Pożar w magazynie dokumentów- postęp śledztwa

Na życzenie - aktualizacja sprawy pożaru magazynu dokumentów Iron Mountain, większość wiadomości z dzisiejszej gazety, trochę własnego googlowania dla potwierdzenia. 

Każdy wie, że jak policja kogoś przyprowadzi do prokuratora, to ta osoba na pewno jest winna i tylko będzie kłamać, aby się wybielić. Dlatego prokurator powinie pisać akty oskarżenia, a nie zajmować się takimi głupotami jak słuchanie kryminalistów, czy co gorsza marnowanie pieniędzy podatników na sprawdzanie kłamstw kryminalistów….

Przecież to prawie tak jakby kryminaliści decydowali o wydawaniu pieniędzy państwa i środków budżetowych. W demokratycznej III RP to się przecież nie może wydarzyć.  A nie, czekaj....

Niestety, olbrzymia większość argentyńskich prokuratorów nigdy nie była na szkoleniu w Polsce, ani żadnym innym kraju o prawidłowo działającej prokuraturze np. w Armenii czy Rosji. 

Dlatego argentyński wymiar sprawiedliwości robi wszystko odwrotnie. Kryminaliści chodzą po ulicach latami i zamyka się ich dopiero jak się uprawomocnią jakieś niepotrzebne wyroki. A przecież wszyscy wiedza, że jak prokurator kogoś oskarży, to na pewno jest winny i te wszystkie szopki z sądami to są potrzebne tylko głupim lewakom z Zachodu….

Niestety, argentyńscy prokuratorzy zamiast pisać akty oskarżenia, to tylko czytają jakieś niepotrzebne akta i wysyłają policję nie po to, aby łapać kryminalistów, tylko po jakieś niepotrzebne niby zabezpieczania dowodów. Policja prawidłowo wchodzi do domu o 5 rano i zamiast wszystkich aresztować, tylko zabiera jakieś papiery, żeby niepotrzebnie zajmowały miejsce w szafie prokuratora, który potem to miesiącami czyta, zamiast pisać zarządzenia i akty oskarżenia... 

Dlatego właśnie dopiero teraz prokuratura informuje, że toczą się śledztwa w różnych  sprawach dotyczących co najmniej 4 różnych banków, gdzie kluczowe dowody znajdowały się w magazynie Iron Mountain, który spłonął w lutym.   Były tam kopie cyfrowe dokumentacji, której obowiązkowy okres przechowywania minął i oryginały zostały zniszczone. Czyli znajdowały się tam jedyne egzemplarze dokumentacji kluczowej dla śledztw. 

W najbardziej zniszczonej części magazynu, gdzie prawdopodobnie rozpoczął się pożar, znajdowały się cyfrowe kopie dokumentacji. Czyjej? Nikogo nie zaskoczę, nazwy są te same co zwykle. HSBC, JP Morgan, BNP Paribas i jako rodzynek argentyński Banco Patagonia. 

HSBC jest podmiotem śledztwa w sprawie o pranie brudnych pieniędzy. Spaliło się 26326 pudeł z CD z 46528 składowanych. JP Morgan Chase z oddziału w Buenos Aires składował 4406 pudeł, z których zniszczeniu uległo 4000. Prokuratura uważa, że zniszczone zostało ok 90% danych pozwalających zidentyfikować klientów. Od 2008 roku prokuratura prowadziła śledztwa w sprawie ułatwiania prania pieniędzy przez ten bank. Jakiś czas temu połączono je w śledztwo w sprawie seryjnego organizowania przez bank operacji prania pieniędzy oraz naruszania prawa dewizowego. Czyli, jeśli z tych zarzutów zostałaby złożona całość, urzędnicy banku mogą mieć postawione zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. 
Dość dokładnie jest wyjaśniona sprawa, w której JP Morgan z  Banco Patagonia przez oszukańcze praktyki bankowe pomogli sfałszować dane na temat kondycji sporej spółki, w wyniku czego jej większościowi udziałowcy mogli za mocno zaniżone kwoty wykupić mniejszościowych. JP Morgan robił część na Bahamach, Banco Patagonia w Argentynie. trzeba jednak przyznać, że Banco Patagonia występuje jako jedyny w pojedynczej sprawie, a nie jako organizator całego procederu. Biorąc to pod uwagę, lista skraca się do dokładnie tych co zwykle. 

Ta prokuratura jest tak powolna, że jeszcze nie ma aktu oskarżenia w powyższej sprawie z 2005. Co prawda nie słyszałem, aby polska prokuratura kiedykolwiek wyjaśniła jakąkolwiek sprawę, w której by aktywnie działał wielki bank i trzeba by było wyciągnąć dane z raju podatkowego. Ale to na pewno dlatego, że w Polsce takich przestępstw nie ma.

Wreszcie BNP Paribas. Tu także, po analizie poszczególnych przestępstw śledczy doszli do wniosku, że całe jedno piętro w banku służy wyłącznie do działalności przestępczej, faktycznie działało jak kolejny, niezależny oddział banku i łącznie wyprano oraz nielegalnie przeprowadzono przez granicę około miliarda dolarów. Zniszczeniu uległo 1206 z 2554 pudeł.

Śledztwo obecnie toczy się w kierunku podpalenia. Nigdzie nie podano, czy prokuratorzy sa tego pewni, czy uznają na obecnym etapie za wersję najbardziej prawdopodobną. 

Właściwie bez komentarza, ale widać jak bardzo ważna jest względna przynajmniej niezależność kraju od tego typu towarzystwa. W zadłużonym kraju prokuratura nie mogłaby prowadzić takiego śledztwa, bo rynki dokonałyby "drobnych nacisków" na ministra finansów czy innego premiera i śledztwo musiałoby się skończyć błędem pilota….     

Drugi mój wniosek- w 89 roku należało, gdyby to było politycznie możliwe oczywiście, wyrzucić dokładnie wszystkich prokuratorów. Sędziów zasadniczo też, ale tych którzy nigdy nie awansowali, ani nie byli funkcyjnymi można by było zostawić, dla odrobiny stabilności. Peerelowska prokuratura naprawdę sobą nic nie reprezentowała i braku wiedzy i fachowości nikt by nie zauważył, bo zwyczajnie jej nie było. Sekretariaty  (były i są kompetentne i niezbędne) zostawić nie ruszone przez chwilę, a etaty prokuratorów obsadzić tymi, którzy mieli jakiś kontakt z cywilizowanym wymiarem sprawiedliwości, jakby prawdziwych prawników z emigrantów zabrakło, to nawet tymi którzy zostali w cywilizowanych procesach na zachodzie skazani (no, może nie za szpiegostwo..). I tak by byli bardziej kompetentni niż kacapski prokurator. 
Sędziów sądów rejonowych można było zostawić, większość z nich miała pojęcie o swoje robocie., pozostałych wyrzucić. Odsiałoby to wszystkich karierowiczów, a to oznaczało też większość TW. Niektórym awans utrudniała także głupota czy alkoholizm i byłoby z tym trochę problemów, ale ogólnie znacznie lepszy kadrowo wymiar sprawiedliwości by to wynagrodził całemu społeczeństwu z górka..      

Koniec pisania o Ukrainie i Koniec Rosji

Ukraina znów
Przyznam, że kiedy usłyszałem treść porozumień genewskich i przemyślałem je sobie - ucieszyłem się jak gwizdek. Analitycy twierdzą , że są to porozumienia niezwykle korzystne dla Moskwy i przez to groźne dla Polski.

Z pierwszym twierdzeniem częściowo i warunkowo mogę się zgodzić, z drugim zupełnie nie.

Rosja jest zobowiązana do dokonania działań w celu rozbrojenia paramilitarnych bojówek na Ukrainie.

Interpretacja - według Ukrainy, Moskwa ma wykorzystać wszystkie możliwości dyplomatyczne i inne nacisku na oddziały tzw. samoobrony we wschodniej Ukrainie.

Według Moskwy strony mają rozbroić siłą te bojówki, nad którymi mają oficjalną fizyczną władzę.  Moskwa oczywiście twierdzi, że z siłami samoobrony donieckiej nie ma nic wspólnego.

Teoretycznie pozwala to Rosji nie robić nic i żądać wypełnienia porozumień przez pozostałe strony (czyli reformy konstytucyjnej na Ukrainie). Ale narzucenie swojej interpretacji wymaga sprawnej propagandy i dyplomacji.  W tej dziedzinie Putin i Ławrow ze swoimi marzeniami o byciu drugim Stalinem i Mołotowem przypominają tylko powiedzenie, że historia się powtarza jako farsa.

Podsumowanie stanu i działalności rządu Ukrainy - jak ja to widzę.

Ukraina obecnie potrzebuje czasu na zbudowanie lojalnych wobec rządu struktur władzy i odbudowanie (a może zbudowanie od zera) armii, jednostek antyterrorystycznych i zwartych oddziałów policji.

Doświadczenie Krymu i obecne pokazuje, że właściwie tego nie ma.  Cóż, obecny premier Ukrainy na początku urzędowania przyznał, że jego misja jest praktycznie samobójcza i trudno się z tym nie zgodzić. Obejmował rządy nad praktycznie nie istniejącym państwem. Znaczy zdemolowanym do stanu nieistnienia. W końcu po pierwszym podsumowaniu okazało się, że kraj jest w stanie w rzeczywistości wystawić 6 tys żołnierzy, a pozostałe kilkadziesiąt tysięcy istnieje tylko na papierze, albo są niewyszkoleni i nieuzbrojeni. Zresztą podejrzewam, że te 6 tys to też była mocno zawyżona liczba, patrząc na przebieg akcji antyterrorystycznej, zgaduję, że wzięła w niej aktywny udział cała zdolna do walki część armii i jest to ok 300-500 żołnierzy.

Niespecjalnie mam zamiar dochodzić jaki jest dokładnie stan sił zbrojnych Ukrainy, ponieważ jest w miarę dokładnie wiadomo, że mieści się on gdzieś pomiędzy określeniem "banda zbiurokratyzowanych trepów ledwo się posługująca sprzętem" a "skorumpowana grupa urzędników nie posiadająca żadnych umiejętności oprócz fałszowania dokumentacji i sprzeniewierzania funduszy".

Mniej- więcej to samo można powiedzieć o każdym aspekcie funkcjonowania aparatu państwowego Republiki Ukrainy.  Bynajmniej nie są to zarzuty wobec obecnych władz, które taki stan zastały. Oprócz tego dokładne bankructwo, wojnę z największym i dobrze przygotowanym do niej sąsiadem, znaczny stopnień infiltracji wszystkich służb państwowych przez wrogą agenturę i karkołomne zadanie utrzymania jedności wielojęzycznego społeczeństwa. Oprócz tego taki drobiazg jak możliwość odcinania gazu według widzimisię agresora. Jeszcze brak jakichkolwiek sojuszników oraz wątpliwości co do legitymacji nowego rządu.

 Już wcześniej o tej jego robocie nawet zrobiono teledysk. Gra aktor bardziej fotogeniczny, link tutaj…..
W tak określonej sytuacji, obecny rząd Ukrainy jak na razie doprowadził do tego, że jest niewątpliwie legitymowany międzynarodowo i wewnętrznie, formalnie patrząc ciągle prezydent Janukowycz jest powszechnie uznawany jako ten, kto w legalny sposób został pozbawiony stanowiska. Tylko Rosja twierdzi coś innego. Aaa- zapewne jeszcze Armenia, której rząd, a może i całe państwo trzyma się wyłącznie na rosyjskiej pomocy wojskowej i gospodarczej.

 Wojna na polu dyplomatycznym przebiega zdecydowanie zwycięsko, a prawdopodobnie nawet militarnie nie będzie całkowicie przegrana (całkowicie, czyli Ukraina zachowa spore rosyjskojęzyczne tereny).  Dostawy gazu na zimę są zapewnione (Węgrzy znaleźli sposób na zwiększenie przepustowości rury, na której już jest rewers).  Krótkoterminowe finansowanie jest zapewnione, fundusze na zwiększanie efektywności energetycznej właśnie zapewniają USA, garść strategicznych inwestycji, zapewne łącznie ze sporą ilością energetyki odnawialnej - Chińczycy.  Także życzliwa neutralność Białorusi była nieprawdopodobna, a jednak jest faktem. Skrócenie niebezpiecznej granicy o kilkaset kilometrów to nie taki drobiazg.

Osoba taka jak świadomy politycznie mieszkaniec Ukrainy, który by chciał włączenia jego regionu do Rosji nie istnieje. Przejrzałem sobie tylko forum jakiejś rosyjskojęzycznej lokalnej gazety z Odessy i wśród narzekania na ogólny bałagan i że nie wiadomo co robić pozostawała myśl z rezygnacją, że trzeba będzie zostać partyzantem (w sensie, jak tam też dotrze rosyjska armia...).   Istnieją ludzie, którym wszystko jedno, albo tęsknią do Związku Radzieckiego, ale  aktywnej chęci przyłączenia swojego regionu do Rosji - oprócz opłacanych żuli - nie sposób takich znaleźć.

Krótko mówiąc: Ukraińcy już dokonali dość nieprawdopodobnych wyczynów, wojna jest ostatnim problemem z pilnych. Z długoterminowych problemów Ukrainy zasadniczym jest w ogóle istnienie Rosji.  Samo podsumowanie osiągnięć ekipy Jaceniuka z ostatnich tygodni źle wróży Rosji...

I najlepsze jest to, że obecnie głównie ukraińska dyplomacja doprowadziła do sytuacji, w której niezależnie od wyniku na polu bitwy i zmian granic, Rosja tą wojnę długoterminowo przegrała.

Obecna aneksja Krymu jest faktem. Nie uznanie jej za legalną przez większość świata także. Sponsorowanie przez Rosję terroryzmu na wschodniej Ukrainie też. Rosyjska propaganda nie była w stanie przedstawić swojej narracji na cały świat jako obowiązującej. Dyplomacja zawiodła na całej linii, do czego minister Ławrow przyczynił się w niemałym stopniu.
Teraz Rosja może:

1. Wycofać się honorując porozumienie genewskie, wtedy Ukraina ma spokój i dłuższy czas przygotowania się do ponownej konfrontacji.

2. Nie honorować porozumień i iść w zaparte, zaprzeczając powiązaniom z samoobroną (co robią). W związku z tym Rosja będzie od teraz postrzegana jako kraj nie honorujący własnych porozumień w poważnych sprawach, czyli taki z którym nie warto się umawiać, czyli też rozmawiać. Międzynarodowy parias, innymi słowy. W takim kraju długoterminowych inwestycji ani finansowania nie będzie, bo być nie może. Zadłużenie, niewielkie publiczne i znaczne banków i koncernów za granicą będzie rolowane na krótkoteminowe. Duże długi, które trzeba rolować na krótki termin. To zdanie chyba każdemu jeży włos na głowie. 
Następnie:
a) Rosja może zostać powstrzymana siłą lub sankcjami (czy jakąś mieszanką) i aby powstrzymać wewnętrzne niezadowolenie z wyniku interwencji, ekipa Putina będzie musiała po prostu, eufemistycznie mówiąc, zwiększyć udział konsumpcji w produkcie krajowym. W tym samym czasie, kiedy nastąpiło zwiększenie kosztów inwestycji przez zwiększenie kosztów finansowania. Czyli musi albo zacząć gwałtownie rosnąć zadłużenie (krótkoterminowe!!!) albo drastycznie zmniejszyć inwestycje, część zapewne porzucając. To oczywiście w średnim i dłuższym terminie spowoduje spadek wydobycia ropy i gazu (jeśli on już nie następuje), jednocześnie nie będzie jak wdrażać inwestycji zmniejszających energochłonność. Następny manewr polegający na zwiększeniu inwestycji kosztem konsumpcji przewróci rządząca ekipę, albo i całe państwo.
b) Rosja zajmie cały rosyjskojęzyczny obszar Ukrainy. Pozostanie kadłubowa, ok 30 mln mieszkańców Ukraina, bez ciężkiego przemysłu. Tylko będzie to kraj w miarę jednolity  narodowościowo pełny wściekle antyrosyjskich świadomych obywateli. Jeśli zachowają się w jakikolwiek rozsądny sposób (a na to można liczyć) zbudują państwo uzbrojone jak Finlandia, Szwajcaria czy Izrael, być może włącznie nawet z poborem  kobiet do wojska. I nie mają innego wyjścia jak tworzyć to w oparciu o nowoczesny przemysł, bo surowców na ukraińskiej części mało. 
Rząd Ukrainy będzie mieć  przez jakiś czas legitymację do żądania pewnych wyrzeczeń i jeśli będzie to do czegoś prowadziło - taki będzie efekt. Demokratyczny. Za parę/paręnaście lat Ukraina potencjałem militarnym będzie porównywalna z Rosją i prawdopodobnie członkiem antyrosyjskiego sojuszu, czy to NATO, czy odrębnego razem z Gruzją, Polską (miejmy nadzieję) i być może Kazachstanem. Rosja praktycznie otoczona przez państwa otwarcie wrogie, ze zdychająca gospodarką duszoną wydatkami zbrojeniowym sama upadnie.  
c) Rosja zajmuje ile chce i instaluje prorosyjski rząd. Prędzej czy później następuje kolejna rewolucja, ale tym razem od razu powstańcy zajmują rosyjską ambasadę i według listy agentów wieszają na latarniach. Bez rosyjskiej agentury przejmowanie kraju przez rząd narodowy idzie znacznie sprawniej, a potem następuje scenariusz b.

 Do tego wszystkiego geniusz dyplomacji Ławrow w Londynie oświadczył Cameronowi, że Rosja miała prawo zająć Krym takie samo, jak Wielka Brytania miała prawo odbić Falklandy z rąk Argentyny. Właściwie mniej by spieprzył sprawę, gdyby obrzygał królową. Oprócz kwestii samostanowienia, Wielka Brytania nie ma żadnych praw do wysp, o czym Cameron i Hague dobrze wiedzą, a Ławrow chyba nie doczytał. Więc zgadza się, sytuacja jest taka sama, gdyby Ławrow powiedział to w Buenos Aires, to może miałby dobrego sojusznika, ale powiedział to w Londynie.... Przy okazji to świadczy o jakości całej rosyjskiej służby dyplomatycznej.

Ale w Pekinie Ławrow był jeszcze lepszy. Otóż stwierdził, że nie rozmawia się z państwem, które wysyła czołgi, aby rozjeżdżały własnych obywateli. Zdaje się, że dzielnica rządowa jest gdzieś w pobliżu placu Tiananmen. Chińczycy odwołali delegację rządową, która miała jechać do Moskwy. Za to mu się należy Order Iwana Mazepy.

Przy okazji: z krajów eksporterów surowców energetycznych był tylko jeden znany mi przypadek, że po szczycie lokalnego wydobycia/dochodów z wydobycia w ciągu 3-5 lat nie doszło do ciężkiego kryzysu z przesileniem politycznym. Jak ktoś ma wątpliwości, niech w szczególności sprawdzi daty szczytu wydobycia w USA i afery Nixona, Argentyny i ostatniego bankructwa, Egiptu, ZSRR i jeszcze parę się znajdzie. Jedynym znanym mi wyjątkiem jest Dania, która w swoim czasie rozpoczęła gigantyczny program inwestycji w niezależność od paliw kopalnych i tam konsumpcja spada szybciej niż ma miejsce spadek wydobycia. Co do Rosji trzeba dokładnie obserwować te ochłapy dostępnych danych, ale ja zgaduję, że ten szczyt dochodów może mieć miejsce w tym lub przyszłym roku- czyli za 4 do 6 lat możemy spodziewać się ciężkiego kryzysu ekonomicznego i politycznego. Mam nadzieję, że rząd Jaceniuka, czy jego nastepcy do tego czasu już uzgodni z kim należy jak podzielą Rosję...

To wszystko mnie cieszy, ponieważ uważam, że bez imperialnej Rosji świat, a zwłaszcza Europa środkowa będą znacznie przyjemniejszym do życia miejscem. Nawet nie z powodu bezpieczeństwa, chociaż to oczywiście tez. Ale jedno by mnie ucieszyło - koniec upierdliwego gęgania promoskiewskich żuli. Koniec wychwalania/wybielania bandyty Jaruzela i jemu podobnych, koniec chwalenia Rosji - obrońcy chrześcijaństwa, koniec mieszania w głowach sfałszowanymi danymi o rosyjskim cudzie gospodarczym. Oczywiście to nie zniknie w całości, sieroty intelektualne zawsze zostaną, ale przynajmniej skończy się forsa i wsparcie karier takich typów. Samo to sprawi dość szybkie zniknięcie ich z przestrzeni publicznej, gdzieś do kanapowo - kawiarnianych bajdurzeń razem z sierotami po panslawiźmie.  I debata publiczna będzie mogła się przyzwoiciej rozwinąć.

Nie ma bowiem nic gorszego niż wolna debata, w której uczestniczy dureń opłacany przez wrogą propagandę, do spółki z baranami tą propagandą otumanionymi.
Co niniejszym dedykuje zwolennikom KNP.  

Zmiany

Ostatnio stałem się tu nieco monotematyczny i zapewne czytelnicy przyzwyczajeni do zwykłego zakresu tematów i odjechanych teorii mogą się poczuć nieco znużeni tą ciągłą gadką o energii. Cóż począć, skoro głównie się drążeniem w tym temacie własnie zajmuję, praktycznie full-time.

Rozwiązaniem, mam nadzieję rozsądnym, stało się założenie drugiego bloga, który będzie się rządził nieco innymi zasadami. Nowy blog to jest dokładna koncentracja na technologiach i schematach organizacyjnych pozwalających kwitnąć cywilizacji bez paliw kopalnych. Tutaj, pozostanie jak uprzednio, skrajnie liberalna polityka komentarzy.

Na nowym blogu nie będzie miejsca dla komentarzy wskazujących na brak elementarnej wiedzy o świecie lub rozumienia podstawowych zależności fizycznych. Zwłaszcza, że mam zamiar nieco tych podstawowych zależności wyjaśnić.

Nie rozpisując się za długo, odsyłam do wstępniaka na nowym blogu, tu zostaję przy filozofowaniu, tam odsyłam zainteresowanych, w szczególności zapraszając komentatorów, którzy brali udział w ostatnich dyskusjach o energii.  

a to adres http://rewolucjaenergetyczna.wordpress.com/

Dalej o sensowności elektrowni atomowej

Nadal absolutnie zdania nie zmieniłem. Generalnie budowę elektrowni atomowej uważam za przedsięwzięcie zasadniczo pozbawione sensu, zarówno od strony bezpośredniej opłacalności, skutków ekonomicznych dla kraju, jak też bezpieczeństwa energetycznego i bezpieczeństwa sieci. Ale w ostateczności mogę przyznać, że właśnie zakończona oraz właśnie rozpoczęta budowa elektrowni atomowej w Argentynie jakiś sens ma. 

Właśnie jest włączana do sieci elektrownia Atucha 2, której budowę rozpoczęto gdzieś za ostatniej kadencji J.Perona, chyba w 1976. Następnie wojskowi jak przejęli władzę, to tak starannie zajęli się interesem, i budowa była tak zorganizowana, że spółka ją budująca upadła jakoś zaraz po upadku dyktatury, zostawiając rozgrzebaną budowę. Wypisz - wymaluj historia Żarnowca. 

Ale w wypadku Argentyny w 2004 r., bardziej jako stymulus dla gospodarki i pomysł na zajęcie dla fachowców i zmniejszanie bezrobocia, budowa została wznowiona, w maksymalnym stopniu krajowymi siłami i środkami. To miało jakiś sens. Zwłaszcza, że przy okazji zbudowano, czy rozbudowano fabrykę ciężkiej wody, która korzysta z jakiejś nowej technologi i chwalą się tylko 10-krotnie niższymi kosztami niż konkurencja. A sprzedają światu za tyle samo... 

Ogółem dla gospodarki budowa miała jakiś sens. Tak samo uran jest krajowego wydobycia, a elektrownia może działać na nie wzbogacanym. Co prawda lepiej działa na wzbogacanym i takim się zwykle ją zasila, ale w razie czego może być też naturalny. Przypominam, że Argentyna, tak samo jak Polska, zgodnie z traktatem o nierozprzestrzenianiu broni atomowej, nie ma prawa wzbogacać uranu. To mogą robić tylko oficjalne mocarstwa atomowe.  I Izrael... 

Sumując: jako skutek dla krajowej gospodarki, rozbudowa potencjału eksportowego i zwiększanie niezależności energetycznej był/jest pozytywny. Żaden z tych warunków nie jest spełniony w Polsce. 

Teraz rozpoczęła się budowa nowej elektrowni- maleńka, 25 MW. Była projektowana jako siłownia do łodzi podwodnej, całkowicie w Argentynie, generalnie to ma być prototyp jako przedstawienie technologii i przygotowanie do eksportu. Akurat potencjalny przynajmniej rynek na małe reaktory istnieje dość poważny i z tego punktu widzenia może to mieć sens. Zobaczymy. 

 Jak to dla siłowni okrętowej, w projekcie postawiono duży nacisk na możliwości szybkiej regulacji mocy, co razem z niewielka wielkością pozbawia ją jednej z zasadniczych wad elektrowni atomowej, czyli produkowania gigantycznego baseload, który bardzo źle współpracuje z OZE i na dziesięciolecia blokuje budowę czystej energetyki. A dodatkowe obciążenie regulacją mocy dla elektrowni węglowych staje się z każdego praktycznego punktu widzenia- identyczne.

Do tego należy dodać znów krajowe wydobycie uranu i jakiś sens to ma - bo istnieje całkowicie krajowy przemysł i od strony bilansu handlowego oraz wykorzystania lokalnych kwalifikacji, to się trzyma kupy. Żadna z tych okoliczności łagodzących nie jest spełniona w Polsce. Żeby było jasne - z polskiego punktu widzenia kupowanie argentyńskiego reaktora jest tak samo bez sensu, jak jakiegokolwiek innego, ale jeśli już, to i tak jest lepszy niż EPR . 

A jak to ma się odnosić do propozycji dla Polski? 

Najważniejsze to pamiętać o nieopłacalności. W przeliczeniu na zainstalowaną moc elektrownia atomowa jest 4-krotnie droższa niż wiatrowa i 2-krotnie droższa niż słoneczna. Przy skrajnie optymistycznych dla atomu założeniach, bo tak naprawdę to nie wiadomo ile kosztują nowe reaktory, a wiadomo, ile kosztuje OZE.  Normalnie reaktor atomowy i wiatrak są tak samo ciężko sterowalne. Można założyć wykorzystanie mocy elektrowni atomowej na 85% (zupełnie realne, nawet optymistyczne) reszta czasu odchodzi na wymiany paliwa i remonty. 

Jak w naszym uproszczonym przykładzie łatwo policzyć, wystarczy produktywność wiatraka na poziomie 21,25% aby wiatrak wychodził taniej. Tylko już dziś się nie buduje w ogóle dla tak niskiego stopnia wykorzystania, zwyczajnie bierze się z katalogu inna turbinę bardziej dopasowaną do charakterystyki wiatru.   
Zakończając ten wątek - w przeliczeniu nie tylko na zainstalowana moc (bo to jest oczywiste), ale i na produkowana energię, energetyka wiatrowa jest tańsza od atomowej. Trochę mógłby zmienić ten obraz czas eksploatacji, ale nieszczególnie poważam ten argument. 

Już odpowiadam: teoretycznie czas eksploatacji elektrowni wiatrowej jest przewidziany na 20 lat, a atomowej na ok. 35. Powinno robić różnice. Ale tak krótki (jak na energetykę) czas eksploatacji wiatraka wynika po prostu z błyskawicznego postępu technologicznego, a nie ograniczeń technicznych. Zwyczajnie, sprzęt ustawiany 20 lat temu jest dziś skandalicznie przestarzały i obłędnie drogi w eksploatacji w porównaniu do dzisiejszego. 

Spodziewając się podobnej obniżki kosztów, klienci nie pytają o przedłużoną trwałość, a producent skoro nie musi, to i nie daje takich zapewnień. Jaka jest prawdziwa trwałość techniczna - zobaczymy, ale naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, aby wolnoobrotowe turbiny były praktycznie wieczne (no dobra, najcięższe i najbardziej wysilone łożyska kiedyś trzeba wymienić), a choćby ciśnieniowe zmęczenie materiału już to uniemożliwia w reaktorach atomowych (albo wymieniamy wszystko po kolei, co zresztą się robi - ale wtedy porównujmy jabłka z jabłkami). 

O energetyce solarnej tu nie będę wspominał, bo jest droższa od atomu (w przeliczeniu na energię, bo na moc i nawet to jest tańsze).  Ale trwałość ogniw fotowoltaicznych zasadniczo nie jest znana, bo pierwsze masowo produkowane z połowy lat 70-tych jeszcze zwykle działają całkiem przyzwoicie, jeśli nie doznały fizycznych uszkodzeń. Przypominam, że producenci zwykle dają gwarancję na 20 lub 25 lat, ale to nie jest w żadnym wypadku przewidywany lifetime.  

Podsumowując: jako receptę, trzymając się tematu, energia atomowa dla Polski. Nowa technologia. Tylko. Kraj jako taki i przemysł nie ma najmniejszego doświadczenia z dzisiejszymi, import w całości to chora idea nieuków. Pozostaje rozwijać własną technologię i w ten, bardzo ryzykowny sposób, wyprzedzić konkurencję. 

Najpierw oczywiście trzeba znać zasoby, wiedzieć kto w Polsce i o czym ma pojęcie, czy można relatywnie łatwo rozwinąć technologię toru, czy którąkolwiek inną z przyszłościowych. To może (absolutnie nie musi!!!) dać jednocześnie relatywnie tanią energię, pobudzenie krajowej gospodarki hi-tech i produkt eksportowy o dużej wartości dodanej. I to może mieć sens. Przynajmniej jakiś, dla rozruszania gospodarki. Bo budowanie wielkiej, w całości importowanej elektrowni atomowej to dowód kompletnej ignorancji elit i tego się będę trzymał. 

Peak Oil- jak uratować siebie i świat?

Długoletni czytelnicy tego bloga widza, że moje poglądy ewoluują. W niektórych miejscach to jest zmiana o 180 stopni. Ja z tym nie mam problemów, tak samo jak z przyznaniem, że wcześniej się myliłem. 
Tak właśnie częściowo się myliłem w sprawie Peak Oil.

Peak Oil istnieje, ma się dobrze i wszystko wskazuje, że jesteśmy na szczycie. A tak dokładniej, jeśli cześć oficjalnych danych uznać za skręcone (zgodnie z zdrowym rozsądkiem), to już poza szczytem. Precyzując tą moja opinie: peak oil minął i ropy w skali globalnej będzie już tylko mniej. Teoretycznie, czy według wczorajszej wiedzy, powinno to oznaczać stały i postępujący kryzys. Kryzys spowodowany zależnością produkcji przemysłowej i komfortu oraz obiegu pieniądza od ilości zużywanej energii. Są nawet specjalne wyliczenia, itd. Tylko to wszystko to nie koniec. Co jeśli zaczniemy zmniejszać ilość zużywanej energii utrzymując ten sam poziom życia? Jeśli utrzymamy własną produktywność, realnie nasz komfort wzrośnie. 
Wyjaśnijmy przykładem ten nieco teoretyczny wywód. Mieszkamy sobie w domu, którego koszty ogrzewania to 15% naszego dochodu. Nagle z nieba spada nam styropian, który sam się przykleja wszędzie, gdzie należy, i koszt ogrzewania spada do 5% tego samego dochodu. Nagle zostaje 10% dyspozycyjnego dochodu, aby się wybrać z przyjaciółmi do restauracji, albo też zainwestować w następne oszczędności energii.

Oczywiście styropian to przykład trywialny, choć o tyle dobry, że do jego wyprodukowania najpierw potrzeba paliw kopalnych. Realnie, przy stałym wydobyciu, aby tego styropianu przybyło, ktoś tej ropy z której go zrobiono nie spalił w samochodzie. Klasyczny dylemat konsumpcja a inwestycje - tylko warto go odnieść też do zasobów surowców energetycznych.  Tu nie wszystko reguluje cena. Jak zaczyna być na tyle wysoka, że ogranicza konsumpcję, to i na inwestycje jest za późno, bo nadwyżki do inwestowania już przejedzono.

Tyle, że fakt zmniejszania się zasobów do konsumpcji nie oznacza jeszcze, że cywilizacja koniecznie musi się zawalić. Owszem, przy bussines as usual w końcu musi. Alternatywą jest plan utrzymania poziomu życia przy spadającej ilości dostępnych paliw kopalnych. Jakiś czas temu byłem przekonany, ze to jest niemożliwe, że cywilizacja przemysłowa musi się zawalić, a ludzkość zejść do poziomu co najwyżej średniowiecza.

Podjęty przeze mnie wysiłek i w jego następstwie zgromadzona wiedza uzasadniają jej przekazanie, choć jest tego wszystkiego zdecydowanie za dużo jak na wpisy blogowe. Zapewne skończy się to wydaniem książki (której jeden z rozdziałów przedstawiłem chwilę temu) ale nie mam jeszcze dokładnie sprecyzowanej koncepcji, stąd wszelkie uwagi mile widziane.

Po dłuższym poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o konieczność upadku cywilizacji wskutek peak oil - wiem. To nie jest prawda. Jest absolutnie możliwym utrzymanie poziomu życia cywilizacji przemysłowej i rezygnacja z paliw kopalnych. Co więcej, kraj, który robi to chociażby szybciej niż inne, a jeszcze lepiej - szybciej niż następuje spadek wydobycia, zyskuje ogromnie na konkurencyjności międzynarodowej, a co za tym idzie poziomie życia jego mieszkańców.   Co więcej z tej samej ilości coraz trudniej dostępnych paliw powstaje więcej pożytecznych rzeczy, niż ma to miejsce w gospodarce uzależnionej od ropy w celu przeżycia.

Jakimś poziomem optymizmu napawają mnie okoliczności, których jestem dość mocno pewien:

1. Istotne (rzędu 5-15%) oszczędności paliw kopalnych można osiągnąć za pomocą działań o  charakterze organizacyjnym przy bardzo małych inwestycjach - jak np. lepsza organizacja transportu publicznego, do stopnia szybkości przemieszczania się i komfortu zbliżonego do samochodu.

2. Dzięki oszczędnościom i wykorzystaniu energii odnawialnej można zużycie paliw kopalnych ograniczyć o ok. 50% bez żadnych znaczących zmian infrastruktury i stylu życia (z wyjątkiem korzystania w miastach zasadniczo z komunikacji publicznej i większego udziału rowerów - tam gdzie będzie to atrakcyjniejsze i sensowniejsze od samochodu, z mocnym nakłanianiem i ułatwieniami, ale bez przymusu).

3. Z istotnymi zmianami (eliminacja pojazdów spalinowych wszędzie gdzie to jest technicznie możliwe, zmienne ceny prądu w zależności od produkcji z OZE,  międzysezonowe magazynowanie ciepła do ogrzewania, itp.) możliwa jest redukcja zużycia paliw płynnych, gazu  i węgla do ok. 10% dzisiejszego zużycia, a tak niewielką ilość już można zastąpić odpowiednikami z rolnictwa  i odpadków, czyli całkowitą eliminacją paliw kopalnych.  Jeśli dzisiejsze technologie i rozwiązania organizacyjne nie wystarczą, jest kilka innych na etapie gotowych projektów, prototypów, albo zaawansowanych badań, które śmiało pozwolą także na likwidację resztki użycia paliw płynnych (bo one są także w wersji bio - najdroższe i najtrudniejsze do otrzymania).

4. Każda oszczędność czy substytucja daje natychmiastowy efekt dla całej gospodarki, zmniejszając nakład energii kopalnej na jednostkę wyprodukowanych dóbr, utrzymanie rodziny czy PKB. Także natychmiastowo poprawia bilans handlowy i umożliwia zwiększenie inwestycji przez zmniejszenie bieżących wydatków. Od razu.  Tak samo jak w naszym przykładzie ze styropianem- jeśli to dom w Polsce ogrzewany gazem, to różnica jego zużycia stanowi od razu różnicę w imporcie gazu z Rosji.

Podkreślę jeszcze raz. To co napisałem powyżej jest możliwe przy zastosowaniu już dziś wdrożonych technologii, bez żadnego wielkiego eksperymentowania, z czego pierwszy etap bez wielkich nakładów pieniężnych i materiałowych (ale trzeba by myśleć, a to może boleć i współpracować, co w PL prawie niemożliwe).  Drugi etap wymaga już pieniędzy i czasu, ale i jedno i drugie w racjonalnych granicach i możliwych dla kraju o średnich dochodach. Trzeci to dopiero zaczynają być potężne inwestycje dla relatywnie niewielkich zysków, ale także racjonalnie prowadzone, mogą być opłacalne ekonomicznie już dziś.

Co więcej, energetyka atomowa nie wchodzi do zestawu dostępnych na dziś technologii (dla Polski przynajmniej). Proste- nie ma, na dziś, ŻADNEGO dostępnego i sprawdzonego w działaniu projektu elektrowni atomowej możliwego do wybudowania w Europie. Nie ma. Jedynym mogącym spełniać obecne normy jest EPR, którego nie udało się zbudować ani jednego działającego egzemplarza.

Ale do warunków, kiedy energetyka atomowa może mieć jakieś ochłapy sensowności przejdę w następnym wpisie, zasadniczo już napisanym.