Kacapia w przykładach- propaganda i technika

Jednym ze sposobów działania Kacapii jest promowanie swojej religii. Trudno nazwać wiarą prawosławie z okresu późnego Imperium Rosyjskiego, a jeszcze bardziej dzisiejsze. Ale prawosławie w wydaniu kacapskim właściwie ocenili nasi dziadowie. Którzy, odnosząc się w II RP z szacunkiem do wielu wyznań, prawosławne świątynie po prostu wysadzili w powietrze.
Ale to nie prawosławie jest religią kagiebistów. Prawdziwa religia opiera się na Cudzie Pokonania Faszystów.
 
Historia II w.ś. według radzieckiej religii brzmi tak, że po zdradzieckim ataku dzielna Armia Czerwona została zaskoczona i cofała się zadając potężnemu wrogowi wielkie straty. Następnie mobilizacja społeczeństwa i przemysłu pozwoliła na formowanie kolejnych jednostek i wyposażanie ich w nowoczesną broń, która powstrzymała faszystów pod Moskwą. Błyskotliwi radzieccy inżynierowie opracowali wspaniałe konstrukcje, które produkowane w tysiącach i milionach przez zmobilizowany radziecki przemysł pozwoliły zwycięskiej Armii Radzieckiej dotrzeć do Berlina, pomimo zawodności i nierzetelności zachodnich sojuszników.
 
Ta historyjka ma tyle dziur, że nie jest w stanie obronić się badaniami i logiką. Inną sprawą jest oczywiście mentalność Kacapii, czyli absolutna podległość wiedzy o świecie i historii wobec bieżących potrzeb polityki i propagandy. Nam, cywilizowanym ludziom, retuszowanie zdjęć i wycinanie z nich postaci w niełasce może się wydawać śmieszne, ale w Kacapii takie zdjęcie ze Stalinem to była śmiertelnie poważna sprawa.
 
Tak samo musiała się zgadzać pozostała część narracji, a tam gdzie były prawdziwe słabe jej punkty, cały aparat państwowy podporządkowany propagandzie wspólnym głosem i przez lata przekonywał wszystkich o absolutnej prawdziwości historyjki i całej kacapskiej wersji. Bez żadnego miejsca na obiektywne badania, prawdę, nic. Zatrudnienie wszystkich łącznie, dyplomatów, budżetów reklamowych firm i wszystkich dostępnych propagandzistów na papierze i taśmie filmowej. Przecież nie mówimy o żadnej sztuce, Mówimy o podporządkowaniu wszystkiego naczelnym celom Kacapii, czyli ekspansji za wszelką cenę.
 
Sposób tej ekspansji opracował Gengis Khan (a właściwie to jego synowa). Propaganda musi mieć na celu szerzenie mitu o niezwyciężoności i wielkiej przewadze technicznej i liczebnej. Wszystkimi metodami. To opisywałem w poprzednim odcinku.
 
Wracamy do mitu o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Służy on zarówno jako własna religia, jak też do argumentacji politycznej i propagandy o niezwyciężoności. Czyli jest centralnym punktem mitologii Kacapii. Co zresztą łatwo zauważyć. Wszystko, co robią władze Rosji w taki lub inny sposób odwołuje się do mitu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Czy to pilnowanie pomników kacapskich generałów, czy poszukiwanie faszystów na Ukrainie i większości pozostałych sąsiednich krajów. Definicja faszystów w wydaniu Kacapi to temat, który został dobrze opracowany. Komu brakuje może poczytać Sergiusza Piaseckiego. On co prawda nie opisywał jak zwalczano faszystów, a"polskich panów", ale definicja jest ta sama.
 
W samym opisie jest mowa o wielkim poświęceniu narodu radzieckiego. Raczej bym to nazwał wielką rzezią wspólnie urządzoną przez Stalina i Hitlera. W rzeczywistości w ZSRR zginęło od 20 do 40 mln ludzi. Tej liczby nie da się w żaden bezpośredni sposób potwierdzić, bo świadomie sfałszowano spis powszechny. Nawet dla władz. Oficjalne dane mówią chyba o 11 mln ofiar, ale to właśnie była propaganda mająca dla odmiany sugerować, że we wczesnej fazie zimnej wojny ZSRR miał jakikolwiek potencjał militarny. Nie miał.
 
Najważniejsza sprawa w kacapskim micie dotyczy techniki. Liczba ofiar może podlegać dyskusji, populacja i możliwości mobilizacyjne są mniej- więcej znane. Ale jeśli przekonamy przeciwnika, że dysponujemy superbronią, która jest niedościgniona/niewykrywalna/nie do pokonania przez antykacapów to zwiększa się chęć do negocjacji. Albo przynajmniej łatwiej podzielić społeczeństwo na obóz oporu i braku wiary w opór. Aktualnym przykładem jest głupio powtarzana przez prawicowe media wrzutka o nieskuteczności armat Leopardów na pancerz T-90. Nie ma takiej możliwości
 
Po dodaniu dwóch do dwóch, a to nawet kacapy potrafią, wychodzi, że trzeba właśnie stworzyć mity niezwyciężonych broni z 2 w.ś., które zostały stworzone przez radziecki przemysł i wygrały wojnę.
Jakie mity, ktoś się zapyta, przecież takie rzeczy były naprawdę: czołgi T-34, automat PPS, samolot IŁ- 2 i inne.  Nie, nie było. Żadna z tych rzeczy nie spełniała łącznie warunku radzieckiego pochodzenia, znaczenia militarnego i dobrej jakości. O niezwyciężalności i przełomowym znaczeniu już nie będę wspominał, choć do tego się posuwa kacapska propaganda.
 
Mity PPS, T- 34  i IŁ-2 są dokładnym centrum całej wiary radzieckiej. Dlatego tym gadżetom do zabijania trzeba przyjrzeć się bardzo dokładnie.
Karabin PPS był po prostu dokładną kopią fińskiego Suomi KP 31. Niezupełnie dokładną, bo jakościowo wykonaną w skrajnie zły sposób, ale działał. Sporo gorzej niż oryginał, ale jakoś. Zresztą i tak nie było mowy o żadnym masowym wyposażeniu, dobrze ponad 90% Armii Czerwonej i później Radzieckiej było uzbrojonej w Mosiny, które już w czasie I w.ś. okazały się wyraźnie gorsze niż niemieckie Mausery (gdyby się okazały lepsze to by nie było rewolucji i ZSRR...).
Możemy przyjrzeć się IŁ-2. To jest dopiero kopanie leżącego. Koncepcja opancerzonego samolotu może nie wygląda tak głupio. Ale połączenie tej koncepcji w jednosilnikowym samolocie z opancerzeniem ważącym tyle, że likwidującym jakąkolwiek zwrotność i manewrowość już jest po prostu... kacapskie. Pancerz był przebijany przez każde działko 20 mm i większość CKM, w jedyny silnik zawsze się dawało jakoś trafić i go uszkodzić, a przeciw jakimkolwiek myśliwcom był bezbronny. Później dodano stanowisko tylnego strzelca, co do którego Wiktor Suworow twierdził, że byli to żołnierze batalionów karnych. Nie sądzę. To nie miało znaczenia, gdzie się w tym samolocie siedziało to i tak była latająca trumna. Najlepszym dowodem jest to, że Luftwaffe, po wstępnym szkoleniu, wysyłała pilotów na szkolenia zaawansowane po prostu na front wschodni, skąd niektórzy wracali asami jeszcze przed oficjalnym zakończeniem szkolenia. Na front zachodni i do obrony Rzeszy trafiali tylko "prawdziwi" piloci, którzy na zachodzie sobie nie poradzili. Z lotnictwem radzieckim sobie radzili, nawet z amerykańskimi samolotami. 
 
Jako dygresja ciekawostka- Niezwyciężone lotnictwo radzieckie w 1944 kilkukrotnie urządziło wielkie naloty na Helsinki. Skali takiej, jaka była użyta do spalenia Drezna.  Jeśli ktoś widział te miasta, to wie, że w Helsinkach, w przeciwieństwie do Drezna przedwojenne budynki stoją i mają się dobrze. Generał zwycięskiej Armii Radzieckiej, wizytujący Helsinki po kapitulacji ponoć dostał apopleksji jak zobaczył, że w sumie naloty uszkodziły zaledwie kilkanaście budynków. Adding insult to injury, jednym z nich była ambasada radziecka.
 
Pozostaje T-34. Pojazd- legenda, w bloku wschodnim każdy przynajmniej raz w życiu obejrzał "Czterech Pancernych". Znakomicie zrobiony serial, dokładnie promujący te wyżej opisane tezy. Czysta propaganda pod płaszczykiem dobrej rozrywki. Dziś Kacapia nie ma do swych usług zbyt wielu ludzi zachodniej kultury, to zamiast propagandą w rozrywce bardziej zajmują się tą w biznesie, ale w stylu naprawdę niewiele się zmieniło. Depardieu najwyraźniej chlał na okrągło zamiast zaprosić kolegów i zrobić jakiś dobry film o wybitnych kagiebistach.
To wszystko pokazuje jak centralny punkt w tej układance zajmuje mit superczołgu T-34. I też pokazuje dokładnie słaby punkt Kacapii.
Co by pozostało z mitu, gdyby się okazało, że cała Armia Radziecka żywiła się konserwami z USA, używała wyłącznie Jeepów i Studebakerów, nieliczne lotnictwo w całości opierało się na samolotach z USA i to nie najmłodszych konstrukcji, a najważniejsze jednostki uderzeniowe Armii Radzieckiej używały Shermanów,  bo T-34, czy IS-3 to były kompletne kupy złomu?
Otóż by się okazało, ze Armii Radziecka, walcząca na amerykańskim sprzęcie z Wermachtem ponosiła straty w przybliżeniu 10 krotnie większe niż armia amerykańska, używająca tego samego sprzętu do walki z tym samym Wermachtem. A to by mogło zrodzić podejrzenia, że radziecka kadra oficerska to była banda niekompetentnych durni i pijaków nie mających pojęcia o swojej robocie od chorążego aż po, aż strach pomyśleć, samego Generalissimusa!!!
 
A w środku tego mitu czy religii stoi, z wyprężoną lufą, T-34
 
Ale jak się dobrze przypatrzeć to ta lufa trochę zwiędnie. Zaczynając od źródeł informacji. Większość dostępnych to jest kacapska propaganda. To pomińmy, co najwyżej możemy się później pośmiać. W poważny sposób ten czołg badano 3 razy. Pierwszy raz, w 1942 na poligonie testowym w Aberdeen. Stalin łaskawie zgodził się wysłać na zachód kilka egzemplarzy. Prawdopodobnie wtedy albo bał się o przyszłość lend- lease albo chciał się pochwalić doskonałym sprzętem. Już więcej takich rzeczy nie robił. Nic dziwnego, bo przez angielskich inżynierów ten pojazd został uznany za tak pełny wad i głupich rozwiązań konstrukcyjnych, że nie wart długiego zastanawiania się. Ponadto po 300 km rozpadł się w sposób niemożliwy do naprawy. A były to specjalnie zmontowane i starannie wykończone egzemplarze. Niemcy także bardzo starannie przetestowali zdobyte egzemplarze i doszli do podobnych wniosków. A dokładniej takich, że ten czołg kompletnie nie nadaje się do zastosowania jako pojazd bojowy i był użytkowany przez nich jako ciągnik artyleryjski, itp.
 
Ostatnie badanie dotyczyło egzemplarza zdobytego w Korei przez wojska ONZ i badanego przez inżynierów z USA. Niezwykle ciekawe i obszerne badanie, powołujące się też na poprzednie ustalenia. Tu link. Przy okazji można zobaczyć też jak wygląda prawdziwa praca dla wywiadu, można dla pewnego porównania sięgnąć po "Raport z likwidacji WSI" i dojść do wniosku, że towarzystwo z GRU w porównaniu do CIA nie miało zielonego pojęcia o swojej robocie, za to bardzo pięknie opowiadali historyjki jacy to oni są piękni i kompetentni i robią wspaniałe i ważne rzeczy. Słuchać ich, to jakby się "Czterech Pancernych" oglądało. Wszystko wygląda ładnie, a w rzeczywistości jest bujdą na resorach. Bez amortyzatorów.
 
Tymczasem ten raport inżynierski dla CIA obejmuje w miarę wszystko, analizę mechaniczną, projektową i metalurgiczną każdego elementu. Razem z bardzo ciekawymi uwagami dotyczącymi standardów wykonania każdego z elementów. Oraz większość podzespołów okazała się bardzo znajoma, podali nawet numer katalogowy pompy paliwa z T-34. Z katalogu niemieckiego producenta, łatwo się domyślić, że chodzi o Boscha.. To samo dotyczy prawie wszystkich części mechanicznych. Najciekawsze jest to "prawie", ale o tym za chwilę.
 
Zaczynając od początku. Coś około 1930 roku ZSRR zakupiło od niejakiego Waltera Christie projekt czołgu. Amerykański wynalazca, który wymyślił jak poprzez zmianę ustawienia elementów zawieszenia zwiększyć skok kół czołgu, co miało poprawić właściwości terenowe, a przede wszystkim zwiększyć prędkość w terenie. Pomysł ciekawy, ale nie działał. Po pierwsze i najważniejsze, nowe rozplanowanie zawieszenia zajmowało bardzo dużo miejsca w kadłubie. Czołg musiał być znacznie większy. Po drugie, w samym zawieszeniu nie przewidział amortyzatorów, co oznaczało potężne bujanie przy nieco większych prędkościach i w praktyce zwiększało prędkość tylko na drogach. Po trzecie wreszcie, sam sposób rozmieszczenia elementów zawieszenia sprawiał, że przy pojeździe przekraczającym 10-12 ton masy to zawieszenia zaczynało sprawiać problemy i w ruchu i w eksploatacji. Ten kupiony od Christiego czołg nazwali BT-2, ważył około 10 ton, był przeznaczony do szybkiej jazdy po drogach  i w ogóle był konstrukcja w miarę spójną. Nie najlepszą, właściwie to zupełnie nieprzydatną w prawdziwych warunkach bojowych, ale spójną i logiczną. Zresztą na początku lat 30-tych jeszcze nie do końca było wiadomo jak ma wyglądać i co robić w walce czołg, więc pojazd ten można uznać za posiadający jakiś sens.  Zawieszenie Christie stosowali też Brytyjczycy, ale oni je mocno zmodyfikowali i używali w specjalistycznych, szybkich pojazdach, a nie ogólnego zastosowania.
 
Kupiony projekt był bez silnika i uzbrojenia. Uzbrojenie jakieś wsadzili, takie jakie mieli, czyli dużo gorsze niż tej samej wagi i kalibru armaty i karabiny niemieckie czy amerykańskie, o brytyjskich nie wspominając. Ale działało. Tak przynajmniej widziałem w "Czterech Pancernych".
 
Silnik to był dokładnie Hispano- Suiza 12Y, podstawowy silnik lotniczy francuskiej armii końca lat 30-tych. Twórczością radzieckich, a prawdopodobnie niemieckich inżynierów został przerobiony na zapłon samoczynny, czyli diesla. Pewną poszlaką jest pompa paliwa i filtr oleju identyczny jak seryjnie produkowane niemieckie.
 
Kto chce sobie przeczyta, skracając temat, naprawdę radzieckiego projektu były filtr powietrza, skrzynia biegów, sposób mocowania układu napędowego i przeróbka konstrukcji pancerza z nitowanej na spawaną. Fragmenty tego dotyczące naprawdę polecam przeczytać. Pomimo suchego inżynierskiego języka są całkiem zabawne. Każdy z tych elementów to po prostu popis absolutnego braku rozumienia tematu przez kogokolwiek mającego związek z projektem lub wykonaniem. Filtr powietrza po prostu nie działa (jak można aż tak spieprzyć tak prostą rzecz?- przeczytajcie), Skrzynia biegów bez synchronizatorów i z przesuwnymi kołami z prostopadłymi zębami to jedno, ale nadmierne utwardzanie zębów w celu  poprawy wytrzymałości tej źle działającej skrzyni to drugie. Efektem były nadłamane prawie wszystkie zęby w skrzyni biegów czołgu z przebiegiem 720 km. Nie jako wyjątek, ta konstrukcja musiała tak działać. A wymiana skrzyni to około 3 dni pracy, bo trzeba cały zespół napędowy rozmontować, z bardzo złym dostępem oczywiście, bo jak inaczej mogło być w ruskim czołgu? Dla porównania w brytyjskich czołgach z tego samego okresu skrzynia biegów była konstrukcji ze wstępnie wybieranymi biegami, gdzie zmiana biegu trwała 2-3 sekundy, a wymiana skrzyni kilkadziesiąt minut. Oczywiście ułamane fragmenty zębów nie wyfrunęły w żaden tajemniczy sposób. Spokojnie nadal przebywały w oleju w skrzyni biegów, bo po co montować filtr czy jakąkolwiek możliwość wymiany oleju? I dalej mieliły przekładnie. Bardzo skutecznie, bo te odłamane jako pierwsze to były najtwardsze fragmenty kół zębatych....
 
Spawy pancerza były prawdopodobnie błędnie zaprojektowane, choć trudno to ocenić przy skrajnie niskiej jakości wykonania. Na pewno zupełnie wadliwa była organizacja pracy, bo przy braku wykwalifikowanych spawaczy (ewidentnym przy takiej jakości) spawano blachy bez przygotowania, czyli z krawędzią jaką dał palnik. To oznacza oszczędność pracy niewykwalifikowanych szlifierzy i zwiększoną ilość pracy deficytowych spawaczy. Kacapska organizacja pracy.
 
Przy tym wszystkim już chyba nikogo nie zdziwi informacja, że silnik był przykręcony wprost do konstrukcji, bez poduszek?
 
Są jeszcze ciekawsze fragmenty- normalni inżynierowie nie mogą się nadziwić jakości silnika. Tylko w drugą stronę. Wykonany z niezwykłą dbałością o wytrzymałość poszczególnych elementów i ich trwałość. Tolerancje wykonania i obróbka jakie są potrzebne w silniku lotniczych. Na przykład końcówka rury wytoczona wraz z flanżą z jednego kawałka stali. Takie rzeczy robi się tylko w wyczynowych silnikach i do samolotów myśliwskich. Do pojazdów lądowych, nawet wojskowych, można i obniża się wymagania, aby oszczędzić poważne pieniądze na dokładności obróbki. Nieeee- tu silnik był jakości lotniczej, ze skrzynią biegów w 18-wiecznym stylu i nie działającym filtrem powietrza, co ten silnik potrafiło zabić w kilkanaście godzin w zapylonej atmosferze....
 
Jeśli się zwróci uwagę na to, że jakby straty radzieckie były wielokrotnie wyższe niż niemieckie, to następnie słyszy się argument- no tak, ale ich czołgi były bardzo drogie w produkcji, a nasze tak proste, że mogliśmy wyprodukować 5 za każdy ich jeden. Cóż, przynajmniej w odniesieniu do silnika to nieprawda. Radziecki był wykonywany według ostrzejszych norm i to zupełnie niepotrzebnie. W przypadku sporej części innych elementów to twierdzenie jest równocześnie prawdziwe, jak też nieprawdziwe. Mianowicie, w porównaniu do podobnych konstrukcji z tych czasów, używano bardzo dużej ilości odlewów aluminiowych. Wymagających następnie znacznie mniejszej ilości i znacznie tańszej obróbki maszynowej, co miało wpływ na ilość roboczogodzin i zużycie maszyn. Czyli był tańszy. Tylko najpierw trzeba było mieć to aluminium. W czasach 2 w.ś. skrajnie deficytowe, a zawsze dużo droższe od stali. Którego nawet według oficjalnych danych radzieckich ponad połowa pochodziła z USA. Zapewne większość reszty to był recycling dokładnie tego samego amerykańskiego aluminium. Z tego punktu widzenia było to bardzo tanie rozwiązanie, bo ZSRR nigdy nie się z lend lease nie rozliczył. A dla Niemców bardzo dobre źródło deficytowego metalu. Z ich punktu widzenia używanie paliwożernego ciągnika, który i tak nie jest w stanie jechać ponad pół godziny jednym ciągiem albo wyciągnięcie z niego ponad pół tony aluminium było bardzo łatwym rachunkiem.
A dla nas polecam z Kacapii i ich pomysłów po prostu śmiech. On jest najlepszą odtrutką na propagandę. Bo przy Słynnym Radzieckim Czołgu Który Pokonał Faszystów W Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej pozostaje tylko śmiech, bo i cała konstrukcja jest śmieszna. A w rzeczywistości ZSRR otrzymał działających i poprawnie zaprojektowanych amerykańskich czołgów ilość podobną do całej niemieckiej produkcji czołgów w 2 w.ś. Nawet jeśli nie były to pojazdy wybitne, to poprawnie spełniały swoje zadanie.  
A Niemcy po swojej ocenie konstrukcji używali po prostu ciężkich pocisków strzelając do radzieckich czołgów, nie przejmując się nawet kwestią przebicia pancerza, bo i tak albo spawy puszczały i czołg się rozpadał, albo uderzenie przeniesione na konstrukcję niszczyło silnik połączony bez amortyzacji, albo po trafieniu wpadał do środka błędnie zaprojektowany właz kierowcy, albo blokowała się wieża, albo zbyt mocno hartowany pancerz raził odpadającymi od niego odłamkami załogę. Niestety dla III Rzeszy, Armia Radziecka miała także Shermany w niemałej ilości.
 
Wracając do sprawy polskiej. Potężny problem polega na tym, że rozwiązania takie i podobne prezentowano jak sensowne i słuszne, ludzie którzy to uważali za normalne, projektowali maszyny, wykładali na politechnikach i w zawodówkach. Oraz nadal to robią. Kacapami nie mamy się co przejmować. Oni i tak albo kupią projekt w całości razem z fachowcami potrafiącymi go sensownie zaadoptować albo utopią w bagnach razem ze swoim złomem. Mamy i powinniśmy się przejmować kacapskim myśleniem, którego jest wszędzie dużo za dużo. A ogłupiającej propagandy wszędzie także wystarczająco.
 
A byłbym zapomniał- jakość gumy w T-34 była taka, że stawała się krucha i przestawała amortyzować i uszczelniać już przy lekkim mrozie. Z punktu widzenia amerykańskich norm to w ogóle nie był wyrób który można dopuścić do użytku. Co jest dość zabawne jeśli mówimy o warunkach klimatycznych ZSRR. A przy tym wszystkim mówimy o dość później, powojennej produkcji z której usunięto bardzo dużą część usterek.
 
 

20 komentarzy:

edeq pisze...

Ciekawe, że skoro T-34 był takim niedopracowanym złomem, to na Węgrzech udało się uruchomić 60 letni egzemplarz i pogonić nim policję. Podobnie w Donbasie użyto 2 czołgów z lat 40-tych. Uruchomiono je mimo, że stały jako pomniki, niekonserwowane ani niezabezpieczone w żaden sposób.

Maczeta Ockhama pisze...

@edeq
Syreny 102 też jeżdżą.

Maczeta Ockhama pisze...

@edeq
Stare ciężkie diesle da się uruchomić po dziesięcioleciach w miarę łatwo. Ale akurat te przykłady które podałeś- można podejrzewać jako właśnie zabieg propagandowy. Że zadziałały to wierzę, ale z wcześniejszym przygotowaniem, wlaniem płynu do chłodnicy i oleju, itp.
Zresztą te nieszczęsne skrzynie rozpadały się po jednym biegu. Najpierw jedynka i wsteczny, potem pozostałe, dwójka chyba na końcu, więc mogły ruszyć i jechać. Bez wstecznego na defiladę się nadaje, na wojnę nie bardzo.

futrzak pisze...

edeq:
a co w tym ciekawego? Widzisz roznice miedzy uruchomieniem pojazdu (po sporym przygotowaniu) a przejechaniem nim w trudnych warunkach 1000 km i wzieciu udzialu w bitwie?

Anonimowy pisze...

Niezła analiza, lecz porażająco jednostronna. Przejrzałem podlinkowany raport i wg mojej opinii nie wynika z niego, ze T-34 był kupą złomu. Wystarczy zapoznać się z wnioskami (początek dokumentu) - generalnie dobra ocena materiałów, metalurgii, gorzej z wykonaniem (słaba jakość ręcznych spawów, niedohartowany pancerz przedni,przehartowany pancerz kadłuba itd. - oczywiście wg amerykańskich standardów) Skrzynię biegów oceniono nisko, lecz jako przyczynę uszkodzeń podano niewłaściwe smarowanie oraz żle hartowane zęby przekładni. Jakość gumy oceniona na niską ze względu na braki materiałowe.
Należy pamiętać że Rosjanie w ekspresowym tempie musieli przenieść produkcję z Europy z Ural, przy produkcji pracowały głównie kobiety i niedorostki, a dostęp do surowców był znacznie ograniczony. Duże straty (ok. 45 000 czołgów T-34 wobec utraconych przez Niemcy ok.
25 000 maszyn wszystkich typów) ocenia się głównie jako wynik kiepskiego dowodzenia, błędnych założeń taktycznych i operacyjnych, niedostatecznego
wyszkolenia załóg - zdarzało się, że załogi ruszały w bój po godzinnym lub niewiele dłuższym przeszkoleniu!
Obecnie zarówno za Zachodzie jak i w Rosji docenia się gigantyczny wkład T-34 w pokonanie Niemiec; nikt nie mówi o technicznej czy militarnej doskonałości tej konstrukcji, tylko o roli, jaką pełnił w czasie wojny; organizację produkcji ocenia się jako mistrzostwo świata w wykorzystaniu zasobów w celu maksymalizacji efektu. Malkontenci mogą szydzić z wadliwego filtra powietrza czy szeregu poważnych "miękkich" niedociągnięć konstrukcji, jednak z faktami nie ma dyskusji - był to czołg który miał spełnić określone wymagania i spełnił je.

LNA

Maczeta Ockhama pisze...

@LNA
1. Ten konkretny egzemplarz to była produkcja powojenna, przejęty w Korei, usprawiedliwienia o niewykwalifikowanych kobietach tego nie dotyczą. Zresztą kwestia nieprzygotowania blach do spawania całą tą narrację falsyfikuje. Przygotowanie OSZCZĘDZA czas pracy fachowców dzięki lekkiej pracy dla niewykwalifikowanych.
2. Przyczyna dla której skrzynia się rozpadła to najpierw był projekt z prostopadłymi zębami i przesuwnymi kołami, czyli 18-wieczny. Dopiero potem próba naprawienia tego przez hartowanie bez sensu. To była niekompetencja projektowa w soczewce, gorszy był tylko filtr powietrza.
3. Wyrzucanie w błoto 20 ton skomplikowanej maszynerii tylko dlatego, że oszczędziło się kilkanaście czy nawet kilkaset godzin szkolenia jest po prostu... kacapskie. Argumentu o niedoszkolonych załogach nie kupuję, to znaczy wiem, że tak było, ale jest to kolejny przykład kacapskich porządków. Wysyłanie na śmierć nieprzygotowanych ludzi z powodu oszczędności czego? Starych pojazdów do szkolenia czy sal wykładowych?
4. Kto docenia mistrzostwo T-34 to wiem- jest ważnym elementem poststalinowskiej propagandy.
5. Mistrzostwo w wykorzystaniu zasobów doceniłem- zamiast stali aluminium za darmo- czy to nie jest mistrzostwo? Marnowanie dobrego i bardzo drogiego silnika brakiem filtra i złą skrzynią już niekoniecznie.
6. Dla porównania- wstaw sobie nowy, bardzo drogi silnik do np. fiata 125p z późnej produkcji (wszystko rdzewieje nic nie pasuje). Wyrzuć filtr powietrza i serwo hamulców, bo się nie zmieszczą. Będzie samochód? Będzie, nawet fajny. Pojeździj po wiejskich drogach, najlepiej pylistych. Obstawiamy ile dni minie do zatarcia silnika? Mocny silnik, ale niepotrzebny, bo nie ma hamulców, brak filtra załatwi silnik błyskawicznie, a poza tym i tak wszystko się telepie i hałasuje. A potem porównaj tą konstrukcję do dowolnego rodzinnego sedana z zachodu końca lat 80-tych. Milion takich nadal będzie milionem gratów.
5. Kto niby tak dobrze ocenia ten czołg i Armię Radziecką? Co do oceny technicznej są 3 rzetelne opracowania, brytyjskie, niemieckie i amerykańskie, to ostatnie najbardziej kompletne i je podlinkowałem. Cała reszta to propaganda lub bredzenie niekompetentnych. Lub oba naraz.
Co do oceny Armii Radzieckiej- ją trzeba wyrobić sobie samemu.

Anonimowy pisze...

Nie da się czytać tak jednostronnych tekstów. ZSRR postawił na ilość (T34), Niemcy na jakość (Tiger). Rosjanie też mają osiągnięcia i to większe niż Polacy. Rzeczywiście są na niższym poziomie cywilizacyjnym ale dobre wynalazki też mieli: AK47, kosmos (sputnik, obecnie tylko oni mają rakiety do wynoszenia ciężkich ładunków), narkoza czy ostatnio grafen (Nobel z 2010 dla Ruska i Bryta ruskiego pochodzenia). Dlaczego tak hejtujesz Ruskich?

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim
To nie było postawienie na ilość, tylko bezmyślne połączenie elementów takich jakie akurat mieli. Część z nich, jak silnik była ceny i jakości znacznie powyżej potrzeb, co dowodzi braku organizacji, umiejętności naukowych, inżynierskich i projektowych. To jest moja teza.
Jej potwierdzenie możesz znaleźć w każdej rosyjskiej i radzieckiej konstrukcji. Nie ma ŻADNEJ całkowicie ich, są w całości kopiowane i jakoś działają oraz składane z kopiowanych elementów i są bezmyślnie złożone.
To dotyczy także każdej z rzeczy które podałeś.
BTW o jakim heavy lift mówisz? Bo chyba nie o Energia. Ona działa tylko w zapowiedziach propagandy.

Anonimowy pisze...

"Jej potwierdzenie możesz znaleźć w każdej rosyjskiej i radzieckiej konstrukcji. Nie ma ŻADNEJ całkowicie ich"

Chyba jednak się zagalopowałeś. Su-27, T-64, okręty klasy tajfun ? To takie tam pierwsze z brzegu przykłady które o ile wiem jednak są w 100 procentach konstrukcjami radzieckimi, i to całkiem niezłymi. Rozumiem z czego wynika ton tego i innych wpisów apropos kacapii, ale postaraj się być obiektywny od czasu do czasu ;-)

Anonimowy pisze...

Kopiowanie rozwiązań jest dziś na porządku dziennym. Wszyscy tak robią:
1. Daimler & Otto
2. Bell & Meucci
3. Samsung & Apple
4. Chińczycy i reszta świata
Wystarczy, że lekko zmienią rozwiązanie i już mają swoją wersję patentu.

Co do rakiety - tak chodzi mi m.in. o Energę. Ta tabelka wskazuje, że rosyjscy inżynierowie i naukowcy są w world class:
http://en.wikipedia.org/wiki/Comparison_of_orbital_rocket_engines
SpaceX pewnie przejmie palmę pierwszeństwa.

Uważam, że nie ma się co obrażać na Rosjan za m.in Donbas. Podobna sytuacja wystąpiła u Nas w powstaniu wielkopolskim. Nie widziałem żadnego polskiego polityka który by zaproponował pokojowe rozwiązanie przeprowadzenia referendum za odłączeniem Donbasu/Krymu. A podobna sytuacja w wystąpiła w Szkocji i nikt nie protestował ;) Dlaczego?

Maczeta Ockhama pisze...

"Chyba jednak się zagalopowałeś. Su-27, T-64, okręty klasy tajfun ?"
T-64 i pochodne miały silnik Jumo 204 i pochodne, nadal zresztą robią dla T-84. Tajfun to był idiotyczny zlepek części bez sensu i koncepcja bez sensu. Jedyną zaletą było mnóstwo tytanu, bardzo taniego w ZSRR.
Su- 27 nie wiem, nie znam się na nowszych samolotach, z poświęceniem czasu odrobiłem zaledwie zadanie domowe o czołgach 2 w.ś.
Podstawowym moim zarzutem nie jest kopiowanie, to na jakiś etapie robią wszyscy.
Problem polega na bezmyśnym kopiowaniu, niekompetencji we wzajemny połączeniu i dopasowaniu tych kopiowanych elementów, zrobieniu bardzo drogiego byle czego, a na koniec obłędnej propagandzie i przekonaniu połowy świata, że to był cud techniki, efektywności gospodarczej, itd.
Głupia konstrukcja mi nie przeszkadza, każdy kraj, każdy inżynier ma takie na koncie. Przeszkadza mi nachalne promowanie g... jako cudu techniki. To powinienem chyba dopisać do wpisu.

Maczeta Ockhama pisze...

@Drugi anonim
Energa działa wyłącznie w Russia Today. Co roku zapowiadają, że już, już uruchamiają komercyjne loty. Tak od 15 lat. Teraz nawet gdyby potrafili to doprowadzić do porządku, to i tak SpaceX ich cenowo zje.
Ja się nie nie odbrażam na Rosjan jako takich. Ja tylko uważam, że należy powstrzymać Kacapów. To są zbiory w dużej części pokrywające się, ale nie tożsame. Kacapia to stan mentalny, który polega na niepochamowanej chęci ekspansji i destrukcji oraz właśnie takim widzeni roli państwa. Ja lubię zachodnią demokrację, porządek oraz rozsądną inżynierię, pokojowy postęp techniczny i dbałość o otoczenie i środowisko. To są rzeczy zupełnie sprzeczne. Jeśli jakaś grupa Rosjan zacznie się zachowywać jak cywilizowani ludzie, to są bardzo fajni. Poznałem takich w USA. Jak oni się wstydzą za Kacapów....

Anonimowy pisze...

No wreszcie się doczekałem wpisu.
Maczeta ,mimo wszystko jesteś trochę nieobiektywny. Kacapska technika jest cienka, można pisać, że konstrukcje młotka muszą wykraść, aby go zrobić, ale to oni rozegrali amerykanów w Jałcie. W 1939 r byli słabi technicznie a mocni ilością a zakończyli jako mocarstwo kacapskie bo kacapskie, ale mocarstwo. Wyścig w kosmos może i kacapski jest ale tylko USA potrafiło im sprostać. Prawda jest gdzieś pośrodku. Na ekonomi sie też może nie znaja za dobrze, ale wiedzą jedno, że amerykańskie experymenty z papierowa walutą sie źle skończą i w to grają. Jak to śie skończy nie wiem, ale boję się jak wcześniej kacapii tak teraz USA w wydaniu dzisiejszych globalistów.
Sławek

Maczeta Ockhama pisze...

@Sławek
Jałta i całkiem sporo innych podbojów i układów. To nie tak, że Kacapia jest nieskuteczna. W swoich celach pewne cele osiąga. Tylko te cele to ekspansja, zniszczenie i zmienianie życia wszystkich w syf, dziadostwo i niewolę. Tak było od najazdu Mongołów, tak jest do dziś.
W imię normalności i ludzkości tego mocarstwa należy się pozbyć z powierzchni Ziemi, będzie znacznie przyjemniejszym miejscem. Miliony ludzi zginęły w imię obrony cywilizacji przed Kacapią, w tymi nasi dziadowie. Im nie zależało na mocarstwie, chcieli normalnego życia w rodzinie i wspólnocie. Porównaj to Zachód i Kacapię- co wolisz? Polska jest pomiędzy, na Zachodzie, ale w życiu publicznym to Kacapy dominują. Co wybierasz?

Marek W. pisze...

Dzięki za nowy wpis.

Oczywiście Rosjanie ściągali co i skąd się dało. Dodając odrobinę własnego "ducha" do każdej konstrukcji osiągali (i osiągają dalej) dość "ciekawe" efekty.

Oczywiście patrząc na te "osiągnięcia inżynierii" naszym, przyzwyczajonym do jakichś standardów okiem możemy pokiwać głową z politowaniem.
Z drugiej strony w ówczesnych warunkach i przy dostępnej sile roboczej - w sensie kwalifikacji - zrobili coś co działa i cytując podlinkowany raport jest apparently adequate for the purpose.

Mi też czasami patrząc na tą jakość ręce opadają, ale trzeba pamiętać, że przeciętna długość przetrwania T-34 w warunkach frontu wschodniego to od tygodnia do miesiąca w zależności od intensywności walk. Np. były momenty, ze w ciągu 2 tygodni walk 1 Gwardyjska Armia Pancerna traciła 150% wyjściowego stanu czołgów. - więc po co wkładać dużo pracy w dokładność wykonania?

Żuraw pisze...

@ Marek W. pisze...
Po co wkładać pracę w dokładność wykonania? Może po to, żeby nie tracić tych 150%
Co oczywiście nie oznacza, że strat, nawet znacznych by nie było, ale chyba nie aż takich. Ile z czołgów padło bo silnik się zatarł albo nie dało się wrzucić wstecznego.
T-34 miał jeszcze jedną ciekawą właściwość. Po kilku strzałach w wieży nie dało się oddychać - za dużo gazów prochowych i za słaba wentylacja.

Maczeta Ockhama pisze...

@Marek W.
Własnie powtarzasz dużą cześć usprawiedliwień propagandy. Tematem wpisu wcale nie był T-34 tylko to co wykreowała z niego propaganda.
Ta mityczna "niepołacalna jakość wykonania" jako usprawiedliwienie. Dwie zupełnie różne sprawy. Jedna to gorsze zabezpieczenie antykorozyjne czy malowanie. Dobrego potrzeba w czasach pokoju, gdy sprzęt ma służyć latami i nie wiadomo kiedy być potrzebnym, a w czasie wojny można to olać. Jasne.
Ale jakość spawów kadłuba to nie jest kwestia wyglądu tylko odporności na ostrzał, sprzęt pokojowy można sobie spaprać i dać do szkoleń, wojenny musi mieć pancerz przyzwoicie wykonany. To co pisałem wyżej w komentarzach, że przy deficycie fachowców taniej wyjdzie dobre przygotowanie blach do spawania, naprawdę wiem co piszę, sam kiedyś tak zreorganizowałem pracę, znam efekty.
Filtr powietrza. Jak masz wątpliwości zapytaj się dowolnego mechanika ile czasu bez filtra pochodzi silnik w warunkach dużego zapylenia (jakie są normalne w miejscach, gdzie bywają czołgi...)
A następnie zadzwoń do dowolnego serwisu ciężarówek i zapytaj się ile kosztuje silnik + wymiana, a ile filtr powietrza. A potem sam dojdziesz do wniosku, ze ktoś kto zrobił pojazd z niedziałającym filtrem powietrza jest..... Tu wstawić odpowiednie słowo. Jakoś w innych zacofanych krajach robi się różne rzeczy na miarę możliwości, mogą być zacofane i śmieszne, ale nie widziałem w 3 świecie takiego poziomu niekompetencji na poziomie decyzyjnym.
Porównaj sobie sprzęt końca 2 RP, np. samochód znany później jako Star i jego benzynowy silnik, czy EZT EN 57. Sprzęt na miarę czasów i ograniczeń prymitywnego przemysłu, ale bez żadnych idiotyzmów tej klasy. 2 RP nie była Kacapią i miała doń spory ładunek słusznej pogardy. Którą podzielam i pomagam kultywować.

Marek W. pisze...

@Maczeta

Pełna zgoda.

Co do kwestii technicznych nie musisz mnie przekonywać - sam wystarczająco dużo spawałem TIGiem, żeby wiedzieć jak to powinno być zorganizowane a i miałem okazję właśnie pod tym kątem oglądać kilka T34 robiących za pomniki w mojej okolicy.

A co do kwestii organizacji i zarządzania:
Pamiętać trzeba, że w latach 41-43 front wschodni praktycznie stał w miejscu i żadna ze stron nie miała dość sił i sprzętu żeby przejąć inicjatywę. Ostatecznie ZSRR dzięki gigantycznej pomocy z USA - od czołgów i samolotów, poprzez samochody, paliwa, surowce a na konserwach i mydle kończąc i szlachtując miliony swoich żołnierzyków zamęczył Niemcy.

Oni mają jedyny w swoim rodzaju sposób zarządzania. Wszystkim i na wszystkich szczeblach. "Ludzi u nas mnogo" a NKWD czuwa. Konstruktor dostał zadanie zaprojektować czołg w miesiąc? To zaprojektował. Albo wędrował rąbać jodły na Kołymie, a na jego miejsce przychodził następny. Zbierał co się dało z niedokończonego projektu i dodawał coś od siebie. A potem następny... Aż do skutku.

Na etapie produkcji ślusarz miał normę wykonać x metrów cięcia to i wykonał. Albo jak wyżej. Brygadzista, czy jak się tam nazywał, robotę odebrał bo też miał normę. Albo jak wyżej.
Spawacz miał wykonać x metrów spoiny, to wykonał. Albo jak wyżej.
I tak po kolei - ostatecznie dyrektor fabryki wykonał normę - dostarczył ileś czołgów i wszyscy byli zadowoleni, że udało się przeżyć kolejny miesiąc - dosłownie.

Dodając do tego brak jakiegokolwiek rachunku ekonomicznego - nikt przecież nie jest rozliczany z efektywności, czy racjonalności a wyłącznie z wykonania planu - mamy takie twory realnego socjalizmu jak T34 i inne.

Nie próbuję tu w żaden sposób tego usprawiedliwiać. Wręcz przeciwnie - jeszcze studiując miałem jako przedmiot porównanie gospodarczych systemów kapitalistycznych i socjalistycznych nie mogłem się nadziwić jakim sposobem oni (i my też) byliśmy w stanie tak długo funkcjonować w tak idiotycznym systemie.

Jedyne co chciałem przekazać to odrobinę zrozumienia dla tych ludzi i ich tworów. W tak debilnym systemie i takich warunkach pracy potrafili jednak coś stworzyć. A że system był kacapski właśnie to i jego produkty takoż.

Na nasze szczęście po wojnie u nas ostało się jeszcze trochę starej kadry profesorskiej, inżynierskiej i porządnych majstrów, którzy by nigdy czegoś takiego nie przepuścili i uczyli młodych pewnego etosu pracy. Oczywiście lata bylejakości zrobiły swoje i strasznie brakuje nam teraz tej sztuki dobrej roboty, która gdzieś po drodze w sporej cześci zaginęła.

Maczeta Ockhama pisze...

@Marek W.
"Oni mają jedyny w swoim rodzaju sposób zarządzania. Wszystkim i na wszystkich szczeblach. "
Ależ dokładnie. Pytanie brzmi, czy to było tylko ZSRR, czy może Rosja, czy to jakaś cecha określonego obszaru kulturowego. Ja twierdzę, że ten i podobne sposoby zarządzania są inherentne dla Rosji, przynajmniej dopóki tam dominuje mongolsko-plemienny sposób zarządzania, który nazywam kacapskim.
Przyczyn lepiej poszukać u Sołżenicyna. To była dyscyplina stalinowska, ale odpowiedzią nie była tak do końca bylejakość i brak nadzoru. Odpowiedzią była lipa. Fikcyjne raportowanie na wszystkich szczeblach. załatwianie, kombinowanie i łapówkarstwo, obecne tam od wieków. Do Polski przeszło w niemałym stopniu, jakoś bez nich od razu zaczyna ustępować, tak samo w 2 i 3 RP.
A jak wszystko jest po znajomości to jak można ocenić czyjekolwiek kompetencje? Po lojalności dla kliki, bo jak inaczej. I stąd się brali wszyscy konstruktorzy, inżynierowie, brygadziści.
A takiemu się nie sprzeciwisz bo nie wiadomo pod kogo podwieszony. Jak partyjny inżynier zaprojektował filtr i skrzynię to tak musiało zostać...A później im bardziej ustawiony i bardziej niekompetentny, tym bardziej propaganda opisywała wielkie sukcesy.

Anonimowy pisze...

Jakieś 20 lat temu kumpel zakupił malutkiego kulmana do używania na zwykłym stoliku. Produkcji kacapskiej. Zdziwko było niepomierne... głowica kulmana posiadała bardzo solidną śrubę spajajacą głowice od strony blatu 2 cm). Użytkowanie było niemożliwe ale zakup bardzo zabawny.
Osobiście rozpoczynałem produkcję amunicji opartej na pocisku do TT. Otrzymałem amunicje wzorcową - prosto z kacapii. Wszystkie egzemplarze były popękane w wyniku procesu produkcyjnego a ładunek miotający łatwo dostępny z zewnatrz.
Brombal