Julian Assagne i azyl w Ekwadorze, czyli zmierzch imperium


Sprawa autora WikiLeaks, tak jak obecnie sytuacja wygląda ma ciekawe implikacje globalne. W Londynie odbywa się szopka pt. ekstradycja i azyl, ale przyjrzeć się aktorom tego spektaklu jest znacznie zabawniej.
Otóż- Assagne, mniej lub bardziej ma przez swoją wiedzę, kontakty i organizację sporo informacji przydatnych dla wywiadów. Oczywiście- zasadniczo są one publikowane na stronie WikiLeaks, ale zapewne nie muszą być, a zresztą wiedza o tym co dopiero będzie opublikowane i kiedy, czy znajomość materiału przed publikacją jest sama w sobie przydatna i może być dość cenna dla potrafiących to wykorzystać wywiadów.
I teraz spójrzmy na tenże maleńki Ekwador, który odważnie się postawił światowym mocarstwom. Prezydenr Correa także jest z opcji „narodowej”, co jak wspominałem realnie w Am. Poł. oznacza antyamerykanizm w polityce zagranicznej, antykorporacjonizm w wewnętrznej i maksymalnie uniezależnianie się od światowej banksterki (takie rządy w krajach latynoamerykańskich są określane jako „lewicowe”, w Europie jako „skrajna prawica”- np. Orban, chyba, że tak jak grecka Syriza też jako „skrajna lewica”- co przy okazji pokazuje idealny bezsens kierowania się takimi etykietkami) Kraje, które realizują mniej-więcej taką politykę dość mocno współpracują ze sobą- choć oczywiście pewne różnice w polityce wewnętrznej istnieją. Część tego sojuszu jest sformalizowana jako ALBA(Sojusz Boliwiarański dla Naszej Ameryki), Pozostała część to dotychczasowi członkowie Mercosur (Argentyna, Brazylia, Urugwaj i Paragwaj- choć ten ostatni od zamachu stanu 2 miesiące temu już nie). Czyli faktycznie jakąkolwiek pro-USA i pro-banksterką politykę prowadzą już tylko dwa kraje w regionie- Chile i Kolumbia (no i Paragwaj, ale raczej chwilowo, zwłaszcza jak wyszło na jaw, że w ciągu pierwszych kilku godzin od zmiany władzy rozpoczęły się rozmowy na temat bazy USA w Paragwaju). W Chile sytuacja się też zmienia- ale od strony ulicy- od jakiś dwóch miesięcy trwają tam regularne demonstracje i zamieszki studenckie, dość brutalnie rozpędzane przez policję.
Ale wracając do rzeczy- to są wszystko demokratyczne rządy, wybrane w normalnych wyborach- choć skądinąd chyba większość zaliczyła przynajmniej jedną próbę zamachu stanu, prawie wszyscy prezydenci chorowali na raka w trakcie sprawowania urzędu (ale na szczęście tępe ciołki z CIA, czy skąd-tam, nie mają zielonego pojęcia o poziomie medycyny na Kubie, czy w Argentynie- więc wszyscy żyją i mają się dobrze)
Co prawda- prawie wszystkie te kraje, czy ich prezydenci mają bardzo złą prasę „w kręgach opiniotwórczych”, ale na szczęście znalazł się mały, sympatyczny Ekwador, na świecie znany głównie z nalepek na bananach. Więc dało się to od strony propagandowej całkiem dobrze załatwić. Pogróżki Wielkiej Brytanii o wtargnięciu na teren ambasady mocno im zaszkodziły i znów wyszli na aroganckich imperialistycznych dupków, którzy chcą agresją na ambasadę małego, biednego państewka załatwiać interesy USA.
Ale- sprawa ma raczej drugie dno. Od pewnego czasu podkreślam, że argentyński rząd jest zadziwiająco dobrze zorientowany w szczegółach bieżącej polityki zarówno wielkich banków, jak też USA i UK, podczas kiedy te ostatnie mają spore problemy z realizowaniem dotychczasowej polityki tutaj.
Więc- przyznam, że wygląda mi to na bardzo dobrze zaplanowaną akcję- bo choć zarówno obecnemu rządowi Ekwadoru, jak też pozostałym członkom tej latynoskiej grupy jest z Asagnem bardzo po drodze, to pewnie jakąś pomocą on też się odwdzięczy, czy już odwdzięczył.
To ma dwie konsekwencje- po pierwsze najsłynniejsza, a być może też jedna z najlepszych grup hakerskich na świecie będzie mniej lub bardziej realizować interesy „sojuszu boliwiarańskiego”- czyli wpływy USA w Amerykach będą jeszcze bardziej osłabiane.
I po drugie- a może nawet ważniejsze- że ktokolwiek solidnie zaszkodzi rządowi USA, będzie mile widziany w sympatycznej i przyjemnej Ameryce Południowej (bo poprzednio musiał zwiewać do szarej i ponurej Moskwy...)
Z takimi konsekwencjami- ciężka wściekłość Anglosasów jest oczywiście zrozumiała. Imperium im trzeszczy w szwach i się sypie i nie mogą dopaść nawet pojedynczego człowieka, który im gra na nosie.
Oczywiście zobaczymy co będzie dalej. Typuję, że Julian Assagne wkrótce zapadnie na raka, niestety, ale jeśli w tym czasie już będzie w Ameryce (ale tej lepszej)- to oczywiście będzie miał duże prawdopodobieństwo wyleczenia.

43 komentarze:

korzystne zakupy pisze...

ale USA wiąż ma potężną armię, demontaż anglosaskiego imperium może być trudny

Maczeta Ockhama pisze...

Samo się demontuje. Na razie buntują się i odrywają dotychczas bezwzglednie eksploatowe peryferia. Nikt o zdrowych zmysłach nie ma zamiaru atakować USA, a jedynie przetrwać do momentu, kiedy się samo zawali. A elity USA są tak głupie, że nie potrafią nawet przeprowadzić kontrolowanego rozpadu- takiego jak radziecki, tylko uparcie robią to samo, choć już od pewnego czasu nie działa.

HansKlos pisze...

W kwestii upadku, to polecałbym przeczytać http://exignorant.wordpress.com/2011/07/09/zalamanie-systemow-sieciowych/

Anonimowy pisze...

USA samo się demontuje
"Do strefy Euro można by wciągnąć Stany Zjednoczone, bo tam też nie brakuje wariatów w Kongresie, głównie wariatów demokratycznych, którzy niedawno uznali, że – uwaga! -pizza jest warzywem"
http://waldemar-rajca.blog.onet.pl/Demokracja,2,ID489753926,n

korzystne zakupy pisze...

jak sobie wyobrażasz kontrolowany rozpad USA?

pokojowy demontaż na Kalifornię, Texas i północny wschód?

Maczeta Ockhama pisze...

Nie wyobrażam sobie, bo uważam, patrząc na bezdenną głupotę amerykańskich elit, że to już zwyczajnie niemozliwe. Gdybym sobie wyobrażał- należało by spojrzeć jak poszczególne regiony starja się odcinać od Waszyngtonu. "Naturalny" podział to na oba wybrzeża i midwest, ewentualnie Teksas oddzielnie.

Anonimowy pisze...

Dopóki sa lotniskowce i eskadry samolotów stealth to ameryka poludniowa ma tyle do gadania, co moj kot.

Anonimowy pisze...

Ostatnio Kolumbia zalegalizowała uprawę narkotyków oraz zorganizowała debatę pomiędzy państwami Ameryki Płd. nad legalizacją handlu narkotykami. Te kraje mają już dość wybijania się w imię interesów USA, tak samo jak Afryka

panika2008 pisze...

Fascynujące, legalizacja handlu narkotykami jako narzędzie walki z USA.

Co będzie kolejnym krokiem tej morderczej wojny z iwil empajer? Zwolnienie z podatków sprzedaży gier planszowych?

Kahzad pisze...

http://niebezpiecznik.pl/post/wikileaks-julian-assange-ma-byc-aresztowany-za-wszelka-cene-zdjecie/

Ciekawy fail policji brytyjskiej. Chyba tak łatwo się nie dogadają.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Panika
Nie masz racji- "wojna z narkotykami" to był własnie sposób kontroli am. łac.- mozliwość instalowania agentury w policji i wojsku, utrzymywania eksterytorialnych baz, itp., nie mówiąc o samym oczywiscie rozporacowywaniu gangów narkotykowych i umieszczaniu tam agentury. Więc jakiekolwiek działania legalizujące narkotyki to bezpośrednie uderzenie w USA. Ale to nie Kolumbia- tam akurat nadal rządzi banksterka. Uprawę marihuany np. znacjonalizował Urugwaj i obywatele będą mogli niedługo legalnie kupować w sklepach. W Argentynie używanie i posiadanie wszystkich narkotyków jest legalne, itd.
@ Anonimowy od kota
Wiesz, to różnie bywa, ja widziałem koty, które potrawią rządzić całym domem i decydować jacy goście sa niemile widziani.

JKM pisze...

@panika2008 Nigdzie nie napisałem, że jest to narzędzie walki z USA. Biorąc pod uwagę potęgę USA to jest to raczej działanie symboliczne, które może być początkiem zmian. Ameryka Płd. ma duże zasoby surowców jednak nie ma infrastruktury, dlatego USA postanowiły wzbogacać się na handlu narkotykami.

futrzak pisze...

@Anonimowy:

Coz, sama armia to nie wszystko - trzeba jeszcze miec kase na jej utrzymanie, na papu dla zolnierzy, etc.

Gdyby sam fakt posiadania ogromnej armii mial az takie znaczenie, to ZSRR nie rozpadlby sie w tak spektakularny sposob.

Maczeta Ockhama pisze...

@ JKM
Ale jest.
Am. Poł jest olbrzymia i w sporej części słabo zaludniona- więc gdzie infrastruktura jest, tam jest, przeważnie o dwie klasy lepsza niż w PL, a gdzie nie ma, tam firmy górnicze ją same musza zbudować i to robią od dawna- tylko co z tym mają wspólnego USA? Przecież tam już praktycznie nie ma technologii ani umiejętnosci eksportu nawet tego co jest.
A beton wylać równo to potrafią w kazdym kraju, czy zbudować drogę co się po paru latach nie rozpadnie.
Zresztą na jakimś blogu dopiero przeczytałem, że w Argentynie w zeszłym miesiącu otwarto kawałek- 320 km autostrady- bo to nawet nie jest wiadomość do masowych mediów- ot, potrzeba to się buduje i nie ma z tym większych problemów, choć oczywwiście potrzeby sa spore i to zajmuje czas.

panika2008 pisze...

@futrzak, "trzeba jeszcze miec kase na jej utrzymanie, na papu dla zolnierzy, etc.", się oczywiście zgadza, a teraz zob. np.:

http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_military_expenditures

Jak na razie chyba mają kasiorkę na soldatów :) A jak republikany dojdą do władzy to przycisną lemingi jeszcze bardziej, socjał obetną, i będzie można jeszcze więcej kapuchy władować w koszary - zakład? Zakład że jak Romnej wygra to realny budżet na armię wzrośnie min. o 20% i będzie jakaś co najmniej jedna nowa wojenka?

panika2008 pisze...

@maczeta, "beton wylać równo to potrafią w kazdym kraju, czy zbudować drogę co się po paru latach nie rozpadnie", bym polemizował, hahahaha.

futrzak pisze...

@Panika:
wiedzy o stanie swiata z wikipedii anglojezycznej nie czerpalabym.

Budzet na armie moga sobie uchwalac, ale jest to finansowane dlugiem. O ile papiereczki (tudziez zmiane zer na koncie) moga sobie dowolnie produkowac, o tyle niestety ropy potrzebnej do funkcjonowania tejze armii juz nie. Podobnie jak innych surowcow. A tak sie sklada, ze coraz wiecej panstw-eksporterow nie chce juz dularkow za swoj produkt a jakies konkretne rzeczy...

Oczywiscie, jest mozliwy scenariusz "zamieniamy USA w dyktature z obozami dla nieposlusznych" - ale wtedy bez wojny domowej raczej sie nie obejdzie. a to dodakowe koszty.

Bardziej prawdopodobny jest scenariusz ZSRR - zauwaz zreszta, ze po rozpadzie stare elity doskonale urzadzily sie w nowym ukladzie. W USA moze byc podobnie.

Anonimowy pisze...

Tia, "mały, sympatyczny Ekwador", w ogóle cała Ameryka Południowa to miłe i fajne kraje. Akurat do Ekwadoru jeżdzę dość często od ponad dwudziestu lat, więc realia znam dość dobrze. W tym "małym, sympatycznym" kraju wprowadzono parę lat temu penalizację porwań na poziomie zabójstwa, ze względu na eskalacje tych przestępstw.

Od poczatku rządów Correi poziom bezpieczeństwa w Ekwadorze drastycznie spadł. Większość moich znajomych w ostatnim czasie została okradziona. Tu nie myślcie, że chodzi jak u nas o przyjemne włamania pod nieobecność właścicieli. Wszystkie (!) zajścia były wykonane przez uzbrojonych bandytów. Znajomego moich przyjaciół po prostu rozpruto. Policja bezradna. Tak to wygląda od strony bezpieczeństwa osobistego.

Jeśli chodzi o biznes, nie ma żadnej stabilizacji. Populistyczne rządy regularnie podnoszą wynagrodzenie minimalne, co przy etosie pracy Latynosów, po prostu zabija biznes. Kraj ten po prostu stacza się. Do powyższego dodać należy gigantyczną korupcję, absolutną indolencję administracji etc.

W lecie np regularnie zdarzają się black-outy w stolicy. Nie z powodu słabej sieci energetycznej, ale braku wody w kluczowych hydroelektrowniach. Zbudowane jako rezerwa elektrownie na ropę (Ekwador ma sporo tego surowca) średnio dzialają, bo nikt o nie nie dba, nie remontuje, nie modernizuje.

Jedyne, co elity polityczne robią dobrze, jest włażenie w tyłek Chińczykom, którzy powoli i za groszę wykupują kluczowe złoża i elementy infrastruktury, w zamian zalewając lokalny rynek chłamem produkowanym w ShenZhen.

Prywatny kapitał w dość zdecydowany sposób ucieka z tego kraju, nie mówię o przeklinanych przez Was korporacjach, ale o co bardziej majętnych obywatelach tego kraju. Oczywiście lewactwo zaraz zarzuci, że ci ludzie ograbili biedaków, więc powinnni oddać swoje fortuny i przeprosić. Tyle, że ja nie mówię o fortunach. U nas ci ludzie plasowaliby się na poziomie średniej. Wszystkie dzieci znajomego ( a ma ich kilkoro), wyjechały na studia za granicę i w żadnym wypadku nie zamierzają (poza wakacjami) wracać do Ekwadoru, mimo że tam się urodzili i wychowali. Chyba o czymś to świadczy? Łapią jakąkolwiek pracę w tej ohydnej UE, przeklętych USA itp.

Likwidacja baz wojskowych USA spowoduje, że ten kraj będzie praktycznie bezbronny. Przyduszony budżet nie bardzo ma szmal na armię, więc ta jest w stanie rozkładu. A spójrzcie na mapę Ekwadoru, około 30% powierzchni (Amazonia - tam są główne złoża ropy) to teren sporny z Peru, z którym ostatni raz mieli wojnę w późnych latach '90, jeżeli dobrze pamiętam.

A najgorsze w tym wszystkim jest, że powinien to być kraj mlekiem i miodem płynący. Mają ropę, gaz, złoto, klimat pozwalający na trzykrotne zbiory w roku, banany, Galapagos (jeden z większych turystycznych magnesów) i co z tego? Lokalną walutę dawno zastąpili dolarem, bo nie nadążali z produkcją banknotów o większych nominałach. Oczywiście to na pewno wina imperialistycznych USA, w żadnym wypadku półidiotów wybieranych przez półidiotów. Czyli dżentelmanów a la Correa, wybieranych przez Indian, stanowiących większość.

Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za kubeł zimnej wody. Ameryka Płd to piękne miejsce, ale na wakacje. Jak ktoś chce się przenosić, optowałbym za Nową Zelandią, ale to przecież Common Wealth, czyli znienawidzony kadłubek Imperium Brytyjskiego. A to, że mają liberalne przepisy, świetną gospodarkę i cudowny klimat nie ma znaczenia.

Lysander

Anonimowy pisze...

@Maczeta Ockhama:

"Am. Poł jest olbrzymia i w sporej części słabo zaludniona- więc gdzie infrastruktura jest, tam jest, przeważnie o dwie klasy lepsza niż w PL, a gdzie nie ma, tam firmy górnicze ją same musza zbudować i to robią od dawna- tylko co z tym mają wspólnego USA?"

Błagam. Infrastrukture może jest w Argentynie, czy Brazylii, tam nie byłem. W Ekwadorze są cztery głowne drogi asfaltowe, jakaś w miarę sieć przy Quito i Guayaquil i tyle.

W Peru autobus pomiędzy głównymi miastami jedzie 12-14 godzin, a są to często odcinki rzędu 300 km.

Andy to piekielnie trudno dostępne i wysokie góry, Alpy przy nich to betka, więc nie zbudują prędko autostrad z estakadami i tunelami, bo nie mają na to szmalu.

Kolej na zachodzie od Andów, terenach które znam, praktycznie nie istnieje.

Główna droga przy zachodnim wybrzeżu - Pan America Sur - czy jakoś tak, miejscami ma parametry trzeciorzędnej polskiej drogi, a łączy płn z płd kontynentu.

W Quito większość ludzi, których na to stać jeździ terenówkami, ze względu na jakość dróg. Asfalt na głównej drodze, łączącej stolicę z wybrzeżem służy do suszenia ziaren kawy. 350 km planuje się na cały dzień. Wypadki na porządku dziennym.

"Przecież tam już praktycznie nie ma technologii ani umiejętnosci eksportu nawet tego co jest."

Rozumiem, że mowa o USA? Technologii faktycznie nie ma. Stealth, internet, FaceBook, Ipad, biotechnologie, ebay, Amazon, telefony komórkowe, GPS, sonda na Marsie... itd, itp. Oczywiście to wszystko wymyślił socjalistyczny raj - Kuba, tylko amerykańscy imperialiści sobie przywłaszczyli pierwszeństwo.

A może powstały w UE, która wg Planu Dziesięcioletniego KE, miała chyba dwa lata temu być najbardziej konkurencyjną i innowacyjną gospodarką świata?

Ludzie, minimum opanowania i racjonalizmu. Ja też mam dużo do zarzucenia USA, uważam że od 1913 roku (wprowadzenie tylnymi drzwiami FED-u) popełniają tragiczne błędy polityczne i gospodarcze, ale to wciąż jest i jeszcze długo będzie najbardziej twórcze społęczeństwo świata. Sprawdźcie laureatów Nobla w realnej nauce - fizyka, medycyna etc. Sorry. Co wymyśliły Chiny od wynalezienia prochu i papieru? Proszę pięc przykładów przełomowych wynalazków z ostanich lat. A którykolwiek z krajów Ameryki Południowej?

Pozdrawiam,
Lysander

Maczeta Ockhama pisze...

@ lysander
Patrzysz na pozory. Argentyna wygladała jeszcze nie tak dawno tak samo. Teraz dopiero widać pierwsze skutki zmian. Wcześniej to było zadłużanie się, budowa byle czgo na kredyt, itp. Po 2002 rozpoczęło sie spłacanie kredytów- co boli, oczywiscie spadek poziomu zycia i bezpieczeństwa (teraz, po 10 latach jest OK). Ekwador czy Peru, ze znacznie nizszego poziomu zaczęły tę drogę niedawno- więc niby jak ma być?
Ale- w tekscie napisałem o poziomie wiedzy przeciętnego człowieka (a ja co nieco się orientuję, choć ty znacznie bardziej) przeciętny człowiek nazwę tego kraju kojarzy tylko z nalepek na bananach, tak jak Argentynę z wojowniczej postawy wobec UK- więc jest różnica PR.
Co do USA- zauważ, że to co wymieniłeś jest związane z wojskiem lub faktycznie giełdą lub handlem. To są dziedziny, które się tam rozwijają, zgodzę się- choć też coraz gorzej, patrząc choćby na żałośnie nieudany F-35, czy jednak pewną różnicę między Apple a Facebookiem.
Chiny czy Am. Poł. na razie zajmuja sie działalnością odtwórczą- jak Japonia w latach 60-tych. Choć np. Brazylia najwyraźniej przegania Stany nie tylko w technologii biopaliw (bo to oczywiste), ale też np. samolotów supersonicznych (mach 6+).
Argentyna to są technologie związane z surowcami odnawialnymi- plastiki z soi, generatory prądu na trociny, itp. Rzeczy nieznane w USA. OK- to uzbierałem 4, a nie pięc, ale pewnie nastepny też się znajdzie.

Maczeta Ockhama pisze...

Aaa- znalazł się- biopaliwa z alg wykorzystujące do zasilania spaliny z elektrowni (znaczy CO2)

Maczeta Ockhama pisze...

@ lysander
Patrzysz na pozory. Argentyna wygladała jeszcze nie tak dawno tak samo. Teraz dopiero widać pierwsze skutki zmian. Wcześniej to było zadłużanie się, budowa byle czgo na kredyt, itp. Po 2002 rozpoczęło sie spłacanie kredytów- co boli, oczywiscie spadek poziomu zycia i bezpieczeństwa (teraz, po 10 latach jest OK). Ekwador czy Peru, ze znacznie nizszego poziomu zaczęły tę drogę niedawno- więc niby jak ma być?
Ale- w tekscie napisałem o poziomie wiedzy przeciętnego człowieka (a ja co nieco się orientuję, choć ty znacznie bardziej) przeciętny człowiek nazwę tego kraju kojarzy tylko z nalepek na bananach, tak jak Argentynę z wojowniczej postawy wobec UK- więc jest różnica PR.
Co do USA- zauważ, że to co wymieniłeś jest związane z wojskiem lub faktycznie giełdą lub handlem. To są dziedziny, które się tam rozwijają, zgodzę się- choć też coraz gorzej, patrząc choćby na żałośnie nieudany F-35, czy jednak pewną różnicę między Apple a Facebookiem.
Chiny czy Am. Poł. na razie zajmuja sie działalnością odtwórczą- jak Japonia w latach 60-tych. Choć np. Brazylia najwyraźniej przegania Stany nie tylko w technologii biopaliw (bo to oczywiste), ale też np. samolotów supersonicznych (mach 6+).
Argentyna to są technologie związane z surowcami odnawialnymi- plastiki z soi, generatory prądu na trociny, itp. biopaliwa z alg wykorzystujące do zasilania spaliny z elektrowni (znaczy CO2). Rzeczy nieznane w USA- pomimo ich rzekomego nacisku na odchodzenie od ropy ipaliw kopalnych.
Przyznam, że mnie, jako kontrariańsko myslącego prawie zachęciłeś do przeprowadzki do Ekwadoru. Skoro zamożni (czytaj dotychczas mniej lub bardziej powiązani z banksterką) tego kraju nie znosza- to dla drobnego producenta to zapewne zaczyna byc raj. Większe place mninimalne= większa sila nabywcza przeciętnego konsumenta, ucieczka kapitału spekulacyjnego= nizsze koszty inwestycji. TO wyglada nieźle.

panika2008 pisze...

Maczeta, o jakich badaniach samolotów hipersonicznych mówisz? Że niby brazylijski 14X, ciągle na etapie tunelu aerodynamicznego (czyli równie dobrze może w ogóle nie istnieć, nie takie cuda w ZSRR wymyślali, papier dużo zniesie), jest bardziej zaawansowany niż amerykański X51, który co prawda ostatnio się rozbił, *ALE* w 2010 roku leciał 200 sekund z prędkością ponad 5 Ma na działającym w *realnych warunkach* scramjecie?

Co do F35 zgoda, projekt poroniony, ale ze względu na stosunek cena/osiągi, bo osiągi i ogólnie cechy bojowe ma niedoścignione, tyle że kosztował tak dużo, że sami generałowie kręcą nosem, hehe, a oni z oszczędności to znani nie są.

Po co USA mają odchodzić od wykorzystywania technologii przetwarzania ropy naftowej akurat teraz, gdy jej wydobycie wróciło na poziomy historycznych rekordów i znowu rośnie? Zabić kurę znoszącą złote jajka? Jeszcze nie czas. Może za 10 lat. Okazuje się bowiem, że niestety, ten przebrzydły imperialistyczny juesej wymyślił i *wdrożył* ostatnimi laty kilka technologii (szczelinowanie itd) które wybitnie odsuwają w przyszłość peak oil.

Tak, juesej, kraj idiotów, upadające imperium, bez przyszłości itede itepe.

panika2008 pisze...

futrzak, ja rozumiem i podzielam Twoją niechęć do drukarzy pieniądza, ale fakty są jakie są, od tak wielu lat cały świat godzi się na permanentny deficyt handlowy USA finansowany dodrukiem, że nie widzę dlaczego miałoby się to jakoś rychło zmienić, tym bardziej, że zauważ, iż przepaść między siłą militarną i geopolityczną USA a drugim w kolejce znacznie się pogłębiła po upadku bloku sowieckiego, gdy pałeczkę drugiego w maratonie niby przejęły Chiny.

panika2008 pisze...

Poza tym dziwnie jest kręcić nosem na dane o wydatkach na armię... przecież to nie jest tak, że tylko USA drukują pieniądze i nimi różne rzeczy finansują... nie kojarzę żeby w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat jakiekolwiek państwo finansowało wojny twardą walutą, więc nie rozumiem czemu akurat w tym rankinkgu USA ma być jakoś poniżone. Poza tym jeśli przewidujesz, że peak oil wpłynie w najbl. czasie na możliwości wojskowe USA, to też nie sądzę, żeby inne armie uniknęły tego problemu w większym stopniu, niż amerykańska... tak to już bowiem jest chyba na tym świecie, że zanim gruby schudnie, to chudy umrze z głodu.

Anonimowy pisze...

@Maczeta
Patrzysz na pozory. Argentyna wygladała jeszcze nie tak dawno tak samo. Teraz dopiero widać pierwsze skutki zmian. Wcześniej to było zadłużanie się, budowa byle czgo na kredyt, itp. Po 2002 rozpoczęło sie spłacanie kredytów- co boli, oczywiscie spadek poziomu zycia i bezpieczeństwa (teraz, po 10 latach jest OK). Ekwador czy Peru, ze znacznie nizszego poziomu zaczęły tę drogę niedawno- więc niby jak ma być?

Może pozory, ale Ekwador tak wygląda od 20 lat i widzę raczej regres niż progres. Zadłużają się nadal, budują bele co, może nie na kredyt z MFW, ale od Chińczyków, dużej różnicy nie widzę. Zmieniają jednego hegemona na drugiego. Moim zdaniem z deszczu po rynnę. Przez kilka lat handlowałem z Chińczykami i musiałem tam jeździć. Jak ogólnie lubię podróże, to pobyt w Chinach (poza HongKongiem, ale to wziąż inna historia) skracałem jak mogłem. A na Tajwanie lubiłem posiedzieć. Teoretycznie ten sam naród, a kompletnie inna kultura. W Chinach zamordyzm, tam normalnie.

Jak to Ekwador zaczął tę drogę niedawno? Jeżeli dobrze pamietam, Ekwador zdobył (nie odzyskał, bo takiego państwa nigdy nie było) niepodległość w okolicach powstania listopadowego. Chwilę więc mieli. Juntę wojskową zastąpił dupokratyczny rząd w 1979, więc też niemało czasu na rozwój. Jeżeli startują z niższego poziomu, to powinno być łatwiej. Problemem jest rząd i społeczeństwo. Rządy to populizm i rozdawnictwo, a społeczeństwo wyznaje zasadę manana. Nie da się na przykład umówić na konkretną godzinę, nikt nie jest punktualny. Jeżeli można coś zrobić jutro, robi się pojutrze itp, itd. Nie wierzę w szalony rozwój tych krajów. Szczególnie, że co ktoś bardziej zdolny, to spierdziela stamtąd byle dalej. Do tego brak jakiejkolwiek stabilności. Nie wiesz, czy za chwilę nie pojawi się taki Chavez i ukradnie, znaczy znacjnalizuje, twój w pocie czoła wypracowany majątek.

Anonimowy pisze...

Ale- w tekscie napisałem o poziomie wiedzy przeciętnego człowieka (a ja co nieco się orientuję, choć ty znacznie bardziej) przeciętny człowiek nazwę tego kraju kojarzy tylko z nalepek na bananach, tak jak Argentynę z wojowniczej postawy wobec UK- więc jest różnica PR.

PR? To nie PR, ale realia. Ekwador jest zapyziałą, bananową republiką, o której - gdyby nie bananas i Galapagos oraz dymiąca od czasu do czasu Pichincha (wulkan) nad Quito, nikt by nie słyszał. Bo i czemu? Nawet nie ma tam specjalnie co oglądać. Fajne góry, ale Aconcagua gdzie indziej, dżungla jak wszędzie, dzielnica kolonialna piękna, ale zapuszczona i niebezpieczna, poza tym daleko jej np do Arequipy. Tylko Galapagos przyciąga lud turystyczny, ale to nie dla mnie. Przepraszam, są jeszcze niesamowicie piękne kobiety ;-)

Co do USA- zauważ, że to co wymieniłeś jest związane z wojskiem lub faktycznie giełdą lub handlem. To są dziedziny, które się tam rozwijają, zgodzę się- choć też coraz gorzej, patrząc choćby na żałośnie nieudany F-35, czy jednak pewną różnicę między Apple a Facebookiem.

Tak już jest w historii świata, że chyba większa część wynalazków została wygenerowana przez wojny i wojsko. F35 może nieudany, nie wiem, nie znam się, ale ciężko oczekiwać, żeby każdy program zakończył się sukcesem. F35 przynajmniej lata, a nasza słynna korweta Gawron, zakończyła swój los na poziomie zwodowanego kadłuba, przkroczywszy wcześniej parokrotnie budżet.

Wracając do meritum - liczy się potencjał intelektualny, a tu Stany nie mają konkurencji. Sprawdźcie listę najlepszych uniwesytetów.

Natomiast nie wiem, dlaczego giełda jest jakimkolwiek zarzutem. Jest to niesamowicie sprawny i skuteczny sposób na pozyskiwanie kapitału koniecznego do wdrażania tego typu wynalazków i zarabiania na nich. W USA działa to lepiej niż gdziekolwiek indziej. Śmiem twierdzić, że taki Jobs u nas w Europie zostałby niespełnionym wynalazcą z kilkoma projektami komputerów w garażu.

A dlaczego różnica między Apple a FB? Jedno i drugie amerykańskie, jedno i drugie zaczęło od zewnętrznego, prywatnego kapitału (spróbuj go zdobyć poza USA, znam temat z autopsji).

Pozdrowienia,
Lysander

Anonimowy pisze...

Chiny czy Am. Poł. na razie zajmuja sie działalnością odtwórczą- jak Japonia w latach 60-tych. Choć np. Brazylia najwyraźniej przegania Stany nie tylko w technologii biopaliw (bo to oczywiste), ale też np. samolotów supersonicznych (mach 6+).
Argentyna to są technologie związane z surowcami odnawialnymi- plastiki z soi, generatory prądu na trociny, itp. Rzeczy nieznane w USA. OK- to uzbierałem 4, a nie pięc, ale pewnie nastepny też się znajdzie.


;-) Na pewno się znajdzie, statystycznie niemożliwe, żeby reszta świata nie miała 5 wynalazków. Można jedynie dyskutować o stopniu ich przełomowości.

Chiny zajmują się i zajmować będą odtwórstwem, bo mają kompletnie inną kulturę i tradycję. Z tego to wynika. Tam nie ma w ogóle parcia do góry. Rola człowieka w społeczeństwie określona jest w w momencie narodzin. Trochę się to zmienia, pod naszym (białych) wpływem, wyrastają ambicje, ale taka jest tam tradycja. Mówisz o Japonii, oni produkują perfekcyjnie rzeczy wymyślone przez innych. Poza walkmanem by Sony i konsolami do gier nie kojarze za bardzo japońskich wynalazków. Na pewno je mają, ale to raczej usprawnienia, ulepszenia, nie wiem - nowe technologie produkcji prcesorów, ja mówię o takich, które zmieniają świat, nasze codzienne życie.

Generatory prądu na trociny - tak się śmiesznie składa, że energia odnawialna jest mi bliska biznesowo. Otóż generator prądu na trociny to np Elektrownia Bełchatów, tyle że w większej skali. Zgodnie z naszymi debilnymi przepisami tzw współspalanie, czyli ładowanie drewna, trocin, pelletów (czyli tego samego, ale zbitego w kostki) jest traktowane jak produkowanie zielonej energii. Dlatego producenci mebli kupują drewno na Ukrainie, bo nasze idzie z dymem, za pieniądze podatników oczywiście. Taka dygresja... Generatory na trociny nie są żadnym novum, czy spalasz ropę, czy trociny, urządzenie działa tak samo, jeno paliwo ładuje się inne, więc podajnik i piec ma trochę inne parametry. Więc chyba żaden przełomowy wynalazek, ale chwała im, że to robią.

O samolotach się nie wypowiem, bo to temat mi obcy, ale nie bardzo wierzę, żeby Brazylijczycy wyprzedzili USA w technikach wojskowych. Prędzej uwierzę, że Amerykanie dawno mają takie samoloty, ale się nie chwalą, bo po co. Dowiemy się za parę lat, jak opracują nowsze, a tamte zaczną sprzedawać. Podobnie było z zdajsie z niektórymi samolotami typu stealth, o których publiczka dowiedziała się, jak już dawno latały.

Pozdrawiam,
Lysander

Anonimowy pisze...

@panika 2008
futrzak, ja rozumiem i podzielam Twoją niechęć do drukarzy pieniądza, ale fakty są jakie są, od tak wielu lat cały świat godzi się na permanentny deficyt handlowy USA finansowany dodrukiem...

To nie do końca jest prawda. Gdyby po prostu finansowali deficyt dodrukiem, to inflacja przebiłaby im sufit. Inflacje oczywiście mają, 1$ teraz ma się nijak do tego samego banknotu w latach '70, ale wciąż na dość sensownym poziomie.

Problem jest taki, że $ jest jedyną walutą w handlu światowym i główną pozycją w rezerwach walutowych innych krajów. Amerykanie mają permanentny deficyt w ostatnich latach, ale dolar wciąż jest uważany za jedną z najbezpieczniejszych walut, więc jest kupowany i znika z rynku. Dlatego jest to kompletnie inny dodruk, niż gdyby np miłościwie nam panujący, JE Tusek wydrukował biliony PLN. Po prostu wzrosłyby ceny, społeczeństwo zbiedniało, dług w PLN zmalał, a w USD i EUR bylibyśmy winni tyle samo. Amerykanie mają diametralnie inną sytuację, bo są zadłużeni we własnej walucie.

Lysander

Maczeta Ockhama pisze...

@ Panika2008
Świat sie zmienia i to szybko. I zgadza się- to Chiny podkopują USA. Kraje, które chcą to zrobić już sporą część sprzedaży surowców do Chin realizują w juanach- i to jest potężne uderzenie w gospodarkę opartą na druku dolara. Oficjalnie rynki sa cały czas rozliczane w dolarach, nikt nie powtarza błędu Saddama domagając sie rozliczania poza dolarem, tylko rządy zawierają dwustronne umowy- zasadniczo barterowe. Np. Wenezuela po cichu doszła do tego, że za dolary sprzedają najwyżej 1/4- 1/3 ropy. Za to i za inne drobiazgi Chavez jest oczywiście serdecznie znienawidzony przez elity USA i media, ale jak widac moga mu nagwizdać.
I z dolarem to własnie jest główny problem, albo zaleta. Inne kraje musza go kupowac jako walutę rezerwową, bo jest używany do rozliczeń miedzynarodowych. Więc to jest "eksport inflacji" Jesli inni rozpoczną rozliczenia międzywalutowe za pośrednictwem czego innego (bezpośrednich swapów walutowych, barteru, złota, innej waluty rezerwowej) cała ta inflacja wróci do USA i objawi się tam praktycznie z dnia na dzień- tzn. est to bardziej stopniowy proces, ale w uproszczeniu taki.

Maczeta Ockhama pisze...

"Generatory prądu na trociny"
Własnie to, a nie dosypywanie do kotłów elektrowni. Nieduże, czyli 200-500 kw. Takich nikt nie robi.
"Natomiast nie wiem, dlaczego giełda jest jakimkolwiek zarzutem."
Otóż- jest. Obecnie to jest znacznie bardziej kasyno, niż cokolwiek mającego związek z pozyskiwaniem kapitału produkcyjnego- co było widać w czasie bańki internetowej, ale też niedawno czytałem biografię Jobsa- nawet w wypadku Appla i innych jego firm, pieniądze z prawdziwej produkcji to były zawsze drobne w porównaniu do kasy z giełdy- nawet teraz, kiedy ta firma dobrze zarabia, w końcu jej wycena jest absurdalna. Giełda może i jest dobrym narzędziem, ale na pewno nie w warunkach, jakie mamy dziś.
A FB to względnie dobre narzędzie do komunikacji- ale przecież zarówno od strony biznesowych fundamentów, jak też realnej wartości bardziej do tego wszystkiego pasuje okreslenie "przekręt".
Co do zamiany hegemonów- coż, Chiny są, póki co, zdecydowanie mniej pazerne niz USA.

panika2008 pisze...

Nikt nikogo do zabawy na giełdzie nie zmusza. Ja np. w życiu nie kupiłem żadnej akcji, kontraktu etc - i jakoś żyję :D

Chiny mówisz mniej pazerny hegemon... akurat teraz tak być może, ale jednak długofalowo hegemonia anglosaska zdaje mi się bardziej sensowna - skoro już mamy wybierać z dwojga złych. W USA i u ich wasali nigdy nie było rewolucji kulturalnej, czystek z milionami zabitych, długich lat głodu itd.

Maczeta Ockhama pisze...

Panika 2008
"W USA i u ich wasali nigdy nie było rewolucji kulturalnej, czystek z milionami zabitych, długich lat głodu itd."
No to pojechałeś. Eksterminacja Indian, tak mozna też nazwać polityke rządu brytyjskiego w czasie wielkiego głodu w Irlandii, podobne sytuacje w Indiach- ostatnia 1942-43, nielegalne wywłaszczenia po wojnie USA z Meksykiem, itp. Prawda- nic się z tego nie nazywało "rewolucja kulturalna". I to tyle. Tematy do łatwego wygooglowania.

panika2008 pisze...

Nie rozumiesz chyba o co mi chodzi. I amerykanie, i rosjanie - i każde szanujące się imperium - masowo zabijało obcych (localsów lub ludy ościenne) by zdobyć przestrzeń życiową - jak świat światem tak było i w to nie wnikam.

Natomiast przypadki, gdy USA zabijało swoich pełnoprawnych obywateli były raczej sporadyczne i ograniczone, w porównaniu z orgią rzezi w Chinach, ZSRR, Kambodży itd. Wszelkie akcje typu nielegalne wywłaszczenia, rabunek złota itd, praktykowane od czasu do czasu w USA, są praktykowane w krajach komunistycznych/postkomunistycznych na 10x większą skalę i/lub 10x częściej.

Robert Mylogi futures trader on FW20 at GPW, Poland pisze...

wklejam tu informacje o Argentynie ( na dole wywiadu )
prosilbym o opinie

http://lewrockwell.com/wile/wile57.1.html

Maczeta Ockhama pisze...

Otóż- to co napisał od strony faktów jest prawdziwe- choć może z tą taniością życia nieco przesadził- owszem dla średnio zamoznych jakość dostępnych prodóktów, zwlaszcza zywnosci jest topowa, więc dla szukających jakości życia- mozna to mieć za bardzo małe pieniądze. Poza tym są ogłonie powiedzmy 30% nizsze niż w Polsce. Co jego opinii o biznesie- co do wielkiego górnictwa- zgadzam się- ale biznes utrudnia głównie nacisk i to nie tyle rządu a społeczeństwa przeciwko zatruwaniu srodowiska- w mierę nieodłącznie związanego z duzym górnictwem. Więc zmiana rządu nic nie zmienie- chyba, że na taki który będzie strzelać do protestujących.
Co do biznesu- spekulacja na giełdzie teraz może nie jest tu dobrym pomysłem (choć zakupy w celu trzymania akcji mniejszych spółek i dywidendy- już raczej tak), ale dla odmiany kazda (no prawie..) produkcja to są po prostu kokosy. Mało jest, a może i nie ma na to lepszego kraju na świecie- więc, sorry, ale tu Casey bredzi- ale on jest spekulantem, a nie przedsiębiorcą.
Poza tym- ten jego projekt deweloperski- oczywiście dla głupich amerykanów może sobie wołać ceny mniej wiecej 5-krotnie wyższe niz rynkowe- w końcu jest spekulantem :), ale to jest piekne klimatycznie miejsce a poza tym kompletne zadupie, w którym oprócz takiej deweloperki nic się nie da zrobić- i chyba mu słabo to wszystko idzie.

Robert Mylogi futures trader on FW20 at GPW, Poland pisze...

@ maczeta

dzieki za info.

czyli rozumiem ze jakosciowe wyzywienie jest w naszych normalnych cenach, a takie "budget" to 30 % taniej niz w PL.

jesli mowisz ze ceny tych domow ktore on pokazuje sa 5 razy zawyzone to by oznaczalo ze maly domek mozna kupic za 50 tys usd !!!

???

Maczeta Ockhama pisze...

@ Panika 2008
Czy Hindusi i Irlandczycy byli "obcy" jako część imperium brytyjskiego? Raczej nie, choc oczywiście mozna dyskutować. Może nawet bardziej niz "kułacy" jako część radzieckiego. Ale anlosasi mają na pewno znacznie lepszy PR. I to by było na tyle....

Maczeta Ockhama pisze...

@ Robert
Z żywnością to nie tak- za cenę normalnego w PL masz najwyższą jakość- chyli to za co w PL płacisz 3x więcej niż normalnie. A własnie oszczędzając wyjdzie te 30% mniej.
Podejrzewam, że domek w Salta może być nawet mniej niż 50 tys UD$, ale nie jestem pewien. Za takie pieniądze da się kupić w nieco poniżej sredniej lokalizacjach w aglomeracji Buenos Aires- a tu też jest bańka.

cedric pisze...

Patent dla fuelfarm9 Algi+CO2) jest USA Czy Arg. nie będzie miała ewentualnych kłopotów patentowych?

cedric pisze...

Dołączam link
http://fuelfarm.i8.com/

cedric pisze...

Patent dla fuelfarm9 Algi+CO2) jest USA Czy Arg. nie będzie miała ewentualnych kłopotów patentowych?

Maczeta Ockhama pisze...

@ cedric
Nie będzie miała. Swoja drogą to robi tu kanadyjska firma, ale głownie chodzi o to, że juz zwłaszcza po sprawie Aplle v. Samsung amerykańskie prawo patentowe obnazyło swoją smieszność, a i tak wyroków innych niż argentyńskich sądów tu się nie da wyegzekwować- więc cokolwiek jest lub nie jest opatentowane w USA- tu wszystkim zwisa i powiewa- tak w skrócie.