Zemsta naszej planety

Muszę przyznać, że ostatni zestaw katastrof klimatycznych prawie mi się podoba. Prawie robi sporą różnicę, bo nie czuję żadnej niechęci wobec ludzi których nie znam (a tym bardziej kilku osób które akurat znam na trasie Irmy). 
Ale Kiedy mówimy o miastach, które dotknęły w ciągu ostatnich kilkunastu dni pożary, powodzie i huragany to nawet mam jakby wrażenie istnienia wyższej sprawiedliwości. Choć zaraz sobie przypominam o istnieniu firm ubezpieczeniowych i już nie jestem tego tak pewien.

O jakich katastrofach mówimy?
Ta, o której już wszyscy wiedza, to zalanie Houston. W światowych mediach mniej przebiła się informacja. że znacznie bardziej zniszczone zostało miasto Beaumont. Gdzie znajduje się jeden z największych światowych ośrodków rafinacji ropy. W Houston są siedziby firm naftowych, urzędnicy oraz główny światowy ośrodek technologii wydobycia i rafinacji ropy z dziesiątkami tysięcy firm i firemek próbujących tę technologię ulepszyć.  
Co jest ciekawe i istotne, model biznesowy dla ulepszania technologii i prosperity całej branży technologicznej jest znacznie mocniejszy w czasach rządów Demokratów i prawie całkowicie rozmontowywany przy rządach Republikanów. 
Otóż wprowadzanie i egzekwowanie norm zanieczyszczeń wymusza inwestycje, których dokonują wielkie firmy, a zarabiają zwykle te mniejsze. To z jednej strony. Z drugiej napływ państwowych pieniędzy jest zwykle kierowany bardziej w stronę mniejszych i bardziej technologicznych firm. Republikańskie rządy robią to co zawsze, czyli każde pieniądze które można znaleźć, czy to w budżecie, czy w kieszeni obywateli czy w zwyczajnej destrukcji środowiska są po prostu transferowane do akcjonariuszy wielkich firm oraz czyli członków zarządów. BTW- podział jest bardzo prostu- firmy należące do oligarchów płacą prezesom zupełnie normalne pieniądze, firmy należące do klasy średniej poprzez fundusze emerytalne czy inne są zwyczajnie okradane przez obłędne wynagrodzenia zarządów. Oczywiście to właśnie ta ostatnia część najbardziej zyskuje na republikańskich reformach. I nie mówię tu o żadnym konkretnym prezydencie, bo tak jest za każdym razem co najmniej od końca pierwszej wojny światowej.
Czyli udziałowcy i prezesi Wielkiej Nafty mają się dobrze, ale biznes dookoła już nie działał najlepiej, a teraz został zdemolowany. Tak samo jak petrochemie w Beaumont. I właściwie całe to miasto. Raczej biedne zresztą. Ludzi szkoda, oni i tak niewiele mieli. Rozsądnie zrobią, jeśli stamtąd wyjadą i nie wrócą, bo huragan wróci na pewno. 
Co, miejmy nadzieję, świetnie pogorszy możliwości odbudowy i dalszego działania przemysłu naftowego. Ludzie wyjadą, zmienią pracę i zaczną żyć lepiej.
Mogą wyjechać na przykład do Kalifornii. I zostać na przykład monterami instalacji fotowoltaicznych, ta jest praca lepiej płatna niż w rafineriach. 
W Kalifornii nie ma huraganów, nawet trąby powietrzne występują dość rzadko. To co jest widać na poniższym zdjęciu. Tak wyglądała północna część Los Angeles kilka dni temu:

Relatywnie blisko (jak na rozmiary LA) od Holywood. Czyli kolejnego ośrodka biznesu, tym razem przekonywującego przez lata i to całkiem skutecznie o tym jakie to fajne i zabawne jest spalanie paliw kopalnych. Ekstremalnym przykładem tego była kariera pewnego aktora, który w nagrodę za bycie kapustą dostał robotę pilnowania aktorów, żeby za bardzo nie marudzili przy robocie dla korporacji. Następnie zatrudniony przez największego  na świecie producenta turbin do samolotów i elektrowni do wygłaszania pogadanek. Był w tym na tyle dobry, że potem cała oligarchia się zrzuciła i zatrudniła go jako prezydenta. Już nie żyje, ale dziedzictwo zostało. Nie tylko udało mu się zniszczyć na dziesięciolecia przemysł energii odnawialnej w USA i dopilnować, aby nie było prawie żadnych hamulców dla trucia przez korporacje, ale i wcześniej znacząco wspomóc stworzenie w Holywood systemu propagandy w wyłącznej służbie czołowych trucicieli.
Więc Holywood i okolic też mi nie żal. Jeśli ceny nieruchomości tam spadną, nawet tylko w stosunku do reszty LA to bedzie oznaczało, ze propagandyści relatywnie zbiednieją a zawód stanie się nieco mniej atrakcyjny, czyli nie będzie przyciągać tylu zdolnych ludzi.  Same zyski.

A kolejnym miejscem, gdzie dopiero się zbliża kataklizm w momencie w którym to piszę, jest Miami. Miasto z ładną plażą i dokumentnie niczym innym. Poza tym zostało zbudowane na bagnach, które to bagna miały niezwykle ważną rolę ekologiczną do spełnienia. Ale były tanie i była ładna plaża, więc stanowiło to świetny interes dla spekulantów gruntami i deweloperów. Tyle, że kiedy bagna zostały osuszone i wybetonowane, to już nic nie trzyma tego gruntu nad powierzchnią wody. I to wiedział i wie każdy rozsądny człowiek. Nierozsądni dali się nabrać, a cwaniaki wyniosły się z forsa. Głupie cwaniaki zainwestowały forsę w to samo miejsce, jeszcze głupsze cwaniaki weszły późno z pieniędzmi i kupiły za chore kwoty nadbrzeżne nieruchomości wtedy, gdy juz każdy wiedział o podnoszeniu poziomu morza i potężniejszych sztormach. Spowodowanych przez produkty z General Electric oraz z Houston, sprzedawanych przez propagandzistów z Holywood.
Pozostaje wziąć paczkę chipów i trzymać kciuki za to, aby Irma nie zabrała ze sobą żadnych ludzi, ale bardzo chętnie bym zobaczył jak zabiera nie tylko budynki, ale i całą mierzeję na której jest Mar-o-Lago. Kolejny głupi cwaniaczek byłby odseparowany od swojej forsy. Nie on pierwszy i nie ostatni. 
A jeśli nie teraz, to sezon huraganów jeszcze chwile potrwa. A potem będzie  następny. I następny. A za każdym razem coraz cieplejszy ocean dostarczy coraz więcej pary wodnej i energii do napędu huraganów. Aż bagna wrócą na swoje miejsce a Florydzie. Albo w ogóle ocean  to zabierze.

29 komentarzy:

Anonimowy pisze...

"Wyzsza sprawiedliwosc"-no wiesz bogaci lubia gdzie jest cieplo,woda i plaza-czysta biologia.A to sa wlasnie regiony gdzie zmiany klimatyczne uderzaja najbardziej-w sumie to rzeczywiscie maja problem.


Piotr34

Maczeta Ockhama pisze...

@Piotr34
Nie, zmiany klimatyczne uderzają bardzo różnie. W olbrzymiej większości rachunek jest negatywny, gdzieniegdzie morderczy.
Ale bywają miejsca, bardzo nieliczne, które zmieniają się w sposób, który da się pozytywnie wykorzystać.
Ja pod tym kątem wybrałem zmianę miejsca zamieszkania i słusznie, bo cały kraj ewidentnie ma wiatr w plecy. Pomimo problemów typu zwiększenia zasięgu chorób tropikalnych, zmniejszenie ilości ryb i huragany, których wcześniej w ogóle nie było. To są rzeczy, które są problemem i to kosztownym. Za to jeśli nie rządzą kretyni negujący fakt zmian klimatu, to można się do tego dostosować.
Ale też lepszy klimat dla rolnictwa i mnóstwo elektryczności na zaporach w prezencie.
A ciepło, woda i plaże są. Miliarderzy z USA też. Tylko ci idioci budują się na poziomie morza i też ich już zalewa, choć wcale nie musza. To nie biologia- to czysta głupota, bo u mnie akurat mają wybór.

Anonimowy pisze...

Akurat GE robi turbiny wiatrowe, stara się być mocno green. Odczuwam hejt. 5+ lat temu nawet kilka tysięcy Voltów kupili, gdy GM miał problem ze sprzedażą.

Oczywiście nie jest to Tesla, ale nie od razu Kraków zbudowano. Hejcić firmę, że robi silniki odrzutowe na paliwo, gdy poza Siemensem i jego prototypem nic innego nie lata, też wg mnie jest bez sensu.

Wojtek

Maczeta Ockhama pisze...

@Wojtek
Nie mówię dziś. Dziś to jest zupełnie inna firma, tamtą faktycznie rozmontował Jack Welch, może chroniąc przed bankructwem, a może do niego doprowadzając.
Mówię o GE z lat 50-tych, która zatrudniała wspomnianego aktora. I tamta firma miała swój bardzo wielki udział w rozbudowie systemu opartego na maksymalnym możliwym marnotrawstwie paliw kopalnych.

Anonimowy pisze...

@Maczeta

Zawsze mialem wrazenie ze zmiany klimatyczne najabrdziej uderzaja w regiony z klimatem cieplym-przynajmniej poki co.Ale moge sie mylic-az tak dokaldnie tego nie sledzilem.

Piotr34

Maczeta Ockhama pisze...

@Piotr34
Uderzają w każde jedno miejsce planety. W bardzo rożny sposób, zależnie od dotychczasowego klimatu, odległości od oceanów, wiecznej zmarzliny, etc.
W b.duży uproszczeniu- zwiększenie temperatur oznacza zwiększenie parowania. Nad oceanem to oznacza więcej pary wodnej, a lądy po prostu suchsze.
Czyli nad oceanami więcej tworzenia chmur i huraganów, które spadną na lądzie w okolicach i to z coraz większą zgromadzona energią. Za to w głębi lądu więcej susz.
Każde miejsce podkładasz do tego schematu i wychodzi co będzie.

xxx pisze...

@Maczeta @Piotr34
Najpotężniejsze uderzenie ocieplenia klimatu przyjdzie najprawdopodobniej od słabych plonow. Najbardziej "oberwą" biedne kraje uzależnione od importu żywności. Po prostu któregoś "pięknego" roku wystąpią równoczesne susze w kilku kluczowych regionach produkcji zbóż, ceny zbóż na giełdach międzynarodowych podniosą się kilkukrotnie i biednych krajów nie produkujących dość by same mogły się wyżywić nie będzie stać na import. Próbkę tego mieliśmy w 2010: w wynku suszy na tzw. wheat belt'cie w Kazachstanie, Rosji i Ukrainie zebrano dużo mniej niż zwykle, kraje te wstrzymały eksport, w wyniku czego na międzynarodowych giełdach w ciągu drugiej połowy 2010 roku ceny pszenicy i kukurydzy niemal się podwoiły. W grudniu zaczęły wybuchać pierwsze bunty w krajach arabskich i zaczęła się tzw. "Arabska Wiosna".

plop pisze...

Dlaczego nie piszesz o systemie haarp, broni meteorologicznej. Czy uwarzasz że jej nie ma

Anonimowy pisze...

plop - HAARP może sobie zwiedzić tak samo jak bibiotekę publiczną. Tylko pewnie Ci się nie chce tyle jechać. Chyba, że to miał być żart, to dobre, wracam do projektowania rozpylacza chemitrialsów.

xxx pisze...

@Anonimowy
wracam do projektowania rozpylacza chemitrialsów.

Zamiast się męczyć z projektem nie lepiej kupić go od Reptilian?

Anonimowy pisze...

@Maczeta

Rozumiem-czyli nad morzem jest po prostu bardziej "widowiskowo"(traby burze,tsunami itp)podczas gdy interior umiera w ciszy.

@xxx

Z tymi zbiorami to oczywista sprawa i tak sie stanie.Dlatego tak wazna jest tzw.samowystarczalnosc zywnosciowa-choc nie rozwiazuje ona sprawy w 100%(w koncu to my mozemy byc tym terenm ktory zostal dotkniety kleska zywiolowa).Najlepsze bylby miejskie farmy(wieze szklarnie itp)czy klonowane mieso ale zdaje sie ze te technologie pozeraja straszne ilosci energi i dopiero w warunkach opanowania fuzji jadrowej staja sie oplacalne.

@all

Bron wplywajaca na klimat bylaby bardzo skuteczna(duza sila razenia i skrytosc uzycia) dlatego tez badania na ten temat byly prowadzone(zaczela juz III Rzesza)szczegolnie przez Amerykanow i Sowietow-to zadna tajemnica i mozna znalezc rozne zrodla.Natomiast czy Haarp jest taka bronia to akurat watpliwe-ze zrodel "po przetrawieniu" wynika ze o ile taka bron pewnie kiedys powstanie o tyle obecnie technologia jest na to zbyt prymitywna a zrozumienie zjawisk pogodowych zbyt slabe aby nimi sterowac.Kiedys(za pare dekad)tak,obecnie nie(choc proby na pewno sa czynione).

Piotr34

Jacek pisze...

@ xxx:
Z reptilian to ja bym się nie nabijał. Pracuję niestety z ludźmi i niektórzy klienci zachowują się tak, jakby właśnie przylecieli z innej planety. Nie czytając po drodze przewodnika. Ale może to tylko zwykły debilizm...

Jacek pisze...

@Maczeta:
"Czyli nad oceanami więcej tworzenia chmur(...)" - czy to nie będzie ujemne sprzężenie zwrotne hamujące globalne ocieplenie? Więcej chmur = więcej odbitej podczerwieni.
Może nie ma co się przejmować globciem, bo sytuacja się ustabilizuje nawet bez ingerencji ludzkiej?

xxx pisze...

@Jacek
czy to nie będzie ujemne sprzężenie zwrotne hamujące globalne ocieplenie? Więcej chmur = więcej odbitej podczerwieni.
To akurat jest sprzężenie dodatnie - podczerwień emitowana jest z powierzchni ziemi w górę - więcej chmur to więcej zatrzymanej przez nie podczerwieni i wolniejsza ucieczka podczerwieni z powierzchni ziemi w kosmos. Jest też sprzężenie ujemne, bo chmury odbijają też światło Słońca spowrotem w kosmos. W sumie obydwa powyższe efekty mają podobną wielkość i sumaryczny efekt zmian zachmurzenia jest bliski zeru.

Jednooki pisze...

@XxX
To pod warunkiem że chmury będą tylko w nocy i nie będą przeszkadzały w nagrzewaniu powierzchni za dnia. Pokrywa chmur w ciągu dnia sprawia że albedo zmienia się znacząco. W porównaniu z terenami bez wegetacji o rząd wielkości. Żadna kordełka nie ogrzeje kamienia bez doprowadzenia energii z zewnątrz. A kamień za dnia przykryty będzie wieczorem zimny. Proszę nie słuchać łasych na kasę debili w rodzaju popleczników Gora, ale pomyśleć i ewentualnie sobie policzyć. Czy nawet zapoznać się z popularną niegdyś koncepcją 'nuklearnej zimy'.
I tak, pan Jacek ma rację, chmury działają jak gigantyczny homeostat.

xxx pisze...

@Jednooki
To pod warunkiem że chmury będą tylko w nocy i nie będą przeszkadzały w nagrzewaniu powierzchni za dnia
Jak będą tylko w nocy to będą sprzężeniem dodatnim.
Jak będą i w nocy i w dzień to efekt ich obecności jest w przybliżeniu zerowy, bo zmniejszają zarówno dopływ (odbijając światło słoneczne) jak i odpływ (zatrzymując podczerwień) energii,a oba te efekty mają podobną wielkość.

Czy nawet zapoznać się z popularną niegdyś koncepcją 'nuklearnej zimy'
postnuklearne,postimpaktowe i posterupcyjne zimy byłyby wywołane uniesieniem się pyłów, które tym różnią się od chmur, że w przeciwieństwie do chmur są przezroczyste w podczerwieni (fale przenikają przez obiekty mniejsze niż długość fali, pozostające w atmosferze cząstki pyłów miałbyby głównie <2.5μm, czyli mniej niż emitowana podczerwień)

Proszę nie słuchać łasych na kasę debili
Przecież to Jednooki się takowych nasłuchał, przez co zrównał przezroczyste w podczerwieni pyły z nieprzezroczystymi chmurami.

I tak, pan Jacek ma rację, chmury działają jak gigantyczny homeostat
Nie nie działają - j.w. efekt netto ich obecności jest bliski zeru.

Jacek pisze...

@xxx: "...zimy byłyby wywołane uniesieniem się pyłów, które tym różnią się od chmur, że w przeciwieństwie do chmur są przezroczyste w podczerwieni..." - mam wrażenie, że gdzieś tu jest błąd (lub brak jeszcze jakiejś informacji).
Jeśli efektem zapylenia ma być zima, to pył musi przepuszczać podczerwień TYLKO w 1 stronę: NA ZEWNĄTRZ a odbijać podczerwień ze słońca.
Wtedy bilans cieplny planety jest ujemny.
Jeśli pył przepuszcza promieniowanie cieplne w obie strony, to jego efekt netto jest zerowy = nie ma zimy posterupcyjnej/meteorytowej/atomowej.

Anonimowy pisze...

off topic

A tu cos ciekawego na temat uchodzcow.Ja od jakiegos czasu glosze zreszta podobne teze-ten caly kryzys uchodzcow to byla operacja majaca na celu wybielenie Niemcow i pokazanie jacy to oni humanitarni i postepowi.Tylko cos nie wyszlo,nowi “pupile” okazali sie roszczeniowi i Niemcy zostali z mega problemem.Calkiem mozliwe zreszta iz ktos Niemcom ten “genialny” pomysl celowo podsunal.

https://euroislam.pl/witajcie-uchodzcy/


Piotr34

Zdjecia Wojtka pisze...

Piotr34,

a czy można patrzeć na Niemców inaczej, niż przez okulary pisowskiej nienawiści? Bo wyjaśnienie jest bardzo proste, a pisowcy/kukizowcy tego kompletnie nie rozumieją.
1. Niemcy są od nas bogatsi, nie żyją w walce o prztrwanie każdego dnia. Stąd realizują się na wyższych poziomach w piramidzie potrzeb - pojawia się empatia, troska o środowisko i ludzi biednych z przeludnionej Afryki.
2. Niemiecki przemysł potrzebuje robotników. Pozwala to na wzmocnienie logiką punktu numer 1.

Nie wyszło do końca i wielu Polaków o małych sercach i ciasnych umysłach się cieszy, że Niemcy mają problem, a trzeba było nas słuchać i nienawidzieć wszystkich obcych, nikomu nie pomagać, cieszyć się bogactwem, j.... biedę.
Tylko Niemcy już raz poszli tą drogą i niestety wynik AfD pokazuje, co nas może spotkać, jeśli Niemcy przestaną być lewakami.

Nie rozumiem też, dlaczego PiSowcy nie widzą, że na współpracy z Niemcami zarabiamy. A to co Niemcy z Polską, możemy robić (i robimy!) z Ukrainą.

Wojtek

Anonimowy pisze...

@Wojtek
'Tylko Niemcy już raz poszli tą drogą i niestety wynik AfD pokazuje, co nas może spotkać, jeśli Niemcy przestaną być lewakami.'

Rozwiń proszę myśl!
Dla mnie osobiście: AfD to nic strasznego, a wręcz przeciwnie...
Owszem, nie są moją idealną partią, choćby dlatego, że mają pewne rosyjsko-naftowo-węglowe ciągoty, ale summa summarum, z racji ich konserwatywnych/wolnościowych poglądów [chyba, że coś ominąłem...], partia jest dla mnie pozytywna...

xxx pisze...

Jacek pisze...
@xxx: "...zimy byłyby wywołane uniesieniem się pyłów, które tym różnią się od chmur, że w przeciwieństwie do chmur są przezroczyste w podczerwieni..." - mam wrażenie, że gdzieś tu jest błąd (lub brak jeszcze jakiejś informacji).
Jeśli efektem zapylenia ma być zima, to pył musi przepuszczać podczerwień TYLKO w 1 stronę: NA ZEWNĄTRZ a odbijać podczerwień ze słońca.

Nie. Słońce emituje w podczerwieni znikomy ułamek promieniowania.
ten rysunek to wyjaśnia
Jak widać słońce świeci głównie w świetle widzialnym, Ziemia świeci głównie w podczerwieni.
Pył (ten najdrobniejszy <2.5μm , bo "grubszy" szybko opada na powiechnię) odbija światło widzialne (słoneczne), ale przepuszcza podczerwień. Dlatego ochładza.
Gazy cieplarniane (CO2, CH4, 03, NOx) działają "odwrotnie": przepuszczają światło widzialne (słoneczne), ale zatrzymują podczerwień - dlatego ogrzewają.
Chmury są w przybliżeniu neutralne: odbijają światło widzialne, ale również zatrzymują podczerwień.
Neutralene są też gazy niecieplarniane (N2,O2,Ar): przepuszczają i światło widzialne i podczerwień

Anonimowy pisze...

@Wojtek

1.Hahahhahaa.Bywam w Niemczech i widze te ich "realizacje na wyzszyh poziomach".To wszystko pokazowka-poznalem ich dobrze i wlasnie dlatego napisalem ze od dluzszego czasu glosze podobna teze-to zatwardziali rasisci tylko sie kryja(podobnie jak reszta tzw.narodow zachodnich).Zreszta chyba nie podejrzewasz tego Niemca z artykulu o bycie pisowcem?

2.Rece do pracy-kazdy ale to praktycznie KAZDY jeszcze przed rozpoczeciem tego imigranckiego kryzysu WIEDZIAL ze ludzie z islamskiego kregu kulturowego w swojej masie NIE beda pracowac.Byly na ten temat setki analiz i artykulow-dlaczego wiec sadzisz ze niemieccy pracodawcy byli glupsi niz przecietny komentator w internecie i teogo nie wiedzieli?Wiedzieli tylko cel tej operacji byl calkiem inny-NIE ekonomiczny tylko polityczny.Przestan widziec WSZYSTKO w kategoriach ekonomicznych a okaze sie ze wiele spraw ma swoje oczywiste wyjasnienie.
Jak chciales Niemcow bronic to slabo ci wyszlo.

Piotr34

Wojtek inżynier pisze...

@Piotr34

1. Jeździłem do Niemiec na delegacje i rzeczywiście im z niższymi warstwami pracowałem, tym bardziej czuć było dystans Niemca do Polaka. Choć nie do końca - technicy w laboratorium słuchali gówniarza kilka miesięcy po studiach z uwagą i robili co im kazałem (Niemcy Zachodnie - północne). Ale od poziomu skończonych studiów ludzie byli bardzo przyjaźni.
Czy tak jak Ty mam się cieszyć, że społeczne doły przestają nad sobą panować? Kompletnie tego nie rozumiem. BTW dziś widziałem świetny wykres - relacja pomiędzy wynikiem AfD a ilością imigrantów - im większe poparcie, tym mniej przyjętych imigrantów. Wypisz-wymaluj Polska PiS:
https://www.wykop.pl/wpis/27041727/os-pionowa-procent-poparcia-dla-afd-im-wyzej-tym-w/
BTW mój kolega z pracy poleciał na roczny kontrakt do Birmingham, podobno mocna islamskiego miasta i choć wcześniej był bliżej kukizowców, wrócił bardzo tolerancyjny - muzułmanie są wg niego bardzo przyjaźni. Może gdybyś ich poznał, miałbyś inne poglądy?

2. Z tymi rękami do pracy to chyba nie masz racji - Turcy pracowali ciężko, może nie jak Niemcy, ale bez nich nie byłoby dzisiejszej przemysłowej potęgi. Z resztą po roku-dwóch raczej ciężko wyciągać wnioski. Co ciekawe muzułmani nie wzbudzają w UK takiej niechęci jak Polacy - nie piją pod śmietnikami i nie rzucają butelkami/puszkami.
Oczywiście jestem przeciwny islamowi, tak jak katolicyzmowi. Niestety ludzie tego potrzebują, bez religii mamy człowieka sowieckiego - raczej smutnego i zagubionego. Osobiście wolałbym etykę, poznawanie systemów filozoficznych, pozwalanie ludziom wyboru drogi do szczęścia bez krzywdzenia innych. Ale czasy "Wiecznego pokoju" nadejdą pewnie za kilka tysięcy lat.
3. Dodam jeden punkt - w szarych latach 80 dostawaliśmy paczki z różnymi fajnymi rzeczami z Niemiec od zupełnie obcych ludzi, do dziś miło wspominam sędziego Helmuta, panią Christinę (pracownicę korpo) i panią Ingrid (branża turystyczna). Ta ostatnia jeszcze w latach przysyłała nam zdjęcia z wielotysięcznych pochodów po jakiejś rasistowskiej zbrodni. A tłum ze świecami w Monachium był większy niż marsz nazioli 11 listopada w Warszawie. Dlaczego o tym piszę? Bo znam takich Niemców (w zdecydowanej większości, negatywnie wspominam najmującego apartament w Wupertalu, ale był raczej chory psychicznie), zastanawia mnie ilu Niemców znają wyborcy wspierający eskalację konfliktu z naszym od wielu lat... dobrodziejem. Bardzo wielu moich kolegów inżynierów ma dobrą pracę dzięki nim, i to tutaj w Polsce.

Wojtek inżynier pisze...

Oczywiście wspomniane pochody w Monachium były marszami antynazistowskimi :-)
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

"Muzulmanie sa przyjazni"-tak sie mysli jak sie ich zna przez pare miesiecy,jak sie ich zna przez dekade to sie widzi ze ta ich przzyjaznosc to zwykla maskirowka(ze tak pojade rusycyzmem)-oni sie dobrze maskuja po prostu niestety.Nie mowie ze wszyscy to "kukulcze jaja" ale wystarczajaco wielu a reszta przymyka oczy z solidarnosci religinej(przypadki ze muzulmanin doniesie na muzulmanina terroryste czy kryminaliste sa bardzo rzadkie).
Co do niecheci do Polakow w UK-ona bywa ale trzeba dobrze poznac Anglikow-wtedy okazuje sie ze do Polakow jest niechec ale do muzulmanow starannie MASKOWANA NIENAWISC-wlasnie tak STARANNIE MASKOWANA-nie dowiesz sie jak nie zaufaja cie na 100%.A co do rzucajaych puszki Polakow-Angole robia to samo wiec bez onetowej propagandy.
Turcy pracowali ale juz nie pracuja-to pokazuja wszystkie statystyki-ich krag kulturowy sie radykalizuje od poczatku lat 80-tych(popatrz na zdjecia jak wygladaly ulice Afganistanu,Egiptu czy Iranu w latahc 5-6- tych a jak teraz).
Kilka mieisiecy czy nawet rok mieszkania na zachodzie niewiele ci mowia,to jest kraina zaklamania i strachu politycznej poprawnosci(jak niegdys demoludy tylko gorzej)-tam trzeba pozyc z dekade zeby ich poznac.

Piotr34

Anonimowy pisze...

Piotrze34,
Czy ta niechęć do Polaków, i zakłamanie + polityczna poprawność są złe aż na tyle, że odradzałbyś jakikolwiek pomysł na wyjazd zarobkowy do Anglii? [dodam - horyzont czasu lat góra kilkanaście, na pewno nie do końca życia..] ... czy może jednak Jukej w Twoich oczach w porównaniu z Polską rekompensuje to innymi kwestiami? [i nie mam tu na myśli bynajmniej *samej* kasy]

Jacek pisze...

@xxx: OK - to była ta brakująca informacja. Nie wiedziałem, że światło widzialne też nagrzewa oświetlaną powierzchnię. Tylko podczerwień kojarzyła mi się jako nośnik ciepła.

Anonimowy pisze...

@Anonim

Na 2- 3 lata tak ale na dluzej to odradzam-tu sie robi coraz gorzej-zanim sie troche ustawisz to juz trzeba bedzie wracac.Sama niechec do Polakow jest raczej umiarkowana ale inne rzeczy(lacznie z kasa)robia sie coraz bardziej dolegliwe.Generalnie Maczeta w jednym ze swoich poprzednich wpisow mial racje-UK niestety upada.Ja osobiscie nie moge narzekac-od lat prauje w tej samej firmie i jest raczej w porzadku ale widze ze nowym jest coraz trudniej.A polityczna poprawnosc jest juz posunieta do granic koszmaru.Zreszta w mniejszym czy wiekszym stopniu zdaje sie to dotyczyc calego Zachodu wiec jak juz chcesz wyjechac to dobrze wybierz kierunek(duzo zalezy od twojego zawodu,znajomosci jezyka itp itd).


Piotr34

Anonimowy pisze...

Dzięki! [za odpowiedź oraz tempo!:D]

Dla formalności, skąd moje pytanie: spędzam któryś rok w pozaunijnym kraju, bez możliwości transferu mojej tutejszej składki ZUSowskiej do PL (tl;dr: kupa kasy w piach..). Gdybym miał wracać do Polski, prawdopodobnie scenariusz powrotu byłby taki, że wpierw gdzieś w UE zahaczyłbym, [gdzie by moje składki by trafiły], a potem PL - choć zdaję sobie sprawę, że z racji Brexitu akurat w przypadku UK cała ta zabawa mogłaby się skończyć słabo...

na marginesie, co do wyjazdu za granicę i znajomości języka: to ciekawe, w zależności od blogera, poziom wymaganej znajomości języka w danym kraju do wygodnego życia jest baaardzo różny ;) np. niejaki FerFal twierdzi że nie ma mowy o sensownej emigracji bez biegłej znajomości [chyba m.in. dlatego porzucił Irlandię Płn. gdzie był w stanie normalnie funkcjonować - jego angielski nie był słaby - na rzecz Hiszpanii, gdzie porozumiewa się w jego języku ojczystym], niejaka alessa [Polka] wyjechała bez większej znajomości j. kraju docelowego [Niemiec], ale znowu miała na miejscu do dyspozycji angielski [bo Niemcy często do ludzi mówiących nie perfekt odpowiadają po angielsku...been there, done that ;)]...

BTW, skoro już się zaczął temat.. wybacz na wybitny OT, ale co powiesz Maczeto nt. potencjalnego pomysłu imigracji do Urugwaju bez *biegłego*, a jedynie *komunikatywnego* (tl;dr: w sklepie się dogadasz, ale niekoniecznie zrozumiesz umowę o kredyt/konto w banku.. powiedzmy że góra B1/2 w CEFR zamiast C1+) poziomu hiszpańskiego, w przypadku potencjalnej chęci imigracji do UY? :)))

potencjalnie bardzo duży problem, czy nie aż tak?