Tytułowy problem ma tak wiele płaszczyzn, że nie sposób udzielić jasnej, prostej i krótkiej odpowiedzi na to pytanie.
Są jednak pewne wspólne mianowniki łączące w całość zamiary obecnego rządu i większości parlamentarnej. Piewszy to socjalizm, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Transfery środków w stronę biedniejszych części społeczeństwa, przywrócenie godności pracy, zmniejszenie poziomu kapitalistycznego wyzysku. To rząd i Sejm robi w miarę kompetentnie, te działania już przynoszą efekt i będą przynosić coraz wyraźniejsze. Ta część programu spowoduje większy poziom bezpieczeństwa socjalnego, większe dochody rozporządzalne w biedniejszej części społeczeństwa, czyli impuls konsumpcyjny, czyli ruszenie rynku konsumenckiego. To jest plan 500+, walka z umowami śmieciowymi, etc. Dokładnie tak należy rządzić, nie ma się co rozwodzić.
Druga sprawa to modernizacja. Modernizacja państwa i gospodarki. O tyle istotna, że bez niej na dłuższą metę nie da się utrzymać wzrostu dochodów i tym bardziej konsumpcji.
W największym uproszczeniu- socjalizm bez modernizacji doprowadzi do załamania, socjalizm w nowoczesnym państwie z nowoczesną gospodarką to jest naprawdę świetna sprawa. Tak przynajmniej twierdzą np. Skandynawowie.
Większość polskiego społeczeństwa także z chęcia by przyjęła norweską, szwedzką czy duńskią siatkę bezpieczeństwa socjalnego i poziom życia.
Do tego potrzeba jednak drugiego elementu. Modernizacji państwa i gospodarki. W zakresie modernizacji państwa chodzi o sprawniejsza administrację. Zarówno dla obsługi obywateli, biznesu, jak też danin publicznych. W wielu miejscach już jest przyzwoicie, w innych marnie. Z poważniejszych rzeczy potrzeba ucywilizować działanie kontroli skarbowej, uszczelnić VAT, rozbić zorganizowaną przestępczość z tym związaną i stona danin publicznych w miarę będzie działać. To jest częśc potrzebnej modernizacja państwa. Dzięki temu nieco zwiększą się dochody budżetowe kosztem zmnieszenia dochodów przestępczości zorganizowanej, a zwyczajnie przedsiębiorcy nie będa narażenie na nieuczciwą konkurencję paserów i pralni pieniędzy. Same pozytywy, z tym obecny rzad też, co najmniej cześciowo, sobie poradzi.
Podstawowa kwestia polega jednak na modernizacji gospodarki. Podział dochodów zostanie dziś nieco przesunięty od kapitału w stronę pracy, to nie jest żaden problem. Gospodarka ogółem wzrośnie dzięi masowej konsumpcji. Ale co potem? Później trzeba odpowiedzieć, na bardzo ważne pytanie- jak to zrobić, aby wypracowywać więszoś wartość dodaną, wyższe marże i tort do podziału był większy.
Dziś podstawa polskiej gospodarki to pracochłonny przemysł. Inaczej mówiąc bieda-montownie. W sumie nic w tym złego, to jest dobre miejsce startu. Jeśli tylko z tego miejsca startu potrafi się potem przejmować coraz większą część łańcucha dostaw i dostarczać do tych montowni kolejne elementy, których produkcja wymaga kapitału, wiedzy i taniej energii. W taki sposób swój skok technologiczny wykonały prawie wszystkie kraje Azji Wschodniej.
Tylko że te montownie muszą być częścią krajowej gospodarki, w taki lub inny sposób, a nie tylko prostą eksploatacją pracowników w zakładzie międzynarodowego koncernu. W Polsce występują zarówno jedne jak i drugie. Te drugie to sa polskie marki, sprzedające wyroby polskiego przemysłu. Tyle, że wszystkie komponenty wymagające dla swej produkcji nie siły roboczej, a przede wszystkim kapitału, energii lub wiedzy są sprowadzane. Z krajów, które dysponuja kapitałem, są światową czołówką wiedzy technicznej lub mają zasoby taniej energii.
Łacznie poprawa redystrybucji dochodów i modernizacja administracji pozwoli na stworzenie względnie normalnego i nie tak dziadowskiego jak dziś kraju. To już będzie jakiś sukces. Jednak w celu wyjścia z pułapki średniego dochodu, trzeba przemysł przestawić z bieda-montowni na wytwarzanie produktów z sensownym wkładem własnej technologii, marek o ponadkrajowym znaczeniu, wreszcie przemysłu ciężkiego mogącego konkurować na światowych rynkach, czyli nowoczesnego i mającego dostęp do taniej energii.
Z czego podkreślę jeszcze kilka razy- tania energia jest istotna tylko dla enegochłonnego przemysłu i tylko takiego, który konkuruje na światowych rynkach. Huta aluminium może płacić praktycznie dowolne wynagrodzenia swoim pracownikom, to ma znikomy wpływ na jej opłacalność. Ale 1% różnicy w cenie prądu to często jest być lub nie być. Tak samo w warsztacię wytwarzającym superprecyzyjne elementy, cokolwiek to będzie. Wysokość płac ma drugorzędne znaczenie, ale brak dostępu do kapitału na zakup nowej obrabiarki to jest wyrok dla firmy.
W montowniach koszt kapitału jest znikomy. W skrajnym przypadku to po prostu barak z blachy. Za to o opłacalności decyduje wysokość płac brutto. Stąd do barako-bieda- montowni tak idealnie pasują umowy śmieciowe.
Dla rozwoju "lepszego" przemysłu potrzeba kapitału, którego zarządcy będą chcieli uruchamiać wytwórczość wymagającą tego kapitału, a nie np. na drodze przejęć i korpucji zdobyć monopol w jakims elemencie rynku detalicznego. To bardzo ładnie można nazwać patriotycznym kapitałem. Wiedząc co się chce zrobić, zebranie koniecznych środków przeważnie jest możliwe. Może być bardzo utrudnione w kraju, gdzie większość środków produkcji jest w rękach niewyedukowanej oligarchii, która nie ma w zwyczaju płacić ani pracownikom, ani państwu.
Dla przemysłu opartego o wiedze potrzeba przede wszystkim powszechnego szkolnictwa na wysokim poziomie kultury technicznej oraz pewnej ilości uczelni wyższych mieszczących się w światowej czołówce kształcenia z nauk ścisłych i inżynierii. Oraz pewnej ilości firm, które mogą zaabsorbować wystarczająco wykwalifikowaną kadrę i rozpocząć wzrost i ekspansję. Oprócz firm-rodzynków technologii drugiego gatunku, żadnej z pozostałych rzeczy w Polsce nie ma. Oprócz tego pozostaje pytanie, czy na samej wiedzy i technologii można utrzymać średniej wielkości kraj. IMO- nie. Bez pozostałych gałęzi przemysłu, zwłaszcza ciężkiego, nic z tego nie wyjdzie.
Co nas sprowadza do wspólnego mianownika- tania energia dla przemysłu i zaawansowane możliwości rozwoju technologii to jest przepis na sukces. Innego nie ma. Potrzebne sa te dwa czynniki.
To może spójrzmy. Gwałtowny i wielki rozwój przemysłu w Niemczech zjednoczonych przez Prusy. Te same Prusy, które oprócz militaryzmu przynosły światu wzór organizacji edukacji technicznej. Popyt militarny z jednej strony i bardzo dobre wykształcenie praktycznie całego społeczeństwa z drugiej. Oczywistym efektem było powstanie licznego i zaawansowanego przemysłu, jak najbardziej opartego na wiedzy, który ma się dobrze do dziś. Dokładnie wiadomo jak to zrobić.
Wcześniej gospodarka Szwecji wyrosła na obfitości drewna, które stanowiło paliwo dla produkcji żelaza. Następnie, po opracowaniu wydajnych metod pozyskiwania elektryczności ze spadku wody, pod koniec 19 wieku, do grona krajów opierających swoją gospodarkę na energochłonnym przemyśle dołączyła Norwegia i Szwajcaria. Jeden z planów industrializacji Polski, realizowany w latach 60-tych też łączył się z produkcją taniej elektrycznosci z węgla brunatnego i energochłonnej produkcji. Realia ostatnich lat pokazały, że elektrycznosć z węgla brunatnego i tak jest zbyt droga np. dla produkcji aluminium.
Innym źródłem energii dla przemysłu cięzkiego był węgiel. Był, dziś już nie jest. We wszystkich nowo budowanych i olbrzymiej części istniejących instalacji przemysłowych używa się głównie, lub wyłacznie, prądu. Co sprowadza nas do kwesti taniego prądu, przynajmniej dla przemysłu ciężkiego. A prąd produkowany w elektrowniach cieplnych, czy to węglowych, gazowych, czy atomowych już dziś nie jest konkurencyjny jako źródło energii dla energochłonnej produkcji i w przyszłosci tym bardziej nie będzie.
Co nas sprawadza do następnego wniosku- przemysł ciężki może działać w kraju taniej energii, lub dotowany w kraju, gdzie dostarcza półproduktów dla wyrobów wiedzochłonnych.
Lub stać się kamieniem u szyi ciągnącym cała gospodarkę na dno, który to scenariusz w sporej części przerobił "blok socjalistyczny".
Pozostaje powtórzyć tę samą alternatywę tania energia i dobra edukacja w dodatku do liderów partiotycznego kapitalizmu albo bieda-montownie.
Plan Morawieckiego polegał w swej ideii na tym, aby zebrać dostępny krajowy kapitał, dzięki niemu obniżyć koszty energii i transportu (co też się zalicza do energii) oraz stworzyć liderów patriotycznego kapitalizmu, którzy swoimi inwestycjami napędzą wytwórczośc opartą na wiedzy.
Po dopracowaniu szczegółów technicznych powstał plan Tchórzewskiego- Gróbarczyka, który polega dla odmiany na tym, że firmy planowane na liderów kapitałowych zamiast na inwestycje w budowę polskiego przemysłu, wydadzą pieniądze na zakup przestarzałego sprzętu w międzynarodowych koncernach oraz zostanie zatłuczona pałką i pocięta tępą piłą każda próba naruszenia monopolu przestarzałej technologii i wielkiego kapitału w energetyce. Podobna kultywacja zacofania technologicznego jest przewidziana w infrastrukturze.
Na to zostaną wydane pieniądze, które miały być przeznaczone na budowę krajowych liderów technologicznych i obniżanie kosztów energii. Najszybciej rozwijająca się i jedna z najbardziej innowacyjnych dziedzin przemysłu zostanie w najbliższych tygodniach w Polsce zlikwidowana, a jej rozwój uniemożliwiony nawet przy użyciu prywatnych kapitałów.
Na to zostaną wydane pieniądze, które miały być przeznaczone na budowę krajowych liderów technologicznych i obniżanie kosztów energii. Najszybciej rozwijająca się i jedna z najbardziej innowacyjnych dziedzin przemysłu zostanie w najbliższych tygodniach w Polsce zlikwidowana, a jej rozwój uniemożliwiony nawet przy użyciu prywatnych kapitałów.
W skrócie plan Tchórzewskiego- Gróbarczyka to jest podwyższenie kosztów energii oraz zabicie możlwości modernizacji polskiej energetyki, aż do następnego pokolenia, bo złom który zostanie teraz zakupiony i zamontowany jednak będzie przez jakiś czas nadawał się do użytku i wymagał spłacenia kredytów.
W odpowiedzi na te uszczegółowienie, Morawiecki skorygował swój plan i zamiast rozwoju opartego o szeroki przekrój przemysłu pojawia się tam tylko rozwój oparty o wiedzę. Co nasuwa bardzo poważne podejrzenie, że wicepremier pewnie lepiej ode mnie zdaje sobie sprawę z powyższych zależności, oraz, że na chory plan rozwoju energetyki i infrastruktury może poradzić dokładnie tyle co ja, czyli nic.
Szkoda tylko, że to jego nawisko będzie przylepione do dzisiejszych działań rządu i Sejmu jak już wszystko zakończy sie piękną katastrofą.
Ostatni ratunek i jakakolwiek szansa pozostaje w stworzeniu naprawdę dobrego systemu szkolnictwa, gdzie absolwenci przeciętnych szkół średnich będą rozumieć podstawy zalezności fizycznych i techniki w kazdej dziedzinie, a inzynierowie w swej masie należeć do światowej czołówki. Dzięki temu w już następnym pokoleniu będzie można znów wystartować z modernizacją kraju. O szansach na realizację tego aspektu modernizacji jeszcze nie potrafię nic powiedzieć.
Może następna próba będzie odbywać sie z decydentami na poziomie wiedzy i rozumienia techniki takiej jaką miał Mościcki i Kwiatkowki, a nie takiej jak Tchórzewski i Gróbarczyk.
Po szczegóły i konsekwencje poruszanych tu rzeczy dotyczących energii i transportu zapraszam jak zwykle na https://rewolucjaenergetyczna.wordpress.com/