Co to znaczy niepodległość?


Niepodległość państwa to nie jest istnienie zewnętrznych znamion władzy (jak to określa red. Michalkiewicz), tylko umiejętność zdefiniowania i realizowania własnych celów i uniknięcia lub maksymalnego ograniczenia eksploatacji o charakterze kolonialnym. Czy ta polityka jest prowadzona w interesie i dla korzyści szerokiej części społeczeństwa, oligarchii lub dworu panującego jest patrząc pod tym kątem- mniej istotne. Nowoczesna postać eksploatacji kolonialnej opracowana została właściwie przez Wielka Brytanię na przełomie 18 i 19 wieku, następnie rozwinięta w czasach „dekolonizacji”. W dużym uproszczeniu- metropolia produkuje wyroby przemysłowe i kontroluje finanse, utrzymując swój potencjał przemysłowy i czerpiąc olbrzymie zyski, kosztem oczywiście poziomu życia ludności kolonialnej. Za wszelkiego rodzaju tandetę przemysłową i teoretyczny przywilej dostępu do światowych rynków. Teoretyczny- bo realne ograniczenia kanałów dystrybucji i tak nie pozwalały na żadną ekspansję kolonialnych przedsiębiorstw, a nawet na konkurowanie z importem. Spory udział miała w tym też brytyjska dominacja w zakresie surowców energetycznych (czyli wtedy węgla) i stosowna do celów imperialnych polityka cenowa. „Białe” kolonie Wielkiej Brytanii zbuntowały się dość szybko, ale po powstaniu Stanów Zjednoczonych brytyjskie elity wyciągnęły z tego wnioski i tak powstały formalnie niezależne dominia.
Dziś sytuacja jest nieco inna. Polska jest krajem kolonialnym, ale wpływy metropolii na szczęście (lub nieszczęście) są podzielone. Niemcy są zainteresowani ekspansją przemysłową i brakiem lokalnej konkurencji, Rosja zmonopolizowaniem rynku surowców energetycznych i następnie dalszej części łańcucha, czyli rafinerii i energetyki, a USA spekułą, banksterką i manipulacjami walutowymi. Oczywiście- jest to duże uproszczenie oraz zajmują się tym wszystkim prywatne firmy, które jednakże korzystają obficie z parasola ochronnego właściwych rządów. Czyli mamy w dużym uproszczeniu obraz Polski i jej mieszkańców, którzy są dojeni przez koszty energii, manipulacje walutowe (kredyty we frankach) i brak możliwości ekspansji krajowego przemysłu. Wszystkim zainteresowanym ta sytuacja jest zupełnie na rękę i w razie prób ograniczenia czegokolwiek z tego zaczyna się sypanie piasku w tryby. Od rury na podejściu, do gazoportu, poprzez awarię naftociągu do Możejek, az do skandalicznej nieudolności polskich konsulatów w pomocy przedsiębiorcom za granicą.
Jedyną szansą na jakikolwiek rozwój Polski i narodu jest właśnie odzyskanie suwerenności. I trzeba mieć świadomość, że walczyć trzeba na wielu frontach. Osłabienie waluty i zwiększenie inflacji poważnie zniszczy budżety wielu zakredytowanych. Wsparcie ekspansji przemysłu może się odbyć w początkowej fazie tylko przez osłabienie waluty i zwiększenie opłacalności eksportu, czyli zmniejszenie dostępności dóbr importowanych, w tym oczywiście nośników energii. Cena to chwilowe, ale znaczące obniżenie poziomu życia wszystkich. Druga część rachunku to olbrzymie ryzyko dla elit, które się podejmą takiego działania. Ryzyko zamachu stanu i śmierci.
Nagrodą jest spójny naród, zamożny i pewny swej godności.
Ale sytuacja Polski nie jest taka zła- można każdego z trzech okupantów rozgrywać między sobą- tylko do tego potrzeba sprawnej dyplomacji. Można kosztem współpracy z banksterką walczyć o suwerenność energetyczną. Można poddając ekspansję przemysłu walczyć o niższe koszty energii i jakąś niezależność od międzynarodowej banksterki. Można też poddając suwerenność energetyczną uzyskać możliwości rozwoju przemysłu i niezależność finansową. Wszystko naraz jest mało możliwe (nie twierdzę, że wcale- lepiej wiedzący ode mnie może potrafią na to odpowiedzieć).
Czyli- to jest prawdziwa niepodległość. Teoretycznie możliwa do osiągnięcia. Praktycznie wymaga niesamowitej determinacji. Powtórzę- nagroda jest duża, a przeszkody niesamowite. Teraz wypada powiedzieć, jak to można zrobić. Dobrej odpowiedzi na to pytanie nie ma - wbrew temu, co twierdzi red. Ziemkiewicz. Nie ma. Jedyną możliwością są elity zamierzające doprowadzić do niepodległości. Tak samo- dopiero po odzyskaniu suwerenności można myśleć o innych rzeczach- drobiazgach w stylu bezpieczeństwa dróg, poziomu emigracji, itp.
To jest jedyny zakres myśli, który można mieć przed marszem niepodległości. Nie ma niepodległości bez walki o nią i nie ma jej bez zapłaty za nią

40 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Nasze społeczeństwo dzisiaj jest niezdolne do odbudowy Polski bo ma niską świadomość społeczną i polityczną, jest rozbite i skłócone. Elity są takie same i słabe moralnie. Potrzebna jest praca od podstaw. Należy wychować nowe społeczeństwo. Problem polega na tym kto ma to zrobić i jak wyrwać władzy monopol na indoktrynację .

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Zawsze wystarczy relatywnie drobna część- potrafiąca zorganizować siebie i swoją reprezntację polityczną. A poziom tego zorganizowania powoli, ale stale rośnie. Stan społeczeństwa jest zły, ale się poprawia. Środowiska państwowotwócze się konsolidują i rosną. Szansa jest, czy starczy siły i czasu na jej wykorzystanie- to inna sprawa i tu jestem sceptykiem.

Anonimowy pisze...

Sorry, ale ten wpis ma wszelkie znamiona tzw. "troll economics". Na początek trzeba zauważyć, że w niemal żadnym kraju, w którym zdecydowano się sztucznie osłabiać walutę nie doprowadziło to do poprawy bilansu handlu zagranicznego na dłużej niż kilka miesięcy. Co więcej, w UE to kraje które stosowały politykę silnej waluty (kraje Beneluxu i Skandynawii) miały nadwyżki eksportu nad importem, a te które stosowały politykę słabej waluty (czyli generalnie PIIGS minus Iralndia) miały nadwyżkę importu nad eksportem.
Pewnie podasz tu przykład Chin, ale głównym powodem chińskich sukcesów nie jest słaba waluta, a tzw. dumping socjalny, objawiający się głównie tym, że chińskie państwo nie finansuje obywatelom służby zdrowia ani emerytur (a te wydatki są w czołówce budżetów większości krajów).

Iulius pisze...

"Wsparcie ekspansji przemysłu może się odbyć w początkowej fazie tylko przez osłabienie waluty i zwiększenie opłacalności eksportu"

Przez co rozumieć należy, że wsparcie ekspansji przemysłu nie może się odbyć np. przez likwidację biurokratycznych barier?

Kiedyś był to blog państwoburczy, teraz jest państwotwórczy. Żal patrzeć na taki upadek.

Maczeta Ockhama pisze...

@Iulius
W czsach powszechnej maniupulacji walutami, przez druk, ale nie tylko zdejmowanie barier dla przedsiebiorczosci to za malo i nie wystarczy, chyba ze kosztami pracy (czyli wynagrodzeniami) chce sie konkurować z Chiami- ale w takim wypadku mamy znikomy popyt wewnetrzny i kolko sie zamyka
"Kiedyś był to blog państwoburczy, teraz jest państwotwórczy. "
Zarzut słuszny- po prostu zmieniłem poglady. Zreszta moja ewolucje w miare widac w kolejnych wpisach. Zwyczajnie zobaczyclem, ze panstwo o poziomie rozwoju i problemach podobnych do Polski moze calkiem sprawnie dzialac i opisuje to co widze, uwazajac za wlasciwy sposob postepowania.

jkm pisze...

@Anonimowy
Wierzysz w to, że wojny walutowe są po to, aby zbilansować handel zagraniczny? Celowe osłabianie waluty ma za zadanie zwalczanie bezrobocia. Kraje skandynawskie od dziesiątek lat mają większy eksport niż import. Gdy zapotrzebowanie na surowce zacznie siadać i kasy będzie im brakować na socjal to żeby utrzymać bezrobocie w ryzach też będą osłabiać walutę.

Silna waluta tak naprawdę wzmacnia eksport, głównie wysokich technologii oraz eksport samej waluty. Mocna waluta dla gospodarki wolnorynkowej jest korzystna.

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim
podam przyklad Argentyny- po poteznej dewaluacji w 2002/3 i wprowadzeniu protekcjonizmu przemysl zaczac sie blyskawicznie rozwijac, a bezrobocie praktycznie zniklo- startujac z poziomu dzisiejszej Hiszpanii, a nawet gorzej bo tu nie ma zasilkow, wiec 25 proc bylo prawdziwe i paskudne

jkm pisze...

@Maczeta
Nie porównuj Argentyny do Polski, Argentyna to jeden z najbogatszych krajów świata, przez długi czas była w pierwszej trójce. Ja Polskę zestawiam z krajami trzeciego świata i uwierz mi, Polska mogłaby się uczyć od wielu państw afrykańskich. Tak się składa, że rozglądam się za uruchomieniem pewnego biznesu i przeglądam oferty rządów wielu krajów. Z tego co widzę to za 20-30 lat ludzie mieszkający w Polsce będą stać na ulicy z gównem w ręku.

Anonimowy pisze...

> podam przyklad Argentyny- po poteznej dewaluacji
> w 2002/3 i wprowadzeniu protekcjonizmu przemysl
> zaczac sie blyskawicznie rozwijac,
Tym samym de facto potwierdzasz, że to co zrobiłeś idealnie pasuje pod definicję "troll economics": na podstawie tego, że RÓWNOCZESNE wprowadzenie ceł importowych i osłabienia waluty poprawiło bilans handlowy wywnioskowałeś, że samo osłabienie waluty da ten sam efekt, mimo, że wszelka empiria pokazuje, że przy braku barier celnych łatwiej osiągnąć korzystny bilans wymiany zagranicznej mając silną walutę niż mając słabą.

Maczeta Ockhama pisze...

jkm
mam nadzieje ze nie czytales tego co sam napisales lub byles pijany/nacpany. mozna sie zgodzic o tyle, ze mocna waluta w mniejszym stopniu utrudnia eksport hi-tech niz low-tech. a eksport waluty jest w ogole mozliwy tylko w wypadku walut uzywanych jako rezerwowe- a i tak to nie jest eksport waluty tylko dlugow- obligacji, znaczy. polska tak czy inaczej opiera sie na low-tech a zlotowka nikogo nie interesuje jako zabezpieczenie wartosci, wiec wracamy do oslabienia waluty jako koniecznej metody.

Anonimowy pisze...

>mozna sie zgodzic o tyle, ze mocna waluta w
>mniejszym stopniu utrudnia eksport hi-tech
>niz low-tech.
Słaba waluta utrudnia eksport hi-tech, ponieważ skutkuje wyjazdami z kraju specjalistów od takich technologii i uniemożliwa pozyskanie takowych specjalistów z zagranicy. Kiedykolwiek przeczytałeś jakąkolwiek poważną publikację na temat wymiany międzynarodowej, czy po prostu "walnąłeś" wpis na zasadzie "nie znam się więc się wypowiem"?

Maczeta Ockhama pisze...

@jkm
przecież to jest kolejna bzdura. Większość ludzi woli zostać we własnym kraju, jeśli ten kraj oferuje jakiekolwiek mozliwości. Zresztą sam pisałes o chwilowym osłabieniu waluty, i zgadza się z pełną wymienialnością możliwe jest tylko krótkoteminowe i w takim czasie żadnej masowej emigracji nie ma. A jeśli mamy kraj w którym rozwija się przemysł i są w nim możliwości- to również „mózgi” się nigdzie nie wybierają- bo tak czy inaczej lokalne wyroby się kupuje za lokalną walutę i nie obniża to spoecjalnie poziomu życia, a przy dużych możliwościach rozwoju łatwiej o dobry zarobek. Czyli bredzisz. Zresztą teks jest o Polsce, która eksporterem hi-tech zdecydowanie nie jest, a wręcz odwrotnie- lwia część eksportu jest bardzo wrażliwa na koszty pracy (czyli też kurs walutowy), sorry nie mówimy o Szwajcarii.

Takie Jeden Łoś pisze...

A nie uwazasz, Maczeta, ze spora czesc nieszczesc, ktora na nas spadly jest efektem naszych suwerennych wyborow?

Czytales moze ten wpis R.G.?


Jak bys skomentowal jego argumenty?

Anonimowy pisze...

> bo tak czy inaczej lokalne wyroby się kupuje za
> lokalną walutę i nie obniża to spoecjalnie poziomu
Osłabienie waluty nie obniża poziomu życia kogoś kto wydaje większość dochodów na żywność i ubranie. Głównym problemem jest to, że osłabienie waluty natychmiast podwyższa ceny kredytów udzialanych w tej walucie, a w szczególności spread między inflacją a średnim oprocentowaniem kredytu. Natychmiast maleją możliwości zakupu domu albo mieszkania (bo nawet dobrze zarabiający specjaliści kupują je z reguły na kredyt), maleją też możliwości korzystania z kredytu przez firmy co utrudnia im inwestycje (a produkcja hi-tech jest ze swej natury silnie kapitałochłonna) i rozwijanie działalności, do tego jeszcze drożeją surowce i energia i masz wiadomy wynik, potwierdzony empirią: brak możliwości wyprodukowania produktów hi-tech które mogłyby konkurować z produktami hi-tech krajów o silnych walutach.

PS: W Polsce jest obecnie mnóstwo ofert pracy dla programistów, praca jest "od ręki" (zajrzyj na www.pracuj.pl pojawia się tam po kilkadziesiąt ofert DZIENNIE na stanowiska programistów w Polsce), a znaczna część moich znajomych z branży pracuje w innych krajach UE, ja z resztą też (co łatwo sprawdzisz po moim IP) - powód: kilkukrotnie wyższe zarobki. Na pocieszenie: wszyscy zamierzają wrócić za kilka lat, jak uzbierają na zakup domu (ja też zamierzam).

Maczeta Ockhama pisze...

@tjł
Gwiazdowski podał kilka przykładów zdarzeń, które należy ocenić jako sabotaż i nic więcej. Poza tym w 100% się zgadzam, że należy starannie patrzeć i oceniać siłę przeciwnika- nawet jeśli chodzi tylko o zwykły handel (a dostawy gazu zwykłym handlem nie są) i pilnować swoich interesów. Tylko najpierw trzeba je zdefiniować i wiedzieć czego się chce. A przychodząc do nawet najwspanialszego potencjalnego kontrahenta w postawie petenta można co najwyżej zostać wydymanym. I nie zgadzam się z oceną, że surowce energetyczne to towar jak i inne, a światowa sytuacja pozostanie taka sama lub rynek stanie się rynkiem kupującego. Problemy z ropą będą tylko narastać, a gaz jest najłatwiejszym zastępnikiem, więc jego strategiczne znaczenie będzie tylko rosnąć.

Takie Jeden Łoś pisze...

@Maczeta Ockhama

Tylko, ze my juz od dawna mamy zdefiniowany cel, np. zeby zdywersyfikowac dostawy surowcow energetycznych. I jak do tej pory nic z tego nie wyniklo. A z tego co napisal Gwiazdowski bylo juz pare okazji, ktorych zesmy nie wykorzystali. Dlaczego? Sabotaz? Skad wiesz, ze nie glupota plus troska o wlasne korzysci kosztem panstwa plus antyrosyjskie i antyniemieckie fobie? Najlepszy przyklad z kupnem Mozejek traktowanym jako narzedzie naszej polityki wschodniej. Pretensje, ktore mamy do Ruskich, ze nam nie chca ulatwiac tej polityki w nich zreszta wymierzonej, sa po prostu smieszne. Jak dla mnie jest to niezrozumienie, ze po pierwsze liczy sie wlasna korzysc, a dopiero na drugim miejscu jest wyrzadzenie ewentualnych szkod przeciwnikowi.

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim (jkm?)
35-minilony kraj bezrobotnych, montowni i fabryk mebli nie stanie się z dnia na dzień wielkim ośrodkiem hi-tech, jakkolwiek by sie miało to definiować. Polska też nie utrzyma się z rolnictwa na żadnym poziomie nawet zblizonym do cywilizowanego. Zacząć wypada od powolnego poruszania się w górę łańcucha wartości. To, co zauważyłeś to oczywiście prawda, tylko co z tego? Zresztą skutkiem wzrostu inflacji i stóp procentowych jest w dziejszej ekonomii kasyna przede wszystkim spadek wartości nieruchomości więc mozliwość zakupu ZA GOTÓWKĘ przez dobrze zarabiających. A co do dzijejszych zakredytowanych- cóż, nie będzie mi ich żal, zdecydowana większość to nie "wybitni i niezastąpieni fachowcy hi-tech", tylko zwyczajne urzędacy i korposzczury, które kwalifikacje mają, ale do drobnego donosicielstwa i biurokratycznego utrudniania życia wszystkim naokoło.
Programistów zresztą wszędzie potrzeba- kwestia wynagrodzeń. W rozwijającej się gospodarce fachowców potrzeba bardziej.

Maczeta Ockhama pisze...

@tjł
Sabotaż, przekupstwo- co za różnica? Tak, czy inaczej mówimy o kryminalnym niedopełnieniu obowiązków. Kompletna głupota- nie wierzę. Głupoty oczywiście nie brakuje, ale takie sprawy są konsultowane- ktoś doradza, ktoś podejmuje decyzję. Nawet jeżeli decydent jest niekompetentny, obowiązkiem doradzającego urzędnika też jest sensownie prowadzić sprawę, np. prosząc o przekazanie jej premierowi. Tak, czy inaczej większość decyzji wymienionych w tekście powinna być przez kogoś odsiedziana. Co do przekonania o sabotażu- akurat w Argentynie trwa cały czas rozliczanie dyktatury wojskowej i rzadów neoliberałów- i przy okazji są ujawniane mechanizmy i skutki podejmowania tego typu decyzji (innych oczywiście, ale mechanizmy praktycznie takie same- nie wiadomo czemu, ktoś wyżej nagle podejmuje decyzję oczywiście idiotyczną) więc sądy karne są mocno przeciążone, ale właśnie te mechanizmy podejmowania decyzji są upubliczniane. Jak łącznie w sprawach rozliczania dyktatury i późniejszych złodziei jest ponad 1,5 tys oskarżonych, a wyroki zaczynają się od 12 lat, to trochę tego towarzystwa pewnie zaczęło sypać, a sprawy są jawne. Stąd jestem przekonany o sabotażu, bo w PL mechanizmy i ich skutki są praktycznie identyczne.

Takie Jeden Łoś pisze...

Głupoty oczywiście nie brakuje, ale takie sprawy są konsultowane- ktoś doradza, ktoś podejmuje decyzję. Nawet jeżeli decydent jest niekompetentny, obowiązkiem doradzającego urzędnika też jest sensownie prowadzić sprawę, np. prosząc o przekazanie jej premierowi.

To lecmy dalej po tych Mozejkach. Rafal Bauer napisal tak:

Prezes Chalupec nigdy nie ukrywał, że wobec fatalnego startu negocjacji, bez politycznego wsparcia transakcja nie doszła by do skutku. Choć przy okazji wspominał, że wsparcia udzielały WSZYSTKIE POLITYCZNE OPCJE [wyroznienie moje] trudno nie zauważyć, że najważniejsza była ta opcja która ówcześnie dzierżyła stery.

Wyglada wiec na to, ze nasze elity wspolnie podjely suwerenna decyzje, tyle, ze sprzeczna z naszym narodowym interesem. Nie byla to wiec kwestia niekompetencji jednego decydenta, ale calej klasy politycznej. Klasy, ktora w mojej opinii jest reprezentatywna dla naszego spoleczenstwa i ktora w duzym stopniu ma szczere spoleczne poparcie.

Maczeta Ockhama pisze...

@tjł
Co prawda akurat o Możejkach wiemy najwięcej, dzięki Rafałowi i po trosze Gwiazowskiemu, ale uważam, że do tego rozważania nie jest to najlepszy przykład- to, IMO była decyzja, która akurat MOGŁA mieć sens, tak samo jak np. gazoport. Sprawa gazoportu została spieprzona przez rurę i oczywiście skandaliczne zachowanie polskiej dyplomacji, ale z drugiej strony przez Fukushimę i obecną awarię elektrowni atomowej w Korei- co spowodowało bardzo wysokie ceny gazu skroplonego na świecie i i tak ten gazoport jest psu na budę, przynajmniej na razie.
Sprawa Możejek, też pewnie została na jakimś etapie spieprzona- ale chciałem zauważyć, że ewentualna strata dla Polski to tylko trochę forsy, a potencjalne zyski mogły być spore (poprawa sytuacji negocjacyjnej przy zakupie ropy, ewentualne przejęcie terminala eksportowego i możliwości nacisku na Rosję co do ich eksportu morskiego, itp.) ta sprawa nie jest tak jednoznaczna, za to oczywiście obróciła się w katastrofę- ale to mogło być drobne sypanie piasku w tryby już sporo później.

Anonimowy pisze...

> to, co zauważyłeś to oczywiście prawda, tylko
> co z tego?
Niestety, nie ja to zauważyłem. Przeczytałem o tym w jakiejś pracy na temat handlu międzynarodowego.
Co z tego? Po prostu twierdzenie, że słaba waluta ułatwia uzyskanie korzystnego bilansu wymiany zagranicznej to jedno z twierdzeń klasy "troll economics". Rzeczywistość jest taka, że słaba waluta ułatwia życie eksporterom dóbr niskoprzetworzonych jednocześnie utrudniając życie producentom dóbr zaawansowanych. A ponieważ łatwiej uzyskać nadwyżkę eksportową za pomocą dóbr zaawansowanych, to biorąc pod uwagę okres dłuższy niż kilka miesięcy osłabienie waluty z reguły pogarsza bilans wymiany zagranicznej.

> W rozwijającej się gospodarce fachowców
> potrzeba bardziej.
j.w. - przy słabej walucie produkcja dóbr zaawansowanych będzie się raczej "zwijać" - przy braku barier celnych lokalni producenci takich dóbr będą systematycznie przegrywać z zagraniczną konkurencją z krajów o silnych walutach ("na wolnym rynku jest tak, że kto się nie rozwija ten się zwija" - gorszy dostęp do kredytów dla firm i gorszy dostęp do specjalistów sprawia, że postęp technologiczny jest wolniejszy tam gdzie waluta jest słabsza)

> więc mozliwość zakupu ZA GOTÓWKĘ
> przez dobrze zarabiających
No i ta włąśnie możliwość skłoniła mnie (i sporą część programistów, których znam) do wyjazdu do innych krajów UE. Mając wybór - odkładać gotówkę na dom pracując przez 20 lat w Polsce, albo wyjechać do innego kraju UE i odłożyć taką kwotę w nieco ponad 5 lat wybraliśmy to drugie. I to chyba dobry przykłąd "z życia", jak silna waluta ułatwiła zaawansowana produkcję (w krajach w których pracujemy).

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim
OK- rozumiem twoja argumentację, uważam tylko, że mamy problem jajka i kury. Może jednak to w zamożnych i stabilnych krajach są warunki do wytwórczości o dużej wartości dodanej, co powoduje wzrost poziomu życia, w jakimś tam stopniu odwzorowany wartością waluty? A kraj kolonialny stabilny nigdy nie będzie, bo antynarodowe elity zawsze się dadzą przekupić/zastraszyć, aby tą drogę rozwoju w którymś momencie zniszczyć/złamać. Lub oczywiście w razie czego sprawa może być załatwiona zewnętrzną interwencją- niekoniecznie militarną, wystarczy parę zabójstw.
Cóż- ale to nie znaczenia- bo przede wszystkim, aby cały kraj mógł funkcjonować w oparciu o hi-tech (jakkolwiek by to definiować, uważam, że np. zwykłe klepanie kodu już się w tym określeniu nie zawiera), musi oczywiście sporo tego eksportować. A absolutnie życzę powodzenie w próbach sprzedaży np. linii produkcyjnych, czy innych rzeczy o naprawdę dużej wartości dodanej, bez solidnego wsparcia dyplomacji oraz państwowych i prywatnych, ale krajowych, agencji wywiadowczych. Tak to można zarobić co najwyżej 15 lat w afrykańskim wiezieniu. Tego typu struktury da się zbudować, oczywiście, ale trzeba zacząć od sprzedaży przysłowiowych nocników, aby budować struktury eksportowe tak, żeby do pewnego czasu nikogo nie wkurzyć za bardzo.
Silna waluta promuje rozwój hi- tech o tyle jedynie, że powoduje nieopłacalność prostej produkcji i przez to zwalnia siłę roboczą. Nikt nie chce robić w tekstyliach, bo z tego nie wyżyje, bo nie ma takiej pracy, musi zostać programistą. I tyle.

Anonimowy pisze...

>może jednak to w zamożnych i stabilnych krajach
>są warunki do wytwórczości o dużej wartości
>dodanej,
Oczywiście, że są tu sprzężenia zwrotne, więc aby odróżnić skutek od przyczyny po prostu trzeba wziąć dane empiryczne. A empiria jest bezlitosna: to kraje stosujące politykę silnej waluty pouzyskiwały nadwyżki eksportu nad importem, a te stosujące politykę słabej waluty mają nadwyżki importu nad eksportem (Benelux i Skandynawia vs PIIGS bez Irlandii). Z resztą: jesteś w stanie podać przykład gdzie jakiemuś krajowi udało się za pomocą samego osłabiania waluty NIEPOŁĄCZONEGO Z OCHRONĄ RYNKU CŁAMI IMPORTOWYMI uzyskać nadwyżkę eksportu nad importem? Podejrzewam, że nie.

>Silna waluta promuje rozwój hi- tech o tyle
>jedynie, że powoduje nieopłacalność prostej
>produkcji
Chyba już wyjaśniłem: silna waluta daje firmom dostęp to tanich kredytów (o niskim spread'dzie między oprocentowaniem kredytu a inflacją). Dostępność takich kredytów jest kluczowa dla rozwoju hi-tech, bo niestety taka produkcja charakteryzuje się wysoką kapitałochłonnością i długim czasem upływającym pomiędzy zainwestowaniem kapitału a uzyskaniem dochodów z inwestycji. Z tego właśnie powodu, żadne liczące się produkty hi-tech nie powstały w krajach o słabych walutach (chyba, że gałąź potężnie dotowano jak np. rozwój broni w ZSRR) i raczej nie powstaną.

>A absolutnie życzę powodzenie w próbach
>sprzedaży np. linii produkcyjnych, czy innych
>rzeczy o naprawdę dużej wartości dodanej, bez
>solidnego wsparcia dyplomacji oraz państwowych
Tzn. co się niby Twoim zdaniem stanie jak moja prywatna firma będzie chciała sprzedać coś o dużej wartości dodanej prywatnej firmie z innego kraju UE?
Chyba błędnie zakładasz, że w stosunkach pomiędzy prywatnymi firmami mam miejsce do samo co przy handlu firm prywatnych z państwowymi.

Maczeta Ockhama pisze...

"kraje stosujące politykę silnej waluty pouzyskiwały nadwyżki eksportu nad importem, a te stosujące politykę słabej waluty mają nadwyżki importu nad eksportem"
Aaa- to mamy źródło nieporozumienia- po prostu używasz pojęcia „silnej” i „słabej” waluty odwrotnie niż wszyscy (a przynajmniej niż ja, co nigdy nie wzbudzało wątpliwości). Kraje PIGS mają, wskutek wprowadzenia euro silną walutę, a Niemcy ją w ten sposób osłabiły- skutki znamy.
„Z resztą: jesteś w stanie podać przykład gdzie jakiemuś krajowi udało się za pomocą samego osłabiania waluty NIEPOŁĄCZONEGO Z OCHRONĄ RYNKU CŁAMI IMPORTOWYMI uzyskać nadwyżkę eksportu nad importem?” Niemcy, przez wprowadzenie euro.
„Chyba już wyjaśniłem: silna waluta daje firmom dostęp to tanich kredytów (o niskim spread'dzie między oprocentowaniem kredytu a inflacją).” Tylko niestety, w kraju bez silnych wcześniej umiejętności eksportu przemysłu kończy się to jedynie bańą na nieruchomościach i ruiną krajowego przemysłu- epickie rozmiary w obecnej Hiszpanii, wcześniej Argentyna lat 90-tych oraz Polska 90-92 (dwa ostatnie z niewielką banią na nieruchomościach, ale skuteczną destrukcją przemysłu)
„Tzn. co się niby Twoim zdaniem stanie jak moja prywatna firma będzie chciała sprzedać coś o dużej wartości dodanej prywatnej firmie z innego kraju UE?” dopóki to jest drobiazg, niszowy produkt i kraj UE, to jakoś się może udać, choć najprawdopodobniej dopiero jak nie będą mieli podobnego produktu krajowego ani niemieckiego. W większej części Afryki i Am. Środkowej (bo południowej od niedawna już nie), czy bliskiego wschodu po prostu albo nic nie zrobisz, albo jak masz naprawdę dobry produkt i umiesz go sprzedać to wylądujesz w wiezieniu. Serio. .

Anonimowy pisze...

>„Z resztą: jesteś w stanie podać przykład gdzie
> jakiemuś krajowi udało się za pomocą samego
> osłabiania waluty NIEPOŁĄCZONEGO Z OCHRONĄ
> RYNKU CŁAMI IMPORTOWYMI uzyskać nadwyżkę
> eksportu nad importem?”
> Niemcy, przez wprowadzenie euro.
Sorry facet, ale bredzisz jak potłuczony, Niemcy miały potężną nadwyżkę eksportu nad importem na długo przed wprowadzeniem euro:
http://www.adamduda.pl/wp-content/uploads/2012/06/niemiecki-bilans-handlowy.jpg
[ http://www.tradingeconomics.com/germany/balance-of-trade ]
... a PIIGS'y nie były w stanie takowej osiągnąć również na długo przed euro:
http://www.tradingeconomics.com/spain/balance-of-trade
http://www.tradingeconomics.com/portugal/balance-of-trade
(w powyższych zmień datę startową początek lat '90)
... przecież cały czas mówię o tym jak sprawy się miały w czasach gdy część państw UE miała silne a część słabe waluty, a wszystkie były już we wspólnym obszarze celnym. Empiria pokazała bezlitośnie - tam gdzie waluty były silne były nadwyżki eksportu nad importem, tam gdzie były słabe - nadwyżki importu nad eksportem.

Voy pisze...

W większej części Afryki i Am. Środkowej (bo południowej od niedawna już nie), czy bliskiego wschodu po prostu albo nic nie zrobisz, albo jak masz naprawdę dobry produkt i umiesz go sprzedać to wylądujesz w wiezieniu. Serio. .

jakoś nie mam szczególnych oporów przed uwierzeniem w to, ale masz jakieś konkretne przykłady?

Njusacz pisze...

z najnowszych njusów przyszłej wojny

http://news.sky.com/story/1010961/china-airshow-drone-and-fighter-jet-unveiled

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonim
Dwie rzeczy techniczne- podpisuj się jakoś, łatwiej rozmawiać i druga- zdecyduj się co uważasz za określenie „słaba” i „mocna” waluta, albo zamiast tego używaj określeń „niedowartościowana” i „przewartościowana”- wiem, nie znaczy to to samo, ale nie będę się czepiać słówek. Co do europy i tych wykresów- przecież widac wyraźnie, że po wprowadzeniu euro nierównowaga zaczęła gwałtownie rosnąć- a zresztą wcześniej było ECU, które działało podobnie, tylko słabiej. Dane od powiedzmy początku lat 80-tych miałyby większą wartość- twój (czy Dudy) wniosek to uproszczenie do granic błędnych wniosków.
A co do sensowności protekcjonizmu też się zgadzam, więc po wyjaśnieniu sprawy „siły” walut okazuje się, że mamy takie samo zdanie, tylko bijemy pianę- ale uważnie słucham. Tylko uważam, że zarówno marka niemiecka w ramach węża walutowego, jak też ECU i Euro to sztuczne osłabianie niemieckiej waluty i sztuczne wzmacnianie południowych (albo niedowartościowanie i przewartościowanie, odpowiednio)
@ Voy
Mniej wiesz, krócej będziesz przesłuchiwany, więc oficjalnie nic nie wiem i o żadnej takiej historii nie słyszałem, ale np. dziś czytałem w Bloombergu coś takiego http://www.bloomberg.com/news/2012-11-12/mcafee-founder-is-suspect-in-murder-of-american-ex-pat-in-belize.html
Oczywiście, nie ma tam mowy akurat o żadnym handlu, ale należy dopowiedzieć, że rząd Belize właśnie próbuje zrestrukturyzować dług, bo zbankrutował, a bohatera artykułu ktoś wyrolował na prawie 100 mln dolarów przy okazji Lehman Brothers i zapewne sekurytyzacji nieruchomości.

Voy pisze...

długi Belize wydają mi się nieskorelowane z McAfee, już pół roku temu miał problemy z tamtejszym rządem:
http://edition.channel5belize.com/archives/69892

panika2008 pisze...

Z innej beczki

http://www.zerohedge.com/news/2012-11-13/china-unveils-latest-military-drone

Jak tam tezy o rychłym upadku amerykańskiej technologii wojskowej? ;) ;) ;)

Anonimowy pisze...

> za określenie „słaba” i „mocna”
> waluta, albo zamiast tego używaj
Słaba waluta to taka która szybko traci siłę nabywczą, a silna to taka, która traci ją powoli, długoterminowo zależy to od tempa w jakim dana waluta jest "dodrukowywana". Pokażę na przykładzie PIIGS'ów i okresu od wprowadzenia ECU (czyli 13 marca 1979) do PEG'u z Euro:
lira, peseta i eskudo były walutami słabymi: wartość każdej z nich w stosunku do ECU spadła w tym okresie mniej więcej dwukrotnie:
http://fxtop.com/en/imghisto.php?C1=ESP&C2=EUR&A=1&DD1=13&MM1=03&YYYY1=1979&DD2=01&MM2=01&YYYY2=2001&LARGE=1&LANG=en&CJ=0
http://fxtop.com/en/imghisto.php?C1=ITL&C2=EUR&A=1&DD1=13&MM1=03&YYYY1=1979&DD2=01&MM2=01&YYYY2=2001&LARGE=1&LANG=en&CJ=0
http://fxtop.com/en/imghisto.php?C1=PTE&C2=EUR&A=1&DD1=13&MM1=03&YYYY1=1979&DD2=01&MM2=01&YYYY2=2001&LARGE=1&LANG=en&CJ=0
Skrajnym przypadkiem słabości była drachma - 7-krotny spadek wartości:
http://fxtop.com/en/imghisto.php?C1=GRD&C2=EUR&A=1&DD1=13&MM1=03&YYYY1=1979&DD2=01&MM2=01&YYYY2=2001&LARGE=1&LANG=en&CJ=0
Z PIIGSóW silną walutę miała tylko Irlandia, spadek wartości tylko o 17%:
http://fxtop.com/en/imghisto.php?C1=IEP&C2=EUR&A=1&DD1=13&MM1=03&YYYY1=1979&DD2=01&MM2=01&YYYY2=2001&LARGE=1&LANG=en&CJ=0

A teraz zgadnij który z PIIGSów jako jednyny nie miał problemów najpierw z uzyskaniem nadwyżki eksportu nad importem a potem jej systematycznym powiększaniem? Bingo!
http://www.tradingeconomics.com/ireland/balance-of-trade

> Co do europy i tych wykresów-
> przecież widac wyraźnie, że po
> wprowadzeniu euro nierównowaga
> zaczęła gwałtownie rosnąć-
W niektóry krajach zaczęła a w niektórych nie: Słowacja miała przed wprowadzeniem Euro nadwyżkę importu a od wprowadzenia ma nadwyżki eksportu, Francja na odwrót: nadwyżki eksportu przed wprowadzeniem Euro i nadwyżki importu po.

> a zresztą wcześniej było ECU, które
> działało podobnie,
ECU w najmniejszym stopniu nie działało podobnie, co pokazują wykresy wartości walut PIIGSów do ECU z począktu tego komenatrza.

Maczeta Ockhama pisze...

@ voy
Ja tego nie wiem, ale wiem, że w krajach w okolicach bankructwa (a już dłuższy czas temu Belize w takim stanie było) dzieją się tego typu cuda. Rzuciłem to, bo akurat przeczytałem- co do szczegółów i tego co pod spodem- sprawy kompletnie nie znam, jedynie wyglądała znajomo.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonim
OK- więc mówiłeś o szybkości dewaluacji w dłuższym terminie.... Nieporozumienie, nawet mi do głowy nie przyszło, że o to ci chodzi. I tu z róznym wpływem na hi- i low-tech też masz rację, nie ma żadnej różnicy zdań, było niezrozumienie znaczenia. I w końcu mogę odpowiedzieć- nie ma dla przyszłości polskiej gospodarki najmniejszej potrzeby stałej długoterminowej dewaluacji, w zupełności wystarczy skokowa na starcie, garść protekcjonizmu szybkie zmniejszanie biurokracji i barier dla przedsiębiorczości i tępienie miedzynarodowych korporacji.

Voy pisze...

Zresztą nie bardzo widzę powiązanie pomiędzy kłopotami McAfee (z czegoby one nie wynikały), a wsadzaniem do pierdla w krajach trzeciego świata za próby sprzedaży dobrego, konkurencyjnego produktu

Maczeta Ockhama pisze...

@Voy
Być może nie ma żadnego takiego związku. Za to dość wyraźnie w tej sprawie widać "cuda sądowe" której przyczyny w tej konkretnej sprawie nie znam. Ale zapewniam cię, że w walce konkurencyjnej międzynarodowe koncerny, jak też wywiady wspomagające mniejsze narodowe firmy jak najbardziej z takich metod korzystają. I wchodząc im w drogę jak najbardziej ryzykuje się oskarżenie o morderstwo, handel narkkotykami, itp. A żeden polski wywiad ani słuzba konsularna, czy dyplomacja zwyczajnie na takim poziomie nie istnieje.

Anonimowy pisze...

> w zupełności wystarczy skokowa na
> starcie, garść protekcjonizmu szybkie
> zmniejszanie biurokracji i barier dla
> przedsiębiorczości i tępienie
> miedzynarodowych korporacji.
Prezentujesz "troll economics" najgorszego sortu.
Po pierwsze:
Skokowe dewalucje we wspólnym obszarze celnym EU były przerabiane, prawie zawsze już w pierwszym roku po takiej dewaluacji bilans wyminy zagranicznej był gorszy niż przed, najlepiej widać to na przykładzie Grecjii, która dewaluowała drachmę skokowo 2 razy, z początkiem początku 1983 i z początkiem 1990 (http://fxtop.com/en/historical-exchange-rates-graph-zoom.php?C1=GRD&C2=EUR&DD1=13&MM1=03&YYYY1=1979&DD2=01&MM2=01&YYYY2=2001&CJ=0&LARGE=1), efekty:
rok import eksport różnica(mld $):
1982: 15,49 11,00 -4,49
1983: 14,06 9,53 -4,53

1989: 22,64 14,78 -7,86
1990: 28,57 16,94 -11,65
dane z: data.worldbank.org/indicator/NE.IMP.GNFS.CD i http://data.worldbank.org/indicator/NE.EXP.GNFS.CD

Po drugie:
Póki Polska jest w UE, to obowiązują ją unijne umowy o swobodzie przepływu kapitału i wspólnym obszarze celnym, więc środki w postaci protekcjonizmu i tępienia miedzynarodowych korporacji w zasadzie są dostępne

Po trzecie:
Zmniejszanie biurokracji i barier dla przedsiębiorczości to postulaty tej samej klasy, co postulaty w rodzaju "bądźmy uczciwi", "pomagajmy sobie nawzajem", "kochajmy się", z których tak naprawdę nic nie wynika.

To co głosiz to "troll economics" dezinformująca tylko statystycznego czytelnika.

Maczeta Ockhama pisze...

@Anonim
Co do dewaluacji- zapewne w grę wchodziły tam też inne czynniki- zresztą akurat grecka gospodarka jest specyficzna, bo spora część eksportu to usługi turystyczne, zwyczajowo tam nie rejestrowane. Więc- co do Grecji, moim zdaniem, nie wiemy. Więcej nam powiedzą kraje o mniejszym procencie turystyki (czyli chyba największym źródle nierejestrowanych wpływów). Wymyślasz problemy, których nie ma. System podatkowy i administracyjny zawsze można skonstruować bez formalnej dyskryminacji, za to skutecznie budując opinię kraju nieprzyjaznego wielkim inwestorom, zwłaszcza kapitałowym. Sporo do powiedzenia ma tu nawet praktyka urzędów skarbowych. Wystarczy aktualną obrócić o 180 stopni,
Można też zwyczajnie skopiować np. argentyński system podatkowy- ogólnie podobny do polskiego, tylko dla drobnej działalności podatki są znikome, a biurokracja nieistniejąca, a dla największych koncernów efektywna stopa graniczy z wywłaszczeniem. Efekt- zarabia klasa średnia, wielkie koncerny płaczą i płacą.

Anna Tycner pisze...

Można dewagować na temat tego czy Chiny stosują dumping, to jest oczywiste. Mniej mówi się tego z kolei że Chiny mają w garści sporą część długu zagranicznego, chociażby Stanów Zjednoczonych. A skoro mają haczyk na Amerykanów, to czytaj na całą gospodarkę międzynarodową, gdyż tak mocno Chińczycy trzymają na krótkiej smyczy Amerykę, która większej szkody nie wyrządzi rządowi w Pekinie. Taka cena złota, prognozy powrotu do jej parytetu są płonnymi nadziejami.

Anonimowy pisze...

> Wymyślasz problemy, których nie ma.
Problem polegający na tym, że dewaluacja waluty przy braku ceł prowadzi do pogorszenia bilansu handlu zagranicznego jak najbardzeiej istnieje - i normalna ekonomia wyjaśnia dlaczego i pokazuje empiryczne potwierdzenia tego zjawiska. To, że uważsza inaczej wynika z wyłącznie z tego, że czerpiesz wiedzę ekonomiczną wyłącznie YouTube'a i podobnie wiarygodnych źródeł internetowych, gdzie prezentowana jest "troll economics".

> Sporo do powiedzenia ma tu nawet
> praktyka urzędów skarbowych.
> Wystarczy aktualną obrócić o 180
> stopni,
Znów "troll ekonomics". Urzędnicy skarbowi wolą ścigać małe firmy niż duże korporacje, bo korporacje mają departamenty księgowości znające przepisy, ich zmiany i ich interpretacje dużo lepiej niż urzędnik. Do tego mają zastępy prawników by się w razie czego bronić przed sądem. Małe szanse znalezina błędu i doprowadzenia do zapłacenia kary przy równoczesnej konieczności przejrzenia dużej ilości dokumentów w korporacji sprawiają, że urzędnik woli skontrolować małego przedsiębiorcę, który łatwo mógł przeoczyć jakiś przepis, jego zmianę lub nie znać którejś z interpretacji przepisu.


> Można też zwyczajnie skopiować np.
> argentyński system podatkowy- ogólnie
> podobny do polskiego, tylko dla
> drobnej działalności podatki są
> znikome, a biurokracja nieistniejąca,
> a dla największych koncernów
> efektywna stopa graniczy z
> wywłaszczeniem.
Troll economics ponownie. Lista podatków, które mogą mieć "nieliniowe" stawki jest także ograniczona umowami unijnymi i w zasadzie ogranicza się do VATu i podatków dochodowych. Gdy ceł brak, korporacja może wytwarzać produkty pod granicą i sprzedawać spółce córce w Polsce, która z kolei będzie sprzedawać je po tych samych cenach po jakich kupiła z centrali - wtedy brak zysku u spółki córki, VAT od zakupu równy VATowi od sprzedaży w efekcie oba podaki zerowe.

Cała idea wspólnego obszaru celnego opiera się na tym, aby zablokować możliwości stosowania protekcjonizmu przez poszczególnych członków.

Na koniec zauważę, że twierdzenie jakoby Argentyna jakoś lepiej radziła sobie od Polski jest mocno dyskusyjne patrząc na PKB per capica obydwu krajów, zarówno nominalne:
http://www.google.com/publicdata/explore?ds=d5bncppjof8f9_&ctype=l&strail=false&bcs=d&nselm=h&met_y=ny_gdp_pcap_cd&scale_y=lin&ind_y=false&rdim=region&idim=country:ARG:POL&ifdim=region&tstart=500943600000&tend=1321398000000&ind=false
... jak i liczone w/g siły nabywczej:
http://www.google.com/publicdata/explore?ds=d5bncppjof8f9_&ctype=l&strail=false&bcs=d&nselm=h&met_y=ny_gdp_pcap_pp_cd&scale_y=lin&ind_y=false&rdim=region&idim=country:ARG:POL&ifdim=region&tstart=500943600000&tend=1321398000000&ind=false

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonim
ok- to prosto i zgodnie z normami unijnymi- polska karta podatkowa dla wszystkich małych przedsiębiorców podatek do dwóch pracowników w wysokości 300 zł miesięcznie- bez żadnych deklaracji, niczego. Dodatkowa składka ZUS powyżej 300 pracowników, większe ściganie "mechanizmów podatkowych" niż kioskarzy. To są rzeczy, które właśnie są w Argentynie i kompletnie zgodne prawem unijnym, dolozyc mozna limit ez vatu do 1 mln euro i jakby zupelnie inna sprawa. owszem, protekcjonizm celny uwazam w polskich warunkach za wskazany, ale nawet bez tego sie da.