Stanisław Michalkiewicz wiele razy
podkreślał, że Niemcy są państwem poważnym, tzn. takim, które
potrafi zdefiniować cele polityki państwowej i używając
odpowiednich narzędzi dążyć do ich osiągnięcia. Takim państwem
stała się też, zupełnie niedawno, Argentyna. Był to bardzo
bolesny proces, zwłaszcza jego początkowa faza, wyzwalania się
spod obcej dominacji. Następnie powstawanie zaplecza
intelektualnego, które tą politykę potrafi zdefiniować i
dopracować, itd. To nie jest ani łatwe, ani bezbolesne i wymaga
nawet gotowości poświęcenia życia przez przywódców. Ale to taka
dygresja- tak czy inaczej Argentyna państwem poważnym jest, ale
zanim się umocni na tyle, aby móc czuć się całkowicie
bezpiecznie jeszcze trochę wody w Paranie upłynie.
Wracają do konkretów- sprawa
wywłaszczenia Repsolu z akcji YPF wygląda na zakończoną. W
sposób, który mnie zaskoczył, choć nie zdziwił. Przypomnę, rząd
argentyński usiłował od dawna zwiększyć wydobycie ropy i gazu w
kraju (potencjał ku temu jakiś jeszcze jest) i naciskał na
największa firmę wydobywczą- dawniej państwowy koncern YPF aby
więcej inwestował w poszukiwania i wydobycie. Prośby, a nawet
groźby wywłaszczenia były całkowicie nieskuteczne. Repsol
wyłącznie ekspoloatował to co było, narzekał na podatki
(relatywnie jak na tą branżę wcale nie takie wysokie) i wyciągał
kasę. Więc La Presidenta przesłała, a Kongres przyklepał ustawę
o wywłaszczeniu Repsolu (oczywiście za odszkodowaniem). Zaczęła
się międzynarodowa histeria, oskarżenia argentyńskiego rządu o
wszystkie zbrodnie świata, itd. Oraz oczywiście zapowiedzi sankcji.
W ramach tego, hiszpański rząd (a tego kraju poważnym nazwać
wedle definicji St. Michalkiewicza nie można) ogłosił embargo na
import argentyńskich biopaliw (obecnie chyba najważniejszy produkt
eksportowy Argentyny). Po usłyszeniu tego, pomyślałem, że był to
strzał w stopę. Nie miałem racji- to było zdetonowanie granatu
przy jajach. Zresztą w odpowiedzi na to La Presidenta raczyła dość
dokładnie rząd hiszpański wyśmiać. Otóż powiedziała, że
skoro hiszpański rząd chce aby paliwa były jeszcze droższe i
utrudniało to życie hiszpańskim biznesmenom, to Argentyna jedyne
co może zrobić to zaprosić w ramach międzyludzkiej solidarności
biednych i bezrobotnych Hiszpanów do emigracji do Argentyny (co
zresztą i tak ma miejsce).
Otóż- parę dni temu i tego samego
dnia padły dwa bardzo ciekawe oświadczenia. Jedno wygłosił
„ambasador” Unii Europejskiej w Argentynie. Mianowicie
powiedział, że UE przyznaje, że wywłaszczenie Repsolu to była
wewnętrzna sprawa Argentyny, ale proponuje na mediatora do
rozwiązania konfliktu swoją osobę. Oczywiście druga część
oświadczenia to kompletna bzdura i została ona po prostu
zignorowana- dodana dyplomatycznie, aby nie wyglądało na na
kompletny brak poparcia dla stanowiska Hiszpanii w UE, choć właśnie
to znaczy. Żeby było śmieszniej, tenże człowiek jest Hiszpanem.
Musiał biedaczek, zjeść tą żabę. I drugie- jeszcze
zabawniejsze. Otóż (bodajże) prezes spółki zajmującej się
wydobyciem ropy i gazu w koncernie BASF, nie proszony przez nikogo
oświadczył, że współpraca z rządem argentyńskim układa się
znakomicie i on osobiście nie widzi najmniejszego ryzyka cofnięcia
koncesji wydobywczych czy wywłaszczenia.
Wnioskuję z tych przesłanek, a
zwłaszcza ze zbieżności czasu, że po prostu rząd Argentyny
dogadał się z Niemcami (a kto niby kieruje UE?). Teraz- jak mógł
taki deal wyglądać?
Oczywiście kwestia poparcia przez UE
Hiszpanii w sprawie Repsolu- załatwione, ale tu Argentyna musiała
zaoferować coś w zamian. Wracając do jak najbardziej
zdefiniowanego interesu niemieckiego- Niemcy aktywnie poszukują
dwustronnych porozumień pozwalających na zaopatrzenie w ropę i
inne nośniki energii, nawet za cenę znacznych koncesji
politycznych. I wszystko staje się jasne. Niemcy bardzo chętnie
kupią każdą ilość biopaliw, a przy okazji przemysł niemiecki
będzie miał możliwości eksportu do Argentyny. Zapewne nie
wszystkiego. Zgodnie z polityką tutejszego rządu- maszyny i linie
produkcyjne- jak najchętniej, nawet używane. Średniej klasy
samochody i inne rzeczy low-tech, nie bardzo, luksusowe rzeczy-
ewentualnie. Ale właśnie to pasuje do charakteru niemieckiej
gospodarki. Wszyscy wygrywają. Oczywiście takie umowy zawiera się
najlepiej jak jeszcze można kogoś skroić. Tu się toczy też
niewypowiedziana, ale dość ostra wojna pomiędzy Argentyną a
Hiszpanią o przywództwo kulturowe w świecie hiszpańskojęzycznym.
Benefity tego są dość konkretne i mierzalne w pieniądzach, a
oprócz tego oczywiście propagandowe. W końcu dziś konsumenci
kultury masowej patrzą na świat przez okulary z Holywood. Kiedy 500
mln hiszpańskojęzycznych zacznie patrzeć przez okulary z Palermo
Holywood (tak się naprawdę nazywa dzielnica aktorów i producentów
w Buenos Aires), może to realnie wpływać na populistyczne nastroje
w Chile, Peru, czy Meksyku. A to już polityka. I to bardzo poważna.
Trzeba tylko wyeliminować głównego konkurenta- czyli Hiszpanię. I
taki zapewne też element w takim dealu by się znalazł. Prawie na
pewno, a zawarty deal jest bardzo prawdopodobny. I każde dziecko w
Meksyku, Gwatemalii czy Paragwaju będzie wiedziało kto to był
Borges czy Gombrowicz.
Czyli nie można mieć większej
nadziei na przyszłość Hiszpanii. A co za tym idzie, także
przyszłość Euro w obecnym kształcie wydaje się przesądzona.
Grecja- sprawa właściwie pewna. Hiszpania- właśnie sprzedana za
olej sojowy i paszę dla świń. Przy okazji- z wykończenia
gospodarki Hiszpanii, Argentyna ma dodatkowy, wielce prawdopodobny
bonus. Czyli białych, hiszpańskojęzycznych imigrantów. Znaczy
działanie absolutnie zgodne z konstytucją, która stanowi, że
państwo popiera europejską imigrację.
Tak, polityka to brudna rzecz. W
czasach kryzysu jeszcze gorsza. A kiedy do tego dochodzi zupełnie
realne oczekiwanie poważnych rządów, że wkrótce handel surowcami
energetycznymi będzie opierał się wyłącznie na bilateralnych
umowach międzyrządowych- to już nikt nie będzie się przejmował
zrujnowaniem tego czy innego kraju (skoro sam nie potrafi się
bronić- ich problem). Oczywiście najkorzystniejszym dla
zainteresowanych wariantem byłaby wojna domowa w Hiszpanii. Choć to
oczywiście dość ekstremalne rozwiązanie- czy do niego dojdzie?
Zobaczymy. Może tylko pokojowy rozpad.
Przy okazji- rząd tutejszy wczoraj
cofnął koncesje na obsługę dwóch linii kolejowych w aglomeracji
Buenos Aires. Właścicielem tych koncesji była powszechnie
znienawidzona firma TBA. Ich oczywiście skandaliczne zarządzanie
było wiadome od dawna, zresztą to sposób nadzoru, remontów i
organizacji przewozów spowodował tragiczną katastrofę 3 miesiące
temu, w której zginęło 50 osób i 700 zostało rannych. Firma
jednak wyglądała na kompletnie nie do ruszenia. Otrzymywała
olbrzymie dotacje od rządu federalnego, nie potrafiąc nawet
utrzymać w normalnym stanie technicznym lokomotyw. Co więcej,
istotna część tej forsy szła na finansowanie opozycji- w mojej
opinii po prostu delegatury banksterów z Wall Street. I nagle stał
się cud. Rząd wczoraj (czy już przedwczoraj- 24.05.) ogłosił
cofnięcie koncesji TBA dwóch linii podmiejskich, które
obsługiwali. Podejrzewam, że jest to część umowy. Ktoś zgodził
się na zwinięcie parasola nad TBA, co też, bardzo optymistycznie
dla Argentyny oznacza koniec kariery politycznej obecnego burmistrza
Buenos Aires. Jestem z tego powodu bardzo zadowolony (to tak o
prywacie...), zdecydowanie popieram obecną politykę i nie bardzo
mam ochotę na zmiany kierunku. Co do własnego rozwoju i
inwestowania jest to dość jasne i jeśli Macri zostanie
wyeliminowany to mam prawie gwarancję niezłych dochodów z mojej
małej fabryczki i bardzo solidnych zysków z dalszych planów. A
uważam, że właśnie klimat sprzyjający rozwojowi jest dla kraju
dobry.
TBA to jest też charakterystyczny
przykład na odzyskiwanie kolejnych fragmentów suwerenności. Więc-
zobaczymy. Ja jestem pozytywnej myśli, choć jak zwykle, wszystko ma
swoją cenę, a i tak zawsze może wyjść zupełnie co innego.