Trochę o ochronie zabytków


Tym razem muszę ulać trochę żółci, które mnie zalała. Wczoraj to tępe bydle, burmistrz Buenos Aires ogłosiło, że wycofuje z eksploatacji stare składy jeżdżące na linii metra A. O co chodzi? Tym razem o piękno. Te składy mają po 90-99 lat i są nie tylko zupełnie sprawne techniczne, ale nawet najbardziej bezawaryjne ze wszystkich systemów transportu miejskiego na świecie i przy okazji dość energooszczędne (bo relatywnie lekkie). Ale przede wszystkim są piękne. Nadwozia wykonane w całości ze szlachetnego drewna, wykończone skórą, z lustrami w wagonach, itp. Oczywiście, używane na co dzień noszą ślady tego używania przez prawie 100 lat, ale wyglądają, mimo wszystko, jakby mogły jeździć następne 100 lat. Ale przede wszystkim wyglądają jak cała reszta tego klasycznego Buenos Aires- pełnego elegancji i piękna. Jak się patrzy na kolejny wyburzony stary budynek z jedynie pozostawioną fasadą, za którym rośnie kolejne 30-piętrowe paskudztwo, zwłaszcza przyjechawszy z kraju, który takiej klasycznej substancji miasta tak wiele utracił, naprawdę się serce kraja. I teraz klasyczne Subte. Bydle, po prostu i tyle.
A swoją drogą jeszcze to dość zabawnie urządził- przez półtorej roku, wbrew podpisanemu przez siebie porozumieniu, nie chciał przejąć sieci metra od władz federalnych (choć, jak najbardziej samo miasto podwyższyło ceny biletów) i nadal nie jest jego formalnym właścicielem ani zwierzchnikiem (bo to ma nastąpić od początku roku- ale, OK wiadomo, że będzie). Przez te ostatnie półtorej roku w porcie sobie stoi i rdzewieje kilkanaście czy kilkadziesiąt nowych składów, tak samo na otwarcie czeka chyba 10 nowych stacji metra- których nie można było uruchomić, bo po prostu brakuje taboru (który stoi i rdzewieje w porcie, kupiony przez rząd federalny, bo Macri twierdził, że on tego nie chce). Więc ogłosił, że od 15 stycznia zamyka linię A na maksymalnie 3 miesiące, może krócej. WTF?? Dla wymiany taboru??? Jeszcze oczywiście jakiś tam prac remontowych, ale to przecież na całym świecie się robi w nocy, ewentualnie zamyka na kilka weekendów. Zarówno związkowcy jak też fachowcy od transportu po prostu nie wiedza co powiedzieć o tym, oprócz tego, że jest to absurd- nawet nie dyskutując o wycofaniu starych składów, ale o zamknięciu linii na taki czas. Linia ta, swoją drogą, łączy centrum biurowe z jednym z trzech największych dworców podmiejskich- więc oczywiście wyłączenie jej się dołoży trochę do tradycyjnego chaosu w mieście....
Jedno z zupełnie logicznych wyjaśnień tego- jeśli się uda wystarczająco zdestabilizować sytuację, to może jednak rząd federalny upadnie, albo przynajmniej peroniści przegrają wybory w 2015, i znajdzie się ktoś, kto go w razie czego ułaskawi. Co prawda jeszcze nie został skazany, ale to akurat kwestia czasu i przeciążenia sądów karnych sprawami funkcjonariuszy z czasów dyktatury.
A że ja sobie twierdzę, że sam robi nieopisany burdel w mieście- i co z tego? Wiodąca Stacja Informacyjna od wiadomości nie całkiem prawdziwych i całkowicie zmyślonych nie takie rzeczy potrafi zwalić na peronistów.

Zmiana paradygmatu ekonomii


Jak wiadomo długotrwałym czytelnikom bloga, w trakcie jego pisania nieco zmieniłem poglądy gospodarcze. Bezpośrednim powodem tego było zapoznanie się z obecnym systemem gospodarczym Argentyny (a raczej prowadzoną polityką) i wielce odkrywcze spostrzeżenie, że to działa. Tak jak nadal uważam, że maksymalne zwiększanie wolności gospodarczej jest korzystne dla społeczeństwa jako ogółu, tak też za najistotniejsze ograniczenie dla tejże wolności zacząłem postrzegać nie działalność rządów, ale międzynarodowych korporacji, ustalających własne reguły gry i niszczących, często w bezwzględny i nieetyczny sposób lokalne gospodarki. O czym sam nie miałem pojęcia wcześniej- w Ameryce Łacińskiej i Brazylii powstała właściwie nowa szkoła ekonomii, kompletnie nie znana w anglojęzycznym świecie, oczywiście w Polsce też. Nie podawałem dotychczas żadnych źródeł- z prostego powodu- wszystkie które znałem, były po hiszpańsku, ewentualnie portugalsku. Na szczęście, jeden z wybitniejszych przedstawicieli tejże szkoły ekonomii jest z pochodzenia Polakiem i trochę pisał po polsku, co tez jest dostępne na jego stronie. Na początek mogę polecić wywiad dla GW, a potem zdecydowanie polecam zapoznanie się z całością prac. Po przeczytaniu całości przez niektórych mam nadzieję się pożegnać z korwinowskimi bzdetami w komentarzach.
Tu całość, dostępna na licencji copyleft.    

13 grudnia, czyli życzenia


W świecie który zaczyna być coraz bardziej niestabilny, w miejscu tego świata, które obrywa zawsze w wypadku światowej zawieruchy- czyli w Polsce powinna się teraz toczyć intensywna debata co dalej robić. Jednak możliwość prowadzenia takiej debaty zależy wprost od możliwości wypowiedzi i oddziaływania ludzi, którzy mają jakąś wiedzę fachową i wizję jej zastosowania w kraju. Delikatnie mówiąc, obecne elity rządzące są od tego bardzo dalekie. Ale psim obowiązkiem rządzących jest tworzenie ram dla debaty publicznej i organizowania się społeczeństwa. Ludzie mają taką potrzebę i ona jest dla społeczeństwa jako całości dobra- o ile elity na to pozwalają. Czasem, szczęśliwie, pomimo tego, że nie pozwalają- ludzie i tak zaczynają tworzyć naród i społeczeństwo- jak w Polsce 1980 roku. I złamanie właśnie tego jest zwyczajną zbrodnią stanu.
Stąd, z okazji kolejnej rocznicy 13 grudnia, przyłączam się do życzeń, jakże pięknych, dla Towarzysza Generała. A także, sądzę, czas je także zadedykować wszystkim odpowiedzialnym za uwięzienie „Starucha”, prowokacje policji na demonstracjach i marszach, milion podsłuchów, wyśmiewanie lub zamilczanie w mediach debat ekonomicznych i prób dojścia do prawdy o wypadku w Smoleńsku.  
A oto moje najlepsze życzenia- tak krótko, z ogólnego ciężkiego braku czasu:

Sępy bez kolacji, czyli bezczelność popłaca


Sprawę starego zadłużenia Argentyny i sępich funduszy można uważać za zakończoną. Sąd okręgowy dla Manhattanu w pełnym składzie wstrzymał wykonalność wyroku wydanego przez sędziego Griesę. Zaraz potem Międzynarodowa Organizacja Morska oficjalnie potwierdziła, że ARA Libertad jest okrętem i jako taki nie może być zajęty. Oczywiście, wyrok i zajęcie nadal formalnie istnieje, ale jestem praktycznie pewien, że wyrok zostanie uchylony, a okręt oddany. Po prostu- po jego wydaniu i analizie konsekwencji, ładnych parę osób się dość mocno przeraziło. Pół biedy, gdyby Argentyna miała zamiar ten wyrok wykonać, ale po jego wydaniu stało się kompletnie jasne, że tak się by nie stało. Za to, jak pisałem, dał on do ręki rządowi Argentyny potężne narzędzie mogące solidnie zdestabilizować system finansowy USA. Oczywiście elity Wall Street nie mogą na to pozwolić. Cóż- mleko się rozlało, nikt takiego wyroku się nie spodziewał, czas na damage control. 
Zapewne jakiś plan już istnieje- zresztą, logicznie rzecz biorąc, jest on oczywisty. To jest zapewne koniec kariery Paul Singera (powoda, który doprowadził do wyroku przeciw Argentynie) i czas na jego emeryturę. Krzywdy mu nikt nie zrobi, ale też nie pozwoli dalej robić interesów. Za kilka lat zapadnie wyrok w Sądzie Najwyższym USA, jak nikt już nie będzie pamiętać, o co chodziło. Albo też nigdy nie zapadnie. Następnie- oczywiście w mediach sprawę należy jak najszybciej rozmyć i zakopać. Zresztą to rozmywanie wyroku już się zaczęło- np. pod pretekstem, że nie ma on zastosowania do nowszych emisji obligacji, bo klauzula głosowania wierzycieli uchyla klauzulę pari passu, i inne tego typu łamańce prawne (obiektywnie rzecz biorąc to akurat jest bzdura, ale nikogo to nie obchodzi i obchodzić nie będzie- sygnał jest wyraźny- następnych takich wyroków nie bedzie)
Czyli- podsumowując- jasna i bezczelna deklaracja o braku zamiaru wykonania wyroku, spowodowała zawieszenie wykonalności tegoż. Tak od razu odpowiadam, gdyby znów jakiś troll- korwinista coś pieprzył o jakieś równości wobec prawa, czy tego, że długi zawsze należy spłacać, czy inne oczywiste bzdury. Zresztą nawet sędzia Griesa w wyroku i jego uzasadnieniu podkreślał, że długi jak najbardziej można restrukturyzować.
To co jest w tej chwili interesujące- to odpowiedź na pytanie, czy uda się banksterce przywrócić choć szczątkowe zaufanie do amerykańskiego systemu prawnego i wymiaru sprawiedliwości- bo na dziś, po sprawach Apple v. Samsung i argentyńskich obligacji wydaje się złamane. Oczywiście z jednej strony smamy narodowe rządy Ameryki Południowej, które z powodów politycznych zdecydowanie podziękowały Wall Street i okolicom za współpracę, a z drugiej różnych matołów, którym brakuje podstawowej orientacji w świecie, a przez przypadek są prezydentami, premierami i ministrami finansów i podpiszą wszystko co im do podpisania „przyjaciele” podeślą. Ale gdzieś pośrodku jest garść państw, które mniej lub bardziej dbają o swój interes i to one zaprzestaną/ograniczą emisję obligacji według prawa USA, tak samo część korporacji. Po prostu- ze względu na bezpieczeństwo prawne właśnie, lepiej będzie szukać kapitału w Londynie, Tokio i Frankfurcie niż w Nowym Jorku. Co zresztą paradoksalnie jest długoterminowo korzystne dla USA, a samej banksterce nie zaszkodzi. Spowoduje oczywiście odpływ kapitału z USA do innych ośrodków, więc będzie to presja na osłabienie dolara do innych walut, czyli przynajmniej teoretyczna możliwość eksportu wyrobów tego co tam jeszcze z przemysłu zostało w USA. Za to oczywiście jest to dalsze osłabianie siły USA, opierającej się przecież obecnie nie na przemyśle, tylko właśnie na banksterce i światowej dominacji na rynkach finansowych. Drugim filarem jest dominacja propagandowa anglosaskiej oligarchii medialnej. I właśnie ten drugi filar czeka wielki sprawdzian w celu podtrzymania pierwszego. Podejrzewam, że jakikolwiek temat Argentyny, już zwłaszcza „starych” długów zniknie z głównych mediów kompletnie, a dotychczasowe artykuły pisane regularnie metodą ctrl-c, ctrl-v o „dawnej pięknej Argentynie, która kleptokraci spod znaku K straszliwie niszczą” nieco się zmienią. Jestem bardzo ciekaw jak. To będzie bardzo pouczająca lekcja profesjonalizmu mediów (i to piszę zupełnie bez ironii).

Odlot sądowy


Właśnie się przez argentyńskie (co oczywiste i na pierwszych stronach) oraz światowe (to mniej) media przetoczyła fala informacji o wyroku w sprawie NML Capital Ltd. przeciwko Republice Argentyny. Najpierw informacje w skrócie- wyrok zapadł przez sądem odwoławczym dla Manhattanu. W treści wyroku jest zobowiązanie do przekazania środków zleconych do zapłaty przez Republikę Argentyny dla tegoż sępiego funduszu. I ciekawy jest zestaw podmiotów zobowiązanych do tegoż przekazania- czyli właściwie miejsc gdzie sępy mogą zwinąć kasę- otóż jest to wprost wskazana lista przykładowych (ale nie wyłączna) „agentów działających na zlecenie Republiki Argentyny”, którą otwiera bank obsługujący spłatę obligacji (znaczy tych spłacanych, zrestrukturyzowanych)- to jeszcze względnie można zrozumieć, ale dalej to jest po prostu kompletny odlot. Sąd także przyznał powodom prawo do zajęcia środków u firmy w której są zdeponowane obligacje oraz od ….systemu clearingowego.
To jest wyrok sądu odwoławczego i w trakcie już postępowania odwoławczego wnioski o kompletne lub częściowe uchylenie wyroku (czyli po stronie Argentyny) składali nie tylko zrestrukturyzowani wierzyciele, ale także właśnie bank Mellon of New York (rozliczający spłatę obligacji) oraz tenże operator systemu clearingowego, czyli FED. Ta ostatnia dwójka argumentowała, że wyrok w takim kształcie może doprowadzić do rozwalenia całego systemu bankowego. I czytając tą argumentację- ewidentnie FED ma rację. Co więcej- na mocy tego wyroku będzie zobowiązany do szczegółowej identyfikacji każdego przelewu, aby sprawdzić czy przypadkiem oryginalnym wysyłającym nie jest Republika Argentyny. Kolejny odlot- bo to oczywiście wymaga zmiany CAŁEGO systemu dokonywania transakcji bankowych.
Proste- tak naprawdę, jeśli uznać to za precedens, oznacza to, że jeśli dany podmiot nie wykona jakiegoś wyroku- to wyrok ten ma wykonać każdy inny podmiot przez który kiedykolwiek będą przechodzić pieniądze dłużnika, niezależnie czy sobie z tego zdaje sprawę, czy nie. Czysty odlot. Inaczej tego nie można nazwać.
W tym konkretnym wypadku, oznacza to, że jeśli Argentyna nie zapłaci NML Capital, za to dokona jakiegokolwiek przelewu przechodzącego przez USA- to ma to zapłacić FED. Ponadto, ze tego cudnego wyroku wynika, że właściwie żadna restrukturyzacja obligacji- nie tylko państwowych, nie jest możliwa, bo tak czy inaczej wierzycieli należy spłacić w 100%.
Po tej drobnej analizie konsekwencji- widać kto tak naprawdę ten proces przegrał- wiarygodność amerykańskiego systemu prawnego i bankowego. To, czy Argentyna zapłaci te 1 mld 300 mln dolarów, czy nie, ma znaczenie dla rządu i kraju wyłącznie ambicjonalne- bo i tak grudniowa rata obligacji to jest prawie 3,5 mld, kasa spokojnie jest i nikt tego specjalnie nie zauważy.
Inna sprawa, że „rynki” obstawiają, że jeśli rząd Argentyny ma zapłacić zarówno zrestrukturyzowanym, jak też „sępom”, to nie zapłaci nikomu. Jakikolwiek rating, czy cokolwiek dla zaciągania długów rząd ma generalnie głęboko gdzieś, bo obligi są spłacane, a nie rolowane i nowych długów się nie zaciąga. Zresztą- po przeczytaniu wyroku zacząłem mieć pewne podejrzenia,że tutejszy rząd, który jak najbardziej jest bezczelny i cyniczny, świadomie sprowokował taki wyrok. Otóż- przy takiej sprawie oczywistym jest, że przestudiowano dokładnie zwyczaje i styl orzekania sędziego, a niecały miesiąc temu zarówno minister ekonomii, jak też jeszcze to powtórzyła Prezydenta, zapowiedzieli, że „sępom” nie mają najmniejszego zamiaru zapłacić nawet dolara- te właśnie wypowiedzi stały się główną treścią uzasadnienia wyroku. Zresztą już po wyroku, minister spraw zagranicznych, oprócz oczywiście oburzenia na tenże amerykański sąd i naruszenie suwerenności Argentyny, generalnie sobie robił żarty z wyroku.
Tak, czy inaczej największym przegranym w tej sprawie jest amerykański system bankowy oraz kraje stojące obecnie przed perspektywą restrukturyzacji- czyli przede wszystkim PIGS. A zrestrukturyzowane obligacje? Cóż- to też jest pewna kwestia ambicjonalna i rząd po prostu chce je spłacać. Oczywiście można to zrobić np. tak, że te pieniądze zostaną przelane na otwarte dla każdego wierzyciela z osobna rachunki bankowe w Argentynie.
Wtedy dopiero się zacznie jazda- jak wierzyciele sami będą przesyłać te pieniądze do USA- bo tenże wyrok może być także zinterpretowany jako umożliwiający zajęcie wewnątrz amerykańskiego systemu bankowego właśnie takiej kasy- z która zupełnie oczywiście Republika Argentyny nie będzie miała już kompletnie nic wspólnego. Oczywiście taka kasa by była zajmowana w kompletnie przypadkowy sposób (na co akurat trafią wierzyciele)- czyli znów po prostu upoważnienie do zajumania 1,3 mld dolarów z systemu bankowego w przypadkowy sposób. Rewelka!!!- po prostu miliard z hakiem przelewów nie dotrze. Co w sumie nieco potwierdza tezę, że ten wyrok w Różowym Domu opito szampanem, bo jak wiadomo, obecny rząd Argentyny nie pała miłością do USA, a do banksterów w szczególności- a relatywnie tanie i solidne zdestabilizowanie przeciwnika jego własną bronią- to całkiem dobry wyczyn.
Tak czy inaczej, wszystkie konsekwencje tego wyroku są nawet niemożliwe do wyobrażenia sobie. Wyrok jest prawomocny i wykonalny, więc- jest zabawnie. Teoretycznie przysługuje jeszcze zaskarżenie do Sądu Najwyższego USA, ale dla praktycznych konsekwencji nie ma to żadnego znaczenia- zanim SN rozpatrzy sprawę, wszystkie szkody już się staną- chyba, że bardzo szybko (w ciągu najwyżej 2 tyg) wykonalność zostanie zawieszona.
A tymczasem ja w piękny sobotni wieczór mogę się oddać degustacji najlepszego rumu na świecie, czyli Havana Club, podczas gdy mieszkańcy USA są skazani przez swoje władze i sądy na jego tandetną podróbkę produkowaną przez Bacardi. Otóż kubański rząd, co nie jest powszechnie znane- dość konsekwentnie broni w sądach swoich marek i znaków towarowych. Taki proces się odbył też w USA, który akurat został przez Kubę przegrany- ponieważ „nie wykonuje swoich praw właściciela znaku towarowego”. To, że kubańskich produktów w USA nie ma przez embargo nałożone przez rząd USA, podczas gdy są w 100 innych krajach to oczywiście sądu nie obchodziło i Bacardi sprzedaje za ciężka forsę tandetny syf (choć przemycane cygara można spokojnie kupić). Zresztą kubańskie wyroby generalnie polecam- nie tylko cygara i rum, także kawę- jak wszystkie kubańskie wyroby droga jak cholera, ale warta każdej złotówki.
A jak ktoś zainteresowany- skany wyroku i pism procesowych można sobie ściągnąć tu.

Początek końca, czyli państwo zdało egzamin..... ale podziemne


Ja też o Marszu Niepodległości. Wiele już powiedziano o policyjnej prowokacji, sprawa wydaje się jasna, na dłuższą metę ma pewne znaczenie. Znaczy- największe znaczenie ma jej skutek- czyli relatywnie brak skutku. Jak widzę z relacji, dzięki postawie organizatorów i kilku posłów- prowokacja nie zadziałała. Obejrzałem sobie kilka filmików z tej imprezy i jestem raczej przekonany, że scenariusz postępowania w razie prowokacji został przygotowany i może przećwiczony wcześniej. Zachowanie Mariana Kowalskiego i posłów to był po prostu pełen profesjonalizm- a zwłaszcza fakt, że tak szybko zorientowali się w sytuacji i podjęli odpowiednie (jak przyszłość pokazała) działania- raczej potwierdza tezę o uprzednim przygotowaniu.
Ale to wszystko ma poboczne znaczenie- najważniejsze jest to, że coś się złamało. Złamała się z jednej strony wiara w III Rzeczpospolitą (dla tych, którzy tam przybyli nie do końca popierając stanowisko narodowców), czy wiara w siłę tejże 3 RP (dla tych, którzy są jej z pozycji narodowych przeciwni). Zwłaszcza to drugie jest dość spektakularnie widoczne. Patrząc z boku- odbyła się bitwa pomiędzy siłami narodowymi i 3 RP. Republika Okrągłego Stołu tą bitwę przegrała i to sromotnie. Właśnie dlatego, że nic wielkiego się nie wydarzyło. Relatywny spokój kilkudziesięciotysięcznego tłumu był zdecydowanie bardziej znaczący niż ewentualne parę wybitych szyb i kilkudziesięciu policjantów w szpitalach. Pokazał, że przynajmniej ci, którzy na tą demonstrację przyszli i zostali, ze zwykłymi prowokacjami potrafią sobie poradzić. Tak samo potrafią sobie poradzić z wielką manifestacją. To oznacza, że dotychczasowe policyjne (albo esbeckie) metody nie działają. Czyli pierwsza bitwa wygrana. Będą następne. I tym razem władza zda sobie sprawę, że gumowymi kulami nic nie zdziała. To jest smutne, ale nieuchronne.
Choć- patrząc od strony obecnego układu- mają jeszcze jakieś możliwości. Obecnie wybór polega na tym, że mogą się relatywnie szybko poddać, dopuścić „rząd techniczny” proponowany przez PiS i zbierać siły, szukając następnego „okrągłego stołu”, licząc na to, że mimo wszystko „oswojony” PiS to mniejsze zło. Tylko do tego potrzeba choćby odrobiny strategicznego myślenia, o co obecny rząd dość trudno podejrzewać. Ale oczywiście- rząd to jedno, a jego zaplecze to drugie- zaplecze, czyli garść ludzi, zarabiających duże pieniądze na tym, że przy władzy jest układ taki, a nie inny. I to oni podejmą prawdziwą decyzję. Oczywiście przesłanki tej decyzji są proste- czy więcej stracą na ryzyku, że władza się kompletnie sypnie i wpadnie w ręce ludzi z ich punktu widzenia nieprzewidywalnych, czy na tym, że oddadzą wpływy w ręce umiarkowane już wkrótce i zabraknie czasu. Tego oczywiście nie wiem- tak jak nikt tego nie wie. Uważni czytelnicy wiedzą, że po 11 listopada zapanowała praktycznie panika w „salonie”. Można sobie poczytać teksty Adama Michnika z ostatniego tygodnia- który raczej stara się znaleźć pole dla jakiegoś kompromisu i kontrolowanego oddania części władzy. W oczywistej sprzeczności z tym stoi wykrycie wielkiego spisku anarchistów z ABW oraz jednego naukowca od materiałów wybuchowych. Czyli- nie ma decyzji, co robić dalej. Cokolwiek będzie zdecydowane, tak czy inaczej egzekucja tego będzie tak nieudolna jak wszystko co obecna władza robi- i w tym miejscu zaczynają się ciekawe implikacje.
Najpierw- oczywiście pytanie, czy przy następnej tego typu demonstracji zapadnie decyzja o użyciu ostrej amunicji- skoro gumowa już nie działa- to jedyna logiczna konsekwencja. Ale to nie wszystko. Nie żyjemy w 1956, kiedy poborowym można było wmówić, że w Poznaniu Niemcy zaatakowali, ani nawet w latach 80-tych, kiedy wystarczyło zomowców odciąć od jakichkolwiek informacji zewnętrznych, aby ich zmotywować do działania. Dziś nawet plutony specjalne Oddziałów Prewencji Policji mają dostęp do mediów i internetu. Więc, jak najbardziej, istnieje szansa, że spora część ich funkcjonariuszy zachowa zdrowy rozsądek i wybierze się na zwolnienia lekarskie (bo oczywiście odmowa wykonania rozkazu jeszcze wygląda na zbyt ryzykowną). To będzie kolejny krok do końca obecnego ustroju. Właściwie pewny- bo na rozsądek zwykłych ludzi raczej można liczyć, nawet jeśli to mundurowi. Teraz druga strona- można też założyć, że władza w razie czego znajdzie garść ludzi zdolnych do użycia ostrej amunicji. Zresztą- zawsze wzorem łódzkich juwenalii komuś może się coś pomylić w magazynie. To będzie prawdziwy test. I ludzi i władzy. Punkt bez powrotu, który prawdopodobnie nastąpi. Każdy kto wyda taki rozkaz i będzie uczestniczył w jego wykonaniu będzie się musiał liczyć z długoletnią odsiadką lub latarnią. Każdy kto stanie naprzeciwko- z oddaniem życia.
Jako, że ostatnio piszę raczej o świecie, tekst tylko o sytuacji w Polsce może się wydać dziwny- ale akurat teraz sytuacja w Polsce ma pewien wpływ na losy świata. W Polsce splatają się interesy Niemiec Rosji i USA. Każdy rząd narodowy jest oczywiście dla tych interesów zagrożeniem- więc możemy albo zobaczyć zgodną współpracę wywiadów i dyplomacji mocarstw, albo awanturę pomiędzy nimi. Tak, czy inaczej- albo stan wojenny, albo wojna. Oczywiście istnieje też, znikome moim zdaniem, prawdopodobieństwo, że garść rozsądnych ludzi szybko pogodzi się z myślą, że miejsce Tuska jest za kratami i jakoś się będzie dalej dało kręcić lody i Polska wybierze drogę Brazylii, Argentyny czy Węgier. Oraz, że ten zakład się uda. I tym optymistycznym akcentem można zakończyć, ale jeszcze raz należy powtórzyć- przyszłość Polski w rękach policjantów i lekarzy- im powszechniejsze L4, tym łatwiej nastąpi zmiana władzy, mniej krwawo i więcej czasu pozostanie na rozsądną dyplomację.