Rewolucja w Chile

Od kilku tygodni w Chile trwają zamieszki. Tak eufemistycznie rzecz ujmując. Zginęło już ponad dwadzieścia osób, w kraju jest stan wyjątkowy, kraj jest całkowicie sparaliżowany i zasadniczo nic nie działa, parlament został ewakuowany ze stolicy.

W skrócie to wygląda jak rewolucja.
Drobne zajawki się pojawiają gdzieś tam w mediach, ale ogólnie temat jest dla większości świata nieistotny. A niesłusznie, bym powiedział że to jedno z najciekawszych obecnych wydarzeń (a czasy przecież obfitują w ciekawe wydarzenia...)



Formalny powód tego był tak absurdalnie błahy jak tylko mógł być. To była drobna (naprawdę drobna) podwyżka cen biletów na metro w Santiago. Ale ten kraj się gotował. Nawet w miarę ustawieni i o raczej prawicowo- kapitalistycznych poglądach Chilijczycy, których spotkałem z 3-4 miesiące temu mieli najwyraźniej dość. Nie swojej sytuacji, ta była dobra, a ogólnego wyzysku kraju przez kapitalistów.
Dla ludzi z Polski, gdzie nawet Balcerowicz z Buzkiem i Millerem nie rozmontowali całego systemu zabezpieczeń społecznych sytuacja chilijska jest trudna do wyobrażenia.
Ale poczytajcie czego względnie udało się uniknąć w Polsce. Zacznijmy od tego, że Chile jest nieco bogatszym i wyraźnie droższym do życia krajem niż Polska.
Oraz był sobie tam bandyta, który oprócz wymordowania kilkudziesięciu tysięcy ludzi jeszcze zaprosił prokapitalistycznych szaleńców do zarządzania ekonomią kraju. I ci chłopcy zrobili reformę emerytalną, kopiowaną dookoła świata, w tym w Polsce, chwaloną przez miłośników "wolnego rynku". Reforma ta polegała z grubsza rzecz biorąc na sprywatyzowaniu emerytur, wysyłaniu składek do "kompetentnych zarządców" i oczekiwaniu, że to przyniesie zyski i pozwoli jakoś przeżyć emerytom. Wszystko się zgadza, firmy zarządzające dostały pieniądze i zgarnęły zyski i wypłacają pieniądze emerytom, które pozwalają jakoś przeżyć. Tak konkretnie to wypłacają zwykle równowartość niecałych 600 zł. Przekładając na polską siłę nabywczą to byłoby ok 500 zł. Miesięcznej emerytury.
Do tego służba zdrowia jest całkowicie prywatna. Całkowicie, to znaczy całkowicie. Nie ma nie tylko państwowych, bezpłatnych lekarzy, ale nawet państwowego systemu ubezpieczeń.
Oczywiście można powiedzieć, że z tak "delikatną" rzeczywistością stykają się pracownicy niewykwalifikowani, którzy całe życie zasuwali przy przysłowiowej łopacie, ale gdyby mieli wykształcenie, to ich życie wyglądałoby inaczej.
Hmmm..., niezupełnie. Otóż szkolnictwo wyższe w Chile jest całkowicie prywatne. Nawet jeśli są to państwowe uniwersytety, to działają one na zasadach rynkowych i łupią niemiłosiernie za możliwość uzyskania tytułu, który może być przepustką do przyzwoitego życia. A raczej mógłby być, gdyby nie subtelna konieczność zaciągnięcia sporych kredytów na te studia i ich spłacenia. Czyli w skrócie dla zwykłych ludzi możliwość wyrwania się z dziadostwa w pierwszym pokoleniu nie istnieje. Ludzie będący z racji wykształcenia w klasie średniej w pierwszym pokoleniu po prostu spłacają długi i akumulują minimum majątku. Typu dom na przedmieściach. I co najwyżej mogą własne dzieci wysłać na studia i zapłacić sporą część czesnego i zapewnić im już łatwy start. 

Ale ta właśnie skala dominacji systemu kapitalistycznego dokładnie spowodowała skalę reakcji. Płoną supermarkety, stacje benzynowe, punkty poboru opłat na autostradach i właściwie wszystko co się kojarzy z systemem w którym wąska grupa uzyskuje przywileje pozwalające na czerpanie astronomicznych zysków z kontroli nad infrastrukturą i każdą możliwą ścieżką prowadzącą do przyzwoitego życia. Każdy kto jechał polską A2 i wyobrazi sobie cały kraj tak zorganizowany bez trudu zrozumie o czym mowa. 

Oraz do tego wrażenie, że właścicielami kraju jest kilka prominentnych rodzin oraz zachodni kapitał faktycznie rabujący największy majątek tego kraju, czyli złoża metali. Tak, rabujący. Co też usłyszałem od tychże prawicowych chilijczyków. Jak mi wyjaśniono, kopalnie płacą podatki zależne od średniej ilości miedzi w złożu. Co pozornie jest rozsądne i uczciwe, ale... Miedzi w dziś eksploatowanych złożach jest ok 1%. Trzeba odrzucić 99% tego co się wykopało. Tyle że w procesie tego odrzucania przy okazji koncentruje się inne metale, zwłaszcza o większej masie właściwej. Co oznacza zasadniczo droższe. I te tailings (po angielsku i też w chilijskim hiszpańskim, nie wiem jak to będzie po polsku) są po prostu nieopodatkowanym bonusem dla firm wydobywczych. W niektórych miejscach znacznie ważniejszym niż sama miedź. Jak widać, zwykli ludzie wiedzą o dość wąskich aspektach polityki podatkowej, ale te właśnie aspekty mają znaczenie dla prosperity kraju. Który przecież opiera się na kopalniach. I może żyć z nich znakomicie lub.. tak jak dziś. 

Każdy, po prostu każdy w tym kraju widział, że albo jest w relatywnie zamożnym kraju skazany na balansowanie na granicy fizycznego przeżycia, albo na ryzykowanie wszystkiego w imię minimalnie lepszej przyszłości. A tymczasem garstka lokalnych oligarchów i międzynarodowych koncernów spija śmietankę z górniczego eldorado. 

Taką mamy sytuację społeczną i polityczną. Obecny protest to jest po prostu pełnoskalową rewolucja. I to trzeba przyjąć do wiadomości. Rewolucją, która może mieć problem z jasnym sformułowaniem postulatów i linii politycznej. Aczkolwiek, gdyby wystąpił tam polityk z wiarygodną propozycja nacjonalizacji kopalń i, jeszcze lepiej, sfinansowania w ten sposób szkolnictwa wyższego, opieki zdrowotnej i działania infrastruktury, to by pewnie natychmiast wygrał każde wybory. Ale o ile wiem, takiej propozycji nikt z maistreamu nie składa. Więc zarząd i akcjonariusze KGHM też mogą spać spokojnie.

To co ja przewiduję jako najbardziej prawdopodobny przebieg wydarzeń, to wygaśnięcie lub pacyfikację obecnych protestów, ale nie zapomnienie. Z milionów ludzi którzy w tym uczestniczą, część po prostu zacznie się zastanawiać jak dokładnie zmienić kraj, inna część jak przeprowadzić tam skuteczna zmianę. Te grupy kiedyś się spotkają i ruszą zmieniać. Może wejdą do dzisiejszych struktur politycznych i nikt z zewnątrz nie zauważy nawet zmiany szyldu, a może rusza z własną partią. 

Ale jedno jest pewne- Chile to jest kanarek w nomen-omen kopalni. To są rzeczy, które są problemem, czy przekleństwem dookoła świata. Chyba nigdzie w takim natężeniu, ale to nie jedyny kraj, gdzie ludzie widzą brak swoich perspektyw i wyzysk ze strony kapitału. 

18 komentarzy:

Matt Macief pisze...

Komentarz muzyczny do notki (nb. właśnie z Chile)
https://www.youtube.com/watch?v=Krk3lgpuC7w

mmm777 pisze...

Jeżeli za wszystko trzeba płacić, to skutecznie nadmuchuje to PKB...
Maczeto, polecałbym Ci, zainteresowanie się spożyciem (mięso, mleko..) i jego zmianami.

pawel-l pisze...

Można narzekać na zbyt wysokie opłaty w funduszach emerytalnych, ale aktywa w chilijskim systemie emerytalnym to ok. 60% PKB. Prawie tyle co mają Szwecja i Wielka Brytania. Dla porównania Polska ma ok. 10% i właśnie rząd zamierza je przejąć.

Trzeba by porównać wpłacane składki i otrzymywane emerytury aby to realnie ocenić.

Nasz ZUS wypłaca też niskie emerytury nawet po 4 grosze.

pawel-l pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
pawel-l pisze...

Obowiązkowa składka emerytalna w Chile wynosi ok. 12% pensji, w Polsce 13.71% (pracownik) + 9,76%(pracodawca).

Maczeta Ockhama pisze...

@pawel-l
pekabe-srekabe
Lepiej zadajmy pytanie dla kogo pracują te oszczędności? I tu odpowiedź jest prosta- dla tych co pobierają prowizję i dla tych co mają prawo korzystać z tego kapitału. To jest jak wiadomo przede wszystkim skarb państwa, który płaci odsetki, które trafiają do firm zarządczych za kapitał, który jest efektywnie państwowy.
A druga grupa to wielkie spółki giełdowe, które zupełnym przypadkiem są kontrolowane przez tą samą wąską grupę ludzi. Umownie powiedzmy, że te spółki są właścicielami supermarketów, stacji benzynowych i wszystkiego co obecnie ładnie płonie w Chile.
Ludzie palą swoje oszczędności? Nie, palą to co kontroluje ta wąska i dokładnie znienawidzona oligarchia, bo oni tej forsy i tak nie oglądają i oglądać nie będą.

Anonimowy pisze...

@Maczeta

Jest na Youtubie naprawde ciekawy dokument na temat obecnej pseudodemokracji neoliberalnej(ktora jest chyba tzw.odwroconym totalitaryzmem).

https://www.youtube.com/watch?v=NkvYxVrsvzM

Piotr34

Wojtek inżynier pisze...

Jeśli dom na przedmieściach i opłacenie edukacji dzieciom jest dla Maczety czymś mało satysfakcjonującym to nie wiem czy z takimi oczekiwaniami można być szczęśliwym gdziekowiek.

Rozumiem dramat młodych, którzy nie mogą się wykształcić, a nawet po dobrym wykształceniu założyć rodziny/kupić mieszkania. I to się stało w Hongkongu.

Choć pięknie w obu wypadkach widać, jak ludzie dali sobie wmówić własną winę - zarówno w Chile jak i tam nie ma postulatów zniesienia nierówności społecznych (a jeśli są, to bardzo delikatnie akcentowane).

Wracając do tematu wpisu dziś złożyłem rezygnację z PPK - nawet kolega pisowiec to zrobił. Ciekawe ilu ludzi da się nabrać na kolejny program oszczędzania na emeryturę oparty o rynek akcji :-) Morawiecki miał być premierem niezależnie czy wygra PO czy PiS. Wiadomo, jakie miał zadanie i z niego się wywiązał.

Anonimowy pisze...

@wojtek inzynier

"Choć pięknie w obu wypadkach widać, jak ludzie dali sobie wmówić własną winę - zarówno w Chile jak i tam nie ma postulatów zniesienia nierówności społecznych (a jeśli są, to bardzo delikatnie akcentowane)."

Bo wlasnie na miedzy innymi tym polega ten nowy "odwrocony totalitaryzm"-na wmowieniu ludziom ze to wszystko ich wina i zaindukowaniu wyuczonej bezradnosic i apatii.To ma byc taka demokracja i kapitalizm widzow gdzie wiekszosc zniechecona nie bierze udzialu ani w zyciu politycznym ani ekonomicznym.
Zrobiono to takze w naszym regionie gdzie mimo 20% bezrobocia przez dobra dekade ludziom wmawiano ze to ich wina ze nie moga znalezc pracy albo ze maja tylko umowy smieciowe(choc niemal wszyscy wkolo mieli takowe).No i oczywiscie stworzono "mit dyskusji"-zlodziei(np duzych korporacji)juz sie nie sciga i nie kara tylko negocjuje z nimi aby laskawie cos zaplacili(i praktycznie nikt nie probuje takich firm bojkotowac).Zas skorumpowanych politykow sie nie zamyka tylko przesuwa ze stanowiska na stanowisko i to NIE budzi specjalnych protestow elektoratu(choc pownien ten elektorat "dymic" na ulicy na calego w takich przypadkach)itp itd.Zaindukowana apatia to nowa podstawa systemu(indukowana zreszta bardzo sprytnie zarowno droga prawna jak i przez media czy system edukacji).

"Morawiecki miał być premierem niezależnie czy wygra PO czy PiS. Wiadomo, jakie miał zadanie i z niego się wywiązał."

Dokladnie tak-to bankster i czlonek "partii wewnetrznej" ktora nie sluzy Polakom tylko... komus innemu.Zreszta podobna role "przechodnia" pelni takze Gowin(zawsze przy korycie).Obrzydliwe typy sluzace tylko bogatym ktore doprowadza do katastrofy.


Piotr34

Anonimowy pisze...

@maczeta
pekabe-srekabe

Ludzie się buntują jeśli nie mają co do garnka włożyć lub z braku nadziei na poprawę swego losu. Tutaj naprawdę nie wygląda aby zachodził pierwszy warunek (np udział dolnego decyla w pkb [1]). Chyba opisujesz drugi przypadek, system "kastowy" gdzie wyrwanie się z biedy jest nierealne (dolnych decyli nie stać na edukację, środkowe co najwyżej będą wegetować aby dać szansę dzieciom na awans).

W Polsce dolny decyl ma przekichane jak prawie wszędzie, ale w jednym pokoleniu doczłapać z trzeciego decyla do ósmego jeszcze jest możliwe (i nie trzeba być unikatem, wystarczy mieć łep na karku).

vaeta



[1] https://www.google.pl/publicdata/explore?ds=d5bncppjof8f9_#!ctype=l&strail=false&bcs=d&nselm=h&met_y=income_distribution&fdim_y=income_bracket:1&scale_y=lin&ind_y=false&rdim=region&idim=country:CHL:ECU:POL:DEU&ifdim=region&hl=pl&dl=pl&ind=false

Maczeta Ockhama pisze...

@wojtek inzynier
Z tym domem na przedmieściach to ja przyłapałem się na myśleniu w kategoriach ameryki łacińskiej, gdzie generalnie przedmieścia to jest druga kategoria, to nie jest stabilność i awans społeczny, to jest dziadowanie w długich i drogich dojazdach i większa przestępczość. Tzn. zawsze jest jakaś mniejszość "ładnych" dzielnic, z lepszym dojazdem samochodem do miasta, etc. Z czego w bardziej podzielonych krajach to są ogrodzone dzielnice, nie to miałem na myśli.

@wojtek i piotr34
No, jak już wy obaj widzicie sprawy prawie tak samo to sytuacja jest poważna.
Ja chciałem zauważyć, że w Chile iskrą była podwyżka cen biletów na metro i tam oprócz malli, stacji benzynowych, supermarketów i bramek na autostradach spalono też sporo stacji metra.
Więc jak sytuacja jest poważna, to ja mam poważny apel: oszczędzajcie stacje metra, to są ważne i pożyteczne rzeczy!

Wojtek inżynier pisze...

Maczeta,

bo wg mnie na Waszych blogach ludzie mają bardzo podobne poglądy, a tylko różnice są wyolbrzymiane, które tak naprawdę są jedynie akcentami kładzionymi na całość. Różnimy się pozornie.

Np w pełni zgadzam się ze Sławomirem Mentzenem z Konfederacji, gdy czytam o prześladowaniu małych i średnich przedsiębiorców. Serio - miałby mój głos, gdyby startował z listy innej niż antyszepionkowcy i inni szaleńcy. A głosowałem na Zandberga, który cytuje Lenina. I jak ja jest z rodziny AKowców (ostatnia debata o Łupaszce w TVP z Rachoniem - polecam). Bo widząc nieuczciwość w traktowaniu małych firm, widzę też co robi duży kapitał ogólnie ze światem. Szkoda tylko, że ludzie kierują się zwiścią - pieniędzy których nie widzą (ogromne banki inwestycyjne) nie ruszają, ale jak już fajną chatę postawi sobie specjalista/robotny przedsiębiorca, to najchętniej by go na widłach wynieśli.

I tu jest wg mnie pies pogrzebany. Jedni gardzą biedotą (bo się im udało/urodzili się bogaci), inni tym lepiej ustawionymi (bo im się nie udało, albo też nie chciało ciężko uczyć/pracować), a Kulczykowie naszych czasów dalej zabijają naszą przyszłość dodając zera na koncie.

Jestem fanem F1 od zawsze i nie macie pojęcia ile tam narzekania, że nowe bolidy palą coraz mniej kosztem skomplikowania konstrukcji, że tyle pieniędzy idzie na to niepotrzebnie - nikt nie rozumie, że te pieniądze to kasa dla inżynierów i techników, że inaczej ci inżynierowie będą bezrobotni (a raczej nie dokładnie ci, bo tamci są najlepsi z najlepszych, za to dla tych gorszych gdzieś indziej zabraknie etatu/kontraktu). A tnąc budżety Ferrari/Mercedesa/Red Bulla spowodujemy wyłącznie większą dywidendę dla ludzi obrzydliwie bogatych, którzy jedynie kapitał akumulują.

Na każdym kroku nie ma zrozumienia, jak ogólnie działa świat. Poza oczywiście blogami Autora.

Anonimowy pisze...

@Maczeta Ockhama @wojtek inzynier

"No, jak już wy obaj widzicie sprawy prawie tak samo to sytuacja jest poważna."

"bo wg mnie na Waszych blogach ludzie mają bardzo podobne poglądy, a tylko różnice są wyolbrzymiane, które tak naprawdę są jedynie akcentami kładzionymi na całość. Różnimy się pozornie."


I znowu sie zgodze;)
Choc nie cierpie korwnistow to Mentzen bardzo madrze mowi(zgadzam sie z jakies 90% tego co mowi szczegolnie o biurokracji i malych firmach)-zeby tylko wlasnie towarzystwo zmienil.
Faktycznie uwazam takze ze Zandberg niezle mowi w kwestiach ekonomicznych(szczegolnie odnosnie duzego kapitalu)-za co zreszta co niektorzy czlonkowie mojej(na szczescie dalszej)rodziny zwa mnie lewakiem.
Ja nawet rozumiem ze na PIERWSZY RZUT oka zgadzanie sie zarowno w Mentzenem jak i Zandbergiem moze dziwic ale jak slusznie zauwazyles to roznica jest wyolbrzymiana i moim zdaniem(twierdze tak zreszta od paru lat)SZTUCZNA(a moze nawet kreowana).

Zreszta w zalinkownaym powyzej przez mnie filmiku pada mniej wiecj takie zdanie "BYC MOZE zreszta obecne co niektore "rewolucyjne" jakoby ruchy prawicowe(np PIS w Polsce)w rzeczywistosci sa przynajmniej w kwestiach ekonomicznych tak naprawde LEWICOWE?"-tak sadze od lat-o ile w kwestich spolecznych roznica miedzy prawica i lewica jest caly czas duza(i PIS jest jakaos tam nieudolnie prawicowy)o tyle w kwestiach ekonomicznych roznica miedzy sensowna prawica(czyli nie neoliberalami)i sensowna lewica(czyli nie lewakami z Antify)sa niezbyt duze a sam PIS tak naprawde jest tu bardziej lewicowy(choc nieudolnie)niz prawicowy.
Podzial miedzy lewica a prawica jest juz CZESCIOWO nieaktualny,prawdziwy podzial to spoleczenstwo kontra totalitarysci ale ten podzial jest jakby mniej widoczny i chyba UKRYWANY(zuwazcie iz obecnie PRAWDZIWA wladza chowa sie za politykami,agencjami ratingowymi,mediami,grupami lobbystow itp-nikt tak naprawde nie wie kto FAKTYCZNIE rzadzi czy to w PL czy USA czy gdzie indziej)-to zreszta bardzo sprytne zagranie z ich(prawdziwej wladzy)strony-trudno obalic wladze o ktorej sie nawet nie wie ze wladza jest bo sie chowa za figuranatami(i w najlepszym wypadku obala sie tych wlasnie figurantow-co stalo sie takze i w PL ostatnio-pozorna zmiana wladzy plus pare malych korekt systemowych aby uczynic system stabilniejszym i silniejszym).Wiec sytuacja jest NAPRAWDE powazna.

Piotr34

PawelW pisze...

@Piotr34
To co piszesz jest widoczne od dawna i ludzie trochę zorientowani to widzą....
Ja swego czasu tłumaczyłem taki tekst:
https://www.wissensmanufaktur.net/plan-b/
o tutaj jest to tłumaczenie
https://www.wissensmanufaktur.net/media/pdf/plan-b-polski.pdf
I tam też jest raczej mowa o tym, że zmienia się zaledwie tzw. aktorów politycznych, natomiast najwyższe struktury za nimi stojące pozostają nietknięte.

Jacek pisze...

Pinochet zmarł bodajże w 2006 a władzę oddał chyba w 1990. Po niemal 30 latach d***kracji oskarżać go o sprawstwo kierownicze aktualnego kryzysu? To jest chyba sprzeczne z zasadą materializmu dialektycznego? Choć z drugiej strony istnieje "nieśmiertelny duch Lenina", to może Pinocheta też?
A pisząc poważnie: odnoszę wrażenie że nie sama "skala dominacji systemu kapitalistycznego" wpędza tam ludzi w nędzę. Muszą być jakieś dodatkowe czynniki, które np. tłumią przedsiębiorczość.
Coś jak pogłówne ZUS-owskie w PL (inostrancom objaśniam: w Polsce prywatny przedsiębiorca musi zapłacić co miesiąc do ZUS ok 1300,- zł za rozkosz prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej / s-ki cywilnej. Nawet jak nic nie zarabia lub ma straty). Oczywiście spółki zoologiczne, akcyjne i inne ko-bandytowe nie muszą.
Więc raczej podejrzewam coś takiego. A może bariery biurokratyczne, koncesje, niedostępność kredytu inwestycyjnego, upierdliwe procedury podatkowe... Imię ich jest legion.

Jacek pisze...

@Maczeta: "był sobie tam bandyta, który wymordował kilkadziesiąt tysięcy ludzi".
Za to w Kambodży mieli więcej szczęścia - żaden bandyta się tam nie objawił i naród kambodżański mógł spokojnie budować dobrobyt i sprawiedliwość społeczną.
Te "kilkadziesiąt tysięcy wymordowanych" to były głównie komunistyczne bojówki (w Wiki uprzejmie zwane "partyzantami") a sam Allende był bodajże płatnym agentem Moskwy. Jakby mu się udała "transformacja ustrojowa" to oczywiście nikomu by włos z głowy nie spadł a dobrobyt w Chile byłby pewnie jeszcze lepszy niż w PRL... Ho ho, tak tak!

Anonimowy pisze...

Ja bym jednak nie radził nie wierzyć Maczecie wszędzie gdy zaczyna pisać o zagranicznym kapitale i wolnym rynku, bo już go łapałem na przykład:
* gdy opowiadał o kilustetprocentowych marżach jak mają argentyńscy operatorzy energetyczni, "wyciągający" je dzięki temu że jest tam wolny rynek, tu końcówka tej naszej dyskusji:
link
...podsumowując okazało się że marża ww. operatorów to kilknaście %, ich zyski to pojednyncze procenty, w wielu latach strata, a ceny zakupu i sprzedaży elektryczności są ustanawiane urzędowo, a do tego jest system dopłat. Taki to "wolny rynek" był.
* gdy opowiadał o tym, że Shell sperzedając peso będące równowartością $3.5mln (czyli drobniaki - równowartość dużego domu w stolicy) doprowadził do spadku kursu tej waluty i zubożenia Argentyńczyków, a okazało się że spadek wartości peso spowodowały władze Argentyny dodrukiem tej waluty:
link

Anonimowy pisze...

Ja bym jednak radził nie wierzyć Maczecie wszędzie gdy zaczyna pisać o zagranicznym kapitale i wolnym rynku, bo już go łapałem na przykład:
* gdy opowiadał o kilustetprocentowych marżach jak mają argentyńscy operatorzy energetyczni, "wyciągający" je dzięki temu że jest tam wolny rynek, tu końcówka tej naszej dyskusji:
link
...podsumowując okazało się że marża ww. operatorów to kilknaście %, ich zyski to pojednyncze procenty, w wielu latach strata, a ceny zakupu i sprzedaży elektryczności są ustanawiane urzędowo, a do tego jest system dopłat. Taki to "wolny rynek" był.
* gdy opowiadał o tym, że Shell sperzedając peso będące równowartością $3.5mln (czyli drobniaki - równowartość dużego domu w stolicy) doprowadził do spadku kursu tej waluty i zubożenia Argentyńczyków, a okazało się że spadek wartości peso spowodowały władze Argentyny dodrukiem tej waluty:
link
* opowieści o długach Grecji będących niby też winą wszelkich "przywaciarzyt" a nie władz tego państwa w (ocenzurowanej swoją drogą) poniższej dyskusji u Futrzaka:
link