Jak upada imperium

Dla w miarę uważnych obserwatorów widać, że mocarstwowość USA jest u schyłku. Co ciekawe- schemat według którego przebiega upadek jest taki sam, jak zawsze. Naprawdę na świecie nie dzieje się nic nowego. 
Każde imperium zawsze składało się z terytorium bezpośrednio kontrolowanego przez rząd, pewnej ilości struktur politycznych państw klienckich i istotnych wpływów w zasięgu realnych możliwości komunikacyjnych. Poza imperium pozostawały jedynie państwa wystarczająco silne do prowadzenia samodzielnej polityki- co zazwyczaj oznaczało tworzenie sojuszy i szachowanie wpływów imperialnych połączone ze znaczną izolacją własnego terytorium.
Kolejne imperia w przeszłości powstawały i upadały. Utrzymywały w innych krajach swoje wpływy, a ambasador imperium bywał człowiekiem potężniejszym niż lokalne władze.
W fazie upadku- prowincje i państwa klienckie były bezlitośnie drenowane z zasobów, koniecznych dla utrzymania potężnej armii, zmuszonej do coraz częstszych interwencji, zazwyczaj gdzieś na obrzeżach strefy wpływów- tam gdzie lokalni kacykowie, lub gra interesów pretendujących mocarstw wystawiała siłę i możliwości imperium na próbę. Oczywiście wraz z drenowaniem zasobów, samo imperium w swej strefie wpływów, a władze i elita polityczna na własnym terenie są coraz bardziej znienawidzone.
Witanie barbarzyńców jako wyzwolicieli przez wyczerpaną biurokracją i podatkami ludność Zachodniego Cesarstwa- takie samo witanie turków przez mieszkańców Wschodniego Cesarstwa tysiąc lat później, liczne marsze i poparcie dla Gandhiego i reszty w trakcie rozpadania się Imperium Brytyjskiego, czy druzgocąca przegrana PZPR w wyborach w Polsce 1989, Polsce wyczerpanej ekonomiczne wspomaganiem gospodarki i zbrojeń zdychającego Związku Radzieckiego.
Jednym z objawów choroby zdychającego lwa jest też walka z własnymi obywatelami- mniej lub bardziej brutalna. Dziś mamy ruch Occupy Wall Street (and everything else) doskonale wpisujący się w ten schemat- konfrontacji z władzami.
Mamy więc zawsze ten sam przebieg- konflikty na obrzeżach, z którymi potężna (jeszcze) machina militarna sobie jakoś radzi, wewnętrzna protesty, stopniowe uniezależnianie się dalszych i mniej wartościowych państw klienckich i trzymane strachem „bliższe imperium”. Następnym etapem jest implozja. Może pozornie wyglądać jak związana z relatywnie drobną porażką militarną- jak wyczerpanego do cna I w.ś. Imperium brytyjskiego porażka w 3 wojnie z Afganistanem (OK- to z pewnością nie miało większego znaczenia, ale ładnie pasuje do narracji), porażka Związku Radzieckiego w Afganistanie, i jak na razie tylko „brak strategicznego przełomu” Stanów Zjednoczonych w Afganistanie. Zresztą, jak mi się wydaje, ostatnia skuteczna okupacja tego terytorium udała się Aleksandrowi Macedońskiemu, więc i USA nie wróżę sukcesu.
Zwłaszcza, że ostatnie dni przyniosły wiadomości, które są już prawie zwiastunem klęski- Pakistan zabronił tranzytu wojska i materiałów wojskowych przez swoje terytorium, USA odpowiedziały groźbami, Chiny stwierdziły, że „ochrona stabilności władzy w Pakistanie jest ich żywotnym interesem państwowym”, czy coś takiego i zagroziły wojną USA. To już nie są żarty. Teraz USA jest uzaleznione od.... Rosji, nawet dla ewakuacji wojska.
Z bliższego mi obecnie podwórka- czyli państwa, leżącego, zgodnie z doktryną Monroe, w strefie wpływów, ale mającego niewiele ropy, jakąś marynarkę wojenną i solidnych i silnych sojuszników- czyli Argentyny. Otóż tutejszy rząd, jak już pisałem stara się odejść od dolara w handlu, zarówno wewnętrznym, jak też międzynarodowym- co jest dość trudne. Ale- z największymi partnerami handlowymi- czyli Chinami i Brazylii zawarto porozumienia SWAP, na mocy których banki centralne mają trzymać wystarczające rezerwy do handlu bezpośrednio w walutach zainteresowanych krajów, z pominięciem dolara.
Poza tym drobiazg, ale znaczący- rząd Argentyński udzielił azylu politycznego Kurtowi Sonenfeld. Był to oczywiście akt „nieco” wrogi rządowi amerykańskiemu- dla dodania smaczku jeszcze w trakcie wizyty G.W.Busha w Buenos Aires, argentyńskie służby specjalne wywiozły p. Sonenfelda w bliżej nieznane, acz z pewnością odległe miejsce na czas kiedy się tu włóczyły setki agentów SS (znaczy Secret Service) i innych takich z immunitetem dyplomatycznym, a on sam (co wiem od wspólnego znajomego- bezpośrednio go nie miałem okazji poznać) poważnie się obawiał, że zostanie po prostu porwany, a w USA skazany na podstawie zmontowanego oskarżenia o morderstwo.
Więc patrzę- i przyznam, że z przyjemnością kibicuję wszystkim, którzy mogą dołożyć swoją cegiełkę do upadku rządu federalnego USA. Do takich należą ostatnio chyba nawet Szwajcarzy.

A gdyby ktoś sobie chciał poczytać jak amerykańskie elity wysysają własnych mieszkańców- tu jest link do pozwu, który złożył stan Masachusets przeciwko największym bankom. Lista przytoczonych tam nadużyć mnie nie dziwi, ale wierzących w USA jako państwo prawa powinna obudzić.
Upadek USA oznacza stabilność i prosperity w Argentynie- więc też mój własny portfel...


40 komentarzy:

panika2008 pisze...

"Upadek USA oznacza stabilność i prosperity w Argentynie" - LOL.

Tak samo, jak upadek Rzymu oznaczał stabilność i prosperity w aktualnej Francji czy Hiszpanii. Tak, stabilność przyszła, po 100-200 latach totalnej wyrzynki urządzanej przez lokalnych i mniej lokalnych watażków.

Jarema pisze...

Link ze Szwajcarami nie dziala.

Anonimowy pisze...

link pod tekstem "chyba nawet Szwajcarzy" nie działa.

HansKlos pisze...

@panika2008
Tak, stabilność przyszła, po 100-200 latach totalnej wyrzynki urządzanej przez lokalnych i mniej lokalnych watażków
W 410 Wizygoci, a w 455 Wandalowie złupili Rzym, a zdołali to zrobić, bo już byli zorganizowani, a zrobili to bo w imperium żadnej stabilności i prosperity nie było.

Podobna sytuacja jest już w USA - brak tam jest prosperity, a powoli kończy się stabilizacja. Koszt utrzymania armii zarzyna gospodarkę, a peryferia coraz bardziej bronią się przed drenażem uprawianym za pomocą dolara.

@Maczeta
Chiny stwierdziły, że „ochrona stabilności władzy w Pakistanie jest ich żywotnym interesem państwowym”, czy coś takiego i zagroziły wojną USA. To już nie są żarty.

Chiny zagroziły również, że włączą się do wojny w przypadku ataku na Iran, nawet gdyby to miało skutkować III wojną światową.

Sytuacja w tej chwili jest b.napięta a o pokoju lub ewentualnej wojnie zadecyduje postawa Rosji.

panika2008 pisze...

@Hans, "w imperium żadnej stabilności i prosperity nie było", to się raczej nie kłóci z tym, że 100-200 lat po utracie kontroli nad peryferiami, w owych peryferiach nie było żadnej prosperity - wręcz przeciwnie - ciągłe wojny domowe.

"w USA - brak tam jest prosperity", oooch Hans, proszę Cię, zapytaj czy przeciętny Argentyńczyk/Kubańczyk/Polak wolałby się przenieść do USA, czy odwrotnie.

"Chiny zagroziły również, że włączą się do wojny w przypadku ataku na Iran, nawet gdyby to miało skutkować III wojną światową." - Chiny to sobie mogą. Z armią nie dość, że kilkakrotnie słabszą liczebnie (nie liczymy mięsa armatniego, tylko sprzęt - nie widzę jakoś milionów chińczyków na drewnianych łódkach dokonujących inwazji z morza na USA), to jeszcze kilka-kilkanaście lat do tyłu technologicznie (F-22, ślady wzbogaconego uranu w lejach po amerykańskich bombach, lasery taktyczne itd itp - stuff o którym ChiComy na razie marzą).

panika2008 pisze...

Oczywiście nie przeczy to tezie Autora, że imperium w pewnym sensie rzeczywiście chyli się ku upadkowi, ale wektorem zmiany raczej na pewno nie będzie jakikolwiek konflikt zewnętrzny, zaś amerykanie raczej na pewno nie będą masowo emigrować do Meksyku, Polski czy Argentyny.

Anonimowy pisze...

@ Maczeta

warto wspomniec o przynaleznosci Pakistanu do pewnego, ekskluzywnego klubu .

@ Panika

wystarczy aby hegemonia USA skonczyla sie na doktrynie Monroe, ze nie wspomne o pełnej izolacji, a mysle, ze nie minie wiek czasu i "barbarzynca" postawi swa stope na Kapitolu.

nierealne? moze i tak ale nie bedac w stanie utrzymac/narzucic swojego porzadku rozpocznie sie regres.

bez pozycji dolara USA to kolos na glinianych nogach.

pozdro,
leny

kawador pisze...

Ciekawe teorie na temat upadku imperiów:

http://libertarianizm.net/thread-2109.html

HansKlos pisze...

@panika2008
Chiny to sobie mogą.

Nie doceniasz ich i własnie o to chodzi ich generałom.-)

panika2008 pisze...

@hans, Jak można doceniać państwo, które buduje puste miasta i drogi, po których nikt nie jeździ?

@leny, "bez pozycji dolara USA to kolos na glinianych nogach" - a teraz się budzimy i sprawdzamy np. ranking państw względem zasobów węgla i gazu ziemnego czy żyznej ziemi; następnie zastanawiamy się, czy to, że USA jest w tych rankinkach niezmiennie w 1szej 3ce świata, a nie ma tam Chin, ma jakieś znaczenie, czy nie...

spekulancik pisze...

Po III wojnie, jak zniszczone będą miasta, to te puste będą jak znalazł ;)

Ciek pisze...

@Spekulancik
Hahahahaha, genialne :D

Chociaż moze coś w tym jest. Sun - Zi był w końcu Chinczykiem, a nie jankesem.

panika2008 pisze...

Za to Robert Oppenheimer był amerykaninem. Przewaga brutalnej siły nad finezyjną strategią.

spekulancik pisze...

Finezja vs brutalna siła :)
http://www.youtube.com/watch?v=pRgKvV2tosY

Maczeta Ockhama pisze...

@panika2008
1. Amerykanie dość masowo emigrują do Argentyny od kilku lat. Oczywiście w skali USA to niewiele- ale 100-200 tys. imigrantów z USA tutaj to naprawdę nie mało.
2. Chiny od kilku lat bardzo szybko modernizuja swoje siły zbrojne, zaczynając od lotniskowca, przez nowe modele samolotów, a kończąc na czołgach. Ten sprzęt jest nieco w tyle za technologią USA, ale mogą nadrobić to liczbą, albo stratami mozliwymi do zaabsorbowania w wypadku ograniczonego konfliktu.

Link w/s Szwajcarii już działa. Przepraszam za usterki

Anonimowy pisze...

@panika2008
@Hansklos

"Chiny zagroziły również, że włączą się do wojny w przypadku ataku na Iran, nawet gdyby to miało skutkować III wojną światową."

http://www.youtube.com/watch?v=l-3xeP7NFRE

Chyba sami nie wierzycie w te głupoty, które teraz piszecie. To ma być oficjalne stanowisko Chin ? Ktoś z was w ogóle zadał sobie trud zweryfikowania źródła informacji ? Ten "generał" to taki ich kandydat do tańca z gwiazdami, robi show bo lubi jak o nim głośno.

panika2008 pisze...

@Maczeta, skąd dane o 100-200 tys imigrantów z USA?

Chiny modernizują, ale USA też. Na przykład wykładniczy przyrost ilości dronów w armii USA i systemów ich kontroli... witajcie na wojnach XXI wieku ;)

Anonimowy pisze...

@Ockham,

Dobrze piszesz ale pomijasz kilka szczegolow. A jak wiemy diabel tkwi w szczegolach...

USA nie rzadza amerykanie. Obama jest kenijczykiem z flaszywym swiadectwm urodzenia, a w dodatku ten koles nie zna daty swoivh urodzin.
Gdyby przywrocic w usa zasady na jakich ten kraj powstal to dobrobyt bylby w usa, polsce, argentynie i jeszcze gdzies tam gdzie sobie wymyslisz.

Co to jest 200 tys na 300 milionow? Z polski wyjechalo 2 mln z 37 milionowej populacji w zaledwie kilka miesiecy. Kolejne 2 mln juz sie pakuja.

Chiny? Mysz, ktora ryczy na kota. Zapominasz skad oni maja ta technologie. Czy wiesz ze F16 sprzedawane do UAE i panstw arabskich nie moga zaatakowac sil izraelskich?
Tak samo jest z hardware i software w chinskim uzbrojeniu. Blokady i backdoory nie pozwola chinczykom prowadzic wojny z usa. Na dodatek, komu oni sprzedadza swoj szajs jak zaczna wojowac z usa? Do Argentyny...?

Anonimowy pisze...

@ Panika z 7 grudnia 2011 21:24

America's brain drain: 6.3 MILLION U.S. citizens now live and work overseas (no wonder the economy's on its knees)
Number of Americans aged 25-34 living abroad increased from 1% to 5.1% in two years
40% of Americans aged 18-24 express interest in working abroad, up 15% from 2009
State Department: 6.3m Americans now work abroad

Read more: http://www.dailymail.co.uk/news/article-2070893/Brain-drain-reverse-6-3-MILLION-Americans-counting-live-work-overseas.html#ixzz1fy2QE1gL

@ Panika z 7 grudnia 2011 15:07

Kolego USA to bezwatpienia ogromny i ludny kraj (ok 10mln km2 oraz 300mln dusz), to kraj posiadajacy sporo surowcow, rozwinieta baze technologiczna (uzywana badz uspiona), technologiczny know-how, wysoko-towarowe rolnictwo, etc - w skrocie "sie wyzywi"

nie musze sie budzic bo ani nei spalem ani nie bylem w letargu jakowyms piszac, ze bez dolara to kolos na glinianych nogach. czym innym jest byc panem swojego podworka, a czym innym zaprowadzac swoja wizje porzadku na swiecie i w jego okolicy czyli byc Hegemonem. w tej chwili za garsc or more zadrukowanych papierkow powstaje wart xmld lotniskowiec i plynie sobie tam gdzie trzeba zaprowadzic porzadek albo sklada sie x sztuk f22 czy innego latajacego stafu i wysyala sie go tam gdzie trzeba cofnac kogokowliek do epoki kamienia łupanego, etc. wszystko to zapewnia dolar!

co sie tyczy pretendenta - np Chin - zauwaz ze ja nic o nich nie pisalem. znam, niezle zarowno sam kraj jak i ludzi, wiem mniej wiecej na jakim poziomie sie znajduja jakie PROBLEMY stoja przed nimi.

to co napisalem to tylko/badz az tyle, ze jesli USA z jakiegos powodu ogranicza sie tylko do swojego podworka(czy to sensu stricto czy to Monroem wyznaczonego) to Hegemonem zostanie ktos inny bo swiat nie znosi prozni. do tego stopnia nie znosi, ze albo podporzadkujesz sie w pelni albo jak Kartagina zostaniesz zburzony. daje na ten scenariusz 100lat od wejscia w izolacjonizm. poniewaz to dosc odlegly scenariusz to do deadlajnu obaj mozemy zyc w przeswiadczeniu, ze mylila sie druga strona, czego zreszta nam zycze - tj dlugiego i radosnego zycia:)

pozdro, leny

panika2008 pisze...

@leny, dane o emigracji, mimo, że ważne, są dwuznaczne. Nie wiadomo np., ilu amerykanów żyje za granicą z mody (cały ten klimat expatów, fora internetowe, poradniki itd), ilu - bo się dorobili i wolą wybrzeże Hiszpanii niż smród Chicago itd itp. Poza tym, nie sądzę, żeby duża część z tych 6M expatów wylądowała w zadupiach typu PL czy Argentyna, raczej mi się coś zdaje że wybierają miejsca typu Szwajcaria, Norwegia... kraje co najmniej tak bogate i z reguły o wyższym komforcie życia, niż USA... ale to są przecież rodzynki na globusie!

Co do uwag o hegemonii - to się zgadzam :) i nie chciałem żeby mój koment zabrzmiał tak krytykancko (slaps myself in da face). Jednakowoż chciałem tylko zwrócić uwagę, że tak jak oczywiście wszyscy próbują dogonić USA i ich pozycję mocarstwową, tak USA nie śpią... a czy ograniczą się w najbl. czasie do własnego podwórka? Cholera, trudno wyrokować! Nie widzę mocnych argumentów ani za, ani przeciw. Być może peak oil może trochę przetasować, ale przecież i bez ropy istniały globalne (no, prawie globalne) imperia - kiedyś granice były przecież wydeptywane sandałami legionistów ;)

panika2008 pisze...

Ale jak się głębiej zastanowić, to może coś w tym jest - i może jednak Leny i Maczeta macie rację z chęcią emigracji rzesz amerykanów nawet do takiej Argentyny. Zapomniałem jakby o tym, jak duże rozwarstwienie bogactwa panuje w USA (nie to żeby było większe niż w PL, ale jednak spore). Niewątpliwie istnieją rzesze ludzi o dochodach/majątku sporo poniżej średniej, a zarazem horyzontach myślowych trochę szerszych niż typowy J6P, którzy b. chętnie by się wykopsnęli do Ameryki Płd, a jak sobie jeszcze pooglądają w necie foty argentynek, a szczególnie brazylijek, to już w ogóle ich tam mocno ciągnie :) Tymniemniej per saldo USA to ciągle imperium i potęga gospodarcza, a stanowi o tym suma bogactwa, wpływów i władzy, a nie ich równomierne rozdzielenie w społeczeństwie.

Czy w ogóle możliwe jest imperium z dużym wyrównaniem bogactwa i wpływów w społeczeństwie? Zdaje się, że nie bardzo.

Anonimowy pisze...

Paniko Kochany! zachowaj twarz:) bo zbyt kompromisowy sie ostatnimy czasy stajesz.

masz racje piszac, ze emigracja obywateli USA to raptem "jednostkowe przypadki" ( 6mln do ok. 320mln to mniej niz 2%), "ekspercko" zakladam ze saldo migracji nadal jest korzystne dla Hegemona. ciekawym pytaniem byloby przesledzenie statusu majatkowego, wyksztalcenia, ale to moze nie ten poziom sporu/dyskusji.

faktem jest, ze w blogosferze slyszy sie o powrotach badz tez relokacji polskich emigrantow z USA. moze to miec znaczenia dla naszej analizy ze wzgledu na kierowanie sie przez jakas czesc z nich maxyma "tam ojczyzna gdzie dobrze" badz tez nie. przypuszczam ( dawno w Stanach nie bylem), ze jest trudniej niz bylo. wieksza konkurencja, mniej prostych zasobow, itp.

co do Hegemona to ma sie w miare dobrze. nie stoi i nie czeka az mu ktos rekawice rzuci tylko GNA do przodu ( "nieortodosyjne" dzialania FEDu, wojna w zatoce o handel w dolarze, opcje walutowe, etc). w najblizszej dajacej sie przewidziec przyszlosci ( tzn na tydzien do przodu:)) nic mu nie powinno zagrozic. nawet iranska mysl techniczna nie ma wiekszych szans na wytrwanie wiecej niz 3 pacierzy jak cala machina wojskowa wujka sama zdecyduje sie oczyscic przedpole przed...Chinami. co do samego Panstwa Srodka to nie jest to kraj do zycia( ale o tym moze wiecej rozpisze sie u Ciebie pod ekologicznym wpisem) i jeszcze nie jest gotow na konfrontacje inna niz verbalna badz virtualna.

odnosnie "wymarzonego imperium" to faktycznie tudno z historii wskazac takie, w ktorym rownosc, braterstwo i sprawiedliwosc bylaby czyms wiecej niz tylko frazesem. jedno, jeszcze calkiem niedawno, szczycilo sie swoja rownoscia ( w stylu kazdemu g***ówno po rowno) ale rozpadlo sie po wykrozystaniu prostych zasobow, w momencie technologicznej ofensywy Hegemona ( wojny gwiezdne, rezerwa czastkowa!). jednak NIC NIE TRWA WIECZNIE.

pozdro,

ps. co do peak oil to moze jeszcze za wczesnie aby tę teorie uznac ze 100% trafna. niedawno dyskutowalem z pewnymi ludzmi, ktorzy twierdzili, ze to tylko wymysl Hegemona, ktory w ten sposob tlumaczy wzrost ceny cruda i odwraca uwage od prawdziwego pwoodu czyli kreacji pieniadza/wzrostu podazy pieniadza - czyli USD.

Maczeta Ockhama pisze...

@ wszyscy
A nawet ciekawa dyskusja się rozwinęła w czasie mojej nieobecności...
@ Panika 2008
Liczba imigrantów tutaj to tylko mój szacunek, a;e podstawy do niego to- częstotliwość słyszenia języka angielskiego na ulicach, lub hiszpańskiego z amerykańskim akcentem (ewidentnie nie w wydaniu turystów, których łatwo odróżnić) oraz to, że są tu dwa dzienniki po angielsku, z których jeden (chyba większy) ma nakład 20 tys. egzemplarzy w samym BA (dwa najwieksze dzienniki hiszpańskojęzyczne mają po ok. 200-300 tys., łącznie kilka najpopularniejszych to jakieś 600-700 tys.) To by dawało proporcjonalnie 4-5% populacji, a Buenos ma łącznie 13-15 mln mieszkańców. Czyli szacowałem bardzo ostrożnie, zresztą to nie tylko ludzie z USA.

piotr34 pisze...

@Maczeta

Toynbee nazywal te faze "trup w zbroi".Na zewnatrz opancerzony,agresywny i atakujacy wszytsko co sie rusza ale w srodku juz gnije-demografia ciagnie juz tylko imigrantami(w USA Latynosi)a koszty ekonomiczne utrzymania imperium i armii rujnuja cala gospdodarke-wypisz wymaluj USA.
Upadna ale nie tak predko-to jednak ciagle jeszcze oni maja Google,Microsoft,Intel,system GPS a nawet kontrole nad internetem jaka caloscia-to kluczowa w obenych czasach infrastruktura-na tym opiera sie w dzisiejszych czasach logistyka,handel,transport,wojskowosc itp.
Wezmy tylko GPS(od ktorego zalezy dlugodystansowy transport oraz znaczna czesc sprzetu armii)-podobne projekty w Europie czy Chinach nie beda dzialac na wieksza skale jeszcze przez dekade(chinski Beidou ma osiagnac pelna operacyjnosc w 2020,Glonass za 2-3 lata a Galileo w 2018).Podobnie z systemami operacyjnymi-nawet chinskia armia jedzie na przerobionym Uniksie znanym jako Kylin oraz na przeorobionych wersjach XP.Procesory ciagle jeszcze projektuje Intel,IBM oraz AMD-wszystko firmy amerykanskie.Itp,itd.Moim zdaniem panika ma racje-USA sa w XXI wieku a nawet powiem wiecej-kontroluja na skale globalna kluczowa dla naszych czasow infrastrukture podczas gdy Chiny sa jeszcze ciagle w wieku XX-oczywiscie bardzo szybko nadrabiaja ale to jeszcze torche potrwa.Jak do tego dodamy gaz lupkowy(ktorym Amerykanie juz Rosjan z rynkow miedzynarodowych zaczynaja wypierac),ogromne zasoby ziemi rolnej,wody i innych surowcow to do upadku Ameryki jeszcze troche czasu zostalo.Oni niewatpliwie upadna bo maja niezdrowa strukture spoleczno-polityczno-ekonomiczna w ktorej niewielka mniejszosc grabi otwarcie cala reszte spoleczenstwa(a to zaczyna budzic sprzeciw)a do tego zalewaja ich obcy kulturowo imigranci(Latynosi)ale to jeszcze potrawa z dekade lub dwie.Sadze iz najpierw pojda w strone panstwa policyjnego a potem beda mieli rewolucje i sie rozpadna na kilka panstw-sukcesorow o roznycm skladzie etnicznym-jak dla mnie za jakies 2 dekady.

piotr34 pisze...

W temacie upadek imperiow)znalzalem cos nowego(jeszcze sam nie zdazylem przeczytac ale widzialem pozytwyne recenzje).

Gosc nazywa sie Peter Turchin i w swoich analizach zdaje sie wykorzysttywac analize matematyczna i statystyke.

http://tiny.pl/hjqg3

Dwie ksiazki ktore nalzey szukac to

Peter Turchin - War and Peace and War, The Rise and Fall of Empires (2007).pdf-tego jest tam duzo

oraz druga

The Phenomenon of Science A cybernetic approach to human evolution - Turchin V.F.pdf -konto na samym dole strony

Strona na ten temat

http://tiny.pl/hjqth

panika2008 pisze...

@piotr34, nie mają kontroli nad internetem jako całością. Co nie zmienia faktu, że mają kontrolę nad bardzo wieloma sprawami, i w wielu przypadkach są globalbymi liderami - szczególnie w zbrojeniówce - dekadę przed resztą. Jako że nie zmieniło się to zasadniczo gdzieś od 30-40 lat, to uważam, że nie zaczęła się żadna faza upadku USA. To złudzenie optyczne (bo przecież muszą być biedni, żeby mieć jak polaryzować społeczeństwo - dziel i rządź itd).

Anonimowy pisze...

>panika2008
A probowales mieszkac w Norwegii? Polecam.Nie pisalbys tego co napisales.
Bella

futrzak pisze...

panika:
bys sie pozbawil tego zludzenia jakbys sobie pomieszkal w USA przez ostatnie 3 lata.
Zmiany negatywne sa ogromne.
Z perspektywy, jak nie musisz sie martwic o prace, dach nad glowa i papu oczywiscie niewidoczne.
Jasne, PLEBS nie ma nic do powiedzenia, ale tak sie sklada, ze w gospodarce opartej o konsumpcje tenze plebs jak nie ma sily nabywczej to wszystko zdycha.
No i zdycha.
Oczywiscie nie jutro i nie za miesiac (chociaz nie mozna wykluczyc nieprzewidzianych wypadkow), ale idzie w dol.

panika2008 pisze...

@Anonimowy, że co, że Norwegia bogata? No i ... ? Czy wzbogacenie się mojego sąsiada automatycznie powoduje moje bankructwo?

@futrzak, as I said, potrzebni są biedacy - i zdaje się, tutaj: "jak nie musisz sie martwic o prace, dach nad glowa i papu oczywiscie niewidoczne" - się ze mną zgadzasz, prawda? Ponadto zgadzasz się też tutaj: "PLEBS nie ma nic do powiedzenia", a ja bym jeszcze dodał: plebs ma znikomy wpływ na pozycję mocarstwową USA - lub jej brak.

Anonimowy pisze...

Paniko... :)

Głupawy elitaryzm zostanie Tobie skutecznie wybity z głowy przez to, co nastąp... Jedynie kwestia czasu...

Kiedyś pisałeś nieco inne teksty... Czy to a propo nieruchomości czy banków... Zakładam, iż od "tego czasu" poczytałeś :) Ale to nie zmienia w niczym przyszłości :) Jako "techniczny banków" szykuj się na zmianę o 180 stopni... Albo na znacznie mniej przyjemne alternatywy.

Ps Czego Tobie ( i Tobie podobnym - Bogu ducha winnym "technicznym" )nie życzę - ale "gniew ludu" jest nieposkromiony :)

Pzdr - pogromca banków

panika2008 pisze...

pogromco banków, wiesz, takie utyskiwanie proli nie zrodziło się dziś czy wczoraj. Wiadomo, prole zawsze źle życzyli "ponom" i zawsze wieszczyli, że już niedługo, już niedługo, już niedługo...

Prosty przykład, jakże aktualny z racji dzisiejszego dnia - jak to miało być? Już niedługo zamiast liści będą wisieć komuniści? Hahahaha! No tak, no i wiszą, wiszą wymienieni na kartkach przypiętych do tablic w pośredniakach jako członkowie zarządów i rad nadzorczych firm, do których lemingi chciałyby się dostać żeby trochę tam poparobkować.

Suck it in and cope.

futrzak pisze...

panika:
tyle ze z pustego i Salomon nie naleje. Znika klasa srednia, konsumpcja maleje - to gwozdz do trumny gospodarki opartej na uslugach.
Wojny tez trzeba miec za co finansowac, a USA nie ma juz skad pozyczac, bo staja sie niewiarygodni.
Przecietni Amerykanie juz dawno wyemigrowali, ale nie do Polski czy Norwegii albo Szwajcarii - PO CO TAM????
Wysokie koszty zycia a jakosc gowniana.
Ostatnie pokolenie emerytow wynosi sie do Meksyku, Panamy, Kostaryki, Belize...wystarczy tam pojechac i zobaczyc, ile malych biznesow jest nastawionych na nich. Oraz, dlaczego USA rozciagnelo swoja jurysdykcje na ichniejsze banki.
Jak ktos ma staly dochod np. nawet z glupiego social security, to w USA zyje w nedzy. W Belize ma calkiem przyzwoite zycie, oczywiscie bez luksusow i ekscesow. W bonusie swietny klimat, dobre zarcie i komfort nie martwienia sie o to, jak przezyc do pierwszego.

cacy pisze...

Futrzak,
z Meksykiem to niźle Sobie poleciałaś ;)

obczyzna pisze...

Dyskretny urok Meksyku

el chapo guzman historia - Google Search

Anonimowy pisze...

@cacy
A kiedy byles w Meksyku
,ze sie tak zapytam.Oprocz Amerykanow osiedlaja sie tez Kanadyjczycy. Nikt nie ma na mysli Tijuany,ktora do ciekawych miejsc nie nalezy.

Bella

cacy pisze...

Bella,
mexico-drug-wars-headless-bodies.jpg (JPEG Image, 468x286 pixels)

Mexico Drug Wars Spill Across US Border | Fellowship of the Minds

cedric pisze...

http://bankowaokupacja.blogspot.com/2011/12/lekcja-argentynskiego-tanga.html

Anonimowy pisze...

@cacy
Mnie te linki jakos na wyobraznie nie dzialaja.Sam zalinkowales gdzie to sie dzieje. Meksyk to bardzo duzy kraj.I zyje z turystyki.
Bella

futrzak pisze...

cacy:
radze jednak wybrac sie samemu do Meksyku, zamiast czytac prasowe doniesienia na dodatek z najniebezpieczniejszego przygranicznego miasta.

Piotr K. pisze...

http://english.farsnews.com/newstext.php?nn=9007277642

Pamiętaj, że nie tylko w USA rodzą się geniusze.