Jak działa normalne państwo, czyli o wirusie Zika, komarach i Korwin- Mikke

Tytułowej kwestii nigdy dość przypominania. W Polsce, zanim powstało dobre społeczeństwo obywatelskie już zostało zniszczone, wojną i okupacjami. W ostatnim ćwierćwieczu prymitywną neoliberalną propagandą i kultywowaniem antagonizmów. Stąd krótki opis jak sobie normalne państwa radzą z problemami.
Urugwaj- najbardziej egalitarny kraj Ameryki Łacińskiej. Co oznacza właśnie, że spora część władzy należy do klasy średniej i współpracującej z nią klasy politycznej, olbrzymiej ilości samoorganizacji społeczeństwa i jego wyjątkowej, jak na latynoskie warunki, samodyscyplinie. To tak w skrócie. W jeszcze większym skrócie to państwo i społeczeństwo dość mocno przypomina Skandynawię z jej wadami i zaletami. Tylko znacznie lepszym klimatem i wyraźnie biedniejszą. W skrócie- w miarę normalny kraj z dobrze zorganizowanym narodem.

Wielce symptomatyczna jest tu sprawa wirusa Zika

Kto jeszcze nie słyszał- wirus wywodzi się z Afryki, jest przenoszony przez ten sam gatunek komara co denga, czikungunya i żólta febra. Wszystkie te dawniejsze choroby są mało przyjemne, ale zwykle nie śmiertelne, co najwyżej mogą się przerodzić w postać długotrwałą. Zika także nie różni się znacząco od ostrej grypy. Z jednym poważnym wyjątkiem. Powoduje deformację płodu. Dzieci matek zarażonych w trakcie ciąży mogą urodzić się z nienaturalnie małą głową. W Brazylii i Kolumbii tego typu przypadki już są liczone w tysiącach, a same zachorowania w milionach. 
W Urugwaju, pomimo tego, że w lecie cały kraj jest w zasięgu występowania Aedes Aegipti, jak dotychczas nie zanotowano ani jednego przypadku zarażenia w kraju, było kilka przywiezionych. I to pomimo długiej lądowej granicy z Brazylią, gdzie trwa epidemia.
Jakim cudem?
Właśnie takim- dobrze działające społeczeństwo i władze. Dla powstrzymania roznoszenia tych wszystkich jedynym sposobem jest pozbawienie komarów możliwości rozmnażania się. To w praktyce oznacza eliminację każdego, nawet najmniejszego miejsca stojącej wody. Jedna butelka do której naleje się trochę deszczówki w zupełności wystarczy jako miejsce rozmnażania sporej populacji, która rozniesie wszystkie te choroby w promieniu 50 metrów. Stąd dla powstrzymania epidemi konieczne jest zaangażowane współdziałanie wszystkich. Po prostu każdego. W zatomizowanym społeczeństwie to jest niemożliwe. Zawsze znajdzie się 10 czy 30% miłośników "wolnoć Tomku w swoim domku" lub zbyt słabo zsocjalizowanych i/lub wykształconych aby zrozumieć skalę zagrożenie i potrzebne działania. W Argentynie to jest problem, w Brazylii rzecz po prostu niemożliwa. W Polsce także by była niemożliwa, jak przypuszczam. W Urugwaju działa. Może działać tylko dlatego, że na okrągło trwa kampania informacyjna, w której uczestniczą jacyś (ja nie znam) podobno popularni aktorzy, etc. Co istotne, ludzie są zachęcani do zwracania uwagi rodzinie, sąsiadom, znajomym, etc. To też działa.  W efekcie nie widziałem w Montevideo ani jednej rzeczy na widoku, która mogłaby posłużyć do rozmnażania komarów. W Buenos Aires o takie widoki jak butelki, wiadra, czy opony na dachach było bardzo łatwo, pomimo podobnej kampanii informacyjnej. 

W Urugwaju tam gdzie ludzie sobie nie radzili, na przykład w miasteczkach na północy, gdzie niedawno były powodzie, zostało wysłane wojsko. Do sprzątania. Nie obywateli, a tylko śmieci.i likwidacji miejsc lęgowych komarów. 

W taki sposób Urugwaj jest jedynym krajem regionu, gdzie wirus Zika nie występuje. Tak samo denga i reszta nieprzyjemności. 
Ale zagrożenie istnieje i rząd go nie lekceważy. Nikt nie czeka aż wirus zawędruje na poważnie do kraju, własnie rozpoczęła się akcja trucia komarów w całym Montevideo. U mnie w budynku już dostarczono ulotkę z datą i godziną, publiczne parki i place będą opryskiwane przez najbliższe dni. 
Najciekawsza i pokazująca jak działa dobre społeczeństwo jest jednak inna cześć tej batalii. Otóż prezydent pojechał po całości i wpadł na pomysł, aby opryskać cały kraj (przypomnę: powierzchnia połowy Polski, populacja i zamożność mniej niż 10%). W tym celu został wysłany list do Stowarzyszenia Prywatnych Firm Agrolotniczych z prośbą o opinię. Odpowiedź przyszła dość szybko i brzmiała: Wszystkie 135 samolotów przystosowanych do oprysków jest do dyspozycji rządu na zasadzie takiej w stanie wyjątkowym, firmy generalnie nie chcą tych oprysków robić na zasadach komercyjnych. Część całkowicie za darmo, część za zwrotem kosztów mechaników, kosztów lotniskowych i paliwa. Z opryskiem całego kraju powinni wyrobić się w tydzień. Kiedy w Polsce to będzie możliwe? To, że w jakiejś sprawie, wymagającej wspólnego działania WSZYSCY prywatni przedsiębiorcy z danej branży rzucą całą bieżącą robotę i zaczną pracę za darmo dla rządu? 
Pytanie jest retoryczne, ale zupełnie zasadnicze.Część odpowiedzi to

 męty społeczne w rodzaju Janusza Korwin-Mikke

Utrwalają kultura ignorowania czy sabotowania swoich obowiązków wobec społeczeństwa. Zwłaszcza wśród polskich przedsiębiorców zakorzeniła się ona dość mocno. Choć może na to miało też wpływ wywodzenie się ich większej części z o SB,czy zwłaszcza WSW. A tam dominowała mentalność okupantów "tenkraju". Cóż, w takim środowisku szybkie i jednogłośne zaoferowanie własnego majątku do dyspozycji rządu jest trudne do wyobrażenia. W jakiejkolwiek sytuacji. 
Korwina Mikke wspomniałem nie przypadkowo. Właśnie takie rozbijanie społecznej solidarności jest jego wizytówką od samego początku działalności publicznej. W walce z komarem wystarczy 2-3 procent "libertarian", aby epidemia miała się dobrze. W walce o przetrwanie narodu wystarczy 2-3% kolaborantów aby rozbić jego spójność i współpracę. Tyle w polskim społeczeństwie jest fanów Korwina i to ma niemały udział w odpowiedzi na pytanie "dlaczego inni mogą a my nie?"

Walka ze smogiem po krakowsku, a walka ze smogiem normalnie

Pod ostatnim wpisem rozgorzała dyskusja m.in. na temat uchwalonego właśnie w Krakowie zakazu używania paliw stałych do ogrzewania. Dla jasności: Ja, radykalny zwolennik czystego powietrza i zdrowego środowiska, uważam ten zakaz za rzecz głupią. Szerzej rozpisałem się na Rewolucji Energetycznej, a dokładniej w tym wpisie, gdzie też zaprasza do dyskusji. 

Upadłość Arch Coal- kolejny zdechły kanarek

Dziś wystąpiła o ochronę przed wierzycielami firma Arch Coal. Wydobywa węgiel, głównie w Zachodniej Wirginii i Powder River Basin 

Najpierw drobna dygresja: ochrona przed wierzycielami to w prawie USA jest odpowiednik czegoś pomiędzy postępowaniem układowym a upadłością w prawie kontynentalnym. Dlatego nie używam terminu "upadłość" znanego z polskiego prawa. W sytuacji niewypłacalności spółki zarząd występuje do sądu właśnie o tymczasową ochronę przed egzekucją długów, a następnie przedstawia plan wyjścia na prostą bez likwidacji podstawowej działalności. Do tego momentu przypomina to postępowanie układowe, ale w USA nie ma praktycznie żadnych granic redukcji zobowiązań. Przeważnie pracownicy tracą przywileje z układów zbiorowych, a czasem kapitał emerytalny, udziałowcy większość albo wszystko, kontrahenci czekają latami na jakieś ochłapy, itp. Całym zyskiem jest pozostawienie nazwy spółki i utrzymanie zarządu, często z nienaruszonymi płacami oraz spłacenie kredytów bankowych- ci dostają całość, albo przynajmniej dużo. Na ograniczanie dochodów banków sądy zgadzają się bardzo rzadko. Tak w skrócie.
Arch Coal jest kompletnym bankrutem już od dawna, ale zarząd dzielnie zaklinał rzeczywistość. A może tylko nie chcieli upaść w zeszłym roku, bo pozostałoby w historii, że wszystkie największe spółki węglowe w USA upadły w 2015, a tymczasem to nieprawda, bo Arch Coal zgłosił wniosek o upadłość 11.01.2016...

Od paru zrujnowanych finansowo i ekologicznie gmin i kilkunastu tysięcy górników bez emerytur znacznie ciekawszy jest szerszy obraz sytuacji. Wygląda on tak, że górnictwo węgla kamiennego w USA bankrutuje hurtem i w całości. Zapewne po restrukturyzacji, pozbyciu się obciążeń i zaniechaniu inwestycji te spółki wrócą do zyskowności. Na jakiś czas. Bo tymczasem 1/3 elektrowni węglowych w USA albo została zamknięta w ostatnich 2 latach, albo jest na liście do zamknięcia. Węgiel w ostatnich latach był zastępowany głównie gazem, ale to też już przeszłość. Dziś głównym źródłem nowej mocy jest energetyka wiatrowa i można powiedzieć, że to ona bezpośrednio zastępuje węgiel. Jak z gazem kopalnie mogły jeszcze mieć nadzieję, że zwiększanie wydobycia kiedyś się skończy, ceny wzrosną i rynek węgla odbije, tak z energetyką wiatrową nie ma takiej opcji. Jej rozbudowa trwa w najlepsze, rozpędza się i potrwa zapewne aż do momentu dostarczania około 50% prądu do sieci. Tak to przynajmniej dziś wygląda..

Co oznacza, że odbicie węgla będzie chwilowe, popyt dookoła świata będzie cały czas stabilnie malał. To oznacza dla górnictwa węglowego regularny cykl: bankructwo- restrukturyzacja-czasowa rentowność i znów bankructwo. Tak co kilka lat. 

Dla reszty świata to będzie oznaczać lata taniego węgla, ale co z tego, skoro tani to on będzie dla bardzo wydajnych elektrowni, te mniej wydajne i tak, jak dzisiaj w USA, nie będą w stanie konkurować z wiatrowymi.

Jednocześnie Chiny już rozpoczęły pożegnanie z węglem, czego efekty widać dziś po jego cenach, ale to nie koniec. To dopiero początek. Zużycie węgla już spadło, smog w Pekinie w lecie był najmniejszy od kilkunastu lat, emisje CO2 rosną dużo wolniej niż PKB, a od 2030 łączne emisje CO2 mają spadać, co oznacza, że emisje z węgla musza rozpocząć szybki spadek już wcześniej.

I teraz jak zawsze trzeba odpowiedzieć na pytanie a co z tego wynika dla sprawy polskiej?

To samo co zwykle, prywatne firmy zarobią, do krytycznej produkcji państwowej dopłaci podatnik. Kilka razy.
Konkretnie- elektrownie, generalnie prywatne, przez jakiś czas będą mieć się dobrze. Kopalnia Bogdanka ma dobre złoża i niskie koszty wydobycia, więc też na tym rynku jakoś przeżyje. Zwłaszcza jeśli będzie spokojnie kopać bez żadnych ekscesów inwestycyjnych. Ale Kompania Węglowa.....  Cóż, krajowy węgiel będzie potrzebny, przynajmniej dopóki jest krajowa energetyka węglowa. Węgiel będzie konkurował ceną z rynkiem światowym. Oznacza to, że elektrownie dostaną tani węgiel (bo w ogólnoświatowej sytuacji musi być tani), a resztę kosztów jego wydobycia pokryje podatnik. 
Co efektywnie będzie oznaczać dotowanie przez podatnika kosztów produkcji w częściowo prywatnych elektrowniach węglowych, które przy okazji tego podatnika solidnie trują. To skoro coś ma być dotowane, to jednak niech przynajmniej nie truje? Taki plan minimum.

Wieści z końca świata, czyli trochę o policji w Montevideo

Policja w Montevideo, jak każda policja na świecie woła o więcej pieniędzy. Akurat całkiem słusznie, bo poziom przestępczości w mieście jest zbyt duży.
O tyle ciekawie, że jest to robione metodą urugwajską. Czyli radiowóz młodszy niż 30 lat to jeszcze może jeździć, a potem wymieni się na najtańszą chińszczyznę. A jeśli jednak nie będzie najtańszy z możliwych, to będzie zapewne elektryczny. Za to wyposażenie informatyczne ma być w czołówce światowej, w miarę możliwości na krajowym sofcie, a jak się nie da to z licencjami na krajową obsługę i rozbudową. Taka polityka. Oprócz tego poważna niechęć do śmiercionośnych broni i chęć ich znacznego uzupełnieni przez lepszą komunikację w policji.
Z najnowszych gadżetów policja w Montevideo zakupiła algorytm przewidywania miejsc ryzyka przestępstw. Algorytm robiony przez matematyków z Kalifornii, a licencja kupiona za 140 tys USD (jakby ktoś się pytał gdzie matematyka jest dochodowym zajęciem), reszta softu na miejscu. Podobno się znakomicie sprawdził w Atlancie, ale czy zadziała w Montevideo to się dopiero okaże. Możliwe że jest zbyt sfokusowany na amerykański typ urbanizacji. Na wszelki wypadek zaimpementowano go w części stref, a w pozostałej części działa stary system patroli.
Nieco więcej w tym artykule


Jak się robi zmiany ustroju?

Rafał Bauer napisał bardzo, ale to bardzo ważny tekst. Tekst, który mógłby i powinien trafić do podręczników szkolnych. Zwłaszcza historii, jeśli w ogóle zacznie się w szkołach nauczanie najnowszej historii.

Dla tych, którym kompletnie nie chce się zajrzeć do linka, albo co ja uważam w nim za najważniejsze:
Wskazanie kolejnych poszlak dla tezy, że w połowie lat 80-tych trwała pełną parą akcja przygotowywania zmiany ustrojowej. Była ona rozgrywana i reżyserowana z Kremla, wykonywana przez lokalnych zarządców. 

Najważniejsza w tym tekście rzeczą jest wskazanie nowych poszlak dla tezy, że przemiany lat 89-90 były wcześniej zaplanowane, ale nie miały na celu żadnej demokratyzacji, etc. Celem była metamorfoza imperium moskiewskiego i oparcie kontroli nad satelitami na nowych zasadach, jednocześnie zwiększając strefę wpływów. 

Odważna teza, nieprawdaż. A w jaki sposób miało się to odbyć?

Dokładnie tak jak się odbyło. Poprzez zbudowanie i zorganizowanie całej infrastruktury energetycznej w bardzo konkretny sposób. Mianowicie możliwie kompletnie uzależniający transport i energetykę od dostaw ze wschodu. Za tym szła możliwość nacisków, żądania koncesji i manipulowania cenami, czyli normalne zachowania  monopolisty. Dokładnie po to, aby utrzymać prokremlowski system rządów w całym obszarze poradzieckim oraz w miarę możliwości tę sferę rozszerzyć. 

Terytorialnie mówmy w pierwszej kolejności od odwiecznych celach strategicznych- dostępu do niemieckiej technologii i cieśninie Bosfor, do czego celem pośrednim są wpływy na Bałkanach. Wystarczy spojrzeć na kierunki rozbudowy sprzedaży rosyjskich surowców- i niespodzianka, pokrywa się. Inna sprawa, że specjalnych alternatyw i tak nie ma.

Jeśli rozszerzyć- to tą samą metodą co zawsze. Czyli podstawionych ludzi jako pośredników, decydentów utrzymujących dotychczasową zależność lub ją umacniających. Ci ludzie już zupełnie dobrze orientują się w lokalnej polityce i mogą wspomagać polityków odpowiednio lojalnych i głupich.
Co nas niestety prostą droga prowadzi do podejrzenia, że częścią tego planu przestawienia się Kremla na dominację energetyczną jest odpowiednia propaganda, wpływająca zarówno na opinie publiczną, jak tez decydentów. 

Przecież skoro cała operacja zmiany systemu została tak znakomicie przygotowana medialnie i propagandowo, to dlaczego druga jej część miałaby być odpuszczona?

Jestem pewien, że nie została. Że absolutnie dominujący przekaz ma na celu przekonanie jak najszerszej publiki decydentów o konieczności i celowości prowadzenia polityki w zakresie energii zgodnej z celami Kremla. 

Te cele można dość łatwo zdefiniować- zwiększanie zależności od paliw, zwłaszcza tych, w których trudniej znaleźć alternatywnych dostawców. To oznacza na przykład promowanie gazu ziemnego. Ale tylko tam, gdzie to jest bez sensu. W zwykłych elektrowniach, i spalaniu w  kotłowniach. Jeszcze lepiej- promowanie oleju opałowego jako łatwego i czystego paliwa. I tym podobne. W tym na przykład połączenie konieczności likwidacji górnictwa węglowego i  promowania budowania nowych elektrowni węglowych. Efektywnie to jest naganianie do zakupu rosyjskiego węgla i dalsze uzależnianie się. Niekoniecznie nawet dla rozgrywania polskiego rynku. Równie ważne jest utrzymywanie globalnego popytu, stąd obowiązkowo ideologiczne zwalczanie energetyki odnawialnej,  serwowanie przekazu o bezsensowności, etc. Same oczywiste rzeczy. Jeśli ktoś ma wątpliwości, proponuję posłuchać Korwina Mikke. WSZYSTKO co on wygaduje jest wypowiadane w interesie Kremla. Czasem tylko jako podgrzewanie wewnętrznych konfliktów w Polsce, czasem właśnie jako promowanie celów rosyjskiej polityki w Polsce. 

Zdecydowanie warto posłuchać/ poczytać. Śmiało można założyć, że od strony technicznej i ekonomicznej wszystko co wygaduje ten człowiek jest kompletną bzdurą, ale to nie ma znaczenia. Znaczenie ma sposób przekonywania i wpływ na opinię publiczną. A był on nie taki mały. Spora część dzisiejszych 30-40 latków aktywnych w życiu społecznym gdzieś po drodze przeszła przez UPR, a co najmniej się zetknęła. Spora część przesiąkła tymi poglądami (w tym i ja), nie każdy potrafi je w całości zweryfikować.

W każdym przypadku odsyłam. JKM publikuje w wielu miejscach, opinie wygłasza wszędzie, można znaleźć bez trudu, choć rzadko konkretne. O tyle, o ile wypowiada się jasno coś promując lub zniechęcając- jest to dokładna prezentacja kremlowskiego planu. Zresztą zawsze można wybrać się na spotkanie i zadać pytania. 

Niestety, to nie jest jeden, ani jedyny. Jest bardzo ładnym probierzem, ale śmiało można przyjąć, że zestaw poglądów chroniących rosyjską dominację w energetyce jest takim samym dogmatem, jak przewodnia rola Partii w pierwszym PRL. W skrócie- nikt, kto ma do powiedzenie coś rozsądnego na temat alternatyw dla rosyjskich surowców nie może się przebić do salonowego dyskursu publicznego, dokładnie tak samo jak nie mogła się w 1975 roku pojawić w telewizji informacja, że ZSRR jest głównym sponsorem światowego terroryzmu. Bo wicie-rozumicie, widzów to nie interesuje.

Ta, powoli sączona z wielu źródeł propaganda okazała się nieporównywalnie bardziej skuteczna od wychwalania przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. W toczonych dyskusjach widzę właściwie tylko dwie postawy-  albo przekonanie o konieczności zwiększania zużycia paliw kopalnych bo to jedyna możliwość postępu- i to jest narracja zarówno "strony patriotycznej" jak też większości "salonowej", albo drugą postawą jest negacja uprzemysłowienia i postępu technicznego, a przy okazji promocja pełnego zestawu idei społecznych, czyli w skrócie- pozbawione kultury technicznej lewicowe oszołomy.
W kolejnej grupie jestem ja. Jako dużą wartość uznaję spójne solidarne społeczeństwo, czego moim zdaniem nie da się uzyskać bez odpowiedniej równości społecznej, wskazana jest szeroko rozpowszechniona wiedza techniczna i bardzo ważna dbałość o środowisko na każdym poziomie. Wygląda na to, ze z takimi poglądami w Polsce jestem sam. Mógłbym to mieć gdzieś, ale nie mam.
Problem polega na tym, że dzisiejsza, nowoczesna energetyka oparta o energie wiatrową i słoneczną jest absolutnie konieczna dla rozwoju nowoczesnego przemysłu, który potrzebuje taniego i niezawodnego prądu. Którego nie zapewni ani rosyjski gaz, ani węgiel. Za to zapewnia go energetyka odnawialna. Co jest rzeczą starannie pomijaną w polskiej dyskusji publicznej.

Krótkie wieści i ciekawostki z Urugwaju

Dziś krótko i ciekawostki.
Ogłoszenie o sprzedaży samochodu:
Zacznę od tłumaczenia opisu. Staram sie utrzymać styl i poprawność pisowni:
"samochód jest z detalami blacharki jeździ dobże cena to 25 tys. peso lub zamienię na motor jakiekolwiek uwłagi telefonować ***"
Prawda, że ładnie? Dla wyjaśnienia- "z detalami blacharki" oznacza zasadniczo do drobnych poprawek, a nie że zostały fragmenty blachy. Przynajmniej tak mi się dotychczas wydawało....Cena 25 tys peso to 3300 zł. Jest to niezwykle tanio za jakikolwiek jeżdżący i zarejestrowany samochód, ale w ogłoszeniu jeszcze jest wzmianka o niezapłaconym podatku od tego samochodu. A to śmiało może być sporo więcej niż jego cena, bo wszystkie podatki majątkowe w Urugwaju są dość wysokie. Inna sprawa, że tego od samochodów do niedawna można było zupełnie bezkarnie nie płacić.

Kolejna ciekawostka- wszyscy, a przynajmniej większość czytelników wie, że w Urugwaju uprawa i spożycie marihuany jest legalne. W istocie tak jest, ale nie znaczy to, że nie ma żadnych przepisów, ani nadzoru. 
Otóż każdy obywatel i chyba tez cudzoziemiec z prawem pobytu (nie wiem, nie sprawdzałem) może uprawiać na własne potrzeby do 6 roślin. Są sklepy, każdy może kupić nasiona, etc., nawet w supermarketach jest ziemia "para autocultivo". Ale nie znaczy to, że w każdej chwili można rozpocząć dowolną plantację. Najpierw trzeba ją zgłosić, nie potrzeba żadnego pozwolenia, wystarczy pójść na... pocztę z dowodem osobistym i jakimś dowodem miejsca zamieszkania (nie ma w dokumentach, dowodem jest rachunek za prąd, wodę, etc.). Uprawiać można tylko w miejscu do którego ma się jakieś prawa, absolutnie nie można rozpocząć uprawy przed zgłoszeniem, ani przekroczyć liczby roślin. To może być nadal traktowane jako nielegalne posiadanie narkotyków. Ze znikomą szkodliwością i takimi też sankcjami, ale zawsze. Inna sprawa, że legalnie kupić jeszcze nie można, przepis na to zezwalający został zawieszony przez obecny rząd.

Zresztą polityka wobec marihuany jest tylko wypadkową częścią dość szerokiej i przemyślanej polityki wobec narkotyków. Cele tej polityki są dwa- zlikwidować przestępczość narkotykową i także jej wpływ na gospodarkę, a drugiej strony zminimalizować wpływ narkotyków na populację. 
Dlatego właśnie bezproblemowy narkotyk, jakim jest marihuana jest bardzo powszechnie dostępny. Nawet jeśli handel jest formalnie nielegalny, praktycznie nie jest ścigany. Dlatego ceny i marże na drobną skale są tak niskie, że gangom nie opłaca się dotykać tego interesu. Policja też się nie interesuje, dopóki ktoś sprzedaje plon ze swoich 6 krzaków. Za hurtową ilość można uzyskać kilka lat państwowego urlopu, za przemyt także, za próbę wywozu do Europy, nawet małej ilości- obowiązkowo, jako polityka pilnowania wizerunku państwa.
Drugim obecnym narkotykiem jest pasta base, czyli tańsza odmiana kokainy. Dla samych narkomanów są programy pomocy, nawet bez obowiązku abstynencji, ale jak ktoś się zdecyduje na odstawienie, to państwo sponsoruje nawet programy relokacji i zmiany tożsamości (bez operacji, nie przesadzajmy). Za to handlarze, a jeszcze bardziej organizatorzy i przemytnicy naprawdę sporo ryzykują. W każdym przypadku utrata mienia związanego z przestępstwem jest automatyczna, do tego dochodzą długoletnie odsiadki i solidne grzywny.
Co prawda nie do końca wygląda to tak sprawnie, bo w Urugwaju zwyczajnie brakuje miejsc w więzieniach oraz mocy przerobowych sądów karnych. 
Inna sprawa, że wydawałoby się niemożliwa do zapchania część, czyli licytacje przejętego majątku też się zapchała. Agencja od zwalczania narkomanii ogłosiła, że nie mogli znaleźć nabywcy na kolejny skonfiskowany samolot, więc przekazali go wojsku.