Drugi paszport- Urugwaj

Po pewnej przerwie na filozofowanie, wracamy do cyklu na chwilę przerwanego. Parę ciekawych krajów jeszcze zostało- ale w prezencie świąteczno-noworocznym opis Urugwaju.

Jako czyste drugie obywatelstwo „ogólnego zastosowania” pierwsze miejsce w światowym rankingu (mojego własnego, subiektywnego autorstwa), o krok przed Panamą. Spokojny stabilny kraj, dość zamożny i umiarkowanie skorumpowany (jak na Am. Ł.). Co bardzo istotne- jedna z najbardziej otwartych na imigrantów jurysdykcji na świecie. I nie jest to w żadnym wypadku „szara strefa” jak np. Paragwaj, a kraj powszechnie uważany za cywilizowany.
Nie ma więc praktycznie żadnego zagrożenia większymi problemami przy posługiwaniu się tym paszportem. Co też istotne- od ponad 150 lat ten kraj nie uczestniczył w żadnej wojnie, nie ma żadnych roszczeń terytorialnych, ani nikt nie rości sobie praw do jego terytorium. O mało którym miejscu na świecie można to powiedzieć. Więc z prawdopodobieństwem bliskim pewności można powiedzieć, że jest to paszport neutralnego państwa- nawet w wypadku konfliktu światowego. Zresztą przez wiele lat Urugwaj był nazywany „Szwajcarią Ameryki Południowej”. Może nieco na wyrost- ale neutralność i tajemnica bankowa były zbliżone. Co ciekawe- spora część Argentyńczyków woli trzymać pieniądze w urugwajskich bankach (trudno im się dziwić). Zresztą Montevideo jest położone 3 h wodolotem od Buenos Aires, a Colonia del Sacramento jeszcze bliżej
Perspektywy jako kraju wyglądają bardzo dobrze. Aż trudno szukać dziury w całym- choć inwestycyjne nie jest to już zbyt atrakcyjne miejsce- po prostu dobre i stabilne, ale jest tam zwyczajnie drogo (choć oczywiście nie tak jak w Europie - tylko w porównaniu do np. Argentyny).
Pod względem ilości populacji- są jeszcze olbrzymie rezerwy. Kraj o powierzchni około połowy Polski zamieszkuje 3,5 mln ludzi. Klimat co prawda- ze względu na brak większych łańcuchów górskich w okolicy jest mało przewidywalny i w zimie równie prawdopodobne są przymrozki, jak i temperatury w okolicach 20 st. (choć i w Polsce tak bywa- tylko trochę zimniej- ale tam może się to zmienić z godziny na godzinę. Co prawda jest jedna teoretycznie istotna wada- w przeciwieństwie do Panamy i Paragwaju, w Urugwaju istnieje od niedawna nieograniczony obowiązek podatkowy- ale to akurat jest rzecz, którą nie należy się już przejmować. Cóż- nie wybrzydzajmy dalej. I teraźniejszość i perspektywy są bardzo OK.
Co do możliwości uzyskania paszportu- w wypadku imigracji, jeśli rozpocznie się pracę, nabędzie nieruchomość, itp. 3 lub 5 lat i sprawa załatwiona. I jak zwykle w takich wypadkach jest też druga ścieżka- „emerytalna”. Oczywiście pełna dziur- jak zwykle w takich wypadkach. Generalnie emerytem może być każdy. I to właściwie tyle na temat. W tej wersji obywatelstwo dostaje się „od ręki”- co niestety w Am.Ł. jest pojęciem dość względnym- procedura trwa rok do półtorej.
Ale znów nie ma na co narzekać- prawie cały świat bez wiz i bezpieczna przystań w prezencie- a nawet odrobina opieki dyplomatycznej- i kraj który nie kojarzy się z dziwnymi paszportami.
Na pewne wydatki się trzeba przygotować- ale IMO na obecne czasy inwestycja znacznie lepsza niż nowy samochód.
Paragwaj wychodzi zdecydowanie taniej, ale stosunek jakości do ceny tu jest nie do pobicia.
Co prawda, to jeszcze zależy od paru rzeczy- ale może wiosną będę w tamtych okolicach- więc można się ze mną kontaktować w tej sprawie.

32 komentarze:

Anonimowy pisze...

O, fajnie, już się stęskniłem za kolejnym artykułem w cyklu... :-)
A co z Chile? Badałeś sprawę?

Pozdr,
jakow

Anonimowy pisze...

Przez długi czas myślałem, że Kolumbia jest bardzo dobrą przystanią na względne poczucie wolności i prowadzenie biznesu, według mnie potencjał ma ogromny choćby ponad 2 mln przyrostu naturalnego rocznie. Jednak po przeczytaniu kilku wiadomości o tym kraju to stwierdzam, że tam obecnie u władzy są ludzie pokroju ala Kaczyński PIS, czyli socjalizm z kościelną twarzą, a w opozycji są socjaliści marksiści ala Tusk wspierani przez Chaveza.

Maczeta Ockhama pisze...

@ jakow
Chile się przyglądam. Na sam paszport- akurat słabo, ale jako kraj zdecydowanie OK.
@ anonimowy
Realia polityki Am.Ł. są właśnie takie. Oprócz tego zorganizowane złodziejstwo w polityce- wszędzie. O Kolumbii niewiele wiem (pewnie sporo więcej niż przeciętny mieszkaniec naszego kraju, ale za mało by pisać), przyjrzę się, zobaczę

futrzak pisze...

W zasadzie sie zgodze, mam jednak pare "ale":

- w 2010 do wladzy doszla partia socjalistyczna. Istnieje niebezpieczenstwo zrujnowania kraju i rozruchow tak jak to mialo miejsce w latach 70-80.

- energia pozyskiwana jest z hydroelektrowni, jednak to za malo. rzad planuje budowe elektrowni atomowej, tyle ze wtedy Urugwaj bylby zalezny od importu surowcow (zreszta w tej chwili tez jest zalezny, bo bogactw naturalnych prawie nie maja).

Tak poza tym to ok. Wydaje sie, ze osobie, ktora ma juz wyzsze wyksztalcenie z w miare przydatnej dziedziny nie byloby trudno znalezc tam prace. Mozna tez zalozyc farme agroturystyczna albo gospodarstwo permakulturowe :) ziemi maja wszak pod dostatkiem.

BTW: nie wiesz jak tam ksztaltuja sie ceny studiow?

Maczeta Ockhama pisze...

@ futrzak
Co do prądu- na szczęście cały region jest dość bogato wyposażony w hydro. Oczywiście znacznie mniej niż potrzeby (z wyjątkiem Paragwaju), ale nawet opierając się tylko na tym- jakaś sieć pozostanie- czego nie można powiedzieć o Polsce.
Co do wykształcenia- właściwie nigdzie się tym nie interesuję- więc nie mam pojęcia- bo i po co?
Czerwoni to w istocie zagrożenie- ale dobry kraj bez komunistycznego przewrotu nie tak łatwo zrujnować. A w Am.Ł. dużym problemem jest zwykła przestępczość- i pod tym względem też nie jest źle

Anonimowy pisze...

@Maczeta
Pozostaje mi tylko wierzyć w to co kiedyś mówił Cejrowski o lewicowym rządzie Meksyk, władza jest paskudna, ale łapskami nie sięga w głąb kraju. Co do Kolumbii to potencjał naprawdę ma ogromny, choć bardzo nie doceniany pewnie przez bajki o komunistycznych partyzantkach. Rocznie kraj odwiedza ok. 3mln turystów, biorąc pod uwagę położenie jest to naprawdę bardzo mało.

W tym roku może się tam wybiorę i rozejrzę trochę, w ogłoszeniach przyzwoite apartamenty w Cartagenie (coś jak Sopot) chodzą po 60-80tys dolarow.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Coś jest w tych słowach Cejrowskiego. A w istocie po dłuższym chaosie Kolumbia od paru lat ma się nieźle. Ale dzisiejsze czasy to łabędzi śpiew turystyki- więc wszystko fajnie- ale liczba turystów to coś co ignoruję, chyba że jako wskaźnik potencjalnej głębokości upadku

Anonimowy pisze...

Generalnie, prowadzący blog o kryzysie w Argentynie podawał Urugwaj jako jedyny kraj do którego EWENTUALNIE można migrować.

Generalnie białym odradzał migrację do Ameryki Łacińskiej. Biały zawsze będzie gringo i jak się coś tam zacznie dziać pierwszy po dupie dostanie.

Anonimowy pisze...

Co do Kolumbii i partyzantek, to kwestia części kraju. Tam gdzie jest koka uprawiana rząd ma mało do powiedzenia.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Anonimowy
Generalnie cały cykl zaczął się nie od planowania migracji, a od tego, aby mieć ubezpieczenie na wszelki wypadek. Po co- odsyłam tu: http://maczetaockhama.blogspot.com/2010/08/drugi-paszport.html

futrzak pisze...

@Maczeta:
potencjalni kandydaci na emigrantow biora to po uwage, bo zwykle juz maja albo planuja miec potomstwo.
A w wiekszosci krajow zachodnich koszt wyksztalcenia dziecka rosnie do niebotycznych rozmiarow, jesli tylko ktos chce cos wiecej ponad szkole srednia...

Anonimowy pisze...

Liczy się fach w ręku a nie wyższe wykształcenie po politologi ;-) Przy wyborze wykształcenia trzeba się kierować aby mieć jakieś konkretne umiejętności które można sprzedać.

Mnie martwi Cypr. Jeśli faktycznie popadnie w tarapaty i UE będzie musiała pomóc. Zrobi to z wielka chęcią, w zamian za likwidację przepisów ułatwiających tam lokowanie firmy. Cypr to wrzód na dupie całej UE.

Anonimowy pisze...

Oczywiście dla polityków, a nie przedsiębiorców.

Anonimowy pisze...

Nowa Zelandia obniża podatki,szkoda że tak daleko ,lecz z drugiej strony to odległość jet gwarantem że nie zaraża się socjalizmem. ALA

anakinwolf pisze...

Może nie warto ograniczać się jedynie do krajów Ameryki Południowej. Czy brałeś pod uwagę kraje azji południowo wschodniej?

spekulancik pisze...

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma? Czemu zakładacie, że w Polsce będzie gorzej niż w obcym kraju, obcej kulturze, wśród ludzi, którzy nas nie znają i średnio obchodzi ich nasz los. Tu znamy lokalne środowisko, mamy rodziny, przyjaciół. Jesteśmy we własnym sosie, który znamy i potrafimy sobie w nim radzić. Czasami można przedobrzyć i wpaść z deszczu pod rynnę.

Maczeta Ockhama pisze...

Przypominam po raz któryś, że zasadniczo nie jest to opis pomysłów na emigrację, a na istotne zwiększenie zakresu wolności dzięki możliwości posługiwania się innym paszportem. W ekstremalnej sytuacji- możliwość spokojnego wyjechania z kraju w razie wojny. Co prawda każdy artykuł cyklu zawiera też perspektywy danego kraju, ale nie jest to tak istotne.
A cały czas twierdzę, że w roku 1938 lepiej było z Polski wyjechać w nieznane, niż oglądać to co się działo. A z neutralnym paszportem można było wyjechać nawet w 1944 i 1952. I do tego to służy- właśnie bardziej dla tych co chcą zostać

Anonimowy pisze...

Witam w Nowym Roku

Jak to zwykle bywa, w Sylwestra naszla mnie nostalgia i poczulem nagla chec ponownego planowania. Twoj blog czytam od poczatku, ale teraz zastanowilem sie nad jednym - na co kladziesz wiekszy nacisk? na przygotowania w Polsce, czy ewentualny wyjazd? Chcialbym zebys dobrze zrozumial - to oczywiscie stary dylemat uciekac czy walczyc, czy lepiej budowac warony zamek i sie w nim zamknac czy przyjac taktyke wojny partyzanckiej? Ze czasy sie zmienia, wiedza o tym czytelnicy tego bloga. Ale czy wtedy lepiej bedzie stac sie swiatowym nomada (wtedy lepiej nastawic sie na zycie na jachcie) czy metoda polskiego chlopa twardo wrastac we wlasna ziemie?
A byc moze kwestia drugego paszportu nie jest taka kosztowna, zeby zastosowac taktyke "miec ciastko i zjesc ciastko"?
Tak wiec - o czym czesciej myslisz, na co przeznaczasz wieksze pieniadze i dlaczego?

Adam

Anonimowy pisze...

Witam w Nowym Roku

Gdy tak sobie myslalem przy Sylwestrze co jest najwazniejsze na nowy rok - zastanowilem sie co dla Ciebie? Na co kladziesz wiekszy nacisk? Na organizowanie alternatywnej lokalizacji (paszport - chyba ze go juz masz) czy na zabezpieczenie tutaj? Czy wolisz budowac zamek i fose, czy wybierasz mobilne hordy Mongolow?
Pytam, bo gdy jest dylemat za co sie zabrac - trzeba czaem wybrac. Chociaz byc moze procedura uzyskania drugiego obywatelstwa nie jest taka droga? Sam przymierzalem sie do Australii, wiec znam troche tylko to zagadnienie.
Tak wiec pytanie - czy wybierasz walke tutaj, czy ucieczke tam? Na co przeznaczasz wiecej energii i dlaczego? Interesuja mnie Twoje argumenty.

Adam

Anonimowy pisze...

TA moze to jest inaczej niz mysle i blad jest w zalozeniu ze mozna byc tylko "tu" albo "tam" (specjalnie nie uzylem "lub")- a przeciez mozna "pomiedzy"? Bo moze zakladasz, jak pisalem w dawnym poscie, ze po prostu w sytuacji podbramkowej gdy "kolbami do drzwi zalomoca" pokazesz paszport, spakujesz sie i wyjedziesz do zupelnie innego kraju - ale jako obywatel nie-Polski? i moze to byc np. Szwajcaria, ktora przeciez wpusci do siebie obywatela Urugwaju na przyklad?

Anonimowy pisze...

Wyjde na spamera, ale musze - oczywiscie to TY pisales post o drugim paszporcie (wiec powinno byc "pisales" a nie "pisalem"). Przepraszam za glupia i jednak znaczaca pomylke :), nie jestem politykiem wiec swoj honor mam :)

Adam

Maczeta Ockhama pisze...

@ Adam
Jest dokładnie jak opisałeś w dalszej części- ustawiam się tu- bo jest oczywiście łatwiej w kulturze i środowisku, które się zna. Jednocześnie staram się jak najmocniej chronić i dywersyfikować zasoby. A plan z grubsza jest taki, aby tu siedzieć i kombinować- a znikać jak naprawdę zacznie być gorąco- czego zapewne objawem będą utrudnienia w przekraczaniu granic- albo wewnętrzne (problem z paszportem), albo zewnętrzne (wizy). Jak ktoś chce po prostu wyjechać- to w tej chwili drugi paszport nie jest potrzebny

Anonimowy pisze...

Dziekuje za odpowiedz
Z rozwiniecia tej mysli (wiecej powodow i wnioskow dla uzyskania lepszego myslo-fermentu, lub jakby powiedzial Hans K., zacieru) wyjdzie z pewnoscia niezly post, ktory z zainteresowaniem przeczytam tutaj lub/i Agepo...
Czy miales zamiar poruszac sprawe kosztow uzyskania takiego paszportu, czy zostawiasz ta kwestie dla naprawde zainteresowanych?

Adam

Maczeta Ockhama pisze...

Kwestie kosztów rzeczywiście dla zainteresowanych- choć podaję pewne uogólnienia (dobra wycieczka lub samochód). Z postem zobaczymy. Wydawało mi się, że ogólne posty o paszportach właśnie takie są- ale może rzeczywiście je rozwinę.

Anonimowy pisze...

Myslalem bardziej o ponownym przedstawieniu koncepcji odnosnie drugiego paszportu, jest pewnie spora liczba osob ktorym jednoznacznie kojarzy sie bardziej z relokacja teraz (a ten trend tez przetacza sie przez blogi).

Uogolnienia zauwazam, ale jestem zainteresowany. Wiem skadinad, ze planowane jest pewna zmiana w Agepo. Lub gdzie jest miejsce dla szczegolowych informacji?

Adam

Maczeta Ockhama pisze...

@ Adam
W istocie chyba warto ponownie popełnić coś takiego- tym razem z rzeczywistymi prognozami przydatności.
A co do szczegółów- zwłaszcza dla zainteresowanych jest mail.

pawelsm pisze...

Czesc
Ciekawe wpisy i milo sie czyta kogos kto zachowuje zdrowy rosadek. Co do urugwaju to wedlug wikipedi
http://en.wikipedia.org/wiki/Uruguayan_nationality_law
wcale nie jest tak latwo o paszport. To juz latwiej wydaje sie dostac paszport typowych krajow emigracyjnych vide canada australia nowa zelandia. Kasujesz punkty za wyksztalcenie i znajomosc jezykow czy za inne umiejetnosci ktore posiadasz i juz nim sie tam osiedlisz dostajesz prawo stalego pobytu i obywatelstwo bodajrze po roku.

pzdr Pawel

Maczeta Ockhama pisze...

@ pawelsm
W wikipedi różne rzeczy piszą- zazwyczaj rzetelne- ale w tym wypadku zupełnie nie. Jest to- z oczywiście garścią kombinacji relatywnie prosta sprawa. A w Aus i NZ relatywnie łatwo otrzymać prawo pobytu w systemie punktowym- ale trzeba go jeszcze przejść- i naprawdę tam mieszkać- a to duża różnica.

Anonimowy pisze...

Witam serdecznie !!!!

Kometarze wasze panowie, wzbudzily moje zainteresowanie. Ciekawe jest to co
Przeczytalem. Ale czy moglbym was poprosic o nieco wiecej informacji dotyczacych, kwesti pobytu na stale, gdzie, sie zatrzymac aby nie zastac gringo w tym zlym znaczeniu. Choc kraj jest zasiedlony przez europejczykow.
Nie stac mnie na kupno domu czy mieszkania. Dysponuje miesiecznym dochodem w granicach 2 tys zlotych. Czy jest szansa godnego zycia?
Wlasnie zaczalem "pakownie najbardziej potrzebnych rzeczy ktore zamierzam wziasc ze soba" Jesli ktos z was moglby mi udzielic kilku rad, bylbym niezmiernie wdzieczny.
Z calym szacunkiem sle pozdrowienia Bronek

Maczeta Ockhama pisze...

@ Bronek
Najprościej mówiąc- to mocno zależy. Jeśli zarabiasz te pieniądze fizycznie na miejscu w Polsce- to oczywiście na nic nie wystarczy. Jeśli możesz mieć taki dochód niezależnie od lokalizacji- to dość oczywiście poziom życia możesz mieć o wiele wyższy w innych częściach świata. Jeśli to jest twoja nadwyżka miesięczna- to nieco można myśleć o odłożeniu jakiejś sumy, która pozwoli na w miarę przyjemne życie w cieplejszym miejscu... Szczegóły- ewentualnie na maila

wmo pisze...

Całkiem nieźle zarabiam w Polsce, ale widzę co się zaczyna tu szykować niedalekiej przyszłości, więc już teraz poważnie myślę o uzyskaniu paszportu Urugwajskiego. Zanim napiszę coś do ambasady urugwajskiej w Berlinie (akredytacja dla Polski), czytam wszystko, co znajdę na ten temat.
Będę wdzięczny za każdą kwalifikowaną informację. Najlepiej w systemie "krok po kroku" :-)
--
PozdroW

Anonimowy pisze...

Witaj Maczeta Ockhama,

Po pierwsze fantastyczny blog naprawde. Gratuluje!
Po drugie, mam pare pytan jesli chodzi o Urugwaj. Bronkowi piszesz, ze kontakt na maila. Mozna prosic Twoj mail? Dziekuje z gory. sylwia.laurosa@gmail.com