Wybitny minister Gowin

Porządek władzy i struktura administracji PRL była głupia, zła i słusznie miniona. Wydawało się, że administracji o charakterze kolonialnym, nastawionej na tępienie mieszkańców (obywateli?) nikt nie będzie żałować. Chyba wszyscy też mieli przekonanie, że gorzej być nie może - no, co najwyżej gorsza może być tylko otwarcie okupacyjna, obcojęzyczna administracja.
Chyba czas na dowcip. Kiedy zmarł stary żyd, który był lokalną zakałą społeczną, nikt nie chciał nad grobem powiedzieć dobrego słowa o zmarłym, pomimo, że oferowano za wygłoszenie mowy spore pieniądze.
Wreszcie, w ostatniej chwili zgłosił się pewien człowiek i po zainkasowaniu podwójnej "stawki" wygłosił nad mogiłą takie słowa:
- Wszyscy znaliśmy zmarłego Mosze. Wszyscy wiemy, że był z niego kawał drania, łotra i krwiopijcy....
Ale, jeśli popatrzymy na stojących nad mogiłą jego synów to musimy przyznać, że był to jednak człowiek o gołębim sercu ......
Dokładnie to samo można powiedzieć o administracji PRL. Ale system słusznie miniony miał jeden bezpiecznik- jak administracja faktycznie była bezkarna, zawsze jednak istniał nadzór ze strony PZPR, równie słusznie minionej... Problem dzisiejszy polega na tym, że ta sama, bezmyślna i niezorganizowana, antyludzka administracja działająca bez sensu, celu i wizji obecności w państwie i społeczeństwie, nie ma nawet takiego gó... nadzoru jaką była PZPR.
A oto efekty- wielkopomna reforma sądownictwa ministra Gowina się skończyła tak jak przewidywało to sporo osób- wyrokiem Sądu Najwyższego stwierdzającym nieważność mianowań sędziów do nowo powołanych wydziałów zamiejscowych. Na razie w jednej sprawie, ale za tym polecą następne, bo sytuacja jest identyczna. Mówimy o kilkudziesięciu - kilkuset tysiącach orzeczeń i zarządzeń, które wydały osoby nie uprawnione do orzekania. Burdel do kwadratu, odkręcanie zajmie pewnie lata. Dlatego, że w Ministerstwie Sprawiedliwości siedzą sobie półanalfabeci ludzie nie potrafiący ze zrozumieniem przeczytać rozporządzenia stanowiącego podstawę ich własnej pracy. W PRL też by się to oczywiście mogło zdarzyć, ale przynajmniej stosowny dyrektor departamentu by dostał partyjną naganę. I tym się różni PRL od PRL-bis. Zrobienie z tego normalnego państwa, nawet w najlepszej koniunkturze miedzynarodowej niestety będzie musiało zająć lata. A jeśli dodamy do tego powszechne tolerowanie ewidentych nieudaczników (choć akurat decyzja Tuska o wyrzuceniu Gowina to zupełnie wyjątkowy u tego pana krok we właściwą stronę) trudno z optymizmem patrzeć w przyszłość.    
Przyznam, że szkoda nawet strzępić klawiatury, ale po prostu w takim bagnie praca prawnika, w którejkolwiek roli musi po prostu budzić obrzydzenie u każdego względnie przyzwoitego człowieka (alternatywą jest oczywiście brak jakiejkolwiek refleksji nad tym...). Niestety, a może stety, nie każdy ma możliwość zabrać zabawki i wyjechać do Argentyny...

14 komentarzy:

Patryk Grzesik pisze...

Właśnie zobaczyłem pochwałę feudalizmu. Racja, rozwiązaniem na samowolę urzędników jest ograniczenie ich władzy. Ja jednak wolałbym oddolne, poprzez ograniczenie ich kompetencji (leseferyzm), niż odgórne, poprzez tworzenie alternatywnego systemu władzy.

Anonimowy pisze...

Czepianie się...
Przecież mianowanie go to element *metody* - jedynym sprawnym ministrem może być tylko ktoś z hakiem, uniemożliwiającym karierę: Boni, Gilowska...
Szefowie obydwu partii mają do perfekcji opanowane pozbywanie się z partii zdolnych - bo zdolni są niezależni.
Wzorcowym skutkiem takich metod kadrowych jest p. Mucha - pewnie i autorytatywnie mówiąca o 3 lidze hokeja...
A to, że wskutek tego Polska wygląda tak, jak wygląda - ich to nie obchodzi. Byle z budżetu płacili i ordynacji nie zmieniono...

mmm777

Maczeta Ockhama pisze...

@Patryk
yyyy? Jako zywo ja w tym tekście nic takiego nie widzę. A sam go pisałem. Wczoraj. Czy mógłbyś mi wskazać, gdzie coś takiego wyczytałeś? No, chyba, że jesteś z Ministerstwa, to rozymiem- problemy z czytaniem, itp...

Patryk Grzesik pisze...

Feudalizm był systemem hierarchii społecznej opartej na powiązaniach osobistych. Znaczy, rządzony znał i wchodził w relacje z osobą rządzącą. Tak to wygląda w partiach politycznych, gdzie choć członkowie umawiają się na głosowania i jakieś struktury, ostatecznie i tak wszystko zostaje oparte na koteriach.

A czymże byłaby sytuacja, w której struktury partyjne mogłyby decydować o losie urzędników, jak nie systemem hierarchicznym opartym na powiązaniach osobistych? Miast rozwiązać problem nepotyzmu, jeszcze to pogłębi.

A biorąc pod uwagę, że chłopi mieli przynajmniej dwóch panów którzy zdzierali z nich podatki, Kościół i szlachcica, jeszcze bardziej przybliża nas to minionego ustroju.

Inna sprawa to jasno określić kompetencje urzędnicze i rozpisywać konkursy na stanowiska (tak robili Chińczycy dawno temu, tak robią podobno w Brasilii), ale nawet taki system można obejść.
http://www.biznesnafali.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=12275:nepotyzm-konkurs-na-urzdnika-tylko-dla-znajomych-z-polecenia&catid=3

Żyjemy w czasie wolnych (do pewnego stopnia) mediów i wóz albo przewóz. Albo opieramy się na jasności i profesjonaliźmie, albo wracamy do feudalizmu, gdzie rządzący dobiera sobie współpracowników wg swojego widzimisie. Istnieją również stadia pośrednie.

I, na wszelki wypadek: nie twierdzę, że ustrój feudalny jest zły. W końcu, gdy panował, Europa Zachodnia z cywilizacyjnego zadupia stała się wzorem dla reszty świata.

futrzak pisze...

@Patryk:
chyba nie rozumiesz, co to feudalizm. Jego podstawa byl podzial spoleczenstwa na KLASY (a w Indiach na przyklad na KASTY). Kazda klasa miala zdefiniowane mozliwosci i obszary swojego dzialnia oraz podleglosc wobec klas wyzszych/rządność wobec niższych.

Nic takiego nie ma miejsca w PRL-bis. Nepotyzm to zupelnie inna bajka. Podobnie jak demokracja fasadowa, ktora jest dekoracja dla zupelnie innych rządów.

Patryk Grzesik pisze...

No właśnie z tymi STANAMI to nie do końca.

KLASY są wszędzie, nawet dzisiaj dzieli się społeczeństwo na niższą, średnią, wyższą, klasę urzędniczą itd. Natomiast co futrzaku piszesz to społeczeństwo stanowe, gdzie każdy stan w państwie ma w jego jurysdykcji określone własne obowiązki i prawa.

Datą graniczną tego wynalazku w Europie pełne średniowiecze XII wieku (w Polsce XIV-tego), który określa pojawienie się społeczeństwa stanowego i nowoczesnego państwa biurokratycznego. Wcześniej mieliśmy feudalizm "indywidualny", bez jasnego określenia stanów.

Oczywiście, z definicją feudalizmu może się okazać jak z faszyzmem i prawicą: wszystko można by tym nazwać.

Anonimowy pisze...

bardzo ciekawe

Chang pisze...

Obserwując PRL-bis "na żywo",wydaje mi się, że nie chcemy pisać o prawdziwym stylu rządu (obecnego i poprzedników również). Odnoszę wrażenie, że za każdym z obecnych decydentów stoi ktoś, kto wyznacza kierunki i cele.
Wracając do pana min. Gowina, nie wydaje mi się, że gdyby Donald Tusk miał suwerenne prawo podejmowania decyzji personalnych trzymał Gowina tak długo na stanowisku. Również nie wydaje mi się prawdopodobnym, by min. Gowin był tak głupim człowiekiem, że dla zaspokojenia swoich ambicji wywołuje wojenkę z całym układem. Konkludując: ktoś pomógł Tuskowi w podjęciu decyzji o zatrudnieniu Gowina i również "ktoś" kazał Gowinowi robić reformę sądownictwa. Jak na dłoni widać, że tajemniczy doradcy obydwu panów w końcu nie doszli do porozumienia.
Odnośnie Epilogu powyższego artykułu; nie jestem pewien, czy lepsze kwiatki od polskich urzędników nie wywijają ich argentyńscy odpowiednicy.
Na plus można zapisać Maczecie, że zawsze może powiedzieć, że "to nie jest mój kraj".
Mimo tej uwagi, artykuł jest fajny. Pobudził jednak we mnie refleksję, że lepiej jest żyć w systemie totalitarnym niż w takiej bezpłciowej demokracji jak PRL-bis (bardzo mi się podoba to określenie).

stefanmasierski pisze...

jakoś się lepiej czuje jak nie patrzę co aktualnie rządzący robią :)

Anonimowy pisze...

chciałby człowiek czasem coś dobrego przeczytać z jednej strony, z drugiej, nie ma co na siłe propagandy sukcesu robić, skoro tak źle z Ojczyzną...
Ale rozumiem że pewnego rodzaju burdel był już przed Gowinem? (kiedyś chyba coś takiego sugerowałeś w jakimś z poprzednich wpisów, że prawo polskie=kaplica).
Szczęśliwie jechać w różne miejsca...co prawda nie wiem jak prawo, ale z racji obecnych tam zasobów wody i ropy ostatnio myślę nad Norwegią..... krajem który powierzchownie (w sensie, że nie wiem prawie nic o nim) wydaje mi się być uporządkowany pod wieloma względami, w tym prawnie

Chang pisze...

@Aninimowy,
Wydaje mi się, że trochę blisko Polski jest Norwegia... i dużo Polaków tam już mieszka, a to nie jest dobre. Ja marzę o takim państwie, gdzie o Polakach nie słyszeli. Piszę to w ramach żartów, bo jedynym miejscem gdzie nie Polaków to na razie Mars. Księżyc już jest zasiedlony, niestety.

Anonimowy pisze...

Pomijając fakt, że musiałeś się już zetknąć z pewnym Niemcem co to wszystko chowa, skoro traktujesz PRL jako epokę bez błędów legislacyjnych, to mam dla ciebie zagadkę z zabójczo śmieszną odpowiedzią :
kim są owi urzędnicy którym wytknął partactwo Sąd Najwyższy ?

podpowiedź można wyguglać np. tu :

http://ms.gov.pl/pl/ogloszenia/news,4574,delegowanie-sedziow-do-pracy-w-ministerstwie.html

zaz

Westhuizen pisze...

Już nie przesadzajmy, że z Ojczyzną jest tak źle, zachowajmy proporcje. Niedawno po roku wróciłem do Polski i zobaczyłem, jak szybko zmienia się nasz kraj. Poprawia się infrastruktura i ogólna estetyka. Oczywiście ciągle bardzo dużo jest do zrobienia, ale niedostrzeganie zmian na lepsze i skazywanie naszego kraju na pożarcie jest kuriozalne w momencie, gdy notujemy naprawdę szybki rozwój cywilizacyjny. Co do emigracji tam, gdzie o Polakach - sorry, ale w tym nie ma za grosz patriotyzmu. Ta emigracyjna mania to chyba pokłosie oikofobii sączonej do polskich głów przez środowisko wiadomej gazety. Rozumiem, że takie Buenos jest przepiękne i rosną tam palmy, ale Ojczyznę mamy tylko jedną. Czy w Polsce się poprawi, gdy wszyscy ogarnięci i myślący ludzie wyjadą?

Chang pisze...

@Westhuizen,
Bardzo dobrze, że wróciłeś do Polski, tylko proszę Ciebie, zdejm różowe okularki z nosa i spojrzyj na niedolę milionów (dwóch) bez pracy i nadziei na normalne życie. Spojrzyj również na setki tysięcy młodych, którzy po ukończeniu bzdurnych kierunków nie mają żadnych szans na podjęcie pracy.
spójrz na miliony emerytów błąkających się od ośrodka zdrowia do ośrodka w poszukiwaniu możliwości leczenia.
Więcej nie będę pisał, bo krew mnie zalewa, jak czytam Twoje zachowane proporcje.