Zapach marihuany na ulicach


Jest to dość typowy zapach Kalifornii. Generalnie poziom użtkowania tej uzywki jest może nieco niższy niż wódki w Polsce, ale mozna to porównywać. Tak jak widać w Polsce pijanych ludzi na ulicach, tak tutaj czuć zapach palonej marihuany. I tak jak w Polsce wszelkie pomysły na walkę z pijaństwem sa z góry skazane na niepowodzenie i wyśmianie- tak jest tu z marihuaną. Ronalda Reagana “war on drugs” tutaj zwyczajnie się nie przyjęła, a i nie był on specjalnie kochany. Sama się wręcz nasuwa analogia do zadekretowanej przez Gorbaczowa walki z alkoholizmem w Związku Radzieckim.
Cóż- oczywiście federalnych przepisów należy przestrzegać, więc formalnie posiadanie marihuany jest nielegalne, chyba że posiada się “medical licence”. Praktyka za to wyglada tak, że należy po prostu pójść do lekarza, powiedzieć, że czasem bola nas plecy (lub coś podobnego) i wybrac się po stanowe zezwolenie wydawane za naprawdę syboliczną opłatą. Zresztą nawet bez tego lokalne władze się absolutnie posiadaczami nie interesują- choć oczywiście można mieć mało przyjemny kontakt z federalnymi. Inna sprawa, że po pierwsze władze stanowe z federalnymi się niezbyt lubią, a po drugie FBI czy DEA absolutnie nie mają możliwości technicznych I kadrowych dla ścigania zwykłych palaczy- no chyba, że by zwyczajnie szukali pretekstu dla usadzenia kogoś, ale oczywiście osoba, która może znaleść się na celowniku federalnych szybko wybierze się do lekarza narzekając na ból pleców...
A zresztą zgodnie z prawem Stanu Kalifornia samo posiadanie marihuany w ilości do 1 uncji (co ponoć pozwala ładnych parę razy porzadnie się ujarać) od 2008 r. jest wykroczeniem, zagrożonym 100$ fine (czyli niedokładnie tłumacząc na polski- mandatem) i bez ryzyka wpisu do criminal record. Oficjalnie. Nieoficjalnie mianowicie, nikt nie słyszał o żadnym ściganiu nikogo.
Krótko mówiąc- pod płaszczykiem zgodności z prawem federalnym i nielegalności narkotyków jest to rzecz całkowicie dozwolona I tolerowana przez władze tutaj. Choć skądinąd część uzasadnienia jest budżetowa- stanu mianowicie dokładnie nie stać na kompletnie bezproduktywne wykorzystywanie czasu pracu policji, sędziów, prokuratorów i strażników wieziennych- w ramach oszczędności odpuszczają sobie ściganie rzeczy nieszkodliwych dla społeczeństwa i pozostałe zasoby są lokowane w utrzymanie porzadku społecznego- co akurat niejako przy okazji pokazuje różnicę pomiędzy cywilizowanym i dobrze zarządzanym krajem, a biurokratycznym chaosem.
Ale oczywiście federalny ustrój USA zachodzi w swej strukturze jeszcze niżej i dzieją się rzeczy jeszcze dziwniejsze z punktu widzenia przyzwyczajonego do scentralizowanego zamordyzmu Europejczyka.
Mamy taki oto Mendocino_County, w którym uprawa jest całkowicie legalna- a nawet stanowi tam podstawową gałąź ekonomii. Więc Amerykanie są po prostu praktyczni- I to jest całkiem niezła perspektywa dla USA. Co ciekawe, moim zdaniem, jest to właściwie optymistyczna pespektywa dla Kaliforni, ale niekoniecznie dla całych USA. Zgadzam się tu z przewidywaniem kol. Słomskiego, że USA się rozpadną- ale Kalifornia będzie jedą z lepiej radzących sobie części.

8 komentarzy:

Iulius pisze...

Ale za to mają niesłychany jak na USA zamordyzm w kwestii broni palnej, czyż nie?

Ciek pisze...

Mnie zawsze w sumie dziwiło jak w kraju ortokatolickim, którym Polska Rzeczpospolita Ludowa niewątpliwie jest, zakazane może być posiadanie czegoś, co potrafi sobie samo na dziko wyrosnąć, czyli tzw. Daru od Boga. Widać biurokracja potrafi wygrać nawet z wiarą, o zdrowym rozsądku nawet nie wspominając, bo ten od zawsze stoi na straconej pozycji i chyba w drodze ewolucji powinien już zacząć stopniowo zanikać, podobnie jak inne zupełnie niepotrzebne rzeczy w rodzaju wyrostka robaczkowego.

Ze złowrogą substancją z tytułu Wymiar Sprawiedliwości walczy z pełnym poświęceniem i ofiarnie. Miałem kiedyś przyjemność uczestniczyć w rozprawie, na której sędzia do spółki z 2 ławnikami i prokuratorem starali się ze wszystkich swoich sił zrujnować życie 18-letniemu, arcyzbrodniczemu licealiście, którego patroli Policji ofiarnie i z poświęceniem (wcale nie dla statystyki, o nie!) przyłapał na paleniu skręta w bramie. Jak sprawa się skończyła, nawet nie wiem. Moje uczestnictwo było tylko incydentalne, na 4 terminie (sic!), a jak wiadomo sprawa skomplikowana lubi sobie potrwać by Temida skutecznie ziarna od plew oddzieliła. Fakt, że idzie na takie zabawy kupa kasy z podatków to nie problem. Na szczytny cel płacić to przecież prawdziwa przyjemność. Nie jest też wcale problemem, że w czasie gdy Policja ganiała dzieciaki po bramach i szukała ćmików na ziemi, w innej części miasta ktoś może właśnie dostawał w mordę, a w czasie gdy Sąd d spółki z Oskarżycielem zastanawiali się czy nastoletni palacz jest dla społeczeństwa stracony całkowicie i powinien zostać zamknięty, czy tylko częściowo i może go uratować przymusowe leczenie, inni miesiącami czekali na wyznaczenie terminów dochodzenia swoich praw przed Sądem. Mamy w końcu równość wobec prawa, na każdego przyjdzie pora ... w swoim czasie.

Hej!
Ciek

Sventevith pisze...

Owszem może i będzie dobrze sobie radziła, ale nie z powodu marihuany ale ulokowanego tam biznesu.

Anonimowy pisze...

Gdyby partie PIS i PO były w USA to by tez tami mieli taki zamordyzm jaki robi sie w POlandi ! Juz nie mówiąc o zamordyzmie podatkowym jaki wprowadza PO.

Anonimowy pisze...

Anonim z 14:00
Ważne, że istnieją w Polsce takie "ostoje normalności" jak SLD ( ??? ) i UPR ( masoneria ).
Dalej sobie tak komentuj... Powodzenia życzę.
PS I popatrz, kogo media najbardziej nie lubią - na tego głosuj ( a zresztą - jakie to ma obecnie znaczenie )...

Maczeta Ockhama pisze...

@ Sventevith
Oczywiscie, ze tak. Hi-tech Krzemowej Doliny jest rzecza dosc unikalna na swiecie i samo to jeszcze dlugo pociagnie Kalifornie.

Anonimowy pisze...

??? - no powiedzmy sobie wprost, popluczyny po komuchach, te mniej ideowe - te bardziej to w SDPL i PeDe, poza tym nowa komuna - Zieloni.. ale ze UPR = Masoneria --- to jakis zart? Przeciez masoneria byla w UW, ktora z tego co wiem sie rozpadla na PO i PD....

Tomasz Churas pisze...

Podobał mi sie film Shrink. Holywood pachnie maryśka jak w tym filmie :) zastanawiałem sie właśnie czy to nie jest jakas fikcja, ale czytajac twojego posta widzę ze nie. Pozdrawiam.