Chiny

Na głównego gracza w światowej gospodarce w ciągu ostatnich 30 lat wyrosły Chiny tzw. ludowe (swoją drogą- na taką reformę socjalizmu mogę się zgodzić- zostawić tylko nazwę). Wyrosły w bardzo ciekawy sposób- przez trwale zaniżony kurs walutowy. Ma to ciekawe konsekwencje- chiński eksport jest bardzo tani, jednocześnie import kosztowny- chińczycy mają sztucznie zaniżony poziom życia- za to owoce swojej pracy oddają prawie za darmo ludziom Zachodu (którzy żyją ponad stan- zwłaszcza rządy)- napływ dewiz jest kontrolowany i przejmowany przez chiński bank centralny- który kupuje za to amerykańskie i europejskie obligacje. Dzięki temu zachodnie rządy mogą od lat prowadzić politykę, na którą obiektywnie absolutnie ich nie stać- i co gorsza coraz bardziej nie stać- bo przemysł przejmowany jest przez Chińczyków. Zachód stopniowo staje się zapleczem surowcowym dla Chin. To jest jedynie opis sytuacji dzisiejszej.

Ciekawsze są inne rzeczy. W kulturę chińską i konfucjanizm mocno wrośnięte jest myślenie w okresach 30-letnich- pokolenia. Warto więc spojrzeć na cele, które postawił przed Chinami Deng Xio Ping w 1978 r. - w skrócie Chiny miały zostać wielką potęgą przemysłową we wczesnych latach XXI w. Określił cele, określił czas i zostało to zrealizowane. Pytanie- jaki jest nastepny plan 30-letni i jak zmieni świat? Po odrobinie walk wewnątrz Partii Hu Jintao przejął władzę i ogłosił nową doktrynę Naukowego Rozwoju (ogłoszone 29 lat po manifeście Denga)- nazwa jak wszystko tłumaczone z chińskiego (którego niestety nie znam) nic nie mówi- a wyjaśnienia na Wikipedii brzmią z socjalistyczna- w co nie wierzę (nie wierzę, że myślący człowiek którego dotknęła Rewolucja Kulturalna może być socjalistą). Więc moim zdaniem plan rozwoju Chin na najbliższe 30 lat najbardziej będzie przypominać Nowy Konfucjonizm- który można podsumować- Chiny muszą nauczyć się od Zachodu nowoczesnej nauki i demokracji, a Zachód od Chin więcej bardziej wszechstronnego spojrzenia („a more all-encompassing wisdom”- trudne do dokładnego przetłumaczenia- więc zostawiłem w angielskiej wersji.) Z czego wydaje mi się, że pod określeniem „demokracja” kryje się w rzeczywistości uczciwe i sprawiedliwe sądownictwo oraz lokalne społeczności obywatelskie- czyli raczej republikańskie ideały XIX w. Ameryki niż zmiana symboliki i ogólnopaństwowe wybory.

Czyli jest to kierunek pokojowego rozwoju i raczej izolacjonizmu politycznego, ale jednocześnie zakończenie pewnej epoki- „nasze towary za wasze papierki”- i widzę 30 chudych lat dla zachodnich rządów- czasu przymusowego i mało przyjemnego demontażu socjału i powolnej reindustrializacji- naprawdę ciężkie czasy i bardzo prawdopodobne jest pojawienie się demagogów obiecujących poprzedni standard życia- jeśli tylko: wznowimy cła, stworzymy znów własną walutę, wyrzucimy cudzoziemców, odzyskamy dawne ziemie, itd. Generalnie piękne czasy dla odważnych spekulantów i bardzo złe dla przeciętnych ludzi.

A propos przypadkowego zbiegu mojego i konfucjańskiego horyzontu myślenia- nie, nie jestem konfucjonistą- wolę widzieć Katolickie Chiny niż konfucjańskią Europę. Zresztą do upowszechnienia Wiary w Chinach było w pewnym momencie bardzo blisko- kiedy Papież pod koniec lat 30-tych ogłosił, iż kult przodków nie jest pogańskim zabobonen, a raczej wypełnianiem III przykazania. Przepraszam Was, ale zwyczajnie to odbiega od tematyki i nie chce mi się znów szukać źródeł- ale sam przeczytam chętnie podsumowanie- może kolega obserwator z Boskiej Woli się temu przyjrzy- odnoszę wrażenie, że leży to w kręgu jego zainteresowań?

9 komentarzy:

Kot w gołębniku pisze...

Nie bardzo wierzę, że Chiny przejmą ideały XIXw. Ameryki. Trzymająca w Chinach władzę gerontokracja tak łatwo nie zrezygnuje z przywilejów a oddolnej rewolucji nie będzie bo po pierwsze Chińczycy się bogacą i dobrze im z tym nowym stanem, a po drugie są przyzwyczajeni do karności. Demokracja w Chinach może oczywiście się wydarzyć, ale będzie jeszcze bardziej nieprzyjemna niż ta w UE, tzn. jeszcze mniej swobód obywatelskich przy podobnej złudności tego, że zwykły obywatel ma na cokolwiek wpływ.
A jeśli chodzi o tani chiński eksport... Chiny się dorabiają i drożeją na naszych oczach, ale na ich miejsce czekają kolejne potencjalne "fabryki świata": Wietnam, Indonezja, Filipiny, a za kilkadziesiąt lat, kto wie może i Afryka. To oczywiście nic nie da zachodnim społeczeństwom żyjącym ponad stan, ale to już inna bajka...

www.boskawola.pl pisze...

Jakaś forma synkretycznego chrześcijaństwa była w Chinach popularna w czasach "powstania taipingów" w połowie XIX wieku. Z katolicyzmem to jednak wiele wspólnego nie miało. Zaś kult przodków próbowali przeszczepić na grunt lokalnego Kościoła jezuici już w wieku XVI: niewiele im to dało - postawili na dynastię Ming akurat wtedy, gdy ją obalali Mandżurowie...

Maczeta Ockhama pisze...

@kotwgołebniku: Teza Jest nieco inna- chińskie władze stawiają cele w długiej perspektywie i potrafią je realizować. W 1978 r. też nikt nie wierzył, że Chiny mogą stać się przemysłową potęgą- a wszystkie wymienione kraje razem są mniejsze niż ułamek Chin i dużo bardziej skorumpowane. Chińskie władze rzeczywiście starają się stworzyć sensowne i przejrzyste sądownictwo- to już teraz widać- dokładając wolność gospodarczą i poczucie lokalnej wspólnoty mamy Amerykę- z wyjątkiem dostępności taniej ziemi.
@ boskawola- to wszystko prawda- ale właśnie prawdziwy przełom nastąpił w latach 30-tych XX w., kiedy liczba nawróceń przeszła z tysięcy w miliony- i było to związane z zaakceptowaniem przez KK tradycji kultu przodków- czyli tradycji, której przeciętny Chińczyk nie mógł odstąpić- a jednocześnie pokazało potrzebę wiary w Chinach. I dotyczyło to właśnie katolicyzmu

www.boskawola.pl pisze...

Jakieś źródło tej rewelacji..? Bo nigdy o tym nie słyszałem...

Maczeta Ockhama pisze...

Proste źródło- Wikipedia http://en.wikipedia.org/wiki/Roman_Catholicism_in_China
"Within months of his election, Pope Pius XII issued a dramatic change in policies. On December 8, 1939, the Sacred Congregation for the Propagation of the Faith issued — at the request of Pope Pius — a new instruction, by which Chinese customs were no longer considered superstitious, but instead an honourable way of esteeming one's relatives and therefore permitted by the Catholic Church"- tam jest podane źródło książkowe

Jaszczur pisze...

Ponadto dwóch prezydentów Republiki Chińskiej: Sun Yat Sen i Chiang Kai Shek byli katolikami.

Kahzad pisze...

Demokracja w Chinach nie ma racji bytu. I mieć nigdy nie będzie.
Podobnie z sądownictwem czy wolnością gospodarczą. Jest to ciut bardziej skomplikowane. W Chinach najważniejsza jest sieć znajomości i wiedza, komu i ile dać w łapę. Takie są realia.
Natomiast gospodarczo Chiny rządzą i rządzić będę dopóki nie przegrają wojny.

Maczeta Ockhama pisze...

@ Kazhad
Co do demokracji w sensie powszechnych wyborów, itp.- czyli obecnej zachodniej jej formy- zgadzam się. Ale w sensie uczciwe sądownictwo i lokalna demokracja- to jak najbardziej pasuje do chińskiej mentalności. Co do uczciwego chińskiego państwa- już działa Singapur i Honkong, a lokalna demokracja jest tam dość tradycyjna

Kahzad pisze...

@Maczeta
Z tego co wiem z pierwszej ręki, co dzieje się na prowincji nikogo z tzw. władzy nie obchodzi o ile nikt nie robi problemów. Więc lokalnie to i owszem, w pewnych granicach. Podobnie ze sprawiedliwością i sądownictwem. Sądy i sędziowie działają zgodnie z obowiązującym prawem, ale jeżeli istnieje polityczna potrzeba, to decydent się znajdzie.
Nie ma tam sytuacji, że sędziowie działają zgodnie jedynie z własnym widzimisię. Za to właśnie jest "czapa".