O przyszłości mediów

Media to ciekawy biznes. Model się od lat nie zmienia. Bezpłatne udostępnianie treści jak najatrakcyjniejszej dla widzów/czytelników i sprzedawanie powierzchni/ czasu dla zainteresowanych dotarciem do tych odbiorców. Czasem się to jeszcze łączy z odpłatnością za treść, czasem nie. Ten opis modelu biznesowego pasuje zarówno do XIX- wiecznej gazety, telewizji, jak i bloga. Fundamentem biznesu jest tylko liczba i jakość odbiorców, dodatkiem umiejętności marketingowe dotarcia do reklamodawców. Samo medium jest tylko znakiem czasów, a zmiany są zmianami w kierunku obniżania kosztów dotarcia do odbiorcy. Tak określając zasady biznesu (co nie jest niczym odkrywczym – delikatnie mówiąc) widać jasny kierunek. Generalne obniżanie cen reklam – bo znalazł się nowy, tańszy sposób dotarcia do odbiorcy i upadek dotychczasowych mediów. Choć pozostają jako nisza. Po upowszechnieniu się telewizji, radio przestało być sposobem na spędzanie czasu, ale odnalazło się jako uprzyjemniacz w tle w samochodzie i w pracy. Po dalszym upowszechnieniu internetu, prasa pozostanie pewnie dodatkiem do pociągów i samolotów – ale nawet tam w znacznie zmniejszonym stopniu. Gdzie jest w przyszłości nisza dla telewizji? Nie jestem pewien. Wydaje mi się, że tak jak bezrefleksyjny 50- latek nie potrafi się obejść bez telewizora, tak jego 20- letni potomek już raczej z niego nie korzysta, choć ten telewizor w domu jest i to zazwyczaj włączony przez cały dzień. Wyprowadzając się, pewnie większość jeszcze kupi nowy – bo wypada, jak to być biedakiem co nawet telewizora nie ma? Ale to już dziś w młodszym pokoleniu tylko pewne oportunistyczne przyzwyczajenie. A stawiam na to, że większość rynku reklamowego w perspektywie pokolenia przejmie internet. A największą część w internecie firma która ma właśnie taką wizję i ją skutecznie realizuje – Google Inc. Firma już wielka i potężna, ale która ma najlepsze lata jeszcze daleko przed sobą. I jakże to przyjemna myśl, że odbierze forsę, która inaczej by trafiła do TVN, GW i okolic – choć oni akurat się zabezpieczają przed utratą tradycyjnego biznesu.
Ten upadek tradycyjnych mediów jest już widoczny. Spadek przychodów, cięcia kosztów, które odbijają się na jakości zawartości. Otóż może ja zauważyłem to szczególnie wyraźnie, bo od ponad pół roku nie posiadam telewizora i akurat wczoraj, będąc z wizytą u znajomego pierwszy raz w tym roku obejrzałem wiadomości w państwowej w telewizji. Wrażenie – żenujący poziom dziennikarski i językowy, a dodając do tego merytoryczną treść komentarzem staje przed oczyma jedynie fragment z „Producentów” Mela Brooksa. Dla nie znających treści – dwóch cwaniaczków zamierzało zrobić przewał na produkcji sztuki teatralnej. Sprzedać grubo powyżej 100% udziałów w produkcji i zrobić klapę – inwestorzy i tak stracą, więc nikt się nie zainteresuje kapitałem. Pomysł dobry, ale spalił na panewce, kiedy podczas drugiego aktu ktoś ze smętnie siedzącej dotychczas widowni krzyknął „Ludzie! To jest śmieszne!”. I tak ja się wczoraj ubawiłem przy wiadomościach.
A jeśli ktoś poszukuje rzetelnych informacji na interesujące tematy, czy publicystyki napisanej przyzwoitą polszczyzną to po lewej stronie jest lista linków. A w szczególności polecam ostatni tekst HansaKlosa „Strach istotą sprawowania władzy”
I drobny apel do wszystkich czytających mnie blogerów – każdy jeden rzetelny, jasno i elegancko napisany artykuł przy okazji szkodzi temu stadu monopolistycznych manipulantów i jest też drobnym kroczkiem na drodze do wolności. Każda reklama tu (znaczy w blogosferze) podkopuje fundamenty ich władzy. Nic nie stanie się szybko, ale droga jest wyraźna i jasno oświetlona przez dobrego wujka Google.

Zamach

Miałem nie zajmować się bieżącą polityką i się nie zajmuję. Ale, jeśli moja teoria ma choć odrobinę sensu, to sprawa dotyczy dalekiej futurologii, a nie bieżącej polityki.
Jeśli wyciek przedrukowany przez Der Spiegel jest prawdziwy to ewentualny zamach w Smoleńsku jest częścią znacznie większej gry, której skutki zaczniemy poznawać na własnej skórze dopiero za klika lat.
Najpierw, dla wszystkich miłośników spisków – nadal uważam, że najprostsze wyjaśnienie jest najbardziej prawdopodobne. A fakty- skandaliczne zaniedbania w szkoleniu pilotów, mętny podział władzy wykonawczej i co za tym idzie nieformalne naciski zarówno premiera jak i prezydenta (każdych kolejnych) na pułk lotnictwa specjalnego w ramach walki pomiędzy „pałacami”. To jest sam z siebie wystarczający przepis na katastrofę.
Że opiszę taką sytuację w przenośni. Powiedzmy, ktoś z żoną się bawi uparcie w „kto komu bardziej zrobi na złość”. Powiedzmy, że mają jeden samochód. Oczywiście w tak pięknym związku trwa wieczna awantura o kasę i nikt nie da ani grosza z własnych pieniędzy na wspólny samochód. Wytłuczone zawieszenie, niesprawne hamulce – ok, trzeba kiedyś zrobić, ale najpierw niech on/ona da na to kasę. Tak naprawdę na co dzień go nikt nie używa, ale gdy raz na miesiąc jedno z nich go potrzebuje, nagle okazuje się, że drugie w tym samym czasie ma Strasznie Ważną Sprawę. Oboje są tylko niedzielnymi kierowcami, ale jak trzeba pokazać ważność Strasznie Ważnej Sprawy to gnają na złamanie karku – ok, jeśli się umie i ma sprawny pojazd. Ale to jest przepis na katastrofę. I tyle. Która oczywiście może nie wystąpić. A kiedy ona następuje – to dopiero się zaczyna ujadanie na „tą bezmyślną świnię – byłego małżonka” . Widziałem zawodowo takie rzeczy nie raz. Za każdym razem tak samo głupie i obrzydliwe. Więc gierek w polskiej polityce też nie lubię.
Ale odchodząc od przenośni – katastrofa ta była wprost zapisana w polskiej konstytucji (choć między wierszami) – przez chory podział władzy pomiędzy prezydenta i rząd.
Inna sprawa, że wśród moich znajomych i to akurat tych rozsądniejszych, jest sporo wyznawców teorii zamachu. Chcąc – nie chcąc, jestem w jakiś stopniu pod ich wpływem. Co prawda wpływ ten nie jest zbyt duży – i jak jest dochodzenie, to trzeba trzymać się zasad – nie wiary w „złego ruska”. Sorry, co najmniej motyw i sposobność.
Co do sposobności – w zarówno polskim, jak i rosyjskim bałaganie, zakładam, że wszystko jest możliwe. Aczkolwiek w tym zakresie zapewne trudne i kosztowne, więc motyw musi być naprawdę poważny.
Po stronie rosyjskiej takiego motywu nie widziałem i nadal nie widzę. Pomimo nawet całkiem widocznej gry o wpływy to jest bez sensu. Za to opisany wcześniej niemiecki raport zmienia obraz rzeczy. Jak sam twierdziłem wcześniej i zdania nie zmieniam, Peak Oil stanowi fundamentalne zagrożenie zwłaszcza dla niemieckiej gospodarki (i każdej innej przemysłowej). Na tyle poważne, że śmiało może grozić rozpadem lub całkowitym załamaniem państwa. A że Republika Federalna jest państwem poważnym, które potrafi określić samodzielnie swoje strategiczne cele i je realizować – to można przypuszczać, iż również w tym wypadku niemiecki rząd będzie działać. Kierunek tego działania zaś został opisany w raporcie. W sytuacji przewidywanych utrudnień w dostępności ropy na wolnych rynkach międzynarodowych, zabezpieczyć jej dostawy przez bilateralną umowę z Rosją. Aby doprowadzić do zawarcia takiej umowy, należy odstąpić Rosji wpływy w niektórych co najmniej państwach Europy Środkowej. Może to oznaczać zgodę na wchłonięcie Ukrainy (lub jej części), albo na odbudowę całego byłego imperium – włącznie z Polską, która geopolitycznie w tej układance jest najważniejsza. W każdym wypadku, maksymalizacja wpływów politycznych w Polsce i w nieco mniejszym stopniu, reszcie krajów regionu, jest kwestią najwyższego strategicznego znaczenia, być może przetrwania państwa, dla Niemiec. W takiej sytuacji jest pewnym, iż kształtujący niemiecką politykę nie cofną się przed niczym dla realizacji tych celów. W tej sytuacji istnieje motyw – nie dla zabójstwa Prezydenta, ale dla eliminacji całego środowiska, które stanowiło jedyne realne zagrożenie dla rządów PO. Zakładam tutaj milcząco, że PO jest w znacznej części zinfiltrowane przez agentów niemieckiego rządu, a przynajmniej przychylne orientacji proniemieckiej – ale dla uważnego obserwatora to chyba nie ulega wątpliwości. Jest rzeczą oczywistą, że katastrofa zabezpieczyła kilka lat spokojnych rządów PO, prawdopodobnie przetrwają nawet ogłoszenie niewypłacalności. Oczywiście w tym układzie rzeczy logiczne jest nieudolne prowadzenie śledztwa i jednocześnie sugerowanie rosyjskiego sprawstwa w środowiskach narodowo- katolickich (tak je nazwijmy). Co obserwujemy.
Na koniec moja, jak najbardziej autentyczna rozmowa ze spiskowęszącym kolegą – przynajmniej starannie śledzi temat i polskie media:
cześć
22:48Łukasz
Czołem!
22:49Ja
Napisałem ci wzmiankę o nowej teorii spisku i nie zareagowałeś?
22:50Łukasz
Ale nie sprecyzowałeś o co chodzi
22:51Ja
Bo próbowałem sprowokować. A tu żadnego odzewu.
22:53Ja
W skrócie: Niemcy mają motyw i dodatkowy do skłócenia z Rosją
22:54Łukasz
też o tym myślałem zwłaszcza że o zamachu pisał Warzecha pracujący w Fakcie
22:54Ja
Nie znam i nie kojarzę
22:55Łukasz
Łukasz Warzecha jako pierwszy mainstreamowy dziennikarz pisał o możliwości zamachu
a pracuje w Springerowskim fakcie
ale to była robota Ruskich przy akceptacji reszty
22:55Ja
To prawie pasuje
22:55Łukasz
Amerykanie muszą znać prawdę
22:56Łukasz
jak z Sikorskim - wszystkim pasowała śmierć "kartofla"
22:56Łukasz
pozbyli się balastu
22:57Ja
Tylko że ja upieram się, że ruskim nie pasowała
a przynajmniej nie wystarczająco do organizowania zamachu.
23:00Łukasz
bez nich by się nie udało - na ich terenie, jakiś odłam służb musiał w tym robić - może Putin był niewtajemniczony, ale jakiś generał na pewno. W Rosji od śmierci Stalina jest zarządzanie kolektywne - powrót do norm leninowskich
23:01Ja
To jeden z generałów, chyba fsb zginął ostatnio w dziwny sposób.
23:01Łukasz
GRU!
23:04Ja
Tak czy inaczej dla Niemiec ta gra ma stawkę przetrwania przemysłu, czyli całego kraju. To jest motyw
Dla dowolnych działań i dowolnego ryzyka
23:05Łukasz
Jest to jakaś konstruktywna koncepcja
ale musieliby z kimś z Rosji to zrobić
23:06Ja
wystarczy do tego forsa .
a potem śmierć odpowiedzialnego - czy dlatego, że się wydało, czy przez mocodawców żeby się nie wydało
23:08Łukasz
to jest całkiem niezła koncepcja - Tusk proniemiecki nadzoruje nasze służby, które przy pomocy dawnych towarzyszy strącają samolot
23:09Łukasz
podejrzenie w Narodzie pada na Ruskich a Niemcy się cieszą i jeszcze podgrzewają atmosferę - Warzecha i inni
no w każdym razie współpracuje
23:23Ja
chyba że masz jeszcze jakiś dobry argument - bo przypominam, że ja posługuję się chłodną logiką psa
motyw i sposobność
23:24Łukasz
nic poza tym co już pisałem
generalnie Ruskie
23:25Ja
A ja nie widzę ruskiego interesu państwowego. Żadnego. Prywatny, w skorumpowanym kraju - możliwy
23:26Łukasz
oni nie maja interesów państwowych tylko korporacyjno - służbowe
23:26Łukasz
jak Polska obecnie
23:26Ja
Swoją drogą, od opublikowania tego mam ładnych parę wejść z Rosji
To pewna na luzie, choć całkowicie fikcyjna opowieść z czasów kiedy statki były z drewna a ludzie ze stali. Inna sprawa, że akurat ten okręt miał historię bojową prawie zbliżona do tej opowieści. Mam nadzieję, że czytelnicy wybaczą, że zwyczajnie nie chciało mi się tego tłumaczyć, ale terminologia morska po polsku brzmi dla mnie samego nieco obco. Na usprawiedliwienie napiszę, że znam shipping dość dobrze, jak też walki na morzu w epoce napoleońskiej są jednym z moich ulubionych koników historycznych - ale wszędzie tam posługiwanie się językiem polskim jest dla mnie pewną egzotyką i często nie ma nawet odpowiednich polskich słów.
A oto tekst:

The
U.. S. S. Constitution (Old Ironsides), as a combat vessel,
carried 
48,600
gallons of fresh water
 for
her crew of 475 officers and men. This was sufficient to last
six months of sustained operations at sea. She carried no
evaporators (i.e. fresh water distillers). 
However,
let it be noted that according to her ship's log, "On July 27,
1798, the U.S.S. Constitution sailed from Boston with a full
complement of 475 officers and men, 48,600 gallons of fresh
water, 7,400 cannon shot, 11,600 pounds of black powder
and 
79,400
gallons of rum
." 
Her
mission: "To destroy and harass English
shipping."

Making Jamaica
on 6 October, she took on 826 pounds of flour
and 
68,300
gallons of rum
. 
Then
she headed for the Azores , arriving there 12 November. She
provisioned with 550 pounds of beef
and 
64,300
gallons of Portuguese wine
. 
On
18 November, she set sail for England . In the ensuing days she
defeated five British men-of-war and captured and scuttled 12
English merchant ships, 
salvaging
only the rum
 aboard
each. 
By 26 January, her powder and shot were
exhausted. Nevertheless, although unarmed she made a night raid
up the Firth of Clyde in Scotland . Her landing party captured a
whisky distillery and transferred 
40,000
gallons of single malt Scotch
 aboard
by dawn. Then she headed home. 
The U. S. S.
Constitution arrived in Boston on 20 February 1799, with no
cannon shot, no food, no powder, 
no
rum
, no
wine
, no
whisky
,
and 
38,600
gallons of water
. 
Akurat mnie samego ubawił dość dobrze. A jak komuś mało to jeszcze filmik o bankierach, jakby wpisujący się w mój tekst 

Peak oil - co robić

Poprzedni wpis brzmiał jakby kasandrycznie. Generalnie jestem optymistą, za to staram się nie być lemingiem. Więc odpowiedź ogólna – nie panikować, myśleć i spokojnie działać
Generalna uwaga o peak oil– różne postaci energii mogą się do pewnego stopnia substytuować, więc stały wzrost cen ropy oznaczać też będzie stały wzrost cen węgla, gazu ziemnego, uranu, drewna i żywności – a także tego do czego są te surowce wykorzystywane, czyli prądu, stali, transportu – z jednym wyjątkiem – ludzkiej pracy. Oznacza to po prostu stały spadek możliwości nabywania energii i dóbr przemysłowych przez przeciętnego człowieka.
Jeśli Peak Oil jest już, bądź zaraz za rogiem to narzuca się kilka praktycznych wniosków:
  1. Zmieńmy swój styl życia na mniej zależny od zakupów energii. Jeśli mamy czas się przygotować (a raczej mamy), to można to zrobić, w rzeczywistości podwyższając swój standard życia. Kto już zmieni swój sposób myślenia ma szansę być wielkim wygranym.
  2. Szukajmy stylu życia, lub miejsca na świecie, gdzie energia jest łatwiej dostępna i gdzie będzie się o nią toczyła mniej zażarta konkurencja. Na krótszą metę – kraje z dużymi zasobami surowców energetycznych, na dłuższą – z dużymi możliwościami wytwarzania energii odnawialnej i produkcji żywności. Choć trzeba oczywiście patrzeć starannie na ustrój, jego perspektywy i stabilność kraju. Warunki energetyczne spełnia znakomicie Rosja, ale możliwości jej ucywilizowania w najbliższym czasie nie widzę
Listę krajów pod względem energetycznym dość łatwo sporządzić – w naszym regionie świata Rosja, a poza tym generalnie zeuropeizowane kraje półkuli południowej: Australia, Nowa Zelandia, Argentyna, Chile, Paragwaj, Brazylia. Z czego najbardziej świetlaną przyszłość (w porównaniu do dziś) widzę przed Argentyną, a najczarniejszą przed gęsto zaludnionymi krajami Europy. Na rozpisywanie się o Europie szkoda już czasu- na horyzoncie kilkadziesiąt lat stopniowego staczania się, przerywanego regularnymi wstrząsami.
Za to wcześniej wymienione kraje są, lub mogą łatwo się stać eksporterami energii netto i na dodatek łatwo mogą uniezależnić się od paliw kopalnych, bez szczególnej obniżki standardu życia.
Kolejnym takim krajem jest Islandia – która co prawda potrzebuje importowanych paliw, ale za to produkuje żywność dla więcej niż 10- krotności populacji. Wszystko to stopniowo rozwinę – obiecuję, proszę o cierpliwość, a i też konkretne pytania, łatwiej odpowiem znając je na etapie przygotowań, niż po zamknięciu tematu.

Peak Oil - zaczyna się

Jednak zaczęło się międzynarodowo. Już.
Centrum Przekształceń Bundeswehry – czyli formalnie część niemieckiego Ministerstwa Obrony, faktycznie raczej pełniąca niektóre zadania Sztabu Generalnego – opracowała raport nt. Peak oil. Raport nie został i nie będzie oficjalnie publikowany, ale wyciekł do Der Spiegel.
Oprócz rzeczy oczywistych (załamanie się handlu międzynarodowego, drastyczny wzrost cen towarów przemysłowych, itp.) zawiera on także przewidywania i zalecenia dotyczące polityki międzynarodowej. W skrócie – dać Rosji wolną rękę w Europie Środkowej za zabezpieczenie dostaw ropy. Cool. Co więcej, raport szacuje Peak Oil około roku 2010. Bieżącego roku.
Teoretycznie jest to tylko analiza przewidywań, ale jestem praktycznie pewien, że określa to już dzisiejsze kierunki polityki zagranicznej Republiki Federalnej.
To tłumaczy wiele rzeczy. Zwycięstwo PO w ostatnich i następnych wyborach oraz pomoc dla Grecji. Co ma piernik do wiatraka?
Otóż logicznie, aby przehandlować wpływy, najpierw trzeba je mieć. A jeśli dotyczy to najwyższej wagi sprawy bezpieczeństwa państwa, to nie ma kompromisów. I to jest dopiero pierwszy sensowny motyw zamachu na samolot prezydencki, jaki widzę. Niemcy wbrew interesom Rosji, eliminują polskich polityków proamerykańskich.
A co z Grecją? Otóż Grecja posiada całkiem sensowne (przynajmniej na papierze) siły zbrojne i wieloletni spór z Turcją, a Turcja kontroluje Dardanele – cieśninę o ważnym znaczeniu dla Rosji (nie tak wielkim jak kiedyś, ale nadal). Przewiduję, że w stosownym momencie nastąpi odwrócenie sojuszu i Grecja zostanie mniej lub bardziej rzucona na pożarcie Turcji za zmianę tureckiej polityki z proamerykańskiej na proniemiecką. Do tego czasu nie można dopuścić do bankructwa greckiego rządu, a polski zbankrutuje jak sytuacja dojrzeje – więc w pewnym momencie nastąpi atak spekulantów. Po skompromitowaniu rządu defautem następny będzie prorosyjski.
Jest tam też ładnie eufemistyczne sformułowanie „impact on security is expected to be felt 15 to 30 years later” , znaczy po peak oil. „Impact on security” w ustach żołnierza sztabu generalnego oznacza chyba tylko jedno – wojna. Choć osobiście nie sądzę, żebyśmy mieli aż 15 lat, nie mówiąc już o 30 – ale mam nadzieję.
To oznacza również, że na Unii Europejskiej Niemcy też już chyba postawili krzyżyk.
Tak, czy inaczej Polska znów międzynarodowo jest tylko pionkiem.

A link do artykułu tutaj

Boomtown

Miłośnicy westernów zapewne mają przed oczyma miasteczko na Dzikim Zachodzie- którego gospodarka opiera się na wydobyciu złota- pełnym górników, awanturników i rewolwerowców- w którym istnieją kopalnie złota, saloony i burdele- i właściwie nic poza tym.
Dobre skojarzenie- właśnie chciałem opisać takie miasto.
Interesująca wzmianka o tego typu miejscowości znajduje się w opisie podróży po Ameryce Henryka Sienkiewicza. Konkretnie to miał zamiar, ale za radą towarzysza podróży się do górniczego miasteczka nie wybrał. Usłyszał mianowicie, że miasteczko takie wygląda jak każde inne w okolicy – tyle że wszystko jest tam bardzo drogie.
Mechanizm tego zjawiska jest w sumie bardzo prosty – w miejscu gdzie się wydobywa złoto, jest go relatywnie dużo w stosunku do potrzeb obrotu. Wszystko, co nawet dałoby się wyprodukować na miejscu jest sprowadzane, bo przez łatwy pieniądz górników płace są sztucznie wysokie. Jedyna gospodarka jaka istnieje na miejscu to sprzedaż sprowadzanych towarów (głownie luksusowa konsumpcja) i usługi dla górników- saloony, burdele i „doradcy finansowi”
Dziś, w epoce papierowo- elektronicznego pieniądza wygląda to inaczej, ale tylko jak się przyjrzeć tylko trochę inaczej. Pieniądza nie wydobywa się w kopalniach złota, a tworzy w bankach. Więc właśnie w bankach i okolicach jest dzisiejszy odpowiednik złotego boomtown z XIX w. Właśnie w „stolicach finansowych”, gdzie produkuje się dzisiejsze złoto z powietrza koszty pracy i funkcjonowania są tak wysokie, że nie opłaca się wytwarzać niczego. Tylko produkować złoto i konsumować zyski. Oczywiście część tych pieniędzy jest przepuszczana przez budżety państw z ciągłym deficytem – i działa to tak samo. Wystarczy prosta obserwacja – teoretycznie najbogatsze są właśnie miasta władzy i banków – ale jednocześnie to tylko lokalna konsumpcja. Saloony, burdele i doradcy finansowi – wypisz-wymaluj Nowy Jork. City that never sleeps.
Co z tego wynika? Kilka bardzo ważnych konsekwencji co do prosperity, tak Warszawy, jak Nowego Jorku. Otóż, jeśli powróci pieniądz kruszcowy, to oznacza koniec tych miast w obecnym modelu. Po prostu – pieniądz będzie powstawać gdzie indziej, stawiając jednocześnie barierę przed wydatkami państwa ponad stan. Wróci lokalny przemysł i rzemiosło – a blokowiska, gdzie trudno jest coś wytwarzać staną się ruinami. Ale w początkowym okresie upadku papieru produkcja dzisiejszego złota i wszystko dookoła będzie się miało całkiem dobrze – papieru będzie przybywało, inflacja ruszy – ale w Boomtown ludzie zarabiać będą w jeszcze niezinflacjowanym pieniądzu. W końcu ten kto właśnie wydrukował pieniądz wie, że jest on nic nie wart – ale jego kontrahent jeszcze nie. Im dalej od Boomtown, tym pieniądz jest wart więcej. Tak było w czasie przywozu kruszców z Ameryki przez Hiszpanów, w czasie gorączki złota w Kalifornii, tak jest i dziś z dala od stolicy – dlatego choć zarobki bywają dużo niższe i można mieć mniej gadżetów, za to życie w Montanie pewnie bywa przyjemniejsze niż w NY. Choć w rzeczywistości cała gospodarka USA wygląda właśnie jak papierowy boomtown.
Ale- to jest po prostu nierównowaga. Kiedy papier upadnie, gospodarki poszczególnych krajów wyrównają się. Skalę upadku USA w takiej sytuacji trudno sobie nawet wyobrazić. Na szczęście nic nie zginie. To bogactwo, które dziś konsumują amerykanie trafi do reszty świata. W proporcjonalnie największym stopniu do dzisiejszych bankrutów. I jeśli ktoś wierzy w rychły powrót pieniądza kruszcowego – na ostatnim miejscu w rankingu państw postawiłbym USA, a na pierwszym Argentynę. O tej ostatniej będzie tu jeszcze wielokrotnie – a mam nadzieję, że w perspektywie kilku miesięcy garść relacji bezpośrednich.

Ale na powrót kruszcowego pieniądza ja osobiście tak szybko nie liczę. Nawet jeżeli obecny system upadnie, powstanie nowy oparty na „tym razem lepszym” papierze.
Lobby urzędniczo – bankowe, nawet po chwilowym załamaniu i tak się odrodzi i będzie, jak zwykle, wystarczająco silne aby zablokować wszelkie pomysły pieniądza kruszcowego, albo choćby prywatnego, opartego na kruszcu.

Tu przypomina się jedynie cytat z Psów:
- Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego, odnowionej, demokratycznej Rzeczpospolitej Polskiej?
- Bezapelacyjnie, do samego końca... mojego lub jej...