Marzenie pionierów kolei staje się faktem, czyli tory łączą cały świat

Dzisiejszy wpis tematyką bardziej pasuje do Rewolucji Energetycznej, ale tu mnie dawno nie było, a sprawa ma więcej aspektów politycznych, niż technicznych, więc zostawiam.

Brytyjscy pionierzy kolei, a raczej biznesmeni kolejowi, mieli wielkie marzenie -- połączyć koleją Wyspy Brytyjskie z perłą w koronie Imperium, czyli Indiami. A jeszcze lepiej -- także z Hongkongiem. Teoretycznie takie połączenie istnieje od lat, ale z kolejnymi przeprawami promowymi, zmianami rozstawu szyn i innymi ulepszeniami jest całkowicie bezużyteczne jako środek taniego i szybkiego transportu.

Cóż, obecnie sytuacja się zmienia. Co prawda ani brytyjski kapitał, ani nawet inżynierowie nie maja z tym praktycznie nic wspólnego i też droga niezupełnie będzie prowadzić do Indii.  
Otóż właśnie trwa lub rozpoczyna się budowa lub poprawianie paru odcinków linii kolejowych. Zadziwiającym zbiegiem okoliczności jest lista tych odcinków, gdzie wszystkie przeszkody znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a problemy z finansowanie są nieistniejące. 

Niedawno (jakoś w listopadzie) oddano do użytku nowy dworzec kolejowy we Wiedniu. Dzięki temu wzrosła przepustowość całego węzła, w tym możliwość przejazdu pociągów szybkiej kolei na liniach południkowej i równoleżnikowej. Oraz przepustowość towarowa. Dalej na zachód oczywiście mamy rozbudowana sieć połączeń kolei klasycznej i szybkiej, na zachód aż do Szkocji, na południe niedługo ruszy linia standardu 320 km/h Tangier- Casablanca (choć tunelu pod Gibraltarem nie ma i będzie najwcześniej za 15 lat). Ale ruszamy z Wiednia. Na wschód. Teoretycznie linia do Budapesztu jest częścią projektowanego europejskiego korytarza szybkiego ruchu i jako taka będzie trzymana w wysokim standardzie a tory do Budapesztu zawsze będą w dobrym stanie, o co ma dbać UE.

Także w zeszłym roku rozpoczęto budowę kolejowej towarowej obwodnicy Budapesztu. Pociągi towarowe już nie będą przejeżdżać przez centrum miasta i blokować węzła. Także na Węgrzech jest modernizowany tor w kierunki Belgradu. Do tego miejsca oczywiście większość inwestycji jest dofinansowywana przez Unię Europejską, a pomoc organizacji spoza UE jest bardzo trudna do uzyskania, by nie rzecz niemożliwa.

Jedziemy dalej, najlepsze ukształtowanie terenu dla kolei jest w stronę Belgradu. Linia w trakcie ulepszania. Jesteśmy na granicy UE, w Serbii, od granicy węgierskiej do Belgradu, to inna sprawa. Także trwa modernizacja, co prawda do nie tak wielkich prędkości, bo maksymalnej 160 km/h. Ale za to Serbom udało się ją sfinansować w sporej części z grantów. Co dość zadziwiające granty pochodziły z Chin. Chińczycy mają raczej zwyczaj pożyczać pieniądze i jeszcze te kredyty trafiają w całości do chińskich firm zatrudniających wyłącznie chińskich robotników, czyli kredytobiorcy mają co prawda zbudowana infrastrukturę, zazwyczaj dobrze i  tanio, ale żadnego impulsu dla gospodarki, tylko odsetki do spłacania. Cóż, zapewne skośnookim trochę zależało.

A dlaczego mogło im zależeć na połączeniu prowincjonalnego Budapesztu z zadupiem Belgradu? Bo linia kolejowa idzie dalej. Z powrotem do Unii Europejskiej, czyli Bułgarii, gdzie co prawda nic nie jest robione, ale i  odcinek wkrótce dociera do nowej granicy, Turcji. Już poza UE, więc można brać kasę od Chińczyków. I biorą. Chińska forsa się szybko i łatwo znajduje na całą główną linię, od granicy z Bułgarią do granicy z Iranem.. Akurat sami wpadli na pomysł, że potrzeba zbudować tunel pod Bosforem, linię szybkiej kolei ze Stambułu do Ankary i następnie dalej do Kars. Oraz połączenie stałą linią kolejową do Iranu. Obecnie istnieje tylko prom przez jezioro Van. Ale linia je omijająca jest w budowie. Z forsą nie ma żadnych problemów, to budują....
 W taki sposób po zakończeniu obecnych inwestycji dotychczasowa linia będzie mogła być w całości towarowa, a pociągi osobowe trasę 2000 km od jednej granicy do drugiej będą pokonywać w mniej niż 10 godzin.

W Iranie jest jeszcze zabawniej. Od dobrych kilkunastu lat trwa tam wielka rozbudowa sieci kolejowej. Ale z racji olbrzymich odległości pomiędzy miastami i trudnego terenu większość to są jednotorowe niezelektryfikowane linie, łączące tylko ważniejsze miasta. Ale jest wyjątek. Linia Tabriz -- Teheran -- Mashad jest dwutorowa, obecnie jest elektryfikowana, a ponadto na tej trasie jest budowana równoległa linia szybkiej kolei. W samym Teheranie w zeszłym roku oddano do użytku kilkukilometrowy tunel linii średnicowej, czterotorowy, drastycznie podwyższający przepustowość węzła. Tu można się domyślić, że prace są sfinansowane chińskimi kredytami i opierają sie na chińskiej technologii.
Ale najciekawsze jest dalej. Z Iranu do Chin droga jeszcze daleka. A co więcej, zachodnie rejony Chin są same w sobie miejscem raczej mało przyjaznym i doskonale pozbawionym jakiejkolwiek infrastruktury. 
To przejdźmy zobaczyć co u Smoka słychać. A słychać to, że najważniejsze połączenie w zachodniej części Chin, czyli linię kolejową do Urumczi zwolniono z ruchu pasażerskiego i będzie przeznaczona w całości do przewozu towarów, ponieważ zakończono budowę 1500 km trasy szybkiej kolei z centralnych Chin. Dotychczasowa linia, jak najbardziej dwutorowa i zelektryfikowana, będzie obsługiwać tylko ruch towarowy. Który z Urumczi może toczyć się dalej do Kazachstanu, gdzie jest przeładowywany na szerokie tory i dalej przez Rosję do Europy, lub za kilka lat nową linią do Iranu. Następna jest linia kolejowa z Urumczi do Aksu, obecnie ulepszana i budowana dalej do Kashgar (to ciągle Chiny, choć nazwy brzmią jak z języków tureckich, i słusznie bo to tereny zamieszkałe przez Ujgurów, czyli Kazachów).
 Ale jeszcze zabawniej jest dalej. Jest planowany tunel i już zaczęło się doprowadzanie linii kolejowej do niego, łączący Chiny przez Kirgistan z Tadżykistanem. (tu już pewnie najtwardsi sprawdzą w końcu na mapie gdzie to właściwie jest). Linia połączy chińska sieć z Duszanbe. Oprócz tego znalazł się chiński kredyt na sfinansowanie linii z Duszanbe przez przełęcz na południe od miasta, w stronę Qurgonteppa. Tą umowę podpisano w grudniu. 

I tu się zaczynają poważne sprawy

Ponieważ między Tadżykistanem a Iranem bezpośredniej granicy nie ma. Lądowe połączenie istnieje albo przez Uzbekistan i Turkmenistan, albo przez Afganistan. Uzbekistanem rządzi bliżej nieznana banda prorosyjskich buców, którzy nic nie rozumieją, jak to kacapy i mają fatalne relacje z wszystkimi sąsiadami, regularnie zamykając granice dla tranzytu. Nawet Chińczycy nie potrafią się z nimi dogadać. Pozostała jedyna możliwość - Afganistan. Cóż, wydaje się, że niestabilny, ogarnięty wojną kraj. A tymczasem z Mashad w Iranie do Herat w Afganistanie nowiutka linia kolejowa już jest i dalej będzie budowana do Mazar i Szarif. Skąd do wyżej wymienione Quronteppe juz brakuje zaledwie około 200 lub 300 kilometrów i jednego mostu. Co prawda jest dopiero wstępne porozumienie, ale tu raczej nikt się nie wyłamie

Z tej linii teoretycznie w Tadżykistanie obowiązuje rosyjski rozstaw torów, ale w praktyce oczywiście to chińczycy zdecydują jaki będzie. A będzie oczywiście chiński, czyli europejski, jak na całej reszcie tej trasy. To oznacza, ze za kilka lat, po raz pierwszy w historii, będzie można przejechać pociągiem ze Szkocji do Chin, nie wysiadając z tego pociągu, który cały czas będzie się toczył na tym samym rozstawie torów. 
Cóż, powie ktoś, przecież od czasów ukończenia transsyberyjskiej jest połączenie lądowe z Chinami. Tak, ale po pierwsze wymaga zmiany wagonów lub wózków jezdnych, co trwa i kosztuje, a po drugie przez długi czas łączyło się z wysokim ryzykiem kradzieży, a do dziś trwają problemy z chorymi praktykami cenowymi i nieprzewidywalnymi czasami tranzytu. To są wszystko problemy, które występują tylko w Rosji i nic dziwnego, że również Chiny potrzebują alternatywnych tras. Co prawda od połowy zeszłego roku, czyli początku dewaluacji rubla, koleje rosyjskie zachowują się znacznie racjonalniej, ale mleko się rozlało. Praktycznie całość tej południowej linii Europa -- Chiny istnieje, jest w budowie lub planowaniu z zapewnionym finansowaniem.
Co ciekawe, widać, że docelowa przepustowość tej linii będzie olbrzymia. Dwutorowa linia, której elektryfikacja na wszystkich odcinkach idzie pełną parą, a w Turcji, Iranie i Chinach istnieje, lub jest w budowie z  równoległą linia szybkiej kolei pasażerskiej. 

Konsekwencje powstania tej linii będą potężne

Brak zmiany rozstawu torów oznacza znacząco tańszy transport towarów. Docelowo można liczyć, że będą to kwoty takie jak koszty frachtu na bardziej konkurencyjnych rynkach przewozów kolejowych, czyli w okolicach 0,01 dolara za tonokilometr. To oznacza ceny za fracht tylko nieco wyższe niż transportu morskiego licząc całą trasą, a na odcinkach do Iranu czy Turcji -- tańsze. Ba, koszty transportu np z Chin na Kaukaz wyraźnie spadną.
Oraz, co ciekawe -- kiedy zostanie zbudowana tylko ta już dziś budowana lub planowana na poważnie część szybkiej kolei, to pociąg pasażerski od granicy bułgarsko -- tureckiej do granicy chińskiej będzie jechać niewiele ponad 24 godziny. Co oznacza pierwszą realną konkurencję dla linii lotniczych w podróżach międzykontynentalnych. Ale sam ruch pasażerski to naprawdę pikuś. Chodzi o towary.
Oznaczać to też będzie, że w tranzycie lądowym Daleki Wschód -- Europa, Rosja przestaje być niezbędnym pośrednikiem. Co patrząc na koszty zmiany rozstawy kół, rosyjską nieudolność w zarządzaniu, złodziejstwo i pozostałe problemy, prawdopodobnie w ogóle przestaną być pośrednikiem.

Dalej konsekwencje też są niemałe. Tadżykistan to najbiedniejsze państwo poradzieckie, którego władza trzyma się na rosyjskich bagnetach, a społeczeństwo jest językowo i kulturowo bardzo bliskie Persom. W momencie jakiegokolwiek osłabienia dzisiejszego reżimu, partia proirańska natychmiast przejmuje władzę i wyrzuca rosyjskie wojska albo rozpoczyna się na nowo wojna. Trudno ja nazwać domową, jak to rosyjskie wojska strzelają do cywilnych powstańców....Stąd zapewne władza już liczy na uzyskanie odrobiny wsparcia dla siebie od Chińczyków, za spokojny tranzyt. A po ewentualnym przejęciu władzy opozycja zapewne jeszcze chętniej i szybciej będzie budować połączenie z Iranem, a zapewne zupełnie chętnie zmieni rozstaw szyn w całym kraju.

Ale jeszcze potężniejsze będą konsekwencje następnego odcinka. Od Mazar-i-Szarif do Herat, czyli Afganistan. To będzie najpoważniejsza inwestycja infrastrukturalna w historii Afganistanu. I pierwsza w historii możliwość taniego wywozu minerałów z tego kraju. Są tam potężne i bogate złoża wszystkiego -- z bardzo prostego powodu, przy geologicznym bogactwie są to jedne z niewielu na świecie nigdy nie eksploatowanych złóż. Bo nigdy nie było infrastruktury. Teraz będzie kolej. Prosto do Chin. I patrząc realnie nigdzie indziej. Chyba, że zachodnie firmy górnicze będą mieć zgodę na tranzyt przez Iran....
Przy okazji, należy subtelnie zauważyć, że w niezbyt odległej perspektywie całość tej trasy będzie zelektryfikowana, a co ciekawe, większość już przebiega przez tereny bardzo zasobne w potencjał energii odnawialnej, a w zachodniej części Chin to energia wiatrowa jest podstawą sieci energetycznej. Iran tak samo przebudowywuje energetykę na odnawialna w całkiem sprawny sposób, Turcja dopiero zaczyna. Czyli można śmiało powiedzieć, ze przy okazji jest to bardzo poważna perspektywa istotnego odstawienia paliw kopalnych w ruchu towarowym i późnej pasażerskim między Europą a Środkowym i Dalekim Wschodem. 
A następną konsekwencją jest, z punktu widzenia Chin, bezpieczeństwo ich szlaków handlowych przed blokadą morską. Co znacząco zmniejsza możliwość ewentualnego szantażu ze strony USA lub Japonii. Dotychczas do kompletności blokady handlowej Chin potrzeba blokady morskiej i utrudnienia tranzytu przez Rosję. Teraz do tej listy dojdzie jeszcze Iran. 

W tym wszystkim właśnie Iran zyskuje status kraju tranzytowego i dopóki Ajatollachowie nie narobią zbyt dużo głupot, tylko na tym zyska. A straci zarabiający na tym samym Kazachstan, bo stamtąd pociągi dalej muszą iść przez Rosję....
To wszystko nie zdarzy się jutro. Zanim powstanie bezpośrednia, całkowicie przejezdna linia minie jeszcze kilka lat, a zanim cały opisany zakres prac będzie zakończony, to zapewne kilkanaście. 
Ale rozwój chińskiej sieci kolejowej jest największym obecnie, a może i w historii świata projektem infrastrukturalnym. I czy nam się podoba, czy nie, ukształtuje ten świat na następne co najmniej dziesięciolecia.

Mecz Real Madryd- San Lorenzo

Jakby ktoś nie wiedział, trwają klubowe mistrzostwa świata w piłce nożnej. Ja prawdę mówiąc też nie wiedziałem o istnieniu czegoś takiego, ale tak się składa, że zespół, którego jestem fanem jutro gra w finale. 

Co prawda wynik zapewne nie będzie szczegółnym zaskoczeniem, zapewne wygra przedstawiciel Europy, czyli Real Madryd, a drugie miejsce w takim starciu zespołowi z Ameryki Południowej należy się jak psu micha.

Real Madryd znają wszyscy, za to o jego przeciwniku nikt w Polsce nie słyszał. Przynajmniej jeszcze dwa lata temu. 

San Lorenzo de Almagro, bo tak brzmi nazwa przeciwnika Realu jest obecnym zwycięzcą Copa de Libertadores, czyli klubowym mistrzem Ameryki Południowej, stąd właśnie walczy z pozostałymi mistrzami kontynentów w Marakeszu.

Mecz polecam, może nawet go sam obejrzę, bo pewnie widowsko będzie tego warte. Zresztą jeszcze w Polsce czasem zdarzało mi się ogladać mecze południowoamerykańke, a przy europejskiej piłce najwyżej szybko zasnąć. Zdanie podtrzymuję, mniej taktycznej skuteczności, ale więcej widowiska i jest co oglądać. Czasem.

A czytelników pewnie bardziej zainteresuje dlaczego z takim dość letnim nastawieniem okreslam się jako fan. Otóż, odpowiedź jest prosta -- bycie kibicem w Argentynie jest obowiązkowe. Noo, prawie. Ale regularnie można usłyszeć pytanie jakiego klubu się jest kibicem. I to pytanie bynajmniej nie dotyczy sportu. Przynajmniej nie tylko.

Cofając się do początków 20 wieku

W Argentynie nowa fala imigrantów juz się częsciowo zakorzeniła, ciągle napływają nowi, tworzy się masowe społeczeństowo, a jednocześnie władza jest w rękach dośc wąskiej kliki głównie powiązanej z oligarchią ziemską i prowadzącej liberalną politykę (czytaj- udzielania wszelkich koncesji przemysłowych kapitalistom z Wielkiej Brytanii lub Francji) i dzielnie się utrzymywała przez kilkadziesiąt lat u władzy dzięki ograniczonemu prawu wyborczemu i zwyczajowi masowych fałszerstw.  Zakładanie zwykłych partii politycznych i stowarzyszeń było mozliwe, ale mocno utrudnione i narażone na represję ze strony władz. W takim klimacie politycznym powstała garść klubów sportowych, które funkcjonują do dziś. Są to bardziej znane Boca Juniors i River Plate oraz właśnie San Lorenzo. I kila innych, ale jak kogoś tak bardzo interesuje, to znajdzie bez trudu osoby bardziej kompetentne w piłce kopanej niż ja.
Te zespoły zostały założone w podobnym czasie, ale w różnych miejscach. Znaczy, wszsytkie trzy w Buenos Aires, ale w róznych cześciach tego miasta. 

River Plate

Klubpowstał w zamozniejszej cześci miasta, założony przez brytyjczyków pracujących w kolonialnych firmach, na kolei, chłodniach i podobnych instytucjach kontrolowanych przez kapitalistów z UK i przechwytujących solidną częśc dochodu narodowego (krowy można było sprzedać komu się chce, ale chłodnie i koleje były tylko jedne...). Stąd od samego początku jest to towarzystwo przepełnione wewnętrznym przekonaniem o kolonialnej wyższości. I, pomimo tego, że zwartego środowiska brytyjskich kolonizatorów już dawno nie ma, klub jest całkowicie argentyński -- mentalność pozostała. 

Boca Juniors 

Wywodzi się z dzielnicy La Boca, czyli dosłownie "Ujście". Tereny, które stanowiły bezpieczne kotwicowisko i które służyły jako port zanim wybudowano porządny. Tam też mieszkali typowi mieszkańcy portowych slumsów. Oczywiście jedynym sposobem awansu społecznego z takich miejsc jest szczeście i cwanictwo. Słynnym przykładem tego był zaliczony gol strzelony ewidentnie ręką na mundialu 1986 przez najwybitniejszego piłkarza w histori Baca Juniors, czyli Diego Maradone. Jest ubóstwiany nie pomimo takich zagrywek i iścia w zaparte, ale właśnie dlatego. Oczywiście, znów, czas mija, La Boca to już nie są slumsy, tylko byla jak dzielnica, nisko połozona i często zalewana, a część slumsów przerobiono na pułapkę na turystów. 

San Lorenzo de Almagro 

Założony, nie zgadniecie -- w dzielnicy Almagro. Była to dzielnica typowo robotniczna, niezbyt zamożna i właściwie taką pozostała do dziś. Ale w dość szybko rozwijającej sie gospodarce, zasilanej tłumami imigrantów, którzy przynajmniej mogli się wyżywic na poziomi niepostykanym wśród biedoty Starego Kontynentu, o awans społeczny było dość łatwo. Wystarczyło solidnie pracować, przestrzegać zasad etyki i przyzwoitości. Wyrwać się z dna La Boca było  znacznie trudniej, Zostać drobnym przedsiębiorcą w Almagro było dość łatwo. Do tego należy dołożyc drobiazg- ten klub został założony m.in, przez księdza, Lorenzo Massa, który pózniej także organizował początki harcerstwa argentyńskiego i inne tego typu przedsięwzięcia. 
Połączenie etyki biedniejszej klasy średniej i społecznego współdziałania Kościoła wyjaśnie dla odmiany warości dookoła tego klubu.
Także przez dzisięciolecia nic się nie zmieniło, wobec czego nie należy być zdziwionym, że dyktatura wojskowa zrobiła wiele, aby akurat ten klub zniszczyć. Włącznie z wywłaszczeniem i zburzeniem stadionu. Na cele budownictwa socjalnego, ale jakoś pieniądze znikły, więc powstał tam supermarket Carrefoura. Ksiądz Massa już od wielu lat nie żył, bo pewnie też by go wrzucili do rzeki. Tak, junta wojskowa w Argentynie od polskiej różniła się głównie tym, że dyktator Videla zmarł w więzieniu a Ponury Spawacz na wolnosci...A obecne władze miasta uchwaliły wywłaszczenie Carrefoura i oddanie terenu klubowi.

Oczywiście, powyższe generalizacje nie odnoszą się, bo i nie mogą do kazdego pojedynczego fana tych zespołów. A zresztą tą klubową etykietkę można uzyskać dość przypadkowo, przez grupę znajomych, miejsce zamieszkania, itp. Ale jakimś wyznacznikiem to jak najbardziej jest.

A wracając do jutrzejszego meczu, nie stawiałbym na San Lorenzo, ale należy pamiętać, że również obecny papież jest jego fanem. A już w tym tygodniu Raul Castro mu dziękował za załatwienie nawiązania stosunków dyplomatycznych z USA. Może się okazać, że w przyszłym tygodniu będzie się mu dziękować za załatwienie zwycięstwa nad Realem...

Dalsze przygody Pułkownika Pujło

Sytuacja Rosji przynajmniej staje się jasna. Mamy nastepujące okoliczności:

Spadek cen ropy

Solidny jak wiadomo. Ja jestem przekonany, że główną jego przyczyną jest dość potężny na świecie trend oszczędności. Jeszcze niby mają rację, ci którzy twierdzą, że w transporcie ropy nie ma czym zastapić. Na wielka skalę nie ma, to prawda. Ale nie potrzeba zastępować od razu na wielką skalę, I tu cała doktryna dominacji surowcowej Rosji nad Europą się wali.

W tej doktrynie dominacji surowcowej nie ma mowy o całkowitym embargu i szoku naftowym. Jest doktyna stałego dojenia i nacisków politycznych za tym idących. A tymczasem prędkość ograniczania zużycia jest większa niż spadku wydobycia. To ograniczanie zużycia występuje w energetyce. Wszędzie, od Kuby do Niemiec i od Urugwaju do Japonii energia wiatrowa i słoneczna zastępują używanie ropy i gazu w energetyce. Można powiedzieć, że nowe odnawialne źródła energii nie stanowią wielkiej części energetyki, ale przecież wytwarzanie prądu z ropy i gazu także nie. A właśnie ropa jest w pierwszej, a gaz w drugiej kolejnosci zastępowane przez inne źródła prądu. I dzieje się to wystarczająco szybko aby zachwiać rynkiem. Co właśnie nastąpiło.

Ten spadek cen jest kolejnym przypomnieniem prawdy starej jak handel, że dysponenci surowców mogą sobie szaleć przez chwilę i zachwiać rynkiem na kilka lat, ale w ostateczności to dysponenci nowych form energii biorących się z technologii decydują o wszystkim.

Lokalny rosyjski peak oil

Wszystkie szacunki przewidywały, że dotychczas eksploatowane złoża w Rosji osiągną swoją maksymalną produkcje w tym roku. Kiedy dokładnie- tego nigdy nie wiadomo.

Są wahania popytu i produkcji z tygodnia na tydzień, tu awarie, tam remonty. Ale geologia jest nieubłagana. Bez nowych złóż w tym, ewentualnie na poczatku przyszłego roku rozpocznie się spadek wydobycia. Teoretycznie złoża Syberii Zachodniej i Arktyki moga ten proces odwrócić, ale nie ma żandych szans na rozpoczęcie ich eksploatacji w krótkim terminie.

To oznacza, że rosyjska gospodarka nawet przy stałych cenach ropy musiałaby się kurczyć. Oraz przeznaczać na inwestycję więcej, a mniej na konsumpcję. Lokalny peak oil to znacznie poważniejsza sprawa niż się może wydawać. Np. peak oil nastapił w Egipcie w 2007. W 2011 Egipt wyleciał w powietrze. Kurcząca się konsumpcja w biednym społeczeństwie załatwiła sprawę. W 1997 był w Argentynie. W 2001 Argentyna eksploduje. Co prawda potencjał rolnictwa i przemysłu załatwił sprawę dalszego funkcjonowania kraju, ale bez alternatyw nie byłoby wesoło. A w Argentynie praktycznie nie ma importu żywności, a przeżycie nie zależy od ogrzewania. W 1970 nastapił pierwszy peak oil w USA. 1974- najpoważniejszy w historii kryzys konstytucyjny na tle poważnego kryzysu społecznego i gospodarczego. 1986 peak oil w ZSRR, 1991 ZSRR przestaje istnieć.

W praktycznie każdym kraju w okresie spadku dochodów naftowych dochodzi do obniżenia poziomu życia. Nawet jesli nie ma on związku z obniżaniem masowej konsumpcji (bo odbywa się kosztem zysków firm naftowych) to i tak albo obciąża gospodarkę przez zwiekszanie inwestycji w celu powstrzymania spadku wydobycia, albo powoduje niezadowolenie i konflikty społecznie prowokowane przez klase wyższą żyjacą z dywidend. W realiach rosyjskich odpowiednikiem klasy żyjącej z dywidend są działacze partii prezydenckiej i oligarchia. To towarzystwo zajmuje się rozkradaniem zysków z ropy i budżetu, co w pewnym sensie odpowiada rencie kapitałowej z bardziej cywilizowanych krajów. Ale logika tego ustroju wskazuje, że klika się wyżywi, całość kosztów spadnie na społeczeństwo. 

Sankcje zachodu wobec Rosji

Z wszystkich dotychczas ogłowszonych najpoważniejszy jest zakaz finansowania objetych sankcjami rosyjskich firm na okres dłuższy niż 90 dni. W praktyce to wstrzymało wszelkie finansowanie rosyjskiej gospodarki. Większość spółek wydobywczych jest już zadłużona pod korek i nie ma możliwości zrolowania zadłużenia, albo na dużo gorszych warunkach niż dotychczasowe, To oznacza, że będą przez najbliższe lata balansować na skraju bankructwa i zużywać majątek, aby spłacać długi. A długi już wymagalne są na horyzoncie. Potrzene jest ciągłe dosypywanie walut wymienialnych do kotła, w którym nikna. W zeszłym tygodniu Gazprombank dostał kolejne 740 mln dolarów, zapewne wkrótce popraosi o nastepne. Rosnieft ma 44 mld dolarów długu wymagalnego pod koniec roku i nie ma tych pieniędzy.

Do tego należy oczywiście po drugiej stronie szali dołożyć olbrzymie rezerwy walutowe Rosji. Na poczatku tego roku wynosiły prawdopodobnie 520 mld dolarów. Obecnie 420 mld. Obie liczby nie są zbyt pewne, prawdopodobnie pierwsza jest zaniżona (rząd FR ukrywał, że ma więcej pieniędzy niż w podawał) a druga zaniżona- to jest bardziej prawdopodobne, bo w październiku szło na utrzymanie kursu rubla do 10 mld dolarów tygodniowo, a w drugiej połowie listopada zaledwie 1-2 mld. Nic się nie zmieniło, rubel spada szybciej, kasa na obronę na rynku się pojawia. Prawdopodobnie bank cenralny udziela pożyczek walutowych bankom komercyjnym i dalej to raportuje jako swoje rezerwy. Dopóki mają na obronę reszty gospodarki to się zgadza. Jak forsa się skończy, a kiedyś musi, nikt nie będzie się przejmowac bilansem. W tym tempie forsy starczy co najmniej na rok-półtorej, jak dobrze pójdzie nawet do 2018.

Sankcje Putina wobec Rosji

To jest bardzo poważny element. Polscy sadownicy, włoscy winiarze i francuscy serowarzy jakoś sobie poradzą. Dolne 1/4 społeczeństwa Rosji, czyli pracująca biedota z mniejszych ośrodków sobie nie poradzi. Już żyją ze swoich wynagrodzeń gdzieś w okolicach bilogicznego przetrwania. Minimalna ilość białka zwierzęcego, konkretnie wyroby kurczakopodobne z USA, minimalna ilość warzyw i owoców, chleb, ziemniaki, najtańszy tłuszcz. Poziom życia klasy średniej jest wyższy, oczywiście. Żołnierze zawodowi dostają zupełnie sensowne pieniądze, płace w Moskwie tez są w okolicach rozsądnych. Ale Rosja to nie Moswa, przynajmniej nie tylko. I te sankcje uderzają w całą pozostałą Rosję. Na Syberii, przy nędznych płacach polskie jabłka były drogie. Obecnie ich nie ma, może będa argentyńskie. Co najmniej 3 razy droższe, bo boliwijski robotnik zbierający jabłka w Argentynie i tak zarabia dużo więcej niż Ukrainiec zbierający jabłka w Polsce. Transport też jakby dalszy.

To wszystko razem z jednej strony ograniczy dostępnosć luksusowej żywności dla klasy średniej, relatywny drobiazg oraz drastycznie ograniczy podaż najtańszej żywności dla większości społeczeństwa. Z czego dolne 20-30% opiera swoje przeżycie na tym własnie najtańszym imporcie. Nawet jeśli są to jakieś dziwne wyroby wędlinopodobne z rosyjskich przetwórni i tak surowce są importowane. Zazwyczaj z Unii Europejskiej lub USA

Podsumowując te powyższe trendy:

Ze spadku cen ropy wynika dość przewidywalnie załamanie gospodarki razem z wyczerpaniem rezerw walutowych. Zależnie od predkości tego spodku nastąpi to pomiedzy końcem 2015 a 2017 rokiem Tych rezerw jeszcze jest sporo.

Skutki peak oil- z porownywalnych trendów wynika załamianie pomiędzy 2 a 4 latami od szczytu, czyli 2016-2018 rok.

Sankcje finansowe uniemożliwiają jakiekolwiek większe inwestycje. Banki i firmy walcząc o utrzymanie płynności w bilansie walutowym muszą stwarzać presję na bank centralny, na finansowanie większych projektów, z któych praktycznie wszystkie muszą być kredytowane w walutach obcych nie ma szans. W praktyce jedyny kapitał inwestycjny w Rosji może pochodzić z Chin, A tam o takich rzeczach decydują politycy. I prorosyjskiej partii w Pekinie nie ma, a przynajmniej nie rządzi, wbrew temu co opowiada kacapska propaganda. Jesli Chiny sfinansują jakiekolwie projekty surowcowe czy infrastrukturalne w Rosji, to wyłącznie na zasadzie kolonialnej- tubylców poklepiemy po główce, zrobimy fotke z uściskiem dłoni, damy w łapę decydentom, a kraj wydoimy aż zdechnie.

A sankcje Putina przeciw Rosji są też bardzo powazną sprawą. ak naprawde kwestia jabłek z Polski jest problemem dla kilkudziesięciu tysięcy sadowników, a dokładniej tej ich części która jest zbyt zakredytowana, bo każdy sadownik i rolnik na świecie wie, że urodzaj i ceny każdego roku są inne i trzeba się liczyć z takimi wydarzeniami i mieć jakiś plan lub rezerwy. Oczywiście, nie każdy  ma. Ale problem dla relatywnie małej w nowoczesnym społeczeństwie ilości rolników uzależnionych od eksportu do Rosji, a problem co najmniej dolnych 20% rosyjskiego społeczeństwa to dwie różne sprawy. Dla podkreślenia- nie mówimy tu o bezrobotnych, kalekach, itp. Mówimy o pracujących. Robotnicze i nauczycielskie pensje w większej części Rosji obecnie i w bliskiej przyszłości nie będa wystarczać na zdrową w dłuższym teminie dietę. Na chlebie i ziemniakach można żyć przez rok, ale potem na biednej diecie bezmięsnej zaczynają się problemy. Od nedznej diety się nie umiera, ale się bardzo źle żyje. Niedobory witamin, próchnica zębów, obniżenie intelektu, siły, odpornosci na choroby itp. Tego wszystkiego można się spodziewać na jeszcze bardziej masową skalę w Rosji najbliższych lat. Oczywiście, już istnieje, ale dotyka marginesu społecznego, który skądinąd jest olbrzymi i może się pokrywać w penym przybliżeniu z oficjalnymi danymi dotyczącymi bezrobocia, czyli ok 5-7%.  W tej części już panuje epidemia gruźlicy. Oczywiście w najblizszych latach rozszerzy się na pracującą biedotę.

Co przynajmniej w części spowoduje migrację zarobkową do Moskwy. Nie przenoszenie się, tylko jazdę na budowy na sezon, mieszkanie na tych budowach, itp. Dziś to robią Kirgizi, Tadżycy, Azerowie, itp. Jak takiej pracy zaczną szukać Rosjanie z interioru, zaczną się drobne zadymy w Moskwie. Nielegalni tak naprawdę dość szybko się wyniosą. Jedynym miejscem, gdzie będą mogli się wynieść to z powrotem do swoich krajów. Możemy spokojnie tam oczekiwać rewolucji.

W samej Rosji iom zdaniem nie. Coraz mocniejszych separatyzmów. Ostatnie wydarzenia na Północnym Kaukazie to pokazuja, choć jak widać atak na Grozny w zeszłym tygodniu był raczej falstartem. Ale to ruszy.

W samej rosyjskiej części Rosji niespecjalnie spodziewam się jakichkolwiek protestów. Oni są przyzwyczajenie do nędzy i niewolnictwa, a posiadanie imperium w zupełności zastępuje im mięso. Co innego pozostałe narodowości. Więc jeśli ktoś byoczekiwał Majdanu w Moskie, to nie sądzę, aby się doczekał. Za to Kazaniu... To inna sprawa. Manifestacje tam, lub gdziekolwiek w Tatarastanie czy Baszkirii będą początkiem końca państwa w granicach jakie znamy.
Ale na to będzie trzeba jeszcze poczekać.

Na razie są rezerwy walutowe, cześciowo zreformowana armia i na czele facet któremu wydaje się, że jest mieszanka Iwana Kality, Piotra Wielkiego i Stalina w wersji z radzieckich filmów propagandowych. 

A co dalej? 

To zależy od nastawienia. Ja np. Kacapii nie lubię i uważam, że świat byłby znacznie lepszy bez tego tworu. I uważam, że lud kacapski nie jest w stanie się zmienić. Dopóki będzie mieć mozliwości podboju, destrukcji i mordowania- będzie to robił. Jedyny sposób ucywilizowania tego towarzystwa to downsizing do poziomu który zmusi ich do cywilizowanego zachowania. Może kiedys się nauczą. 
A obecnie jedynym wielkim przywódcą miedzynarodowym, który swoimi rządami praktycznie gwarantuje taki downsizing jest Pułkownik Hujło.

Następna powszechna wątpliwość, czyli ewentualna zmiana reżimu. Jestem przekonany, że dymisja Chruszczowa była w Rosji niepowtarzalnym wyjątkiem. To był jeden z najbardziej cywilizowanych przywódców Kacapii w całej historii i jako taki odszedł w wyjątkowy sposób. Nie sądzę, aby ktokolwiek inny był w stanie dymisję z stanowiska Wielkiego Chana przeżyć. Putin też nie przeżyje. Pytanie tylko kiedy ta dymisja nastąpi. Na to chyba nikt nie zna odpowiedzi, więc można co najwyżej podać konsekwencje. Jeśli obecny rosyjski reżim utrzyma się przez najbliższe kilka lat, to wyłącznie kosztem coraz większej degeneracji gospodarczej społecznej i zamordyzmu. Który zapanuje i zostanie, blokując jakąkolwiek mozliwość rozwoju i modernizacji. 

W skrócie- długie rządy Putina są gwarancją długoterminowego upadku Rosji

A jeśli obecne władza nie upadnie do końca obecnego dziesięciolecia to całe to państwo musi się zawalić.

Każdy z wymienionymch na początku punktów oddzielnie może zachwiać stabilnym państwem a przewrócić władzę w słabym. Dwa są trudne do przeżycia dla władzy, trzy wymagają potulnego społeczeństwa (które w Rosji jest) i zamordyzmu (który się dopiero rozpoczyna). Przetwanie państwa w kumulacji tych czterech wymaga konsekwentnego niszczenia społeczeństwa i gospodrki dla ratowania władzy. Czyli jeśli rosyjska władza przetwa do końca dziesięciolecia, to tylko kosztem gospodarki i społeczeństwa. Co przy pierwszej okazji wykorzystają ci którzy będą chcieli i potrafili, czyli odrębne kulturowo i językowo narody w Rosji. Proste.


Wynik wyborów samorządowych i co można z tym zrobić

W Polsce odbyła się farsa zwana wyborami samorządowymi. Wiadomo, że system komputerowy który miał je obsługiwać jest (był?) lamerstwem pierwszej wody. Wiadomo, że na poziomie gmin i poszczególnych komisji pojawiały się tak olbrzymie wahania liczby głosów nieważnych i frekwencji, ze jedynym rozsądnym wyjaśnieniem tego jest podejrzenie fałszerstwa, ewentualnie występujące w wielu miejscach w kraju dezinformowanie wyborców o sposobie głosowania. Dokonywane przez komisje obwodowe, bo to na tym poziomie były te anomalie. 

Na zdrowy rozum pierwsza wersja jest zdecydowanie bardziej prawdopodobna i lepiej wyjaśnia zjawisko, zresztą obie nawzajem się nie wykluczają.

Wielkiego zwycięzcę wyborów dość łatwo widać i jest to PSL, co zabawniejsze w końcu wyniki tylko tej partii się drastycznie różnią od sondaży exit pools.
Bardzo łagodnie mówiąc, istnieją bardzo poważne poszlaki, narzucające podejrzenie graniczące z pewnością, że miały miejsca liczne fałszerstwa a ich głównym beneficjentem jest PSL oraz lokalne wiejskie władze, zazwyczaj z tą partią powiązane.
Tyle co powyżej właściwie wszyscy wiedzą.

Ale co z tym można zrobić?

Jedna rzecz to oczywiście informować o nadużyciach, donosić na Policję, itd. Jeśli ktoś ma taką wiedzę czy podejrzenie. Sprawa jest poważna. Konkretnie to bardzo poważna. Mówimy o złamaniu woli suwerena i niszczeniu porządku konstytucyjnego państwa. Cóż może to nieco anegdotyczny przykład, ale wydaje mi się, że w życiu nie spotkałem żadnego wyborcy PSL, na pewno nikogo kto by miał poglądy identyfikujące się z tą partią. A jeśli jednak spotkałem jakiś wyborców, to niewątpliwie byli oni bardzo nieliczni. 
A skala nieważności głosów jest kompromitacją całej organizacji.z tego punkltu widzenia nieważne jest nawet jej przyczyna- źle przygotowane listy kandydatów, wprowadzające w błąd spoty, czy błedne informaowanie przez komisje wyborcze. Państowa Komisja Wyborcza ma jako swój jedyny konstytucyjny obowiązek nadzorować poprawne przeprowadzenie wyborów i to zwyczajnie nie zostało zrobione. Zwykła przyzwoitość nakazuje się podać do dymisji po takim wyczynie i więcej do życia publicznego nie wracać, chyba, że po wykazaniu, że próbowało się tej katastrofie zapobiec. 
Mój pierwszy postulat- niezależnie od dalszego przebiegu procesu wyborczego, Mianowicie jeśli członkowie PKW nie zrezygnują to oznacza, że są ludźmi pozbawionymi honoru i podstawowej odpowiedzialności za swoje czyny. Co w wypadku sędziego można uznać za rzecz szczególnie niegodną. 

A tłumacząc na ludzki- jeśli PKW nie będzie potrafiła dokończyc w przyzwoity i nie budzący wątpliwości sposób tych wyborów, to znaczy że powinni być traktowani jak wyrzutki społeczne. Czy ludzie którzy pomagają popełnić obrzydliwe przestępstwo lub je pomagają ukryć. 

I absolutnie nie przyjmuję do wiadomości argumentu, że nie mają wyjścia. Mają- jest to podanie się do dymisji. A być może mogą odmówić podania wyników wyborów uzasadniając, że nie są w stanie tego odpowiedzialnie i wiarygodnie zrobić. Też się da. Za to podpisywanie się pod niewykonaną pracą i prawdopodobne akceptowanie przestępstw, a być może i całego przestępczego systemu za który się ponosi odpowiedzialność?
Tu najbliższą analogią jak należy postępować jest jedynie zachowanie jakie należy mieć wobec lokalnych mętów osiedlowych. Wszyscy wiedzą, że tacy dorabiają sobie drobnymi przestępstwami czy paserstwem, ale nie bardzo są dowody, nie bardzo mozna złapać za rękę. Nic nie można zrobić, ale to wstyd dla przyzwoitego człowieka z takimi się pokazywać.

Jeśli szanowni sędzowie z PKW nie załatwią sprawy w sposób wzbudzający szacunek dla państwa, to właśnie tak powinni być traktowani. Cała powaga Rzeczypospolitej jest w ich rękach. Zobaczymy.

A drugą, lecz bardzo podobną kategorią są beneficjenci tego dziwnego zdarzenia Tu trzeba powiedzieć dwie rzeczy- tak jak jakaś odpowiedzialność PKW jest niewątpliwa, co najmniej są winni bałaganu i indolencji organizacyjnej (za co sam się podał do dymisji szef Krajowego Biura Wyborczego, ale to zdecydowanie za mało), tak nawet dożywotni wójt, choćby frekwencja w gminie wyniosła 120% i było 95% głosów nieważnych niekoniecznie musi mieć cokolwiek wspólnego z dziwnymi wynikami.

W sytuacji kryzysu konstytucyjnego także na szeregowym wójcie i radny spoczywa bardzo poważny obowiązek wyjaśnienia okoliczności tych wyborów. Do rezygnacji ze stanowiska i samorozwiązania rady gminy włącznie. Jeśli wybory były uczciwe- wygra je znowu, bez wątpliwości z mocną legitymacją. To się jak najbardziej każdemu wójtowi opłaci, bo będzie mieć w oczywisty sposób bardziej rozwiązane ręce przy zarządzaniu gminą. A jeśli będzie się mocno opierał takim pomysłom? Cóż- do rozważenia kwestia traktowania takich jak członków PKW po hipotetycznym pójsciu w zaparte.

Pozostaje kwestia PSL, działaczy i polityków tej partii

Cóż, zobaczymy, ale jeśli opowiedzą się przeciw rozpisaniu nowych wyborów samorządowych, to stawiają sie w roli co najmniej pasera. Nie ma w końcu żadnych dowodów na to, że to oni organizowali jako partia czy środowisko całą tą szopkę. Ale nie ma żadnych wątpliwości, że w zaskakującym stopniu zyskali na tak wątpliwej organizacji. Zdaje się, że są gdzieś w okolicach najwyższego wyniku wyborczego w historii, a nawet obecny jest nieprawdopodobnym zwycięstwem. I niewiarygodnym. A nie od wczoraj jest znana korelacja z poprzednich wyborów pomiędzy ilością nieważnych kart do głosowania i wysokimi wynikami PSL.Jest to organizacja, która jako całość skorzystała na bardzo niejasnym przebiegu wyborów, z olbrzymim prawdopodobieństwem skorzystania na licznych przestępstwa godzących w fundament państwa. Teraz mają okazję oczyścić się z tych podejrzeń, jeśli tego nie zrobią, nie powinno być dla nikogo dalej działającego w tej partii miejsca w życiu nie tylko politycznym, ale także publicznym. Nawet jeśli nie mają z tym nic wspólnego, obecnie mają obowiązek, jako politycy, ratować narażony na szwank autorytet państwa. Jeśli tego nie zrobią, cóż. Dość dobrym przykładem jest Komunistyczna Partia Polski. W końcu żaden przyzwoity człowiek nie mógł utrzymywać z nimi kontaktów pod groźbą faktycznej śmierci cywilnej, a działalność tej organizacji była przedmiotem działań Policji a nie dywagacji ustrojowych. I jeśli PSL nie odetnie się od tych podejrzeń czynem, a ma ku temu wszelkie możliwości, to należy go uznać za organizację państwowotwórczą w takim samym stopniu jak KPP.

Absolutnie nie namawiam tu do żadnej przemocy czy agresji. Wręcz przeciwnie. Kulturalnie  i konsekwentnie wykonana śmierć cywilna i cywilizowane okazywanie obrzydzenia taką działalnością może odnieść znacznie mocniejszy efekt. Oczywiście marsze, protesty i droga prawna też jest potrzebna. Ale bez pozbycia się ludzi, którzy dla paru złotych potrafią niszczyć konstytucję Polska nigdy nie będzie Polska.


Kacapskie porządki

Dlaczego każdy naród, który miał do czynienia z Rosją i jej sposobem sprawowania władzy, organizacji i administracji już więcej nie chce mieć nic do czynienia z władzami tego kraju i odcina się od niego tak bardzo jak może? Pisałem już poprzednio- kacapia jako metoda organizacji życia zbiorowego. Wywodząca się wprost ze Złotej Ordy nieumiejętność wpółdziałania i organizowania czegokolwiek innego niż głupia destrukcja. Koneczny wymyślił na to nazwę "cywilizacji turańskiej" i opisywał jakieś wymyślone cechy współdziałania wojskowego, itp. Po co? 

Kto to jest kacap wie prawie każdy

A jeśli nawet nie wie, to na przykładzie Krymu może się łatwo dowiedzieć

Rok temu Krym (to akurat tak samo jak i 500 lat temu) był przepięknym miejscem, z bardzo przyjemnym w lecie klimatem Rok temu, korzystając z tego klimatu względnie prosperował biznes turystyczny w biednym i skorumpowanym do cna kraju, jakim była Ukraina. Ukraina
biedna jest nadal, skorumpowana zaledwie bardzo, już nie do cna, ale za to jej władze nie sprawują kontroli nad Krymem

Oprócz tego było rolnictwo obficie korzystające z irygacji z olbrzymiego kanału doprowadzającego wody Dniepru. W miastach działała sieć elektryczna, wodna i kanalizacyjna a w ziemie ogrzewanie. To wszystko jest oczywiście radzieckiego projektu i wykonania, więc działa jak działa.Ale zawsze jakoś funkcjonowało.

Jak wiadomo, już dobrze ponad pół roku minęło od zajęcia Krymu przez Rosję

Przeżarta agenturą ukraińska armia nie stawiała specjalnego oporu i sama operacja poszła gładko. Tzw. referendum gorzej, bo oficjalnie nikt w to nie uwierzył.

Ale nie o tym. Już się wcześniej zdziwiłem, że nawet nie próbowali budować szybko mostu pontonowego przez cieśninę kerczeńską, ani nawet tymczasowych pływających instalacji portowych umożliwiających zwiększenie liczby promów. Poprawienie organizacji ruchu dla ułatwienia dostępu. Nic... Nic z tego nie zrobiono. Być może nie było takich planów. Oni po prostu zajęli kawałek terenu, przejęli pod swoją administrację 2 mln ludzi i wprowadzają swoje porządki . Kacapskie.

Zaczęło się od tego, że zamiast ludzi, którzy mieli pojęcie o działaniu tej sztucznej rzeki zasilającej Krym jakieś dziwne bandziory zaczęły się bawić śluzami i pompami. Nie przygotowano nic na rozpoczęcie sezonu irygacyjnego, więc się nie rozpoczął.

Uprawy wymagające irygacji w tym roku nawet nie zostały wysiane- bo i po co? Te które rosły wcześniej- uschły. Nie urosło praktycznie nic- to na wewnętrznych stepach Krymu.

Na nadmorskich wzgórzach jest lepiej- tam wilgoć i  opady pozwalają na naturalny wzrost winogron. Duża część winnic jest poradzieckia i wyrobom daleko do wytworności, ale są. Znaczy były, bo rosyjskie przepisy i administracja praktycznie w ogóle uniemożliwia wyrób wina i jego sprzedaż. Więc winnice w praktyce nic nie zarobiły i długo tak nie pociągną. Licencji na sprzedaż na terytorium Rosji w większości nadal brak i co najwyżej mogą sprzedawać na samym Krymie. Z czego oczywiście winny region nie jest w stanie się utrzymać.

W taki sposób można dojść do głównego biznesu Krymu, czyli turystyki. Konkretnie to byłego głównego biznesu. Przyjechało nieco turystów. Głównie z dwóch grup- Ukraińców, którzy przyjeżdżali tam od zawsze i nie bardzo wiedzieli co się dzieje, a wręcz byli zdziwieni istnieniem granicy, oraz Rosjan, którzy usłyszeli w telewizorach propagandę jak to trzeba w Rosji teraz urlop spędzać. OK, część była do tego zmuszona- urzędnicy państwowi otrzymali nakaz spędzania urlopu w kraju. Więc większość zakupiła zaświadczenia o pobycie na Krymie i spokojnie pojechała do Egiptu. Niektórzy się na Krymie naprawdę pojawili. Może im się spodoba, może nie. Na pewno im się nie podobało nawet dwie doby oczekiwania na prom.
Reszta zwykłych turystów się nie pojawiła. I nie ma się co dziwić jeśli w miejsce zwykłego gwaru turystycznych miejscowości pojawiły się pustki, nieco przestraszonych miejscowych i stada bandytów, zwanych samoobroną krymu, czy jakoś tak.

I tak sobie z wszystkim kacapstwo poczyniało, niekoniecznie kwitnącą, ale działającą lokalną gospodarkę doprowadzili do ruiny w pół roku.
Na dziś jest już mało śmiesznie, bo trwa sezon sztormów, przeprawa przez cieśninę jest wątpliwa, wkrótce może się zacząć, dość krótki tam i niekonieczny- sezon lodowy. Jeśli będzie, to promy będą stać. Bez żywności z Ukrainy nie będzie nic.
A zabawnie jest już teraz. Otóż, co było od dawna do przewidzenia, na Krymie brakuje wody. W Sewastopolu już trwa awaryjne zasilanie, w części dzielnic woda w sieci jest 2-3 godziny dziennie, w części wcale. Sytuacja jest taka, że stanu zbiorników na to obecne awaryjne zasilanie starczy na jeszcze ok 2 tygodnie. Potem jeszcze miesiąc spuszczania wody ze zbiorników poniżej normalnego dopuszczalnego technicznie poziomu. Znaczy ta woda tam fizycznie jest, ale jej usunięcie grozi uszkodzeniem zapór, nieprzyjemnym zachowaniem mułu z dna zbiorników, itp. Z końcem roku już nie będzie żadnej. 
Te zbiorniki powinny być zasilane wodami spływającymi z gór i opadami. Ale deszczu nie ma. To ostatnie to oczywiście nie jest kwestia kacapskiej administracji. Choć oczywiście kwestionowanie faktu zmian klimatu też należy do sztandarów kacapstwa (to akurat nie tylko kacapstwa). Ma za to duży związek z brakiem awaryjnego zarządzania wodą już od początku i zużyciem zawartości tego zbiornika na irygację w miejsce wyschniętego kanału.

A za tym idzie energetyka. 

Produkcja energii elektrycznej ze spalania, najbardziej w elektrowniach węglowych i atomowych, wymaga olbrzymich ilości wody.Której nie ma. A sieć ciepłownicza jest zasilana z elektrociepłowni. Która potrzebuje wody. Której nie ma. Oczywiście mogłaby być, gdyby przy kanale znaleźli się we właściwym czasie fachowcy, albo ktoś by potrafił się dogadać w sprawie dostaw wody, albo logistycy cywili lub wojskowi Rosji by potrafili zaprojektować i zbudować rurociąg dostarczający wodę pitną i do elektrowni na Krym. Albo w ostateczności zorganizować dostawy tankowcami z Donu- relatywnie blisko, nie taki strasznie duży koszt na awaryjne rozwiązania i możliwe bardzo szybko. A tymczasem NIC.
Wielki szał zajęcia terytorium, zrujnowanie gospodarki tego terytorium bez sensu w pół roku, a następnie zatruwanie życia ludziom, bo o drastycznych podwyżkach cen żywności i właściwie wszystkiego nie warto wspominać. Ludzie ogłupieni propagandą nawet czasem popierali zajęcie Krymu przez Rosję. Spodziewali się rosyjskich zarobków. A dokładnie to moskiewskich, ale że migrujący robotnicy pracują tylko w Moskwie, to inni myślą, że w całej Rosji są takie zarobki. A w Moskwie są wyższe niż na Ukrainie. Dopiero potem się dowiedzieli, że na rosyjskiej prowincji są niższe niż na ukraińskiej prowincji...A koszty życia w Rosji wyższe. Więc mają rosyjskie zarobki. I ceny też.

I tego się mieszkańcy Krymu dowiedzieli. Na własnej skórze. 
I to co w nachalnej propagandzie wygląda na nowy wspaniały świat, jest w rzeczywistości bandą kacapów, którzy potrafią rozwalić każdą strukturę społeczną w kilka miesięcy. Nie ma to żadnego związku z taką czy inną gospodarką, pieniędzmi, surowcami itp. To ma kompletny i całkowity związek z kacapską bezmyślnością, pogardą dla samodzielnej inicjatywy, strachem przed organizacją ludzi i nieudolnością scentralizowanej administracji. Efekty- tam, gdzie potrzeba odrobiny samodzielności i improwizacji na dużą skalę nie dzieje się nic. Tam gdzie potrzeba myślenia o przyszłości i o obywatelach (poddanych, niewolnikach?) tam nie dzieje się nic. Tam gdzie można coś zrabować, albo wymusić łapówki- tam działają sprawnie. Oraz niezwykle sprawni są w kreowaniu swojego obrazu jako normalny gospodarzy normalnego państwa. I to nam doskonale pokazuje przykład Krymu


Lewica w Polsce?

W Polsce jest jedna,bardzo charakterystyczna cecha sceny politycznej. Nie ma żadnej oferty politycznej dla normalnych ludzi o lewicowych przekonaniach. 

Po prostu nie ma. Na kogo może w Polsce zagłosować antyklerykalny zwolennik równości społecznej oraz jednocześnie osoba patriotyczna i uczciwa? 

Po sposobie prowadzenia śledztwa w sprawie śmierci prezydenta, dyplomacji, zwłaszcza na wschodzie, nadzoru nad inwestycjami (drogi, kolej porty), nadzoru na reformą armii, etc., nawet pomijając cały zestaw afer, żaden zachowujący minimum poinformowania o sprawach Polski i minimum przyzwoitości człowiek nie powinien mieć z obecnie rządzącym środowiskiem nic wspólnego. I właściwie nie jest problemem tutaj Platforma Obywatelska jako taka. Problemem jest całe środowisko, które bryluje wspólnie w polityce i mediach, znakomicie organizując sobie wzajemnie "deale" do łupienia kraju. Ot, zdarzy się jakieś niedopatrzenie w przepisach, powstanie firma, która akurat na tym korzysta i ma znakomitą opinię w głównych mediach- mechanizm typowy do rzygu. Uważny obserwator powinien wymienić takich co najmniej z 20 z czasów III RP. A większość tych afer, jeśli nie wszystkie gdzieś zahacza o tzw. "środowisko Unii Demokratycznej", dawniej zwane lewicą laicką, 

To towarzystwo znakomicie zmonopolizowało na pewien czas całe struktury władzy i cała dyskusję polityczną Polski. Jedyną platformą, na jakiej można się było przeciw nim zorganizować była prokościelna prawica. A mówiąc wprost- bez wsparcia, choćby przez życzliwe udostępnianie na spotkania salek parafialnych, nikt nie był w stanie wystarczająco się zorganizować, aby naruszyć monopol kreowania rządów jaki miała Gazeta Wyborcza i jej okolice do afery Rywina.

I mamy to towarzystwo. Zestaw bardzo dziwnych ludzi, dzieci i wnuków stalinistów, powiązanych najbardziej mętnymi więzami z radzieckimi służbami specjalnymi, Z osławioną prywatyzacją najnowocześniejszej fabryki samochodów na wschód od Łaby i jednej z nowocześniejszych w Europie za niecałe 1800 dolarów. Oczywiście z polskiej strony tą umowę podpisywał kolejny "as wywiadu" i późniejszy założyciel Platformy Obywatelskiej.

To tak, gdyby komuś brakowało argumentów. Ich naprawdę nie brakuje, są zakrzykiwane. Czasem do stopnia komicznego,ale zadziwiająco skutecznego. Np. nie sądziłem, że może istnieć ktokolwiek interesujący się polskimi sprawami, kto wierzy w oficjalny życiorys Lecha Wałęsy. A jednak. Własnie o lewicowych przekonania emigrant, biorący informacje z głównych mediów miał szanse się w ogóle nie dowiedzieć o kolejnych wyrokach jednoznacznie rozstrzygających kwestię przeszłości Lecha Wałęsy. I to jest właśnie tragedia.

Drogi wyborco lewicowy. Odłóż na chwilę sympatie partyjne. Ideologię i wszystko. I po prostu posłuchaj, a jeszcze lepiej przeczytaj w całości przemówienia obecnej pani premier, obecnego marszałka sejmu, poprzedniego ministra transportu.  Tylko w miarę możliwości należy wybrać te mniej korygowane i ustawiane. W wypadku ministra i marszałka znakomicie nadają się nagrania z restauracji "Sowa i Przyjaciele". A potem zadaj sobie podstawowe pytanie- nie o poglądy, a o kwalifikacje fachowe i moralne tych ludzi do sprawowania jakichkolwiek stanowisk. Np. kierownika sklepu warzywnego albo myjni samochodowej. 

A teraz o różnicy w poważnych sprawach. Kwestia przyszłości energetycznej Polski jest sprawą bardzo poważną. W największym skrócie w PO, SLD i PSL nie ma praktycznie nikogo, kto miałby o tym jakiekolwiek większe pojęcie, ale im to nie przeszkadza (z pewnym wyjątkiem Pawlaka z PSL). Nie przeszkadza im to, ponieważ celem dla całego tego towarzystwa nie jest interes narodowy. Nie jest nawet dobre wykonywanie pracy do której zostali najęci. Priorytetem jest ilość lodów, które można ukręcić (to dokładnie posługując się językiem tego towarzystwa- może za wyjątkiem dla niektórych z nich zbyt skomplikowanego słowa "priorytet"). A w Polsce nakładają się interesy Rosji i monopolu gazowego oraz sprzedaży ropy (to wszyscy wiedzą), oraz, co mniej znane, znajdujących się w ciężkiej sytuacji dostawców tradycyjnej energetyki, a najbardziej na krawędzi bankructwa francuskich sprzedawców rozwiązań dla energetyki atomowej.

Ci wszyscy zainteresowani, nazywając po imieniu Gazprom, Siemens i Alstom, razem z ambasadami ich krajów inwestują olbrzymie pieniądze w promowanie swoich interesów. Oczywiście nie przez jakieś głupie reklamy, tylko kupowanie przychylności dziennikarzy oraz polityków. I teraz towarzystwo z maszyną do lodów w herbie się tylko zapyta "ile można dostać", nie zadając żadnych pytań o sens czy konsekwencje dla kraju, bo to po prostu nie ich sprawa. Na tym tle ludzie z PiS wyglądają głupio. Bo po prostu nie mają pojęcia i często gadają od rzeczy. Z bardzo prostego powodu- polska debata publiczna jest tak zniszczona, że ten kto ma skrypt z Siemensa lub Gazpromu mówi ładnie i składnie (z tymi Gazpromowymi to różnie bywa, to jednak Kacapy). Ten kto próbuje wyrobić sobie własne zdanie na podstawie polskich źródeł- ma problem. I to duży. Ponieważ jeśli nawet nie jest to bezpośrednio propaganda, jest to bardzo często powielanie obcej propagandy. Jak ktoś się próbuje bronić, musi być mocno skonfundowany. Tu najlepszym dowodem jest rozpoczęcie, absolutnie pozbawionej sensu ekonomicznego, inwestycji w elektrownię atomową, wydawanie ciężkiej forsy z budżetu na także bezsensowne modernizacje starych bloków energetycznych. A z drugiej strony słyszałem o pewnym drugorzędnym polityku PiS, który próbował się wybić jako ekspert energetyczny na takich samych ekspertyzach z Gazpromu i Alstomu i bardzo elegancko został odstawiony na bardzo boczny tor w partii. Czyli jest jakaś nadzieja.

Po tym przykładziku wracamy do głównego problemu. Polska nie będzie w stanie się dobrze rządzić bez demokracji. A demokracji nie będzie bez normalnej lewicy. Normalnej tj. mającej społeczne poglądy inne niż prawica, dyskutującej w sprawach gospodarczych i społecznych, ale zdolnej do natychmiastowej zgody w sprawach państwowych. 

Pewną kpiną z wszystkiego jest fakt, ze facet, który w karierze politycznej był już działaczem katolickim i chyba też narodowym, a może sportowym, nagle założył partię której jedyną cechą był antyklerykalizm i dostał 10 % głosów. Wręcz nie wypada wspominać, że nawet głupiej koncesji na hurtowy obrót alkoholem w Polsce nie dostał nikt spoza esbeckiego towarzystwa, więc i spory producent tych alkoholi taki samodzielny to politycznie nie był- taka podpowiedź, jeśli z pierwszego zdanie ktoś się jeszcze nie domyślił. Jeśli już miałbym głosować na esbeków to zasadniczo bym wybrał bezpośrednio SLD. Ale to oczywiście indywidualna sprawa. Ja ich znam zbyt dobrze, źle się czuję z tym bydłem w jednym kraju...

A odpowiadając na najważniejszy problem- skąd wziąć taką normalną, antykościelną, lewicową, patriotyczną partię? Nie wiem. Chyba najlepszym sposobem by był podział PiS. Ale nie podział na kanapie, tylko podział na dwie duże partie, co oznacza najpierw coś w okolicach monopolu na władzę. Z dominacją w mediach i społeczeństwie. Czy to możliwe?  Wydaje się, że dopiero przy pewnej równowadze medialnej i co najmniej kilku przedstawicielach władzy za kratami. W sumie np. Ewa Kopacz by się znakomicie nadawała. Kwestia straszenia "powrotem kryminalistów do władzy" mogłaby zapewnić z dwie bezpieczne kadencje, co by mogło wystarczyć do podziału na odpowiedniki centroprawicy i centrolewicy w zachodnim stylu.
Ale czy antykościelni i lewicowi wyborczy potrafią się en mass odwrócić od "salonu"?