Historia jednego obrazka

Dziś znowu wpis z obrazkiem. Jak wiadomo kolorowe obrazki poprawiają nastrój. Naukowe badania dowodzą, że najbardziej poprawiają nastrój obrazki starych mistrzów, ale tylko gdy akurat jesteśmy ich właścicielami. Tak dobrze nie ma. Ja co najwyżej mogę się przejść do Museo Nacional de Bellas Artes, gdzie jedna sala by spokojnie wystarczyła na drastyczne podniesienie poziomu wszystkich muzeów sztuki w Polsce. Ale uczucie poprawiania nastroju przez własność takich obrazków nie  jest mi znane, niestety...

W związku z tym mam dla czytelników obrazek. Może nie taki piękny, ale cholernie ciekawy. Zapewniam, że na wpatrywaniu się w niego i zastanawianiu spędziłem prawie tyle czasu, co wśród impresjonistów w MNBA.

Opis tym razem po angielsku, więc oszczędzę dalszych wyjaśnień.  Dla ostatnich sceptyków znaczenia energetyki wiatrowej i słonecznej w Niemczech: na wykresie ilość prądu z OZE jest, delikatnie mówiąc, dość dobrze widoczna.  Tak samo widoczne jest regulacyjne znaczenie elektrownie węglowych. I bez problemu możliwości regulacyjne nowoczesnej energetyki węglowej, czyli jej dobra współpraca z OZE. Tak samo widać, jak zwykle zresztą, ciągłą prace elektrowni atomowych i konieczność także w tym wypadku zmniejszania mocy w nocy z soboty na niedzielę. Widać też wyraźnie, że energetyka słoneczna i wiatrowa znakomicie się uzupełniają, w warunkach dobrego nasłonecznienia wiatr jest zwykle bardzo slaby, a nabiera siły w nocy. To jest wykres z jednego tygodnia, ale znakomicie się także uzupełnia między sezonami: jesienią i zimą są znacznie lepsze wiatry, a brakująca regulacja mocy jest dostarczana przez elektrownie wodne, których w Niemczech jest żałośnie mało (w stosunku do całości mocy wyraźnie mniej niż w Polsce!!!), a i tak całkiem sprawnie ta ilość działa w celu chwilowej regulacji mocy.  

Jak kilkukrotnie wspominałem, w  normalnych warunkach elektrownie są załączane w określonym porządku - zgodnie z niemieckimi regulacjami- najpierw sieć przyjmuje wszystko co wyprodukowano z OZE, potem reszta zapotrzebowania jest pokrywana według zadeklarowanej przez elektrownię oferowanej ceny. Stąd zawsze najniższą cenę proponują atomowe, bo jak pisałem w poprzednim wpisie, regulowanie mocy jest w praktyce niezwykle kosztowne i znacznie droższe niż produkcja pełną parą cały czas. Kolejno potem jest to węgiel brunatny, węgiel kamienny, a gazowe przed rewolucją energetyczną były uruchamiane w godzinach, ewentualnie dniach szczytowego zapotrzebowania. Od pewnego czasu są uruchamiane coraz rzadziej, stąd ich rosnąca nieopłacalność i stąd cały spadek zapotrzebowania w Niemczech na rosyjski gaz. 

Na tym przykładowym obrazku widać już jak na dłoni wszystkie trendy, które opisywałem wcześniej. Ten system będzie wymagał zmian w wypadku biomasy, która obecnie produkuje cały czas, a w przyszłości będzie uzupełnieniem w okresach dużego zapotrzebowania i małej produkcji prądu z wiatru i słońca.  Ale to na dziś nieistotne. Można zobaczyć, kto nie widział pełnego sprawozdania chwilę wcześniej, jak bardzo OZE się wgryzają w tradycyjną energetykę. Też patrząc na ten wykres 2 lata temu produkcja prądu z węgla brunatnego była praktycznie stała, jak z atomu, a energii z węgla kamiennego nieco się zmieniała miedzy sezonami. Poszczególne szczyty zapotrzebowania były załatwiane gazem. Do 50 GW energia była załatwiana atomem, węglem brunatnym i częściowo kamiennym.

Na powyższym wykresie produkcja pomiędzy 50 a 70 GW kilka lat temu była załatwiana gazem. To, jak widać jest przeszłością. Produkcja energii elektrycznej z gazu w Niemczech jest w kompletnym zaniku. To już nawet nie jest zmniejszanie. To po prostu zanik. Ta tendencja przebiega zresztą w takim tempie, że mnie, dużego fana Energiewende, kompletnie zaskakuje. Zainstalowana moc elektrowni gazowych w Niemczech to jest 23,7 GW.  Jak widać w ubiegłym tygodniu nie zdarzyło się załączyć więcej niż 8,7, a łączna produkcja to 700 GWh. Daje to „imponujący” capacity factor na poziomie 17 %, mniej - więcej trzykrotnie mniej, niż projektowany w biznesplanie czas pracy. I oczywiście, zostało spalone trzykrotnie mniej gazu, niż miało to miejsce przed rewolucją energetyczną. Zastanawiające jest tylko to, że produkcja nie spadała poniżej 3,1 GW pomimo niewykorzystanych mocy węglowych - to zapewne jest kolejny objaw słabości sieci przesyłowych.   To zresztą burzy jeszcze jeden mit propagandzistów wielkiej energetyki i przeciwników OZE. Mit brzmi - aby zapewnić sprawne zaopatrzenie w energię z wykorzystaniem OZE potrzeba moc światła i wiatru zdublować turbinami gazowymi. Jak widać na załączonym obrazku, właśnie te turbiny gazowe są najmniej potrzebne, a elektrownie węglowe sobie z tym radzą wystarczająco dobrze. 

Następne informacje z ostatniego tygodnia. Elektrownię węglową w Luenen wyłączono na weekend. Po prostu, w związku z prognozą dobrego wiatru (widocznego na obrazku) nie opłacało się nawet trzymać w ruchu elektrowni o fantastycznej (serio) sprawności 46%.  

Poza tym przypominam, że w przeciwieństwie do gazowych i atomowych, elektrownie słoneczne i wiatrowe są w Niemczech cały czas budowane i to w stachanowskim tempie. Trochę węglowych także, planowanych w związku z wyłączeniem atomu, ale atom jest sprawnie zastępowany przez OZE, więc prawdopodobnie z wybudowaniem nowych zostanie wyłączona istotna część starych węglówek. 

Ale wracając do wywodu. Obrazek ten i obłędne tempo w jakim się stawia nowe moce OZE, pozwala mocno przypuszczać, że już tego lata sytuacja będzie bardzo zabawna. Przewiduję, że w letnie weekendy zupełna normą będzie zaspokajanie większości dziennego popytu przez elektrownie słoneczne, co będzie się łączyć z wyłączaniem istotnej części tych na węgiel kamienny i skręcaniem atomówek. O włączaniu gazowych jako ogólnego zapotrzebowania nie warto nawet wspominać.... 

A jeszcze zabawniejsze jest to, że program produkcji biogazu i biometanu solidnie ruszył z miejsca. Drobna dygresja - biogaz to to, co wydostaje się z reaktora (czyli realnie odpowiednika zamkniętego zbiornika na kompost), 50-65% metanu, poza tym CO, CO2, H2S, i ewentualnie inne. Biometan to biogaz oczyszczony do poziomu 98-99% metanu i jako taki wtłaczany do sieci gazowej.  Także zaczynają to być przemysłowo istotne ilości. Tu się przyznam, nie liczyłem dokładnej struktury produkcji i zużycia gazu w Niemczech, bo nie do końca mnie to interesowało. W obecnych badaniach skupiam się na najlepszych światowych wzorcach, a Niemcy są dobrzy tylko w energetyce i recyclingu. 

Gdyby tak dobre rozwiązania też wdrożyli w organizacji ogrzewania, to zapewne w ciągu kilku - kilkunastu lat mogliby stać się EKSPORTEREM netto gazu - jakkolwiek fantastycznie by to nie brzmiało.  Już dziś opłaca się budować elektrolizery uruchamiane w okresach najtańszego prądu i dodające wodór do sieci. 

Wdrażanie tychże elektrolizerów jest obecnie  na poziomie pilotowych instalacji, a wyprodukowany wodór jest domieszywany do gazu ziemnego w 2%, technicznie możliwy jest dodatek do 10% wodoru w sieci gazowej. Stąd, jeśli w tym roku doczekamy produkcji wyłącznie ze słońca w letnie weekendy, w tym samym czasie w przyszłym roku będzie nadprodukcja, która zamiast odłączać fotowoltaikę od sieci, może pójść w produkcję gazu.  Tak samo spodziewam się niedługo elektrolizerów przy zakładach wielkiej syntezy chemicznej, które to zakłady i tak najpierw wytwarzają wodór z gazu ziemnego. 

Korzystając z taniego (darmowego) prądu pominąć dość kosztowny etap produkcji? Świetny interes. To przy okazji odpowiedź dla licznych pytających o to, co z produkcją amoniaku itp, przy odchodzeniu od paliw kopalnych. Dokładnie nic. Gaz ziemny służy tylko do dostarczania wodoru i w trakcie są kosztowne etapy oczyszczania, itp. Jak jest tani prąd, można od razu mieć wodór i niczym się nie przejmować. A nawet zmniejszyć instalację do poziomu właściwego dla większego gospodarstwa rolnego. 

To wszystko widać na obrazku. Nadmiar energii będzie szedł w gaz, bo to łatwe i tanie, nowe OZE są stawiane w obłędnym tempie, elektrownie gazowe są niepotrzebne, a atomowe przeszkadzają w rozbudowie OZE;  jako backup śmiesznie mała ilość wodnych sprawdza się zupełnie dobrze i daje czas potrzebny na rozruch węglowych. 

Jedyną szansą dla interesów Gazpromu to, jak wcześniej pisałem, obniżyć cenę gazu do poziomu konkurencyjnego z węglem, czyli mniej - więcej do 200 dol za 1000 m3. Ale to byłby koniec Rosji.  I tak będzie, tylko jeszcze sobie z tego nie zdają sprawy. Mój postulat brzmi: jest absolutnym strategicznym celem narodu polskiego obecną putinowską Rosję rozbić, rozłożyć na łopatki, rozmontować na części. Droga do tego jest oczywista. Wspierać wszelkie możliwości obniżenia cen ropy na światowych rynkach i gazu w Europie. Dalej już się różnimy. Niestety ja sam mam opinię inną niż ta podzielana zgodnie przez rząd i opozycję. 

W związku z tym zadam tylko pytania: może spróbować polityki dotowania oszczędności? Nawet dla liberałów można to wprost uzasadnić potrzebami bezpieczeństwa państwa. Może rozpocząć na serio zabawę z biogazem? Mam poważne podejrzenia, że przy dobrej organizacji krajowy gaz ziemny, biometan i oszczędności załatwiłyby sprawę importu gazu z Rosji. Cóż Niemcy to potrafią, Polacy jak zwykle nie potrafią się zorganizować. Mam tylko najszczerszą nadzieję, że to się jakoś zmienia i tak samo Polacy potrafią w walce o wolnośc organizować się w ramoach wolności od wielkich koncernów. Yyy, chyba jestem na orbicie..... 

23 komentarze:

HansKlos pisze...

No i przy takim wyłaczeniu elektrowni gazowych i własnej produkcji gazu w biogazowniach ponad 40% zapotrzebowania gazu w Niemczech pokrywa import z Rosji.-)
Nie wspomnę o innych źródłach importu gazu.

Obudź się Maczeta, obudź!-) Twoje opowiastki przypominaja te o imporcie gazu łupowego z USA i maja wspólna cechę, że "to wszystko byc może, jednakże ja to między bajki włoże"

Anonimowy pisze...

Ja tam między bajki nie wkładam. Ale mam wątpliwości:
1. Ile gazu szło na prąd 5, 10, 15 lat temu. Czy może gaz zawsze był mało istotną częścią w tworzeniu energii el.? Jak zmieniał się procent importowanego gazu wykorzystywanego w produkcji prądu?
2. Jak będzie wyglądać cena prądu, jeżeli znacząco zwiększymy udział najdroższego czynnika kosztem tańszych sposobów produkcji en.el. ? Czy można "bezkarnie" zwiększać % prądu z OZE nie licząc się z ceną? wątpie. Ile będzie kosztować 1GW/h gdy wyłączymy częsciowo atom i węgiel oraz całościowo gaz?
Moim zdaniem ciekawe obserwacje, ale zbyt daleko idące wnioski zostały wysunięte.

Anonimowy pisze...

a ja mam wątpliwości odnośnie tego, że w syntezie chemicznej głownie wykorzystuje się z gazu wodór !
np. mocznik wzór chemiczny CO(NH2)2 - co z węglem - skąd azot?
piotr38

Anonimowy pisze...

wycofuję poprzedni komentarz w którym wykazałem się nieznajomością rzeczy
i pozdawiam

HansKlos pisze...

Zerknij jeszcze na http://www.iea.org/publications/freepublications/publication/GermanyOSS.pdf

Chociaż dane są nieco przestarzałe, to tam na stronie 18 i 20 stoi jak wół, że zuzycie gazu na cele energetyczne zmalało o połowę, a mimo to żużycie gazu nie zmalało. Niemcy importują ogółem 89% gazu, w tym ok 40% z Rosji i po ok 30% z Danii i Norwegii.
Tutaj http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_natural_gas_imports masz liste krajów, które najwięcej im portują gazu. Z tej listy wynikaja dwie nauki - po pierwsze primo, Niemcy są zależne od importu gazu i żadne cuda tego nie zmienią, a po drugie primo USA pomimo gazu (g)łupkowego nie stanie się exporterem gazu.

starsky pisze...

@HansKlos

Lepiej 40 jak 60, niezależność energetyczna, choćby częściowa też ma swoją wartość. Co więcej Niemcy stworzyli nową gałąź przemysłu którą mogą eksportować. I także dzięki temu mają taki dobry bilans handlowy. A jak przestaną importować węgiel kamienny to będą mieli jeszcze lepszy.

Maczeta Ockhama pisze...

@HansKlos
Jedna, podstawowe rzecz. Paliwo do ogrzewana łatwo zastąpić, a jedyne co w tradycyjnej energetyce można szybko zbudować to turbiny gazowe i diesle. Czyli to jest realne uniezależnienie. Gaz biorą, bo lubią, bo jest fajnym i wygodnym paliwem w ogrzewaniu, a nie dlatego, że muszą. Musieli kilka lat temu, bo bez tego by były blackouty, co w by było gwoździem do trumny przemysłu. To jest ta cholerna różnica.

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim
1.Nie mogę na szybkiego znaleźć danych sprzed 10 lat, ale jak we wpisie, to widać na wykresie. Praktycznie całe zmienne obciążenie było z gazu, moc zainstalowana gazu to 23 GW, i przed rewolucją przyjmijmy wskaźnik wykorzystania 50%, raczej zaniżony. To daje w przybliżeniu 3-krotną różnicę, jak we wpisie. Te obliczneia zrobiłem wcześniej, szkoda, że nie sa zrozumiałe z tekstu..
2. Można zobaczyć jak się zmienia. W ciągu ostatnich kilku lat cena prądu SPADŁA o ok 30%. Wygląda na to, że ta szczytowa produkcja z gazu była naprawdę bardzo droga.

Maczeta Ockhama pisze...

Jeszcze jedno- import jest spory, bo jedyna część rewolucji jak na razie się dokonała w energetyce. Chemia korzysta spokojnie z gazu, a ogrzewanie jest skandalicznie niewydajne nawet w porównaniu z Polską. Biogazownie w lwiej części spalają gaz na miejscu i nie jest oczyszczany, więc nie wchodzi do sieci. Ale w przeciwieństwie do energetyki to są rzeczy do załatwienia w miesiące. Oczywiście ocieplić wszystkich budynków się w rok nie da, ale program da widoczne rezultaty od razu.

HansKlos pisze...

@starsky
Tutaj nie chodzi o bilans handlowy, ale o to, że gazu nie da się zastąpić prądem, ale zdaje sie tego Maczeta nie rozumie.-) Surowca nie da się zastapić energią. Sprawa wyglada tak, że Niemcy gdyby mieli gaz, to by go nie kupowali i gdyby energia mogła gaz zastapic, to by to zrobili.

Natomiast te wszystkie ulepszenia, izolacje i produkcja biogazu słuzy jedynie temu, aby zużycie gazu NIE ROSŁO, lub nie rosło TAK SZYBKO, a to zupełnie inna sprawa.

Maczeta Ockhama pisze...

@HansKlos
Tak, surowca nie da się zastąpić energią, ale jego zastosowania juz tak. Gaz ziemny słuzy zasadniczo w Niemczech do 3 rzeczy 1. produkcji prądu, 2. ogrzewania 3. wiekiej syntezy chemicznej
punkt 1 jest najtrudniejszy do ograniczenia, a mimo to został w 2/3 załatwiony. punkt 2 jest najłatwiejszy, a nie został ruszony i może być zrobiony prawie całkowicie w ciągu kilku lat. 3. punkt 3 jest częściowo robiony (domieszka wodoru w sieci gazowej), ale zapewne nie będzie ruszany przez jeszcze jakiś czas. Także, szanowny Hansie, mówisz schematami gazpromlandii

Anonimowy pisze...

@HansKlos

Nie wiem jaka część importu gazu idzie w Niemczech do przemysłu, a jaka do gospodarstw domowych (w Polsce przemysł bierze około 60%), ale w gospodarstwach domowych gaz można zastąpić prądem dość łatwo. "Sprawa wygląda tak, że gdyby energia mogła gaz zastapić, to by to zrobili" - zdaje się, że właśnie to powoli robią...

Anonimowy pisze...

@MaczetaOkhama Bardzo ciekawe to wszystko. Co do regulacji to IMO prostym rozwiązaniem jest kilka zbiorników wodnych z wysokim progiem(tamą) i elektrowniami szczytowo-pompowymi. Jak jest nadmiar to energia idzie w pompy i woda jest zasysana, jak niedobór uwalniamy wodę a ta spadając napędza turbiny.
Co do zakładów chemicznych to raczej będą dalej potrzebować gazu i to się nie zmieni. No chyba że przekonamy rośliny że wodór jest jak azot :)

s_s

futrzak pisze...

"Co do zakładów chemicznych to raczej będą dalej potrzebować gazu i to się nie zmieni"

Prosze mnie poprawic, jesli sie myle. Ogromna wiekszosc gazu w zakladach chemicznych jest uzywana do pozyskiwania wodoru, zeby potem robic amoniak (NH3) metoda Habera i Bosha czyli bezposrednio z pierwiastkow: wodoru i azotu.
Azot bierze sie z powietrza, a wodór wlasnie z gazu.

Niemniej, jesli mamy darmowa energie elektryczna, wodór można pozyskać w procesie elektrolizy.

No a tutaj jesli produkowany jest nadmiar energii elektrycznej z OZE, ktorej chwilowo nie daje rady wpuscic do sieci - marnowalaby sie. Czemu wiec nie przeznaczyc jej na energochlonny proces elektrolizy - skoro i tak cena w tym momencie nie ma znaczenia?

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim
To się nazywa elektrownia szczytowo pompowa i jest ich w Polsce jak też w Niemczech parę. Na obrazku jest niebieskie i oznaczone PSt (od Pumped Storage). Bardzo dobre rozwiązanie z tylko jedną wadą- drogie jak cholera, dlatego jest ich niewiele.
A jak napisała Futrzak, sam azot nie jest żadnym problemem. Siedzisz otoczony mieszanką 79% azotu, a w przemyśle jest praktycznie odpadem w produkcji tlenu i argonu. Gdybym miał prawie darmowy azot (kosztuje transport, więc to musiałaby być rura z zakładów gazowych) i darmowy prąd do elektrolizy, aby sprzedawać drogi amoniak, to jest bardzo dobry interes. I żadne zaklęcia miłośników dzisiejszych zakładów azotowych tego nie zmienią.

Anonimowy pisze...

Wyłączanie atomu na weekend. A co ze zmęczeniem materiału w turbinach itp. takich elektrowni?
Pachnie mi tu cezem....
Piotr K.

Maczeta Ockhama pisze...

@Piotr K.
Nikt nie wyłącza atomu, jak na razie. Ale większa ilość oze może to spowodować. To z całą pewnością jest problem. Niemieckie rozwiązanie brzmi: wyłączyć atom całkowicie i ja je popieram. A turbiny, w tym węglowe, nie zmieniają prędkości i nie ma z tym problemów. Znaczy zmieniają jak się zmienia częstotliwość w sieci. Od 49.9 do 50.1 Hz i nic więcej

JKM pisze...

@Futrzak
Azot można pozyskiwać nie tylko metodą spalania, ale i kompresji powietrza. A co z metanolem i innymi nawozami np. mocznikiem? do produkcji których potrzeba C z metanu lub węgla?

Polska około 95% metanolu sprowadza z Niemiec i Rosji. Produkcja metanolu jest prosta jak konstrukcja cepa, ale nawet tego Polaczki nie potrafią zrobić.


@Hans Klos
USA są zawalone gazem, obecnie produkują go więcej niż Rosja i co mają z nim robić? Azja gaz bierze z Kataru i Australii bo bliżej. Jedynym rynkiem zbytu dla USA pozostaje Europa.

Ja sam myślałem, że ten gaz z USA to tylko taki straszak na Moskwę. Ale widzę, że jednak UE podejmie się zadania budowy floty gazowców. Dla Niemców nie ma różnicy czy gaz będzie z Rosji czy USA mają tylko jeden warunek. Gaz z USA do krajów UE musi płynać przez Niemcy, zresztą ich sieć gazociągów jest połączona z praktycznie każdym krajem.

Putin jest po prostu przerażony, zobaczcie jego twarz podczas obecnych wystąpień. Jest skończony towarzysko w Monako już się nie pobawi, a teraz walczy o wizerunek polityczny. Dziś podali, że rząd rosyjski też nakłada sankcje i przestaje korzystać z ipadów i przechodzi na samsungi, to chyba wszystko na co stać ruskich w obecnej sytuacji.

Pakt Ribbentrop Mołotow przestaje działać bo Niemcy weszły w sojusz z USA. Polska powinna w obecnej sytuacji poprzeć opcję rosyjską, czyli zawiązać blok państw słowiańskich i wejść w sojusz z Hinami.

W przeciwnym razie USA przehandlują Polskę o ile już tego nie zrobiły, a rozpad UE zakończy się wojną domową.

JKM pisze...

Nie dajcie się nabrać na wizerunek dobrego wujaszka Sama, który sobie nagle przypomniał o ciemiężonych Ukraińcach, Polaczkach i Białorusinach. Gdyby USA chciało pomóc postkomunistycznym krajom to w 89 w Polsce rozstrzelaliby ze 2000 komuchów, zrobili wybory jak się należy i gitara.

Wojtek Koscik pisze...

@JKM wybór opcji rosyjskiej jest najbardziej poronionym pomysłem jaki istnieje. Pierwszy powód jest stricte polityczny: Ruscy nie chcą w europie wschodniej partnerów, tylko wasali. A bycie w pełni zależnym od widzimisie samodzierżawia jest słabą opcją.
Drugi powód jest czysto ekonomiczny: polska gospodarka jest już pięknie zestrojona z niemiecką (oczywiście jako "młodszy partner" i też jesteśmy zależni od Niemiec), co pokazuje struktura polskiego handlu zagranicznego: po ~26% importu i eksportu polskiego leci do Niemiec.

W tej chwili Polska stoi przed jednym realnym wyborem: bycie wasalem Niemiec czy Rosji, a przez rzut oka jak wygląda Jarosławl i porównanie do tego jak wygląda Heidelberg nauocznia który wybór jest lepszy - taki prosty wybór wzrokowy, bez dalszego porównywania standardu życia, opieki zdrowotnej itd.
I jasne - w dalszej perspektywie należy wyrwać się z tej zależności, ale na tę chwilę - i co ważniejsze - przy tych ciulowych rządach w Polsce ta opcja czasowo nie wchodzi w grę.

Anonimowy pisze...

Twoje artykuły są tutaj:

http://ziemianarozdrozu.pl/


nie ma za co :P

Anonimowy pisze...

@futrzak, Maczeta - Faktycznie, chyba miałem zaćmienie :) To problem azotu rozwiązany, inne pierwiastki i mikroelementy z węgla i soli morskiej. Mając tanią energię da się. OK, przekonaliście mnie. Choć dalej potrzymuję lajka dla incjatywy "Atomie, napierdalaj" (budowa elektrowni atomowej w Polsce) ale to już li tylko dlatego że poryte pseudoargumenty zawodowych ekodziałaczy działają mi na nerwy. Jak zmienią argumentację z debilno-populistycznej (typu a bo w Japonii...bo jak wiadomo Polska drugą Japonią pod względem tektonicznym jest :) na racjonalną to cofnę lajka ;]

s_s

Maczeta Ockhama pisze...

@s_s
Mogę sie dla odmiany zgodzić, że w pewnych, specyficznych warunkach EA moze mieć odrobine sensu. Na pewno nie jest ogólnym rozwiązaniem problemów energetycznych i na pewno nie są i nie będą źródłem taniej energii. Energia z wiatru jest, już dziś tańsza, EA z bardzo dużym zakresem i prędkością sterowania mocą może być dobrym uzupełnieniem. Następne pytanie- czy lepszym niż węglowa do uzupełniania OZE? IMO w Polsce na pewno nie, ale to jeszcze jest kwestia polityki klimatycznej. Tak czy inaczej, budowanie wielkiej EA według obcej technologii, z importowanym paliwem, mającej służyć jako baseload, jest absolutnym szaleństwem.