Właśnie się przez argentyńskie (co
oczywiste i na pierwszych stronach) oraz światowe (to mniej) media
przetoczyła fala informacji o wyroku w sprawie NML Capital Ltd.
przeciwko Republice Argentyny. Najpierw informacje w skrócie- wyrok
zapadł przez sądem odwoławczym dla Manhattanu. W treści wyroku
jest zobowiązanie do przekazania środków zleconych do zapłaty
przez Republikę Argentyny dla tegoż sępiego funduszu. I ciekawy
jest zestaw podmiotów zobowiązanych do tegoż przekazania- czyli
właściwie miejsc gdzie sępy mogą zwinąć kasę- otóż jest to
wprost wskazana lista przykładowych (ale nie wyłączna) „agentów
działających na zlecenie Republiki Argentyny”, którą otwiera
bank obsługujący spłatę obligacji (znaczy tych spłacanych,
zrestrukturyzowanych)- to jeszcze względnie można zrozumieć, ale
dalej to jest po prostu kompletny odlot. Sąd także przyznał
powodom prawo do zajęcia środków u firmy w której są zdeponowane
obligacje oraz od ….systemu clearingowego.
To jest wyrok sądu
odwoławczego i w trakcie już postępowania odwoławczego wnioski o
kompletne lub częściowe uchylenie wyroku (czyli po stronie
Argentyny) składali nie tylko zrestrukturyzowani wierzyciele, ale
także właśnie bank Mellon of New York (rozliczający spłatę
obligacji) oraz tenże operator systemu clearingowego, czyli FED. Ta
ostatnia dwójka argumentowała, że wyrok w takim kształcie może
doprowadzić do rozwalenia całego systemu bankowego. I czytając tą
argumentację- ewidentnie FED ma rację. Co więcej- na mocy tego
wyroku będzie zobowiązany do szczegółowej identyfikacji każdego
przelewu, aby sprawdzić czy przypadkiem oryginalnym wysyłającym
nie jest Republika Argentyny. Kolejny odlot- bo to oczywiście wymaga
zmiany CAŁEGO systemu dokonywania transakcji bankowych.
Proste- tak naprawdę, jeśli uznać to
za precedens, oznacza to, że jeśli dany podmiot nie wykona jakiegoś
wyroku- to wyrok ten ma wykonać każdy inny podmiot przez który
kiedykolwiek będą przechodzić pieniądze dłużnika, niezależnie
czy sobie z tego zdaje sprawę, czy nie. Czysty odlot. Inaczej tego
nie można nazwać.
W tym konkretnym wypadku, oznacza to, że jeśli
Argentyna nie zapłaci NML Capital, za to dokona jakiegokolwiek
przelewu przechodzącego przez USA- to ma to zapłacić FED. Ponadto,
ze tego cudnego wyroku wynika, że właściwie żadna
restrukturyzacja obligacji- nie tylko państwowych, nie jest możliwa,
bo tak czy inaczej wierzycieli należy spłacić w 100%.
Po tej
drobnej analizie konsekwencji- widać kto tak naprawdę ten proces
przegrał- wiarygodność amerykańskiego systemu prawnego i
bankowego. To, czy Argentyna zapłaci te 1 mld 300 mln dolarów, czy
nie, ma znaczenie dla rządu i kraju wyłącznie ambicjonalne- bo i
tak grudniowa rata obligacji to jest prawie 3,5 mld, kasa spokojnie
jest i nikt tego specjalnie nie zauważy.
Inna sprawa, że „rynki”
obstawiają, że jeśli rząd Argentyny ma zapłacić zarówno
zrestrukturyzowanym, jak też „sępom”, to nie zapłaci nikomu.
Jakikolwiek rating, czy cokolwiek dla zaciągania długów rząd ma
generalnie głęboko gdzieś, bo obligi są spłacane, a nie rolowane
i nowych długów się nie zaciąga. Zresztą- po przeczytaniu wyroku
zacząłem mieć pewne podejrzenia,że tutejszy rząd, który jak
najbardziej jest bezczelny i cyniczny, świadomie sprowokował taki
wyrok. Otóż- przy takiej sprawie oczywistym jest, że
przestudiowano dokładnie zwyczaje i styl orzekania sędziego, a
niecały miesiąc temu zarówno minister ekonomii, jak też jeszcze
to powtórzyła Prezydenta, zapowiedzieli, że „sępom” nie mają
najmniejszego zamiaru zapłacić nawet dolara- te właśnie
wypowiedzi stały się główną treścią uzasadnienia wyroku.
Zresztą już po wyroku, minister spraw zagranicznych, oprócz
oczywiście oburzenia na tenże amerykański sąd i naruszenie
suwerenności Argentyny, generalnie sobie robił żarty z wyroku.
Tak, czy inaczej największym
przegranym w tej sprawie jest amerykański system bankowy oraz kraje
stojące obecnie przed perspektywą restrukturyzacji- czyli przede
wszystkim PIGS. A zrestrukturyzowane obligacje? Cóż- to też jest
pewna kwestia ambicjonalna i rząd po prostu chce je spłacać.
Oczywiście można to zrobić np. tak, że te pieniądze zostaną
przelane na otwarte dla każdego wierzyciela z osobna rachunki
bankowe w Argentynie.
Wtedy dopiero się zacznie jazda- jak
wierzyciele sami będą przesyłać te pieniądze do USA- bo tenże
wyrok może być także zinterpretowany jako umożliwiający zajęcie
wewnątrz amerykańskiego systemu bankowego właśnie takiej kasy- z
która zupełnie oczywiście Republika Argentyny nie będzie miała
już kompletnie nic wspólnego. Oczywiście taka kasa by była
zajmowana w kompletnie przypadkowy sposób (na co akurat trafią
wierzyciele)- czyli znów po prostu upoważnienie do zajumania 1,3
mld dolarów z systemu bankowego w przypadkowy sposób. Rewelka!!!-
po prostu miliard z hakiem przelewów nie dotrze. Co w sumie nieco
potwierdza tezę, że ten wyrok w Różowym Domu opito szampanem, bo jak
wiadomo, obecny rząd Argentyny nie pała miłością do USA, a do
banksterów w szczególności- a relatywnie tanie i solidne
zdestabilizowanie przeciwnika jego własną bronią- to całkiem
dobry wyczyn.
Tak czy inaczej, wszystkie konsekwencje
tego wyroku są nawet niemożliwe do wyobrażenia sobie. Wyrok jest
prawomocny i wykonalny, więc- jest zabawnie. Teoretycznie
przysługuje jeszcze zaskarżenie do Sądu Najwyższego USA, ale dla
praktycznych konsekwencji nie ma to żadnego znaczenia- zanim SN
rozpatrzy sprawę, wszystkie szkody już się staną- chyba, że
bardzo szybko (w ciągu najwyżej 2 tyg) wykonalność zostanie
zawieszona.
A tymczasem ja w piękny sobotni
wieczór mogę się oddać degustacji najlepszego rumu na świecie,
czyli Havana Club, podczas gdy mieszkańcy USA są skazani przez
swoje władze i sądy na jego tandetną podróbkę produkowaną przez
Bacardi. Otóż kubański rząd, co nie jest powszechnie znane- dość
konsekwentnie broni w sądach swoich marek i znaków towarowych. Taki
proces się odbył też w USA, który akurat został przez Kubę
przegrany- ponieważ „nie wykonuje swoich praw właściciela znaku
towarowego”. To, że kubańskich produktów w USA nie ma przez
embargo nałożone przez rząd USA, podczas gdy są w 100 innych
krajach to oczywiście sądu nie obchodziło i Bacardi sprzedaje za
ciężka forsę tandetny syf (choć przemycane cygara można spokojnie kupić). Zresztą kubańskie wyroby generalnie
polecam- nie tylko cygara i rum, także kawę- jak
wszystkie kubańskie wyroby droga jak cholera, ale warta każdej
złotówki.
A jak ktoś zainteresowany- skany
wyroku i pism procesowych można sobie ściągnąć
tu.