Ile wynosi deficyt budżetowy?- cz.1

Niestety prosta odpowiedź na to pytanie – brzmi „nikt tego nie wie”. Część powodów jest oczywista – obligacje rządowe są emitowane w różnych walutach, których kurs zmienia się co sekundę, bony skarbowe o krótkim terminie wykupu zmieniają obraz sytuacji regularnie, a krótkoterminowe pożyczki podmiotów sektora publicznego często w ogóle nie uwzględniane w jakikolwiek sprawozdaniach. Przyjmijmy zatem, że 100 miliardów złotych w 2010 r., które się wymsknęło ministrowi finansów jest kwotą mniej- więcej prawdziwą. Patrząc co prawda na ZUS, działalność samorządów wielkich miast i wszelkiego rodzaju przystawki okołobudżetowe przypuszczam, że jest to nadal mocno zaniżona kwota, ale niech tam.
W te 100 mld wchodzi oficjalny deficyt samorządów, ale skoro samorządy są prawie w całości finansowane transferami z budżetu – można traktować je jak część budżetu państwa. Dodatkowym argumentem może być to, że wpadanie miast w spiralę długu jest spowodowane w dużej części zmniejszaniem dotacji i dokładaniem ustawowych obowiązków. Oczywiście, gminy oprócz dotacji, udziałów w podatkach państwowych i prywatyzacji, mają też własne dochody podatkowe – ale są one na tyle niewielkie, że nie zmieniają obrazu sytuacji.
A teraz druga strona równania – nie żadne PKB, do którego się zwykle porównuje dług, tylko dochody budżetu. Dlaczego tak? Dług nie będzie spłacany z jakiegoś mitycznego PKB, tylko z tego co państwo jest w stanie zedrzeć z podatników – czyli właśnie istotne są dochody budżetu. I to dochody podatkowe – olejmy dochody z prywatyzacji – one się w pewnym momencie skończą, i to zakładam, że oddawać będzie trzeba jak już nie będzie co sprzedawać.
Otóż dochody podatkowe planowane na 2010 rok wynoszą 223 mld złotych.
Obetnijmy parę zer po obu stronach i mamy gospodarstwo domowe, które zarabia rocznie 22,300 złotych, wydaje wszystko i dodatkowo pożycza 10 tys złotych rocznie, aby pokryć wydatki, wyprzedając przy okazji posiadane gadżety na 2500 zł. Fajnie się tak żyje – aż do bankructwa, bo po paru latach takiego życia naprawdę nie da się tego oddać.
Kot w Gołębniku pisał niedawno cykl artykułów o możliwych oszczędnościach i jak zrównoważyć budżet – tylko opierał się na innych liczbach.
Należy do tego jeszcze dołożyć fakt, że w bredniach lorda Keynesa jest ziarno prawdy – dług stymuluje gospodarkę. Każda złotówka wydana przez budżet wraca w sporej części w postaci podatków. Jeśli przyjmiemy (bardzo ostrożnie), że jest to tylko 40%, oznacza to też to, że kończąc od jutra zadłużanie Rzeczypospolitej, dochody budżetu zmniejszają się o 40 mld.
I teraz drodzy libertarianie policzcie co się da zrobić. Na mój nos realne pole manewru wymusza m.in. jedną rzecz- zrównoważenie budżetu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Pod takim ładnie eufemistycznym określeniem ukrywa się albo drastyczna podwyżka składek ZUS (która z całą pewnością nie przyniesie wzrostu dochodów- czyli rozwiązanie nierealne), albo drastyczna obniżka emerytur. Oczywiście, jak zacznie się poszukiwanie oszczędności to w pierwszej kolejności przytną jak zwykle wojsko i policję – bo oni nie protestują, ale każdy kto mieszka obok lotniska wojskowego, wie, że odrzutowiec wojskowy na niebie stał się ostatnio bardzo rzadkim zjawiskiem – czyli najprawdopodobniej budżetu na szkolenie wojskowe już dawno nie ma. Nie sądzę, by dało się jeszcze dużo przyciąć. Molocha państwowej edukacji nie odpuszczą i z poważnych wydatków zostają tylko emerytury. Ale dotacja do FUS to oficjalnie tylko 37 mld. W rzeczywistości więcej – dochodzą jeszcze kwoty „refundacji składek OFE”, czy czegoś takiego i pewnie parę innych nieoficjalnych kanałów przelewowych. Podobno na wypłaty emerytur ZUS wyda w tym roku 102 mld złotych. Czyli powiedzmy, że bez dotacji emerytury muszą realnie spaść o połowę. A to nadal jest za mało. Rząd potrzebuje nie tylko zbilansować ZUS, ale zamienić go z powrotem w dojną krowę. Obniżka emerytur o 80, 90%? - możliwe. Ale to nie wszystko. ZUS także przestaje pożyczać – kolejne zmniejszenie wpływów podatkowych...
Ja osobiście nie widzę żadnej możliwości zrównoważenia budżetu państwa – realnego, bez przerzucania zobowiązań na gminy i fundusze celowe. W grę wchodzi już tylko bankructwo przez defaut lub hiperinflację. A mówimy o (naprawdę!!) jednym z bardziej odpowiedzialnych fiskalnie krajów Europy...
Podsumowując – skrajnie cynicznie. Nie jestem przeciwnikiem dalszego zadłużania rządu. Teraz to już jest problem wierzycieli.  

23 komentarze:

Sokomaniak pisze...

Udane porównanie budżetu Polski do rodziny.

HansKlos pisze...

;-)))
Teraz to już jest problem wierzycieli.
Tutaj pojawia się jedno ale - kolejna władza MUSI zerwać ciągłość prawną z poprzednią, czyli dokonać rewolucji i ogłosić, że niech spłaca poprzednia RP i jej władykowie. Oznaczać to może iż nowa władza będzie musiała starą aresztować, a może nawet i rozstrzelać;-) Stąd już nie dziwi działanie polityków, jakby za chwilę miał nastąpić potop;-), bo może i nastapić.

Maczeta Ockhama pisze...

@ HansKlos
Niekoniecznie- alternatywa to zaawansowana technologia o nazwie prasa drukarska. Rozwiąże od razu problem długu i emerytur

Huzarus pisze...

Niestety nie jest tak słodko. Zadłużenie nie jest tylko problemem wierzycieli jak pokazuje przypadek Grecji gdzie tnie się wydatki i to ostro. Nieistotne, że Grecja nie jest w stanie spłacić zadłużenia, dzisiaj tnie się wydatki i podnosi podatki.
Moim zdaniem zapłacimy za to wszyscy wzrostem inflacją. Jest to najłatwiejsza droga i nasz "przywódca" będzie mógł powiedzieć w telewizorze, że będzie walczył z inflacją.

Wojciech Majda pisze...

Dekadencko, ale prawdziwie...

Maczeta Ockhama pisze...

@ Huzarus
Oczywiście wydatki będą w końcu obcięte, a podatki podniesione do absolutnego maksimum (choć możliwe, że i tak je już przekroczyliśmy). Wydatki będą obcięte choćby dlatego, że nie będzie od kogo pożyczać... I samo to, nawet nie spłacanie, wystarczy do wysadzenia w powietrze tego ustroju.

Wojciech Majda pisze...

Dobrze, że kupuję ziemię pod koniec roku :)

Tylko biednych ludzi trochę żal, co zostali oszukani.

Anonimowy pisze...

@HansKlos
dziwię się Twojemu nastrojowi do żartów, przeca to MY będziemy spłacać a nie żadna władza. No chyba że nie rezydujesz w Polszy, to choć miej litość...
BL

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Eee tam, od razu spłacać. Nikt tego nigdy nie spłaci - przynajmniej w całości. Jedyne co, to przestaną nam pożyczać.

Iulius pisze...

Wierzyciele zagraniczni zbankrutują, cały system finansowy świata się zawali, to kto będzie pamiętał o tych marnych paru setkach miliardów? Komu mielibyśmy je oddawać?


"każdy kto mieszka obok lotniska wojskowego, wie, że odrzutowiec wojskowy na niebie stał się ostatnio bardzo rzadkim zjawiskiem"

Z tym się nie zgodzę. Na poznańskim niebie F-16 Jaszczomp jest zjawiskiem częstym, osobliwie przy dobrej pogodzie - widać chmury szkodzą tym cudom techniki. Choć całkiem możliwe, że baza w Krzesinach wobec cięć robi teraz za całość sił powietrznych, tak jak kilka jeżdżących na misje brygad wyrabia normy za całe wojska lądowe.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Iulius
Ktoś z tymi obligacjami zawsze się znajdzie - choćby np. syndyk upadłego banku opchnie je Gazpromowi - albo jakoś tak.
F-16, ok miałem widać niedokładne informacje- że właśnie tam je ostatnio widać rzadziej. A Krzesiny to chyba rzeczywiście jest komplet polskich sił powietrznych

skollitah pisze...

Inflacją w Polsce na razie bym się nie przejmował. Zadłużenie w obcych walutach sprawia, że taka opcja niczego nie rozwiązuje. Najpierw muszą się do reszty zeszmacić ojro, lolary i franki.

Maczeta Ockhama pisze...

@ skoliath
zadłużenie walutowe jest póki co, relatywnie niewielkie i jeśli na spłatę złotówkowego by w całości drukowano, to nawet możliwe do obsługi. Ale jeśli nie inflacja to argentyna. Tertium non datur.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Skollitah
BTW - naprawdę uważasz, że złotówka w ogóle może przetrwać dłużej i mocniej niż frank i te dwa świstki naraz?

GoldBlog pisze...

odnośnie aktywności lotnictwa wojskowego czuję się przywołany do tablicy

Faktycznie przywołane przez Was Krzesiny są zdecydowanie najbardziej aktywnym lotniskiem wojskowym i przy tej okazji zlokalizowanym najbliżej aglomeracji miejskiej.

Aktywne lotniska wojskowe (celowo pomijam te gdzie bazują tylko śmigłowce) ze sporym ruchem odrzutowców to nadal:
Mińsk Mazowiecki (to tu stacjonuje para dyżurna)
Malbork
Mirosławiec
Świdwin
docelowo takim lotniskiem będzie też Łask

inne nie są warte wspomnienia, zapasowe-szkolne (nieuciążliwe samoloty) lub lotnictwo transportowe

faktem jest, że latają co raz mniej bo kasy brakuje, lot szkolnym samolotem odrzutowym to 4 tys. PLN za 1h, zaś bojowym to blisko 40 tys. PLN za 1h (najtaniej i tak grubo ponad 20 tys.)

dodajcie do tego jeszcze jakieś strzelania na licznych poligonach (najczęściej Ustka lub Drawsko), gdzie koszt rakiet idą w setki tysięcy i wyjaśnia się sprawa dlaczego poza Krzesinami pełniącymi funkcje szkoleniowe lotów co raz mniej

Maczeta Ockhama pisze...

@ Goldblog
Dzięki- widzę, że trochę przesadziłem, ale co do zasady oszczędzania na treningu pilotów niestety miałem rację. Podejrzewam, że stan jest już taki, lub bliski, że niedługo nie będzie na czym oszczędzać. A w takim dywizjonie 303 chyba Urbański jeszcze przed wojną miał wylatane pow 3 tys. godzin. Chyli to chyba znaczy, że zarżnął na śmierć kilka samolotów dla samego wyszkolenia..

Anonimowy pisze...

Potwierdzam - w Poznaniu częstotliwość lotów spadła na oko o co najmniej 75%.

BL

Anonimowy pisze...

blog źle się wyświetla w najnowszej Oprze. sprawdź html validatorem, bo z pewnością są tu jakieś błedy

Anonimowy pisze...

Ja znam sposoby takiego równoważenia, ale są one radykalne (w rozumieniu PL) i zwyczajnie liberalne. Do likwidacji z marszu niepotrzebne urzędy: urzędy pracy, urząd statystyczny i pewnie inne by się znalazły. Ograniczenie dotacji (część z tego co pamiętam dokłada budżet). To pierwsze z marszu. Dalej maksymalne uproszczenie podatków. Likwidacja obowiązkowych ubezpieczeń, dochody z prywatyzacji na sfinansowanie zobowiązań z tego tytułu. Plus stop zadłużania. Kilka lata i się RP odkuje.

Ale nikt nie ma na to JAJ.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Problem polega na tym, że to prawdopodobnie już nie wystarczy, przy złożeniu wywiązania się RP ze zobowiązań. Zwyczajnie się nie da. Spróbuję to w przybliżeniu policzyć

Anonimowy pisze...

Jeżeli bierzemy pod uwagę skonsolidowany deficyt to i dochody skonsolidowane powinniśmy wziąć pod uwagę. A te wyniosą na oko dodatkowe 80 mld na ZUS, 60 mld na NFZ, 80 mld dochodów własnych samorządów - tj. głównie udział w pit, cit, podatków majątkowych, także dochodów z majątku i różnych innych. Należałoby też uwzględnić dochody funduszy kolejowych, drogowych i nie wiadomo jakich innych - ale tego to chyba nikt nie ogarnia - razem zapewne kilkanaście- dwadzieścia kilka miliardów.

Teraz mała uwaga co do pkb - dług odnosi się do tego wskaźnika, ponieważ skonsolidowane dochody publiczne wyrażają się udziałem ich w pkb i jest to wartość długoterminowo dosyć stabilna i wynosi w Polsce jakieś 37% do 41%(poziom dla ostatnich 10 lat mniej wiecej). Kiedy więc dług pozostaje stabilny względem pkb, to i jest stabilny względem dochodów - choć oczywiście lepiej wygląda 50% pkb niż 125% dochodów.

A już z rzeczy zupełnie drobnych to do "rzeczywistych" dochodów należałoby dodać także zysk skarbu państwa z tytułu utraty wartości przez dług(inflacja) dla naszego obecnego 770 mld zadłużenia ta kwota to zapewne 15 - 22 mld rocznie(2% - 3% inflacja).

Na koniec chcąc ekstrapolować wydatki i dochody na przyszłość - należałoby uwzględnić OFE tj. odjąć ich wartość od długu - po to bowiem istnieją żeby w przyszłości przejąć mniej więcej 40% obciążeń z tytułu płacenia emerytur. Uznając więc, że w przyszłości wydatki będą takie jak obecnie okazuje się że istnieją nadwyżkowe ekstra pieniądze na pokrycie części tych wydatków - konkretnie 200mld zł.

No i jeszcze łatwo-prywatyzowalny majątek sp który należałoby odjąć od długu - ale nie wiem ile to jest sto kilkadziesiąt miliardów zapewne.

Wszystko to nie znaczy oczywiście, że te 100mld deficytu są ok. Oznacza tylko, że aby przeprowadzić jakieś analizy na poziomie nie publicystki ale liczb, trzeba będzie przeczytać więcej dokumentów i źródeł niż tylko wywiad z minfin-em i szacunkowe sprawozdanie z wykonania budżetu.

Pozdrawia serdecznie,
mg.

Maczeta Ockhama pisze...

@ mg.
1. oczywiście jestem tu zdecydowanie bardziej publicystą niż ekspertem- i tekst jest oczywiście na poziomie publicystyki a nie pracy naukowej.
2. W sumie należałoby się zgodzić co do porównywania do skonsolidowanych dochodów- ale to w sumie jedynie pogorszy bilans ogólny. Pogorszy, bo trzeba będzie uwzględnić także spadek dochodów FUS i innych po zakończeniu prosperity opartej na długu.
3. Z drugiej strony wybrałem tą metodę- bo była dużo prostsza, a jednocześnie i tak poza budżetem są zobowiązania praktycznie niemożliwe do redukcji, a gwarantuje je SP.
4. W PKB jest wliczana szara i obecnie też czarna strefa- a co ważniejsze też wydatki państwowe- więc przy redukcji też PKB spadnie. Więc skoro i tak cała oficjalna statystyka jest nic nie warta to moje obliczenia są równie dobre jak każde inne.
A z drobnych rzeczy- wydaje mi się, że udział gmin w podatkach państwowych najpierw jest księgowany w budżecie państwa- a potem rozdzielany. Zinflacjowanie długu to nie przychód- tzn. nie ma oficjalnego wpływu na deficyt- faktyczny na dług, jak najbardziej- ale na deficyt jedynie odsetki od długu, pomniejszone inflacyjnym "wzrostem"
Majątek do prywatyzacji oczywiście jeszcze jest- ale to jednorazowa sprawa. Dług można tak zmniejszyć, deficytu na dłużej się nie da
40 % emerytur to nie jest 200 mld rocznie- tylko ok. 50-60. Nawet to nie jest jeszcze rozwiązanie sprawy.

Kahzad pisze...

Porównując dług Polski do budżetu domowego - świetna grafika ostatnio zrobiona http://minuta8.pl/budzet.htm