Ładunek 200

Pod tym eufemizmem ukrywa się radziecki kod ładunku zawierającego zwłoki. Bynajmniej tym mocnym początkiem nie spaliłem dalszej narracji. Tak oznaczano przesyłki dla rodziny z Afganistanu, a także później z Czeczenii.
Własnie tą Czeczenią wypada się zająć. To jest jeden z kluczy do zrozumienia obecnego świata na wschód od Buga. 
Czeczenia jest to klucz północnego Kaukazu. Jeden z narodów tam mieszkających, ale najistotniejszy. Paradoksalnie dlatego, że potrafi się sam utrzymać. 
Czeczenia jest pewnym dziwadłem geologicznym, ponieważ występuje tam na bardzo małe głębokości tzw. słodka ropa. W pewnym uproszczeniu- wiadrem ze studni można wydobywać nisko zasiarczoną mieszaninę, którą można w garażu przedestylować do postaci użytecznej dla silników - benzynowych i diesla.  Jasne, patrząc na historię wydobywania węglowodorów, w początkowym etapie tak to wyglądało w bardzo wielu miejscach, ale Czeczenia różni się tym, że tak pozostało po dziś dzień. Pozostało po części dlatego, że ropa przechodzi przez skały dość powoli, nie dając dużych szans opłacalności przemysłowemu wydobyciu.   Dość łatwo się w takiej sytuacji domyślić, że spora część ropy jest wydobywana i destylowana w podziemnych kopalniach i rafineriach. To nie jest całość, ale pewna część dochodów czeczeńskiej ludności. Pozostała część to są dotacje z rosyjskiego budżetu federalnego. Na rozbudowę infrastruktury, zwalczanie bezrobocia itp. Wszystkie te cele wzbudzają śmiech, ponieważ bezrobocie wynosi ok 50%, infrastruktura narzuca skojarzenia z azjatycką częścią ZSRR, a pozostałe części budżetu nie istnieją.  Po prostu. W rzeczywistości jest to piękny element "sterowanej demokracji", czyli wielkiej lipy (tej z Sołżenicyna).
W skrócie- gospodarka Czeczeni opiera się na nielegalnym wydobyciu surowców oraz haraczu z Moskwy. What??? To Moskwa płaci Czeczenii? Jak powyżej widać tak. 
Roponośna prowincja ma permanentny deficyt pokrywany przez Kreml. Parę innych rzeczy też wygląda dziwnie. Generalnie Rosjan i rosyjskojęzycznej ludności w Czeczenii nie ma. Byli jeszcze w okresie quasi- niepodległości, po formalnym przywróceniu w skład Federacji Rosyjskiej dość szybko znikli.  Nic się nie zgadza. Jeśli Rosja by wygrała wojnę z Czeczenią, rozpoczęłaby się rosyjska administracja i albo odbudowa, albo eksploatacja, albo kolonizacja. Tymczasem mamy wyrzucanie Rosjan, zatrzymanie zysków w kraju i płacenie haraczu przez Rosję. Oraz administrację czysto lokalną. Cóż- czapki z głów przed putinowską propagandą. Nawet mi się wydawało, że to jednak Rosja wygrała druga wojnę czeczeńską. 
Następne bardzo ciekawe pytanie brzmi- gdzie ta forsa trafia i jaki jest właściwie udział we władzy. Tu tez można odpowiedź uprościć. Jest to z grubsza rzecz biorąc klan Kadyrowa. Obecnego gubernatora Czeczenii, syna poprzedniego gubernatora.  Ten klan jest kluczowy dla rozumienia sytuacji północnego Kaukazu. W 2003 roku, czyli faktycznym sypaniu się rosyjskiej ofensywy w drugiej wojnie czeczeńskiej starszy Kadyrow przeszedł na stronę Rosji. W zupełnie oczywisty sposób mógł dyktować warunki. Za utrzymanie twarzy Putina i wrażenie zwycięstwa Rosji został faktycznym dyktatorem Czeczenii. Rosyjskie społeczeństwo i społeczność międzynarodowa dowiedziała się o zwycięstwie Rosji. Kadyrow i jego klan mógł przejąć całość władzy, bez żadnej kontroli. Lokalna ropa i rosyjskie dotacje prędzej czy później lądują w kieszeniach jego i przydupasów. 
Miejscowa polityka wygląda bardzo prosto- Czeczeni w swej masie są wykorzystywani przez zbirów Kadyrowa, których utożsamiają z Rosją- tradycyjnie znienawidzoną. Kadyrow podsyca nienawiść do Rosji, jednocześnie się na niej opierając. Efektem jest dobra współpraca polityczna i prześladowanie zwykłych Rosjan.  Następną bardzo istotną częścią lokalnej polityki jest kompletny brak poparcia społecznego przez Kadyrowa. Zarówno klan, jak i jego zaplecze siłowe są uznawani za renegatów. 
Z powyższego wyłania się bardzo prosty obraz- kadyrowcy, dzięki sile i pieniądzom, obie te rzeczy zawdzięczają Moskwie, rządzą Czeczenią wbrew lokalnej populacji. Jednocześnie jednak prowadzą antyrosyjska politykę narodowościową, choć na zewnątrz prezentują się jako niezawodni sprzymierzeńcy Rosji (co zresztą może być prawdą). Taka sama sytuacja roznosi się praktycznie na cały północny Kaukaz (odliczając niepodległą cześć Gruzji). 
W pewnym skrócie- to na kadyrowskich renegatach opiera się władza Moskwy na północnym Kaukazie. Etniczni Rosjanie zostali wyrzuceni, wszystkich łączy nienawiść do Rosji i Rosjan oraz poczucie eksploatacji gospodarczej. 
Przechodząc do drugiego tematu. Na Ukrainie siły separatystów składały się z lokalnych bezrobotnych płatnych po ok 50 grywien dziennie (12 zł). Ci po pierwszej wiadomości o pożarze w Odessie znikli. Następną grupa byli też lokalni i Rosjanie przeszkoleni w podstawowym sabotażu, zasadniczo rekrutujący się z żulerni i drobnych przestępców. Ci byli na swego rodzaju kontrakcie i płatni 100-200 grywien dziennie. To była podstawa republiki  donieckiej i ługańskiej. Jak Ukraińska Armia zaczęła na poważnie strzelać ci też znikli. Pozostali zawodowcy. Byli żołnierze ukraińskiej armii, Berkutu i jednostek specjalnych którzy zaciągnęli się do służby przeciwko nowym władzom Ukrainy. Ci są przeszkoleni, uzbrojeni i nie mają nic do stracenia. Ale jest to dość ograniczona grupa, bez dalszych możliwości uzupełnień. Następną częścią prorosyjskich separatystów są właśnie bojownicy z północnego Kaukazu. Czeczeni i inni. Umownie nazwijmy Kadyrowcy, choć też chodzi o wszelkiego rodzaju dagestańskich i osetyńskich renegatów. 
Jest to doświadczona i dość dobrze wyszkolona lekka piechota. Nadająca się znakomicie do pacyfikacji, działań antypartyzanckich, itp., pod warunkiem sojuszniczej przewagi w powietrzu i możliwości uzyskania wsparcia pancernego. Jeśli te warunki nie są spełnione, a tego rodzaju lekka piechota jest złapana na otwartej przestrzeni przez przeciwnika dysponującego lotnictwem i bronią pancerną- kończy się to rzezią.  
Dokładnie taka rzeź byłych Berkutowców i Kadyrowców odbyła się na lotnisku w Doniecku 27 maja, oraz kolejna 3 czerwca, tym razem na całej szerokości frontu. 
O przyszłość Ukrainy można być spokojnym. Wszystko może się jeszcze zdarzyć, ale gdybym musiał się zakładać, raczej bym postawił na utrzymanie obwodów Donieckiego i Ługańskiego w granicach Ukrainy. Resztą nie ma się co martwić. 
Znacznie istotniejsza rzeczą jest właśnie ta rzeź kadyrowców.  Kadyrowcy są jedynym faktycznie istniejącym wsparciem dla władzy Rosji na Kaukazie. Nic innego nie istnieje. Bez nich Dagestan, Czeczenia, Osetia północna, Adygea, itp. od jutra są niepodległymi państwami. Prawie w komplecie są to muzułmańskie państwa- eksporterzy ropy.  Żadne z nich nigdy nie będzie Rosji przyjazne przy demokratycznych rządach. Dla jakiejkolwiek prorosyjskości potrzeba gigantycznych pieniędzy na przekupstwo lokalnych renegatów i ich milicji.  
Jakiekolwiek osłabienie siły Kadyrowców- czy przez fizyczne ich ubycie, czy przez wskazanie możliwości ich pokonania. czy przez pojawienie się sojuszników do walki z nimi, musi spowodować nasilenie ataków na prorosyjskich na Kaukazie. Oczywiście z zamiarem separacji. 
Dla sceptyków: to już ma miejsce. W Abchazji już miał miejsce przewrót. Opozycja obaliła prezydenta, który uciekł. Abchazja jest nieuznawanym państwem, formalnie częścią Gruzji, trzyma się dzięki rosyjskiej armii broniącej przed Gruzją.  Gospodarka nie istnieje, w oczywisty sposób nie może istnieć współpraca międzynarodowa, ludzie też raczej pracują na emigracji i przesyłają pieniądze do rodzin. Jedyna realna droga awansu społecznego to współpraca z władza, a zasadniczo Kadyrowcami lokalnej odmiany. Znienawidzonymi renegatami.

To własnie jest to dokładne połączenie. Kadyrowcy po starciu z ukraińskim lotnictwem i ciężka bronią wracają jako Ładunek 200
Na północnym Kaukazie to nie jest tajemnicą. To w ogóle nie jest tajemnicą, skoro idioci od kremlopropagandy trąbią o tym na okrągło. Twierdzą oczywiście, że prawy sektor ze wsparciem najemników z Polski i ciężkiej broni z USA wyrzyna biednych cywili co sobie na wycieczkę z Groznego do Doniecka pojechali. Albo podobne teksty. Tak czy inaczej rosyjska propaganda sama nawija na okrągło o stratach kadyrowców. Na Kaukazie wyciągają z tego wnioski i sprawdzają.
Czas na trochę liczb. Dla sprawnej pacyfikacji terenu jest w użytku ok 5 tys lekkiej piechoty na Kaukazie. Tajemniczy bojownicy we wschodniej Ukrainie składają się obecnie w około połowie z Kadyrowców. W miarę upływu czasu ta proporcja będzie wzrastać.  
Można przypuszczać, że w sytuacji wykrwawienia kadyrowców do połowy obecnego stanu stracą większość wartości bojowej. To oznacza liczbę zabitych i ciężko rannych około 2500. 
Przypominam, że 27 maja to było co najmniej 50 zabitych i 200 rannych, 3 czerwca ok 200 zabitych i 300 rannych. Normalny dzień pomiędzy 50 a 100 zabitych i rannych łącznie. 
Licząc niewielką część ciężko rannych, bez powrotu do jednostek, daje to i tak ponad 1000/ miesiąc. Brutalne liczenie, ale to zaledwie 2-3 miesiące do skrajnego osłabienia prorosyjskich sił na Kaukazie.
Dalej to będzie oczywiście kwestia propagandy. Czy kremlowskim uda się utrzymać wrażenie siły, zastraszyć bronią atomową, upadkiem gospodarki, etc.  Są to oczywiste niewiadome, ale jedna rzecz jest znana. Najważniejszym elementem kremlowskiej władzy nad Kaukazem są obecnie Kadyrowcy. Wykrwawiają się oni teraz pod Donieckiem. Jeśli ich zabraknie na Kaukazie, prorosyjskie władze mogą być zmiecione w kilka godzin. Ludzie ich nienawidzą. Jeśli nie zobaczą możliwości, nic nie zrobią, możliwość pozbycia się ruskich równa się impuls do działania. Potrzeba tylko pozbyć się/zneutralizować kadyrowców...    
Ale oni już stanowią Ładunek 200

30 komentarzy:

Anonimowy pisze...

NO ale nie rozumiem czemu zakladasz ze Rosja nie wkroczy?Ukrainska armia tez sie wykrwawa i wyjdzie(juz wyszla)z baz i umocnien.Teraz Rosjanie moga ich zlapac swoja bronia pancerna i lotnictwem na otwartej przestrzeni i dzieki przewadze liczbnej i technologicznje wykonczyc.Putin juz duzo wiecej sankcji za taka akcje nie dostanie wiec czemu mialby nie wkraczac?A on tych zakladow zbrojeniowych na wschodniej Ukrainie mam wraznie ze naprawde potrzebuje.


Piotr34

Anonimowy pisze...

Jak zwykle w takiej sytuacji pojawia się pytanie: co dalej? Logiczną konsekwencją opisanych przez ciebie procesów jest okrojenie Rosji do granic etnicznych, czyli w przybliżeniu do jej europejskiej części minus szeroki pas wzdłuż jej południowych granic. Kto tam wejdzie? Jak widać jest o co się bić...

MigrantWorker

Anonimowy pisze...

Pytanie czy Putin nie specjalnie gra na wojnę domową dla usprawiedliwienia interwencji przed swoimi obywatelami (jeśli tam są wszyscy Amerykanie, Polacy i Żydzi to dlaczego my nie wchodzimy?).
Ukraińcy mają z Rosjanami taki problem jak II RP i początek PRL miał z nimi. Granica fizycznie tam nie istnieje a przebiega granicami gmin. Nie ma możliwości upilnowania jej. Czyli prędzej czy później zmierzą się z akcją kolonizacyjna pasa granicznego( jak w IIRP) albo z akcją Wisła (PRL). Putinowi też trudno się dziwić bo ma sporą mniejszość blisko granicy i będzie pokusa lub konieczność interwencji.
Istnieje jeszcze szansa, że Ruscy dostaną jakąś formę autonomii ale to raczej po pacyfikacji bo ciężko rządzić nieprzychylną ludnością.

Pozdrawiam,
Adrian

HansKlos pisze...

"Granica fizycznie tam nie istnieje a przebiega granicami gmin"

Już faktycznie nie istnieje.-) Zdaje mi się, że od wczoraj.

Anonimowy pisze...

Hej Maczeta!

nie w temacie ale cię zainteresuje

http://niezalezna.pl/56028-warszawa-rezygnuje-z-chinczykow

zwróć uwagę na stwierdzenie "niewiarygodna firma" :)

Maczeta Ockhama pisze...

@ Piotr34
Wejście Rosjan by ich kosztowało zbyt dużo. Ale jasne jest, że nie należy za bardzo analizować interesów Rosji, bo Putin i jego ekipa to oderwani od życia szaleńcy oraz niekompetetne durnie jak Ławrow.
Having said that- mimo wszystko zdają sobie sprawę, że następna fala sankcji przewróci gospodarkę nie w kilka lat, jak obecna, tylko w kilka tygodni, a przy tym to nawet tubylcy moga sie wkurwić zamiast spokojnie zapić na śmierć. Poza tym- Rosja nie ma i nie będzie mieć armii, która wystarczy na okupację całej Ukrainy (500 wojsk okupacyjnych).
Patrząc na ewidentne załamanie gospodarki Krymu i bandyckie rządy już nie ma czegoś takiego jak miliony Rosjan na Ukrainie. Są rosyjskojęzyczni Ukraińcy i władza rosyjska będzie mieć znikome poparcie.
Ukraińska armia ma straty, ale prędkość organizacji i szkolenia nowych oddziałów jest wyższa. Co ważniejsze- rośnie wykładniczo, bo sprawdzeni i ostrzelani szkolą następnych. Rosyjska, wbrew pozorom ma znacznie mniejsze możliwości rekrutacyjne (szkolenie od 20 lat faktycznie nie istnieje bo pobór dotyczy tylko kryminalistów nędzarzy i alkoholików). A wyszkolenie lekkiej piechoty jest znacznie bardziej skomplikowane niż regularnej.
W istocie bez zbrojeniówki Ukrainy i/lub importu z Europy Rosja nie ma praktycznie żadnego sprzętu.

Maczeta Ockhama pisze...

@MigrantWorker
Na dłuższą metę niepodległe państwa. To co pisałem wcześniej- Niemcy i zwłaszcza Chiny potrzebują bezpiecznej drogi lądowej miedzy sobą. Ani jedni, ani drudzy nie będą się z nikim liczyć przy realizacji tego.
Pierwszy plan polegał na poprowadzeniu jej przez partnerską Rosję, dokładnie przez Moskwę. Jednak nieodpowiedzialność i złodziejstwo Putinowców uniemożliwiło zbudowanie tej trasy.
Obecnie jest drugi plan przy stabilnym Kazachstanie i proeuropejskiej Ukrainie brakuje tylko kikuset kilometrów. Rosja jest skreślona, muszą tam powstać nowe państwa lub przyłączyć część obszarów aby powstała granica ukraińsko- kazachska.

Anonimowy pisze...

"mimo wszystko zdają sobie sprawę, że następna fala sankcji przewróci gospodarkę nie w kilka lat, jak obecna, tylko w kilka tygodni, a przy tym to nawet tubylcy moga sie wkurwić zamiast spokojnie zapić na śmierć."

Gadania o kolejnych sankcjach jest duzo ale jakos watpie w kolejna ich fale-cos sie Niemy ani Francuzi nie pala do tego.Mysle ze tu ma duzo do powiedzenia wywiad-jesli FSB sadzi ze kolejne sankcje beda to nie wejda a jak nie to i owszem.Kwestia sankcji zdaje sie byc kluczowa ale ze nie jestem z FSB to wiedzy na ten temat nie posiadam.

"Poza tym- Rosja nie ma i nie będzie mieć armii, która wystarczy na okupację całej Ukrainy (500 wojsk okupacyjnych).
Patrząc na ewidentne załamanie gospodarki Krymu i bandyckie rządy już nie ma czegoś takiego jak miliony Rosjan na Ukrainie. Są rosyjskojęzyczni Ukraińcy i władza rosyjska będzie mieć znikome poparcie."

Wpadaja,w brutalnej bitwie pancernej w stylu sowieckim rozwalaja armie ukrainska a potem ta lekka piechota(poki ja jeszcze maja)okupuja czesc wschodniej Ukrainy(tylko te tereny ktorych NAPRAWDE potrzebuja).Potem znajduja lokalnego "Kadyrowa"(moze jakis lokalny oligarcha?)i ceduja wladze na niego-ten sam scenariusz jak w Czeczeni.Moim zdaniem do zrobienia.

Coz reszta na dluzsza mete i tak ich nie uchroni przed upadkiem bo kreuja w ten sposob kolejne pogranicze zasysajace pieniadze i kolejnego wroga na granicach.Sadze ze ostatecznie Rosja jest na tyle slaba ze NIE MOZE na dluzsza mete wygrac tej rozgrywki-ich moglby uratowac tylko reformy strukturalne panstwa ale te ze wzgledu na opor sluzb nie zostaly i nie zostana podjete.Rosja to skansen i za dekade czy dwie sie skonczy(chyba ze wczesniej muslimy podpala Zachod-wtedy wszystko moze sie zdarzyc).

Piotr34

Maczeta Ockhama pisze...

@ Adrian
Granica w większości została, nazwijmy to, zbudowana w ciągu ostatnich tygodni. Rowy przeciwczołgowe, system patrolowania, itp., będzie dalej wzmacniana. Ten obraz sytuacji to jeszcze w zeszłym roku.
Kremlowska propaganda,którą namiętnie powtarza np. HansKloss, twierdzi, że wojna domowa to już od dawna trwa, a dokładnie, że armia zajmuje się masowymi mordami cywili a jakaś samoobrona ich broni. Trochę głupio wyglądają w tej wersji kaukaskie ryje, więc pokazują czasem inne zdjęcia.
Władze Ukrainy nie mają innego wyjścia jak tworzyć dwu-, czy wielojęzyczne społeczeństwo patriotycznie ukraińskie. To jest możliwe i prawdopodobnie im się uda. Na wschodzie, po akcjach lokalnej zulerni i bandyterki pod rosyjskimi flagami ludzie są rosysjojęzyczni, ale wrogo nastawieni do Kremla.

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim
Sprawę znam. Poziom ignorancji polskich władz jest gdzieś z pogranicza kabaretu i szpitala psychiatrycznego.
W Chinach można bez trudu znaleźć fachowców od nieudolnego kopiowania wszystkiego i wyroby dowolnie niskiej jakości.
Tylko BYD do nich nie należy. W działce baterii trakcyjnych to jest światowy lider technologiczny i nikt się do nich nie jest w stanie zbliżyć, bo tylko oni robią baterie litowo- węglowe, IMO najbardziej perspektywiczna technologia. KAŻDY autobus, który używa baterii innych niż te z BYD MUSI być gorszy technicznie.

artur xxxxxx pisze...

Baterie to tylko jedna ze składowych pojazdu, a nie cały pojazd.

Maczeta Ockhama pisze...

@Arturxxx
Zabawne jest to, że chyba największa jednostkowa flota BYDów jeździ na trasie Colonia de Sacramento- Montevideo, jako część połączenia promowego Buenos- Montevideo. Sam nie jechałem, ale z opinii wynika, że to jest resztą wykonania bardzo przyzwoity światowy poziom. Co nie dziwi, bo to jest spora firma z jeszcze większymi ambicjami i już przewagą techniczną. Dlaczego by mieli oszczędzać na jakości?

Anonimowy pisze...

Wow! Jeśli faktycznie jest tak różowo to tylko się cieszyć. Im słabsza Rosja tym lepiej.

Ale z drugiej strony powstaje pole dla nowych graczy: ukraińskich nacjonalistów i Niemców. A my z naszą pseudo-armią i pseudo-rządem jesteśmy między nimi. Jeśli Polska w ciągu 10 lat nie dorobi się broni jądrowej to czarno to widzę.

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim
Ja tego różowym nie nazywałbym. Rosja ekonomicznie, militarnie i gospodarczo jest dużo słabsza niż próbuje robić wrażenie, ale jest bardzo groźnym państwem. Przede wszystkim olbrzymie pieniądze idą na ogłupianie opinii publicznej, mieszanie w głowach i niszczenie życia publicznego w krajach uważanych za wrogie. Na pierwszym miejscu dotyczy to państw byłego ZSRR i Polski.
Polski potencjał beż żadnej broni atomowej wystarczy spokojnie i z dużą nadwyżka do zwycięskiej konfrontacji militarnej z Rosją. Ten potencjał nie jest wykorzystywany i realna siła dzisiejszej polskiej armii jest prawdopodobnie mniejsza od rosyjskiej- co jest czystym sabotażem.

Maczeta Ockhama pisze...

A jeszcze jedno- bomba atomowa w rękach ludzi, którzy nie bardzo wiadomo w czyim dokładnie interesie działają oraz nie można stwierdzić, że zatrzymają się przed najskrajniejszymi działaniami w celu utrzymania się na stołku to jest bardzo zły pomysł.

Anonimowy pisze...

Wszystko pięknie z rozpadem Rosji (płakać nie będę, a nawet bardzo temu zjawisku kibicuję), jednak odpadnięcie północnego Kaukazu czy Czukotki nie rozwiązuje problemu chińsko-niemieckiego połączenia drogowego.
Droga ta uproszczając musi przebiegać z Chin, przez Kazachstan, następnie do Rosji, a w niej przez obwód Astrachański (co jest w sumie opcjonalne, bo można go ominąć), o. wołgogradzki i przez o. rostowski na Ukrainę, dalszą drogę pomijam bo jest nieistotna dla mojego wywodu. Niby wszystko spoko, jaki to ma związek z rozpadem Rosji? Otóż zasadniczy.
Otóż przeciwko władzy Moskwy buntują się głównie mniejszości etniczne, które chcą niepodległości, albo pzynajmniej szeroko zakrojonej autonomii - przyjmując scenariusz rozpadu Rosji (dość prawdopodobny IMO) to optymistycznie patrząc po tym wydarzeniu zostanie kadłubkowa Rosja i pierdylion różnych republik i innych bantustanów. Jednak akurat we wszystkich trzech obwodach przez które musi przechodzić nowy jedwabny szlak etniczni rosjanie stanowią przytłaczającą większość (w o. rostowskim i wołgogradzkim po 90%, w astrachańskim ok 60%) i ciężko jest mi sobie wyobrazić żeby rozpaliły się w nich nagle jakieś pragnienia żeby kozacy dońscy posiadali niepodległe państwo. O ile jeszcze niezależność Astrachania jest w jakimś stopniu możliwa na zasadzie masowej ewakuacji rosjan po tym jak rozpocznie się jakaś astrachańska wojna domowa (czysto teoretyczna oczywiście na tę chwilę) - coś na kształt tego co miało miejsce w Czeczenii, tylko na trochę większą skalę, ale nie wyobrażam sobie żeby dwa pozostałe obwody uniezależniły się od Rosji.

Voy

Maczeta Ockhama pisze...

@ voy
Masz zupełną rację. Ja to podobnie widzę. Ale:
1. W całej Rosji dynamika demograficzna jest podobna- wymieranie wsi i małych miast, powolny spadek liczby mieszkańców stolic obwodów i stabilność w Petersburgu i Moskie. To się dzieje najszybciej na Wschodzie, najwolniej w okolicach Moskwy. Ale liczba Rosjan spada bardzo szybko, mniejszości muzułmańskich nieco rośnie, mniejszości niemuzułmańskich jest w okolicach stabilnej. To jest nieco równoważone imigracją Rosjan z terenów innych republik, zasadniczo do wielkich miast.
Z tego wynika, że tam, gdzie istnieją mniejszości, zwłaszcza muzułmańskie na terenach wiejskich, proporcje narodowe się zmieniają bardzo szybko. To jest np. obwód Astrachański.
Historia pozostałych części ZSRR i Rosji pokazuje ten sam schemat- najpierw zmieniają się obszary wiejskie i małe miasteczka, młodzież z nich emigruje. Tam z mniejszości ma oparcie w rodzinie na wsi i mocniejszych strukturach społecznych, więc stopniowo umacnia się w wielkich miastach, perspektywy dla Rosjan się pogarszają, rozpoczyna się emigracja. Na poziomie 20-30 % zaczyna się stopniowa dyskryminacja Rosjan i faktyczna emigracja każdego kto ma gdzie. Ten sam schemat był pod koniec ZSRR w republikach azjatyckich i Kaukazie, potem w Tatarstanie, dziś trwa w Jakucji. W Astrachaniu dojrzewa do tego.
2. Rostów, a zwłaszcza Wołgogad jest kluczem. Bez niego nie ma połączenia, jak słusznie zauważyłeś, tez o tym pisałem wcześniej. Nie jestem prorokiem, tylko obserwatorem. W tym rejonie sa nie tylko Kozacy (którzy są i będą wszechruskimi szowinistami) ale tez ... Ormianie. Dawni mieszkańcy tych terenów, nie mający dużych związków z uzależnioną od Rosji Armenią.
Proces demograficzny jest ten sam. Do większości trochę czasu minie, więc możliwy jest inny scenariusz- nowe państwo z Wołgogradem jako stolica i obejmujące cała południową Rosje. Zależnie od granic w większości muzułmańskie lub nie. Na pewno antyimperialne i wielokulturowe. Raczej niestabilne na dłuższą metę, ale wydzieli się z niego jakieś częściowo rosyjskie małe i liberalne państwo na stepach. To oczywiście spekulacja, nie sposób dokładnie przewidzieć. Może potrwa jeszcze pokolenie i Rosjanie będą mniejszością nawet w Wołgogradzie i dopiero wtedy zobaczymy jakąś kolorową rewolucję, reakcję, następną rewolucję, inwazje, itp. Ale patrząc na sama demografię i nienawiść do Rosjan i rosyjskiego imperializmy wśród prawie wszystkich mniejszości- to się jakoś musi przewrócić. A przy okazji potężne niemiecko-chińskie interesy. A Niemcy się dobrze nauczyli promować przychylnych im polityków. Chińczycy to też ładnie robią w jedwabnych rękawiczkach. Sąsiedzi zaczynają się ich bać, ale dalsze kraje, mające większych wrogów witają z radością (jak cała Afryka i Am. Poł...) A porównajmy połączone potencjały Niemiec i Chin z Rosją.... Z zielonym światłem do rozmontowania Rosji od USA....

artur xxxxxx pisze...

Zastanawiam się jaki ma sens połączenie lądowe Niemiec i reszty zachodu Europy z Chinami. Ciągnięcie kontenerów samochodami lub pociągami ze wschodnich Chin, bo tam jest przemysł, pewnie jest wielokrotnie droższe od wysłania towaru drogą morską.

Maczeta Ockhama pisze...

@ voy
Jeszcze co do Czeczeni- najwieksze zasługi w eksterminacji Rosjan miała armia rosyjska. W trakcie 3 bitwy o Grozny zamieniono w gruzy sporą część miasta, ze szczególnym uwzględnieniem dzielnic zamieszkałych przez Rosjan... Przez przypadek- to akurat było centrum miasta, gdzie byłe tez główne ośrodki oporu.
Teraz przewiduję bardziej scenariusz Jakucji. Władza rosyjska istnieje tam w Jakucku, Dudince i osadach górniczych. W Dudince i górnictwie mieszkają Rosjanie, w Jakucku już prawie nie. Poza tymi miastami Rosjan nie ma, nawet spisu powszechnego nie przeprowadzono, nie wiadomo jakie miejscowości istnieją, itp. Ekstremalny klimat znacznie przyspieszył te procesy i dzięki temu widać je bardzo wyraźnie.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Artur xxx
Utrzymanie eksportu przemysłowego i importu surowców w sytuacji konfliktu z mocarstwem morskim. Czyli zasadnicza zmiana strategicznego położenia Chin.

Anonimowy pisze...

Jeśli Chiny nie osiągną supremacji w powietrzu i na morzu w razie wojny, to nie będzie potrzeba surowców i nie będzie czego eksportować.
Oczywiście jeśli ktoś w Ameryce będzie chciał wygrać tą wojnę - nie tak jak w Wietnamie.
Piotr 38

Maczeta Ockhama pisze...

@ Piotr 38
Chiny bez panowania na morzu i z adekwatną obroną przeciwlotniczą potrzebują tylko połączeń lądowych z resztą Azji, Europą i Afryką z krótkimi szlakami morskimi. Nie wiem skąd twoje tak radykalnie głoszone tezy

Anonimowy pisze...

@maczeta

Jak zauważyłeś kozacy dońscy to skrajni ruscy szowiniści, co za tym idzie nie bardzo sobie wyobrażam żeby w dającej się przewidzieć perspektywie strategicznej nagle zmienili front i stali się piewcami własnej niepodległości.
Co do ormian w o. Wołgoradzkim (na podstawie wikipedii) jest ich tam ~27.000, czyli ledwo ponad procent, a ogółem grup muzułmańskich (kazacy, tatarzy, azerzy i czeczeni) jakieś 3.5 %. Za mało na jakieś gwałtowne ruchawki etniczne na niekorzyść większości, nawet biorąc pod uwagę skrajnie niekorzystną dla rosjan demografię takie dysproporcje jest cholernie ciężko przeskoczyć.

voy

Anonimowy pisze...

jeszcze a'propos wojny w czeczenii - polecam książkę "Dziesięć kawałków o wojnie" - wspomnienia/opowieści rosyjskiego żołnierza z I wojny czeczeńskiej. Mocna rzecz, da radę znaleźć online

voy

Maczeta Ockhama pisze...

@ voy
Najprościej mówiąc- ja naprawdę nie wiem.
Ale interesy są tak potężne, że coś się musi stać. Putin odrzucił ofertę funkcjonowania jako tranzytowy wasal Chińczyków i próbuje udawać mocarstwo, więc Rosja będzie musiała się zmienić. Ta sprawa jest dla Chin zbyt wazna, a obecna wojna pozbawiła Putinowską Rosję jakichkolwiek sojuszników.
Może inna wersja? Okręg Rostowski to jest też wschodni Donbass, gdzie górnicy i reszta zazdrości Ukraińcom, ze tam jeszcze kopalnie działają, itp. Jeśli na Ukrainie powstanie działające dwujęzyczne państwo (a prawie na pewno powstanie), to autentycznie wschodni Donbass będzie wolał być cześcią Ukrainy niż Rosji, a dalej są już tereny mniej rosyjskie- Kałmucja i Astrachań.
Cały czas najważniejszy w tym jest Wolgograd- istnieje też opcja kompletnego rozpadu i podziału na dzisiejsze okręgi federalne- czyli 8 (nie licząc Krymu) państw, jedno ze stolica w Wołgogradzie, nazwijmy to południoworosyjskie- ładnie skrojone pod chińskie potrzeby.

Mikki pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Anonimowy pisze...

W kwestii rosyjskiej demografii, jeden obraz wart więcej niż 1000 slow:

http://www.johnstonsarchive.net/policy/abortion/mapeuropeabrate.html

Na Kaukazie wyjątki od reguły to raptem Czeczenia i Dagestan i to nie jakieś szczególnie chlubne. Dla nas bliski Kaliningrad fatalnie (dla Rosjan). Wschodnia Ukraina tez beznadziejnie jakoś nie będzie podstaw na nowa Ukrainę.

Generalnie nędza. Niby pięknie się mówi o odrodzeniu Cerkwi itd ale widać więcej w tym pozorów i dotacji centralnych niż rzeczywistego odrodzenia, który by musiał być procesem oddolnym (moralnym!) a nie odgórnym. To jest chyba największa słabość całego byłego ZSRR - nic się prawie nie dzieje od dołu a ludzie są zdemoralizowani. Góra przecież zawsze się wyżywi wiec co ich obchodzi jakieś bydło na dole. Z kraju komunistycznego zmienili sobie tylko system na oligarchie i tyle.

aneta-milecka pisze...

jestem przeciwna tym wszystkim siłowym przepychankom, ale o swoje Ukraina musi walczyć nikt nie pyta Tatarów którzy zostali wysiedleni masowo z Krymu o ich zdanie tylko się pyt tych których tam dziesiąt lat temu przsiedlono

Michal pisze...

takie przeczucia mam, że Rosji marzy się potęga jak niegdyś ZSRR mocarstwo ponad wszystko bez patrzenia czy kogoś to boli, czy kogoś to obchodzi, a kraje europejskie nie chcą wyciągać daleko idących sankcji bo za wiele stracą, pogrożą paluszkiem i koniec

Anonimowy pisze...

o jakim mocarstwie, wczoraj dostali z buta z KE:
http://www.youtube.com/watch?v=QAEfEaj15Q8

IMHO, Włodzimierz mocno oberwie po sontażach w domu, pewnie już przygotowany jest następca...