiedział, że te gwarancje to taki żart był i nikt nie powinien liczyć na USA. No chyba, że Rosja, ci nadal mogą.  Tylko kwestia polega na tym, że każdy kolejny prezydent amerykański od 1988 starał się ocalić istnienie imperium moskiewskiego, by był im potrzebny straszak na sojuszników, a także wspólnik w utrzymaniu systemu naftowego. 

Czy już widzicie co się stało? Przez wypisanie się z zachodniego sojuszu i przejście na stronę Rosji, USA jednocześnie straciła jakiekolwiek możliwości manewru i nacisku politycznego na sojuszników na podtrzymanie istnienia tejże Rosji. Z prostego powodu pozbycia się sojuszników. Do tego odcięcie Ukrainy od danych wywiadowczych oznacza, że w razie takiej potrzeby politycznej USA mogą odciąć dotychczasowym sojusznikom dostęp do każdej broni i zasobów, do których kontrolują dostęp.  Co z grubsza rzecz biorąc oznacza, że żaden odpowiedzialny polityk już nigdy nie kupi broni w USA, zwłaszcza, jeśli jego kraj może być zagrożony ze strony Rosji, Chin czy ich sojuszników. Co z grubsza rzecz biorą wyczerpuje listę potencjalnych poważnych klientów na amerykańską broń. Dotychczasowe kontrakty może będą zrealizowane, zwykłą, "głupią" amunicję każdy potrzebujący też chętnie kupi, ale cokolwiek mającego na pokładzie zaawansowaną elektronikę i systemy łączności- od dziś powinno być to traktowane jako głęboka rezerwa, która w razie konfliktu może działać lub nie. 

Broń, dominacja w infrastrukturze internetowej i kosmicznej, dolar jako waluta rezerwowa, rolnictwo i surowce energetyczne. To jest mniej- więcej cały obraz gospodarki USA. Prawie każda z tych rzeczy jest bezpośrednim skutkiem znajdowania się w centrum światowych sojuszy, czyli efektywnie dywidendą z pax americana. Prawie, bo eksport rolniczy, produkcja ropy i gazu pozostanie niezależnie od układy sojuszy.  Choć i to wcale nie jest pewne, rolnictwo może zostać ograniczone cłami i regulacjami sanitarnymi. W sumie pewna próba sił nastąpiła, kiedy po Brexicie USA pod wodzą Trumpa usiłowało wymusić na UK akceptację chlorowanych kurczaków. I nie wyszło. 

Amerykańska broń już jest w fazie terminalnego załamania sprzedaży, bo od członka przeciwnego sojuszu broni się nie kupuje. Kontrola nad infrastrukturą to przede wszystkim siedziby firm projektujących i softwarowych, rzeczywiste rzeczy produkuje się w Azji na europejskich maszynach. Owszem, to daje pieniądze, ale skopiowanie funkcjonalności softu i zrobienie własnego to jest coś z czym sobie w dużej mierze poradziły Chiny, a w części nawet Rosja. Europa może to zrobić od ręki, razem z własnymi systemami operacyjnymi i podstawowym softem do obsługi Internetu. OK, chwilę musi potrwać, bo nic się nie dzieje od razu, ale nie potrzeba tu tworzyć całej nowej infrastruktury przemysłowej i szukać od zera fachowców. To wszystko jest. I zapewniam was, drodzy Czytelnicy, że jakieś 80% inżynierów z Krzemowej Doliny by się bardzo chętnie przeniosło do Europy, z europejskimi regulacjami pracowniczymi, infrastrukturą, stylem życia, opieką zdrowotną, szkolnictwem i bezpieczeństwem. I jakieś 80% reszty też, jakby się od kolegów dowiedzieli, że to nie są bajki i tu naprawdę tak wygląda.  A jedynym powodem dla którego jeszcze się tak nie stało jest brak wielkich projektów w Europie i kultury szybkiego rozwoju. W momencie uruchomienia drukarek w bankach centralnych dla sfinansowania oddzielenia się od USA te projekty się pojawią natychmiast i razem z nimi ludzie do ich zrobienia. Tam nic więcej nie potrzeba. A hardware do produkcji hardwaru i tak się produkuje tylko w Europie i czasem też w Japonii. 

Razem z odpaleniem drukarek na wspólne projekty europejskie pojawią się wierzytelności zabezpieczone przez największą gospodarkę świata, czyli jedyna możliwa konkurencja dla obligacji skarbowych USA. 

Jako podstawa gospodarki USA zostaje rolnictwo i surowce energetyczne. Czyli tak jakby obraz całkowicie prowincjonalnej gospodarki surowcowej. Inaczej mówiąc stacja benzynowa z bronią atomową. I stoiskiem z batonikami sojowymi. 

Ale na teraz jeszcze ma duży i wpływowy przemysł zbrojeniowy, który traci zagranicznych klientów, olbrzymie zapasy, gospodarkę idącą w stronę izolacji i braku konkurencyjności i władzę zmierzającą do dyktatury z jakimiś pozorami demokracji. Czy ten opis nie przypomina jakiegoś zupełnie innego państwa? Z którym USA właśnie zawiązują sojusz?


 


Moskiewski cwel

Myślę, że Czytelnicy doskonale wiedzą o kogo chodzi w tytule

Zasadniczo znamy plan pokojowy dla Ukrainy. 

Najpierw należy Ukrainie postawić absurdalne żądania, potem Moskwa razem ze swoimi cwelami z Waszyntonu ogłosi "plan pokojowy", który w istocie jest całkowitą kapitulacją.

Następnie Waszyngtoński główny cwel Kremla ogłosi, że podyktowany mu plan jest rozsądnym kompromisem i wszyscy mają się do niego zastosować. 

I zapewne po jakimś tańcu w jedną i drugą stronę zacznie się nie tylko zwalnianie Rosji z sankcji przez USA, ale też blokada Ukrainy przez USA, ale następnie również sankcje na kraje ją wspomagające. W tym kontekście cała nadzieja w tym, że będzie to zrobione tak samo głupio i topornie jak jego dotychczasowe zagrywki i po prostu wybuchnie mu w twarz. To znaczy sankcje spowodują przyspieszoną konsolidację polityczną Europy i wsparcie dla Ukrainy bez oglądania się na nikogo. To jest oczywiście kompletnie wbrew moskiewskim planom, ale nie zapominajmy, że Trump jest kompletnym durniem. Sprytnym politycznie i ze wsparciem kremlowskiej machiny wpływu i propagandy całkiem skutecznym. Ale głupim.

Tak czy inaczej Trump nie jest sam. Obsadę wszystkich głównych stanowisk dostał prosto z Kremla i Łubianki i należy założyć, że wszystkie istotne postacie realizują i będą realizować moskiewski scenariusz. W ramach dygresji- jestem z tej perspektywy nieco zaskoczony, że w rządzie i okolicach nie znalazła sie Jill Stein. Kto nie kojarzy- kilkukrotna kandydatka na prezydenta USA z ramienia ichnej Partii Zielonych, publicznie pokazywała się z Putinem i była wspierana przez Russia Today. Pasowałaby do Kennedy'ego. To jedynie oznacza, że moskiewska ławka w Waszyngtonie jest znacznie dłuższa niż komukolwiek by się to mogło wydawać, skoro można nawet tak dobrych kandydatów pozostawić poza kadrą.

I oczywiście już nie mam żadnych dylematów z tych, jakie opisywałem we wcześniejszych wpisach. To znaczy okazało się, że Trump za żadne pieniądze nie zdradzi KGB. Ale wiemy na czym stoimy. 

I tak przy okazji- z danych zupełnie jawnych wynika, że Donald Trump pracuje dla Moskwy od około 1977 roku, może minimalnie później. Otóż akta czechosłowackiej bezpieki są jawne i wiemy, że Ivana Trump, pierwsza żona Donalda razem ze swoim ojcem współpracowali z czechosłowacką bezpieką. Która ułatwiała jej wyjazd na zachód, więc możemy śmiało założyć, że była wprost wysłana do infiltracji zachodnich elit. I w ramach tej pracy wyszła za mąż za Donalda, który zapewne entuzjastycznie się do tego przyłączył. Bo przekazywane informacje były tego kalibru, do których sama Ivana nie miała dostępu. A o ocenianej wartości może świadczyć to, że przecież Donald Trump bywał w Moskwie jeszcze w latach osiemdziesiątych. Zapewne chcieli go poznać jego mocodawcy z tych poziomów, które już nie wyjeżdżają za granicę, a na pewno nie mogą się sami tam spotykać z agentami. 

Więc w roku 2016, a jeszcze bardziej 2024 ta wieloletnia współpraca doprowadziła do spektakularnego sukcesu. Miałem jakiś ochłap nadziei, że coś sie jeszcze da zrobić, ale nie. W tym zakresie to koniec. USA są obecnie w całości kontrolowane przez kukiełki Putina i okolic. I to należy zaakceptować jako aktualną rzeczywistość.

Co dalej?

To samo co zawsze. Moskiewska agentura ma dobre i dopracowane scenariusze przejmowania władzy, ulepszane od 500 lat, skutecznie użyte dziesiątki, jak nie setki razy. Bardzo rzadko się zdarza, że zabezpieczenia suwerenności zadziałają i udaje się rozmontować zagrożenie zanim zostanie zrealizowane. Tak Finowie się uratowali w 1948, kiedy ich premier przygotowywał prokomunistyczny zamach stanu, USA przetrwały 06.01.2021 roku i pewnie jeszcze kilka takich przykładów by się znalazło. Ale dziś niszczenie aparatu państwowego USA jest na tyle szybkie i dogłębne, że drugi raz im się raczej nie uda. 

Dzisiejsza działalność Trumpa, Muska i reszty kremlowskich minionków służy tylko temu, żeby następnej próbie utrzymania władzy przez nich nikt już się nie sprzeciwił. I jeśli będą mieć na to 4 lata, to już nikomu nie przyjdzie do głowy oczekiwać wolnych wyborów w 2028 roku. Bo sam taki pomysł będzie całkowicie absurdalny. 

Ostatnim zabezpieczeniem, które jeszcze może jakoś zadziałać jest impeachment. Ale wszyscy go już widzieliśmy dwa razy w stosunku do Trumpa i nawet nie było szans aby zadziałał. Pomimo bardzo, bardzo poważnych zarzutów, graniczących ze zdradą stanu. Dziś wiemy, że to była zdrada stanu. I co? I nic. Bez poważnego buntu w Partii Republikańskiej nic się nie zmieni. I przyznam, że niespecjalnie widzę dynamikę w której taki bunt w ogóle może nastąpić. Bo ci ludzie i tak nie ogarniają prawie nic poza własnymi interesikami i czasem zwykłym zarządzaniem krajem, a w tym przypadku należałoby spojrzeć nieco szerzej. I nie za bardzo wierzę w taką możliwość na skalę całej partii. Czy przynajmniej połowy republikańskich senatorów, bo o takiej liczbie mówimy. 

Więc co dalej? 

Nic. USA należy teraz traktować jak Ukrainę Janukowycza czy inne Naddniestrze. Tylko w Ukrainie jest społeczeństwo, które potrafi bronić demokracji. W USA takie istnieje głównie w wytworach Holywood. I tak należy to widzieć do czasu następnych wolnych wyborów w USA. Które równie dobrze mogą nie nastąpić za naszego życia. A mogą w 2028. Miejmy nadzieję. 

To oznacza, że wszystkie kalkulacje dotyczące amerykańskiej pomocy wojskowej i sojusze można spuścić w kiblu. Oraz, że dla każdej krytycznej technologii, którą mogą kontrolować USA należy jak najszybciej stworzyć działającą alternatywę w wolnym świecie. 

I też oznacza, że mamy sojusz Rosji, Iranu, Chin razem z USA przeciw Europie, Japonii, Tajwanowi i kto będzie chciał się jeszcze przyłączyć. 

I dopóki Europa nie obudzi i nie skonsoliduje się w nowej rzeczywistości, to ten sojusz jest niezbyt mocny politycznie i ma mnóstwo dużych braków w zakresie wyposażenia i uzbrojenia.

Ale ekstremalna gorliwość Trumpa w realizacji moskiewskiej agendy jest wbrew pozorom, właściwie jedyną dobrą wiadomością w całej tej układance. Po pierwsze minimalnie rozsądny juz nie moze mieć wątpliwości i każdy teraz musi sam sie zadeklarować po której jest stronie. A po drugie- to uwalnia zasoby. Politka Bidena była w wielu aspektach korzystniejsza dla Rosji. Nie dlatego, że Trump by nie chciał zrobić wszystkiego co może dla Kremla. Właśnie dlatego. Bo w dobrym planie dla USA założyli, że uda się zrealizować może z połowę tego co by chcieli. A by chcieli wyjścia USA z zachodnich sojuszy, rozbrojenia, destrukcji wywiadu, rozbicia społecznej siatki bezpieczeństwa i likwidacji hamulców dla władzy oligarchów. Ale do głowy im nie przyszło, że mogą uzyskać to wszystko naraz. Przecież jednoczesne przejście USA na stronę Rosji i rozbrojenie jest bez sensu. No, ale taki program Trumpowi i okolicom napisali i z rozpędu jest realizowany. 

Co właśnie ma zabawny aspekt. Otóż Polska ma gigantyczny problem z amunicją, zwłaszcza do artylerii 155 mm. Nie jest produkowana i dziś nie ma skąd kupić, a to co jest to wszystko i tak musi iść na front. A wąskim gardłem jest produkcja prochu. Więc, bardzo rozsądnie, w roku 2019 zdecydowano o rozpoczęciu budowy linii do produkcji prochu właściwego dla tejże amunicji artyleryjskiej. Miała być gotowa w 2022 roku. I nie była, nie jest do dziś. Oficjalnych informacji nie ma, względnie wiadomo, że nie ma instalacji/maszyny do nitrowania celulozy. To jest taki ekstremalnie niebezpieczny proces, który zasadniczo robi się w oddzielnym budynku otoczonym wałem ziemnym i gdzie w trakcie działania nie ma ludzi. Bo nawet drobna awaria lub zanieczyszczenie może spowodować zniknięcie tego budynku razem z zawartością i topografią najbliższej okolicy. Nie wiem kto miał ten sprzęt dostarczyć i nie znam tego rynku, ale przypuszczam, że jest to bardzo podobna sytuacja jak w większości tak wyspecjalizowanych urządzeń- że na świecie jest kilku, najwyżej kilkunastu dostawców i u wszystkich należy zamawiać ze sporym wyprzedzeniem. No, chyba że akurat trwa jakaś gorąca sytuacja inwestycji zbrojeniowych. Wtedy można tego nie zobaczyć w ogóle. I zapewne taką sytuację mieliśmy teraz. Gigantyczne pieniądze przeznaczone przez Kongres USA na pomoc dla Ukrainy zostały w rzeczywistości wydane na zbrojenia i rozbudowę przemysłu w USA, a na Ukrainę wysłano zapasy przeznaczone do utylizacji albo wręcz kompletny złom i nieudane produkty (jak Switchblade 300, którego armia ukraińska po prostu nie chce, nawet w obecnej sytuacji...). 

Więc przypuszczam, że instalacji do nitrowania celulozy w Pionkach nie ma właśnie dlatego, że nowa jest gdzieś w USA. A na polecenie Moskwy będzie stała nieużywana, albo nawet zostanie porzucona. I tu się kłania polityka Bidena vs. Trumpa. Dzięki Bidenowi nie dało się rozwiązać problemu braku prochu. Trump z tym nic nie zrobi, bo i tak nie potrafi przeczytać tekstu tak długiego, aby mu to wyjaśnić. Więc ta i inne maszyny w końcu trafią do Polski, bo producenci coś musza robić. Będzie można też zwiększać produkcję w innych krajach. Oraz kiedy zakupy USA zostaną drastycznie ograniczone, a jednocześnie w Europie odkręci się kurek z pieniędzmi, to dostawcy broni i amunicji szybko zaczną grać według europejskich reguł. Pod tym względem wykonywany przez ekipę Bidena sabotaż zachodniego świata był skuteczny, a Trumpowski tępy atak skończy się konsolidacją 500 mln bogatych i produktywnych ludzi, kontrolujących najbardziej wymagające elementy łańcucha technologicznego. I nie te ogniwa najbardziej wymagające kapitałowo, czy technologicznie, tylko wymagające zakumulowanej przez pokolenia wiedzy rzemieślniczej, niemożliwe do odtworzenia gdziekolwiek indziej. 

Wspólnie działającej Europy się nie da pokonać. Jedynie moskiewska propaganda twierdzi, że jest inaczej. Problem polega na tym, że na Kremlu w tę propagandę nie wierzą, bo doskonale wiedzą, że to bujda na resorach, a główny lokator Białego Domu jest zbyt głupi, żeby odróżnić ją od rzeczywistości, zbyt zindokrynowany przez Moskwę, żeby uwierzyć w rzeczywistość i zbyt leniwy żeby w ogóle próbować. 

A może jutrzenka nadziei jednak gaśnie?

Ten wpis będzie właściwie kontynuacją dwóch poprzednich. W pierwszym postawiłem tezę, że głównymi motywacjami Trumpa i jego ekipy są lojalność wobec Kremla i chciwość. Oraz oczywiście rasizm/seksizm, czy inaczej mówiąc ideologia supremacji białych mężczyzn.

Z tego wynika, ze przyszłość Europy wisi na włosku, bo z sojuszem Moskwy i Waszyngtonu nawet wspólnie działająca Europa będzie mieć poważny problem. A Ukraina sama sobie zapewne nie poradzi.

Coraz mocniej świeci jutrzenka nadziei

 Kto czytał poprzedniego posta może się domyślić jaką wiadomość uznaję za najważniejszą w ostatnich dniach. 

Program rządu Trumpa

 Stałych Czytelników przepraszam za pewien brak aktywności. I to zdecydowanie nie z powodu braku tematów, bo świat jaki znamy rozpada się na naszych oczach. Właściwie to właśnie oczekiwanie na taki lub zbliżony przebieg wydarzeń było powodem pisania tego bloga. Już kilkanaście lat temu. 

O nowym rządzie Trumpa i trochę ogłoszeń

 Rząd Trumpa się powoli wyłania, wygląda jakby zestaw nazwisk układano według dwóch kryteriów- lojalności wobec państwa i kompetencji. To chyba wszystko w porządku, co nie? Niezupełnie

Mroczny sezon wyborczy

Zbliżają się wybory w USA. Z jednej strony całkiem ważne, a z drugiej właściwie to istotne rzeczy wydarzą sie niezależnie od ich wyniku i w podobnym czasie. Więc można najpierw wspomnieć o dwóch innych- w Mołdawii i Gruzji. Właściwie to jeszcze nie zakończonych w momencie kiedy to piszę.

Jak (nie) walczyć z powodzią

 W filozofii otaczającej niektóre ze wschodnich sztuk walki kładzie się duży nacisk na wykorzystanie siły przeciwnika do pokonania go, a w pierwszym stopniu takie używanie własnej pozycji i siły, aby nie znaleźć się na głównej linii ciosu. Co jest w zasadzie dobrą ogólną regułą życiową. I można powiedzieć, że takie zasady przyświecają też urugwajskiej ochronie przeciwpowodziowej.

Po której stronie są USA w wojnie?

 Jest zdecydowanie najwyższy czas zadać wprost tytułowe pytanie. Ludzie wierzący w zwycięstwo cywilizacji nad barbarzyńcami z bagien chcą widzieć zachowanie prezydenta Bidena i ogólnie władz USA jako jakiś plan. Oczywiście nie prowadzący do szybkiego zwycięstwa, bo gdyby tego chcieli, to by po prostu uzbroili ukraińską armię jak należy i Ukraińcy by już sami rozwiązali problem. Zarówno swój, jak i przy okazji większość problemu finansowania terroryzmu i zorganizowanej przestępczości na świecie. 

Kulki do łożysk narzędziem światowego pokoju

Spójrzmy jeszcze raz na geografię Rosji. A właściwie to państwa moskiewskiego. Precyzyjniejsza, lepsza historycznie nazwa, pewnie też bardziej będzie pasować do nowych granic. 

Czy Europę czeka upadek?

 Kiedyś obiecałem Czytelnikom, że jak przyjdzie czas się mniej lub bardziej pakować z Europy to dam znać. I daję. Jakby.

Konkretnie to odpowiedź na pytanie czy czas się pakować i spadać brzmi- nie wiadomo i to zależy.

Co się dzieje w amerykańskich wyborach?

W ostatnich dniach się wydarzyły dwie istotne rzeczy w amerykańskich wyborach prezydenckich.

Pierwszą był oczywiście zamach na Donalda Trumpa, a chronologicznie drugim, acz ważniejszym, odmowa przyjęcia nominacji, czyli rezygnacja ze startu w wyborach przez Joe Bidena. Ważniejszym tylko dlatego, że Biden już prezydentem nie będzie, co można by było powiedzieć też o Trumpie, gdyby zamach był udany....

Zacznijmy od zamachu

To jest jakaś smutna część amerykańskiej tradycji politycznej. Bym powiedział, że generalnie mająca związek z zamknięciem amerykańskiego systemu politycznego w dwupartyjnym systemie, do którego wstęp jest obwarowany zgodą dotychczasowych elit na kooptację. czy ujmując to w innych słowach, system jest tak zabetonowany, że często jedynym możliwym głosem protestu jest przemoc. Zdecydowanie wolę bardziej inkluzywną demokrację. I w tym przypadku samo istnienie Trumpa jest oczywiście częścią takiego protestu ze strony wyborców- jeśli tak naprawdę zwykłe oczekiwania obywateli nie mogą zostać spełnione, bo obie główne partie je ignorują, założenie trzeciej jest praktycznie niemożliwe, to przedstawienie się jako człowiek z zewnątrz i zagospodarowanie takiego elektoratu protestu jest jedną z możliwych, opłacalnych strategii politycznych. I to przecież Trump robił, i robi nadal. Motywów zamachowca nie znamy i może ich nigdy nie poznamy, ale wiemy, że był to wyborca Republikanów. Jedynie mogę spekulować, że zaszedł gdzie właśnie taki mechanizm- od wiary w skuteczność kandydata protestu i tego żę Trump jest drogą wyjścia poza skorumpowany system dwupartyjny do rozczarowania, załamania takiej wiary i szukania zemsty za to rozczarowanie. Cóż. To tylko spekulacje.

Znacznie ciekawsze były fakty, a konkretnie karykaturalna wręcz nieudolność Secret Service, czyli amerykańskiej służby federalnej zajmującej sie ochroną najważniejszych osób w państwie (a kandydat głównej partii takim jest, nawet jeśli nie piastuje akurat żadnego urzędu). Nie ma co tu wchodzić w szczegóły taktyczne, kto potrzebuje ten znajdzie bez trudu. Po prostu z prawidłowo działającą ochroną ten zamach w taki sposób nie powinien się wydarzyć. Nie tylko zaraz po, ale i do dziś szefowa Secret Service konsekwentnie odmawia podania się do dymisji. Zapewne już niedługo, bo po rezygnacji z kandydowania przez Joe Bidena, tak czy inaczej będą musiały nastąpić zmiany. I nikogo lepsze do spektakularnej zmiany pod ręką na razie nie będzie. Dla szukających tu spisku- nie, nie ma żadnego. Życie Trumpa uratował drobny ruch głową już w trakcie lotu pocisku, a zresztą przypadkowy podmuch wiatru mógł i tak jego tor lotu zmienić na tyle, że kula byłaby śmiertelna. Takiego strzału się po prostu nie da zrobić jakąś ustawką, przeżycie zamachu było czystym przypadkiem. 

Niekompetencja SS bardzo wiele mówi o ogólnej sytuacji w waszyngtońskich elitach. Jeśli ktoś się stał już ich częścią to jego działania nie podlegają prawie żadnej kontroli ani weryfikacji. I jednocześnie atmosfera kompletnego oderwania od rzeczywistości, prowadzącego do epickiej niekompetencji jest tam wszechobecna. I właściwie nie bardzo wiadomo jak z tego wyjść. Przykładów jest mnóstwo. Od "broni masowego rażenia" w Iraku do aktualnego zarządzania pomocą wojskową dla Ukrainy, kryzysem żeglugi na Morzu Czerwonym i właściwie wszystkim czego się dotknie rząd federalny albo ustabilizowane amerykańskie elity. Jak zarządzanie Boeingiem. 

Sprawa Boeinga też jest kolejnym symptomem tego samego. Zostawiając na chwilę samo zarządzanie firmą, jest też kwestia federalnej odpowiedzi na poziomie politycznym. Otóż Boeing jest nawet nie tyle ekstremalnie ważną, co wręcz kluczową firmą w dla amerykańskiej infrastruktury, przemysłu lotniczego, kosmicznego i zbrojeniowego. W wielu miejscach kluczowych wręcz dla codziennego życia, jak też samego podstawowego funkcjonowania państwa, zwyczajnie nie można ich zastąpić. Przecież bez Boienga przemieszczanie się ludzi pomiędzy różnymi miastami w USA byłoby obecnie niemożliwe. I problemem przecież nie jest konieczność jakiejś ekspansji, nowej inżynierii finansowej czy czegoś takiego. Problemem jest zarządzanie ta firmą jak tanią pizzerią czy sklepem z butami, bez żadnego uwzględniania jej znaczenia dla funkcjonowania państwa. I najwyraźniej udziałowcom się to też podoba. Co oznacza, że rozsądne wyjście jest jedno- nacjonalizacja i natychmiastowe wyrzucenie zarządu, a następnie mianowanie ludzi, którzy będą będą brać pod uwagę znaczenie tej firmy dla funkcjonowania państwa i społeczeństwa. Co jak najbardziej może polegać na demonopolizacji, na ułatwieniu wejścia konkurencji na poszczególne rynki. Ale coś trzeba zrobić. Być może samo wyłączenie tej firmy z antykolejowego lobbing już by coś zmieniło. 

Jednak to są fantazyjne spekulacje. W sposobie widzenia świata przez amerykańskie elity nacjonalizacja w ogóle nie istnieje. Jeśli, może jakaś szalona radykalna lewica by jeszcze coś mówiła o nacjonalizacji jakiś bankrutów, to nacjonalizacja wypłacalnej firmy tylko dlatego, że sposób zarządzania nią prowadzi infrastrukturę w stronę chaosu i ruiny jest poza horyzontem pojmowania.  

I w tej sytuacji, galopującej niekompetencji w całych amerykańskich elitach, z rządem federalnym na czele, jest prezydent, który w oczywisty sposób nie ma jż sił życiowych i energii na kontrolowanie osób dookoła siebie. I ta niekompetentna administracja rządzi się sama. To jest oczywiście przepis na dryf w stronę katastrofy i amerykańscy wyborcy nawet zaczynali przychylnym okiem spoglądać na sponsowanego przez Moskwę faszystę. Do tego byłą już w miarę dobrze przygotowana i rozpędzona machina kompromitacji Bidena, według dość dobrych moskiewskich wzorców. 

I to wszystko Joe Biden popsuł rezygnując z kandydowania. Mamy rok 2024, dziś nikogo właściwie nie obchodzi, że kandydatem jest kobieta i to niezupełnie biała. A nawet jeśli to co najwyżej zapiekłych seksistóœ i rasistów, którzy i tak by głosowali na Trumpa, w przeciętnej elektoratu i wśród niezdecydowanych właściwie ich nie ma. 

Więc jaki mamy efekt? 

Otóż taki, że Demokraci się natychmiast zjednoczyli i zwarli szeregi wokół Kamali Harris, do kampanii wrócił (czy w ogóle pojawił się... ) entuzjazm, a Kacapy razem z Trumpem i amerykańską oligarchią nie mają przygotowanych montaży ani naracji dla zdyskredytowania Harris. I na szybko mogą coś zrobić co najwyżej po seksistowsko- rasistowskich liniach, które dzis niekoniecznie bedą w ogóle działać, a jeśli to słabo. 

Co o potencjalnej prezydenturze Harris?

Tak naprawdę w kategorii "zwykłej" niekompetencji to dużo gorzej od Bidena być nie może, więc pewnie nie będzie. Oczywiście poza zwykłą niekompetencją jest też kwestia czystej współpracy z wrogami ludzkości i cywilizacji i tu mówimy o Trumpie. Więc przy wyborze Trump vs. Biden to był wybór pomiędzy niekompetentnym i pozbawionym energii fizycznej i umysłowej kandydatem, a czystym promoskiewskim zdrajcą, zawodowym oszustem i człowiekiem który wybierał się na wybory po to aby uniknąć więzienia. 

Obecnie mamy wybór pomiędzy relatywnie młodym, jakoś kompetentnym politykiem, ze znacznie większym niż Joe Biden doświadczeniem we władzy wykonawczej (tak!), a tym drugim. Oczywiście wynik będzie wtedy kiedy będzie i taki jaki będzie, ale mój poziom optymizmu drastycznie się zmienił w ostatni weekend.

To wszystko jednak pokazuje jedną rzecz i ona jest naprawdę ponura:

Jesteśmy cały czas na granicy katastrofy. Balansujemy na linie. Prezydentura Trumpa będzie katastrofą nie tylko dla Ukrainy, ale dla każdego miejsca zagrożonego Rosyjską ekspansją. I to byłyby całe 4 lata. Jesteśmy kompletnie na granicy kompletnego chaosu klimatycznego. Rozregulowanie zabezpieczeń i wysiłków dla ochrony klimatu choćby w jednym z dużych państw zepchnie nas z klifu i to szybko.

Tym razem chyba się uda. Ale co będzie następnym?

Drodzy Czytelnicy, właściwie sytuacja jest taka sama jak od lat. Miejmy nadzieję, optymizm na dziś polega na tym, że "jakoś to będzie", ale myślmy o sobie, bo czasem jeden drobny podmuch wiatru dzieli nas od katastrofy. OK, w tym przypadku śmierć Trumpa może by nie była katastrofą. A może by była, bo znaleźliby się naśladowcy męczennika. 


 




Bajki dla biednych Rosjan

Jeśli spojrzymy na rządy Putina w Rosji z punktu widzenia uprzywilejowania poszczególnych warstw społeczny to dojdziemy do kilku bardzo ciekawych spostrzeżeń i jednego niezwykle niepokojącego przewidywania na przyszłość.
Otóż w chaotycznych i pełnych przemocy latach 90- tych, jak wiadomo kraj pracował przede wszystkim na wąską elitę, zasadniczo powstałą z fuzji przedstawicieli niektórych części aparatu władzy w ZSRR (przede wszystkim, ale nie tylko Komsomołu) i szefów lokalnych band kryminalnych. Oprócz tej wąskiej elity, reszta tylko walczyła o przetrwanie. Wraz z epoką Putina rozpoczęło się przekształcanie tej względnie niezależnej grupy społecznej w zaplecze dyktatury. Dla takiego przekształcenia trzeba było zmusić ich do rezygnacji z władzy i części dochodów. Oraz najpierw oddać połowę majątków osobiście Putinowi. Ta sytuacja oczywiście wymusiła politycznie podział dochodu narodowego nieco korzystniejszy dla klasy średniej. To się zbiegło w czasie z rozpoczęciem wieloletniego trendu wzrostu cen ropy i efektem były złote lata dla rosyjskiej klasy średniej i tych co na niej się paśli. Jak hotelarze na Cyprze i w Egipcie czy producenci samochodów. Do rozpoczęcia wojny w 2014 wyglądało jakby była stała i stabilna poprawa, ale wtedy się ona zakończyła i rozpoczął się powolny spadek poziomu życia. Ten spadek oczywiście spowodował pewną frustrację, jednak tak naprawdę żadnego zagrożenia dla władzy. Wręcz przeciwnie, wszyscy wspominali kraj rosnących szans, a teraz "rozumieją", że sytuacja się zmieniła, bonanza się skończyła, ale nadal mogą jakoś żyć. I tak właściwie jest, dobrych czasów już nie ma, ale mobilizacja ani wojna specjalnie nie dotykają nieco zamożniejszych mieszkańców wielkich miast, z Moskwą na czele.

No dobra, teraz powoli zaczyna dotykać, ale nawet w Moskwie się szuka nadal biedoty i imigrantów.

Jednak tym co jest najistotniejsze, to absolutnie największe w historii Rosji (i wszystkich innych państw moskiewskich) transfery pieniężne i udział w produkcie krajowym klasy niższej aka plebsu. 

Jest to rzecz na którą nikt szczególnie nie zwraca uwagi, a będzie miała konsekwencje nie tylko teraz, nie na lata, a co najmniej wiele dziesięcioleci, a raczej trzycyfrową liczbę lat. Serio.

Jaki miałby niby być tego mechanizm?

Otóż obecny mechanizm mobilizacji w Rosji opiera się na oferowaniu astronomicznie wysokich pensji i benefitów dla żołnierzy i stosowaniu umiarkowanej ilości przemocy we względnie nieskorumpowanym systemie. To wszystko oczywiście w ramach rosyjskich standardów, każdemu przyzwyczajonemu do choćby ochłapów zachodniej cywilizacji nadal się zjeży włos na głowie.  
Ale rosyjska prowincja zachodniej cywilizacji nie zna. Co najwyżej w filmach i u lokalnych bonzów widziała sedesy i pralki, więc wierzy, że jak też będą mieć to staną się Europejczkami. I wojna im to umożliwia. Jak oczywiście wiadomo, część znalazła pralki i sedesy bezpośrednio na Ukrainie, ale to było w początkowej, manewrowej fazie wojny i olbrzymia większość z tych rosyjskich żołnierzy już dawno nie żyje. 

Ci, którzy żyją to w olbrzymiej części są ochotnicy, ściągnięci wysokim bonusem przy zapisywaniu się, absolutnie astronomiczną, jak na rosyjską prowincję pensją (w przeliczeniu ok 8 tys zł miesięcznie) i wysłani pod presją rodziny dla odszkodowań za śmierć i inwalidztwo.
Do tego są cały czas poszukiwani pracownicy w przemyśle zbrojeniowym, gdzie może płace nie są tak wysokie, ale nadal praca jest dla absolutnie każdego kto chce i też są to pieniądze często nieznane wcześniej dla pracującej biedoty w Rosji.

Dlaczego tak to dokładnie opisuję?

Ponieważ razem to tworzy obraz gigantycznego transferu środków na rosyjską prowincję, a zwłaszcza do najbardziej odizolowanych regionów, gdzie łowiectwo i zbieractwo stawało się w ostatnich latach dominującym stylem życia. I oczywiście całkiem sporej prosperity w tych regionach. Nieznanej właściwie nigdy wcześniej. A nawet w czasach relatywnej zamożności materialnej, znaczy względnego funkcjonowania ZSRR lat 60-tych i 70-tych, to był tylko "dobrobyt" materialny, władza nadal, czy wręcz jeszcze bardziej była w rękach lokalnych przedstawicieli państwa- dyrektorów kołchozów, etc.. Dziś, na rosyjskiej wsi czy małym miasteczku, rodzina z frontową pensją może cieszyć się jednocześnie zamożnością i wolnością. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Nie tylko nikt nie pamięta takich czasów, ich po prostu nie było. Oczywiście, to nadal jest rosyjska armia. Żołnierze są szybko wysyłani na pewną śmierć i za długo tych pensji nie mogą wysyłać. Nie napiszę tu bezsensowną, bo z punktu widzenia obrońcy zachodniej cywilizacji oni po prostu muszą zginąć, jakkolwiek by to okrutnie nie zabrzmiało.
Oprócz tego, to nadal jest rosyjska armia, więc są gwałceni, okradani przez oficerów i bandytów w swoich oddziałach, a ostatnio też dość licznie umierają na cholerę i tyfus. To nieco zmniejsza atrakcyjność tego zatrudnienia, ale nadal są zainteresowani. W ilościach wystarczających czy nie, na razie trudno ocenić.
Dla zilustrowania skali zmian- w Rosji drastycznie wzrosła sprzedaż alkoholu. Znaczy prawdziwa konsumpcja zapewne pozostała bez zmian, jedynie ludzie się przerzucili z bimbru na legalną wódę, co w tych realiach jest całkiem dobrym wskaźnikiem prowincjonalnego dobrobytu. Tu link do artykułu (za paywallem, ale i tak nie warto).
Do tego w całej zbrojeniówce potrzeba każdych ilości rąk do pracy, jak też dla zastąpienia tych, co jednak do armii się wybrali. 

Ok, to jest obraz sytuacji, ale jakie będą konsekwencje?

Otóż ta bonanza się oczywiście kiedyś skończy i to drastycznie. Nawet jeśli Rosja by wygrała tą wojnę, czyli doprowadziła do zawieszenia broni na obecnej linii frontu, to i tak potem nastąpi zjazd gospodarczy i rachunek za wysiłek wojenny, nie tylko bez większych zysków z podbojów, ale też z trwającymi kosztami sankcji gospodarczych. W skrócie- niezależnie od wyniku, koniec wojny będzie końcem obecnej sytuacji gospodarczej, niezwykle korzystnej dla biednych. 
Bardzo możliwe, że będzie to również koniec Putina, jak też i Rosji w obecnym kształcie. Każda z tych sytuacji, nawet najbardziej zwycięska dla Kremla będzie i tak oznaczać koniec wspaniałych czasów dla rosyjskich mas. 
A co pozostaje po dobrych czasach?
Wspomnienia. Opowieści. Legendy. A częścią tych opowieści będą oczywiście przyczyny końca takiej bonanzy. I oczywiście wyjaśnienie że było to tylko od początku złe, imperialistyczne ludobójstwo nie wchodzi w grę. Skoro było dobrze, to i przyczyna musiała być dobra, a koniec musiał być spowodowany jakąś zewnętrzną siłą. Może w takich opowieściach to będzie "spisek NATO", może "źli dworzanie", może "szatan LGBT przeciw Świętej Rosji", a może jakaś inna, nowa narracja. Albo wszystkie naraz wymieszane w jakieś niewiadomoco. 

Myślę, że już większość z was wie, co będzie dalej. Kult. Może "byłej Rosji", może "wielkiego Cara Putina", ale kult. Powszechny wśród biedoty i stanowiący doskonałą bazę dla wszelkich faszyzujących polityków. I będzie on trwał przynajmniej dopóki będą w większych ilościach jeszcze żyć beneficjenci obecnej sytuacji. Albo jeśli powstanie w Rosji sstem ekonomiczny dający szerokim masom większa stabilność i dobrobyt, jak to się stało w RFN i Japonii po 2 wś. Ale takiego mechanizmu i zdarzenia nawet nie potrafię sobie wyobrazić. Rozpad/wojna domowa/ pełne zamknięcie i zamordyzm w stalinowskim stylu wszystkie wyglądają rozsądnie i racjonalnie. Stabilny dobrobyt w Rosji? Nie bardzo.

To oznacza co najmniej 30 lat wściekłego rewanżyzmu jako dominującego nastroju w rosyjskim społeczeństwie i polityce. 30 lat, jeśli teraz Rosja zostanie pokonana tak jak Serbia w latach 90-tych. I zauważmy, że mniej- więcej teraz w serbskim społeczeństwie zaczyna wygasać rewanżyzm i dominować poszukiwanie sposobu na spokojne współistnienie z sąsiadami. Choć też nie do końca. A polityka nadal szuka prowojennej narracji. A jeśli obecna wojna skończy się czymkolwiek innym niż wyraźną i oczywistą przegraną Rosji, to cóż... Zegar do wygaśnięcia rewanżyzmu nawet nie ruszy. Cały kraj nadal będzie pracował nad koncepcją powrotu nad Łabę. Albo chociaż do Wisły. 
Tak czy inaczej pomysły jakiś ugód, remisów czy czegokolwiek innego w tym stylu są nie tylko głupie, ale też sadystycznie złe. 
Jedyny sposób na trwały pokój we wschodniej części Europy to po prostu rozwiązanie Rosji i utrzymywanie w stanie bezbronności rewanżystowskich resztek po imperium przez co najmniej 30 lat. 
I to niestety też jest perspektywa czasowa, gdzie we wszystkich miejscach, którym się kremlowskie porządki ludziom nie podobają, pieniądze muszą się znaleźć najpierw na armaty, a potem na masło.


Jeszcze o El Nino

 Ukazała się kolejna prognoza dotycząca oscylacji pacyficznej (El Nino, znaczy) . Aktualna faza El Nino może się zakończyć już zaraz, w kwietniu, a po czasie tranzycji nowa faza La Nina może być już nawet w lipcu. 10 lat temu to by nie była żadna specjalna wiadomość, ale już jesteśmy w sytuacji, że każdy drobiazg nawet niewiele zmieniający sytuację, może być tą kroplą przelewającą dzban. 

Właściwie co to znaczy?

Znaczy to tyle, że po 3 letniej, dość mocnej La Nina, zaledwie kilkumiesięczna faza El Nino nie zdążyła rozładować całego zapasu energii zachomikowanego w środkowym Pacyfiku. I jeśli teraz będzie zbierane jeszcze więcej tego ciepła, to kolejna faza rozładowywania może być naprawdę potężna. W skrócie: wszystko, wszędzie i w jednym momencie. 

Problem nie polega oczywiście na tym, że gdzieś tam będzie padać, a gdzieś indziej nie. Problem polega na tym, że przez chaos klimatyczny nastąpi chaos w produkcji żywności i wzrost jej kosztów, czyli wzrost kosztów życia dookoła świata. Czyli problemy z dostępnością żywności w biedniejszych krajach i częściach społeczeństw, a kryzys kosztów życia dla klasy średniej większości świata. Co oznacza w dalszej konsekwencji spadek konsumpcji wyrobów przemysłowych i mieszkań, problemy płatnicze, w tym z obsługą pożyczek, etc. Taki normalny zestaw, którego próbkę przerabialiśmy rok-dwa lata temu i pełni konsekwencji jeszcze nie widać. A zbliża się druga runda...

Choć oczywiście możemy wierzyć, że od teraz fazy oscylacji pacyficznej będą po prostu krótkie, maksymalnie do roku i pomimo gwałtownego ocieplania klimatu, infrastruktura i produkcja żywności będzie to wytrzymywać i dostaniemy w prezencie czas na dostosowanie się. 

Bym jednak powiedział, że wiara w cuda to dość słaby sposób na planowanie działań. A konkretnie to jest znacznie gorzej, bo ja sam zakładałem że długości i moc poszczególnych faz będą mniej-więcej stabilne, a wychodzi na to, że jednak nie. Że długość i siła stają się jeszcze bardziej nieprzewidywalne, więc możemy i powinniśmy się spodziewać nie tylko normalnego zestawu, ale właśnie znacznie mocniejszych niż dotychczas efektów tej oscylacji, sięgających dalej i jeszcze bardziej destrukcyjnie wpływających na wszystko.

W takim razie ile mamy czasu? 

Odpowiedź jest prosta- nie wiadomo. Ale taki rozwój wydarzeń właściwie tylko umacnia moje przewidywanie, że następne El Nino będzie naprawdę olbrzymim testem dla spójności cywilizacji. I obecna prognoza oznacza, że mamy co najmniej rok mniej czasu niż mi się to wydawało miesiąc temu...

Na co można liczyć?

Na nic. Bez sprawnego światowego przywództwa nic się nie da zrobić. A tymczasem w USA prezydentem zostanie albo Joe Biden albo Donald Trump. Chyba że obaj nie dożyją wyborów...

Żaden z nich nie ma ani umiejętności ani chyba nawet zamiaru objąć tego światowego przywództwa i zrobić czegoś rzeczywistego dla próby ratowanie tego co się da. A przecież USA to jest 25% światowych emisji i właściwie należy do nich też doliczyć chiński przemysł produkujący szajs dla amerykańskich konsumentów. Amerykańska energetyka zmienia się szybko, ale jeśli chcemy mieć jakąkolwiek szansę, to szybkość spadku emisji musi być większa niż w ogóle cokolwiek kiedykolwiek planowano. I oczywiście nie będzie. 

Czyli jaką mamy sytuację?

Zupełnie prostą- moim zdaniem zglobalizowana gospodarka przemysłowa stoi na ostatnich nogach i jest nie do uratowania. Co nie oznacza, że nagle ludzkość zapomni jak się robi samochody czy korzysta z prądu. Ale oznacza, że obszary faktycznie odcięte od współczesnej infrastruktur i technologii będą stawać się coraz większe i jeśli w ogóle będzie można mówić o zaawansowanym świecie, to pozostanie on w postaci wysp, współpracujących ze sobą w znacznie mniejszym stopniu niż dotychczas. 

Więc te wyspy będą musiały się w znacznie większym stopniu opierać na lokalnych zasobach. I tu dochodzimy do prawdziwego sedna problemu- te zasoby muszą być. Nie jako "dostęp do rynków finansowych" czy "produkcja mięsa z pasz z innego kontynentu", tylko z rzeczy które realnie na miejscu występują. 

Ja osobiście to zadanie odrobiłem kilkanaście lat temu i podjąłem stosowne działania. Jeden powód do stresu mniej, bo miejszam w miejscu, gdzie może zabraknąć iPhonów, ale nie zabraknie niczego co jest naprawdę niezbędne dla utrzymania życia, ekosystemu, a nawet działającego państwa i gospodarki. W najczarniejszym scenariuszu chaosu klimatycznego to już jest naprawdę bardzo dużo. 

I wiecie co? Ja przez długi czas uznawałem za właściwą prognozę zmian klimatycznych najczarniejszą granicę konsensusu naukowego. Znaczy jak widełki były "od 0,5 C do 1,5 C w roku X", to po prostu uznawałem, że będzie 1,5 C, postępowałem stosownie do tego i jestem z tym bardzo OK. Tylko sytuacja zaczyna wyglądać tak, że dalsze trzymanie się tego algorytmu wygląda na nieodpowiedzialny optymizm. 


El Nino a sprawa światowej ekonomii

DISCLAIMER: Drogi Czytelniku. Jeśli masz problemy ze stanami lękowymi, depresją i podobnymi to NIE CZYTAJ DALEJ. Serio. Poszukaj pomocy, wśród przyjaciół, rodziny i profesjonalistów i dopiero potem wróć. Tekst jest ważny i prawdziwy, ale dla rozumienia i wyciągnięcia prawidłowych wniosków należy mieć odpowiedni poziom odporności psychicznej.