Dalej polityka, choć przede wszystkim ekonomia, czyli Economic Hit Man


Mam szczerą nadzieję, że spora część czytelników czytała książkę pt. „Confessions of economic hit man”. Nie znam polskiego tytułu i nawet nie wiem czy była wydana w Polsce (jeśli ktoś wie, proszę o komentarz, zapewne się innym czytelnikom przyda)
Opisany był tam, z pozycji insidera, proces podporządkowywania krajów ekonomicznej i finansowej elicie USA. W dużym skrócie wyglądał on tak- najpierw przekonanie rządu danego państwa, że konkretne inwestycje w infrastrukturę są bardzo rozwojowe, a właściwie niezbędne, potem udzielenie pożyczek na budowę tej infrastruktury- oczywiście z wykonawcami z „zaawansowanych technicznie” państw- czytaj- ani jeden dolar nie zostawał w danym kraju. Za to zostawała infrastruktura i długi. Wedle wszelkich obliczeń, korzyści z infrastruktury miały pozwolić spłacać te długi- tak się jednak nigdy nie działo. Ponieważ dostarczone analizy były skręcone. Dany kraj „rozwijający się” popadał w spiralę długów- zupełnie zgodnie z zamiarem, zresztą zarabiały na tym wyłącznie amerykańskie (w tym wypadku) banki. Kiedy już nie dało się wycisnąć więcej- nadchodziła restrukturyzacja (czyli tzw. bankructwo) , z nowymi, wspaniałymi warunkami- rozłożenie długów na dłuższy termin oraz prywatyzacja, czyli faktycznie sprzedaż tejże na kredyt wybudowanej infrastruktury za śmieszne pieniądze „inwestorom” z „państw rozwiniętych”. Czytaj- dokładnie tym samym grupom interesów. Sytuacja jest już piękna- z danego kraju jednocześnie ciągnie się zyski z „inwestycji” oraz dalsze spłaty długu. Ale da się to pociągnąć dalej. Można zrobić cykl od nowa, można też go ulepszyć. Największe ulepszenie polega na „zwalczaniu inflacji”, najlepiej w ten sposób, aby przywiązać walutę danego kraju do silniejszej, a potem podażą pieniądza bankowego wywołać inflację i następnie, po skręceniu podaży pieniądza deflację, wzrost wartości pieniądza (już przywiązanego), wydrenowanie rezerw i ewentualnie defaut (czyli prywatyzację, na czym znów można zarobić).
Bajki? To spójrzmy na Polskę. Lata 71-74, zaciąganie kredytów na budowę infrastruktury i fabryk, które miały te kredyty spłacić. Tak się nie stało. 1982- defaut (akurat w interesie ZSRR, aby PRL się nie wymknął ze strefy). Finansowanie „demokratycznej opozycji” przez USA i jej zwycięstwo w 1989, następnie restrukturyzacja długów i prywatyzacja, w międzyczasie krótki epizod „zwalczania inflacji”. Teraz mamy cykl od nowa- w tej chwili trwa „budowa infrastruktury”. Dla porównania tego samego schematu- Argentyna. Zaciąganie długów (na zbrojenia, chociaż nie wiadomo jakie, skoro armia w wojnie o Malwiny była skandalicznie niedozbrojona) 1977-82, bez bankructwa, 1991 przywiązanie waluty do dolara, czyli „walka z inflacją” oraz „prywatyzacja”. Oczywiście jednym z drobiazgów było to, że Lockheed- Martin wykupił fabrykę samolotów, w której natychmiast zaprzestano produkcji krajowego odrzutowca i zajęto się wyłącznie remontami i nieistotnymi podzespołami (komuś to może przypomina historię zakładów w Mielcu?). Po renacjonalizacji seryjna produkcja odrzutowców wróciła i jest całkiem dochodowa (jakby się ktoś głupio pytał)
Następnie drogi Polski i Argentyny się rozchodzą. W PL cykl zaczął się od nowa, w Arg został przerwany w 2003 roku. Mam wielką nadzieję, wzmocnioną ostatnimi wydarzeniami, że na stałe. Ale- to dla czytelników w Polsce- cena tego jest olbrzymia. Najpierw musiano opracować plan, potem zamieszki zmiotły prezydenta (21 ofiar śmiertelnych) , potem powolna odbudowa i usuwanie agentury ze struktur państwa, a teraz- po prawie 10 latach, wytrzymanie ataku spekulacyjnego, który wyglądał prawie jak wojna. Racjonowanie zakupów podstawowych artykułów żywnościowych (ryż, cukier, olej, yerba mate) , państwowe magazyny paliw wypełnione pod korek, drastyczne ograniczenia w obrotach walutowych, itd. To wszystko jest rzeczywistością ostatnich tygodni tutaj. Ale, moim zdaniem,- ma sens. I każdy naród, który myśli o prawdziwej niepodległości musi znać tą cenę i być gotowym ją zapłacić.
Ale na szczęście zwycięstwo przynosi od razu owoce- choć tak od razu to drobne. Chyba dziś zniesiono ograniczenie zakupu ryżu (obowiązywało do 3 kg na osobę) , a ceny podstawowych (dla biednych) produktów spożywczych wyraźnie spadły. Co do reszty- przyszłość pokaże.
Choć z pewną niecierpliwością oczekuję dalszych losów burmistrza Buenos Aires (Mauricio Macri), który jest tzw. „liderem opozycji”, a tak naprawdę przedstawicielem banksterów typowanym na prezydenta po kryzysie. Tylko wygląda na to, że kryzys jest odwołany... czyli nasz dzielny burmistrz może trafić za kraty (a ma za co...) i pewnie zacznie sypać, albo nie pożyje za długo jako bardzo niewygodny potencjalny świadek... Znów zobaczymy. Tak czy inaczej- dla tych z czytelników, którzy myślą o przeprowadzce- poczekajcie na wiadomości. Jeśli Mauricio Macri będzie przez najbliższy rok żywy i na wolności, Argentyna nadal jest ryzykownym krajem, jeśli nie- warto przyjeżdżać nawet w ciemno.

P.S.
Jak wskazał to jeden z komentatorów książka została wydana po polsku pt."Hitman. Wyznania ekonomisty od brudnej roboty"

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Książka chyba nie została wydana w Polsce, ale kojarzę temat z filmu dokumentalnego o tym samym tytule, wyemitowanego w Poslkiej telewizji na kanale TVP.Info. Link do youtube:
http://www.youtube.com/watch?v=dql2ECD8Lyk

pozdrawiam ze słonecznej Gdyni :)

Anonimowy pisze...

Witam,
artykuł bardzo mi się podoba,
no i znowu sam osobiście krytykujesz interwencjonizm państwowy. Przecież takie akcje o których piszesz są możliwe tylko w odmianach ustroju socjalistycznego obecnie określanym jako interwencjonizm państwowy (albo "społeczna gospodarka rynkowa" hahaha). Twoja wiara w głębokość przemian w Argentynie mnie naprawdę wzrusza. Całkowicie zgadzam się co do porównania Argentyny z Polską, są tylko w innym punkcie czasowym i Argentyna skończy tak samo. Po prostu jedna oligarchia oddała władzę innej oligarchii albo podzieliła sie nią, a ludowi został rzucony ktoś na pożarcie. W dawnych czasach rzucono by go na arenie lwom na pożarcie ku zaspokojeniu gawiedzi. W Polsce było coś podobnego jak procesy różnych UB-ków, gen Jaruzelskiego, Kiszczaka. U nas krzywda się im nie stała, natomiast nie ma znaczenia czy argentyńskiemu burmistrzowi cos sie stanie, to co widzimy dla mnie wygląda na próbę sił nowej oligarchii z zagranicznymi potęgami objawionymi w kraju w postaci agentury. Za jakiś czas oni też się wyrodzą z powodu ustroju zwanego demokracją. Gdyby tak jeszcze zlikwidowali demokrację w Argentynie to coś lepszego mogliby ulepić, ale nadal jest demokracja więc w końcu władza podzieli ludzi na grupy społeczne i będzie je przekupywała co wybory. Czy Argentyna wpisała sobie do konstytucji zakaz tworzenia budżetu z deficytem ? predzej czy później na przekupywanie grup społecznych będą potrzebować więcej niż mają i skończą bankrutując.
Tylko dlaczego nadal popierasz interwencjonizm państwowy generując któryś z kolei wpis zaprzeczający sam sobie ?

hamal

Anonimowy pisze...

Co do upadku dolara - ciekawe czy przypadkiem w Japonii i Chinach nie mamy do czynienia z łamaniem praw człowieka i interwencja USA jest obligatoryjna?
http://waluty.onet.pl/japonia-i-chiny-rozpoczna-w-piatek-bezposrednia-wy,18529,5144543,1,news-detal

Racjonalne Oszczędzanie pisze...

artykuł dobry

ale mnie najbardziej interesuje, jak wobec tych przemian ma się zachowywać zwykły, szary człowiek

Anonimowy pisze...

Po polskiemu wyszło jako:
Hitman. Wyznania ekonomisty od brudnej roboty.

Maczeta Ockhama pisze...

Ależ w Argentynie "likwidowano demokrację" parę razy. Za każym razem okazywało się, że wychodzi z tego połączenie (w różnych proporcjach) Bieruta, Balcerowicza i Jaruzela, podczas kiedy w demokratycznych wyborach przeważnie (choc nie zawsze) wybierano władzę która prowadziła politykę spłaty długów i uniezależniania się, rozliczenia bandytów z rządów wojskowych, itp. Do czego zdecydowanie potrzeba odwagi i umiejętności. I tacy ludzie przeważnie byli to demokratycznie wybierani. Zamachy stanu były tu (jak zresztą w całej Am. Łac. urządzane przez CIA i efektem były rządy zwykłych bandytów. Demokratycznie można też wybrać bardzo dziwnych ludzi, jesli sie uda społeczeństwo wystarczająco zmianipulować nagonka medialną i/lub sztucznym wywołaniem kryzysu.
Tak więc pierdzielisz od rzeczy, jak zwykle. Choć przyznam, że ja też kiedyś byłem korwinistą, ale im więcej sie dowiaduję o świecie, tym bardziej widzę kompletny idiotyzm prawie wszystkiego co proponuje jako polityke państwową. Niektóre pomysły podatkowe mają sens- ale całość- absolutnie żadnego.
To o czym mozemy dyskutować- np. pomysły P.Wiplera, który także byl zajadłym korwinista za młodu, później zobaczył jak naprawdę rządzony jest świat i teraz próbuje dostosować choć część pomysłów JKM do rzeczywistości.
Możesz mi uwierzyć albo nie- ale te pomysły JKM i okolic, które P.Wipler popiera mają sens, pozostałe są skrajnie szkodliwe, a jako kompletny system jest to całkowita bzdura.
Więc- jeśli chcesz dyskutować o czymś- jest to mile widziane. Jeśli masz zamiar wyłacznie cytować, czy nawet własnymi słowami podane wrzucać przemyślenia JKM, to zapewniam cię, że ja je dobrze znam, a i zapewne wiekszość czytelników także, i kazdy zapewne ma już swoje zdanie. Które możemy zmienić w dyskusji, ale nie przez wrzuty dobrze znanych tekstów, bo to nie jest dyskusja, tylko próba propagandy.
Więc- jest to ostatnie ostrzeżenie przed uznaniem cię za trola.

HansKlos pisze...

@maczeta
Ależ w Argentynie "likwidowano demokrację" parę razy. Za każym razem okazywało się, że wychodzi z tego połączenie Bieruta, Balcerowicza i Jaruzela, podczas kiedy w demokratycznych wyborachwybierano władzę która prowadziła politykę spłaty długów i uniezależniania się, rozliczenia bandytów z rządów wojskowych

Po pierwsze, to musi istniec tam grupa ludzi, krórzy chca zmian, a po drugie uczciwe wybory. W Polsce wymiany wymaga system wyborczy i wprowadzenie, tak jak w W.Brytanii i kilku innych krajach, publicznego liczenia głosów i jednomandatowych okręgów.

futrzak pisze...

Ciekawa kwestia, bo to nastepna proba pominiecia dolara jako waluty rezerwowej swiata, a Chiny i Japonia to jedne z najwiekszych gospodarek na swiecie (mierzac PKB). Interwencji jednak nie bedzie, USA po prostu nawet jakby chcialo, to nie ma jak. Trzebaby najpierw wojska wyciagnac z Afganistanu i Iraku a potem przekonac kongres na wygenerowanie nastepnego deficytu.
Beda raczej wywierac naciski droga dyplomatyczna i straszenia. Moim zdaniem mozemy wlasnie obserwowac powolne oddawanie pola przez USA i spadek jego znaczenia jako swiatowego mocarstwa.

Maczeta Ockhama pisze...

@ HansKlos
Uważam, że potrzeba jedynie tego pierwszego. Grupy ludzi, ktorzy chcą zmian, wiedzą jakich i mają wystarczającą wiedzę o polityce, aby umieć je wprowadzić. System wyborczy nie ma znaczenia, bo rząd taki jak "polski" można obalić w 2 tygodnie.

Anonimowy pisze...

Ksiazka zostala wydana w Polsce bo akurat tak sie sklada ze ja posiadam po polsku.

A tu ja znalazlem na chomiku(to darmowa wyszukiwarka do chomika-mozna szukac co sie chce).

http://tiny.pl/hpvqz

Piotr34

futrzak pisze...

Zapytaj swoich rodzicow. W koncu juz jedno bankructwo Polski przezyli, wiec powinni wiedziec...

A konkretnie. Wymiana papierowej waluty na rzeczy, ktore beda zawsze cos warte. Dla tych, co maja konkretny fach w ręku i troche kasy - zakup maszyn i narzędzi. Juz niedlugo sporo biznesow zacznie bankrutowac, wiec ceny powinny byc okazyjne. Po bankructwie i dewaluacji zlotego eksport bedzie bardzo oplacalny.
Reszte kasy wymienic na prawdziwego pieniadza bo po padzie wszystko pojedzie w dol z cenami.
W 2002-3 roku ten kto kupil apartament w Buenos, wyremontowal go a sprzedal rok temu, zarobil kupe szmalu.

A jak sie nie ma nic to coz - zawsze mozna skladowac niepsujace sie produkty zywnosciowe, wódkę, olej opalowy (diesla). Przynajmniej w razie pustek w sklepie jakos sie przezyje...

RO:
a tak swoja droga to ja ci sie bardzo dziwie - prowadzisz bloga pt. racjonalne oszczedzanie od nie wiem jakiego czasu a pytasz sie, co zrobic w takiej sytuacji?