Europa czy USA?

W miarę zaostrzania się światowego kryzysu energetycznego, ludzkość oczywiście w jakiś sposób się dostosuje (choć raczej dla większości tego doświadczających mało przyjemny). Ale naiwnością byłoby przypuszczać, że dotknie to każdego tak samo. W oczywisty sposób będą państwa i rejony świata, które stracą, lub wręcz pogrążą się w chaosie i takie, które stracą niewiele, lub utrzymają swój dzisiejszy poziom. Tak naprawdę wystarczy, aby wskutek głębokiego kryzysu spadła konsumpcja energii w części świata- aby reszta miała się nawet lepiej. Oczywiście pewną „przykrywką” do tego jest kryzys finansowy- który wykończy, prędzej czy później niektóre państwa- konsumentów energii. Co więcej- można przypuszczać, że w razie drastycznego spadku poziomu życia (i konsumpcji energii) w USA lub Europie południowej możliwe jest chwilowe odrodzenie gospodarki światowej. I jedna z tych rzeczy nastąpi. Obecna rozgrywka pomiędzy euro a dolarem przypomina mi walkę dwóch bokserów- którzy zapłatę dostaną tylko za wygraną walkę, a od tych pieniędzy zależy ich dalsze życie. Żaden z nich nie może się poddać i obaj już są w stanie takim, że tylko droga operacja po walce uratuje im życie- ale najpierw tą walkę muszą wygrać- bez wygranej nie stać ich na taką operację. Jeśli dolara pożre hiperinflacja- to euro niejako automatycznie stanie się ważną (a może główną) walutą rozliczeniową i rezerwową świata. Problemy PIIGS da się w takim wypadku po prostu zadrukować- staną się drobne w porównaniu do światowego popytu na euro. Jeśli euro stanie się niewiarygodne- świat zostanie przy dolarze, na pewien czas przynajmniej.
Wydaje się że mamy zerojedynkową alternatywę- albo USA spadną do europejskiego poziomu zużycia energii (bo świat nie będzie już jej dostarczał za zielone papierki), albo PIIGS czeka upadek w skali argentyńskiej. Taki ubytek konsumpcji prawdopodobnie wystarczy na kilka lat- potem będzie kolejny kryzys i następni się będą musieli dostosować. Polska w tym jest raczej w europejskim koszyku i upadek dolara by nam akurat przez chwilę mógł wyjść na zdrowie. W najbardziej optymistycznym (dla nas) scenariuszu- euro przeżyje do upadku dolara i staje się walutą rezerwową świata. Oczywiście strefa euro staje się w całości strefą radosnej konsumpcji, a kraje na obrzeżach dostarczają wyroby i usługi masowo zużywane przez Hiszpanów i Słowaków- oczywiście aż do następnego kryzysu i ostatecznego rozpadu.
Należy jako potencjalnych bankrutów oczywiście też obstawiać kraje, które przy złych i skorumpowanych rządach przeżywają lokalny kryzys energetyczny (peak oil w Argentynie był 1998 r.). Dzięki temu można też znakomicie funkcjonować w obecnym świecie- wiadomo, że kryzysy i załamania będą- w miarę upływu czasu coraz poważniejsze i dotykające coraz większych graczy- lecz im większy będzie kryzys w jednym państwie i im większe to państwo tym da on dłuższy oddech. Jeśli zużycie ropy per capita w USA spadnie do poziomu dzisiejszej Hiszpanii lub Japonii (a to można osiągnąć w ramach prostych rezerw- przesiadką do małych samochodów, przeprowadzką do oszczędniejszych i mniejszych domów, itp.) to pozwoliłoby to na zaoszczędzenie w skali świata 7 mln baryłek dziennie- czyli w optymistycznym wariancie na 5 lat łagodnego spadku produkcji. Dałoby to może czas na pewne masowe uświadomienie sobie sytuacji i kupienie następnego czasu. Łącznie z ewentualnym szybkim rozwojem ewentualnych alternatyw- Europa i USA zejdzie najwyżej do poziomu Polski lat 80-tych i jeśli uniknie wojny- to w zmienionej gospodarce ludzkość będzie znów prosperować.
Jeśli spadek będzie szybszy- lub wojny się nie uniknie- będzie jeszcze trudniej. Choć w okresie szybkich zmian- a to jest pewne- zawsze będą też tacy, którzy na którymś rynkowym trendzie- albo chwilowej manii po tymczasowej poprawie sytuacji akurat zarobią.

11 komentarzy:

  1. na pewno watykan i szwajcarzy wyjda na tym wszystkim najlepiej

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlugi sa duze ale nie az tak duze.Od czasu do czasu zgadzam sie z Trysterem a ten popelnil kiedys wpis na ten temat z ktorego wynika iz sytuacja choc zla to jednak nie jest az tak tragiczna jak wielu sobie wyobraza poniewaz owe "panstwa bankruty" oprocz dlugow maja takze pewne aktywa.

    http://tiny.pl/h75xt

    Oczywiscie mozna by powiedziec iz wiekszosc z owych aktywow to tylko papier ale po pierwsze znaczna czesc to jednak twarde aktywa(nieruchomosci,infrastruktura,surowce,technologie i patenty itp itd)a po drugie a dlug to co-niby nie papier?

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Piotr34
    majątek- majątkiem, a możliwości obsługi i rolowania długu zależą od bieżącej płynności, a nie bilionów utopionych gdzieś tam. A przy braku płynności na rynku i te aktywa szybko uzyskują 1/10 swojej poprzedniej wyceny

    OdpowiedzUsuń
  4. Maczeta, znaczna część aktywów państwowych to obligacje zagraniczne, depozyty i różne inne instrumenty dłużne; zakładając sensowną politykę alokacji - a ta jest łatwa szczególnie dla państw kontrolujących swoją walutę - przeceny papierów powinny mieć zrównoważony wpływ na obydwie strony bilansu - aktywa i pasywa.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Panika2008
    Taa..- tyle, że zasadniczą (choć może nie całkiem wypowiedzianą) tezą jest to, że jestem pewien, że nastąpi hiperinflacja w USA lub deeuroizacja długu PIIGS (ew. wyjście Niemiec ze strefy euro- co na jedno wyjdzie). I aktywa pójdą w ch..., a pasywa zostaną.

    OdpowiedzUsuń
  6. @panika2008, Maczeta
    aktywów państwowych to obligacje zagraniczne,
    depozyty i różne inne instrumenty dłużne


    Dokładnie tak. Zasoby majątkowe o wiarygodnie określonej wartości to owe aktywa, ale jaka jest wiarygodność długu u bankrutów?

    OdpowiedzUsuń
  7. Maczeta, ale jak to, hiperinflacja dotknie aktywa, a nie pasywa? WTF?

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Panika2008
    Aktywa w dolarach- pasywa w koronach norweskich. Aktywa w euro przeliczone na nową drachmę- albo pozostaną w euro, które przy nowej marce poleci w dół 4-krotnie. Pasywa pozostaną tak czy inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale kto ma tak, że większość aktywów w dolarach, a pasywów w koronach?

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapewne dokładnie tak wygląda Norwegia- rząd razem z ich funduszem inwestującym dochody z ropy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Trudno się dogrzebać do raportów ichniego funduszu (język, grrr!), ale wydaje mi się, że mają zróżnicowany portfel z aktywami z rynku długu USD, EUR, CHF oraz sporo akcji... także nie sądzę, żeby wymazało ich w kosmos przy hiperinflacji. Z drugiej strony należy pamiętać, że każde aktywo ma swoje pasywo... na hiperinflacji dłużnik zyskuje, wierzyciel traci...

    OdpowiedzUsuń