Odpowiedź zależy od pytania, czyli czy Argentyna zbankrutowała?

Argentyna zbankrutowała. Lub nie. Zależy kogo się zapytać, a właściwie zależy od definicji bankructwa.
Jeśli przyjmiemy klasyczną, czyli niemożność wykonania zobowiązań z powodu braku środków (czasowego=utrata płynności, bądź stałego= brak majątku) to według tej definicji Republika Argentyny żadnym bankrutem nie jest. Środki są, zostały wysłane kiedy należało. Tylko sąd zakazał ich przesłania wierzycielom. Obiektywnie wierzyciele pieniędzy nie dostali. Według takiej definicji jest to defaut. Nawet czekają już ponad 30 dni.I nic nie wskazuje, aby w najbliższym czasie te pieniądze dotarły.

Można takich definicji jeszcze trochę wymyślić, ale praktyczne znaczenie będzie mieć tylko jedna: Czy ta sytuacja wypełnia warunki standardowego ubezpieczenia wierzytelności od bankructwa? Znaczy, czy zostaną wypłacone pieniądze z Credit Defaut Swaps czy nie. 

Zapewne ich posiadacze teraz się zgłoszą do wystawców żądając zapłaty. Wystawcy zapłacą lub nie. Jeśli zapłacą- nikogo więcej nie będzie sprawa interesować. Jednymi z większych posiadaczy CDS wystawionych na dług Argentyny są te same sępie fundusze, które domagają się spłaty tego długu. Mając oczywisty interes w bankructwie nie miały zamiaru dochodzić do żadnego kompromisu, to jasne. Dla każdego oprócz sędziego Griesy. Choć możliwe, że akurat on nic o tym nie wiedział albo nie rozumiał. .
Teraz nasz dzielny otępiały dureń Sędzia federalny wyznaczył kolejny termin posiedzenia do negocjacji w sprawie spłaty. Ale do końca roku jedynym możliwym wynikiem będzie przyjęcie przez sępów warunków restrukturyzacji.

Co jest tak naprawdę zupełnie możliwe. Zależy od postawy wystawców CDS-ów. Jeśli nie uznają tego zdarzenia za bankructwo, zwyczajnie nie wypłacą kasy. CDS będą bezwartościowe. 
Oczywiście rozpocznie się proces sądowy, którego wynik dopiero za kilka lat nam powie czy Argentyna zbankrutowała. TO jest najlepsze. Tak naprawdę nikt dziś odpowiedzialnie nie może odpowiedzieć na takie pytanie. 
Za to jeśli sępie fundusze nie dostaną kasy ani z CDS, ani z obligacji to mogą być wkrótce zmuszone do rozmów. Nie wiem, tego pewnie nikt nie wie z arcysępem włącznie ile jeszcze mogą pociągnąć bez finalizacji sprawy.
A z końcem obecnego roku wygasa klauzula zrestrukturyzowanych obligacji zakazująca lepszego traktowania niezrestrukturyzowanych. Dlatego w przyszłym roku argentyński rząd będzie mieć rozwiązane ręce. A na razie jest jak jest. 
.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Myślę, że usytuowanie geograficzne w znaczącym stopniu utrudnia Ci spojrzenie na ten temat z właściwej perspektywy.
Jest to nieintuicyjne i ta asymetria jest na swój własny sposób fascynująca.

Jest kilka rzeczy na które chciałbym zwrócić uwagę:

1. Jako konsensus obowiązuje rozumienie defaultu jako jednostronnego zmiany warunków płatności przez emitenta, co dotyczy również terminów płatności, których to naruszenie rzeczywiście ma miejsce. Posiadanie wystarczających środków przez emitenta nie jest konstytutywne dla sprawy. Myślę zatem, że default jest całkowicie jednoznaczny, takie jest też stanowisko S&P. A zatem mamy do czynienia z credit event i wszystkimi jego następstwami.

Natomiast mówienie o tym, że tym kilku funduszom nie zależało na porozumieniu to czysta teoria spiskowa. Nie ma żadnych dowodów, że netto mają krótką ekspozycję na dług Argentyny. Na razie wszystko wskazuje na to, że jest odwrotnie.

2. Myślę, że trochę lepiej znam szczegóły tej sprawy jeśli chodzi o aspekt procesowy. Nie wdając się w zbędne szczegóły, sąd po prostu uznał, że obligatariusze, którzy wcześniej zawarli deal nie mogą być zaspokojeni z pominięciem pozostałych obligatariuszy , których to kosztem cały ten zabieg się de facto odbywa. Nie rozumiem Autorze czemu to tak kwestionujesz, moim zdaniem to bardzo uczciwe postawienie sprawy. Sąd nadal też oczekuje od stron prac nad porozumieniem i te trwają pomimo różnych manewrów ze strony Argentyny.

Jest oczywiste, że co do zasady nie można rozciągać porozumienia o redukcji płatności na podmioty, których to porozumienie nie obejmuje i Argentyna powinna całkowicie spłacić zaciągnięte przecież przez siebie długi. Nie rozumiem skąd to oburzenie, że ktoś nie otrzymuje 30% środków, ale 100%. Nie chodzi przecież o aż tak wielką kwotę (1,3 miliarda USD) i Argentyna spokojnie mogłaby ją spłacić. I jeszcze jedna mała rzecz - te fundusze nazywają się NML i Aurelius.

Nie bronię funduszy sępich, ale w tym przypadku racja jest po ich stronie. Podziwiam natomiast dyplomację Argentyny, której udało się dla siebie pozyskać administrację publiczną Stanów Zjednoczonych, która w tym przypadku działa przeciwko interesom amerykańskich obligatariuszy. Ten aspekt uważam za najbardziej fascynujący.

Andrzej Marchewka


futrzak pisze...

@Andrzej Marchewka:

"Jako konsensus obowiązuje rozumienie defaultu jako jednostronnego zmiany warunków płatności przez emitenta, co dotyczy również terminów płatności, których to naruszenie rzeczywiście ma miejsce"
--- nie, nie mialo miejsca. Argentyna w terminie wyslala nalezna kwote odsetek na konto trustee (bank Mellon NYC). Pieniadze zostaly zatrzymane przez _Griese_ nakazem sądowym.

NML i Aurelius doskonale wiedzialy, ze Argentyne obowiazuje RUFO clause w mysl ktorej gdyby zaplacila IM naruszylaby umowe z reszta zrestrukturyzowanych wierzycieli. Griesa wydal wyrok, ktory Argentyne zmusza do :
- albo powtornego bankructwa
- albo naruszenia umowy z reszta holdouts.

Poza tym Griesa przekroczyl swoje uprawnienia, z czego zreszta nie zdawal sobie sprawy (polecam uwazne przeczytanie http://www.nytimes.com/2014/07/25/business/rulings-add-to-the-mess-in-argentine-bonds.html?_r=1 );
Przekroczenie uprawnien polegalo na tym, ze jego wyrok dotyczyl tez bondow bedacych POZA jurysdykcja amerykanska.

Dyplomacja argentynska nie musiala sie zbytnio wysilac zeby "pozyskac" rzad USA i IMF. Po prostu te dwie instytucje wystarczajaco wczesnie zdaly sobie sprawe z konsekwencji wyroku Griesy - konsekwencji, ktore podwazaja mozliwosci suwerennego panstwa do restrukturyzacji dlugow oraz konsekwencji, ktore spowoduja omijanie szerokim lukiem bankow amerykanskich jako trustee oraz amerykanskiego systemu clearingowego.

Anonimowy pisze...

@futrzak
Jak niby podważają. Normalne państwa tak robią: dogadują się z częścią wierzycieli, że oddadzą część pożyczonych pieniędzy a reszcie oddają 100% - tak przecież zrobiła i Polska w latach '90: dogadała się z Klubiem Paryskim i Londyńskim, że odda im 50% a reszcie wierzycieli oddała 100% długu
... albo po prostu piszą "na obligacjach", że jeśli X% wierzycieli zgodzi się na redukcję to redukcja obejmuje wszystkich z tymi którzy się niezgodzili włącznie.
Argentyna zrobiła coś kuriozalnego: próbowała tym z którymi nie udało się dogadać oddać 0% i od początku było wiadomo, że taka próba skończy się przegraną w każdym sądzie.

Żuraw pisze...

Nieco inne spojrzenie na dług argentyński
http://mises.pl/blog/2014/08/11/cachanosky-zrozumiec-bankructwo-argentyny/

Maczeta Ockhama pisze...

@Żuraw
Ciekawe. Nie dlatego, że rzetelne, a wręcz przeciwnie.
Emisja obligów w latach 90-tych została w tym tekście przedstawiona jako coś na skrajnie niekorzystnych warunkach, bo rząd Argentyny był niewiarygodny. Bullshit. Warunki, łącznie z klauzula pari passu i jurysdykcją NY były absolutnie standardowe. Za to sama emisja tych obligów. które potem były restrukturyzowanie odbyła się w 2001, jako już restrukturyzacja, ówczesny minister finansów ma w tej chwili o to proces karny!!! Tego u Misesa nie znajdziesz. I paru innych rzeczy.

Patryk Grzesik pisze...

@Maczeta
"Emisja obligów w latach 90-tych została w tym tekście przedstawiona jako coś na skrajnie niekorzystnych warunkach, bo rząd Argentyny był niewiarygodny"
Przeciwnie. Nie napisano że Argentyna była zmuszona zastosować się do klauzuli pari passu i brak klauzuli zbiorowego działania. Emisja długów jest przedstawiona wręcz jako dobrowolna ze strony argentyńskiego rządu.