Egipt- poligon doświadczalny

Świat, a przynajmniej ta jego część, która wie gdzie leży Egipt nieco się interesuje obecną sytuacją tamże. Od strony niedawnego zamachu stanu i rozważań, która strona jest narodowa, a która banksterska nic się tam co prawda nie zmieni i zmienić nie może. Ale obserwacja w miarę dokładnie rozwoju wydarzeń jest interesująca- Egipt to w pigułce i do kwadratu zestaw problemów, które czekają świat niedługo. Posiada także dość oczywiste możliwości wyjścia z tych problemów- które, uprzedzając dalszą część- są raczej mrzonką i wszyscy miejmy nadzieję, że się mylę.
Zaczynając od opisu sytuacji- Na jednego mieszkańca Egiptu przypada 150 m2 ziemi uprawnej. Pomimo legendarnej urodzajności tej ziemi i 2-3 zbiorów rocznie, jest to powierzchnia absolutnie niewystarczająca do samowystarczalności. Tą samowystarczalność można szacować biorąc pod uwagę, że od czasów rzymskich do czasów nowoczesnych populacja Egiptu była w miarę stabilna i wynosiła w granicach 4-7 mln. To można przyjąć jako granicę możliwości wyżywienia populacji Doliny Nilu. Pod koniec XIX w. zaczęło się to zmieniać- rozpoczął się import taniej pszenicy z Rosji, USA i Argentyny a rozwijał eksport bawełny- bawełna jako towar eksportowy straciła sens po 2 w.ś., kiedy dotychczasowe, bardzo pracochłonne metody uprawy zostały wyparte przez uprawy chemiczno- zmechanizowane.
Kolejną znaczą zmianą była tama w Asuanie, która zakończyła dotychczasowy cykl corocznych wylewów Nilu, co umożliwiło 2-3 krotne zbiory w ciągu roku, ale jednocześnie spowodowało konieczność używania znaczących ilości nawozów sztucznych. Dopóki te nawozy razem z ropą i żywność były w miarę tanie- nie stanowiło to takiego wielkiego problemu. Szacuję, że tama w Asuanie razem z chemią rolniczą zwiększyła możliwość produkcji żywności 5-10 krotnie. Problem polega na tym, że populacja Egiptu wynosi obecnie ok 85 mln mieszkańców. Kraj jest beznadziejnie uzależniony od importu żywności- importuje ok 40% żywności, w tym 60% spożywanej pszenicy (co by mniej- więcej potwierdzało wcześniejszy szacunek o możliwości utrzymania populacji).
Do przełomu 20 i 21 w. dochody z turystyki, Kanału Sueskiego, eksportu ropy i coroczna dotacja wojskowa z USA pozwalały całkiem sprawnie związać koniec z końcem. Relatywny dobrobyt doprowadził do gwałtownego wzrostu populacji, dochody z eksportu ropy się skończyły (bo złoża się wyczerpują i eksport się skończył), drastyczny wzrost cen żywności akurat skorelowany z lokalnym peak oil spowodował faktyczne przewrócenie się budżetu, od dobrych kilku lat utrzymywanego na powierzchni wyłącznie solidnym deficytem. Rozdawnictwo chleba pomaga jako-tako utrzymać najbiedniejsze warstwy społeczeństwa w spokoju, ale wszystko razem spowodowało inny problem- w ledwo trzymającej się powierzchni gospodarce niezaspokojone aspiracje „młodych, wykształconych, z wielkich miast” spowodowały bunt tychże. Niezależnie od udziału lub jego braku wywiadów obcych i spisków własnych- skądś się te kolejne tłumy obalające władzę biorą. I brać się nadal będą- bo wydobycie ropy spada i nic nie wskazuje na żadną szansę zmiany tej sytuacji- co oznacza tylko i wyłącznie hamowanie gospodarki. W permanentnie niestabilnym kraju o turystyce na masową skalę niedługo będzie można zapomnieć, a Kanał, choć ma się dobrze (no, prawie- wskutek recesji w Europie ilość ładunków także musi spadać) i tak nie wystarczy, nawet gdyby całość dochodów przeznaczyć na import tylko pszenicy. Reszta to drobny przemysł, nie mający szans na znaczące dochody eksportowe- zwłaszcza, że w końcu problemy z paliwami kopalnymi będą wkrótce (czy może już) oznaczać także problemy z energią elektryczną, a w tych warunkach nic nie może na większą skalę działać. Obecnie budżet funkcjonuje na Saudyjsko- amerykańskiej kroplówce i bez zmiany paradygmatu nic się nie zmieni- znaczy w miarę dalszego spadku wydobycia krajowych paliw, wzrostów cen żywności i wzrostu populacji- tylko na gorsze. Rozwiązaniem w tym wypadku mógłby wyłącznie być rząd który doprowadzi do jakiejś, znaczącej redukcji populacji (tu oczywiście trafne będą skojarzenia z najobrzydliwszymi rzeźniami 20 w.). Brutalnie mówiąc- czy będzie to rzeź o charakterze cywilnym, czy wojskowym- tego nie przewidzimy. Jeśli nie- to zwyczajny rozpad społeczeństwa.
Zasadniczym problemem jest zrównoważenie bilansu handlowego- czy przez wzrost eksportu (czego kosztem obniżenia poziomu życia praktycznie nie da się zrobić- bo spora część populacji i tak jest na granicy biologicznego przeżycia), albo zmniejszenie importu. Oczywiście takie drobiazgi jak elektronika konsumpcyjna czy samochody to stosunkowo łatwa sprawa- dewaluacja (która trwa) i z głowy- ale jak podkreślałem tu kilkukrotnie najważniejszym problemem jest import podstawowej i najtańszej żywności. Czyli po prostu gwałtowne i wszelkimi możliwymi sposobami dążenie do samowystarczalności żywnościowej. Teoretycznie, w wypadku Egiptu to jest możliwe. Problemem nie jest ani powierzchnia, ani temperatury a woda- której praktycznie jednym dostawcą jest Nil. Szczegółów polityki rolnej tam nie znam, ale bez trudu można sobie wyobrazić taki zestaw działań, który doprowadzi do maksymalizacji produkcji rolnej, przy jednoczesnej minimalizacji zużycia wody- aż do poziomu, kiedy Nil nie będzie dopływać do morza. Obecnie sytuacja nie jest od tego tak bardzo odległa- więc tych rezerw nie pozostało za wiele. Dalszym krokiem musi być zazielenienie pustyni odsalaną wodą. To przy obecnie istniejącej technologii jest jak najbardziej możliwe- tylko.... wymaga olbrzymich ilości energii, której Egipt nie ma, a to co jest będzie musiał w coraz większym stopniu eksportować, aby związać koniec z końcem. Jedynym wyjściem wydaje się odsalanie za pomocą energii słonecznej- co jak najbardziej jest możliwe- tylko wymaga właśnie olbrzymich nakładów inwestycyjnych. Czyli w praktyce połączenia wysiłków i organizacji państwa z możliwie dużymi inwestycjami prywatnymi (w końcu można coś takiego zrobić na niewielką skalę). Tylko to dla odmiany wymaga stabilności- po jaką cholerę inwestować olbrzymie pieniądze w niewielką działeczkę rolniczą w niestabilnym kraju? Lepiej kupić dolary czy złoto i schować pod poduszkę. Aby taka próba (niekoniecznie udana...) w ogóle mogła być możliwa potrzebny jest rząd mający wystarczające zaufanie społeczeństwa i który jakimś cudem przetrwa pierwsze kilka lat, zanim taka polityka zacznie przynosić jakiekolwiek widoczne efekty. Do tego potrzeba zupełnie innego nastawienia społeczeństwa niż robienie rewolucji co roku i głęboki jego podział. Z takiego szamba mogłaby wyjść część społeczeństw północnej Europy (ze Szwajcarią na czele), ale Egipt- nie sądzę. Dlatego mamy okazję obserwować w zwolnionym tempie poligon doświadczalny zawału cywilizacji. Zapewne w następnej rundzie (a może już) wobec problemów lokalnych rolników z zakupem nawozów lokalna produkcja żywności jeszcze spadnie, po kolejnej rundzie greckiego kryzysu Egipt przestanie być już tak bardzo konkurencyjny cenowo w turystyce i będzie po herbacie- bo na spadek cen żywności na światowych rynkach raczej bym nie liczył- w końcu paliwo i nawozy kosztują i mniej kosztować nie będą. A na koniec będzie pytanie- co z tamą w Asuanie. W rozpadającym się państwie nie będzie sił, ani środków aby to utrzymać. I w końcu sie rozpadnie. A za kilkaset lat ktoś odkopie Kair....
I swoją droga ten wpis dedykuję też wszystkim, którzy uważają, że peak oil to coś jak upadek asteroidu- wielkie buuum i nowa rzeczywistość. No nie bardzo. Wiele lat kryzysu i syfu, a potem jeszcze gorzej. Więc chrupki w ręce i przed telewizory oglądać katastrofę....  

21 komentarzy:

Anonimowy pisze...

:)... bardzo ciekawie i realistycznie napisane :) ... choć moim zdaniem bardzo optymistycznie. Otóż ten optymizm wynika z braku rozwinięcia (ba! ... nawet samego zasygnalizowania) opcji exodusu tych 60 mln głodnych "obywateli" na północ :) ... bo wtedy może być bardzo nieprzyjemnie :) ... dobrze, że po drodze będą chociaż Alpy i Równina Węgierska :) bo włoską armię zjedzą w max 1 tydz.

Maczeta Ockhama pisze...

@ anonim
Bo tej opcj tak do konca to nie ma. Po drodze jest morze, nie takie łatwe do przebycia, a na pewno nie na taką skalę. Jedyny kierunek lądowy to Izrael- i to należy zakwalifikować jako opcje wojskową...

artur xxxxxx pisze...

Jaka opcja wojskowa? Egipt nie ma wojska zdolnego do inwazji morskiej, zresztą po co mieliby go użyć?
Egipcjanie mogą zwyczajnie się rzucić wszystkim co pływa na Grecję, Włochy, Cypr i Maltę w poszukiwaniu lepszego życia. Część wykorzysta każdą inną drogę, w tym legalną. Spodziewam się w Europie w najbliższych latach 10mln emigrantów z Egiptu, co najmniej drugie tyle wyemigruje do innych krajów arabskich i dalej w świat(USA, Kanada, Australia). Taka powtórka z Kuby gdy Castro otworzył granicę, może nawet na większą skalę. Pocieszające jest to, że do Polski dużo nie przyjedzie. Nie mamy warunków socjalnych, na których brak tak utyskuje część Polaków i klimat bez porównania z ciepłą Francją czy Włochami.
Dobrze by było przekuć zagrożenie w szansę i podczas gdy UE przyjmowałaby kolejne fale imigrantów, pozyskać do Polski wykształconych i przedsiębiorczych Arabów. Wiadomo jednak, że tego nie potrafimy...

futrzak pisze...

@artur:
nie chce sie wyzlosliwiac, ale niech Polska najpierw pozyska tych wyksztalconych i przedsiebiorczych POLAKOW co z kraju wyjechali za chlebem.
Nie uwazasz, ze to rozsadniejsza kolejnosc? Ani jezyka nie musieliby sie uczyc, ani meczetow by nie budowali...problemow z integracja by nie bylo...

Anonimowy pisze...

ja może trochę naiwnie myślałem, że Egipt jest eksporterem żywności.. a to dlatego, że regularnie kupuję egipskie płatki śniadaniowe, są jakieś dobrych paredziesiąt procent tańsze niż drugie z kolei najtańsze

artur xxxxxx pisze...

@futrzak
Nie wiem czy to jest realne przy obecnej sytuacji gospodarczej. Ludziom tym trzeba by zaoferować lepsze warunki ekonomiczne niż mają w starej UE, na co nas nie stać.
Z nową imigracją jest łatwiej. Człowiek jeżeliby nie miał alternatywy w postaci bogatego Zachodu, wolałby wyemigrować do Polski, aniżeli pozostać w kraju objętym wojną domową.
Oczywiście mówię o pracownikach wysoko wykwalifikowanych (inżynierowie, lekarze itp), bo tylko oni mogą w Polsce liczyć na zatrudnienie za relatywnie wysokie stawki.
Rzecz jasna, że to i tak się nie uda.

Maczeta Ockhama pisze...

Jeśli podać coś zbliżonego to byłby to Hlodomor i masowych, zorganizowanych prób radzenia sobie raczej nie było- każdy, a co najwyżej wioska zaledwie próbowała sobie jakoś radzić i przetrać coś, co wydawało się tymczasowe. Zresztą- ci co sobie radzą- jakoś sobie poradzą. Każda klęska żywiołowa najmocniej uderza w najbiedniejszych, więc o emigracji inżnierów nie ma co mówić, bo nie o to chodzi. A Egipt może być eksporterem niektórych rodzajó żywności, co ni zmienia faktu, że swojej populacji nie jest w stanie wyżywic. Podobnym i ekstremalnym przykładem jest Holandia- licząc wartością olbrzymi eksporter produktów rolnych, a oczywiście swojej populacji także nie jest w stanie wyżywić- ale zanim bogate kraje będa mieć takie problemy trochę czasu jeszcze minie. Egipt wygląda na ekstremalne poletko doświadczalne, obok Pakistanu zresztą- podobna sytuacja.

Anonimowy pisze...

150m2 przy intensywnej uprawie w tamtym klimacie bez trudu może dać 500kg pszenicy. Wystarczy do wyżywienia trzech osób. Trzeba tylko kupić nawozy, zorganizować intensywną gospodarkę i, to co z reguły szwankuje najbardziej, rozdystrybuować bez strat. Krótko mówiąc, to tylko sprawa sprawnej organizacji. I na przestrzeni dziejów, zawsze tak było. Z każdego kryzysu państwa wychodzą z władzą tego, kto potrafi najsprawniej je zorganizować.

zaz

Anonimowy pisze...

I jeszcze pytanie o Argentynę a'propos Egiptu : Czy w Argentynie jest jakiś internetowy serwis aukcyjny a'la Allegro ? W którym mógłbym osobiście zorientować się w cenach.
Jest to a'propos Egiptu bo ja mam dobra pamięć i świetnie pamiętam zachwyty w gazetach jak to w Egipcie jest bogato i bezpiecznie płodzone przez np Kawlasa. Takiego tam, syna ministra ... .

zaz

artur xxxxxx pisze...

Gdy siądzie przemysł i budownictwo dla wykształconych ludzi też nie będzie tam miejsca.

futrzak pisze...

@zaz:
w Arg jest odpowiednik ebaya http://www.mercadolibre.com.ar/ oraz
http://buenosaires.olx.com.ar/ (musisz zmienic prowincje jak chcesz ogloszenia z innych niz stolica)

czy moglbys podac zrodlo swoich danych? Tj. ze da sie zebrac 500 kb pszenicy z 150m2?
Bo co prawda widzialam gdzies takie stwierdzenia - ale jak maczeta napisal - jest to ekstra ekstensywna gospodarka, ktora wymaga niesamowitych nakladow nawozow, energii i WODY. No i nie do utrzymania na dluzsza mete, bo ziemia potem jest kompletnie zdegradowana. Poa tym, nie sama pszenica czlowiek zyje.
jakby sie nie obrocic, to d. z tylu tj. Egipt sam sie nie wyzywi.

Pan Kalwas niestety nie barl pod uwage prawdziwych realiow tego kraju czyli gospodarki. Ciekawe jakby mu zycie sie ta udawalo gdyby nie mial stalych dochodow z Polski a musial konkurowac z milionami Egipcjan na codzien.

Anonimowy pisze...

No właśnie w tym rzecz, że wolę osobiście sprawdzić niż opierać się na opiniach kogoś, kto być może jest synem ministra i ma taki właśnie punkt widzenia.
Co do pszenicy, to jest to przykład. Normalne zbiory w Polsce na dobrej glebie dochodzą do 120q/ha. Tam razy co najmniej 3. Można zresztą sadzić ziemniaki, czy inny maniok. I można uzyskiwać z tej powierzchni wielokrotnie więcej niż potrzeba. Aby jednak to uzyskać nie jest potrzebna gwiazdka z nieba tylko wspomniana organizacja pracy i potem dystrybucji. Polega to na tym, że na przykład nawóz można ekstensywnie rozsypać na całą powierzchnię gleby, z czego większość spłynie do Nilu. Lub 1/10 tej samej ilości nawozu dostarczyć wyłącznie na korzenie roślin. Podobnie jest z wodą. Na większości pustyń woda jest. W powietrzu. Nad ranem się skrapla, jak ma na czym. Każdy podręcznik survivalu mówi jak ją zdobyć. To pracochłonne ale kiedy ziemi ma się do obróbki mniej niż przeciętny polski działkowiec, to można z tego skorzystać. Ale aby ten fellach ruszył d* i wziął się do roboty, trzeba go wyszkolić, zachęcić, pokazać że działa, zorganizować dystrybucję etc. To nie jest specjalnie kosztowne, ale kto to zrobi ?

zaz

Anonimowy pisze...

Jeśli to jest w miarę reprezentatywne ogłoszenie : http://elbolson.olx.com.ar/chacra-el-bolson-24-has-usd-7-000-por-ha-bosque-agua-iid-515443373
to tam jest przeraźliwie drogo. Nie wspominam o jakichś kamienicach w stolicy, bo to może być specyfika rynku. Ale nieużytki na jakimś zadupiu w cenie trzykrotnie wyższej od podobnych polskich ?!!

zaz

Maczeta Ockhama pisze...

Jedna rzecz to teoretyczna wydajność z hektara i pod tym wzgledem można oczywiście bić rekordy- a i tak poziomu efektywności fotosyntezy się nie przeskoczy i koniec, a druga rzecz to długoterminowe utrzymanie takiego poziomu zbiorów co być może jest możliwe przy starannym badaniu składu gleby, planowaniu nawozenia i nieskończonych środkach- czyli w praktyce skomputeryzowanemu ogrodnictwu. Znów wracamy do kwesti nakładów i środków na inwestycje oraz polityki państwowej promującej taką inwestycję nawet wbrew dzisiejszej opłacalności.
@zaz
To akurat są ceny raczej za grunt "turystyczny", tzle samo mogą kosztować w okolicach Rosario, czyli najlepsze grunty o 2 dobrych plonach rocznie, płaskie i blisko portu. Gorsze na zadupiach sporo mniej

Maczeta Ockhama pisze...

@zaz
Kompletne zadupie do umiarkowanego wykorzystania rolniczego np. tu http://choya.olx.com.ar/campo-santiago-del-estero-iid-511171578

Przemo pisze...

Doskonaly wpis, przeczytalem z przyjemnoscia.

Obserwacje zawarte w tekscie pokrywaja sie z moimi przemysleniami i wpisami na ten temat.

Podejrzewam, ze Egipt czeka depopulacja, a taki proces nie jest mily. Po prostu praw natury nie da sie oszukac. Gdy bakterie maja pozywienie na szalce i rozmnazaja sie jak szalone, to potem musza wyzdychac. Populacja ludzi i bakterii nie rozni sie zbyt wiele.

slomski.us

Anonimowy pisze...

Granice efektywności fotosyntezy to o ile pamiętam 4% czyli ... jakieś 40kg ziarna pszenicy z jednego metra kwadratowego przy egipskim nasłonecznieniu.
Wszystko inne z tego co napisałeś należy do podzbioru organizacja. I z nią Arabowie mają rzeczywiście poważny problem.

Co do owej farmy, to jakie są szanse dociągnięcia w takie miejsce internetu ?

zaz

Maczeta Ockhama pisze...

@zaz
Efektywnośc fotosyntezy to ok 0,8 % lub w wypadku trzciny cukrowej prawie 2%, jak pozostałe warunki rozwoju roślin są spełnione to jest bariera i przy dobrym nawożeniu i wodzie dość szybko. Zresztą to w Egipcie nie ma znaczenia, bo tereny są, nie ma tylko wody.
Co do netu- kabli na samotnej estanci raczej nie ma, ale to jest kwestia ewentualnego masztu do łapania zasiegu komórkowego... W Paragwajskim Chaco potrafią tkimi po 30 m łapać sygnał z ponad 100 km

Anonimowy pisze...

W internecie krąży taka książka:
http://files.shroomery.org/cms/How%20to%20Grow%20More%20Vegetables%206th%20ed%202002.pdf
Według mnie nastąpi powrót do rodzinnych gospodarstw. W tej jakże ciekawej książeczce na stronie 28 jest napisane że potrzeba 4,000 sq ft for one person czyli dokładnie 371.6 m2. Może przy dwóch/trzech zbiorach rocznie szanse na samowystarczalność Egiptu przy 85mln mieszkańców będą lepsze, ale nie wiem czy to nie zaburzy struktury gleby.

Pozdrawiam, shamanexpedition

Inspektor Lesny pisze...

Na ogolw takich sytuacjach odpowiedzialny rzad zbroi i wychowuje spoleczenstwo do wojny. Po czym ja wywoluje. Jkikolwiek wynik owej wojny, za wyjatkiem calkowicie przegranej, za wczesnie, stwarza lepszy punkt wyjscia.
Mial racje Hitler swego czasu, gdy twierdzil, ze aby byl pokoj, to narod niemiecki musi miec zapewniona zywnosc, na wlasnych warunkach.

Maczeta Ockhama pisze...

@shamanexpedition
Szacunek wielkości potrzebnego areału to dość skomplikowana sprawa i biorąc pod uwagę temperatury, ilość wody, urodzajność gleb, wreszcie przewidywalność pogody (czyli częstotliwość nieurodzajów) nie sądzę, aby nawet w przybliżeniu dalo się określić konkretną powierzchnię. Wiadomo, że w Mongolii to dość dużo, w Bangladeszu dość mało- ale ile jest minimalnie- myślę, że historyczne doświadczenia Egiptu są dość bliskie temu, więc przy dzisiejszej populacji na pewno jest za mało.
@Inspektor Leśny
Jak sam napisałeś- poważny rząd, ja dodam- nie mając innych opcji. Dla poważnego rządu inne opcje w Egipcie są. Tylko nie ma tam poważnego rządu i zjedoczonego, spójnego społeczeństwa, mogącego w trudnych warunkach jeszcze ponosić wydatki inwestycyjne.