Dotychczas byłem sceptykiem. Zmieniłem
zdanie. Sceptycyzm wynikał z różnych dziwnych zabiegów
politycznych wokół praw do emisji CO2, protokołu z Kioto, tudzież
skandalu z manipulowaniem danymi o klimacie. Wszystko to było
oczywiście wystarczające do kompletnej nieufności, ponieważ czuć
było na kilometr machloje wielkiej spekuły.
Ale- ktoś mądry mi wyjaśnił jedną
ciekawą zależność. Otóż wiadomo, że w czasach ocieplenia
klimatu, Ziemia się robi cieplejsza, ale też bardziej wilgotna i w
sumie bardziej urodzajna, a także większa masa roślin absorbuje
większą ilość dwutlenku węgla, więc istnieje mechanizm
sprzężenia zwrotnego i nie ma się czym przejmować. Niestety, w
sytuacji jaka jest obecnie- to twierdzenie jest nieprawdziwe. Znaczy,
jest prawdziwe, ale po uzyskaniu nowej stabilności- czyli po fazie przejściowej. Bardzo
nieprzyjemnej.
Co w tym nieprzyjemnego i dlaczego-
potrafi zrozumieć każdy, komu się zdarzyło na wakacje wyjechać
nad morze, zwłaszcza południowe- czyli całkiem sporo osób (kto
nie wie niech się zapyta :)). Czyli- woda nagrzewa się znacznie
wolniej niż ziemia, w upalne lato jest znacznie chłodniej nad
wodą i goręcej w głębi lądu. W zimie jest dokładnie odwrotnie.
Istotnym drobiazgiem jest także to, że woda słodka paruje w danej
temperaturze znacznie szybciej niż słona- o czym na przykład
doskonale wie każdy z 13 milionów mieszkańców aglomeracji Buenos
Aires (w tym i ja...), leżącej nad najszerszą rzeką świata (bez
liczenia wysp i szerokości delty- dla czepialskich) i związaną z
tym wilgotnością bardziej sprzyjającą karaluchom niż ludziom.
I co z tego wszystkiego wynika? Otóż-
przy szybkim ocieplaniu się klimatu, z którym najwyraźniej mamy do
czynienia, lądy ocieplają się znacznie szybciej niż morza. Co
powoduje znacznie szybsze wysychanie terenów lądowych przy podobnej
wielkości opadów. I to już jest przepis na katastrofę- znaczy
długie i katastrofalne susze. Jakby ktoś się pytał- właśnie z
tym mamy do czynienia mniej- więcej od początku wieku. I zaczyna
się ciekawe konsekwencje. W pierwszej fazie szybkiego ocieplenia
klimatu temperatura lądu rośnie znacznie szybciej niż temperatury
oceanów. Konsekwencją tego jest mniej- więcej ten sam poziom
parowania oceanów i przyspieszone parowanie lądów. Wydaje się,
że te różnice temperatur są niewielkie- ale w skali całego globu
są to olbrzymie ilości. Prostą konsekwencją tego zjawiska jest susza o
globalnym zasięgu- jakby to co obecnie obserwujemy. I będzie
gorzej. Później oczywiście będzie lepiej- jak temperatura oceanów
„dogoni” poziom ocieplenia klimatu, ale to zajmie co najmniej
50-100 lat, może więcej- nikt tego dokładnie nie wie. Czyli należy
się przygotować na to samo co obecnie- gwałtownie drożejącą
żywność, nieprzewidywalność pogody i obniżanie poziomu życia.
To ostatnie oczywiście w połączeniu ze spadkiem wydobycia ropy i
beznadziejnym uzależnieniem od niej obecnej cywilizacji.
Ale to wszystko to są, wbrew
oficjalnej propagandzie- truizmy, z którymi nawet nie ma co
dyskutować. Tak jest i tyle. Interesujące mogą być co najwyżej
wskazówki gdzie może być mniej źle- czyli wracamy do tej samej
fizyki. W okolicach większych obszarów parowania słodkiej wody będzie
oczywiście mniej problemów z opadami- czyli wielkie jeziora, duże
rzeki, itd., zwłaszcza w cieplejszym klimacie. Choć i w tym
zakresie mogą nastąpić pewne ekstrema- np. w zeszłym tygodniu
trochę popadało i zalane zostało 12% prowincji Buenos Aires (dla
wyjaśnienia- powierzchnia prowincji to mniej- więcej Niemiec lub
Kalifornii). Oczywiście tu w grę wchodzi parowanie z La Platy,
gdzie sama rzeka to w przybliżeniu trójkąt o boku 150 km, czyli
mniejszego europejskiego kraju.
To też pokazuje skalę obecnych
problemów i miejsca, gdzie będą one mniejsze. Otóż będą
mniejsze, tam, gdzie skrapla się parowane ze zbiorników słodkiej
wody. To, jeśli by komuś się chciało spojrzeć na mapę- jest
Kanada, zachodnia Argentyna oraz Syberia (z odparowującej
zmarzliny). Większość pozostałych regionów świata ma
przechlapane. Na tym tle jeszcze całkiem przyzwoicie wyglądają
okolice płytkich mórz- czyli np. Bałtyku, gdzie można przyjąć
średnią wielkość opadów jako zbliżoną do dotychczasowej.
Znaczy, w sumie Polska jest jedną z oaz spokoju- nie licząc
oczywiście problemów dookoła. Zgodnie z tą wykładnią problemy
będą w dużej części obejmować basen Morza Śródziemnego-
relatywnie słonego, czyli o małym parowaniu, zamkniętego i z
niewielką ilością zbiorników słodkowodnych dookoła. Zaraz, ale
to już się dzieje- właściwie w całym tym zakresie. Hiszpania,
Włochy, Grecja, Syria, Egipt, Libia. Można się pobawić w listę
krajów, gdzie jeszcze nie ma problemów i to obstawiać
inwestycyjne- jeśli mam rację to będą, i to niedługo.
Ale najważniejsze dla całego obecnego
systemu są niestety prognozy długotrwałych suszy w regionach
najbardziej uprzemysłowionego rolnictwa- midwest USA, wybrzeża
Morza Czarnego, Australia. Na tym tle wyróżnia się jedynie
Brazylia i Argentyna- ale przy polityce rządów tych krajów- ceny
za pozwolenia eksportowe będą coraz wyższe i na rynkach światowych
nic to nie zmieni.
Oczywiście- jak zwykle- zobaczymy, ale
ja już zagłosowałem, w tym wypadku nieco przypadkowo znalazłem
się w najbardziej perspektywicznym miejscu, choć oczywiście starej
Ojczyźnie życzę jak najlepiej.
Update:
Znalazłem akurat taki piękny wykres. Znaczy- ubytek pokrywy lodowej nie jakby posuwał sie liniowo, a przyspieszał. Istotne jest to o tyle, że to kolejne sprzężenie zwrotne- im więcej lodu ubedzie, tym więcej światał (i ciepła) zostanie zaabsorbowane, a mniej odbite. A jeśli mówimy o przyspieszeniu i następnym sprzężeniu zwrotnym, to właściwym będzie stwierdzenie, że i tak nie ma co z tym walczyć, bo sytuacja już się wymknęła spod kontroli.