Naiwna wiara

Zawiedzione zaufanie prowadzi często do agresji. Najzwyczajniej w świecie- uczucie bycia zdradzonym może być tak silne, że niektórzy sobie z nim sami nie potrafią poradzić. I nie mam tu na myśli tylko uczuć międzyludzkich, ale przede wszystkim poczucie bycia zdradzonym przez ideały w które się wierzyło. Takim ideałem jest np. wiara w opiekuńczość państwa (skądinąd wiara tego typu chyba jest poważnym naruszeniem I przykazania- ale cóż- Kościół jest tolerancyjny). W sytuacji próby wiary nie każdy zachowa się jak Hiob- a znaczna część ludzi reaguje po prostu agresją. I im bardziej zawiedziona wiara, tym często większa agresja i bardziej bezrozumnie skierowana. Zawiedziona wiara w to, że społeczeństwo 'zapewni mi godne życie', bo skończyłem studia, bo mam dzieci i potrzebuję, bo pracowałem tyle lat i należy mi się emerytura- jest skrajnie niebezpieczne. Nie dla samych złudzeń tej osoby- jest to po prostu niebezpieczne, bo powyżej pewnego progu prowadzi do rozkładu społeczeństwa. Sfrustrowani i pełni agresji ludzie są oczywiście w każdej społeczności- ale jeśli ich ilość przekroczy pewien próg nasycenia (wystarczający do tego, że potrafią się odnaleźć w tłumie i dobrać w grupy mogące wspólnie działać) sytuacja staje się niebezpieczna.

Jak sądzę, właśnie taki mechanizm zadziałał w Argentynie po załamaniu. Obiektywnie jest to kraj znacznie bogatszy od Polski- a poziom obecny życia może być porównywalny- tylko z tą poprawką, że rząd argentyński się nie zadłuża (bo nikt mu nie pożycza), a polski robi to w obłędnym tempie. Czyli żyjąc mocno ponad stan, poziom życia mamy zbliżony to tamtejszego. Z jedną istotną różnicą- przestępczości- a prawie zdziczenia w Argentynie. I to właśnie- moim zdaniem wzięło się ze zdradzonej wiary. Wiary w bogaty i stabilny latynoski kraj, którego rząd potrafi zapewnić już teraz życie na poziomie zachodniego świata. Twardość i nagłość zderzenia z realiami powoduje nagły zawód (miłosny?? :) ) i wściekłość z poczucia zdrady i oszukania. Wściekłość powoduje agresję- często bezrozumnie skierowaną. Za swoje zmarnowane ambicje ktoś przecież „musi” zapłacić. „Oni” mnie oszukali, „Oni” są winni. Pół biedy jeśli ten poziom frustracji spowoduje wybuch pokojowego buntu antyrządowego- czyli np. „Solidarność”. Znacznie gorzej, jeśli frustraci staną się przestępcami. Często kompletnie zdziczałymi.
A czy może być inaczej? Może- otóż powolny spadek poziomu życia i wypadanie pojedynczo na margines jest znacznie lepsze dla społeczeństwa jako ogółu. W końcu tenże margines społeczeństwa będzie na tyle mały (choć pewnie zauważalny), że wewnątrz niego nie powstanie tak łatwo grupa doskonale ze sobą współpracujących degeneratów. Jakkolwiek by to brutalnie nie zabrzmiało- średni czas życia jest na marginesie społeczeństwa dużo krótszy i pewną ilość ludzi pełnych goryczy i złości na świat- a jednocześnie wciąż pełnych sił, energii i wiary w przynależny im sukces i dobrobyt, może wchłonąć bez zagrożenia, że grupa ta stanie się zbyt duża i przełamie próg, o którym piszę.

Znów patrzę na Argentynę- i zastanawiam się, czy rozpad społeczeństwa, który w dużej mierze ma tam miejsce poprzez właśnie zawiedzione nadzieje na dobre życie jest możliwy do odwrócenia? Albo inaczej- czy ludzie złamani w swej wierze mogą jeszcze wrócić? Chyba niestety nie. Musi minąć zapewne całe pokolenie- które najzwyczajniej tego poczucia zdrady będzie pozbawione. Jeśli na to się nałoży pewien wzrost zamożności, a i zdecydowane działanie państwa (lub samorzutnie społeczeństwa w zastępstwie) to można być optymistą. A akurat w Argentynie te trzy tendencje istnieją.

Ale przechodząc dalej- dla funkcjonowania społeczeństwa na dłuższą metę znacznie lepszy jest powolny rozwój kryzysu (nawet ciężkiego) niż nagłe załamanie po boomie kredytowym- daje czas do dostosowania się i pewnej, brutalnie mówiąc „utylizacji” jednostek, które w nadmiarze zniszczą społeczeństwo. Dlatego obecny poziom zadłużania się państw jest już śmiertelnym zagrożeniem- i to nie dla państwa (rząd się wyżywi), a dla społeczeństwa na którym pasożytuje.

A najlepsze jest oczywiście nie uleganie bałwochwalczym złudzeniom. Ale złudzenia są powszechną częścią świata.

22 komentarze:

Sokomaniak pisze...

Ciekawy wpis ale to wtrącenie w nawiasie o wierze i kościele - niepotrzebne. Wiara sama w sobie jest cnotą i naprawdę nie sądzę, żeby ten przytyk był godny twojej inteligencji i poziomu tego bloga. Wiara nie jest naiwna, to ludzie są naiwni.

A jeśli na serio myślisz, że wiara w cokolwiek innego niż Bóg w chrześcijaństwie jest niedozwolona to wyprowadzę Cię z błędu - nie jest.

Małą uwaga techniczna - strasznie się czyta te wpisy. Brak odstępów przy paragrafach, szeroka kolumna, mała czcionka. Nie mógłbyś coś z tym zrobić. Blogger ma mnóstwo nowych templatów które są bardzo czytelne. Mnie też ktoś skrytykował i zmieniłem wygląd u siebie. Zajęło to parę minut i było 80% lepiej. Potem jeszcze dopieszczałem kilka razy co zajęło trochę dłużej.

humulus pisze...

O ile za "naturalną" dekoniunkturę trudno kogokolwiek winić i pociągać do odpowiedzialności, to stosunkowo łatwo jest wskazać winnych kryzysu spowodowanego konkretnymi poczynaniami władzy. Można nawet usprawiedliwić błędne posunięcia, ponieważ trudno będzie udowodnić złą wolę. Natomiast można i trzeba ukarać winnych ewidentnych kłamstw z premedytacją wprowadzających społeczeństwo w błąd, jak również księgowo-statystycznych matactw, mających te kłamstwa uprawdopodobnić. W szczególności ludzie zajmujący stanowiska premiera, ministra finansów, prezesa NBP, ministra skarbu powinni ponieść odpowiedzialność. Bynajmniej nie "przed Bogiem i historią", tylko powinni trafić na wiele lat do pierdla z konkretnego paragrafu Kodeksu Karnego (np. z paragrafu 129 lub 286).

Maczeta Ockhama pisze...

@ Sokomaniak
Generalnie stara się omijać tematy wiary i Kościoła szerokim łukiem- bo zwykle przyciągają mnóstwo niekoniecznie merytorycznych komentarzy (oczywiście nie mam na myśli twojego). Ale spróbujmy pierwsze Przykazanie przedstawić tak: "Nie możesz uznawać żadnych bytów materialnych lub niematerialnych za posiadające więcej kompetencji od Boga". A skoro to Bóg o nas dba- siłą rzeczy nie możemy wierzyć (w sensie bezgranicznie zaufać), że zrobi to ktokolwiek inny. Myślę, że to już trzyma poziom :)
Co do układu i wyglądu- problem niestety leży trochę głębiej- w którym momencie nieco się posypał kod. Oczywiście to zrobię- wiem, że powinienem- ale jak widać mam opóźnienia nawet w zwykłym pisaniu

Anonimowy pisze...

Oj, Maczeto... To nie tak... Bóg dał ludziom wolną wolę - jako nieodzowny atrybut potomków Adama i Ewy. Ale to tylko dygresja ( też wolę nie wchodzić w kwestie wiary jakiejkolwiek ).
A ad rem - ja tak sobie myślę, że wielce oczyszczająca byłaby obecnie rewolucja. Nie w Argentynie - ale w Grecji, Polsce, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, USA etc. etc. Za zupełnie przy tym naturalne uznałbym, że "wiosna ludów" zaczęłaby się w Polsce - jako państwie o najbardziej ubogim społeczeństwie. Byłoby to naturalne gdyby... No właśnie - twoja obserwacja o zdradzie jest co do zasady słuszna. Jedynie nie dotyczy "zawiedzionych nadziei sfrustrowanych ludzi" a "złodziei czerwonych i różowych od 20 lat łojących polskie społeczeństwo jak się da". Zdrada 1989r. do dziś pozwala im kraść.
Worm

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy z 17:56
Wolną wolę i zasady- bez wolnej woli przykazania są niepotrzebne (bo człowiek nie mógłby ich złamać).
Rewolucja nie jest niczym dobrym- dokładnie tak jak wojna.
A swoją drogą wydaje mi się (może błędnie), że właśnie czujesz się zdradzonym. Cynicznie więc zapytam- było im ufać? Mając choć cyniczne nastawienie do władzy nigdy nie czuję się zawiedziony i nie psują mi nawet nastroju. Co najwyżej czasem rozbawią. Ale co do zasady zgadzam się z Humulusem- ja też bardzo chętnie popatrzę na rzetelną ocenę działalności co poniektórych członków klasy politycznej. Obawiam się jednak, że będziemy musieli czekać na historyków a nie sędziów

panika2008 pisze...

Szanowny Anonimie, ad "złodziei czerwonych i różowych" - włączasz do nich PiS i LPR, które były po drodze? Przypominam że za PiSu też się działo wesoło - deficyt pęczniał, kasa latała na lewo i prawo, ś.p. prezydent podpisał anschluss PL do UE...

Anonimowy pisze...

Hehe...
Ad 1 - czyli "ad Maczeta" - przykazania są drogowskazem - każdy może wybrać "drogę na skróty" - i ponieść konsekwencje ( i tyle w kwestiach metafizycznych ). Co do reszty... Cynizm jest cechą ludzi doświadczonych. Młodzi wierzą. Więc naturalne jest, iż "zawód miłosny idei" dotyczy tych, którzy coś przeżyli ( ciekawe, kiedy "lemmingi" zaczną rozumieć... ). Wniosek oczywisty ( dla cynika ) - pier...ol władzę - walcz. W obecnej sytuacji najlepsza rewolucja ( rozliczenie za grzechy bieżące i przeszłe )- NIE MA INNEJ DROGI do... SANACJI ( ponownej - taki dziwny kraj ).
Ad 2 - panika2008... Ty chłopie raczej się nie orientujesz w deficycie "per government" - lepiej sprawdź - możesz się zdziwić. A tak na marginesie - dziwię się, że chłop, który ma swój blog o treści ekonomicznej, pisze takie cudaczne treści. Więcej rzetelności - inaczej swojej emerytury będziesz szukał w kuble na śmieci. Swoją drogą - paniko - bardzo nieładnie wypowiedziałeś się pod ostatnim wpisem Doxy - zrewiduj raczej swój pogląd - inaczej nie zamierzam wdawać się w dyskusję z kimś, kto bliźniego swego określa jako "hołota" ( na blogu Doxy - wpis "Konsekwencje" ) - dlaczego ? Primo - bo ów człek "hołotą" zwany jest człowiekim, secundo - bo "hołota" pisze się przez samo "h". I tak - panie specu od IT - wychodzi wartość człowieka. Nie "money" ale "właściwości umysłowe"... I humanizm ( i tu radzę poczytać - bo znowu może Pan zaskoczyć "CHumanizmem". Pieniądze to nie wszystko...
Podobnie jak cynizm, Mr. Maczeta... Można wszystko - tylko jaki w tym cel...

panika2008 pisze...

Biję się w piersi za pisownię (ale nigdy nie rościłem sobie praw do miana humanisty!). Co do reszty - obstaję przy swoim. Porównaj np.: http://www.finanse.egospodarka.pl/ezimagecatalogue/catalogue/phpaaY3oJ.jpg

A Ty co, jakiś PiSior w ogóle jesteś? Nie wstyd tak, popierać partię bratającą się z burakami z Samoobrony i narodowcami z LPR, a potem popierającą - i rękami wicewodza na stolcu prezydenta podpisującą - anschluss do UE? Taka mała schizofrenia?

slav pisze...

@panika2008
A co komu rozkradli narodowcy?, bo nie rozumiem tej niechęci

panika2008 pisze...

slav, chodzi o to, że: "popierać partię bratającą się z (...) narodowcami (...) a potem popierającą (...) anschluss do UE". Kobieta i Jarosław Kaczyński zmiennymi są ;)

artur xxxxxx pisze...

@anonimowy
Kurcze, to już lewaków protestujących z czerwonymi flagami w dłoniach nie można nazwać hołotą? Ach ta UE...

slav pisze...

@Panika2008

No to przepraszam, ale myślę ,że i narodowców nalezy przeprosić

panika2008 pisze...

slav, ale ja nie narodowców obrażałem, ino PiS. WTF?

slav pisze...

OK

Anonimowy pisze...

Brawo "paniko 2008"... Lemming jako żywy...
Podziwiajcie Państwo to zjawisko. Żadnej wiedzy historycznej, żadnych pretensji humanistycznych... I głosuje - jak głosuje.
Dla twojej świadomości "paniko" - byłoby zdecydowanie lepiej, abyś sięgnął po którąś z książek Roszkowskiego o historii najnowszej RP. Ja to przeżyłem - ty oceniasz na podstawie "lektur przeczytanych". Czy jest różnica ? Zasadnicza... Jakby jeden z braci Daltonów ( ty paniko ) próbował z "normalnie widzącym" rozmawiać o kolorach. Póki nie poczytasz - póty twoje decyzje będą obarczone duuużym ryzykiem błędu.
Czy ja jestem zwolennikiem PIS ? Owszem - jako jedynej partii, która pozwala zachować szacunek do samego siebie - i co równie ważne - pozwala mi spojrzeć w lustro bez obrzydzenia.
A a propo twoich wynurzeń dotyczących "wstydliwej koalicji"... Przypomni, kto jest koalicjantem PO obecnie ? Nie ci sami ludzie, którzy z PZPR współtworzyli PRL ? To raz. Dwa - kim jest Tusk, Schetyna, Komorowski etc. ? Przecież to dawni działacze Unii Wolności ( dawniej UD ) - a do czego doprowadzili możemy "podyskutować"... Na twoje ryzyko ( kompletnego ośmieszenia ). Wchodzisz w to ?
Ergo

panika2008 pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
panika2008 pisze...

"PIS (...) jako jedynej partii, która pozwala zachować szacunek do samego siebie" - to nie świadczy zbyt dobrze o Tobie... zgromadzenie koniunkturalnych populistów-paranoików nie może wzbudzać szacunku do siebie samego w zdrowych, poprawnie rozwiniętych psychospołecznie jednostkach.

"z PZPR współtworzyli PRL", hehehe, coś niecoś z tego Lech też liznął, co nie? wystarczy luknąć do jego pracy doktorskiej.

Poza tym przypomnij mi, która z następujących osób NIE zasiadała przy stole w Magdalence: 1) Lech Wałęsa 2) Adam Michnik 3) gen. Czesław Kiszczak 4) Lech Kaczyński :D :D :D

Anonimowy pisze...

Typowy komentarz...
Podziel się z czytelnikami bloga swoimi sympatiami politycznymi - skomentuję konkretami, nie laniem wody.

Jeśli "Lech" współtworzył - to w taki sam sposób współtworzyli wszyscy obecni pracownicy naukowi. Jesteś za odebraniem im tytułów ? To raz. Dwa - przecież obydwaj Kaczyńscy działali w opozycji - więc twój zarzut jest cokolwiek śmieszny. Swoją drogą - zainteresuj się pracami naukowymi prof Ćwiąkalskiego czy choćby Balcerowicza - pierwszy zapewne pisał o prawach jednostki a drugi o wyższości wolnego rynku nad centralnym planowaniem. I w końcu klu - czego zdajesz się nie dostrzegać ( celowo ? ) - żaden z Kaczyńskich nigdy nie należał do PZPR - w przeciwieństwie do w/w tuzów polskiej nauki ( co było znacznym ułatwieniem w karierze ).
Magdalenkę mieliśmy rozumiem wczoraj ? Bo istotne jest nie to "kto skakał przez płot" - ale co kto robił po jego przeskoczeniu. Myśl człowieku.

panika2008 pisze...

Nie mam sympatii politycznych.

"przecież obydwaj Kaczyńscy działali w opozycji" - nom. Wałęsa też podobno, chociaż niektórzy coś tam mu wytykają że donosił czy coś tam że jakaś motorówka go do stoczni podrzuciła, ale to nie ważne, bo widzę że jesteś zwolennikiem grubej kreski ("co kto robił po jego przeskoczeniu").

Także ogólnie, skoro już przy grubej kresce jesteśmy, to miłujmy się i nie wytykajmy też błędów Kwaśniewskiemu, Jaruzelskiemu, Kiszczakowi czy tam jakiemuś Stefanowi Michnikowi, przecież liczy się przyszłość a nie jakieś tam szczególiki z przeszłości :D

Anonimowy pisze...

Widać, że słabo się orientujesz w polityce. Otóż - już w pierwszej połowie lat 90-tych Kaczyńscy - obok Olszewskiego ( i Macierewicza ) jako JEDYNI mówili o potrzebie lustracji i dekomunizacji. W tamtych czasach Słońce Peru Mistrz Bajeru razem z Wałęsą, Mazowieckim, Pawlakiem skutecznie zablokowali te próby ( odwołanie rządu Olszewskiego ) - polecam film "Ostatnia zmiana" - jeśli nie oglądałeś - oglądnij - warto.
I właśnie dlatego najpierw Olszewski a teraz Kaczyńscy są "pierwszymi oszołomami" drugiego PRL bis, zwanych przez niektórych III RP. Gdyby nie chcieli dekomunizacji, gdyby nie mówili o "szarej sieci" - byliby dla dawnych bonzów ze służb partią taką, jak PO. Czyli "do zagospodarowania". Ja to przeżyłem - ty nie. Ja to wiem z doświadczenia - ty głosisz tezy w oparciu o obecne media... Bardzo bezstronne i pluralistyczne ( zainteresuj się, kim są właściciele TVNu i Polsatu ).

Maczeta Ockhama pisze...

@ Panika2008 i Anonimowy
Wiecie jak bardzo mnie obchodzi polityka (o tyle tylko, że lubię wiedzieć kiedy rząd chce mojego dobra, aby je zdążyć schować...), ale się wtrącę co do wątku o pracach naukowych z komuny. Pamiętajcie jedno- w dowolnej pracy naukowej było mile widziane odwołanie do marksizmu-leninizmu, więc większość (nawet bardzo wartościowych) prac zawierała we wstępie wywody jak to Marks zaczął, a on teraz pogłębia temat. I naprawdę nie oceniajmy wedle tego kryterium- bo to była kompletna ściema, wszyscy o tym wiedzieli i my też pamiętajmy.

Anonimowy pisze...

Dokładnie to staram się wytłumaczyć "panice". Dla mnie o wiele bardziej miarodajne jest, kto zapisał się do PZPR aby sobie "nieco" ułatwić i przyspieszyć karierę.
Pozdrawiam autora tego gościnnego bloga - zdrowych i wesołych świąt ( i dla wszystkich odwiedzających... Dla "paniki" też :) )