Hiperinflacja prawa

Jak wiemy z dziejów papierowego pieniądza, inflacja jest tutaj rzeczą nieuniknioną. W pewnym sensie funkcjonujemy też w reżimie papierowego prawa- w kontraście do prawa niepisanego- działającego z powodzeniem przez większość historii ludzkości (w tym zwyczajowej interpretacji pisanych kodeksów).
Inflacja pieniądza postępuje też stopniowo- od utraty poszczególnych jego funkcji – od tezauryzacyjnej i miernika wartości poczynając- a w końcowej fazie upadku funkcjonuje tylko jako środek szybkiej wymiany.
W takim razie- właściwie stopnie inflacji prawa można uznać za zbliżone- pierwszym z nich jest utrata funkcji długookresowego stabilizatora stosunków społecznych. Zdaje się, że ten etap mamy już daleko za sobą. Nikt rozsądny nie powinien planować przedsięwzięć zakładając niezmienność regulacji prawnych go dotyczących w jakiejkolwiek dziedzinie życia- czyli w pewnym sensie jest to odpowiednik założenia niezmienności wartości pieniądza w czasie- wymóg konieczny dla długoterminowych inwestycji (czy właśnie zwykłej tezauryzacji). Ciekawym przykładem tego jest wywrócenie do góry nogami większej części Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego w ostatnich latach. Małżeństwo jako wspólnota ekonomiczna jest dziś czymś zupełnie innym niż kilka lat temu, zasady dotyczące dzieci zmieniły się drastycznie- i najwyraźniej nikogo to nie odchodzi, a ludzie kierują się rozsądkiem. Niestety potem bywają zdziwieni po kontakcie z urzędami bądź wymiarem sprawiedliwości- ale efektem tego kontaktu nie jest ani zrozumienie przepisów, ani dostosowanie się do nich- tylko zazwyczaj żal i bunt przeciwko (często zdroworozsądkowo oczywistej) niesprawiedliwości. Zmiany prawne zadziałały w tym wypadku już dokładnie przeciwko prawu- tak samo jak obłędny druk bez pokrycia działa przeciwko pieniądzowi.
Ale idźmy dalej i pytanie- kiedy druk przepisów doprowadzi do odpowiednika hiperinflacji? I jak to może wyglądać?
Zapewne kolejnym etapem jest trudność ustalenia jakie właściwie przepisy obowiązują i trudność- do granicy niemożliwości, ustalenia ich relacji i wykładni przez zawodowców. Na tym etapie właśnie jesteśmy. Oto przykłady.

Dalszą konsekwencją- zupełnie zdroworozsądkową musi być po prostu ignorowanie porządku prawa pisanego w całości. Prawo w stanie hiperinflacji oczywiście będzie- do czasu jego wymiany (jak pieniądze przy hiperinflacji), ale pozostanie tylko jako uzasadnienie dowolności używania środków przymusu przez aparat państwowy. Jakkolwiek by to ponuro nie zabrzmiało- prawo którego nie są w stanie przestrzegać ani zwykli obywatele, ani nawet profesjonaliści, nie będzie funkcjonowało jako sposób organizacji społeczeństwa. Po prostu zostanie zignorowane. Przy kompletnej nieprzewidywalności wyroków sądowych nikt o zdrowych zmysłach nie będzie ryzykował procesu- skoro wynik będzie zależał nie od rozsądku sądu i umiejętności argumentacji pełnomocników- a od orientacji w najnowszych zmianach przepisów. A pełnomocnik który będzie naprawdę orientował się w bieżącej legislacji będzie miał stawki w oczywisty sposób zaporowe dla większości potencjalnych klientów. Wszelkie bajdurzenia o otwarciu aplikacji, itp. nie mają najmniejszego sensu – twarde koszty rzetelnego przygotowania będą zaporowe – aż by się chciało zapytać- Ministrze Ziobro- co Pan na to?

Początki tego zjawiska już widzę wyraźnie.
Oczywiście przeciętny urzędnik czy policjant też nie będzie miał zielonego pojęcia o swoich aktualnych kompetencjach (wielu już nie ma)- i tu sytuacja może rozwinąć się na dwa sposoby- albo stanie za nimi aparat egzekucji i przymusu- co sprowadzi funkcjonowanie w Polsce do maksymy „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”, albo też nie- i pozostanie choć odrobina sądowej kontroli aparatu państwowego – który w takim wypadku powoli zacznie działać w zupełnym oderwaniu od społeczeństwa i kompletnej bezsilności- czego właściwie sobie i Państwu życzę.

Oczywiście teoretycznie może nastąpić zatrzymanie sejmowych drukarek- ale, cóż – moim zdaniem jest to wiara tak naiwna jak wiara w zatrzymanie drukarek od papierowego pieniądza.
Wbrew, chyba powszechnej opinii, uważam obecną produkcję legislacyjną i tendencję o której piszę za bardzo złą perspektywę zawodową dla prawników. Po prostu- powyżej pewnego momentu krytycznego, większość aparatu sprawiedliwości zacznie być zwyczajnie ignorowana- razem z wyrokami sądów cywilnych i zwyczajnie pełnomocnicy w tych sprawach nie będą potrzebni. Stanie się to dopiero wtedy, gdy w powszechnej świadomości zagości poczucie przypadkowości i niesprawiedliwości wyroków. To z całą pewnością w którymś momencie nastąpi- choć naprawdę nie mam pojęcia jak bardzo jesteśmy od tego odlegli.

33 komentarze:

Jan pisze...

No i co tu komentować skoro autor ma rację :-) Wyroki sądów, praktycznie kompletnie niezrozumiałe dla przeciętnego obywatela, pozostaje respektować. Na ich ignorowanie na razie nie można sobie pozwolić. Ale prawo "codziennego użytku" już jest kompletnie olewane. Przykładem może być kodeks drogowy. Kto z was drodzy czytelnicy jest w stanie, popierając się właściwymi paragrafami, wykazać że w konkretnych sytuacjach zachowuje się na drodze prawidłowo? Otóż w większości przypadków po prostu jedzie się jak inni i "na wyczucie". Nikt kto się tym nie interesuje (akurat ja trochę tak) nie jest w stanie ogarnąć wszystkich przepisów obowiązujących na drodze. A dodatkowo już istnieje przyzwolenie społeczne na ignorowanie większości kodeksu. Pocieszyć się można w ten sposób że Polacy mają długą tradycję funkcjonowania w takim stanie zawieszenia pomiędzy prawem a anarchią :-)
Pozdrawiam
Maciej

Anonimowy pisze...

Biegunka legislacyjna to jedno ale wniosek jest zbyt generalny. W szczególności sądzę, że obszary prawa regulujące życie prywatne - prawo cywilne nie będą ignorowane. Takie instytucje jak księgi wieczyste, własność i jej ochrona, umowy cywilnoprawne, dziedziczenia wykazały swoją przydatność nawet w czasach wojny.
Inną sprawą jest prawo administracyjne bedące pochodną biegunki legislacyjnej w Brukseli. Tu rzeczywiście można wątpić, czy mozliwe jest objecie całości. Można rozważać, czy niektórzy nie czyją się w tej mętnej wodzie doskonale?

Anonimowy pisze...

jezu a ja jestem studentem prawa 5 roku
co ja mam robic?

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Oczywiście, że niektórzy czują się świetnie i tak zostanie. Ale problem polega na tym, że biegunka już dociera do prawa cywilnego, a w niektórych miejscach też własności- choćby niejawne hipoteki przy zobowiązaniach podatkowych. Jeśli w rozmowach praktykujących prawników tematem staje się nie interpretacja, a nowinki o zmianach podstawowych kodeksów- to sytuacja jest już naprawdę znacznie gorsza, niż się to publice wydaje

Arturro pisze...

@Anonimowy 2

Możesz tak jak ja, po zdobyciu tytułu magistra prawa, zostać informatykiem. Polecam :) Teraz, hobbystycznie, jestem na doktoracie z prawa. Łączę w ten sposób porządny zawód (pozycjoner) z moim zamiłowaniem do prawa.
A co do biegunki prawnej - prowadząc biznes widzę ją bardzo wyraźnie. Rozpacz. Studia prawnicze są niewystarczające by znać prawo dotyczące tylko działalności mojej firmy. Jedyne co mnie pociesza, to fakt, że konkurencja i urzędnicy też go nie znają, więc dobra argumentacja pozwala (przynajmniej dotychczas) się skutecznie wybronić :D

cedric pisze...

Perditissima respublica plurimae leges. I zapewne o to chodzi . Wprowadzić taki nierząd , żeby narody domagały się jakiegokolwiek rządu . Zresztą już teraz apologeci UE , twierdzą , że dzięki Unii Niemcy zaprowadzą porządek w Polsce .

Parafrazując Kopernika gorsze prawo wypiera lepsze .

Maczeta Ockhama pisze...

@ cedric
Naprawdę nie podejrzewam tu jakiekolwiek zorganizowanej i zaplanowanej akcji. Potrzeba któremukolwiek ministerstwu pieniędzy albo przepisów- to dodrukujemy, a co jutro to nieważne

Anonimowy pisze...

nie bardzo rozumiem sens robienia studiow prawniczych aby potem zostac informatykiem. no ale co? po prawie poszłeś na informatykę i 5 lat kolejnych studiow?

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Większość informatyków, jak mi się wydaje nie kończy kierunkowych studiów- lub robi zaoczne w trakcie pracy "dla papierka". A bywają gorsze przypadki- np. ja. Poświęciłem na edukację prawniczą sporo więcej niż 5 lat i co prawda się jakoś z tego utrzymuję- ale własnie takie perspektywy widzę przed tym zawodem.

panika2008 pisze...

No ba.

Arturro pisze...

@ Anonimowy

Nie robiłem studiów informatycznych, komputery to moje hobby, które pewnego dnia stało się zawodem. Czasu na studiach nie uważam za zmarnowany, wykształcenie sprzydało mi się wielokrotnie przy prowadzeniu biznesu.
Co do poziomu studiów informatycznych w Polsce - mam o nich bardzo złą opinię. Wypuszczają ludzi, którzy mają głowę wypakowaną teorią, ale prostej aplikacji webowej napisać nie potrafią. Na hasło server dns panicznie rzucają się do googla w poszukiwaniu informacji co to jest. Nieustannie szukam pracowników, tabun ludzi po informatyce przewinął się przez naszą firmę - odpadali po teście polegającyn na napisaniu pewnej aplikacji webowej (płaciłem za napisanie tej aplikacji). Z zadaniem poradziła sobie dopiero dziewczyna z tytułem magistra filozofii (niestety, nie zdołałem jej zatrudnić).
Zatrudniam teraz 4 informatyków - 2 fizyków (koderzy), matematyka (seo) i politologa(webmaster).

Wojciech Majda pisze...

Dobry wpis. Sam mam podobne wrażenia - nie wiem czy wchodzić w uprawę pewnych ziół wieloletnich (jeszcze legalnych), bo ciągle czyta się, że zamierzają sprawić, że ich sprzedaż będzie nielegalna/utrudniona.

Co masz na myśli, że małżeństwo jako wspólnota ekonomiczna jest dziś czymś zupełnie innym niż kilka lat temu?

Maczeta Ockhama pisze...

@ WM
Praktycznie zupełną przebudowę zasad odpowiedzialności za zobowiązania z majątku wspólnego małżonków.

tom pisze...

Większość prawa będzie martwa wraz z nadejściem kryzysu gospodarczego. Prawo jedynie będzie chroniło państwo, ale będzie można się wykupić łapówką. W przypadku spraw osób prywatnych już widzę jak sędzia powie: skażę oskarżonego na pozbawienie wolności pod warunkiem, że poszkodowany opłaci więzienie. Czy obecny stan to celowe działanie? O bezskuteczności zbrojnych inwazji przekonani jesteśmy chyba wszyscy. Wystarczy w przeciwniku rozbudzić najbardziej prymitywne (zwierzęce) instynkty, a sam się zagryzie. Zwierzę z człowiekiem nigdy nie wygra.

HansKlos pisze...

@tom
O bezskuteczności zbrojnych inwazji przekonani jesteśmy chyba wszyscy

Nie wszyscy;-) Ja, dla przykładu nie jestem przekonany. Inwazja zawsze ma na celu dwa rodzaje zysków - społeczno-polityczne i gospodarcze. Jeśli zyski przeważają nad stratami, to inwazja się opłaca. Przykłady opłacalne to inwazja Chin na Tybet, ZSRR na Węgry i Czechosłowację, USA na Irak i zupełnie nieopłacalnych USA na Afganistan czy Wietnam, ZSRR na Afganistan.

Anonimowy pisze...

Panowie (i ewentualnie Panie, bo z nicków to nie wynika).
Nie jestem prawnikiem, ale prowadzę małą firmę, więc chcąc nie chcąc, odrobinę tego prawa trzeba znać...Trochę mi ulżyło, kiedy trafiłam na ten blog, no, że nie jestem osamotniona w takim myśleniu o przepisach prawnych. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak Państwo w majestacie prawa przerzuca koszty na małego przedsiębiorcę, jak lekceważy tę drobnicę i rzuca mu tzw. kłody pod nogi... Trochę jestem zrezygnowana i rozumiem ogrom szarej strefy, która u nas funkcjonuje.

tom pisze...

@HansKlos
Widzisz, zbrojny atak w obecnych czasach jest bezsensowny, dziś atakuje się umysły. Chiny z Tybetem mają same zgryzoty, a gdyby tak ich potresowali z kilkadziesiąt lat to Tybetańczycy sami by się prosili, aby wcielić ich do Chin i zaprowadzić porządek.

@Szanowna Pani
Jeżeli szuka Pani wsparcia w biadoleniu jak ciężki jest los przedsiębiorcy (górnika, nauczyciela) to wątpię czy je Pani tutaj znajdzie. Ja nie cierpię polskich przedsiębiorców bo zdzierają ze mnie dużo pieniędzy, a w zamian dają najczęściej g. System panujący w Polsce to najlepszy przykład ochrony interesów przedsiębiorców.

artur xxxxxx pisze...

@tom
"Jeżeli szuka Pani wsparcia w biadoleniu jak ciężki jest los przedsiębiorcy (górnika, nauczyciela) to wątpię czy je Pani tutaj znajdzie."
Proszę wypowiadaj się w swoim imieniu.
Ja od kilkunastu lat jestem przedsiębiorcą i doświadczyłem gnojenia przez państwo. Była na mnie nasyłana policją, łącznie z AT, prokuratorzy, urzędnicy. Nie wspominam o walce z pracownikami, którzy całymi dniami się obijają i do tego pobierają wygórowane wynagrodzenia gwarantowane im polskim prawem (np. związkowcy).
No a Ty Tom, próbowałeś coś w życiu stworzyć nowego, czy całe życie siedzisz na etacie i zrzędzisz jak Ci źle?

Anonimowy pisze...

czyli Panie Maczeto Okckhama utzymujesz sie z prawa czy tez z pozycjonowania no bo juz nie wiem pokreciles cos?

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Zazwyczaj nie piszę za dużo o sobie- ale skoro zacząłem i to rzeczywiście niejasno= to odpowiadam- jak najbardziej utrzymuję się z działalności prawniczej, a nie informatycznej. choć staram się jak najmocniej dywersyfikować to ostatnimi czasy.

Arturro pisze...

Maczeta jest z zawodu i wykształcenia (bo musi) prawnikiem, ja - Arturro - z wykształcenia prawnikiem, z zawodu jestem pozycjonerem. Proszę mnie nie mylić z autorem bloga, jestem takim samym komentatorem jak reszta tu obecnych :)

2mk pisze...

O to - to !! - Szanowny Gospodarzu.
A dalej ….. „Czarny Rynek Prawny” (???) – wymierzanie sprawiedliwości przez lokalne społeczności w swoim „rewirze” oraz na arenie Państwa „swym j`elitom.
Tylko, ze to takoż już było. Tak powstawały właśnie Mafie, które u zarania powstały jako samoobrona i „prywatny” praworządny, społeczny wymiar sprawiedliwości przeciwko skorumpowanym - Tu przeważnie - Obcym (zaborczym) rządom, obcych monarchów i ich sprzedajnych krajowych wasali czy popleczników.

IIIRP jest właśnie w przededniach „prywatyzacji praworządności” i wymiaru Prawa, może nawet i z Infamią – tym razem dla ogółu obywateli i rezydentów RP – włącznie …
To jedynie kwestia czasu ….
/~marq/

Anonimowy pisze...

Maczeta a jestes korporacyjnym prawnikiem (adwokatem radca itp.) czy tez bez aplikacji?

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy z 22:00
Po, jak najbardziej- toga, kancelaria, itp. gadżety. Jak zacząłem, to dokończyłem- ale to tyle o mnie :)

Anonimowy pisze...

a mozesz jeszcze powiedziec jakie miasto? moze przyjalbys mnie na praktyke? jestem studentem niedlugo aplikantem z swietnymi wynikami. czytam Twoj blog juz troche i mam poglady podobne do Twoich. fajnie byloby miec tak mądrego patrona :)

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Nie ma mowy- co do obu pytań. Pamiętam, jak szukając pracy cieszyłem się nawet z odmownej odpowiedzi na CV- bo przynajmniej wiedziałem, że ktoś je czyta. Obecnie jeszcze czytam przychodzące- ale już zwykle nie odpowiadam- zwyczajnie za dużo tego. A to nie są sprawy na publiczne forum, a zwłaszcza do rozmowy z anonimowym- jest do tego mail.

Anonimowy pisze...

Chyba autor jednak odrobinę przesadził.
Należy się zgodzić, ze powoli zalewa nas powódź bubli prawnych, ale rolą zawodowców jest orientować się w tym potoku i umiejętnie w nim pływać. Nawet jeśli nie zna się odpowiedzi na każde pytanie o obowiązywanie, to należy orientować się gdzie szukać, tak żeby w końcu odpowiedź znaleźć.

Nie sądzę, żeby doszło też do ignorowania porządku prawnego jako takiego. Przynajmniej dopóki państwo dysponuje w miarę sprawnym aparatem egzekwowania prawa i dopóki strony mogą wyciągnąc z niego jakąś korzyść dla siebie np strona można zdobyć przewagę nad oponentem w sporze ( złośliwym sąsiadem albo dłużnikiem).

Cały tekst pisany, moim zdaniem, trochę w duchu apokalipsy janowej, ale w sumie chyba o to chodzi, że maczeta z istoty rzeczy działa z większym rozmachem niż brzytwa ;]

pzdr

dr Gonzo

panika2008 pisze...

dr Gonzo, ja na Twoim miejscu bym to przemyślał jeszcze raz. Jak *prawnik* (z wykształcenia i zarobku) pisze, że przeraża go sraczka legislacyjna, to chyba nie jest dobrze.

artur xxxxxx pisze...

@Maczeta
Mam pytanie w świetle tego, że jesteś dobrze sytuowanym prawnikiem (kancelaria), któremu pewnie niczego nie brakuje, korzysta z przywilejów bycia w korporacji zawodowej i zapewne poradzi sobie w każdej sytuacji.
Jaką masz motywację do pisania tego bloga i tekstów na agepo?
Tego typu blogi tworzą przeważnie ludzie trochę na bakier z systemem, a nie będący w jego sercu, stąd moja ciekawość.

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonimowy
Praktykowanie prawa to dawno temu, w moim wyobrażeniu, była to umiejętność interpretacji i wykładni przepisów, które się po prostu zna i poszukuje na tej bazie rozwiązań i argumentacji- jeśli sama znajomość przepisów przekracza możliwości profesjonalisty- to te umiejętności stają się pozbawione sensu. Prawnik ma być od argumentacji czy od stałego sprawdzania bieżących zmian??
@ Artur xxxxxx
Chyba jednak jestem wciąż młodzieńczym idealistą :), ale zauważcie wszyscy, że sądząc po komentarzach, znaczna część czytelników to są zapewne odpowiedzialni i radzący sobie w życiu ludzie- którzy zapewne podzielają mój niepokój co do przyszłości. A już zwłaszcza do takich jest kierowany projekt Agepo. Więc odwracając pytanie- właściwie piszę zapewne z tego samego powodu, dla którego to czytasz.

Anonimowy pisze...

panika2008:
też jestem *prawnik* z wykształcenia i zarobku i muszę powtórzyć, że nie podzielam wszystkich obaw autora. (aż chciałoby się powiedzieć - nie panikuję ;)

Maczeta Ockhama:
trzeba oczywiście interpretować i argumentować ale co komu po interpretacji starych przepisów? więc sprawdzać i tak zawsze trzeba a obie umiejętności są nierozerwalnie związane. może czasem nie jest to łatwe, ale właśnie na barkach profesjonalistów spoczywa brzemię dokładania zawodowej staranności (nawet jeśli staje się ono coraz cięższe :).

dr Gonzo

Maczeta Ockhama pisze...

@ dr Gonzo
Do panikowania mi daleko.
Oczywiście, że pracuje się (zasadniczo) na aktualnych- ale poziom przy którym zaczynają się problemy co do ustalenia co obowiązuje, a co nie to jest naprawdę IMO stan przedzawałowy. W Republice Rzymskiej przez kilkaset lat obowiązywania prostych przepisów, dzięki wykładni stworzono spójny i zaawansowany porządek. Ciągłe zmiany na to nigdy nie pozwolą

kancelaria-jbo pisze...

Autor ma bardzo ciekawe spostrzeżenia. Miejmy jednak nadzieję, że wszystko jakoś się poukłada.:)