Historia papierowych pieniędzy w Polsce

Ostatnio zadałem sobie pytanie- ile razy papierowy pieniądz okazywał się nic nie wart w Polsce i jak to dotychczas wyglądało. Nie udało mi się zdobyć wszystkich danych – ale lista jest imponująca. Z racji zawirowań historycznych trzeba było skupić się na pewnym obszarze – więc dla przykładu – miejscowość położona na terenie zaboru rosyjskiego, na zachód od Wisły (ale nie Warszawa) – może być Radom, Kielce czy Pruszków.
Zaczynając od początku wieku- po wybuchu I w.ś. zawieszono wymienialność rosyjskich rubli na złoto. Kto miał papier, ten z nim pozostał, bo wkrótce przeszedł front i tereny te znalazły się pod okupacją Rzeszy Niemieckiej (nr 2- póki co). Marki niemieckie w związku z wojną były także „chwilowo niewymienialne na złoto”, choć zapewne jeden papier na drugi zamienić się dało – odpowiednio przy tym tracąc wartość. Cóż wojna się skończyła- ruble pozostały tylko papierem z którym nic nie dało się zrobić po wybuchu rewolucji, a marki jeszcze przez chwilę zachowywały wartość. Ale niepodległa Polska wprowadziła, jak to niepodległe państwa mają w modzie, własną walutę- markę polską. Które to pieniądze były drukowane bez opamiętania – choć w szczytnym celu- walki z Robotniczo- Chłopską Armią Czerwoną. Toteż wkrótce później markę polską prawie w całości zżarła hiperinflacja. Następnie państwo uważane na międzynarodowym rynku za kompletnego bankruta, było w stanie wprowadzić nową walutę- złotego polskiego, opartego na złocie. Waluta ta nawet całkiem sprawnie funkcjonowała, była ogólnie szanowana i wymienialna – aż do 3 września 1939, kiedy polski rząd (a tak!) zakazał posiadania dolarów. Oczywiście złotówka nie zniknęła do końca, ale zakup paliwa za tą walutę stał się od razu niemożliwy.
Potem przyszła Zjednoczona Europa v 2.0 (v 1.0 to Napoleon) z kosmicznie skomplikowanym systemem walutowym. Na terenie Generalnego Gubernatorstwa funkcjonowały jakieś marki, inne niż w Rzeszy, a oprócz nich rozbudowany system kartkowy. W roku 1944 (nie udało mi się ustalić dokładnie kiedy- stąd takie przyjęcie terytorium) w III Rzeszy przeprowadzono reformę walutową, z założenia o charakterze konfiskaty nadmiaru gotówki z obiegu.
Mamy więc koniec II w.ś. i już minęło bezpowrotnie i z utratą co najmniej znacznej części wartości 7 różnych papierowych walut. Za to kto przed wybuchem I w.ś. wymienił papierowe ruble na złote – nadal miał pieniądze o sensownej sile nabywczej.
Pomińmy to chaos końca wojny i umacniania władzy ludowej- wystarczy, że po umocnieniu władza ludowa wydrukowała zupełnie nowe złotówki. Konkretnie to wydrukowała ich na tyle dużo, że w 1950 trzeba było wprowadzać nowe, lepsze złotówki. Zrobiono to w socjalistycznym stylu – cała operacja rozpoczęła się bez uprzedzenia i wymiana trwała jedynie 3 dni. Kto nie zdążył miał problem. Ciekawostką może być jedynie to, że środki w bankach przeliczono bez problemów i limitów i znacznie korzystniej niż gotówkę. Choć oczywiście retoryczne pytanie- kto miał w 1950 roku konto bankowe? W międzyczasie zakazano posiadania złota i platyny dewizowej. Obrączek nie zakazano.
Nowa złotówka, okazała się paradoksalnie najstabilniejszą papierową walutą Polski w XX w. - została zniszczona dopiero przez hiperinflację 89/90 r. I znikła ostatecznie po wymianie pieniądza w 95/96 r. Tym razem nasza papierowa waluta trzyma się zadziwiająco długo – i co więcej na bliskim horyzoncie nie widzę większych zagrożeń – przynajmniej lokalnych. Jedynym realnym zagrożeniem na dziś jest potencjalna destrukcja dolara i faktyczne zniszczenie światowych rezerw walutowych.
Tak czy inaczej 9- krotna destrukcja pieniądza w ciągu niecałych 100 lat to naprawdę niezły wynik. Choć czytając jakieś opracowania Polska jest jedynym krajem w którym epizody hiperinflacji w XX w. są numerowane.
Do do złotówki - w krótkim terminie jest nawet dobrze – w długim i tak się skończy jak zwykle.

4 komentarze:

www.boskawola.pl pisze...

"Dobry żart tynfa wart". Dlaczego "tynfa"? Od Andrzeja Tynfa, dzierżawcy mennicy królewskiej, który po "Potopie" wypuszczał złotówki o zawartości srebra mniej więcej o połowę zaniżonej w stosunku do ich nominału. Robił to na polecenie króla, ale że i sam się dorobił przy okazji, musiał na koniec uciekać z kraju. I to chyba była pierwsza w Polsce inflacja i upadek pieniądza. W latach 1663 - 66.

Maczeta Ockhama pisze...

Ależ - to była tylko połowa - a już musiał uciekać. Potem postęp zrobił swoje - w czasach kiedy w Polsce był krach bankowy w stylu argentyńskim, amerykanie dorobili się powiedzenia "not worth a continental". Papierowe pieniądze federalne z czasów wojny o niepodległość, które straciły jakieś 99,9% wartości w kilka lat.

Anonimowy pisze...

co sie podziało z wyglądem zawartości strony? chodzi o formatowanie - sprawdzałem w IE i Operze - wszędzie wygląda to strasznie - środkowy pasek - czyli ten z tekstem jest szerokości 3 może 4 cm. ;/

tolep pisze...

Europa 2.0 była w 1942. :)